Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Młyn do mumii

Tłumaczenie: Mirosław Śmigielski
Wydawnictwo: Stara Szkoła
6,56 (105 ocen i 23 opinie) Zobacz oceny
10
3
9
6
8
21
7
30
6
23
5
11
4
4
3
5
2
1
1
1
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Mlýn na mumie
data wydania
ISBN
9788394478346
liczba stron
342
kategoria
historyczna
język
polski
dodał
L_Settembrini

Mistyczny porno-gastro thriller z XIX-wiecznej Pragi Nadchodzi nowy rok. Kiedy praski Orloj wybija północ, odkryta zostaje bestialska zbrodnia. Śledztwo w tej sprawie prowadzi ekscentryczny komisarz Durman. Czy jego nietypowe metody doprowadzą do ujęcia sprawcy? Jak powstrzymać mordercę, który zawsze o krok wyprzedza policję? I czym jest tajemnicze Ordo Novi Ordinis? Petr Stančík...

Mistyczny porno-gastro thriller z XIX-wiecznej Pragi

Nadchodzi nowy rok. Kiedy praski Orloj wybija północ, odkryta zostaje bestialska zbrodnia. Śledztwo w tej sprawie prowadzi ekscentryczny komisarz Durman.

Czy jego nietypowe metody doprowadzą do ujęcia sprawcy? Jak powstrzymać mordercę, który zawsze o krok wyprzedza policję? I czym jest tajemnicze Ordo Novi Ordinis?

Petr Stančík oprowadza czytelnika po Pradze pięknej i Pradze ponurej, odwiedza burdele, kościoły i gospody, a w tle tej fantastycznej opowieści przetacza się 1866 rok i pobrzmiewa czeski śmiech.

Książka zdobyła najbardziej prestiżową czeską nagrodę literacką – MAGNESIA LITERA W KATEGORII PROZA.

 

źródło opisu: www.stara-szkola.com

źródło okładki: www.stara-szkola.com

pokaż więcej

Brak materiałów.
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Oficjalna recenzja
Agnieszka książek: 331

Kolano jagnięce na rozmarynie

Głównym bohaterem tego osadzonego w XIX-wiecznej Pradze kryminału jest policjant, komisarz Leopold Durman. Sherlocka Holmesa nie przypomina w niczym, choć ofiarnie i z zapamiętaniem ściga seryjnego mordercę listonoszy. Tytułowy młyn nie ma znaczenia fabularnego, jest anegdotą, jednym z wielu makabrycznych wynalazków pojawiających się na kartach powieści. Nie taki jednak ten młyn straszny, od opisu samlatacza czeskiego ciarki po kręgosłupie (powiązany z treścią żarcik) przechodzą dużo intensywniej.

Ale prawdziwym bohaterem tej historii jest obfitość. Przesyt i nadmiar rodem z płócien starych niderlandzkich mistrzów, gdzie martwa natura co i raz przypomina, że kiedyś była żywa, a w najpiękniejsze jabłko wgryza się już robak rozkładu. Gdybym szukała filmowego odpowiednika, byłoby nim „Wielkie żarcie”. Sama intryga jest tu tylko pretekstem, tożsamość winnego łatwo wydedukować, lecz ukaranie sprawcy nawet w świadomości czytelnika schodzi na dalszy plan (bo, że powtórzę za komisarzem Durmanem, gdzież mu do najniebezpieczniejszych złoczyńców: Franciszka Józefa i jego generałów). I choć nie jest to książka, którą należy traktować zbyt poważnie, może nam wtedy umknąć przyjemność z jej czytania, jednocześnie jest to książka, która najbardziej podobała mi się, gdy robiło się poważnie, gdy karykaturalność świata tworzyła nowe znaczenia, jak we fragmentach, w których opisy jedzenia przeplatały się z opisami zwłok i apetyczne stawało się obrzydliwe, a obrzydliwe dużo mniej obrzydliwe,...

Głównym bohaterem tego osadzonego w XIX-wiecznej Pradze kryminału jest policjant, komisarz Leopold Durman. Sherlocka Holmesa nie przypomina w niczym, choć ofiarnie i z zapamiętaniem ściga seryjnego mordercę listonoszy. Tytułowy młyn nie ma znaczenia fabularnego, jest anegdotą, jednym z wielu makabrycznych wynalazków pojawiających się na kartach powieści. Nie taki jednak ten młyn straszny, od opisu samlatacza czeskiego ciarki po kręgosłupie (powiązany z treścią żarcik) przechodzą dużo intensywniej.

Ale prawdziwym bohaterem tej historii jest obfitość. Przesyt i nadmiar rodem z płócien starych niderlandzkich mistrzów, gdzie martwa natura co i raz przypomina, że kiedyś była żywa, a w najpiękniejsze jabłko wgryza się już robak rozkładu. Gdybym szukała filmowego odpowiednika, byłoby nim „Wielkie żarcie”. Sama intryga jest tu tylko pretekstem, tożsamość winnego łatwo wydedukować, lecz ukaranie sprawcy nawet w świadomości czytelnika schodzi na dalszy plan (bo, że powtórzę za komisarzem Durmanem, gdzież mu do najniebezpieczniejszych złoczyńców: Franciszka Józefa i jego generałów). I choć nie jest to książka, którą należy traktować zbyt poważnie, może nam wtedy umknąć przyjemność z jej czytania, jednocześnie jest to książka, która najbardziej podobała mi się, gdy robiło się poważnie, gdy karykaturalność świata tworzyła nowe znaczenia, jak we fragmentach, w których opisy jedzenia przeplatały się z opisami zwłok i apetyczne stawało się obrzydliwe, a obrzydliwe dużo mniej obrzydliwe, bo nigdy nie było apetyczne. Bowiem w piwnicy może rozkładać się trup albo marynowany w całości niedźwiedź. I tylko piwo z każdej makabry wychodziło obronną ręką.

Może właśnie przez to piwo „Młyn do mumii” Petra Stančíka wydaje mi się doskonale letnią książką, zwłaszcza gdy kawałek tego lata chce się spędzić w Czechach. W jego absurdalnej, ulepionej z anegdot atmosferze można odnaleźć czeskiego ducha, uciekającego przed powagą czasem wręcz panicznie.

Dostaliśmy bardzo udane tłumaczenie tej bogatej w neologizmy powieści: priapografia, czyli falistyka albo wymowna wąsomowa niezwykle trafnie oddają sedno określanych przez siebie zjawisk. Cieszą także pełne uroku nazwiska jak Adalbert Gnuy, Wnętrzysław Utrum czy Wendelin Rzadkowesoły. Zawdzięczamy je Mirosławowi Śmigielskiemu i propagującemu na polskim rynku czeską literaturę wydawnictwu Stara Szkoła. Natomiast reklamowane w okładkowym sloganie opisy seksu, których jest faktycznie sporo, choć są świntuszeniem często zabawnym, a niekiedy nawet pomysłowym, nie wspinają się na te wyżyny co relacje o posiłkach. Byłaby to również lepsza książka, gdyby w pewnym momencie narracja gwałtownie nie przyspieszyła. Od podróży Durmana do Meksyku odnosi się wrażenie, że spieszy się nie tyle komisarz, co sam autor. Za to satysfakcjonujące było zakończenie (niedokończenie) całej historii. Zwyczajny happy end wieńczyłby zupełnie inną opowieść.

Agnieszka Ardanowska

pokaż więcej

Dodaj dyskusję
Dyskusje o książce
pokaż wszystkie
Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (587)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 555
WielkiBuk | 2017-01-11
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: styczeń 2017

„Młyn do mumii” to lektura tak niezwykła, tak nietypowa i ekscentryczna sama w sobie, że wcale nie dziwią nagrody krytyków i uwielbienie czytelniczej publiczności. Petr Stančík wykreował kryminalny thriller w duchu XIX-wiecznych ‘penny dreadfuls’, pulpowych, lekkich historyjek z dreszczykiem, skupiających się na szczegółach morderstw, na śledztwie i na samych zwyrodnialcach. Nie można również nie wspomnieć o niezastąpionym czeskim humorze, którym miejscami tryska ta lektura. Jeśli dodamy do tego czysty ekscentryzm, z radosnym, libertyńskim usposobieniem głównego bohatera, to otrzymujemy powieść sycącą, upojną, pełną niepodrabialnych smaczków, której akcja pędzi po praskich uliczkach, a wciąga jak ten diabelski młyn do mumii. Nic tylko dać się ponieść i wycisnąć do cna.

Wspaniała bezsenna lektura tak dla fanów dziwności, osobliwości, czeskiej literatury, jak i porządnych kryminałów z thrillerowym dreszczem to tu, to tam.

książek: 267
Morgana | 2017-03-12
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 11 marca 2017

Zabawna, rubaszna, dziwna i groteskowa - tymi przymiotnikami chciałabym opisać tą książkę :) książkę niezwykłą, która pomimo nazwy miała być kryminałem, ale, jak dla mnie, nie o zbrodnię tu chodziło :) raczej o kulinaria, zabawę, czeski humor oraz miłosne igraszki. "Młyn do Mumii" polecam wszystkim fanom czeskiego humoru (chyba się nim stanę dzięki Mumii!), dziwaczności, hedonistom oraz miłośnikom jedzenia zaprawianych przepysznym czeskim piwem.

książek: 706
Patrycja | 2016-12-28
Na półkach: Przeczytane

Bardzo orginalna książka. Jest to w zasadzie kryminał - retro ale okraszony smakowicie wyobraźnią autora oraz jego zaskakującą frazą i porównaniami.
Jeżeli nie potraktujemy jej całkowicie serio mamy szansę na świetną zabawę - językową i intelektualną.
Obecność wątków nierzeczywistych zarzucana autorowi w recenzjach - jest wg. mnie ubarwieniem histori i bardzo pasuje do Pragi - miasta Rudolfa II, alchemików, golema i wielu fantastycznych historii.
Czyhających na okazję miłośników pornografii może nieco rozczarować, bo watki erotyczne są częste ale jak reszta ksiażki - raczej humorystyczne.

książek: 103
Czytadło | 2017-01-23
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 21 stycznia 2017

Nie jestem w stanie określić tej książki mianem thrillera.

Główny bohater, komisarza policji, ma za zadanie odnalezienie seryjnego mordercy. Sporadycznie zajmuje się sprawą, ale większość czasu spędza w barach, knajpach czy domach publicznych.

Dowiadujemy się bardzo wiele na temat potraw,trunków oraz sposobów ich przyrządzania. Taki kulinarny obraz XIX wiecznej Pragi.
Czytelnik, nawet niespecjalnie skupiający się na fabule, w połowie książki wie kim jest morderca. Potwór z dzieciństwa, wymyślony przyjaciel, gadające zwierzęta i rośliny... to tyle jeśli chodzi o thriller...

Nie znam literatury czeskiej i książka ta na pewno nie zachęci mnie do zaznajomienia się z nią.

książek: 462
Asia | 2016-12-11
Na półkach: Przeczytane, 2016
Przeczytana: 11 grudnia 2016

Historia zaczyna się w 1866 roku w Sylwestra, kiedy to po około 20 latach ma ponownie być włączony zegar - Praski Orloj. W tym czasie zostaje znaleziony pierwszy trup. Ogromnym plusem książki są opisy Pragi, jej uliczki, dzielnice, budynki - kto zna, to będzie miał to wszystko w oczach przy czytaniu. Powieść jest reklamowana jako "mistyczny porno-gastro thriller", no i wszystko się zgadza. Bardzo dużo opisów seksu, ale takiego mocno rubasznego. Jest tego naprawdę sporo, więc jeśli ktoś się nie czuje na siłach, żeby odwiedzać z bohaterem najbardziej znane praskie burdele, to może niech czyta na raty ;) Poza tym dużo jest opisów potraw, ale choć część z nich jest tak wysublimowana, że może być prawdziwa, tak spora część wydaje się być zdecydowanie wymysłem fantazji autora. Poza tym jest trochę wynalazków, stworzonych jakoby przez konkretnych Czechów, sporo historii, w których Czesi odegrali ważną (jeśli nie najważniejszą) rolę - trochę to zalatuje Járą Cimrmanem. Sama fabuła jest,...

książek: 559
werka777 | 2017-01-27
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 27 stycznia 2017

Ekscentryczny, w oczach wielu - odważny, a jednak miewający swoje lęki. Taki właśnie jest komisarz Durman, główny bohater powieści. Nieżałujący sobie cielesnych uciech, inteligentny i działający w niesztampowy sposób, ma trudny orzech do zgryzienia. To właśnie u jego boku czytelnik przemierza te najpiękniejsze, ale i najbardziej niebezpieczne zakątki starej Pragi. Bez dwóch zdań oryginalna postać, wyjątkowa, chociaż wymagająca traktowania z przymrużeniem oka – jak i z resztą cała fabuła.

Morderstwo, pełne symboliki przedmioty, dręczące umysł upiory i wielobarwni, drugoplanowi bohaterowie. Jest śledztwo, które niespiesznym krokiem spaceruje sobie do przodu. Nie nazwałabym książki trzymającym w napięciu thrillerem, a raczej okraszoną dziwactwami sensacją. I nie mam tutaj na myśli tego, że jest to powieść słaba – a raczej złożona z wielu elementów, które urozmaicając akcję nie pozwalają jej podążać wyłącznie jednym, prostym torem.

Główny bohater lubi zatrzymać się to tu, to tam i...

książek: 1719
Amarisa | 2017-01-24
Przeczytana: 24 stycznia 2017

„Młyn do mumii Petra Stančíka jest bez dwóch zdań dziwaczną lekturą , wręcz groteskową – pełną absurdów, karykaturalizmu, atmosfery dziwności i komizmu wplecionych w wątek kryminalny, w którym nie brak też romantycznych akcentów. Nie trafi ona do każdego czytelnika – na pewno nie do takiego, który stroni od rubasznych, pornograficznych scen, bądź nie lubi, gdy rzeczy realne mieszają się z tymi nierzeczywistymi. Dla mnie była lekkim wyzwaniem, które co prawda ukończyłam pozytywnie, ale którego ponownie się już zapewne nie podejmę.

Cała recenzja dostępna na moim blogu, zapraszam: http://magicznyswiatksiazki.pl/mlyn-do-mumii-czyli-przewrotne-odkrycie-komisarza-durmana-petr-stancik/

książek: 1501
joan_stark | 2017-01-18
Przeczytana: 17 stycznia 2017

Książka niejednoznaczna, oryginalna, pełna niemal dziwacznych przygód, a na dodatek czytelnik dostaje jeszcze zdrową porcję czeskiego humoru - świetne, świetne i jeszcze raz świetne!
Dawno nie czytałam takiej powieści i bawiłam się przednio - podtytuł jak najbardziej pasuje do całości treści, a każdy znajdzie tu coś dla siebie; zagadka kryminalna, rubaszne miłosne zmagania i jedzenie, jedzenie we wszystkich postaciach, a wszystko to podlane sosem Pragi. Piękne miasto, wąskie uliczki tylko dopełniają tę historię.
Radzę sięgnąć, inaczej będziecie żałować!

książek: 715
Melocotón | 2016-12-23
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 23 grudnia 2016

Zaplanowałam sobie do końca tego roku jeszcze tylko 3 dni na czytanie beletrystyki, więc byłam bardzo wybredna lekturowo. Z tą książką wybitnie nie trafiłam, bo jak kocham Szwejka, Kohuta, ostatnią "Arystokratkę" i "Czerwonego Komisarza", tak nie dałam rady z mumią.
Przez pierwsze pół lektury miałam wrażenie, że autor pisze "na siłę" - na siłę dodaje humor, na siłę stwarza bohaterów, na siłę przywołuje historię; a kolejne pół przekartkowałam, bo po prostu było tak nudno.
Na przykład Mock jest o wieeeele ciekawszy, i był, zdaje się, pierwszy.
Niespecjalnie więc polecam.

książek: 52
Zabookowane | 2017-02-20
Na półkach: Przeczytane

Tak absurdalnej, zabawnej i groteskowej, tak dziwacznej, a przy tym błyskotliwej i zadziwiającej książki chyba jeszcze nie czytałam. Niemal co stronę przecierałam oczy ze zdziwienia, a do wielu fragmentów wracałam kilkakrotnie, delektując się nimi niczym oryginalnym wiedeńskim tortem Sachera (który notabene występuje w książce jako jedna z rozlicznych rozkoszy kulinarnych). Więcej – co rzadko mi się zdarza – zaraz po przeczytaniu miałam ochotę zacząć lekturę od początku (pomysł ten zarzuciłam – oczywiście chwilowo! – tylko z powodu braku czasu).

Taką książkę mógł napisać tylko Czech!

Ale po kolei.

Jest noc noworoczna przełomu 1865 i 1866 roku. Komisarz praskiej policji, Leopold Durman, opuszcza gościniec Pod Rozszarpanym Wężem (gdzie biesiadował w towarzystwie Kociarzy, czyli członków stołowego stowarzyszenia Srebrnej Kotki). Punktualnie o północy ma się odbyć wielkie wydarzenie – uruchomienie nieczynnego od lat Orloja, zegara na Ratuszu Staromiejskim. I rzeczywiście, mechanizm...

zobacz kolejne z 577 
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
lista cytatów dodaj cytat
Powiązane treści
Uniesienia duchowe należy równoważyć rozkoszami cielesnymi. Wywiad z Petrem Stančíkem

Z Petrem Stančíkem, autorem powieści „Młyn do mumii”, rozmawia Olga Kowalska z WielkiBuk.com, Anna Maślanka z Literackich Skarbów Świata Całego oraz Jerzy Bandel z Kto czyta, Żyje Podwójnie.


więcej
więcej powiązanych treści
zgłoś błąd zgłoś błąd