Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Pozwól rzece płynąć

Seria: Poza serią
Wydawnictwo: Czarne
7,16 (69 ocen i 11 opinii) Zobacz oceny
10
6
9
8
8
21
7
16
6
7
5
4
4
3
3
1
2
2
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788380494282
liczba stron
128
kategoria
Literatura piękna
język
polski
dodał
Medellin

W Pozwól rzece płynąć Michał Cichy znów wyrusza w podróż po najbliższej okolicy i obserwując drzewa, ludzi i niebo, układa osobistą mitologię codzienności. Przemierza Ochotę, by odkryć w niej „cały świat”, swoją wioskę w mieście, indywidualny raj. Raj to na miarę człowieka, czasami niedoskonały, czasami porażający obojętnością, zawsze bliski, ale czasem zdumiewający na nowo. Ten...

W Pozwól rzece płynąć Michał Cichy znów wyrusza w podróż po najbliższej okolicy i obserwując drzewa, ludzi i niebo, układa osobistą mitologię codzienności. Przemierza Ochotę, by odkryć w niej „cały świat”, swoją wioskę w mieście, indywidualny raj. Raj to na miarę człowieka, czasami niedoskonały, czasami porażający obojętnością, zawsze bliski, ale czasem zdumiewający na nowo. Ten sześciomiesięczny spacer od zimy do lata jest także swoistym traktatem o postrzeganiu, otwieraniu się na codzienność, stawaniu się jej częścią. To także książka o miłości, pokorze, a przede wszystkim zgodzie na los.

 

źródło opisu: materiały wydawnictwa

źródło okładki: materiały wydawnictwa

pokaż więcej

Brak materiałów.
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Oficjalna recenzja
Zicocu książek: 1560

Podręcznik wolnego czytania

Po całych latach obserwacji polskiego rynku wydawniczego mam całe mrowie nikomu niepotrzebnych wniosków, jeden z nich pozwoli jednak spokojnie otworzyć omówienie najnowszej książki Michała Cichego. Oto on: wydawcy wszystkie swoje produkty (brzydkie słowo) reklamują na dwa sposoby. Albo jako rozrywkę w najczystszej postaci, od której nie można się oderwać, albo jako śmiertelnie poważną literaturę, nad którą trzeba się pochylić.

W wyniku takiej polityki to ostatnie stwierdzenie zostało tragicznie zdewaluowane. Pochylać trzeba się nad każdą obyczajówką, choćby była prosta jak budowa wiadomego narzędzia, przysiąść trzeba przy każdej powieści historycznej (chyba że da się historyczne jajo wrzucić do koszyka pierwszej kategorii, czysta przyjemność jednak lepsza niż cicha refleksja), zatrzymać trzeba się, niestety, przy najpodlejszych pseudofilozoficznych wynurzeniach (choć moda na kpiny z twórczości brazylijskiego klasyka dawno już przycichła).

Tym bardziej warto jednak mówić o tekstach, które rzeczywiście reprezentują ten typ – typ mitycznej literatury, której trzeba poświęcić uwagę, zamiast bezrefleksyjnie przebiegać po kolejnych stronach. Nie mylą się Państwo, taką właśnie jest „Pozwól rzece płynąć”. Cóż w niej takiego ciekawego, powie ktoś, przecież to całkowicie afabularne sprawozdanie ze spacerów autora po Ochocie; ani spotkania z kolejnymi miłośnikami tanich trunków nie wydają się szczególnie interesujące, ani warszawskie widoki na tyle egzotyczne czy plastyczne, żeby się...

Po całych latach obserwacji polskiego rynku wydawniczego mam całe mrowie nikomu niepotrzebnych wniosków, jeden z nich pozwoli jednak spokojnie otworzyć omówienie najnowszej książki Michała Cichego. Oto on: wydawcy wszystkie swoje produkty (brzydkie słowo) reklamują na dwa sposoby. Albo jako rozrywkę w najczystszej postaci, od której nie można się oderwać, albo jako śmiertelnie poważną literaturę, nad którą trzeba się pochylić.

W wyniku takiej polityki to ostatnie stwierdzenie zostało tragicznie zdewaluowane. Pochylać trzeba się nad każdą obyczajówką, choćby była prosta jak budowa wiadomego narzędzia, przysiąść trzeba przy każdej powieści historycznej (chyba że da się historyczne jajo wrzucić do koszyka pierwszej kategorii, czysta przyjemność jednak lepsza niż cicha refleksja), zatrzymać trzeba się, niestety, przy najpodlejszych pseudofilozoficznych wynurzeniach (choć moda na kpiny z twórczości brazylijskiego klasyka dawno już przycichła).

Tym bardziej warto jednak mówić o tekstach, które rzeczywiście reprezentują ten typ – typ mitycznej literatury, której trzeba poświęcić uwagę, zamiast bezrefleksyjnie przebiegać po kolejnych stronach. Nie mylą się Państwo, taką właśnie jest „Pozwól rzece płynąć”. Cóż w niej takiego ciekawego, powie ktoś, przecież to całkowicie afabularne sprawozdanie ze spacerów autora po Ochocie; ani spotkania z kolejnymi miłośnikami tanich trunków nie wydają się szczególnie interesujące, ani warszawskie widoki na tyle egzotyczne czy plastyczne, żeby się nimi zachwycać. Nie jest też lektura ta wybitnym daniem dla spragnionych podniety intelektualistów, bo owszem, refleksje autora pojawiają się w niej dosyć często, ale podane raczej w formie aforyzmów, bez szerszego kontekstu.

Żadna książka za to w ostatnim czasie tak skutecznie nie zmusiła mnie do tego, żebym czytał wolniej, żadna proza dawno nie potrafiła mnie tak uspokoić i wyciszyć. Ten niezwykły efekt „Pozwól rzece płynąć” wywołuje przede wszystkim za sprawą połączenia niezwykle bliskiego czytelnikowi tematu – cóż może być prostsze i bardziej naturalne niż opowieść o długich spacerach? - i zadumanej postawy autora, któremu jednak nigdy nie brakuje spostrzegawczości. Wpuszcza odbiorcę do swojej Warszawy, znanej na wylot, i pozwala zajrzeć we wszystkie jej zakamarki; unika egzaltacji, unika patosu, ale też kpiarstwa czy kwaśnej ironii – cały czas pozostaje opanowany, stara się zachować obiektywizm, lecz często rzuca celny komentarz. Obserwator idealny.

„Pozwól rzece płynąć” to lektura bardzo podobna do wcześniejszego „Zawsze jest dzisiaj”. Obie stanowią bezprecedensowe wydarzenie na naszym rynku literackim, bo rzeczywiście wymagają czegoś, o czym często wrzeszczą okładki, a czego bardzo rzadko chce zabiegany czytelnik: zatrzymania się i oddania lekturze. Najnowsza książka Michała Cichego to podręcznik wolnego czytania.

Bartek Szczyżański

pokaż więcej

Dodaj dyskusję
Dyskusje o książce
Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (292)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 2249
Tania | 2017-04-28
Na półkach: Przeczytane, 2017
Przeczytana: 28 kwietnia 2017

Cichy pisze o mieście, jak Stasiuk o przyrodzie w Wołowcu: wnikliwie, błyskotliwie, z poetycką nutą. Wszystkie przejawy życia miejskiego leżą w orbicie jego opisu, zaczynając od życia społecznego ulicy ( tego bliskiego śmietnikowi również), poprzez architekturę i naturę, której jest w książce zdecydowanie najwięcej. Część zapisków poprzedza datą, jak w dzienniku. Pozbawia je jednak rocznej adnotacji, pozostawiając tylko dzienne i miesięczne oznaczenie. Zabieg ten daje orientację w porze roku i potęguje wrażenie powtarzalności. Ze strony na stronę czytało mi się lepiej i cieszę się, że zniechęcona początkiem jednak do książki wróciłam. Największy minus to jakby na siłę dorobione zakończenie, poza tym fajna, kontemplacyjna lektura. Powinna się spodobać mieszczuchom spełnionym w miejscu zamieszkania, jednocześnie czującym związek z przyrodniczą przemijalnością otoczenia. Mogą sobie coś nie coś przemyśleć. Żyjący na łonie natury, też mogą ;)

książek: 1609
Mlg | 2017-10-22
Przeczytana: 22 października 2017

Ujmujące zauważanie kwiatów drzew ludzi spraw. Zwierząt. Zatrzymane w słowach. Uważność patrzenia i wrażliwość widzenia. Miło było, miło się czytało.

książek: 786
daka | 2017-03-09
Na półkach: Przeczytane, Różne
Przeczytana: 08 marca 2017

Poetyckie zejście na ziemię. Wydawałoby się niemożliwe czytać z ciekawością opis przejścia zimy w wiosnę w środku dużego miasta. I to opis bardzo szczegółowy, codzienne notatki o jakości śniegu, opadach atmosferycznych, kolorze listków od spodu. W to wplecione historyjki o sąsiadach , dalszych znajomych lub zupełnie obcych ludziach. A jednak! Ta książka dziwnie wciąga. Świetnie czyta się ją jadąc autobusem. Historia płynie, czas płynie i my też się toczymy... Doszło do tego, że obiecałam sobie sprawdzić którego dnia w tym roku zakwitną mlecze. Tamtego roku był to dwudziesty szósty kwietnia :-)

książek: 2266
KissWillKillYou | 2017-03-12
Przeczytana: 12 marca 2017

Początek zapowiadał się dobrze - poetycki styl, uważna obserwacja otoczenia itp. Do czasu aż bohater/narrator trafia do kościoła czytałam z przyjemnością, jednak później zaczęłam się zastanawiać, do czego dąży autor. Czy to raport z dzielni czy raczej melancholijny zapis nudy/mdłości osoby, która nie ma nic lepszego do roboty, niż rozmowy z okolicznymi żulami? Epilog podsuwa w zbyt oczywisty sposób myśl, iż należy doceniać życie. Zupełnie niepotrzebnie. Gdybym go nie ceniła, piłabym pod blokiem z bohaterami powieści, zamiast siedzieć na kanapie z książką.

książek: 153
projekt_książki | 2017-03-07
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 15 lutego 2017

Michał Cichy jest czarodziejem codzienności, który magię świata wydobywa z nawet najbardziej prozaicznych elementów rzeczywistości. Z deszczu i wody na ulicach, spaceru z psem, z topniejącego śniegu i płynących ulicami pojazdów. Ale także ze wschodzącego słońca, czułości ptaków, czy z pierwszego wiosennego deszczu. Fragmenty dnia powszedniego, na które zwykle nie zwracamy uwagi, u Michała Cichego wysuwają się na pierwszy plan. Stają się głównymi bohaterami jego opowieści. Podobnie jak ludzie, których na co dzień nie widzimy lub nie chcemy widzieć. Bezdomni, osiedlowi dresiarze, starzy, chorzy... U Cichego wszyscy są ważni. Mają imiona, lub chociaż ksywki. Mają swoją historię i potrzeby. Stają się ludźmi, o których chcemy słuchać.

Michał Cichy opisuje życie toczące się w jego małej ojczyźnie – na Ochocie. Opisuje ją, bo ją kocha. Ale nie dlatego, że jest najpiękniejsza. A dlatego, że jest jego. Jak twierdzi, najbardziej kocha się to, czego się nie wybrało.

Cała recenzja na blogu:...

książek: 94
wypuklytalerz | 2017-07-19
Na półkach: Przeczytane, Posiadam, 2017
Przeczytana: 15 lipca 2017

Urocza rzecz. Urocza momentami wręcz do porzygu. Cichy naprzemiennie tapla się w bezpretensjonalnych spostrzeżeniach, egzalotowanym, nadmiernie poetyckim opisie codzienności oraz tanich, cytowalnych, krótkich, łopatologicznie uświadamiających zdankach na temat relacji z samym sobą i światem. Ujmująca i boleśnie pretensjonalna rzecz zarazem, pogrążona w obsesji nad samą sobą. Chyba przeczytam więcej, bo póki co nie wierzę, że Cichy zebrał aż tylu sympatyków.

książek: 1752
Demi | 2017-07-06
Przeczytana: 18 czerwca 2017

Jedna z dróg do spokoju prowadzi poprzez widzenie tego, co zwykłe. Spokój jest najczystszym z dóbr. Nigdy nie jest go za dużo, nigdy się nie wyczerpuje i zawsze może być głębszy. To on daje miejsce pod wszystko pozostałe. Jest jedyną rzeczą, o którą warto się starać. A kiedy się o niego postaramy, inne rzeczy zaczynają przychodzić bez starań.

Genialna. W języku, spostrzeżeniach. Przeczytanie zajmuje chwilę. Przemyślenia zostają na dłużej.

książek: 268
Joanna | 2017-04-23

Krótkie spostrzeżenia, refleksje, skupienie na detalach - dla nas, mieszkańców dużych miast, na co dzień ledwo dostrzegalnych... Warto mieć tę książeczkę pod ręką.

książek: 32
literymaleiwielkie | 2017-04-07
Na półkach: Przeczytane

Ta lektura była dla mnie jak medytacja nad tu i teraz. W sumie tytuł oddaje klimat całej książki. Znakomita.

literymaleiwielkie.blogspot.com

książek: 873
Brulion_kulturalny | 2017-03-02
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 01 marca 2017

http://brulionkulturalny.blogspot.com/2017/03/pozwol-rzece-pynac.html

zobacz kolejne z 282 
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
lista cytatów dodaj cytat
Inne książki autora
  • Ojciec
    Ojciec
    Jacek Dukaj, Wit Szostak, Michał Witkowski, Łukasz Orbitowski, Jakub Małecki, Zi...
  • Zawsze jest dzisiaj
    Zawsze jest dzisiaj
    Michał Cichy
więcej książek tego autora
zgłoś błąd zgłoś błąd