Gothabella 
Spłonęło żyto, świt z wykrotu dymi, idę z palcami mgłą pokrwawionymi.*** Czasem, bardzo wcześnie rano, nad ziemią wiszą szczególnie gęste mgły, siwe czy może mleczne. Mówi się, że w tych mgłach błądzą zmarli, nazywani z tego powodu "mistwalkers". Chodzą we mgle i to jest wszystko, co wiemy na ich temat. Wyobrażam sobie, że patrzą w niezrozumieniu na swoje ręce i tak idą, ale nie wiedzą, dokąd. Ale paradoksalnie jakiś wielki spokój jest w tej scenie. Dlatego zawsze miło mi się o tym myśli.
kobieta, status: Czytelniczka, dodała: 2 książki i 6 cytatów, ostatnio widziana 6 godzin temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2019-02-03 20:43:52
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
Autor:
 
2019-02-03 20:42:48
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2019-02-03 15:15:55
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2019, Przeczytane w oryginale
Autor:

Miło doznać pozytywnego zaskoczenia po lekturze letnich i nacechowanych negatywnie opinii - że wulgaryzmy, że epatowanie brutalnością, że seksizm. Może i ta powieść jest brutalnie naturalistyczna, ale na pewno nie jest prostacka. Jest wulgarna, ale to tylko jeden z jej odcieni; jest trochę jak nieprzyjemnie ciężki i szorstki, czarny kamień, który okazuje się pięknie opalizować.

Pod...
Miło doznać pozytywnego zaskoczenia po lekturze letnich i nacechowanych negatywnie opinii - że wulgaryzmy, że epatowanie brutalnością, że seksizm. Może i ta powieść jest brutalnie naturalistyczna, ale na pewno nie jest prostacka. Jest wulgarna, ale to tylko jeden z jej odcieni; jest trochę jak nieprzyjemnie ciężki i szorstki, czarny kamień, który okazuje się pięknie opalizować.

Pod brutalnymi, wręcz drastycznymi treściami daje się zauważyć staranny, dopracowany styl, nader przyjemnie smakujący wybornymi powieściami klasycznymi. Jest szczypta poezji i dziwnych snów. Są mocne emocje i senna, ale poruszająca refleksja, gdy już krew ostygnie na tym całym zlodowaciałym śniegu odległej Północy. Nie brak wciągających fragmentów, ale i czasu dla przystanięcia w miejscu, aby móc dostrzec niezwykłość krajobrazu i okoliczności. Opisy są szczegółowe, ale nie "przeszczególizowane" (au, gdybym miała bogatszy słownik, użyłabym jakiegoś prawdziwego przymiotnika, a nie spontanicznego wymysłu, który wygląda tak okropnie w pisowni). I jeszcze ten subtelny sznycik powieści awanturniczej na dokładkę.

Dobre, bardzo dobre. Może Cormac McCarthy to do końca nie jest, ale autor momentami prawie dorównuje mu tempem marszu. Tak jak po powieściach McCarthy'ego, czytelnik ma szansę skończyć lekturę boleśnie zgnieciony psychicznie, ale paradoksalnie jest w tym stanie jakieś wielkie zadowolenie. Mnie to porwało, polecam nie omijać.

pokaż więcej

 
2019-01-26 16:26:02
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2019, O duchach

Milusia historia z dreszczykiem o duchu nawiedzającym zbocza ośmiotysięcznika, ku przerażeniu grupy wspinaczy, atakujących Kanczendzongę w roku 1935.

O ile (po przeczytaniu wcześniej "Cieni w mroku") nadal jestem zdania, że autorka bardzo dobrze pisze, o tyle widać, że w kwestii tworzenia fabuł uwielbia ze smakiem konsumować własny ogonek. Fabuła "Przepaści" ma bardzo podobną do wspomnianych...
Milusia historia z dreszczykiem o duchu nawiedzającym zbocza ośmiotysięcznika, ku przerażeniu grupy wspinaczy, atakujących Kanczendzongę w roku 1935.

O ile (po przeczytaniu wcześniej "Cieni w mroku") nadal jestem zdania, że autorka bardzo dobrze pisze, o tyle widać, że w kwestii tworzenia fabuł uwielbia ze smakiem konsumować własny ogonek. Fabuła "Przepaści" ma bardzo podobną do wspomnianych "Cieni" strukturę, podobny jest pomysł i niekiedy wręcz identyczne punkty kulminacyjne. Jak można. Smuteczek.

Więc o ile "Cienie" wciągnęły mnie bardzo, tak "Przepaść" przypominała już danie odgrzewane w mikrofali, i pozbawione w ten sposób części walorów smakowych. Jednak w temacie himalaizmu wolę literaturę faktu.

pokaż więcej

 
2019-01-20 16:15:16
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2019, Popularnonaukowe, Posiadam

Rzeczywistość w (kolorowej) pigułce. Bardzo to miłe i pożądane, że książki popularnonaukowe bywają wydawane w takiej atrakcyjnej formie. Olbrzymim plusem "Magii rzeczywistości" jest przystępność: rozdziały są nie za długie, są bogato ilustrowane, a ilustracje nie tylko upiększają tekst, ale jeszcze pomagają w jego zrozumieniu (wiele książek popularnonaukowych NAPRAWDĘ potrzebowałaby takich... Rzeczywistość w (kolorowej) pigułce. Bardzo to miłe i pożądane, że książki popularnonaukowe bywają wydawane w takiej atrakcyjnej formie. Olbrzymim plusem "Magii rzeczywistości" jest przystępność: rozdziały są nie za długie, są bogato ilustrowane, a ilustracje nie tylko upiększają tekst, ale jeszcze pomagają w jego zrozumieniu (wiele książek popularnonaukowych NAPRAWDĘ potrzebowałaby takich ilustracji). Dzięki temu poznawanie odpowiedzi na pozornie "głupie" (?!) pytania (Skąd się wziął pierwszy człowiek? Z czego jest zrobiony świat? Dlaczego mamy pory roku? Dlaczego dzieją się złe rzeczy?) jest czystą przyjemnością.

Ujęło mnie, że wstęp do każdego rozdziału poświęcony jest odpowiedziom, jakich na stawiane pytanie udzielają różne mitologie. Autor wykracza daleko poza europocentryzm i serwuje mity z naprawdę różnorodnych, nieraz bardzo egzotycznych kociołków. Poza zanurkowaniem w cudownie pojemne uniwersum nauk o życiu czytelnik może więc też liczyć na zaspokojenie (w pewnym stopniu) głodu wiedzy o kulturach, a to już prawdziwie humanistyczne poszerzenie horyzontów. Czemuż by z tego nie skorzystać?

To nie jest książka dla dzieci, to jest miła i przystępna pozycja popularnonaukowa dla ludzi w prawie każdym (wyłączając najmłodszych) wieku. Mimo że z naukami o życiu mam do czynienia nie od wczoraj, bardzo przyjemnie mi się ją czytało i oglądało i absolutnie nie żałuję zakupu.

pokaż więcej

 
2019-01-19 08:46:06
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2018, O duchach

Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie ta powieść, albo raczej rozrywkowa opowiastka z dreszczykiem. To jak obejrzeć film, który okazał się nadspodziewanie wciągający i dobrze zrobiony, chociaż miał być niczym więcej jak budżetowym horrorem na TV Puls. Jako że okładki (i tytuły!) niektórych książek autorki to swoisty koszmar kiczofobika, podskórnie spodziewałam się pulpy. Tymczasem!

Jest rok 1937;...
Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie ta powieść, albo raczej rozrywkowa opowiastka z dreszczykiem. To jak obejrzeć film, który okazał się nadspodziewanie wciągający i dobrze zrobiony, chociaż miał być niczym więcej jak budżetowym horrorem na TV Puls. Jako że okładki (i tytuły!) niektórych książek autorki to swoisty koszmar kiczofobika, podskórnie spodziewałam się pulpy. Tymczasem!

Jest rok 1937; niedoświadczeni, ale ambitni młodzi ludzie organizują wyprawę naukową na odległy północny przylądek w Norwegii. Mają spędzić noc polarną odcięci od świata, prowadząc obserwacje meteorologiczne i regularnie spisując wskazania przyrządów pomiarowych. Tymczasem oczywiście okazuje się, że na przylądku straszy. Super!

Powieść stylizowana jest na dziennik, i autorka odnajduje się w tej formule jak szczególnie gruby mors w lodowatej wodzie: jej bohater prowadzi barwną, uważną narrację nasyconą zmieniającymi się emocjami, z atrakcyjną nutką sarkastycznej zgryźliwości. Powieść cechuje więc żywy, przekonujący język, patrz: wyczyn zaskakująco trudny do osiągnięcia dla wielu autorów literatury popularnej. Przy tym atmosfera grozy wprowadzana jest dzięki stopniowaniu napięcia, a nie wymachiwaniu parującymi flakami - kolejny aspekt in plus. Co wrażliwsi czytelnicy mogą śmiało dodawać do "Chcę przeczytać".

Oczywiście żadna to wielka literatura, ale w swojej kategorii bynajmniej nie rozczarowuje, wręcz przeciwnie. Myślę, że niegłupim pomysłem byłoby sięgnąć po tę powieść w jakąś piątkową zimową noc, kiedy za oknem szaleje zamieć!

pokaż więcej

 
2019-01-14 15:40:33
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2019-01-14 15:24:18
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2019
Cykl: Saga Azjatycka (tom 4)

"Król szczurów" to historia przetrwania w japońskim obozie jenieckim w Singapurze, z akcją rozgrywającą się w ostatnich miesiącach IIWŚ, tuż przed zrzuceniem bomb na Hiroszimę i Nagasaki. Klasyczna opowieść z gatunku "przetrwają najsilniejsi", stwarzająca oczywiście obowiązkowy przy takich przedsięwzięciach przyczynek do odpowiedzi na pytanie, co to właściwie oznacza być najsilniejszym.

Jako...
"Król szczurów" to historia przetrwania w japońskim obozie jenieckim w Singapurze, z akcją rozgrywającą się w ostatnich miesiącach IIWŚ, tuż przed zrzuceniem bomb na Hiroszimę i Nagasaki. Klasyczna opowieść z gatunku "przetrwają najsilniejsi", stwarzająca oczywiście obowiązkowy przy takich przedsięwzięciach przyczynek do odpowiedzi na pytanie, co to właściwie oznacza być najsilniejszym.

Jako taka nie jest zła, ale po naczytaniu się tylu entuzjastycznych opinii spodziewałam się czegoś trochę lepszego. Gdzież ten rzekomy poetycki czar? Gdzie ta perła literacka? Styl narracji jest do tego stopnia lakoniczny, że aż czasem ociera się o brak finezji. Pióro autora ożywia się tylko (rzadko, ale za to wyraźnie) przy opisach uroków seksualnych Azjatek, acz nie powiedziałabym, że napisanie o takowej po raz kolejny (tak, piję do powtórzeń), że "była dzieckiem deszczu i słońca" (i tu uwznioślony opis tego, co miała twarde, a co miękkie) robi robotę w kwestii poetyckiego stylu.

Przy tym powieść wydała mi się dość mało trzymająca w napięciu w kontekście podejmowanej tematyki, która wszak stwarza okazję do napisania takiej historii, że będzie się ją czytać obgryzając palce i wydrapując dziurę w fotelowej tapicerce. I "pogłoski" o rzekomo niezmierzonej głębi psychologicznej postaci również uważam za mocno przesadzone, chociaż autor starał się zadbać o to, żeby jego bohaterowie reprezentowali przynajmniej kilka odcieni na skali szarości (z drugiej strony: czyż nie jest to zabieg oczywisty i podstawowy?).

Nie można powiedzieć, że jest to zła książka, ale doprawdy nie wiem, co jest ze mną nie tak, że tak letnio ją odbieram, skoro wszyscy są tacy zachwyceni i tak na lata ją zapamiętali.

Z tej specjalizacji o nieboskłon lepsze wrażenie zrobił na mnie Grzesiuk, choć Grzesiuka oczywiście nie można polecić każdemu ze względu na drastyczność.

pokaż więcej

 
2019-01-12 13:49:00
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2019, Popularnonaukowe

Powinna być specjalna gwiazda w hollywoodzkim Walk of Fame dla astrofizyków, który w publikacjach popularnonaukowych próbują przybliżyć tajniki swojej dziedziny laikom. Autor "Astrofizyki dla zabieganych" idzie o krok dalej, bo nadaje swojej publikacji pożądaną kompaktowość. Ta książka to właściwie zbiorek nie za długich felietonów, z których każdy opiewa wspaniałości i niezwykłości trochę... Powinna być specjalna gwiazda w hollywoodzkim Walk of Fame dla astrofizyków, który w publikacjach popularnonaukowych próbują przybliżyć tajniki swojej dziedziny laikom. Autor "Astrofizyki dla zabieganych" idzie o krok dalej, bo nadaje swojej publikacji pożądaną kompaktowość. Ta książka to właściwie zbiorek nie za długich felietonów, z których każdy opiewa wspaniałości i niezwykłości trochę innego zagadnienia: jest sztandarowy początek o początkach wszechświata, tajemniczy rozdział o ciemnej materii, frywolny rozdzialik o plusach bycia krągłym i hipotetyczne rozważania o życiu pozaziemskim. Znalazło się miejsce nawet na filozoficzno-metafizyczne rozważania w rozdziale końcowym. Pozytywnie zaskoczył mnie rozdział romansujący z chemią, traktowaną jakoś po macoszemu w wielu podobnych publikacjach. Błyskotliwe poczucie humoru autora bardzo uprzyjemnia czytanie, a przystępna wykładnia zachęca do dalszego zgłębiania tematu. Szczerze polecam! I pardon, że ta recenzja jest taka krótka, ale jestem jakby zabiegana. :D

pokaż więcej

 
2018-12-30 18:45:46
Ma nowego znajomego: Mollinka_90
 
2018-12-30 17:28:35
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2018, Posiadam

"Londyn w czasach Sherlocka Holmesa" czytało mi się bardzo przyjemnie ze względu na atrakcyjną formę wydania: większy format, gros ilustracji mniejszych i większych do wyboru, do koloru, ładny papier i insze organoleptyczne przyjemności; wizualnie "Londyn..." na pewno nie rozczarowuje.

Co do treści natomiast... Cóż, treść łyka się dość gładko ze względu na broszurową objętość podrozdziałów,...
"Londyn w czasach Sherlocka Holmesa" czytało mi się bardzo przyjemnie ze względu na atrakcyjną formę wydania: większy format, gros ilustracji mniejszych i większych do wyboru, do koloru, ładny papier i insze organoleptyczne przyjemności; wizualnie "Londyn..." na pewno nie rozczarowuje.

Co do treści natomiast... Cóż, treść łyka się dość gładko ze względu na broszurową objętość podrozdziałów, ale w pełni rozumiem pojawiające się tu i ówdzie negatywne opinie. Efekt merytoryczny rzeczywiście przypomina trochę pracę dyplomową, przy czym autorka napisała bardzo dobry i zachęcający plan tej pracy, ale nie przełożyło się to na równie atrakcyjny efekt finalny. Tenże wygląda często-gęsto na płód osoby, która sama jest nieco znudzona tym, o czym pisze i chce po prostu "cuś tam" wklepać żeby wypełnić puste strony i wreszcie zasejwować xdoc jako pdf. Niektóre podrozdziały aż rażą skrótowością, sporo jest pozostawiających niedosyt luk w treści, a stylowi autorki brakuje niestety przede wszystkim jasności, a w pewnej mierze także polotu.

Mimo to daleka jestem od twierdzenia, że pozycję tę należy bezwzględnie omijać; wbrew pozorom książka ta sprawdzi się jako całkiem niezły prezent dla osoby o stosownych zainteresowaniach (wyjąwszy, rzecz jasna, jednostki bardzo wybredne). Chodzi o to, że obdarowany/a doceni albumowe zalety tego wydania i na pewno przejrzy je z przyjemnością, a nie będzie żałować, że wydał/a na nie do końca spełniającą oczekiwania treść niemałą kwotę z własnej kieszeni.

Klasyczne "może być".

pokaż więcej

 
2018-12-29 16:44:45
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2018, Popularnonaukowe, Posiadam
Cykl: Życie w średniowieczu (tom 1)

"Współczesną rolą średniowiecznych zamków wydaje się status atrakcji turystycznej. W Wielkiej Brytanii i innych miejscach można przy użyciu wyobraźni cofnąć czas - stojąc wśród trawy zamkowego dziedzińca i na nowo zaludniając zwietrzałe kamienne blanki oraz wieże. Przed oczami odmalowują się dawno zniszczone drewniane przybudówki, niegdyś pełne łuczników i rycerzy, służących, koni i woźniców.... "Współczesną rolą średniowiecznych zamków wydaje się status atrakcji turystycznej. W Wielkiej Brytanii i innych miejscach można przy użyciu wyobraźni cofnąć czas - stojąc wśród trawy zamkowego dziedzińca i na nowo zaludniając zwietrzałe kamienne blanki oraz wieże. Przed oczami odmalowują się dawno zniszczone drewniane przybudówki, niegdyś pełne łuczników i rycerzy, służących, koni i woźniców. Widać lorda i jego panią wraz z ich gośćmi; są tu sokoły i kręcą się psy myśliwskie; w tle mamy świnie i drób. Jednym słowem - zanurzamy się w to niechlujne, niebezpieczne i nieprzyjemne, a jednak zarazem tak nieodparcie czarujące życie trzynastego stulecia."

To powyżej to ostatni (nie licząc przypisów i dodatków) akapit "Życia w średniowiecznym zamku". Książka ta to odgrzany na fali popularności "Gry o tron", zorientowany mediewistycznie kąsek z lat 70. Przytoczony fragment stanowi co prawda swoiste podsumowanie treści, ale może sugerować, że autorom udało się przedstawić podejmowaną tematykę w sposób szczególnie obrazowy, przekonujący i żywy - tymczasem równy, ale mało porywający styl i swoiście podręcznikowa wymowa są głównymi słabościami tej książki.

Trzeba przyznać, że autorzy przedstawili temat wieloaspektowo, dzieląc treść na uporządkowane i łatwo strawne rozdziały, w których nie brak ciekawych szczegółów; jednak ich sprawność w zarażaniu czytelnika pasją jest raczej umiarkowana. Treść per se jest interesująca, ale forma przypomina momentami repetytorium maturalne w wydaniu rozszerzonym, jeśli przymknąć oko na raczej niepodręcznikowe lekkie nadużywanie pewnych zwrotów ("tak naprawdę", "niemniej", "przykładowo" - o to drobne uchybienie obwiniam tłumacza). Do tego treść, mimo że rzeczywiście dość różnorodna (od zagadnień ogólnych, np. o tajnikach lenna i struktury feudalnej, po bardziej szczegółowe, jak polowania, wystrój sypialni i funkcjonowanie zamkowej kuchni), jest na tyle skrótowa, że sprawdziłaby się chyba lepiej w formie popularnonaukowego dodatku historycznego do jakiegoś czasopisma, i to na rynek brytyjski - autorzy w swoich zainteresowaniach nie wyściubiają nosa poza rodzimą wyspę.

"Życie w średniowiecznym zamku" może być rzeczywiście przydatnym źródłem dla kogoś, kto szuka czysto technicznych i merytorycznych, ale podanych w przystępnie skrótowej formie szczegółów; w tym kontekście nie dziwię się, że G. R. R. Martin mógł wertować ten tytuł z pożytkiem dla realizacji własnych pomysłów fabularnych.

Takżeee tego. Książka nie jest zła, ale to żaden must-read. Nie ma co się zabijać o zdobycie tej pozycji, ale jak już znalazła się przypadkiem w okolicy, można przeczytać bez ryzyka poczucia straty czasu.

pokaż więcej

 
2018-12-23 21:29:42
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2018

"London Labour and the London Poor" to autentyczny wiktoriański reportaż o życiu w dziewiętnastowiecznym Londynie (tu wydaję z siebie pisk ekscytacji, pardon) na który natrafiłam dzięki powieści "Drood" Dana Simmonsa, co zresztą było jedynym poważniejszym plusem z przeczytania tejże.

Raczej nie warto czytać tego dzieła w całości (choć zależy, co kto lubi), ale bez wątpienia warto je...
"London Labour and the London Poor" to autentyczny wiktoriański reportaż o życiu w dziewiętnastowiecznym Londynie (tu wydaję z siebie pisk ekscytacji, pardon) na który natrafiłam dzięki powieści "Drood" Dana Simmonsa, co zresztą było jedynym poważniejszym plusem z przeczytania tejże.

Raczej nie warto czytać tego dzieła w całości (choć zależy, co kto lubi), ale bez wątpienia warto je przewertować, jeśli ktoś interesuje się tematyką - w mniejszym stopniu dla szczegółów i danych, w większym - dla opisów (te dziwne zawody dawno wymarłe... to życie codzienne!), w największym - dla autentycznych relacji mieszkańców Londynu. Plus ostatni - rozdają tę pozycję za darmo w Internecie! Jest tak stara, że prawa autorskie do niej już dawno wygasły. Koneserom serdecznie polecam oniuchać!

pokaż więcej

 
2018-12-23 20:54:34
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2018
Autor:

"Na tylnym podwórzu było bardzo ciemno i bardzo zimno. (...) Dickens pozwolił, żeby pies poprowadził nas, jakbyśmy byli oburzonymi wieśniakami w podrzędnej, sensacyjnej powieści.
I może byliśmy."
No cóż... "Drood" to na pewno nie powieść podrzędna. Wręcz przeciwnie, bardzo ambitna. Niestety do bardzo dobrej jej daleko.

Moje pierwsze spotkanie z Danem Simmonsem to "The Terror". Książkę...
"Na tylnym podwórzu było bardzo ciemno i bardzo zimno. (...) Dickens pozwolił, żeby pies poprowadził nas, jakbyśmy byli oburzonymi wieśniakami w podrzędnej, sensacyjnej powieści.
I może byliśmy."
No cóż... "Drood" to na pewno nie powieść podrzędna. Wręcz przeciwnie, bardzo ambitna. Niestety do bardzo dobrej jej daleko.

Moje pierwsze spotkanie z Danem Simmonsem to "The Terror". Książkę przeczytałam w jednej trzeciej i ostatecznie porzuciłam, tak jak uczestnicy opisywanej w niej wyprawy arktycznej porzucili swój statek; stwierdziłam wtedy, że - ponieważ czytałam tę powieść w oryginale - to zapewne mocno specjalistyczne słownictwo żeglugowe sprawia, że trudno mi sobie wyobrazić opisywane zdarzenia, i że nijak nie mogę się wciągnąć w historię. Niestety "Drood" (już w tłumaczeniu PL) utwierdził mnie w przekonaniu, że Dan Simmons jako pisarz to swoista ambitna męczybuła.

Moja daleka od pozytywnej ocena tej powieści nie wynika bynajmniej z tego, że chętniej przeczytałabym historię niuni, która zakochuje się w mafiosie i ma z tego dużo ubrań od Wersacze; uwielbiam dziewiętnasty wiek. Doceniam Simmonsa jako pisarza robiącego niewątpliwie solidny research do swoich powieści i podejmującego oryginalne jak na dzisiejsze czasy tematy. Wiele sobie obiecywałam po "Droodzie": autor opisuje w niej autentyczne postaci historyczne (Dickens i jego, tu dzierżący buławę narracji, najlepszy przyjaciel, równie słynny w swoim czasie wiktoriański pisarz, Wilkie Collins) i wydarzenia (pogrzeb Dickensa - excusez-moi ten raczej oczywisty spojler), obok których umieszcza elementy fantastyczne godne solidnej "opowieści niesamowitej". Bohaterowie snują się po mrocznym, mglistym, tonącym w trujących miazmatach Tamizy Londynie, odwiedzają cmentarze, schodzą do krypt i podziemnego miasta, doświadczają manifestacji różnych straszydeł i ogólnie szał pał dla konesera tematu. A co nie wyszło?

"Drood" to powieść rozwlekła, wypchana wypełniaczami, męcząca skrajnie chaotyczną chronologią oraz irytującą tendencją narratora do przypadkowego podejmowania wątków kompletnie nieistotnych dla fabuły powieści i częstego porzucania ich niedokończonymi bez wyraźnej przyczyny (niekiedy dwukrotnie w ciągu jednego rozdziału!), i to bez wpływu na suspens. Sceny z dreszczykiem napisane są jak mało szczegółowy reportaż o dynamice dążącej do zera. Przyłapałam się na tym, że w samym środku najbardziej teoretycznie emocjonujących momentów przerywam lekturę żeby przeglądać na necie aukcje żelazek turystycznych. A obok akcji "niesamowitej" trzeba przetrwać jeszcze wspomniane wyżej wypełniacze, czyli mało ważne listy albo opisy tego, co bohaterowie pisali, co piszą i co będą pisać, i ile pieniędzy zarobili na którym odcinku której powieści. A uważam te fragmenty za wypełniacze, bo IMO nie mają wartości ani merytorycznej, ani rozrywkowej. Powieść jest pełna nic niewnoszących powtórzeń: czytanie po raz kolejny o tym, że ulubionymi kwiatami Dickensa były szkarłatne pelargonie, albo że każda kobieta po 25. roku życia jest "starzejącą się" (znak czasów, spoko, ale narrator podkreśla to bez mała przy KAŻDEJ bohaterce, którą opisuje, przy KAŻDEJ okazji) potęguje tylko wrażenie męczącej nudy. Fabuła jest mało przekonująca, a postać tytułowa - no cóż, chyba autor sam do końca nie mógł się zdecydować, kim właściwie ma być postać tytułowa. Borze, jakie to było rozczarowujące.

Nie ma chemii między mną a Danem Simmonsem, szkoda. Lepiej poczytać oryginalnego Dickensa.

pokaż więcej

 
2018-12-15 14:39:01
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2018, Popularnonaukowe, Posiadam

Bardzo ciekawa książeczka. Książeczka, bo nie do końca książka - nie próbuję tu bynajmniej użyciem zdrobnienia zdyskredytować zawartości, tylko zwrócić uwagę na długość, a raczej krótkość; niezgorsza interlinia i z rozmachem zaznaczone marginesy sprawiają, że "Mózg rządzi" to rozrywka na jeden wieczór, góra dwa (co dziwi, zwłaszcza że autorka w posłowiu przyznaje, że nie poruszyła wielu... Bardzo ciekawa książeczka. Książeczka, bo nie do końca książka - nie próbuję tu bynajmniej użyciem zdrobnienia zdyskredytować zawartości, tylko zwrócić uwagę na długość, a raczej krótkość; niezgorsza interlinia i z rozmachem zaznaczone marginesy sprawiają, że "Mózg rządzi" to rozrywka na jeden wieczór, góra dwa (co dziwi, zwłaszcza że autorka w posłowiu przyznaje, że nie poruszyła wielu tematów - ciśnie się na usta pytanie, dlaczego?). Trzeba jednak przyznać, że pozycja jest bardzo przyjemna w czytaniu i rzeczywiście wciągająca, a że wydawca nie przesadził z ceną, to może i to dobry deal.

Autorka w swojej książce przedstawia neurobiologię w łatwostrawnej pigułce - konsekwentnie unika używania słownictwa specjalistycznego i zbyt już zawiłych szczegółów anatomii, co sprawia, że tekst jest rzeczywiście zrozumiały, nawet, jak mniemam, dla kompletnego laika. Dodam, że to przede wszystkim kompletnemu laikowi pozycja ta powinna się wydać szczególnie atrakcyjna. Mnie trochę ciężko było wyrobić sobie ostateczną opinię, bo zbiegiem okoliczności mam, erm, doktorat z neuropsychofarmakologii i ze wszystkimi historiami i ciekawostkami przedstawianymi przez autorkę miałam do czynienia już jakieś milion pięćset sto dziewięćset razy; naprawdę, to taki podstawowy kanonik neurobiologiczny używany do robienia wrażenia na studentach, i to studiów licencjackich: przerośnięte hipokampy londyńskich taksówkarzy, zmieniona o 180 stopni osobowość Phineasa Gage'a, któremu przebił głowę metalowy pręt, zespół obcej ręki, lobotomia... Jedynej ciekawostce, z którą się do tej pory nie zetknęłam (albo się zetknęłam, ale mój hipokamp nie chce podzielić się tą siecią neuronalną z korą przedczołową), "zielonej plamce zazdrości", autorka poświęciła dokładnie dziesięć linijek (policzyłam).

Mimo wszystko jednak warto przeczytać tę pozycję. Naprawdę dobrze się ją pochłania, przyjemnej nutki humoru nie zabrakło, acz może nie w takim natężeniu, jak reklamuje to przedmowa napisana przez norweską noblistkę May-Britt Moser. Podobały mi się też dyskretne, bezpretensjonalne rady dawane przez autorkę, swoiste wskazówki jak "współpracować" ze swoim mózgiem, żeby współpraca była efektywna. :D Dzięki nad wyraz jasnemu wyłożeniu podejmowanych tematów książkę z przyjemnością przeczyta nawet młodsza młodzież, powiedzmy dwanaście plus. Nie jest to wada, na pewno fajnie mieć taką uniwersalną pozycję w swojej biblioteczce.

Podsumowując, dziełko bynajmniej nie jest szczególnie odkrywcze jeśli ktoś chociaż przez chwilę posiedział już w temacie, ale jest bardzo przystępne i sensowne - na tyle, że z przyjemnością przeczytam je kiedyś ponownie.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
314 182 1353
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (11)

Ulubieni autorzy (23)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (6)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd