5,97 (138 ocen i 24 opinie) Zobacz oceny
10
2
9
3
8
16
7
28
6
43
5
27
4
8
3
8
2
1
1
2
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Down These Strange Streets
data wydania
ISBN
9788375108217
liczba stron
688
słowa kluczowe
urban fantasy
język
polski
dodała
Wiedźma

Na "Chodząc nędznymi ulicami" składają się mroczne opowiadania, zabierające czytelników do miejsc tyleż niesamowitych co podejrzanych. Posiadłości wampirów czy złej sławy zaułki ponurych miast pełne są niezwykłych, częstokroć bezwzględnych i okrutnych stworzeń, a każda historia ma swą krwawą zagadkę i ekscytujące rozwiązanie. Ten zbiór to bez wyjątku opowiadania z nurtu urban fantasy, a zatem...

Na "Chodząc nędznymi ulicami" składają się mroczne opowiadania, zabierające czytelników do miejsc tyleż niesamowitych co podejrzanych. Posiadłości wampirów czy złej sławy zaułki ponurych miast pełne są niezwykłych, częstokroć bezwzględnych i okrutnych stworzeń, a każda historia ma swą krwawą zagadkę i ekscytujące rozwiązanie.

Ten zbiór to bez wyjątku opowiadania z nurtu urban fantasy, a zatem czytelnik odnajduje tu zarówno mocne wpływy horroru, jak i klasycznej powieści detektywistycznej. Gratka tak dla miłośników H.P. Lovecrafta i Anne Rice, jak i Raymonda Chandlera!

Niezapomniane przeżycia gwarantują tacy autorzy, jak Charlaine Harris, Patricia Briggs, Steven Saylor, Simon R. Green, Diana Gabaldon czy Conn Iggulden.

Redakcja: George'a R.R. Martin i Gardner Dozois.

 

źródło opisu: Dom Wydawniczy Rebis, 2012

źródło okładki: http://www.rebis.com.pl/rebis/public/books/books.h...»

pokaż więcej

Brak materiałów.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Oficjalna recenzja
Sylwia książek: 1465

Co bękart potrafi

Pod koniec 2012 roku nakładem wydawnictwa Rebis ukazał się pokaźnych rozmiarów zbiór opowiadań utrzymanych w konwencji urban fantasy. Ten stosunkowo nowy gatunek, choć sięgający korzeniami do lat 80. XX wieku, obecnie zdobywa coraz większą popularność. Odpowiadający za redakcję tekstów George R.R. Martin napisał o nim w posłowiu: (…) jest na wskroś bękartem. Gnieździ się na ulicach zdecydowanie bardziej niebezpiecznych i brudnych (…), w Nowym Jorku, Chicago, Los Angeles i anonimowych miastach, gdzie rynsztokami płynie krew, a nocą krzyki zagłuszają muzykę. Zamieszczone tu teksty w większości potwierdzają słowa amerykańskiego pisarza – jest ciemno, obskurnie i tak, by włos zjeżył się na głowie.

Zebranie opowiadań spiętych jednym motywem – w tym przypadku obecnością prywatnego detektywa oraz zjawiska mniej lub bardziej nadnaturalnego – pociąga za sobą ryzyko ujednolicenia zbioru. Tym większa obawa, jeśli antologia oferuje historii mnogość. W pewnym momencie pojawić mogą się podobne rozwiązania fabularne, bliźniacze wątki czy choćby przypominający się nawzajem bohaterowie. „Chodząc nędznymi ulicami” (o lepszym oryginalnym tytule: „Down These Strange Streets”) zawiera aż szesnaście wariacji wokół podanego tematu na niemal siedmiuset stronicach. Myśl o powtarzalności nasuwa się sama, ale – za co należy się pierwszy ukłon w stronę redaktorów i samych pisarzy – nie ma ona przełożenia na rzeczywistość. Mimo czasem pokrewnych sztafaży, antologia zapewnia różnorodność. Tak samo w...

Pod koniec 2012 roku nakładem wydawnictwa Rebis ukazał się pokaźnych rozmiarów zbiór opowiadań utrzymanych w konwencji urban fantasy. Ten stosunkowo nowy gatunek, choć sięgający korzeniami do lat 80. XX wieku, obecnie zdobywa coraz większą popularność. Odpowiadający za redakcję tekstów George R.R. Martin napisał o nim w posłowiu: (…) jest na wskroś bękartem. Gnieździ się na ulicach zdecydowanie bardziej niebezpiecznych i brudnych (…), w Nowym Jorku, Chicago, Los Angeles i anonimowych miastach, gdzie rynsztokami płynie krew, a nocą krzyki zagłuszają muzykę. Zamieszczone tu teksty w większości potwierdzają słowa amerykańskiego pisarza – jest ciemno, obskurnie i tak, by włos zjeżył się na głowie.

Zebranie opowiadań spiętych jednym motywem – w tym przypadku obecnością prywatnego detektywa oraz zjawiska mniej lub bardziej nadnaturalnego – pociąga za sobą ryzyko ujednolicenia zbioru. Tym większa obawa, jeśli antologia oferuje historii mnogość. W pewnym momencie pojawić mogą się podobne rozwiązania fabularne, bliźniacze wątki czy choćby przypominający się nawzajem bohaterowie. „Chodząc nędznymi ulicami” (o lepszym oryginalnym tytule: „Down These Strange Streets”) zawiera aż szesnaście wariacji wokół podanego tematu na niemal siedmiuset stronicach. Myśl o powtarzalności nasuwa się sama, ale – za co należy się pierwszy ukłon w stronę redaktorów i samych pisarzy – nie ma ona przełożenia na rzeczywistość. Mimo czasem pokrewnych sztafaży, antologia zapewnia różnorodność. Tak samo w kwestii sposobu podjęcia tematu, jak i konkretnych punktów w jego realizacji.

Według George R.R. Martina matką urban fantasy jest horror, ojcem – powieść detektywistyczna. Echa owego mariażu bez trudu daje się odnaleźć na kartach antologii. W ten sposób zwolennicy grozy podanej w atmosferze realizmu usatysfakcjonowani będą opowiadaniem Joe’ego R. Lansdale, pierwszorzędnie przejmującego pałeczkę od H.P. Lovecrafta. Jego „Krwawiący cień”, przywodzący na myśl najlepsze utwory Samotnika z Providence, roztacza sugestywny nastrój barów zatopionych w kłębach tytoniowego dymu, w których z gramofonów odtwarza się blues, a ladę okupują bywalcy dobrze znający półświatek prostytucji i prochów. Znakomicie poprowadzona pierwszoosobowa narracja każe zatrzymać się na dłużej przy opisach nieznanego – co jest nie w porządku z tą osobliwą muzyką? Opowiadanie wywiązuje się też z konieczności użycia postaci detektywa. Nie mam licencji – mówi narrator. W tym mieście nikt czarny nie dostałby licencji (…). Chyba jestem prywatnym detektywem, tyle że naprawdę prywatnym. Jestem tak prywatny, że aż potajemny.

Dzieckiem, które wdało się w matkę-horror jest również „Różnica między zagadką a tajemnicą” autorstwa M.L.N. Hanover. Po ojcu odziedziczywszy umiejscowienie akcji na komisariacie, tekst koncentruje się wokół postaci podejrzanego – albo niezdrowego na umyśle, albo opętanego Maurego Sobinskiego. Skowyty, wyginanie szyi i kręgosłupa, wrzaski w języku aramejskim, wszystko to wskazywałoby na jednoznaczną odpowiedź, ale czy aby na pewno? Z zagadką, nie, z tajemnicą, zmierzyć ma się policjant pospołu z dość oryginalnym egzorcystą. Trzymająca w napięciu, nieprzewidywalna historia jest jedną z krótszych, ale bynajmniej nie gorszych. Z kolei „Dama lubi krzyczeć” Conna Igguldena przełamuje kanwę opowiadania na serio, oddając głos cynicznemu, żerującemu na głupocie klientów „przedsiębiorcy na małą skalę”. Bardzo chcesz, aby ludzie cię lubili i podziwiali. Masz tendencję do samokrytyki. Choć masz pewne wady, rekompensują je zazwyczaj twoje zalety. Miewasz poważne wątpliwości co do tego, czy twoje decyzje lub czyny były właściwe. Znacie takie chwyty, zdania uniwersalne? Klienci głównego bohatera niestety nie. Ale, korzystając z kolejnego truizmu – wszystko ma swój koniec. Narrator porzuci dotychczasową pracę naciągacza, a to, co ją zastąpi, będzie o wiele bardziej interesujące.

Jeśli mówić o powinowactwie z powieścią detektywistyczną, nie można nie wspomnieć o dwóch dobrych tekstach w wykonaniu kobiet: „Osobliwej opowieści o deodandzie” Lisy Tuttle oraz „W czerwieni i perłach” Patricii Briggs. Tuttle, nawiązując do twórczości Artura Conana Doyle’a, obsadza w roli Watsona młodą odważną damę z dziewiętnastego wieku. Ta z pozoru prosta historia o feministycznym zabarwieniu daje czytelnikowi satysfakcję za sprawą warsztatu pisarskiego autorki, a też treści zręcznie podawanych nie do końca wprost. Inaczej sytuacja wygląda u Briggs, gdyż ta nie kryje już niczego za półsłówkami. W jej opowiadaniu główny bohater jest wyoutowanym gejem, a dodatkowo wilkołakiem. Kiedy na jego partnera nasłany zostaje zabójca, historia zaczyna nabierać rumieńców, również dosłownie. Znany z książek o Mercy Thompson świat wampirów, wilkołaków i czarownic zaskakująco adekwatnie buduje tło dla poniekąd gejowskiej opowieści z zagadką na pierwszym planie. A żeby było jeszcze pozytywniej, inny udany tekst, „Błotny diabeł” Laurie R. King, podnosi problem odmienności w nieodległych czasach, w których technologia postąpiła krok naprzód.

Większość utworów – powyższe, ale też kilka niewymienionych – charakteryzuje się dość wysokim poziomem. Ironię stanowi natomiast fakt, że zaznaczona na okładce większymi literami Charlaine Harris zaprezentowała twór, którego nazwanie „znośnym” byłoby znacznym nadużyciem. „Śmierć z ręki Dalii”, będąca pierwszym tekstem w antologii (następna ironia albo strzał w stopę), to absolutnie nieciekawy i przewidywalny fragment opisujący incydent na przyjęciu wampirów. Pociągnięta jak po sznurku linia fabularna razem z narracją przeskakująca od jednej postaci do drugiej skutkują historią, która nie tylko nuży, ale też jest uciążliwa w odbiorze. Niewiele więcej oczekiwać można po „Głodnym Sercu” Simona R. Greena. Trzeci w kolejności, przeładowany niezwykłymi atrybutami tekst, silący się na postmodernistyczne zacięcie, ale oferujący jedynie banał, można podsumować jednym fragmentem: Nie żeby oferowano coś szczególnego... Stare nagranie w systemie Betamax, na którym Elvis grał Kapitana Marvela (…), jedną z trumien Drakuli w zestawie z oryginalną ziemią z grobu (…), zmumifikowaną głowę Alfreda Garcii (…), zwierciadło Doriana Graya. Jest on bowiem jak ta wyliczanka – nic nie wnosząca, chaotyczna, nieistotna. Za gwóźdź do trumny, tym razem nie Drakuli, służy kreacja głównego bohatera, którego błyskotliwa odpowiedź na zaczepkę brzmi „Chcesz w mordę?”.

Mimo dwóch bardzo słabych punktów na początku, „Chodząc nędznymi ulicami” spełnia swoje zadanie. Odłożywszy książkę na półkę, raczej nie poczuje się rozczarowania wynikającego ze świadomości straconego czasu. Być może w tym właśnie kryje się powód usytuowania opowiadań Harris i Greena na samym początku? Tak aby późniejsze wrażenia przyćmiły te pierwsze?

Sylwia Kluczewska

=13pxCytaty za: „Chodząc nędznymi ulicami”, antologia, Rebis 2012

pokaż więcej

Dodaj dyskusję
Dyskusje o książce
pokaż wszystkie
Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (708)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 2943
wiejskifilozof | 2017-12-12
Na półkach: Przeczytane

Okładka jest bardzo ładna.
Taka filmowa,ostra i drapieżna.
Książkę kupiłem,mama dała.Mi na Mikołaja 20 zł,a książka.Była w promocji za 15.
A normalnie kosztuje,60 !

To zbiór opowiadań urban fantasty,nie wiedziałem.Że się wywodzą z horroru.
To bardzo ciekawe,jest tu sporo.Fajnych opowiadań.
Bo,ja lubię .Tu jest wampir, zombie.Wilkołak,byli też Rzymianie.

Każde z opowiadań,jest dobre.I fajnie,że kupiłem taką ładną książkę.

książek: 1303
annaroza | 2016-12-27
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 27 grudnia 2016

Antologia opowiadań z gatunku urban fantasy. Poziom utworów dość nierówny. Klika naprawdę fajnych i będę szukać innych pozycji z dorobku ich twórców. Kilka przeciętnych, ale też niektóre moim zdaniem słabe. W sumie pozycja, którą warto przeczytać, choćby po to by zrozumieć zasady kierujące tym gatunkiem literatury.

książek: 998
Vaherem | 2017-07-02
Przeczytana: 02 lipca 2017

Mam z tym zbiorem duży problem. Zachęca tytuł i nazwisko Martina, a także napisany przez niego wstęp. Gorzej już jednak z samymi opowiadaniami.

Martin pisze, że zwrócili się do różnych autorów o teksty, stawiając im tylko dwa wymagania - w historii ma się pojawić prywatny detektyw i sprawa o bardziej lub mniej rzeczywistym paranormalnym niuansie.

I tu pojawia się problem. Bo choć sam rozciągam termin "urban fantasy" na niemal całą fantastykę osadzoną w miarę współczesnych czasach, to - jak pisałem w opinii o "Bogowię muszą być szaleni" - to miasto i jego specyficzny klimat stanowią jeden z filarów gatunku. Wręcz to samo miasto powinno być jednym z bohaterów.

I tu pojawia się problem. Bo albo akcja nie dzieje się w mieście, albo jest osadzona w zbyt odległych czasach. Albo jedno i drugie, jak w przypadku tekstu "Lord John i plaga zombie" - z akcją osadzoną na Jamajce w początkach XIX wieku. I niby część akcji toczy się w Spanish Town, w stolicy wyspy, to żadnej atmosfery...

książek: 427
Alicya Oss | 2014-02-05
Na półkach: Przeczytane

Czytając nędzne opowiadania /Chodząc nędznymi ulicami - red. George R.R Martin i Gardner Dozois /

DKK zafundowało nam kolejną, paraliżującą lekturę. Paraliżującą w tym sensie, że – JA!!!!- wolałam zacząć sprzątać, niż czytać ją dalej. Obezwładniły mnie fabuły, poziomem nieodstające od przygód Scoobiego Doo. Nie pomogła nawet duża czcionka na śnieżnobiałym papierze, poza nią zresztą, książka ma niewiele do zaoferowania.

Według Martina, redaktora tej nieszczęsnej antologii – którego nazwisko, co by nie mówić, kusi i zobowiązuje – urban fantasy, to gatunek mający już swoje lata. Uległ jednak nieuniknionej ewolucji. Poznajemy więc jego nową definicję: (…) jest na wskroś bękartem. Gnieździ się na ulicach zdecydowanie bardziej niebezpiecznych i brudnych (…), w Nowym Jorku, Chicago, Los Angeles i anonimowych miastach, gdzie rynsztokami płynie krew, a nocą krzyki zagłuszają muzykę. Jeżeli założymy – zgodnie z tym, co zaproponował Martin, że urban fantasy zrodziło się z horroru (matka)...

książek: 282
crystal | 2016-02-02
Na półkach: Przeczytane, Posiadam

Było to moje pierwsze starcie z tym gatunkiem i jestem na NIE. Oj nie. Eksperyment z nadaniem detektywom mocy nadprzyrodzonych to moim zdaniem jakieś nieporozumienie. Znika cała przyjemność obserwowania śledztwa i metod bo jeśli śledczy ma moce poznawcze przekraczające te którymi dysponują zamieszani w sprawę i wystarczy że przekroczy próg pomieszczenia i wszystko wie to trochę nudno się robi. Ale doceniam próbę. Niektóre pomysły i rozwiązania całkiem całkiem, ale 3/4 tego zbioru uważam za nic nie wnoszące i niepotrzebne. Szkoda czasu, oczu i pieniędzy.
Osoby regularnie mnie plusujące i może nawet czytające te moje wypociny pragnę poinformować że mam kryzys czytelniczy trwający już od października i dlatego nic nie dodaję. Jeśli ktoś wie jak go przełamać to będę wdzięczna za rady :)

książek: 647
Fuzja | 2013-01-17
Na półkach: Przeczytane

www.kostnica.com.pl | www.czytajzfantazja.blogspot.com

Urban fantasy to stosunkowo młody podgatunek literacki. Jest to hybryda powstała w wyniku pomieszania horroru z kryminałem noir. Jednak w tekstach tego typu można wyczuć subtelne nuty wpływu innych gatunków. Jedno co łączy wszystkie powieści i opowiadania urban fantasy to Miasto. Mroczne i ciemne zakamarki, słoneczne i przytłaczające ulice, duszna atmosfera city without name, to główne elementy fantastyki miejskiej. Jednak genezę powstania tego podgatunku i kilka ciekawostek z nim związanych możecie poznać sięgając po przepięknie wydaną antologię Chodząc nędznymi ulicami, której wstęp napisał sam George R.R. Martin.

Muszę przyznać, że jest to jedna z najlepiej dopracowanych i dopieszczonych antologii, jakie przyszło mi przeczytać. W zasadzie wszystkie opowiadania trzymają tutaj równy poziom. Jest to zasługa wyśmienitego doboru autorów, którzy zgodzili się zawrzeć w niej swoje opowiadania m. in. Simon R. Green czy Patricia...

książek: 1568
tombraiderka009 | 2014-03-04
Na półkach: Przeczytane, 17. Ulubione
Przeczytana: 04 marca 2014

Świetna antologia. Wspaniale napisane historie. Aż chciałoby się przeczytać o dalszych losach niektórych bohaterów.
Mi przypadły do gustu historyjki: "Krwawiący cień", "Lord John i plaga zombi" oraz "Orzeł Adacki". Ta ostatnia to chyba najbardziej.

"Złodzieje Cienia. Opowiadanie o detektywie Garretcie" - to była najgorsza opowiastka, albowiem nie można się było połapać w bohaterach. Nie wiadomo zbytnio kto kim jest, co oni wszyscy robią. To było nieudane i niezrozumiane dla mnie. Duży minus.

Reszta krótkich opowiadań - czyli pozostałe piętnaście - były trzymające w napięciu, bardzo, naprawdę bardzo ciekawe, czasem straszne i czasem zabawne. Niektórzy bohaterzy są tacy sympatyczni, że mnie jest autentycznie żal tego, że nie ma o nich książek.

"Chodząc nędznymi ulicami" czytało mi się miło i nader przyjemnie. Czytałam parę antologii i tylko jedna mi się jak na razie spodobała, lecz teraz mam i drugą ulubienicę. Do Nędznych Ulic na pewno kiedyś powrócę, a szczególnie do moich...

książek: 589
KotWBookach | 2016-05-15
Na półkach: Przeczytane, Posiadam

Nie da się zaprzeczyć – zewnętrze zachęcało. Jego opracowanie graficzne aż ociekało klimatem, tekst z okładki zaś przyobiecywał czytelnikowi "nieślubne dziecko Chandlera i Lovecrafta, z odrobinką Rice". I chociaż kryminał noir nie jest mi dość dobrze znany (choć lubię i doceniam deszczowy, przyciężki nastrój mu towarzyszący), o tyle nazwisko mistrza z Providence, najbardziej znanego prekursora weird fiction, jest dla mnie czymś w rodzaju zaklęcia. Sięgnąłem więc, wziąłem ją do domu, choćby po to, by sprawdzić, ile w tym prawdy, a ile oszczerstwa. Na to, co nastąpiło potem nie przygotowałby mnie jednak nawet weekend spędzony w Dunwich, w pakiecie z herbatką u państwa Whateleyów. Oto przed wami - "Chodząc Nędznymi Ulicami", wydany nakładem Domu Wydawniczego Rebis zbiór opowiadań z gatunku urban fantasy, pod redakcją nikogo innego jak tylko G. R. R. Martina.


Wstępniak ("Bękart") autorstwa tegoż napisany jest w przystępny, interesujący sposób, skrótowo, ale sprawnie i rzetelnie...

książek: 1041
majek | 2014-07-14
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 14 lipca 2014

Przeczytane, zaliczone... Kilku fajnych autorów znalazłam, niektóre opowiadania mnie wchłonęły bez końca.
Niestety, z antologiami najczęściej jest taki problem, że nie są one równomierne - zdarzają się historie lepsze i gorsze. W dodatku, człowiek składający taki tomik do kupy chyba ich nie czyta przed wydrukiem. Albo żyje z myślą, że potencjalny Czytelnik przerobił już wszystkie książki danego autora. Nic bardziej mylnego! Przykładowo taki G. Cook - w życiu nie miałam w ręce żadnej jego pozycji, aż do tej małej opowiastki dzisiaj. I nie byłam w stanie jej skończyć, ponieważ okazała się tak hermetyczna. Za chiny ludowe nie mogłam się zorientować, o co chodzi bez poznania "światka" stworzonego przez pisarza.
Z drugiej strony, weźmy takiego S. R. Green'a - nie spotkałam się wcześniej też z serią o Nightside, ale historyjka przedstawiona w antologii zaciekawiła mnie i skłoniła do poszukania czegoś z tego cyklu.
Kiedy zawartość książki jest tak zróżnicowana, ciężko jest dać jakąś...

książek: 2510
TalaZ | 2013-12-28
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 23 grudnia 2013

Antologia to zbiór utworów lub ich fragmentów powiązanych wspólną tematyką albo należących do jednego gatunku literackiego, okresu i tym podobne. Najczęściej wybrane z twórczości różnych autorów. Taką definicję podaje nam Słownik Języka Polskiego.

Chodząc nędznymi ulicami jest właśnie takim zbiorem opowiadań z gatunku urban fantasy. Wszystkie teksty zostały zredagowane przez Georga R.R. Martina oraz Gardnera Dozoisa. Wśród autorów, którzy stworzyli teksty na potrzeby powstania tejże książki, znalazły się między innymi Charlaine Harris, Patricia Briggs i Diana Gabaldon. Jednak to tylko kropelki w dość pokaźnym zbiorze najróżniejszych osobliwości, bo tak właśnie można określić niektóre z tekstów. W tym miejscu muszę jeszcze dodać, że to moje pierwsze spotkanie z antologią, a co tu dopiero mówić o stworzeniu jej recenzji.

No dobra, pora w końcu przejść do tego co najważniejsze, a nie smęcić o nie wiadomo czym. To co najbardziej zachwyciło mnie… i to już na samym początku… to...

zobacz kolejne z 698 
Przeczytaj także

Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
lista cytatów dodaj cytat
Inne książki autora
więcej książek tego autora
zgłoś błąd zgłoś błąd