Czytamy w Święta

LubimyCzytać
02.04.2021

W święta wielanocne przystrajamy domy malowanymi jajkami, opychamy się mazurkiem i szykujemy psikawki na Lany Poniedziałek, a także – a raczej przede wszystkim! – czytamy. Nie czekając na Zajączka, który mógłby przynieść nam kolejne książki, już zawczasu wybraliśmy lektury. Koniecznie dajcie znać, czy u Was również szykuje się zaczytana Wielkanoc!

Czytamy w Święta

Zastanawiam się, czego potrzebują ludzie, aby wieść satysfakcjonujące życie w przyjaznym środowisku. Oczywiście oprócz książek :) Obejrzałam wywiad z Billem Gatesem, który przy okazji premiery książki „Jak ocalić świat od katastrofy klimatycznej. Rozwiązania, które już mamy, zmiany, jakich potrzebujemy”, zorganizowała Agora wspólnie z TVN (można posłuchać TUTAJ). Postanowiłam rozszerzyć go o przeczytanie książki, bo jednak rozmowa pozostawiła pewien niedosyt. Założyciel Microsoftu, który niewątpliwie jest inteligentnym człowiekiem, posiada potężną wiedzę i potężne środki, aby zmieniać świat. W różnych kierunkach. Dzieli się swoimi spostrzeżeniami i warto je poznać, aby móc z nimi polemizować. Nie pozostawił mnie bezkrytycznej wobec swoich wypowiedzi, więc zamierzam zgłębić jego punkt widzenia na proponowany plan redukcji emisji gazów cieplarnianych.

Reklama

Ocena czytelników to 7/10. Bardziej obeznani z tematem internauci zarzucają książce zbytnią powierzchowność i łopatologiczne przedstawienie tematu, ale to może być również zaleta, pozwalająca dotrzeć do masowego odbiorcy. Pisana przejrzyście, tłumaczy zachodzące globalne procesy i podsuwa propozycję zmian. Spodobała mi się opinia użytkowniczki silentlyhere: „Bill Gates kojarzy nam się w tym momencie przede wszystkim z chipami w szczepionkach, a tutaj proszę, książka o katastrofie klimatycznej oparta na kilkuletnich badaniach. Nie da się ukryć, że stawia przed czytelnikiem twarde fakty, z którymi ciężko nam się spierać”. Z naukowymi faktami spierać się nie należy, jadnak już z wizją rozwiązań obecnej sytuacji jak najbardziej można.

Gates, według którego tylko zatrzymanie emisji gazów cieplarnianych może uratować świat przed katastrofą, pisze:

„Ludzkość jeszcze nigdy nie dokonała niczego na tak wielką skalę, dlatego każde państwo musi zmienić sposób działania, bo każda czynność we współczesnym świecie – uprawa roślin, produkcja, przemieszczanie się – wiąże się z emisją gazów cieplarnianych. Jeśli nie podejmiemy tego wysiłku, klimat będzie ulegał coraz większym przemianom, najprawdopodobniej katastrofalnym dla ludzkości. Jeszcze możemy temu zaradzić. Już dysponujemy niektórymi niezbędnymi do tego narzędziami, a wszystko, czego nauczyłem się o klimacie i technologii napawa mnie nadzieją, że jesteśmy w stanie wynaleźć i zastosować również te, których jeszcze nie mamy. Jeśli się pospieszymy, mamy szanse uniknąć katastrofy klimatycznej. Ta książka mówi o tym, jak to zrobić i dlaczego uważam, że może nam się to udać”.

A ja się zastanawiam, czy zatem nie powinna być dostępna za darmo…

Warto dyskutować z najbliższymi o tym, jak uratować nasz świat przed katastrofą klimatyczną. A święta sprzyjają rodzinnym dysputom toczonym przy stole. I niezależnie od poglądów, ważne, aby rozmawiać, bo może jednak jeszcze czegoś nie dostrzegamy, nie wiemy, może coś pozwoli nam szerzej spojrzeć na otaczający nas świat. I właśnie takich konstruktywnych dyskusji, również w internetowej przestrzeni, nam wszystkim z okazji tegorocznych świąt życzę. I zdrowia oczywiście.

Jestem zupełnie nieskomplikowaną czytelniczką, która lubi sięgać po nowe tytuły autorów, których ceni. Proste, prawda? Dlatego gdy przy okazji wywiadu dotyczącego „Żałobnicy” Robert Małecki zapowiedział następną książkę, od razu zaczęłam ostrzyć sobie na nią zęby. I już jest! To znaczy, na razie jeszcze w wersji recenzenckiej, surowej, z gładką czarną okładką. Właściwa premiera dopiero 14 kwietnia i możecie być pewni, że wtedy znajdziecie też na lubimyczytać.pl rozmowę z autorem!

Mamy tu małą społeczność, zaginięcie sprzed lat i tajemnice sprzed kilkudziesięciu lat. Oraz dwie perspektywy bohaterów, których opowieści tworzą zrąb tego thrillera psychologicznego.

Robert Małecki jest czytelnikom zresztą już dobrze znany. Ich sympatię zaskarbił sobie zarówno świetnymi książkami (choćby kryminałami z Bernardem Grossem i Markiem Benerem) jak i ujmującą osobowością. Pytany przeze mnie, czy czuje się szczęściarzem, odpowiedział, że tak, choć podkreślał, że jego najlepsza powieść wciąż czeka na niego w przyszłości. Czy ten tytuł przypadnie właśnie „Zmorze”? To okaże się już niedługo!

Wielu z Was na pewno doświadczyło na własnej skórze działania prawa Murphy’ego. W skrócie chodzi w nim o to, że jeśli coś może pójść nie po naszej myśli, to dokładnie tak się stanie. Do pewnego stopnia przydarzyło się to mojemu synowi, gdy okazało się, że lockdown lubi jego urodziny. Ale po kolei. Wszytko zaczęło się rok temu, zbliżały się jego trzecie urodziny, a dziwny wirus, który rozszalał się wcześniej w Chinach, zmienił charakter z anegdotycznego na złowieszczy. Ludzie wykupili ze sklepów cały papier toaletowy, kraj został zamknięty w domu, a syna pozbawiono imprezy urodzinowej. Upiekliśmy tort, świeczki zostały zdmuchnięte, a jego kawałkami podzieliliśmy się z rodziną, zostawiając je w progach ich domów. Mijały miesiące, w których nasi światli przywódcy rozłożyli COVID na łopatki co najmniej trzy razy. Wirus chyba nie został o tym poinformowany, ponieważ uparcie wracał. Na przykład teraz, tuż przed czwartymi urodzinami syna. Urodzinami, na które on czekał z rosnącą niecierpliwością. I co? Nie będę tu pisał o wszystkim, ale dodam jedynie, że nawet prezent, który dla niego zamówiliśmy online, jak nas poinformowano, nie dotrze na czas. Tego było za wiele. Zapakowaliśmy całą rodzinę do samochodu i ruszyliśmy do naszej ulubionej księgarni na poznańskich Jeżycach, kupić młodemu na pocieszenie książkę, która mu się od dłuższego czasu marzyła. Po drodze żona oznajmiła, że chce nam zrobić przyjemność, dlatego każdy może liczyć na jakiś prezent. Syn wrócił do domu z „Ooodjazdem!” Gérarda Lo Monaco, córka dostała „Rogacze i przeżuwacze” Joanny Merkurii Czerwińskiej, ona sama wybrała dla siebie pierwszy tom „Diuny” Franka Herberta, a ja postawiłem na „Moją znikającą połowę” Britt Bennett. Właśnie tę powieść będę czytał w święta. I chociaż można odnieść wrażenie, że pandemia uwzięła na mojego syna, mam nadzieję, że w przyszłym roku wszystko odbędzie się tak, jak to sobie wymarzył i zaplanował.

Mam robaczywe myśli. W końcu wiosna zobowiązuje... I pewna niezwykła książka o frapującym tytule: „Wielcy robacy. Historie insektów, które rozwinęły skrzydła” Barbary Supeł. Co prawda, książka przeznaczona jest dla dzieci, ale doświadczony czytelnik nie daje się wtłoczyć w żadne schematy i nie odbierze sobie przyjemności zapoznania się z opowieściami o życiu insektów, o których sama autorka pisze: „I choć żadna z tych historii nie wydarzyła się naprawdę, wszystkie są wyjątkowo prawdziwe”.

Nie wątpię — pająk Eugeniusz stepujący w bucikach na miarę czy chrząszcz Stefanek marzący o aktorstwie to przecież samo życie. W te święta z czystym sumieniem zrezygnuję z porządków, będę wypatrywać po kątach stepujących pająków (znaki szczególne pająka - „Na jego widok kobiety piszczą, co poczytuje za komplement”), żadnego wietrzenie szaf, żeby nie przeziębić mola („Zdarza mu się zjeść sztuczną tkaninę, choć na ogół jest przeciwnikiem chemii w jedzeniu”). I zdecydowanie bardziej łaskawym okiem spojrzę na wołka zbożowego, jeśli mnie odwiedzi („Jego aparat gębowy przypomina ryjek, przez co koleżanki nazywają go słodziakiem”).

W sumie jest mi trochę niezręcznie, że nie interesowałam się wcześniej życiem wewnętrznym robaków i tyle lat żyłam w ignorancji, aż wstyd... Za to teraz chcę dowiedzieć się jak najwięcej i z niecierpliwości przebieram już odnóżami!

Czy jest coś lepszego od gwaru kawiarni, widoku znajomego barmana, zapachu kawy, wciśniętego w kąt stolika, i siedzącej przy nim grupy roześmianych ludzi? Dookoła toczyłoby się wiele rozmów, a detale mogłabym wymieniać bez końca. Chyba większości z nas bardzo brakuje takiego widoku. Obecnie, jeśli odbywają się spotkania, to tylko w małym kameralnym gronie. Ale przecież nie jest tak źle. Mamy internet, filmy i oczywiście książki, które chociaż w części mogą zastąpić to, czego brakuje nam najbardziej. Ciężko przedrzeć się przez gąszcz propozycji kulturalnych, a przecież najlepiej znają nas najbliżsi. O Sally Rooney usłyszałam od znajomych, którzy polecili mi serial na podstawie jej książki pt. „Normalni ludzie” od którego nie mogłam się oderwać. W tym przypadku niestety nie zadziałała zasada „najpierw książka, później film”, a ostatecznie – wstyd się przyznać - książki nie przeczytałam. Z drugą pozycją autorki nie chcę popełnić tego samego błędu, a już kilka osób poleciło mi też „Rozmowy z przyjaciółmi”. To przecież znak, że muszę ją przeczytać zanim pojawia się ekranizacja. Liczę, że chociaż w minimalnym stopniu zastąpi mi ona spotkania z przyjaciółmi, gwaru kawiarni, uśmiechniętego barmana, detale mogłabym wymieniać bez końca…..

W tym roku Wielkanoc będzie jeszcze dziwniejsza niż w zeszłym. Moi rodzice zaplanowali gruntowny remont rodzinnego domu i na święta pozostaną bez mebli i kuchni. Dlatego w wielkanocną niedzielę spotkamy się wszyscy w moim małym mieszkaniu ze studenckim wyposażeniem. Nawet nie jestem pewna, czy mam odpowiednią liczbę talerzy, o krzesłach nie wspominając!

Dlatego moje plany czytelnicze muszą być krótkie i dokładnie zaplanowane. Już od kilku dni krążyłam po całym mieszkaniu, szukając czegoś do czytania. Aż w końcu zdecydowałam, że czas trochę podreperować zapasy książkowe (wcale nie mam już stosów hańby, wcale!). Przy okazji zamawiania prezentów świątecznych, książkowych oczywiście, wybrałam „Jesień” Ali Smith i już prawie dodałam ją do koszyka, gdy zobaczyłam cenę. Włosy stanęły mi dęba. Okazuje się, że w normalnej cenie ta książka dostępna jest jedynie w salonach Empiku. Już zaczęłam rozpaczać, gdy mój wspaniałomyślny partner stwierdził, że i tak nie ma dla mnie prezentu, więc w sumie możemy podjechać i on mi kupi.

No więc wbiegam do księgarni szukam. W końcu widzę, stoi na półce. Ostatnia! Chwytam i biegnę do kasy. Szybko płacimy i wychodzę ze sklepu niczym złota medalistka na olimpiadzie. Unoszę ręce z egzemplarzem Ali Smith w geście zwycięstwa i w tym momencie Sebastian zabiera mi ją z rąk i informuje, że dostanę ją dopiero na święta. Moja mina z pewnością była bezcenna…

Czekam i już nie mogę się doczekać tej Wielkanocy, bo gdy w końcu „Jesień” wpadnie w moje ręce, to zapewne przeczytam ją na jeden raz. A potem zacznę polować na „Zimę”.

Stuart Turton, autor powieści „Siedem śmierci Evelyn Hardcastle”, dał się poznać jako wytrwany twórca wielowątkowych, misternie skonstruowanych intryg kryminalnych. Podobnie, choć nieco inaczej, jest za sprawą książki „Demon i mroczna toń”. Morderstwa na pełnym morzu. Niezwykły duet detektywów. Demon, który być może wcale istnieje… Nowa zagadka kryminalna na pokładzie statku zwanego „Saardamem” potrafi wciągnąć bez reszty. Akcja rozpisana została na rok 1634 – historyczna scenografia jest ujmująca, stanowi też obszar do odkrywania fabularnych tajemnic. Naszym przewodnikiem jest Samuel Pipps, bodaj największy detektyw swoich czasów, który będzie sądzony w procesie za zbrodnię, której nie popełnił. Niewinności próbuje dowieść jego przyjaciel, niejaki Arent Hayes. Tyle tylko że rozwiązanie sprawy wiąże się z konfrontacją z demonem, który nawiedza pasażerów statku. Zaskakująca, wielowątkowa, detalicznie odwzorowana historia, posiada magnetyzującą siłę oddziaływania.

Nadeszły kolejne specyficzne święta ze względu na sytuację. Szczerze stęskniłam się za powrotami do domu pociągiem. Około czterogodzinna trasa, którą zawsze pokonywałam z Poznania do domu rodzinnego, była czymś wyczekiwanym. Niemal pusty przedział, mijane lasy, gubiony co chwila zasięg w telefonie uniemożliwiający kontakt, ja i książka. Powroty samochodem nie mają już takiego uroku, a i lektura w nim nie smakuje aż tak wyjątkowo. A tym razem myślę, że taka sceneria byłaby wprost idealna do książki, którą będę czytać w święta.

„Tirzę” jak już wspomniałam w jednym Czytamy w weekend, poleciła mi Kinga, a jej Mateusz. Tak więc jak widać, w naszym zespole lubimy się dzielić dobrymi tytułami. I chociaż książki z Wydawnictwa Pauza uważam za dość specyficzne, bardzo lubię po nie sięgać i odkrywać nowych autorów. Każda, którą przeczytałam, zostawiała mnie z niezwykle dziwnym poczuciem po przewróceniu strony. Niedosyt, chęć smakowania lektury jeszcze, kiełkujące powoli refleksje… Tak więc i tym razem liczę na lekturę, która przeniknie moją czytelniczą duszę na wskroś.

Na książkę Rebeki Solnit natrafiłem… przypadkiem. Chyba rok temu mignęła mi w mediach społecznościowych informacja, że wydawnictwo Karakter rozdaje e-book „Nadziei w mroku” za darmo. A w końcu bycie rodowitym poznaniakiem zobowiązuje – długo się nie zastanawiając, kliknąłem „Pobierz”.

Solnit tłumaczy w swojej książce dlaczego opór i aktywizm mają sens. Przytacza przykłady działań, które miały realny wpływ na świat. Czytając (mam ją otwartą w czytniku już od paru dni, w ten weekend będę zapewne kończył; jednak nie jest to „czytadełko”, a książka, którą lepiej porcjować i dać sobie czas na refleksję) mam wrażenie pewnego rodzaju naiwności i łatwowierności, charakterystycznego dla aktywizmu widzenia świata zero-jedynkowego, bez odcieni szarości. Ale z drugiej strony, czy bez nierzadko radykalnych zachowań, demonstracji, rozruchów i zamieszek, bez rewolucji, jest możliwa zmiana świata?

W dobie galopującego w naszą stronę kataklizmu klimatycznego, spodziewanego (przeze mnie) kryzysu światowego wywołanego dostępnością szczepionek w krajach innych niż te najzamożniejsze, być może tylko aktywizm ma szansę przedrzeć się do świadomości społecznej. I być tą „Nadzieją w mroku” na nadchodzące czasy.

Na okres świąteczny przygotowałem sobie dość ciężki gatunek, jakim jest tzw. literatura łagrowa. Po wielokrotnym przeczytaniu książek Aleksandra Sołżenicyna zainteresowałem się pozycją Gieorgija Władimowa „Wierny Rusłan”. Niedawno ukazało się kolejne wznowienie tej pozycji wydane przez Dom Wydawniczy Rebis.

Fabuła skupia się na dość często pomijanym wątku, jakim były psy wartownicze używane do pilnowania obozów.

Po likwidacji obozu Rusłan i inne psy wartownicze zostają wypędzeni. Cała sfora błąka się po okolicy i nie potrafi zapomnieć o minionym życiu w łagrze, który uważała za raj. Psy były tam wykorzystywane do zadań wartowniczych, a surowa tresura odcisnęła na nich niezatarte piętno. Tęskniący za służbą Rusłan próbuje sam sobie zorganizować łagrowe życie i poszukuje więźniów, których mógłby nadzorować.

Książka oczywiście nie skupia się tylko i wyłącznie na obozowych psach, jest to zapis całego systemu, jaki został stworzony przez władze ZSRR. System znany już z takich książek jak m.in. „Archipelag Gułag” nadal poraża czytelnika skalą okrucieństwo. Niezmiennie nasuwa pytanie, jak mogło dojść do takich wydarzeń w XX wieku.

O psach wojny, czyli jak wyszkolić idealnego radzieckiego psa służbowego przeczytać można w artykule na CiekawostkiHistoryczne.pl.

[kk]

Reklama

komentarze [159]

Sortuj:
1360
68
06.04.2021 21:11

 Długi marsz w połowie meczu  Dar Humboldta  Moja znikająca połowa  Rebeka  Calypso  Jeden dzień z panem Julesem  Ojcowie i dzieci  Cud dwa razy się nie zdarza. Opowiadania wybrane.

więcej

1360
68
05.04.2021 17:39

Wzięłam się za uzbierany w ostatnim tygodniu stos nowych książek; zaczęłam od  Moja znikająca połowa Moja znikająca połowa


3259
47
05.04.2021 19:18

A możesz pochwalić się tym stosem? :-)


698
238
05.04.2021 16:20

 Nazywam się Stephen Florida Nazywam się Stephen Florida


Reklama
1878
293
05.04.2021 11:38

A ja dalej  Upadek gigantów Upadek gigantów. Już czwarty tydzień wstawiam w tej rubryce tę kobyłę. W tym tygodniu może wreszcie skończę.


5719
55
04.04.2021 15:03

Czytam wspaniałe i puchate  Hurt/Comfort Hurt/Comfort oraz bardzo ciężką (ale już wiadomo, że świetnie napisaną i narysowaną) mangę  Ayako Ayako


525
110
04.04.2021 13:08

W końcu  Niewidzialne życie Addie LaRue Niewidzialne życie Addie LaRue


4998
21
04.04.2021 12:47

Kończę  Przechodzimur Przechodzimur, a zacznę  Kanada. Ulubiony kraj świata Kanada. Ulubiony kraj świata


1878
293
05.04.2021 11:19

Przechodzimur to jedna z moch ulubionych książek. Nie wiem, czy widziałaś, w Paryżu na Monmartrze jest dom Marcela Aime. Jest tam rzeżba człowieka do połowy wtopionego w ścianę. Bardzo klimatyczne miejsce :)


4998
21
05.04.2021 18:57

Nie widziałam, ale wyszukałam w Internecie. Dzięki za tę ciekawostkę. :)


302
245
04.04.2021 07:40

Dzień dobry w świąteczny poranek🐣🐥😀
Czytam w wolnej chwilce lekkie książki  Wskazówki Wskazówki  Paradoks. Wskazówki. Tom 2 Paradoks. Wskazówki. Tom 2
Miłego świętowania, także przy książce Wam życzę📚📖🌞💛☕🌷🐤🐏


365
26
04.04.2021 02:38

 Bez Ciebie Bez Ciebie i  Jeszcze raz Jeszcze raz


169
30
03.04.2021 22:15

 Oszukana Oszukana
A później coś lekkiego, nie kryminalno-thrillerowego, tylko jeszcze nie wiem, co.


zgłoś błąd