pokaż co czytasz i dowiedz się,
co czytają Twoi znajomi.
Kliknij tutaj i dołącz do nas!
Gra Endera
Wobec śmiertelnego zagrożenia z kosmosu Ziemia przygotowuje swoją broń ostatniej nadziei. Jest nią chłopiec, w którym odkryto zalążki niezwykłego geniuszu wojskowego. Czas nagli, a przyszłość dwóch cy... Wobec śmiertelnego zagrożenia z kosmosu Ziemia przygotowuje swoją broń ostatniej nadziei. Jest nią chłopiec, w którym odkryto zalążki niezwykłego geniuszu wojskowego. Czas nagli, a przyszłość dwóch cywilizacji spoczywa w rękach dziecka... pokaż więcej.
Moja Biblioteczka
Gdzie kupić?
Opinie znajomych
-
227
-
482
-
60
Opinie czytelników
Ta książka ma dla mnie szczególne znaczenie. Pewnego dnia w pokoju na stancji rozległo się gromkie: "Ooo K%#^a!!!". Jeden ze współlokatorów właśnie kończył Grę Endera przekazaną mu przez innego współlokatora, który będąc wtajemniczony w arkana powieści w odpowiedzi na reakcję tego pierwszego pokiwał głową z bananem na twarzy. Musiałem ją przeczytać i tak od serii o Enderze wszystko się zaczęło.
Jakoś w czasach szkoły średniej literatura zbytnio mnie nie pasjonowała. Teraz dreptam średnio co miesiąc do biblioteki po nieprzeczytane jeszcze dzieła.
__Do "Gry Endera" zachęcał mnie kumpel od dłuższego czasu(4 lata), potem zaniechał ze względu na mój upór i niechęć do s-f, który zresztą do tej pory się nie zmienił. Sięgnąłem po nią od niechcenia, bo nie miałem nic innego pod ręką, a czekało mnie 3h w pociągu. Potem żałowałem że pociąg nie jechał dalej. Jest to jedna z niewielu książek, która tak mnie wciągnęła, nie ma tu zbędnej treści czy miejsc których można by opuścić żeby szybciej przejść dalej, zresztą nie ma się na to ochoty, każe słowo coraz bardziej wciąga w ten świat. Podobała mi się konstrukcja rozdziałów, na początku każdego jest coś a la wstęp, przedstawiony w postaci dialogu ludzi nadzorujących głównego bohatera. Pozwala to zapoznać się z tym dlaczego sprawy dzieją się tak jak się dzieją(o czym Ender nie wie). Daje to inne spojrzenie na całą sytuacje, wprowadza w temat.
__Najważniejsze w całej powieści jest zmaganie się chłopca z samym sobą, z własną osobowością, próba określenia tego kim jest, jaki jest. Z jednej strony, ze wszystkich sił stara się unikać przemocy, z drugiej co jakiś czas jest do tego wbrew sobie zmuszany. Dochodzi do tego jeszcze świadomość że jest tylko narzędziem, pionkiem, że jest szkolony w odpowiednim celu, że wszyscy na niego liczą. A przecież jest tylko dzieckiem.
__Nie wiem jakimi słowami najlepiej zarekomendować to dzieło.
Oj, książka miażdży. Jest to jedna z niewielu pozycji która zwyczajnie przykuwa do fotela, a oczy nie potrafią oderwać się od literek chcąc poznać co się stanie dalej. A dzieje się dużo. Przede wszystkim główny bohater, to postać budząca wiele uczuć, głównie sympatię ale i żal. To przedziwne jak tak inteligenty i błyskotliwy chłopiec, niezwykle dojrzały emocjonalnie, tak że czytając jego słowa czujemy się jakby wypowiadał je dorosły, kiedy prowadzi oddziały do walki jego rozkazy są tak jasne i doskonałe, potrafi w duchu chcieć pozostać dzieckiem, bawić się, mieć przyjaciół i płakać za domem. Aż dziw że autorowi przyszło do głowy stworzyć taką wielowymiarową postać.
Fabuła jest tu jasna, chodzi o rozbicie robali, ale w świecie Endera nic nie jest takie jak się wydaje... Ktoś ma ochotę poznać o co tu naprawdę chodzi? Ja z całego serca zachęcam!
Kolejne wznowienie najsłynniejszej książki Carda przez wydawnictwo Prószyński i s-ka ukazuje się w doskonałym momencie. Klasyczne science fiction nie ma się ostatnio najlepiej w naszym kraju, większości czytelników wystarcza fantasy, które spełnia ich oczekiwania literackie w wystarczającym stopniu. Może fani "Opowieści o Alvinie Stwórcy" dzięki wznowieniu sięgną po pierwowzór Alvina - Endera, dziecko równie utalentowane, lecz pozbawione otoczki nadprzyrodzonej, żyjące w świecie logicznym i poukładanym.
Ziemi zagraża zaawansowana technologicznie cywilizacja, o której nie wiemy zbyt wiele. Ziemianie nazywają obcych po prostu robalami, bowiem kojarzą się najbardziej z mrówkami. Ender to obdarzony niezwykłą inteligencją chłopiec (podobnie jak jego starsze rodzeństwo: siostra Valentine i brat Peter), jako jeden z nielicznych zostaje adeptem szkoły wojskowej, gdzie dzieci od najmłodszych lat trenowane są do walki.
Książka opowiada o samotnym chłopcu, który pragnie czyjejś bliskości i przyjaźni, lecz dostaje tylko coraz trudniejsze misje, jest stawiany w niezwykle przykrych sytuacjach. Jednak dzięki inteligencji wychodzi z nich zwycięsko, stając się wzorem do naśladowania, nie ma wątpliwości, iż jest oczekiwanym od dawna zbawcą ludzkości; tym, kto ostatecznie pokona najeźdźców.
Card napisał powieść science fiction, w której jednak samej nauki nie ma zbyt wiele, nie jest ona postawiona na pierwszym miejscu. W "Grze Endera" chodzi przede wszystkim o swego rodzaju filozofię, w którą autor zdaje się niezwykle mocno wierzyć: w potęgę ludzkiego umysłu, w inteligencję i mądrość, w naukę, wyciąganie wniosków, w twardą konsekwencję. Nie jest to jednak książka słodka, gdzie mały chłopiec ocali świat i będzie szczęśliwy, o nie. Jest to przede wszystkim przypowieść o tym, iż bycie wyjątkowym w obojętnie jakiej dziedzinie to rzecz równoznaczna z byciem samotnym.
Książka ma zdecydowane zakończenie. I gdybym był człowiekiem złośliwym, mógłbym stwierdzić, że takie powinno pozostać, a kolejnych tomów pisarz popełniać nie musiał... ;)
Świat pełen pozorów, udawania, intryg nie jest niczym nowym, tak się dzieje od tysięcy lat i pewnie skończy dopiero wtedy, gdy nadejdą lepsze dni, w które i ja mocno wierzę, podobnie jak Orson, podkreślający z dumą swe mesjanistyczne korzenie. Książka Scotta uzmysławia, że wszyscy jak te drapieżniki czekamy tylko, aby skorzystać na potknięciu drugiego. Uśmiechem i fałszywą otwartością, ukrywamy wielorakie ideologie, dziwiąc się niezmiernie, że gdy ktoś to zauważy, płynie krew. Takie są reguły wojny.
Dobrze prowadzona fabuła, wnikliwy rys psychologiczny postaci, specyficzna dla Carda myśl filozoficzna oraz zaskakujące zakończenie. Wszystko to składa się na bardzo wciągającą lekturę, idealną nie tylko na te dżdżysto-letnie popołudnia, jak zwłaszcza na porąbane czasy, w których przyszło nam żyć. Polecam ;)
Całość mojej opinii na stronie:
http://anhelli-anhelli.blogspot.com/2011/07/gra-endera-orson-scott-card-otwartosc.html
Gra Endera (oryg. Ender's Game) jest pierwszą powieścią science-fiction z cyklu o tytułowym Enderze, której autorem jest Orson Scott Card, amerykański pisarz i wykładowca, i zarazem tą, która przyniosła mu rozgłos i uznanie. Rzecz dzieje się w niezbyt odległej przyszłości, co można wnioskować z globalnego układu politycznego Ziemi z zachowanym w pewnej formie Układem Warszawskim. To chyba największy minus założeń Gry Endera. Aż dziwne, że autor uważał UW jeśli nawet nie za wieczny, to w każdym bądź razie tak trwały, iż nie przewidział jego rozpadu. No ale to chyba jedyna większa rzecz, która mu się nie udała.
Głównym bohaterem, w pełnym tego słowa znaczeniu, Gry Endera jest mój imiennik, Andrew Wiggin, przez siostrę nazywany Enderem (z ang. kończący), skąd taki, a nie inny tytuł. Akcja rozgrywa się w czasie walki Ziemian z przybyszami z kosmosu zwanymi robalami. Poznajemy Endera jako dziecko wyselekcjonowane do kariery wojskowej i wraz z nim udajemy się do Szkoły Bojowej. Co dalej nie zdradzę, gdyż nie potrafię nikomu odebrać tej niesamowitej zabawy, jaką jest poznawanie Gry Endera po raz pierwszy.
Już się zdradziłem, iż z pierwszego spotkania z tą powieścią byłem więcej niż zadowolony. Było to prawdopodobnie jeszcze przed rokiem 1991, w którym po raz pierwszy wydano w Polsce Grę Endera jako książkę, bowiem wcześniej jeszcze była ona publikowana w odcinkach w miesięczniku Fantastyka, gdzie na nią natrafiłem. Kiedy to jednak dokładnie było, tego już nie pamiętam. Teraz przeczytałem ją po raz drugi i muszę przyznać, że moja ocenia się nie zmieniła. To jedna z najlepszych książek sf, jakie czytałem.
Świat przyszłości wykreowany przez Carda nie jest może tak skomplikowany, kompletny i odmienny od naszego, jak choćby kultowa Diuna Herberta, jednak jego twórca jawi nam się jako mistrz zaskakującego zakończenia, prawdziwy wirtuoz tej najważniejszej cechy opowiadania, z którego to gatunku pochodzi pierwotna wersja Gry Endera, później dopiero rozbudowana do formy powieściowej. Język obrazowy, plastyczny i żywy, sprawia, iż wprost przenosimy się w niesamowity świat, w którym przyszło walczyć Andrew Wigginowi i wraz z nim przeżywamy jego niesamowite przygody. Rozrywka jest najwyższej klasy i grozi totalnym oderwaniem od rzeczywistości.
Poza walorami zapewniającymi prześwietną wręcz zabawę, mamy w Grze Endera pięknie skonstruowane postacie bohaterów, przekonujące i spójne charakterologicznie. Mamy skomplikowane interakcje personalne i ciekawe spojrzenie na politykę oraz zależności między wojskiem i wojną, a pieniądzem, władzą i polityką. Sceny batalistyczne są odmalowane z dynamiką i obrazowością najwyższych lotów. Jest też trochę uzasadnionej brutalności, a dla równowagi odpowiednia porcja elementów lirycznych. Mamy też pretekst do rozważań na temat zagrożeń momentu przerabianego z opłakanym skutkiem niejeden raz w historii ludzkości, czyli spotkania dwóch odmiennych cywilizacji. Jednym słowem, jest to amerykański bestseller w najlepszym tego słowa znaczeniu. Powiedziałbym nawet, iż pomysł głównego motywu Gry Endera, który rozszyfrowujemy dopiero pod sam koniec lektury, był objawem geniuszu.
Niestety, samo zakończenie powieści, nie jej głównego wątku, ale przygotowania pod następne części, jest dla mnie naciągane. Dlaczego Ender udał się właśnie na tę planetę, na której czekała na niego niespodzianka? Konia z rzędem temu, kto na to odpowie. To tylko mały minusik, który nie wpływa na ocenę całości, lecz byłoby nieuczciwie o nim nie wspomnieć.
Inna rzecz, która może uciec nieuważnemu czytelnikowi, to smaczki, a raczej niesmaczki, odnoszące się do stereotypów naszej dzisiejszej rzeczywistości. W oficjalnych wypowiedziach przedstawiciele innych narodów wypowiadają się o nas, Polakach, w samych superlatywach. Trudno by było inaczej, gdy ktoś mający się wypowiedzieć o naszej nacji ma pod nos podetknięty mikrofon z napisem TVP. Nie trzeba jednak wyjeżdżać za granicę i wychodzić poza kurorty, by zauważyć, że przeciętne zdanie obcokrajowców na nasz temat jest dalekie od oficjalnego. Kto uważnie czyta powieści, może zauważyć, jaki obraz Polaka naprawdę funkcjonuje w umysłach autorów wszelkich możliwych narodowości. Nie inaczej jest w Grze Endera. Zauważymy tam kilka stereotypów opisujących różne narodowości, jak choćby hiszpańską męską dumę, to wypaczone pojęcie honoru w postaci Bonza, z którym przyjdzie się zmierzyć głównemu bohaterowi. Zwróćmy jednak uwagę na rodziców Endera, na ich wiarę, moralność i postępowanie. Tak właśnie widzi Polaków-katolików autor, który jest przecież człowiekiem wykształconym. Jak widzą nas inni, lepiej nie mówić. Wystarczy posłuchać, co sami mówimy choćby o Rumunach.
To była tylko taka mała dygresja, którą czułem się zmuszony zamieścić, by zwrócić uwagę na pewien rys powtarzający się w wielu, zbyt wielu, znanych pozycjach współczesnej literatury. Rys świadomie, a może podświadomie pomijany w recenzjach i opracowaniach, bo politycznie niepoprawny, a wart przecież zauważenia. Może nawet nie tylko zauważenia, ale i przemyślenia, gdyż pewnie z czegoś taki stan rzeczy wynika. To jednak temat na osobny felieton.
Wracając do naszej ksiąźki, muszę stwierdzić z całym przekonaniem, iż pomimo pewnych niedoskonałości nie tylko warta jest ona przeczytania i polecenia znajomym, ale nawet wrócenia do niej po pewnym czasie. Większego komplementu w stosunku do powieści sobie nie wyobrażam, więc na tym zakończę
Wasz Andrew
„Był żołnierzem i gdyby ktoś go zapytał, kim chce zostać, kiedy dorośnie, nie wiedziałby, o co chodzi”
Science fiction. Pierwsze skojarzenie osoby mniej lub bardziej nieświadomie unikającej tego gatunku? Miliony nazw planet, systemów i galaktyk. Wynalazki opisane w sposób bardziej kosmiczny od samego miejsca akcji, które, nawiasem mówiąc, jest nie do ogarnięcia. Lasery, komandorzy, najwymyślniejsze obce rasy, ludzie z często zerowymi problemami egzystencjalnymi, ponieważ znaczące zwiększenie się Świata zajmuje całą ich uwagę. Marines, wahadłowce, krążowniki, roboty, komputery, hologramy, technika, o rany, królestwo za konia.
Po „Grę Endera” sięgnęłam z dwóch powodów. Po pierwsze, warto przełamywać przyzwyczajenia, poszerzać horyzonty, dbać o elastyczność myślenia. Ani rusz bez próbowania różnych potraw. Po drugie, zawsze fascynowały mnie literackie wizje dzieci nieco odbiegających od standardów. Motyw dzieci z krwią na rękach mam już za sobą, teraz nadszedł czas na dzieci genialne. Mogłoby się wydawać, że to popularny motyw, ale czy ktoś zrealizował go kiedyś naprawdę idealnie? W tym tygodniu dowiedziałam się, że odpowiedź brzmi: tak. Tą osobą jest Orson Scott Card.
Ender Wiggin, lat sześć, ma ocalić ludzkość przed zagładą jako dowódca floty. Odkryto w nim geniusz wojskowy, ale ponieważ czas nagli, a już wiele lat wcześniej przekonano się, że potencjał dziecięcego umysłu należy wykorzystać jak najszybciej, chłopiec musi w trybie przyspieszonym uzyskać wiedzę i umiejętności, które wpaja się przez co najmniej dziesięć lat szkolenia. Nie brzmi to zbyt zaskakująco, nieprawdaż? Wszystko dlatego, że w tej książce liczy się nie los dwóch stojących naprzeciw siebie cywilizacji, ale człowiek, w którego ręka spoczywa ich przyszłość.
Jedno trzeba zaznaczyć jasno i wyraźnie: nie jest to historia o strzelających do siebie komandosach, o epickich bitwach w przestrzeni kosmicznej ani nawet o eksploracji tej czy innej galaktyki. Nic z tych rzeczy. „Gra Endera” to opowieść o chłopcu, którego wyrwano z dzieciństwa, zanim zdał sobie sprawę z tego, czym ono jest. Obserwujemy, jak rośnie, wiemy jednak, że nie dorasta; już w chwili, gdy czytelnik poznaje Endera, widzi, że jest on bardziej niż dojrzały. Inteligencja i analityczny umysł są jego błogosławieństwem i przekleństwem jednocześnie. Jest zbyt bystry, by sprzeciwić się narzuconemu odgórnie obowiązkowi, myśli zbyt dużo, by nie dostrzec, jak wiele od niego zależy, jaki obowiązek spoczywa na jego barkach.
Trudno powiedzieć, na czym polega magia „Gry Endera”. Mogę ostrożnie obstawiać, że chodzi właśnie o głównego bohatera. Z jednej strony podziwiamy jego zdolności, tempo, w jakim się uczy i pomysły, na które wpada w ułamku sekundy. Z drugiej... widzimy, że wszystko to dzieje się wbrew niemu. Ender dociera na szczyt, ponieważ dorośli łamią go raz po raz – i robią to w taki sposób, że inteligencja chłopca, jego najsilniejsza broń, zwraca się przeciw niemu. Cieszymy się wraz z Enderem po zwycięstwie, tęsknimy razem z nim za ciepłym uściskiem przyjaznej dłoni, walczymy o uznanie, a potem obserwujemy jego stratę mimo zwycięstwa, otrzymujemy coś i po chwili jest nam to zabierane... Tak wygląda życie Endera. Czytelnik mu nie współczuje; on cierpi razem z bohaterem. Jednocześnie wie doskonale, że niszczą go w imię wyższego celu, w imię przetrwania. A gdy dochodzi do ostatecznego starcia... choćby tylko dla niego warto przeczytać „Grę...”. Uczucie głębokiego osłupienia gwarantowane.
Card opisał młodość Endera językiem prostym, pozbawionym wymyślnych językowych fajerwerków, a mimo to przedstawił świat i bohatera w sposób całkowicie zrozumiały, jasny, a przede wszystkim wciągający. Mimo niewielkiej objętości powieść zawiera mnóstwo wątków i smaczków, które łykamy błyskawicznie. Szkolenie w Szkole Bojowej czyta się na jednym wdechu, Szkołę Dowodzenia na drugim. Postacie otaczające Endera ustępują mu tylko dlatego, że to wokół niego skupia się historia, ale to nie przeszkadza w polubieniu Groszka oraz reszty genialnych dzieci czy też znienawidzenia Graffa wraz z całą armią dorosłych, którzy zdają się być nastawieni przeciwko Enderowi, „bo tak trzeba”.
Z każdą kolejną stroną czujemy coraz większy żal i przerażenie; nie tylko dlatego, że Ender nieuchronnie zbliża się na równi do zwycięstwa nad robalami, jak i do przegranej z samym sobą, ale też dlatego, że do końca lektury zostało tylko sto pięćdziesąt... sto... trzydzieści... dziesięć stron. To jedna z tych osobliwych książek, po których skończeniu czuje się niesamowitą pustkę, ma się ochotę rzucić wszystko i zacząć czytać od nowa, równocześnie jednak trudno określić, dlaczego tak się dzieje.
Odkładam „Grę Endera” na półkę z mieszaniną zachwytu i głębokiego smutku, ponieważ mam wrażenie, że właśnie przeczytałam najlepszą książkę od dłuższego czasu i nieprędko coś wywoła u mnie podobny stan. Myślę, że mój umysł jeszcze przez pewien czas będzie znajdował się w nullo – stanie całkowitej nieważkości.
[ http://butelka-rudego.blogspot.com/2011/08/gra-endera-orson-s-card.html ]
Naprawdę niezłe! Niezłe to mało powiedziane, ale to słowo przyszło mi jako pierwsze na myśl. Książka bardzo wciąga, mimo że czytelnik może starać się prześlizgiwać między skomplikowanymi opisami manewrów i taktyki. Ponadto ma jakąś niesamowitą moc uzależniającą, po prostu czytasz bo wiesz, że każda strona Cię zaskoczy, że nie jesteś w stanie domyślić się zaskoczenia. No i właśnie - zaskoczenie jest chyba jej największym atutem. Trzyma w napięciu i gdy już wydaje się, że wszystko jest jasne i zrozumiałe, wbija w fotel. Po przeczytaniu mam wrażenie, że zbyt mało wczułam się w treść, że jednak dało się wycisnąć więcej esencji z każdej pojedynczej kartki. Nie od początku mi się podobało, ale od mniej więcej połowy.. przygoda Endera urzekła mnie kompletnie.
Nie polecam, bo i tak przeczytacie;)
"O, cholera! O____o" - dokładnie takie były moje słowa (i mina) po przeczytaniu książki.
Jest absolutnie genialna! Pierwsze moje bliskie spotkanie z sci-fi (normalnie wolę fantasy) i od razu zwalające z nóg! Wciąga niemiłosiernie, taki przymus czytania czułam ostatnio chyba przy Harrym Potterze. Porównywać Grę Endera do HP to jednak chybiony zamysł. HP jest stworzone po to, żeby być popularnym, jest obrazowe, jednostronne, telewizyjne wręcz. Gra Endera to za to jedna z najprzewrotniejszych książek, jakie czytałam. Jest złośliwa, inteligentna, przemyślna (o ile można nadać te cechy książce :D). Dodajmy jeszcze: i wciągająca jak cholera X)
Po przeczytaniu długo jeszcze zastanawiałam się nad ideą dobra i zła przedstawioną w książce. Jest jak klepsydra - można odwracać ją ile się chce a dana osoba czy zdarzenie, w zależnościu od tego jak nam się zachce ustawić klepsydrę, raz będzie dobra a raz zła. Świetny zabieg! Do tego trójka głównych bohaterów - ich charaktery, 'maski' jakie przywdziewają, ich postępowanie - no cud miód po prostu.
Świetna lektura do której na pewno nie raz jeszcze wrócę.
Wiem, że dla wielu osób "Gra Endera" jest jedną z najważniejszych lub wręcz najważniejszą książką w swym gatunku, jaką przeczytali. Nie mogę się jednak z ta opinią zgodzić. Nie do końca przynajmniej.
Powieść Carda ma wiele elementów, które sprawiają, że jej lektura sprawia wielką przyjemność. Sam pomysł skonfrontowania dzieci i wojny, sposób opisania świata przyszłości bez przeciążenia narracji szczegółami technicznymi, koncepcja Endera-Zbawcy świata wznoszą powieść jak skrzydła i dodają jej jedynego w swym rodzaju blasku. Jednak język opisu wydaje się już mało odkrywczy. Procesy psychologiczne dziejące się w głowach niepełnoletnich bohaterów są mało wiarygodne (nawet przy założeniu, że dzieci przyszłości różnią się od dzieci współczesności). Te dwa mankamenty, fundamentalne w obliczu całości, sprawiają, że trudno mi było przejąc się misterną i wartą docenienia opowieścią Carda.
Od początku historia Endera wciąga i od początku mały bohater wzbudza sympatię i współczucie. Sprawia wrażenie kogoś, kto nigdy nie był dzieckiem i nawet jeśli by chciał nie byłoby mu to dane. Koniec bardzo pozytywny, daje do zrozumienia, że należy mieć zawsze siłę by wierzyć, że nie wszystko jest już skończone.
W kategorii science fiction - geniusz. W kategorii tzw. militarnego science fiction [combat SF :)] - potrójny geniusz.
Czekam na ekranizajcję, bo ta historia jest tak fascynująca, że kiedyś NA PEWNO ktoś ją przeniesie na ekran. Aż dziw, że nie zrobiono tego do tej pory.
Gra Endera jest pozycją zdecydowanie depresyjną i totalnie inną niż poprzednia pozycja Carda, którą czytałam. Jest to historia małego chłopca, posiadającego niesamowicie przenikliwy umysł, chłopca który jako jedyny może uratować ludzkość przed kolejną inwazją kosmitów, zwanych "robalami".
Nie ukrywam, książka mnie bardzo wciągneła i wymagała niezłego treningu wyobraźni. Jako miłośniczka klasycznego fantasy miałam chwilami problem z zwizualizowaniem sobie choćby treningów w nieważkości. Ale dałam radę i mam chęć na "Mówcę Umarłych".
Grę Endera dopadłam po raz pierwszy w wieku 8 lat i już wtedy mną wstrząsnęła. Gdy czytałam ją ponownie, nie mogłam się od niej oderwać i skończyłam w przeciągu paru godzin.
Idealnie poprowadzona fabuła, niecodzienne zwroty akcji, mistrzowskie opisy i fantastycznie zarysowane postaci - tak można w skrócie opisać tę książkę.
Książka rewelacyjna. Bardziej psychologiczna niż fantastyczna choć większość fabuły dzieje się na różnych stacjach kosmicznych. Od książki nie można się oderwać. Widać, że nie jest to najnowsze dzieło ale wszystkim polecam. Głównym bohaterem jest genialne dziecko i to że jest genialne skłania innych do wykorzystania go.
Zamiast opinii zamieszczę ciekawostkę - proponuję zapoznać się z opowiadaniem "Gra" autorstwa Adama Synowca, które pochodzi z 1985 roku - wtedy ukazało się w magazynie "Fantastyka". Zadziwiająca zbieżność wątku symulacji bitwy z rozwiązaniem u Carda.
Świetne s-f. Książka z podwójnym dnem, bardzo wciągająca i dobrze napisana. W pewnej chwili można się połapać, o co będzie chodziło w intrydze, jednak później czytelnik jest nagradzany fajnym twistem fabularnym. Polecam z czystym sumieniem.
Zachwyciła mnie i wciągnęła jak mało która wcześniej i później. Zdarzyło mi się nawet wracać do domu piechotą i czytać ją w drodze, bo w żaden sposób nie mogłam się oderwać. Sf mnie z zasady nie kręci, ale ta książka jest wyjątkowa.
Bardzo dobra ksiazka,warta przeczytania,ale powiedziawszy prawde , czytalam lepsze. W sumie jednak , polecam
Na półkach
Cytaty z książki
- „Czasami na kłamstwach można polegać bardziej niż na prawdzie.” - 9 osób to lubi
- „(...) dowódcy mają tyle władzy, ile im jej dasz. Im bardziej jesteś posłuszny, tym bardziej tobą rzą...” - 8 osób to lubi
- „Kto się wcześnie położy i wcześnie z łóżka wyskoczy, ten od tego głupieje i nie widzi na oczy.” - 5 osób to lubi
Cena: 29,90 zł

Selkar
Weltbild
Matras
Audioteka
Albertus
Empik
Zinamon





























