Egzotyka na wyciągnięcie ręki, czyli o książkach, które uczą patrzeć

Tomasz Pindel
25.07.2020

Że nie jedziemy w tym roku w prawdziwą wakacyjną podróż? Że granic, choć otwarte, i tak wiele z nas nie zdecyduje się przekroczyć? Że dalekie loty nie wchodzą w grę? Ha, trudno, ale przecież mamy książki, a literatura może okazać się pomocna w każdej sytuacji: także wtedy, kiedy trzeba spojrzeć na to, co znamy, z nowej perspektywy.

Egzotyka na wyciągnięcie ręki, czyli o książkach, które uczą patrzeć

Trwający od lat już co najmniej nastu boom na książki reportażowe przynosi nam rokrocznie nie tylko interesujące relacje z różnych stron świata, ale także całkiem sporo publikacji, w których na plan pierwszy wysuwa się wędrówka. I to wcale nie gdzieś hen, daleko, wcale nie chodzi tylko o szaleńcze eskapady w spektakularnej scenerii: łazić można po terenach zupełnie bliskich i odkrywać w nich znacznie więcej niżby się na pierwszy rzut myśli wydawało.

Reklama

Jednym z piękniejszych przykładów tego typu pisania jest bez wątpienia klasyczna już książka W. G. Sebalda „Pierścienie Saturna”. Niemiecki pisarz – dość zgodnie uznawany za jedno z najtęższych piór języka niemieckiego ostatnich dekad – zawarł w niej swoje wrażenia z pieszej wędrówki po angielskim hrabstwie Suffolk. Mówiąc ściślej, rzecz ta pisana była przez Sebalda w szpitalu, w którym wylądował, przed oczyma mając jedynie skrawek nieba widoczny przez okno (zdjęcie można znaleźć na pierwszych stronach książki) i ta jałowość sprawiła, że myślami wracał do owych dni, kiedy to pieszo i nieśpiesznie spacerował po wschodniej Anglii.

„Pierścienie Saturna” to lektura fascynująca, pełna anegdot, opowieści, dygresji – ba, to jedna wielka dygresja jest w sumie! – a zarazem płynie z niej ogromnie pouczająca myśl: nie tylko taka, że wędrówka sprzyja myśleniu (o tym dość powszechnie wiemy), ale także taka, że nieważne gdzie chodzisz, ważne, co masz w głowie. Jednym słowem: dla otwartego umysłu przechadzka miedzą między polem owsa a, dajmy na to, rzepaku, może okazać się bardziej ekscytująca, niż dla umysłu zamkniętego połączenie wszystkich safari, przepraw przez puszcze, spływów kanionami i tym podobnych. Człowiek ciekawy świata wszędzie znajdzie coś ciekawego, zdaje się sugerować Herr Sebald.

Gdyby ktoś zapragnął podbudować sobie nieco pogląd na wędrowanie od strony teoretycznej, warto sięgnąć po cudnej urody tom „Zew włóczęgi. Opowieści wędrowne”, którego autorką jest Rebecca Solnit. To solidna praca, która unaocznia nam nieco zaskakujący fakt, że chodzenie pieszo wcale nie jest niewinne, że to nie jest jakieś tam czcze zbijanie czasu bądź po prostu praktyczne pokonywanie przestrzeni: kto chodzi, ten – być może nieświadomie – coś wyraża, korzystanie z danego nam przez naturę środka transportu w dzisiejszych czasach może okazać się nawet pewną manifestacją. Innym anglosaskim autorem, którego grzech byłoby pominąć na liście lektur poświęconym wędrówkom, jest Robert Macferlane, którego niedawno przyswojone polszczyźnie prace „Szlaki. Opowieści o wędrówkach” oraz „Góry. Stan umysłu” w eseistycznej formie mierzą się z zagadnieniami związanymi z sensem i urokami chodzenia, przy okazji pokazując, jak zmienne są ludzkie zapatrywania w tej kwestii: jak zauważa autor w tej drugiej książce, budzący dziś zachwyt i uznanie himalaiści czy alpiniści jeszcze trzy wieki temu uznani zostaliby za szaleńców, zaś góry – dla nas synonim urody krajobrazu – naszym przodkom jawiły się nie tylko jako groźne i niepotrzebne, ale także jako po prostu szpetne.

Uzbrojeni w teoretyczne podstawy i szeroki kontekst możemy ruszać na polskie ścieżki – czasy wszak mamy takie, że jeśli turystyka, to raczej krajowa. A przewodników znajdziemy bez liku. Weźmy takiego Adama Robińskiego: w swojej najnowszej książce „Kiczery. Podróż przez Bieszczady” prowadzi nas przez tytułowe góry, obrośnięte mocno legendą i easternowymi skojarzeniami, zaś do roli patrona tej opowieści urasta Bruce Chatwin ze swoją cudowną książką „W Patagonii”. Chatwin wprawdzie sporo tam nazmyślał, Robiński (chyba) tego nie robi, ale na użytek roku bieżącego lepiej sprawdzi się wcześniejsza książka Polaka - „Hajstry. Krajobraz z bocznych dróg”. Bo Bieszczady, bądźmy szczerzy, to kierunek dość klasyczny, z góry wiemy, że tam będzie ciekawie, tymczasem w Hajstrach Robiński odwiedza mniej oczywiste czy też w ogóle nieoczywiste miejsca na krajowej mapie, trzyma się z dala od cenionych regionów i uzmysławia nam, że takie lokalizacje mogą niejednym nas zaskoczyć – a do tego często okazują się leżeć naprawdę tuż-tuż.

Robiński zapuszcza się jednak w tereny mniej ludne, a tam, gdzie przyroda górą, tam – siłą rzeczy – ładniej. Literatura jednak potrafi zabarwić na egzotycznie miejsca znacznie bardziej cywilizowane i o urodzie, delikatnie mówiąc, nieoczywistej. Czyni tak na przykład Ziemowit Szczerek w swojej „Siódemce”, powieści-niepowieści, w której towarzyszymy narratorowi w podróży z Krakowa do Warszawy szosą numer siedem. Nie jest to, przyznać trzeba, szczególnie poetycki trakt, pisarz sięga nawet po chwyty oniryczne i surrealne, sam wiedźmin Geralt – cóż z tego, że nieprawdziwy – pojawia się na poboczu, ale, jak widać, można.

Reklama

Szczerek jednak, jak to Szczerek, kpi, szydzi i fantazjuje, gdy tymczasem znaleźć można literackie dzieła – a może raczej dziełka, zdrobnienie ze względu na rozmiar, nie rangę – które zupełnie na serio pokazują, zdałoby się, nudne i nie budzące żadnych uniesień okolice w świetle zupełnie odkrywczym. Tak się dzieje w drobniutkiej książeczce Michała Cichego „Zawsze jest dzisiaj”, której narrator, będący zapewne autorem, chodzi sobie po Warszawie, takiej zwykłej, codziennej Warszawie, ale w jego oczach nawet opatrzone ulice i chodniki pokazują swoją świeżą stronę. To książka, która natchnąć może nie tylko warszawiaków: na każde miasto i miasteczko, na każdą wieś i przysiółek, spojrzeć można tak właśnie: nie szukać urody z szerokim rozmachem, a godnego uwagi szczegółu.

Tym, którzy mieliby ochotę na nieco większe zasięgi i kilometraże, polecałbym z kolei nowość pióra Jakuba Kornhausera, znanego bardziej jako poeta, która zwie się „Premie górskie najwyższej kategorii” i jest minitraktatem patrzenia na świat z perspektywy roweru. Nie wiem, czy od czasów „Szkiców piórkiem” Andrzeja Bobkowskiego mieliśmy w polszczyźnie tak smakowity kąsek bicyklicznej prozy. Kornhauser śmiga na swoim jednośladzie po Krakowie, ale nie dla niego ścieżki rowerowe na bulwarach wiślanych, gdzieżby tam: on zapuszcza się na rubieże, gdzie miasto jest miastem tylko formalnie, gdzie nikt prócz mieszkańców się nie zapuszcza raczej – no chyba, że właśnie wścibscy rowerzyści. Czytałem tę książkę, przyznam, z wielką atencją, bo sam po niektórych z tych tras moim wysłużonym trekiem śmigałem, podszedłem więc do tej prozy jako do swoistego przewodnika, ale dla tych, co nie są z Krakowa, względnie nie szaleją za kolarstwem rubieżowym, będzie to zasadniczo fantastyczny popis patrzenia na miejsca pozornie nieciekawe, a jednak intrygujące, jeśli tylko odpowiednio na nie spojrzeć.

Wreszcie tym, którzy mają ochotę na samochodową przejażdżkę po kraju, wiele frajdy i inspiracji dostarczyć może książeczka Piotra Mareckiego „Polska przydrożna”, w której autor zapuszcza się w boczne drogi i zatrzymuje w miejscowościach kompletnie nieatrakcyjnych dla klasycznego turysty. To Polska prowincjonalna, taka na uboczu, niepomyślana wcale, by się komuś miała wydać atrakcyjna – i właśnie przez to godna uwagi. Rzecz ważna: to nie jest reportaż w stylu gonzo, nie dla szydery Marecki się zapuszcza w te strony – po prostu ciekaw był to oblicze naszego kraju zobaczyć. I znów: sama lektura dostarczy nam przyjemności, ale można do niej podejść jako do treningu, wtajemniczenia w patrzenie na rzeczy nieoczywiste.

Bo tego typu książki nie przestają na nas oddziaływać, kiedy odłożymy je na bok. Przeciwnie, często mogą w nas zostać już na dobre.

Reklama

komentarze [13]

Sortuj:
65
64
03.08.2020 22:18

"Zew włóczęgi", to tytuł na który bardzo, bardzo czekałam, niestety, to humbug, więcej pisałam w recenzji, tutaj ograniczę się do stwierdzenia: niestety zawiodłam się. Lektura wielu tytułów zachęca nas do nauki patrzenia. Ograniczając się do tego co zostało wspomniane:  Hajstry. Krajobraz bocznych dróg Hajstry. Krajobraz bocznych dróg

więcej

1068
565
01.08.2020 08:51

Jako idealnego towarzysza podróży polecam z całego serca Tiziano Terzaniego (Azja, Syberia), jego społeczna wrażliwość jest nieocenioną pomocą w podróży przez, inne od naszej, kultury. Polecam też zupełnie inny, spokojniejszy, styl podróżowania Colina Thubrona (Azja, "Po Syberii"), to jest podróżnik - obserwator, który chłonie otaczający go świat wszystkimi zmysłami. Z...

więcej

236
141
30.07.2020 18:17

Niby to reportaż, niby nie reportaż, ale rzecz jest o pięknym, mało znanym zakątku Ameryki. Pacific Crest Trail – to długodystansowy pieszy szlak turystyczny w Stanach Zjednoczonych, ponad 4000km. Po drodze cuda natury, do wielu dotrzeć można tylko pieszo.  Dzika droga. Jak odnalazłam siebie Dzika droga. Jak odnalazłam siebie

więcej

1
1
28.07.2020 12:43

Moim zdaniem doskonałym antyturystycznym, autorskim i kontemplacyjnym reportażem mocno uczestniczącym i nas hpnotyzującym, który powinen się tu znaleźć jest "Auroville. Miasto z marzeń". Katarzyna Boni opowiada o stworzonej utopii o jej błogosławieństwie, ale i przekleństwie - o tym na ile ludzie są jeszcze w stanie przewartościować swoje życie i ile w nas bierności i zgody...

więcej

432
138
27.07.2020 20:48

Książki czy reportaże podróżnicze są bardziej subietywne od przewodników, przez co mają nierzadko większą atrakcyjność z punktu widzenia czytelników. Dla mnie takimi były pozycje Kapuścińskiego  Wojna futbolowa / Jeszcze dzień życia Wojna futbolowa / Jeszcze dzień życia,  Kirgiz schodzi z konia / Chrystus z karabinem na ramieniu

więcej

2781
47
27.07.2020 22:56

Wydaje mi się, że niedawno ukazał się podobny artykuł o literackim podróżowaniu. Będę miała na uwadze wymienione przez Ciebie książki, zwłaszcza reportaże o Rosji i Bałkanach. I nieodmiennie przyciąga mnie Szczerek.
Pamiętaj o Sebaldzie, Pierścienie Saturna - rewelacja!


432
138
27.07.2020 23:09

Dziękuję za rekomendacje. Zakupiłem (papierowo)  Szlaki. Opowieści o wędrówkach Szlaki. Opowieści o wędrówkach a wśród e-booków Jerome K.Jerome 'Dziennik wycieczki do Oberammergau' (brak w bazie LC),  Tańczące niedźwiedzie Tańczące niedźwiedzie

więcej

2781
47
28.07.2020 06:49

Jeszcze nic nie czytałam z serii Podróże retro wydawnictwa Zysk i s-ka. Ależ te książki są ładnie wydane :-)


367
45
26.07.2020 19:30

najlepsza podróżnicza dla mnie to  Dzikie wybrzeże. Podróż skrajem Ameryki Południowej Dzikie wybrzeże. Podróż skrajem Ameryki Południowej ciekawa, prześmiesza i z jajem, polecam


101
9
26.07.2020 00:05

A gdzie "Zapiski na biletach" Michała Olszewskiego?


3969
3728
25.07.2020 13:44

I to jest to co lubię.Czytam raz akcje w Londynie,raz z Singapur.Moge bez wstawania z fotela.Dzieki książkom podróżować po tym świecie.


225
124
25.07.2020 12:50

Bardzo lubię literaturę podróżniczą czy też reportaż. Cieszy mnie to, że gatunek ten rozwija się i wydawane są ciekawe książki o świecie. Chyba literatura ta jest dla ciekawych świata i marzących o podróżach, nawet tych niedalekich.


105
12
24.07.2020 12:09

Zapraszam do dyskusji.


zgłoś błąd