
Przyjdzie Mordor i nas zje, czyli tajna historia Słowian

- Kategoria:
- literatura piękna
- Format:
- papier
- Seria:
- Seria prozatorska pod redakcją Piotra Mareckiego
- Data wydania:
- 2013-04-24
- Data 1. wyd. pol.:
- 2013-04-24
- Data 1. wydania:
- 2017-01-01
- Liczba stron:
- 220
- Czas czytania
- 3 godz. 40 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788362574940
- Inne
Przyjdzie Mordor i nas zje Ziemowita Szczerka to opowieść o polskich „plecakowcach” wyjeżdżających na Wschód w poszukiwaniu „hardkoru” i przygody. Głównym celem ich wędrówek jest Ukraina, którą przemierzają pociągami, rozklekotanymi autobusami i marszrutkami, magazynując historie, które sprzedają następnie – po odpowiednim „podrasowaniu” – żądnym podobnych treści rodakom.
Przyjdzie Mordor i nas zje jest narracją o odrzuceniu i fascynacji, o potrzebie ekstensyfikacji w osobie Innego tego, czego próbujemy nie zauważać u nas samych. Przedstawia jednocześnie Ukrainę jako przestrzeń wypartego w – świadomie prozachodniej – mentalności Polaków.
Przy tym wszystkim jednak, utwór da się rozpatrywać także jako apologia polskiej ruchliwości i ciekawości świata, którą we współczesnej Europie Środkowowschodniej uznać można za coś wyjątkowego.
Kup Przyjdzie Mordor i nas zje, czyli tajna historia Słowian w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oficjalne recenzje książki Przyjdzie Mordor i nas zje, czyli tajna historia Słowian
Podróż na Dziki Wschód
Od czasów Mickiewicza minęło sporo czasu, a my, Polacy, ciągle chcemy podróżować na Wschód, nad Dniestr, na Krym. Ciągnie nas też ten polski Lwów, który polski nie jest od pół wieku z górą. Ciągnie nas Rosja zimna i biała. Ale dlaczego nas ciągnie? Odpowiedzi na to pytanie poszukuje Ziemowit Szczerek w książce „Przyjdzie Mordor i nas zje, czyli tajna historia Słowian” wydanej przez Ha!art, w której opisuje swoje podróże po Ukrainie.
Po co jeździmy na ten „Dziki Wschód”? Jakich odpowiedzi oczekujemy od wschodniego człowieka? Z jednej strony zapatrzeni w model zachodni, modlący się do niego, a z drugiej niepewni kim właściwie jesteśmy. Stasiuk zaczął ten cały „taniec z demoludami”, dochodząc do wniosku, że na co mu się tłuc po Afrykach, jak może swoim stuningowanym trabantem zwiedzić państwa byłego Układu Warszawskiego, opisać cały ten syf i się nim poetycko pozachwycać. Ech, duszo słowiańska – nie dość ci śródziemnomorskiego ładu, niemieckiego ordnungu, kultury wysokiej i uformowanej. Musisz ty brnąć przez te śmieciowe wysypiska i umowy, przez te krainy wschodniego bezprawia, by dać jeść swym słowiańskim trzewiom.
Uważam, że autorowi o wdzięcznym, słowiańskim imieniu Ziemowit udało się wdzięcznie i po słowiańsku rozprawić z mitem nostalgii, który od jakiegoś czasu funkcjonuje w naszej kulturowej zagrodzie, a mitowi owemu czapkują tacy pisarze jak Stasiuk, czy Rylski. Mit to zresztą, jak to mit, do cna fałszywy, bowiem podszyty poczuciem wyższości, że się jest Europejczykiem, członkiem Unii, jakby było to przepustką do jakiegoś ekskluzywnego grona wniebowziętych. Szczerek wszystkim takim westchnieniom pokazuje reporterski środkowy palec i nie pozostawia złudzeń – mentalnie bliżej nam do separatystycznej republiki Naddniestrza, niż do niemieckiego porządku.
Uderzyło mnie to już parę lat temu. W czasie lektury książki niemieckiego reportera Wolfganga Buschera „Berlin-Moskwa. Podróż na piechotę” zobaczyłem jak autor, przekraczając granicę niemiecko-polską, wkracza w krainę syfu, który najlepiej uwidacznia zdjęcie na okładce – porozjeżdżane błocko, które udaje drogę, a na horyzoncie smętne i bez ładu porozrzucane chałupy. Polska prowincja, ruska prowincja, ukraińska prowincja? Jeden czort, jeden Mordor. I taki anty-sielski obraz szczerzy kły z książki „Przyjdzie Mordor i nas zje”. Oj, zje nas niechybnie! A może już zjadł? Pól wieku post-komuny płynie w naszej krwi i o ile takim Węgrom czy Czechom transfuzja się powiodła, o tyle porządny słowiański typ unika lekarza jak diabeł święconej wody.
„Sławianie, my lubim sielanki”, szydził ojciec wszystkich poetów. Ta „sielanka” ulepiona z błocka, pleśni i psiej kupy - zdaje się mówić Szczerek - z mentalności samodierżawia i pogardy, gdzie garstka oligarchów bawi się ze społeczeństwem w grę pozorów. Ta sielanka to iluzja samozadowolenia, ze dobrze nam w tej brei, bo ona nasza, polska, słowiańska. I nikt nam jej nie odbierze!
Sławomir Domański
Oceny książki Przyjdzie Mordor i nas zje, czyli tajna historia Słowian
Poznaj innych czytelników
3341 użytkowników ma tytuł Przyjdzie Mordor i nas zje, czyli tajna historia Słowian na półkach głównych- Przeczytane 1 862
- Chcę przeczytać 1 442
- Teraz czytam 37
- Posiadam 386
- 2014 65
- Ulubione 60
- Reportaż 27
- Literatura polska 21
- 2018 17
- E-book 16













































OPINIE i DYSKUSJE o książce Przyjdzie Mordor i nas zje, czyli tajna historia Słowian
W sumie zabawny trip report, efekt wow o którym tu piszą wszyscy zachwycający się jakoś do mnie nie dotarł. Raczej przyjemne słowiańskie GONZO. Po coś p. Ziemowita jeszcze sięgnę na pewno, gdyż to moje pierwsze spotkanie z jego prozą.
W sumie zabawny trip report, efekt wow o którym tu piszą wszyscy zachwycający się jakoś do mnie nie dotarł. Raczej przyjemne słowiańskie GONZO. Po coś p. Ziemowita jeszcze sięgnę na pewno, gdyż to moje pierwsze spotkanie z jego prozą.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWybitny autor. Mam wrażenie, że mógłby pisać o czymkolwiek, choćby relacjonować co przeczytał na etykiecie dezodorantu, a ja nie mógłbym oderwać się od lektury. Choć sama treść jest pouczająca i wyjaśniła mi wiele o tym jaka była i jest Ukraina oraz Ukraińcy, to chyba nie to podobało mi się najbardziej. Przewrotny, cyniczny i momentami prześmiewczy ton autora rozbawia do łez. A obnaża on właściwie wszystko i u wszystkich. Uczta!
Wybitny autor. Mam wrażenie, że mógłby pisać o czymkolwiek, choćby relacjonować co przeczytał na etykiecie dezodorantu, a ja nie mógłbym oderwać się od lektury. Choć sama treść jest pouczająca i wyjaśniła mi wiele o tym jaka była i jest Ukraina oraz Ukraińcy, to chyba nie to podobało mi się najbardziej. Przewrotny, cyniczny i momentami prześmiewczy ton autora rozbawia do...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toFANTASTYCZNA książka !!!
Panie Ziemowicie, niech Pan, proszę, nie da sobie wmówić, że jest inaczej.
Absolutnie fenomenalne, błyskotliwe poczucie humoru i sporo ciekawych rzeczy odnośnie realiów i życia naszych sąsiadów z prawej strony mapy :)
Książka nie dla ludzi mało inteligentnych i pozbawionych poczucia humoru i dystansu do świata i rzeczywistości.
Tym bez wątpienia książkę ODRADZAM ! Nawet po nią nie sięgajcie.
Resztę z Państwa zapraszam do oglądnięcia recenzji książki na moim VLOGu.
FANTASTYCZNA książka !!!
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPanie Ziemowicie, niech Pan, proszę, nie da sobie wmówić, że jest inaczej.
Absolutnie fenomenalne, błyskotliwe poczucie humoru i sporo ciekawych rzeczy odnośnie realiów i życia naszych sąsiadów z prawej strony mapy :)
Książka nie dla ludzi mało inteligentnych i pozbawionych poczucia humoru i dystansu do świata i rzeczywistości.
Tym bez wątpienia...
Mocna, dająca do myślenia książka o nas, naszym stosunku do Ukraińców, poczucie wyższości, schematycznym myśleniu. Przejaskrawiona, ubarwiona.
Mocna, dająca do myślenia książka o nas, naszym stosunku do Ukraińców, poczucie wyższości, schematycznym myśleniu. Przejaskrawiona, ubarwiona.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPolaku, spójrz na siebie!
Liczne zachwyty nad debiutem Ziemowita Szczerka, ogromna liczba pozytywnych recenzji, a przede wszystkim Paszport "Polityki" w kategorii "Literatura", zmusiły i mnie do sięgnięcia po niego.
"Przyjdzie Mordor i nas zje, czyli tajna historia Słowian" to rzecz niezwykła z kilku powodów. Po pierwsze, autor łamie zastaną, dość mocno wyeksploatowaną formę tradycyjnego reportażu. W jej miejsce proponuje nam interesującą i wciągającą, niespotykaną w polskich warunkach hybrydę gatunkową, łączącą cechy klasycznego reportażu z Ukrainy i beletrystyki, utrzymaną w stylu gonzo (jest to subiektywny zapis realnych wydarzeń wymieszanych z fikcją; piewcą i czołowym przedstawicielem gonzo był dziennikarz amerykański Hunter S. Thompson).
Narrator, Łukasz Ponczyński, zawsze jest w centrum opisywanych wydarzeń – bez względu na możliwe konsekwencje. Ulega zatarciu granica między fikcją literacką a prawdziwymi zdarzeniami, z jakimi Szczerek mógł spotkać się w trakcie swoich podróży po Ukrainie (czy rzeczywiście można nabyć marihuanę od komuny punków rezydującej w grobowcach magnackich na Cmentarzu Łyczakowskim?). Mamy do czynienia z pełną subiektywizacją przekazu.
Po drugie, specyficzny język, mnie przypominający twórczość prozatorską Ukraińca Serhija Żadana – potoczny, dosadny, pełen wulgaryzmów, wręcz karczemny. To bardzo udany zabieg stylistyczny, dzięki któremu wymowa "Mordoru" jest bardziej "ludzka", mocniej nas dotyka, pozostawia z niepokojącym wrażeniem, że książka jest skierowana do każdego osobiście. Po trzecie zaś – sama zawartość. To ona przyciągnęła uwagę krytyków, bowiem czegoś takiego w polskiej literaturze o Kresach, w której dominuje sentymentalizm, jeszcze nie było.
Mianowicie Ziemowit Szczerek bezwzględnie rozprawia się z krzywdzącymi stereotypami narodowymi (typowy Rusek lubi wypić zawsze i wszędzie, o każdej porze),z wciąż żywym w narodzie mitem polskich Kresów, z tym naszym kolonialnym spojrzeniem na Ukrainę Zachodnią włącznie. Na przykład problem Lwowa – polski mit jego utraty jest tak silny, iż dla wielu byłoby najlepiej, gdyby dawna stolica Galicji po prostu przestała istnieć. Jednak Łukasza Ponczyńskiego i całą grupę tzw. "plecakowców" (ludzi wyjeżdżających na Wschód w poszukiwaniu przygody) Lwów ujmuje właśnie swoją pozorną obcością. Zapewne nie wywoływałby dziś takich emocji, gdyby Stalinowi zadrżała ręka przy wyznaczaniu granic. Stanowiłby wówczas kolejne galicyjskie miasto na polskich ziemiach. Jednak wszystko to, co nie znajduje się w Polsce, od zawsze budzi większe zainteresowanie podróżujących.
Pytania o powody, cele tak licznych i częstych wędrówek Polaków po Ukrainie przewijają się przez całą powieść. Zadają je Łukaszowi zarówno nowo poznani Ukraińcy, jak i przedstawiciele innych nacji, między innymi Niemcy, którzy – wedle lwowianina Tarasa – od zawsze stanowili pierwszorzędny wzór do naśladowania dla wszystkich narodów słowiańskich. Jednak czy Polacy podróżujący po Ukrainie mogą uczciwie uważać siebie za pełnoprawnych przedstawicieli cywilizacji Zachodu? Przecież nasza rzeczywistość jest podobna właśnie do wschodniosłowiańskiej, a wcale nie do tej niemieckiej, zachodnioeuropejskiej, na co zwraca Ponczyńskiemu uwagę Niemka Heike. Dlaczego więc z takim podnieceniem chłoniemy te ukraińskie realia? Narrator wstydzi się udzielić precyzyjnej odpowiedzi, przyznać, iż celem jest proste dowartościowywanie się kosztem kraju, w którym wszystko to, czego najchętniej pozbylibyśmy się z Polski, zachowało się w większym natężeniu. U wschodniego sąsiada możemy się tym swobodnie napawać, albowiem kilkadziesiąt lat Ukrainy w Związku Radzieckim bardzo wyraźnie odcisnęło swe piętno na tamtejszej rzeczywistości. Tę przykrą prawdę można wyczytać z jego pisanych na zamówienie dla żądnych "hardkoru" Polaków tekstów w tonie gonzo, tworzonych, co ważne, pod pseudonimem, gdyż inaczej Łukasz znalazłby się w Polsce na cenzurowanym.
Zresztą Ponczyński przyznaje w jednej z wielu dygresji, że sam również wybierał się na Ukrainę w poszukiwaniu "hardkoru". Tak samo przyprawiał jej gębę. Jednocześnie drażnią go podobne zachwyty Kanadyjczyka nad szczęśliwym polskim społeczeństwem, nietkniętym cywilizacją. Obcokrajowiec utożsamia Polskę z autentyczną "agrarną idyllą" i jest identycznie zafascynowany naszym zacofaniem, jak tabuny Polaków wyruszających na Wschód – ukraińskim.
"Przyjdzie Mordor i nas zje, czyli tajna historia Słowian" jest książką gorzką. Ziemowit Szczerek brutalnie miażdży w niej polską pychę wobec naszych wschodnich sąsiadów. Daje nam bardzo ważną lekcję. Otóż my, Słowianie, powinniśmy mieć do siebie nawzajem szacunek. Wszyscy zostaliśmy ulepieni z jednej gliny, więc dowartościowywanie się kosztem państw wyzyskiwanych i źle urządzonych nie ma żadnego sensu, jeśli nas samych irytują opinie o Polsce pysznych Europejczyków z Zachodu. Chciałoby się wierzyć, że po tej lekturze podróże w Schadenfreude odejdą na zawsze w niepamięć.
[Recenzję umieściłem na Biblionetce w 2014 roku]
Polaku, spójrz na siebie!
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toLiczne zachwyty nad debiutem Ziemowita Szczerka, ogromna liczba pozytywnych recenzji, a przede wszystkim Paszport "Polityki" w kategorii "Literatura", zmusiły i mnie do sięgnięcia po niego.
"Przyjdzie Mordor i nas zje, czyli tajna historia Słowian" to rzecz niezwykła z kilku powodów. Po pierwsze, autor łamie zastaną, dość mocno wyeksploatowaną...
Książka Szczerka bije po głowie jak spirytus. Jest wesoło, jest zabawa, poradziecki syf pachnie słodziej, tandeta nabiera barw, dicho bije po uszach, ale i tak bawimy się świetnie. Po najprzedniejszej imprezie pozostaje jednak kac. Ciężki.
Pozornie tylko rzecz dotyczy odjechanych ukraińskich tripów. Ważniejsze jest to, co, jak zawsze, pod skórą. Można rozpłynąć się w świecie nieprzerwanej libacji, niezbędnej łapówki i nieodłącznego bajzlu, ale wtedy pozostanie tylko pustka. Lepiej spojrzeć na tę książkę z perspektywy byłego kolonizatora – kogoś, kto przyjeżdża do „gorszego” kraju (tylko pozornie gorszego, jak się rychło okaże),ogląda, jakby na ścianach tych ukraińskich Matkę Boską kto wymalował, fotografuje, bo przecież u nas takiego syfu nie było, nie ma, nigdy nie będzie. Poważnie?
Przyjdzie Mordor i nas zjeto książka bolesna nie tylko dla Polaków czy Ukraińców, ale dla wszystkich mieszkańców każdego państwa byłego imperium. Imperium, które wykorzeniło środkowoeuropejskość (jeśli coś takiego istnieje czy istniało) i wlało w niemal dziewiczą słowiańskość radziecki gnój. Budynki-molochy, stawiane chyba wyłącznie po to, żeby drażnić (czy, jak to literacko ujmie Szczerek, „wkurwiać”),gigantyczni, sposągowieni przedstawiciele klasy przodującej, w końcu perły, wypryski na ziemistej mordzie środkowoeuropejskiego państwa – lepione z wielkiej płyty osiedla mrówkowców. Jak się okazuje, te cuda miały nawet systemy budowania! Profesjonalnie: systemy budownictwa wielkopłytowego. Do kompletu jeszcze samy i sklepiki, klepane z blachy i resztek. Stalin przeminął, imperium poszło w piach, co pozostało? Gruzy, odłażąca farba, osypujący się tynk, wszystko powykrzywiane, powybijane. Nie próbuje nawet naśladować Szczerka, językowo rzecz jest po prostu kapitalna. Tak mięsistej i żywej lingwistycznie książki dawno już nie czytałem. Próbka: „I z każdego odtwarzacza napierdalało co innego, z każdego głośnikainna lasia skrzeczała pod syntezator, że kocha, lubi, szanuje, nie chce, nie zna, otruje, i że dawaj, kochany, pojedziemyna plażę do Hurghady leżeć. Te melodie uderzały o siebie wzajemniejak rydwany w Ben Hurze, krzeszącskry i wypierdalając się wzajemnie na glebę. I pomiędzy tym wszystkim, pomiędzy tą nadupcanką tąpały umęczone, pomarszczone babuszki objuczone wszelkim możliwym towarem: siatami, torbami, reklamówkami z logami Dolce& Gabbana, Bruno Bananii wódki Smirnoff”.
Do rzeczy jednak – co w niej takiego bolesnego? Głównie fakt, że tak zwany Zachód traktuje nas, Polaków, Ukraińców, Węgrów, innych, jak małpy w klatkach, jak kompletnych „egzotów”. Zero innowacyjności, technologii, wszystko porozpieprzane i sprzedane, a jeśli już się komuś uda, to i tak nie ma to większego znaczenia. Polska (ale też ukraińska, węgierska i inne) myśl techniczna ginie w galopującej lawinie beznadziei, tandety, chłamu. Nikomu się nie chce, bo i po co? Czy nie wywozimy dużo za granicę? Tak, wywozimy, w Brukseli smakują nasze jabłka i truskawki. Wycinanki kurpiowskie też mają w sobie ten sznyt. Co w zamian? Szklane paciorki i drut miedziany. A durny Polak jeszcze po rękach dobroczyńców całuje. Ponoć zachodnie znaczy lepsze. Na pewno, w morzu, zwanym Inercją.
Boli więc nas i innych, że przyjeżdżają, fotografują i śmieją pod nosem z nieudolności. Narrator początkowo również przyjmuje taką postawę. Jeździ na Ukrainę (czasem brakuje mu już tylko korkowego kasku i strzelby do polowania na słonie i dzikusów),patrzy na państwo tak orientalne, że aż obce. Doskonale przejrzy go jeden z ukraińskich przewodników, mówiąc: „Sam mieszkasz w chujowym kraju, chujowszym od większości innych krajów w okolicy. Tylko nie od mojego. I dlatego, żałosny dupku, przyjeżdżasz tutaj lepiej się poczuć?” A przecież u nich wszystko jest takie samo jak u nas. Tylko trochę gorsze. Na pewno? Może tak samo rozpieprzone, rozjeżdżone i dzikie? Tam wszystko obłazi nie tylko z farby, ale i z sensu. Tu też…
Co gorsza, nie ma żadnej szansy na poprawę. Środkowoeuropejski, centralny grunt został bezpowrotnie skażony sowieckością. Nie zmieni tego nic, żadna rewolucja, żaden przewrót, bunt, żadne wybory demokratyczne. Prości ludzie nie mają nic do gadania, więc lepiej niech siedzą cicho. Ustawienie pod murem (i lufą Maxima) kilkudziesięciu czy nawet kilkuset ważnych ludzi jest pozbawione sensu. Jak pisze Szczerek (o babuszkach, czyli, zapewne, prostych ludziach): „I one wejdądo tych Kremli, do tych siedzib, na te dywany,pomiędzy te fikusy, wejdą przez nikogo niezatrzymywane, a potem z fałd kraciastych spódnic wyjmą pistolety i rozpierdolągłowy putinom, łukaszenkom, kuczmom,janukowyczom i całemu temu tałatajstwu, które wpycha narodowi głowę w gówno. Choć to i tak, obawiam się, niczego nie zmieni, bo niedługopóźniej pojawią się klony tych putinów i łukaszenków, oni tu odrosną tak, jak odrastajągłowy smokowi, bo mają tu odpowiednią glebę. Bo oni są nieodrodnymi synami swoich ziem, oni – jak w soczewce – skupiają w sobie to, co i tak tu jest i od czego się nie ucieknie”.
Książka Szczerka bije po głowie jak spirytus. Jest wesoło, jest zabawa, poradziecki syf pachnie słodziej, tandeta nabiera barw, dicho bije po uszach, ale i tak bawimy się świetnie. Po najprzedniejszej imprezie pozostaje jednak kac. Ciężki.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPozornie tylko rzecz dotyczy odjechanych ukraińskich tripów. Ważniejsze jest to, co, jak zawsze, pod skórą. Można rozpłynąć się w...
Śmieszne i straszne. To faktycznie tajna historia, bo wszyscy tak myślą, ale nikomu nie wolno o tym mówić ani pisać. I choćby dlatego ta książka jest ważna. Można się dowiedzieć wiele - przede wszystkim o sobie samym.
Śmieszne i straszne. To faktycznie tajna historia, bo wszyscy tak myślą, ale nikomu nie wolno o tym mówić ani pisać. I choćby dlatego ta książka jest ważna. Można się dowiedzieć wiele - przede wszystkim o sobie samym.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka autora stylizowana na gonzo, czyli „subiektywny styl reportażu (...),w którym dziennikarz, reporter lub twórca, zamiast pozostawać biernym obserwatorem, angażuje się osobiście w swój materiał” (za Wiki). I Szczerek nie kryje się z tym, że lubi i stosuje taka formę, aczkolwiek tu mamy pełna literacką fikcję.
Mamy zatem do czynienia z beletrystyką w stylu podkoloryzowanego reportażu o podróżach autora na Ukrainę. W różnym towarzystwie, ale za to zawsze z elementem „zabawy”, opisywania zaskakujących dla nas realiów wschodniego sąsiada. Są nawet, jak i w „Siódemce”, bohaterowie o ulubionych przez Szczerka ksywkach Udaj i Kusaj, oczywiście w innych rolach ;-).
W pewnym momencie w pociągu Ukrainka mówi po polsku do narratora – po co tu przyjeżdżacie? Żeby poprawić sobie samopoczucie widząc, że gdzieś jeszcze jest większy syf niż u was? I to jest sto procent prawdy. Nawet, jeśli dziewczyny nie było, a jej wypowiedź wymyślił autor. Ludzie jeżdżą gdzieś nie po to, by zobaczyć jak jest tam naprawdę, ale w większości po to, by potwierdzić swoje przypuszczenia, zasłyszane lub przeczytane opinie czy stereotypy. Albo istotnie – zobaczyć biedniejszych, bardziej doświadczonych.
Na szczęście Szczerek nie ogranicza się do takiego obrazu. Pokazuje zwykłych ludzi i to co ich boli (np. fotografowanie biedy),także cwaniaków, zarabiających na takich jak narrator i jego koledzy. Autor ma też bardzo specyficzne – nie da się ukryć, że odpowiadające mi – poczucie humoru. Wreszcie w zaproponowanej stylistyce reportażu, nawet ”gonzo”, mniej rażą ulubione wulgaryzmy Szczerka. Swoją drogą ciekawe, jakie byłyby jego obecne wrażenia z Ukrainy.
Dobra, uczciwa książka, z humorem i drugim dnem.
Książka autora stylizowana na gonzo, czyli „subiektywny styl reportażu (...),w którym dziennikarz, reporter lub twórca, zamiast pozostawać biernym obserwatorem, angażuje się osobiście w swój materiał” (za Wiki). I Szczerek nie kryje się z tym, że lubi i stosuje taka formę, aczkolwiek tu mamy pełna literacką fikcję.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMamy zatem do czynienia z beletrystyką w stylu...
Tematyka średnio mnie interesująca, ale skoro jest Paszport Polityki, to przeczytać trzeba. I z tego trzeba zrobiło się warto, bo mimo iż niektóre zagadnienia, czy pojęcia nie były dla mnie jasne, to styl opowieści wszystko wynagradzał. Bo to opowieść, Autor świetnie snuje historie, wyłuszcza szczegóły, wyciąga ciekawe wnioski. Dobrze się czyta.
Tematyka średnio mnie interesująca, ale skoro jest Paszport Polityki, to przeczytać trzeba. I z tego trzeba zrobiło się warto, bo mimo iż niektóre zagadnienia, czy pojęcia nie były dla mnie jasne, to styl opowieści wszystko wynagradzał. Bo to opowieść, Autor świetnie snuje historie, wyłuszcza szczegóły, wyciąga ciekawe wnioski. Dobrze się czyta.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toLas Ukrainas Parano
Czy zapisy alkoholowo-narkotyczno-seksualnych podróży Ziemowita Szczerka po Ukrainie należy traktować jako dogłębną analizę postrzegania naszego sąsiada przez Polaków i na odwrót? Chyba nie, natomiast w moim odczuciu nie jest to wadą.
Pełne wulgaryzmów i niepoprawności politycznej "gonzo" Szczerka to kontrapunkt dla pomnikowej "Polskiej Szkoły Reportażu", no i gdy Szczerek ściemnia to przynajmniej tego nie ukrywa. :)
Oczywiście nie każdego taka stylistyka musi kręcić, ale ja się uśmiałem.
Las Ukrainas Parano
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzy zapisy alkoholowo-narkotyczno-seksualnych podróży Ziemowita Szczerka po Ukrainie należy traktować jako dogłębną analizę postrzegania naszego sąsiada przez Polaków i na odwrót? Chyba nie, natomiast w moim odczuciu nie jest to wadą.
Pełne wulgaryzmów i niepoprawności politycznej "gonzo" Szczerka to kontrapunkt dla pomnikowej "Polskiej Szkoły...