Opowiedz mi jeszcze raz, czyli jak literatura karmi się sama sobą

Tomasz Pindel
16.05.2020

Umysł ludzki uwielbia powtórzenia, powiada znane porzekadło i raczej nie ma co do owej mądrości specjalnych kontrowersji. Szczególnym przypadkiem jest bez wątpienia literatura, w której praktyka podejmowania znanych opowieści i serwowania ich czytelnikowi na nowo jest nader stara i z pewnością bardzo rozpowszechniona.

Opowiedz mi jeszcze raz, czyli jak literatura karmi się sama sobą

Salman Rushdie QuichotteOto na księgarskie półki – czy też internetowe strony tychże – trafia najnowsza powieść Salmana Rushdiego, spotykająca się, jak każda książka tego pisarza, z żywym zainteresowaniem. Jej tytuł mówi wszystko: „Quichotte” – a gdyby ktoś jednak miał wątpliwości, to hasło na okładce – „Don Kichot we współczesnej Ameryce” – skutecznie je rozwiewa. Mamy tu do czynienia ze współczesną wersją klasyka Cervantesa, w której niemłody już amerykański komiwojażer indyjskiego pochodzenia, pan Ismail Smile, pod wpływem nadmiernego oglądania telewizji traci poczucie rzeczywistości i postanawia wyruszyć w bohaterską wyprawę przez Stany, by zdobyć serce medialnej celebrytki, niejakiej Salmy R. Pierwszy rozdział Rushdiego to wręcz wariacja na temat pierwszego rozdziału Don Kichota, z biegiem lektury powieść coraz wyraźniej zmierza w inną stronę i odkleja się od pierwowzoru, niemniej ogólny jej koncept oraz liczne nawiązania pozostają z gruntu donkichotowskie.

Reklama

Po cóż Rushdiemu ta literacka pożyczka? Odpowiedź pewnie jest prosta: Cervantes miał genialny pomysł – opowieść o facecie, który zwariował od czytania książek i wyobraził sobie, że w takowej żyje, okazała się znakomitą metodą na pokazanie absurdów tej prawdziwej, nieksiążkowej rzeczywistości – więc dlaczegoż z niego nie skorzystać. Zwłaszcza, że jeśli zamienimy książki na mass media, alegoria staje się zaskakująco trafna, wszak telewizja i internet kształtują naszą świadomość jak nic innego. Szczęśliwie literatura nie rządzi się prawem patentu, zapożyczenia są na porządku dziennym i akceptowane (z wyjątkami, o czym za chwilę), wystarczy je tylko odpowiednio zaznaczyć.

James Joyce UlissesOpowiadanie tych samych historii na nowo służyć może różnym celom. Bo też – tak jak w przypadku Quichotte’a – sprawdzony mechanizm fabularny bywa po prostu tak skuteczny, że nie ma co silić się na lepsze rozwiązania. Szczególnie wyraźnie dotyczy to wszelkiej maści baśni, legend, czy też szerzej mitów, czyli historii opowiedzianych zwykle dawno temu, przedestylowanych przez setki pokoleń i dzięki temu nadzwyczaj efektywnych (i efektownych zwykle też). Stąd ogromna popularność nowych wersji greckich mitów (od klasycznych mitologii Wandy Markowskiej, Jana Parandowskiego czy Zygmunta Kubiaka po dzieła inspirowane aluzyjnie, w rodzaju „Ulissesa” Jamesa Joyce’a), czy legend w rodzaju cyklu o królu Arturze. Andrzej Sapkowski w swoim sławnym eseju „Piróg, albo nie ma złota w Szarych Górach” z 1993 roku postawił tezę, że cała fantasy stąd swój ród bierze, a w „Świecie króla Artura” podrzucił kilka tropów, gdzie wpływ ów widać w wiedźmińskiej sadze. Nawet jeśli teza to zbyt radykalna, to przecież wariacji na temat rycerzy Okrągłego Stołu fantastyka Mgły Avalonu Marion Zimmer Bradleybaśniowa ma na pęczki, w tym tak znakomite i pomysłowe jak „Mgły Avalonu” Marion Zimmer Bradley. Osobną kategorią stanowią współczesne wersje bajek i baśni, przede wszystkim tych firmowanych przez braci Grimm. Od zawsze fascynowały swoją mrocznością i wieloznacznością, a od kiedy freudyści dostarczyli narzędzi do ich pogłębionej interpretacji – tu sztandarowym dziełem jest oczywiście „Cudowne i pożyteczne” Bruno Bettelheima: po tej lekturze żadna bajka nie jest już niewinna! – pisarze przypuścili istny literacki szturm, acz palmę pierwszeństwa osobiście przyznałbym Angeli Carter. Jej „Krwawa komnata” czy „Kot w butach” to czystej wody majstersztyki.

Podobnie tłumaczyć można ogromny nurt dzieł opartych na wątkach biblijnych. Wszak Biblia zawiera w sobie całą masę historii i postaci, które w kulturze zachodniej rozpoznawalne są w stopniu wysokim i dotykają kwestii zasadniczych. Lista literackich transkrypcji dziejów Chrystusa nie miałaby końca i zawiera najróżniejsze pomysły i ujęcia. Taki José Saramago w swojej „Ewangelii według Jezusa Chrystusa” opowiada nowotestamentową historię od początku do końca, zgoła inaczej jednak stawiając akcenty: dla jednych to książka obrazoburcza i heretycka, dla innych – akcentująca Philip Pullman Dobry człowiek Jezus i łotr Chrystusczłowieczeństwo swojego bohatera, od-dogmatyzująca jego postać. Philip Pullman w „Dobrym człowieku Jezusie i łotrze Chrystusie” dokonuje rozszczepienia postaci na dwie przeciwstawne osobowości, zaś Clive Staples Lewis wpisuje w baśniowe „Opowieści o Narnii” ewangeliczne aluzje, z których najbardziej bezpośrednia, a zarazem nader literacko zręczna jest scena śmierci i zmartwychwstania Aslana w „Lwie, czarownicy i starej szafie”. Na podobnej zasadzie działają odniesienia starotestamentowe: biorąc na warsztat w „Pamiętnikach Adama i Ewy” biblijną pierwszą parę Mark Twain uzyskuje odświeżający efekt odarcia swoich bohaterów z patosu i pokazuje ich jako kochających się ludzi z krwi i kości. A kiedy Joseph Roth nadaje swojej żydowsko-ukraińsko-amerykańskiej opowieści z początku XX wieku tytuł „Hiob”, wręcza nam interpretacyjny klucz do odczytania całości.

Reklama

Wszystko to są przykłady szlachetnej i niebudzącej wątpliwości praktyki sięgania po gotowe wzorce i schematy czerpane z repertuaru wspólnej tradycji literackiej. Cóż jednak począć z dziełami, które wykazują uderzające podobieństwo do innych konkretnych dzieł, mających swoich autorów? Gdzie przebiegają granice między literackim retellingiem, inspiracją i plagiatem? I jaki cel przyświeca autorom, którzy korzystają z gotowych rozwiązań?

Czarci pomiot Margaret AtwoodTytuł najczęściej „naśladowanego” autora należy się chyba Williamowi Shakespeare’owi. Nie sposób zliczyć wariacji i wersji jego sztuk, tych bardzo znanych i tych mniej. Dobrą próbką może być seria „Projekt Szekspir”, w ramach której znani współcześni pisarze brali na warsztat dramaty wielkiego Anglika, i tak Jo Nesbø wydał na świat swojego „Macbetha”, a Margaret Atwood „Czarci pomiot”, będący jej wersją „Burzy”. Tyle że autor „Romea i Julii” – tak jak i jego hiszpański kolega Miguel de Cervantes – cieszy się pozycją klasyka, należy do domeny publicznej i generalnie status jego sztuk jest w zasadzie analogiczny z mitologią czy Biblią (w jej sensie literackim, nie religijnym, oczywiście). Problematyczniej jawi się to w przypadku twórców współczesnych, chronionych prawem autorskim.

Orkan na Jamajce Richard HughesaA na tym polu dzieje się wszak całkiem sporo. Kto czytał „Dom duchów” Isabel Allende znając „Sto lat samotności” Gabriela Garcíi Márqueza, musiał doznać dziwnego uczucia déjà vu, czy też raczej déjà lu. Podobieństwa wykraczają tu znacznie poza ogólny klimat realistyczno-magicznej sagi rodzinnej osadzonej w Ameryce Południowej, można wskazać daleko idące zbieżności choćby w konstrukcji postaci. A „Władca much” Williama Goldinga i znacznie mniej znana, a znakomita powieść „Orkan na Jamajce” Richarda Hughesa – czyż te dwie opowieści o diaboliczności z pozoru niewinnych dzieci nie wykazują zaskakujących zbieżności? Inna sprawa, że sam García Márquez przyznawał się, że pisząc swoje arcydzieło nie wypuszczał z rąk „Pedro Páramo” Juana Rulfo, a „Orkan na Jamajce” został w przedmowie Władysława Kopalińskiego nazwany „»Alicją z Krainie Czarów«, jaką mogłoby stworzyć bezlitosne pióro Jonathana Swifta” – więc ci, z których czerpano, także z kogoś czerpali…

 Duma i uprzedzenie i zombi, Seth Grahame-SmithSkoro łańcuch wzajemnych zależności ciągnie się głęboko wstecz, może nie ma się co czepiać ostatnich jego ogniw? Poza tym, rygorystyczne podejście do tej kwestii mogłoby nas pozbawić świetnych książek. Przecież Sherlock Holmes jest dość bezpardonową kopią C. Auguste’a Dupina stworzonego przez Edgara Allana Poego. Tyle że to Arthur Conan Doyle wydobył z tego pomysłu całą jego moc i nie chcielibyśmy żyć w świecie bez „Studium w szkarłacie” czy „Psa Baskerville’ów”! Wreszcie bez takich literackich rewitalizacji nie dałoby się przeprowadzać różnych literackich eksperymentów. Może „Duma i uprzedzenie i zombi”, czyli klasyk Jane Austen poddany zombifikacji przez Setha Grahame-Smitha, budził wątpliwości, może „Serce ciemności”, czyli powieść Josepha Conrada przetłumaczona/przepisana/przearanżowana przez Jacka Dukaja, także chyba częściej konsternowała niż budziła uznanie – ale czyż nie sprowokowały ciekawych dyskusji, czyż nie stały się punktem wyjścia do inspirujących rozważań nad literaturą?

Reklama

Plagiat to plagiat i zwalczać go trzeba, ale martwi mnie ślepe podejście do kwestii praw autorskich – widoczne na przykładzie kłopotów powieści „Ostatni powiernik pierścienia” Kiryła Yeskova, której spadkobiercy Tolkiena zarzucają naruszenie tychże praw. A jednocześnie świetnie ma się praktyka tak zwanych oficjalnych kontynuacji, czyli dopisywania ciągów dalszych przez zupełnie innych autorów, ale przy błogosławieństwie i finansowym zainteresowaniu posiadaczy copyrightu (patrz na przykład: „Powrót do Stumilowego Lasu” Davida Benedictusa).

Literaturze jednak trzeba dać trochę oddechu.

A Wy, P.T. Czytelnicy, macie swoje ulubione nowe wersje klasycznych historii?

Fotografia otwierająca: Suzy Hazelwood / Pexels

#czytamwdomu #kupujeksiazki 

Reklama

komentarze [14]

Sortuj:
Dodaj wypowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

105
12
14.05.2020 09:27

Zapraszam do dyskusji.


3904
3664
16.05.2020 13:07

Oficjalna kontynuacja czyli ,budząca ogromne kontrowersje Millenium.
Zawsze mi się wydawało,że autorzy poprzypatrują sobie nawzajem. I szukają inspiracji.
Autorzy horrorów opierają się na Edwardzie Lee,obyczajówek na Magdzie Witkiewicz.
Ale owszem plagiat to zło.Przynajmniej dla mnie.


336
11
16.05.2020 15:02

To, co zrobiła Atwood z "Burzy" to absolutne mistrzostwo i bardzo jestem szczęśliwa, że powstał ten projekt. Winterson swoją wersją "Zimowej opowieści" także mnie zachwyciła. Z kolei Nesbo z "Mackbetem" się chyba wcale nie postarał...
Jestem fanką twórczości Shakespeare'a i stąd moje zainteresowanie tym świetnym przedsięwzięciem ❤


2792
634
16.05.2020 17:59

Nie przepadam za powtórkami z rozrywki, wolę jednak czytać coś nowego i świeżego.


77
77
16.05.2020 18:15

Nie, klasyka to klasyka. Wolę poświęcić czas na odkrywanie nowych książek i oryginalnych historii.


3904
3664
16.05.2020 22:12

Ja też wolę nowości


982
55
16.05.2020 22:48

Do pewnego stopnia i tak cały czas powtarzamy się po tym, co już było. Z eksperymentów ze "świadomym" powtarzaniem czasem można wyniknąć coś bardzo interesującego i dobrego.
Cieszy mnie wspomnienie o Angeli Carter, bo zgadzam się, Krwawa komnata to majstersztyk, a w Polsce zdecydowanie przydałoby się jej wznowienie.


384
16
17.05.2020 12:20

Zawsze mnie dziwiło porównanie "Władcy Much" z "Okranem na Jamajce", bo poza motywem dzieci ukazanych w niezbyt korzystnym świetle, te książki są bardzo różne, a przede wszystkim - są według mojego odczucia o czym innym. Pierwsza jest polityczną alegoria stawiająca filozoficzne pytania, a druga bardziej nawiązuje do psychologii dziecięcej. Ciężko tutaj mówić o ściąganiu czy...

więcej

2792
634
17.05.2020 18:25

Jak często jest to tylko i wyłącznie chwyt reklamowy, aby sięgnąć po książkę?


3904
3664
18.05.2020 08:36

Według mnie, każdą książkę.Mozna reklamować.


zgłoś błąd