Haitańskie objawienie, czyli jak Alejo Carpentier odkrył realistyczno-magiczną Amerykę

Tomasz Pindel
25.04.2020

Czterdzieści lat temu, 24 kwietnia, zmarł Alejo Carpentier, jeden z najciekawszych pisarzy latynoamerykańskich XX wieku, kojarzony z realizmem magicznym. Wprawdzie jego rodzice byli Europejczykami, on sam urodził się we Francji, mieszkał tu zresztą sporą część życia, wiele lat spędził także w Wenezueli, jednak jego ojczyzną – faktyczną i literacką – była Kuba, a prawdziwy początek pisarskiej kariery zawdzięcza jeszcze innej karaibskiej wyspie.

Haitańskie objawienie, czyli jak Alejo Carpentier odkrył realistyczno-magiczną Amerykę

Nieudany eksperyment

Alejo przyjechał na Kubę jako dziecko i to w czasie bardzo dla tego kraju niespokojnym: początek dwudziestego stulecia, kraj dopiero wyswobadza się spod kolonialnego jarzma Hiszpanii i płynnie przechodzi pod nieco bardziej zamaskowany, ale faktyczny protektorat Stanów Zjednoczonych. Chłopiec kształcony jest przez rodziców na modłę europejską, wykazuje szczególne skłonności do muzyki, o której będzie zresztą pisał wielokrotnie, ale zarazem chłonie uliczne, codzienne życie nowego kraju. A Kuba tętni kulturą o korzeniach afrykańskich, przywiezioną tu przez setki tysięcy czarnoskórych niewolników, dotąd pogardzaną i lekceważoną przez białą klasę rządzącą. Badacze folkloru, muzykolodzy i artyści wszelkiej maści dopiero zaczynają odkrywać afrokubańskie bogactwo – jednym z nich jest właśnie młody Alejo.

Alejo Carpentier

Alejo Carpentier added a new photo.


Reklama

W przerwach od działalności politycznej (która kosztowała go odsiadkę w więzieniu i wieloletnią emigrację) i muzykologicznej, młody Carpentier zastanawiał się nieustannie, jak wyrazić tę różnorodność miejscowej kultury. Pierwszą większą próbą tego rodzaju była powieść „Ecué-Yamba-O!”, wydana w 1933 roku, która ukazuje życie czarnoskórych Kubańczyków: obyczaje, obrzędy, przyśpiewki i tak dalej. Carpentier nie był jednak zadowolony z efektu i przez długie lata wzbraniał się przed wznowieniami debiutu, w jego przekonaniu bowiem próba zakończyła się fiaskiem. Ta tętniąca i kipiąca energią kultura została sprowadzona do serii etnograficznych obrazków, utrzymanych w typowej poetyce dziewiętnastowiecznego realizmu. Nie, to nie o to Carpentierowi chodziło: on chciał, żeby czytelnik niemal poczuł, a w każdym razie doznał tej kultury, a nie przyglądał się jej, jak jakiejś muzealnej gablotce. Tylko jak to osiągnąć?

Podróż inicjacyjna

W 1943 roku pisarz wyrusza w krajoznawczą podróż do Haiti. Niby blisko, niby kraj o podobnej do Kuby sytuacji – w obu przypadkach mamy do czynienia z czarnoskórą społecznością, która nie tylko podtrzymała, ale rozwinęła afrykańskie dziedzictwo – ale różnice są istotne, choćby takie, że Haiti niepodległość wywalczyło już na początku XIX wieku i z miejsca stało się programowo „czarnym” państwem (białych, z małymi wyjątkami, „poproszono” o opuszczenie kraju). Przemierzając haitańskie drogi, oglądając stołeczne Port-au-Prince i inne zakamarki kraju, Carpentier przeżył coś w rodzaju objawienia. Oto nagle zdał sobie sprawę, że Haiti – a razem z nim cała Ameryka Łacińska – jest po prostu inna niż tak zwany świat Zachodu: jest cudowna, niesamowita; to, co w Europie fantastyczne i bajkowe, tu okazuje się prawdziwe i rzeczywiste.

Okładka książki Efektem tej wyprawy jest cieniutka powieść, która stała się prawdziwym początkiem literackiej kariery pisarza: „Królestwo z tego świata” (1949). To bardzo nietuzinkowa książka, której niezwykłość nie od razu rzuca się w oczy. Można ją przeczytać jako barwną opowieść o losach Ti Noëla, haitańskiego najpierw niewolnika, potem wyzwoleńca, który staje się świadkiem dramatycznych wydarzeń, takich jak bunt niewolników pod wodzą Mackandala czy tyrańskie rządy Henri Christophe’a. Jawić się nam ona wówczas będzie jako swoista baśń, pełna odniesień do magii, wierzeń voodoo, tropikalnej przyrody. Tymczasem – co zaznacza autor w bardzo ciekawej przedmowie (to w niej opowiada o swojej wyprawie z 1943 roku) – jest to tak naprawdę czystej krwi powieść historyczna: ukazane tu wydarzenia i postaci są autentyczne, wyjąwszy głównego bohatera, tyle że wszystko opisane zostało tak, by wyciągnąć na powierzchnię cudowność i niesamowitość prezentowanego świata. W ten sposób Carpentier „opatentował” swój własny i oryginalny sposób pokazywania rzeczywistości, który nazwał lo real maravilloso – czyli rzeczywistością cudowną.

Okładka książki Choć istnieją pewne subtelne teoretyczne różnice, carpentierowska rzeczywistość cudowna to jeden z wariantów słynnego realizmu magicznego, z którym tak powszechnie kojarzy się literaturę latynoamerykańską. Nurt ów, który – z grubsza mówiąc – polega na pokazywaniu rzeczywistości tak, jak patrzą na nią ludzie o mentalności magicznej, a nie naukowej, zaczyna się właśnie od Carpentiera i jego gwatemalskiego kolegi po fachu Miguela Ángela Asturiasa, który w swojej mocno surrealistycznej prozie starał się pokazać czytelnikowi świat oczyma współczesnych Majów. Potem na scenę wkroczył Juan Rulfo z Meksyku i jego powieść „Pedro Páramo", w której świat żywych miesza się ze światem zmarłych – i tę to książkę trzymał pod ręką Gabriel García Márquez, pracując nas swoim kanonicznym dziełem „Sto lat samotności".

Im dalej w las, tym dalej w czas

Tak oto Alejo Carpentier wypracował swoją metodę, która miała przynieść mu kolejne świetne dzieła i światowe uznanie.

Okładka książki Napisał niemało, niemniej panuje dość powszechna zgoda, że najważniejsze w jego dorobku są trzy powieści: wspomniane już „Królestwo…", „Eksplozja w katedrze" (1962) – historyczny i pełen rozmachu fresk z czasów Rewolucji Francuskiej i wojen napoleońskich, rozgrywający się głównie na Karaibach – oraz kolejna zupełnie niesamowita i dyskretnie eksperymentalna powieść: „Podróż do źródeł czasu" (1953).

Fabuła tej ostatniej wydaje się dość prosta: oto nienazwany narrator, latynoski kompozytor mieszkający w USA, otrzymuje zlecenie od miejscowego muzeum. Ma pojechać do puszczy amazońskiej, by zdobyć eksponaty do kolekcji prymitywnych instrumentów. Podróżuje najpierw do dużego południowoamerykańskiego miasta, potem na prowincję i stopniowo zapuszcza się coraz głębiej w puszczę, tak jakby cofając się – co polski tytuł od razu sugeruje – w czasie, albowiem im głębiej w Amazonię, tym mniej cywilizacji. A wraz z zanikaniem oznak nowoczesnego życia, wszystko, ku zachwytowi podróżnika, staje się coraz autentyczniejsze: znika sztuczność i konwenanse; techniczne dogodności okazują się kagańcami, a wygodne życie jałową namiastką egzystencji.

Okładka książki Słowem: to kolejna wersja klasycznego mitu powrotu do natury, poszukiwania raju utraconego, czy ściślej – odebranego nam przez cywilizację. To opowieść o wielkim marzeniu wielu cywilizacji: by zrobić krok wstecz i odnaleźć ten mityczny spokój. Tylko czy to możliwe? Tu już trzeba sięgnąć po książkę, której piekielnie inteligentny finał powinien dać nam do myślenia.

Eksperymentalność „Podróży…” polega na tym, że jej treści, zdecydowanie bardziej pasujące do jakiegoś eseju, podane zostają w ściśle powieściowej formie i to naprawdę działa. Dzieło Carpentiera wpisuje się w nurt literatury podróżniczej – czy też: o podróży – i łączy pewną refleksyjność z zupełnie niesamowitym stylem.

Dalsze lektury

Okładka książki Owa trójca nie wyczerpuje oczywiście listy pisarskich osiągnięć Kubańczyka. Na pewno warto sięgnąć po jego opowiadania oraz po krótką powieść zatytułowaną „Pościg" (1956), w której Carpentier-muzyk spotyka się z Carpentierem-pisarzem: sensacyjna akcja trwa tu dokładnie tyle, ile wykonanie III Symfonii „Eroica” Beethovena; co więcej: tempo wydarzeń nawiązuje do tempa muzyki właśnie. Ciekawie czyta się „Szaleństwo i metodę" (1974), w której autor tworzy jedną z wielu w latynoskiej prozie postaci dyktatora, czy też ostatnią, poświęconą Kolumbowi powieść „Harfa i cień" (1979), acz przyznać trzeba, że późniejsze dzieła Carpentiera nie mają już takiej siły jak te wczesne. Być może dlatego, że po triumfie rewolucji Fidela Castro pisarz zaangażował się w kubańską politykę, pełnił różne ważne funkcje, a tak to często bywa, że jak ktoś za wygodnie się za biurkiem rozsiądzie, to mu iskra pisarska przygasa…

Tak czy inaczej: miejsce w historii literatury ma Alejo Carpentier zapewnione, warto też zapewnić mu kącik w domowej biblioteczce, bo to proza rzadkiej urody i zachęcająca, by inaczej spojrzeć na świat.

Alejo Carpentier

Alejo Carpentier added a new photo.


#czytamwdomu #kupujeksiazki 

Reklama

komentarze [11]

Sortuj:
37
23
27.04.2020 11:06

Nie wspomniał Pan o "Święcie wiosny" - opus magnum Carpentiera. Niewątpliwie jest to powieść najbardziej wymagająca, monumentalna, trudna (co dzisiaj niewybaczalne), mimo to przyjemność po lekturze jest z gatunku euforycznych. "Święto..." nie ma siły rażenia "Podróży....", ale też "Podróż..." nie ma ambicji bycia powieścią totalną, a "Święto..." tak. Nawet słabsze prace...

więcej

965
32
27.04.2020 10:24

Alejo Carpentier to pisarz, którego poznałem dzięki lokalnym bibliotekom. Harfa i cień, Wojna czasu oraz Eksplozja w katedrze to tytuły, które zostały wydane przez Czytelnika w ramach serii Nike jeszcze w...

więcej

0
0
26.04.2020 17:50

Rzadko zdarza mi się fizycznie odczuwać wędrówkę bohaterów książek. To mi się jednak przydarzyło przy "Podróży do źródeł czasu". "Eksplozja w katedrze" i "Królestwo z tego świata" były impulsami do poszukiwań informacji o rewolucji francuskiej i czasach napoleońskich na drugim końcu świata, a "Święto wiosny" to dla mnie książka o wielkiej miłości - miłości do tańca....

więcej

426
93
26.04.2020 12:47

Studiując iberystykę przebrnęłam przez wiele powieści iberoamerykańskich. Piszę "przebrnęłam", bo niektóre dosłownie były dla mnie męczące i niezbyt zrozumiałe, ale "Królestwo z tego świata" było czymś innym, intrygującym i ciekawym doświadczeniem, podobnie zresztą jak wspomniany wyżej Pedro Paramo. A od siebie dodam jeszcze, że moją ulubioną lekturą z tendencji realizmu...

więcej

2984
47
26.04.2020 15:43

Przepiórki w płatkach róży również należą do moich ulubionych książek, a z kobiecej, nieco lżejszej odmiany realizmu magicznego uwielbiam Isabele Allende i jej Dom duchów oraz Ewę Lunę.
Z mniej znanych książek - ciekawa jestem, czy zetknęłaś się z:
...

więcej

426
93
29.04.2020 19:13

Z książek, które Pani wymieniła znam jedynie Dom Duchów, ale bardzo dziękuję, po otworzeniu bibliotek z ciekawości wybiorę się i poszukam tych pozycji :) Pozdrawiam


2984
47
25.04.2020 21:28

Kupiłam w antykwariacie Podróż do źródeł czasu. Czas przypomnieć sobie tę magiczną podróż... (czytałam ją w latach 80-tych bodajże).


245
78
25.04.2020 19:58

Kompozytor z "Podróży..." mieszkał w USA? Muszę zdjąć książkę z półki, bo mi pamięć szwankuje. Zawsze też mi się wydawalo, że ostatnia powieść to "Święto Wiosny", a "Pościg" to opowiadanie z tomu 'Wojna czasów".

Z jednym nie mam wątpliwości: po Carpentiera warto sięgnąć!


245
78
28.04.2020 22:45

OK, weryfikacja przyniosła dwie zmiany w powyższych uwagach. "Święto wiosny" jest ostatnią powieścią A.C., Pościg nie jest częścią "Wojny czasów".

Co do miejsca zamieszkania kompozytora, na półce mam brak po "Podróży..." - podejrzewam, komu pożyczyłem.


2856
698
25.04.2020 19:36

Lubię prozę iberoamerykańską za jej odmienne spojrzenie na świat. Ponieważ nazwisko nie było mi obce, odnalazłam na półce "Eksplozję w katedrze". Zachęcona artykułem przesunę ją w bliższe rejony, aby przeczytać.


105
12
23.04.2020 09:15

Zapraszam do dyskusji.


zgłoś błąd