Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Puchatka 
matkapuchatka.pl
Uszczuplając: matka, żona, polonistka, edytor, surdopedagog, zwierzolub oraz głodna wrażeń maszyna do czytania. Puchatka od zawsze, ale waleczna. Czasem zdarza mi się spać.
kobieta, status: Czytelniczka, dodała: 7 książek i 9 cytatów, ostatnio widziana 1 dzień temu
Aktywności
2017-04-29 11:47:47
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
 
2017-04-29 11:47:36
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
 
2017-04-28 11:27:18
Ma nowego znajomego: Wera Klement
 
2017-04-27 19:09:03
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2017

Staszek traci najbliższych; sam ledwo uchodzi z życiem. Szybka decyzja o ucieczce – mimo bólu, obaw i porażającego strachu – pozwala mu wyjść z opresji cało, choć z olbrzymią, wciąż krwawiącą i bolesną raną w sercu. Nie ma już do czego wracać, nie ma już ludzi, których kochał, a jego umysł wciąż wypełniają obrazy okrutnej, barbarzyńskiej egzekucji na mieszkańcach spokojnej wsi.

Zemsta. Chęć...
Staszek traci najbliższych; sam ledwo uchodzi z życiem. Szybka decyzja o ucieczce – mimo bólu, obaw i porażającego strachu – pozwala mu wyjść z opresji cało, choć z olbrzymią, wciąż krwawiącą i bolesną raną w sercu. Nie ma już do czego wracać, nie ma już ludzi, których kochał, a jego umysł wciąż wypełniają obrazy okrutnej, barbarzyńskiej egzekucji na mieszkańcach spokojnej wsi.

Zemsta. Chęć wymierzenia sprawiedliwości. Potrzeba ratowania tych, którzy jeszcze pozostali. Stanisław nie chce być bierny, nie wyobraża sobie czekania na śmierć z rąk oprawców, a kiedy nic nie trzyma go już na miejscu, postanawia stawić czoła tym, którzy zasłużyli na śmierć – często kolegom z ławki szkolnej niemającym żadnych skrupułów, z lubością mordujących dawnych znajomych...

Staszek przyjmuje pseudonim "Len" (potem "Czart") i wraz z partyzanckim oddziałem "Pary" wyrusza w podróż po sprawiedliwość, by zabijać wrogów, ratując zagrożonych. Przeprawa to niekończąca się przygoda pełna niebezpiecznych akcji, sytuacji "bez wyjścia", działań bez litości. Partyzanci zmuszeni są do ciągłego kombinowania, manewrowania pomiędzy niemieckimi okupantami, ukraińskimi nacjonalistami i sowieckimi partyzantami. Nigdy nie wiadomo, z której strony nadejdzie zagrożenie, kto jest tu wrogiem, kto przyjacielem, komu można zaufać i czy sama misja "czyszczenia" jest jedynym wyjściem z tej sytuacji, czy to właściwe?

Kolejne trupy, bezwzględne egzekucje, strzały, rany, pogrzeby. W takiej rzeczywistości przyszło żyć bohaterom tej powieści. Co prawda przez większość czasu towarzyszymy w tej wędrówce przez piekło "Lenowi", ale poznamy też losy jego towarzyszy, a wplątane w rozmowy historie, często mrożą krew w żyłach. Śmierć jest bliska wszystkim.

Wojna nie pozostawia miejsca na sentymenty, wymusza zupełnie inne schematy działania i myślenia. Taką też "taktykę" przyjął Autor, podając czytelnikowi historię surową, szorstką i nieco pozbawioną emocji, chociaż nie permanentnie – znajdzie się tu malutkie miejsce na: smutek, miłość, przyjaźń i wyrzuty sumienia. Poznajemy historię walczących, nie opowieść o ich wielkim bólu. Dostajemy goły fakt, który pcha partyzantów do walki, ale z nieco uszczuploną warstwą uczuciową tej "podróży". Tło obyczajowe zostało nakreślone w sposób subtelny, nienachalny – jest jedynie zarysowane, co jednak pozwoliło na uwypuklenie akcji.

Wołyń. Bez litości to opowieść pełna akcji, niezwykle dynamiczna i oparta (w dużej mierze) na dialogach, którym towarzyszą opisy otoczenia. Tu niewątpliwie na uwagę zasługuje klimat lasu, który jawi się nam jako gąszcz niebezpieczeństwa. Surowe warunki, w których przyszło walczyć naszym bohaterom, robią wrażenie i budzą w nas ogrom współczucia dla walczących. Dostrzegamy trud, jaki wkładają w utrzymanie się przy życiu, często o głodzie, w zimnie i bez odpowiedniego zaplecza sanitarnego.

Wołyń. Bez litości na pewno nie jest książką, którą można polecić każdemu, ale wydaje mi się, że jeśli chcielibyście poczuć ten wołyński klimat - szorstki, surowy oraz prężny – to będziecie zadowoleni. Historia nie jest łatwa w odbiorze, na co wpływ ma ogrom przekazanych nam informacji, ale po czasie orientujemy się w sytuacji doskonale, dajemy się wkręcić w planowane manewry, potrafimy docenić pomysłowość bohaterów, ocenić (mniej więcej) ich zamiary. Powiem Wam, że historia podana w takiej powieściowej formie, trafia mocniej niż suche fakty. Co prawda nie mamy tu żaru emocji czy potoków wzruszeń, ale sugestywny sposób przedstawienia treści (np. pierwsza scena – czystki w domu Stacha) robi swoje – to działa i boli. Dystansujemy się do tej masakry, ale wciąż mamy świadomość ogromu ludzkiego cierpienia.

http://www.matkapuchatka.pl/2017/04/tu-nie-ma-miejsca-na-sentymenty-woyn.html

pokaż więcej

 
2017-04-25 15:35:08
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
 
2017-04-19 19:17:38
Została fanką autorki: Jodi Picoult
 
2017-04-19 13:51:58
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2017
 
2017-04-19 13:51:45
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2017
Autor:

Znacie już twórczość Jodi Picoult? Jeśli mieliście do czynienia z jej powieściami, z którąkolwiek z nich, to z pewnością wiecie, że ta kobieta potrafi wywrócić świat do górny nogami. Stawia przed czytelnikiem taki problem, którego nijak nie da się rozwiązać, a przy tym zwraca uwagę na sprawy, których się głośno nie mówi.

"Dla większości z nas wyraz "rasizm" jest synonimem wyrazu...
Znacie już twórczość Jodi Picoult? Jeśli mieliście do czynienia z jej powieściami, z którąkolwiek z nich, to z pewnością wiecie, że ta kobieta potrafi wywrócić świat do górny nogami. Stawia przed czytelnikiem taki problem, którego nijak nie da się rozwiązać, a przy tym zwraca uwagę na sprawy, których się głośno nie mówi.

"Dla większości z nas wyraz "rasizm" jest synonimem wyrazu "uprzedzenia". Ale rasizm to coś więcej niż dyskryminacja na podstawie koloru skóry. To również kwestia tego, w czyich rękach spoczywa władza instytucjonalna. Tworzy utrudnienia dla czarnych, białym z kolei wiele ułatwia. Ciężko dostrzec te ułatwienia, a co dopiero się do nich przyznać. I dlatego ta książka musiała powstać."

W "Małych wielkich rzeczach" autorka nas prowokuje, tak nakreślając sytuację, że nie sposób wskazać jednej, właściwej i konkretnej odpowiedzi. Połączenie uprzedzeń rasowych ze śmiercią dziecka nie może nieść prostych odpowiedzi.

"Małe wielkie rzeczy" to taka opowieść, która nie pozostawia nas obojętnymi. Z jednej strony mamy do czynienia z afroamerykańską pielęgniarką, która wprowadzi nas w swój świat – czasem aż trudno było mi uwierzyć, że mimo tego XXI wieku i wszechobecnej tolerancji, którą się szczycimy, kolorowych spotykają takie rzeczy. Z drugiej strony widzimy rodziców, którzy tracą dziecko – to chyba największa tragedia, z którą nie sposób dyskutować. A jednak tu podejmiemy dyskusję, bo czy mają prawo obwiniać kogoś za śmierć dziecka, tylko dlatego że są uprzedzeni? I ostatnia odsłona, czyli Kennedy, chyba mi najbliższa. Kobieta jak inne, która żyje, korzystając ze swoich praw, nie zdając sobie nawet sprawy z tego, że ktoś może takowych nie posiadać.

Jedno tragiczne zdarzenie odmieni losy tej trójki, ale też uzmysłowi wiele, bardzo wiele osobom z ich otoczenia. Ta sprawa poruszy opinię publiczną, chociaż przecież "lepiej o tym nie mówić", wprowadzi podziały, ale też zacieśni więzi, wywlecze na światło dzienne to, czego staramy się nie zauważać, czego nie chcemy widzieć, bo przecież nie jesteśmy rasistami...

Od tej historii trudno się oderwać. Nie znajdziecie tu pędzącej na łeb, na szyję akcji, ale doskonale zarysowane postacie, które przeprowadzą Was przez tę sprawę, pokazując swój punkt widzenia (narracja jest zróżnicowana, a przy tym pełna odniesień do przeszłości bohaterów). Szczerze, z wyczuciem i z drugiej strony – tam, gdzie to było potrzebne, nie obeszło się bez mocnego tąpnięcia.

Co jeszcze? Warto zaznaczyć, że Picoult potrafi odpowiednio budować napięcie, a przy tym każdy rozdział przynosi nowy materiał do przemyśleń. Autorka po prostu obraża wszystko, co większość chce ukryć, ale robi to w naprawdę dobrym stylu i, co ważne, ocenę pozostawia nam. Nie ma tu jednak łatwych decyzji. Kiedy już myślimy, że wszystko wiemy, że to dla nas jasne i jesteśmy pewni, w jaki sposób skończy się ta historia, autorka wytacza potężne działo i burzy to, co udało nam się do tej pory poskładać.

"Małe wielkie rzeczy" dotykają niesamowicie ważnej tematyki w sposób ciekawy, szczery (autorka zrobiła porządny research) i niekonwencjonalny – to cieszy najbardziej. To wszystko w połączeniu z potężną dawką emocji (sceny w szpitalu rozklejają) tworzy niesamowity obraz, któremu warto poświęcić dłuższą chwilę. Mądra, wartościowa i rozbrajająca opowieść o miłości i nienawiści.

pokaż więcej

 
2017-04-19 13:51:18
Ma nowego znajomego: Magda
 
2017-04-19 13:51:01
Ma nowego znajomego: mad28
 
2017-04-14 22:08:47
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2017
Autor:

Minimalizm stał się ostatnio bardzo modny. Te wszystkie poradniki, które pokazują czytelnikom na całym globie, że mniej znaczy więcej, a oczyszczając przestrzeń wokół siebie, oczyszcza się swoje wnętrze. Ja tam nigdy minimalistką nie byłam i chyba nie potrafiłabym z wielu rzeczy zrezygnować, ale sama idea brzmi dla mnie całkiem sensownie, chociaż może nie w tej mocno zaawansowanej wersji.

...
Minimalizm stał się ostatnio bardzo modny. Te wszystkie poradniki, które pokazują czytelnikom na całym globie, że mniej znaczy więcej, a oczyszczając przestrzeń wokół siebie, oczyszcza się swoje wnętrze. Ja tam nigdy minimalistką nie byłam i chyba nie potrafiłabym z wielu rzeczy zrezygnować, ale sama idea brzmi dla mnie całkiem sensownie, chociaż może nie w tej mocno zaawansowanej wersji.

Dlaczego o tym wspominam? Z taką przestrzenią wolną od wszelkich zbytków, z motywem oczyszczenia wnętrza w wyniku rezygnacji z rzeczy, które łączą z przeszłością, mamy do czynienia w "Lokatorce". Wierzcie mi, że nawet zaawansowany minimalizm to przy tym mały pikuś. Przestrzeń – dom przy Folgate Street 1 – nie jest jakimś tam przejawem minimalizmu; to poziom hardcore!

W niezwykłej budowli – czystej, białej, gładkiej i wysoko zaawansowanej technicznie przestrzeni – historia lubi się powtarzać, a przynajmniej pewne jej elementy dają złudzenie łudząco podobnych. Tu przeszłość Emmy łączy się z teraźniejszością Jane. Obie zwabione niesamowitym urokiem tego miejsca i zafascynowane sylwetką jego projektanta, uznają, że dom może je zmienić, pomoże wrócić na dobre tory, zapomnieć o tym, co boli i da upragnione poczucie bezpieczeństwa.

Sprawa wynajmu nie jest taka prosta, ponieważ zainteresowani muszą zgodzić się na spełnienie długaśnej listy warunków (m.in. zakazu trzymania w domu książek, zgody na monitorowanie swojego "samopoczucia" czy sprzątania – za każdym razem, wszystkiego, łącznie z wycieraniem płytek po kąpieli, do sucha!), do tego wypełnić formularz zgłoszeniowy, który zawiera niezwykle intrygujące pytania dotyczące ogólnego sposobu myślenia, ale też nieco bardziej osobistych spraw. Formularz wraz z kompletem trzech zdjęć to dopiero początek, potem Edward – ekscentryczny technominimalista – zaprasza na rozmowę kwalifikacyjną. Nielicznym udaje się przejść wszystkie etapy rekrutacji, ale tylko niektórzy potrafią się potem dostosować do wymagań tego domu.

To jednak nie wszystko, bo przecież nie byłoby zabawy, gdyby chodziło jedynie o dom. W Lokatorce znajdziecie mroczne tajemnice, morderstwo a może samobójstwo, może nawet kilka? Sekrety ślizgają się po gładkiej powierzchni ścian, ścieląc gęsty dywan na krystalicznie czystej podłodze. Lekturze towarzyszy napięcie, chęć rozwikłania zagadki i niewyjaśniony niepokój – niby wszystko jest widoczne jak na dłoni, a jednak lekka rysa na szkle powiększa się z prędkością światła. Kiedy już myślimy, że w końcu wszystko wiemy, że udało nam się rozwiązać sprawę i poznać każdą tajemnicę mieszkańców Folgate Street 1, okazuje się, że byliśmy w błędzie. Już pomijam fakt, że sam dom również kryje w sobie sekret, a i nie obejdzie się bez męskich "potyczek" – w końcu samiec alfa może być tylko jeden.

Otworzyłam, zaczęłam czytać i przepadłam. Nawet nie wiem, kiedy pochłonęłam pierwsze sto stron. Potem kolejne i następne. Z przykrością dotarłam do końca, bo tak mi się to dobrze czytało!

Napięcie i niezwykły klimat domu w połączeniu z mrocznymi tajemnicami i nietypową sylwetką architekta dają doskonałe podstawy do porządnego zaczytania.

Czy polecam? Oczywiście i to z czystym sumieniem. "Lokatorka" to niesamowicie wciągająca opowieść, która paraliżuje klimatem, kusi sekretami i trzyma w napięciu – to niesamowite, że tak czysta przestrzeń może budzić tak dziwne emocje i obciekać takim "ludzkim brudem". Jeśli lubicie thrillery psychologiczne – pełne tajemnic i niedopowiedzeń historie rozgrywane w intrygującej przestrzeni z udziałem interesującymi postaci – ta książka sprawdzi się wyśmienicie.

Po więcej zapraszam tu: http://www.matkapuchatka.pl/2017/04/eksperyment-z-zycia-lokatorka-jp.html

pokaż więcej

 
2017-04-14 10:04:55
Ma nowego znajomego: White_Rose
 
2017-04-14 09:42:14
Ma nowego znajomego: Gostia
 
2017-04-14 09:41:57
Ma nowego znajomego: Krasnalek
 
2017-04-13 23:55:27
Ma nowego znajomego: Iwona
 
Moja biblioteczka
1103 225 1588
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (113)

Ulubieni autorzy (7)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (6)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd