Kyou 
papierowemiasta.blogspot.com
Z chęcią poznaję Wasze opinie o przeczytanych przeze mnie książkach. Zapraszam na bloga, gdzie możemy popisać! :3
22 lat, kobieta, status: Czytelniczka, dodała: 19 książek i 92 cytaty, ostatnio widziana 21 godzin temu
Teraz czytam
  • Magia Wskrzesza
    Magia Wskrzesza
    Autor:
    Atlanta to miasto dręczone przez magiczne problemy. Najemniczka Kate Daniels i Curran, Władca Bestii borykają się z rozdzierającym serce kryzysem. Niezdolne do kontrolowania swoich bestii dzieci Grom...
    czytelników: 668 | opinie: 31 | ocena: 8,38 (353 głosy) | inne wydania: 1

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-08-16 15:25:39
Dodała książkę na półkę: Teraz czytam, ○ 2018 ○, ♥ Kindle ♥
Cykl: Kate Daniels (tom 6)
 
2018-08-16 15:21:29
Cykl: The Illuminae Files (tom 2)
 
2018-08-16 10:16:39
 
2018-08-11 19:10:55

Po przeczytaniu Córek Wawelu obiecałam sobie, że za kolejną książkę Anny Brzezińskiej również sięgnę. Moje pierwsze spotkanie z tą autorką było niesamowicie udane i powiedzieć, że się zakochałam, to jakby powiedzieć, że Adolf Hitler lekko się pogubił. Byłam bardzo podekscytowana, gdy dostałam przedpremierowy egzemplarz i od razu zabrałam się za czytanie. I już wtedy uderzyła mnie jedna... Po przeczytaniu Córek Wawelu obiecałam sobie, że za kolejną książkę Anny Brzezińskiej również sięgnę. Moje pierwsze spotkanie z tą autorką było niesamowicie udane i powiedzieć, że się zakochałam, to jakby powiedzieć, że Adolf Hitler lekko się pogubił. Byłam bardzo podekscytowana, gdy dostałam przedpremierowy egzemplarz i od razu zabrałam się za czytanie. I już wtedy uderzyła mnie jedna kwestia, przez którą nie mogłam wciągnąć się w Wodę na sicie i ciągnęła mi się ona niemiłosiernie.

Tym razem Anna Brzezińska dała popłynąć wyobraźni i nie zabrała nas znowu na dwór Jagiellonów - szkoda - ani na żaden inny. Stworzyła ona krainę całkowicie fantastyczną, wzorowaną na renesansowej Italii, a cała akcja toczy się jedynie w lochach Inkwizycji i trwa około dwóch lat, ale równocześnie poznajemy praktycznie całe życie głównej bohaterki, czyli oskarżonej o bycie czarownicą i wygnanej z miejskiej społeczności La Vecchi. Kobieta nie miała łatwego życia. Nigdy nie poznała ojca, jej matka zajmowała się sprzedawaniem swojego ciała, a młodsi bracia zostali od niej odcięci i została pozostawiona sama sobie. Została zatrzymana pod zarzutem uprawiania czarnej magii i od tamtej pory ciągle jest przesłuchiwana i przepytywana, a często i poddawana torturom.

Największym minusem tej książki jest to, że nie uświadczymy tu ani jednego dialogu. Losy bohaterki poznajemy czytając sprawozdania z jej przesłuchań i spisane zeznania, przez co dostajemy jedynie jej wersję wydarzeń i nie wiemy, czy to, co opowiada, jest w ogóle prawdą. Chociaż poszczególne protokoły są dosyć krótkie, a na ich początku i końcu dostajemy informacje, w jakich warunkach i czasie je spisano, to jest to dosyć męczący sposób poznawania czyjejś historii. Brakowało mi tu rozmów. Czegoś, co czyta się szybciej, przy czym akcja przyspiesza. Po skończeniu czytania Wody na sicie doceniłam ten sposób narracji, jednak dużo bardziej wolałabym, by przebiegała ona tak, jak w Córkach Wawelu.

"Cóż, nawet kurtyzanom zdarza się zostać wystrychniętymi na dudka przez zręczniejszego od nich franta, bo tak już jest, że choćbyś sam wypowiedział tysiące kłamstw, prędzej czy później ulegniesz czyimś słodkim łgarstwom, a czyż wszyscy nie pragniemy w nie wierzyć?"

La Vecchia jako narratorka jest okropna, przynajmniej w moim odczuciu. Widocznie stara się wzbudzić litość, co jest zrozumiałe w jej położeniu, jednak ja nie przepadam za takimi bohaterkami. Nie można zaprzeczyć, że jest ona już w dosyć podeszłym wieku, została mocno doświadczona i zdeptana przez los, a teraz musi znosić tortury i przesłuchania, więc na pewno ciężko by jej było zachować ciągłą odwagę i butę, którą często dostajemy od wszystkich młodych postaci w książkach, ale brakło mi tutaj tego. Miałam dość tego, jak La Vecchia płaszczy się przed inkwizytorami i niewiedzy, czy w ogóle to, co opowiada, miało naprawdę miejsce. Ta irytacja towarzyszyła mi przy lekturze praktycznie cały czas, więc nie mogę uznać Wody na sicie za coś lekkiego i przyjemnego. Jeśli dodamy do tego, jak bardzo mi się ta książka dłużyła...

Anna Brzezińska próbowała odtworzyć styl, w jakim mówili i pisali w tamtych czasach ludzie, przez co całość jest napisana bardzo kwieciście i to męczy, jeśli poświęcamy Apokryfowi czarownicy więcej czasu. Niekiedy ciężko jest połapać się, o co w ogóle bohaterce chodzi, ona często zaprzecza sama sobie, przez co Woda na sicie to jeden wielki chaos, co każdy mężczyzna przypisałby faktowi, że narratorką jest kobieta. Może i coś w tym jest, bo La Vecchia to starsza osoba, bardzo niepoukładana, zapewne niejednokrotnie zmieniająca zdanie na temat tego, co powinna powiedzieć. Nie przepadam za czymś takim, dla mnie organizacja i jedna wersja wydarzeń to coś bardzo istotnego.

"(...) smutki, które musimy najgłębiej ukrywać, odciskają w nas najsilniejszy ślad."

Podsumowując... Nie mam zielonego pojęcia, co o Wodzie na sicie sądzić. Oczekiwałam czegoś niesamowitego, przez co się gorzko zawiodłam. Jeśli ktoś oczekuje czegoś innego niż Córki Wawelu i wszystkie inne tego typu historie, to z całą pewnością po tę historię może sięgnąć. Jeśli jednak lubicie żwawą akcję, to tutaj tego nie dostaniecie. Nie ma też postaci, do której można się przywiązać i po zakończeniu mogę tylko powiedzieć, że no dobrze, może być. Nic specjalnego. Kilka zmarnowanych dni na przedzieranie się przez brednie, które wychodzą z ust La Vecchi. Zdarza się.

pokaż więcej

 
2018-08-06 20:04:30
Cykl: Cykl o Nikicie (tom 3)
 
2018-08-04 09:25:10
Cykl: Cykl o Nikicie (tom 2) | Seria: Imaginatio [SQN]
 
2018-08-04 09:23:47
Cykl: Cykl o Nikicie (tom 1) | Seria: Imaginatio [SQN]
 
2018-08-01 13:53:53
Autor:
 
2018-08-01 13:49:58
Autor:
Cykl: Wojna Lotosowa (tom 3)

Lekko ponad tydzień temu, kiedy opowiadałam Wam, że krótko po Bratobójcy mam zamiar zabrać się za Głoszącą kres trochę sama sobie nie wierzyłam. Chęci chęciami, ale wszyscy wiemy, jak to z nimi jest. Sama jestem zaskoczona, że naprawdę udało mi się po tę cegiełkę chwycić i tak szybko ją przeczytać. Co więcej jestem naprawdę zakochana w tym, jak Jay Kristoff tę trylogię zakończył, chociaż... Lekko ponad tydzień temu, kiedy opowiadałam Wam, że krótko po Bratobójcy mam zamiar zabrać się za Głoszącą kres trochę sama sobie nie wierzyłam. Chęci chęciami, ale wszyscy wiemy, jak to z nimi jest. Sama jestem zaskoczona, że naprawdę udało mi się po tę cegiełkę chwycić i tak szybko ją przeczytać. Co więcej jestem naprawdę zakochana w tym, jak Jay Kristoff tę trylogię zakończył, chociaż złamał mi serce w tylu miejscach, że powinnam go pozwać za narażanie życia mojego i nienarodzonego dziecka, które już połowę dziewięciu miesięcy we mnie siedzi. Słyszałam tysiące opinii, że Wojna Lotosowa to jedna z serii, które na zawsze zostają w człowieku, od których nie można się oderwać. Do tej chwili nie mogłam się z tym zgodzić. Dwa pierwsze tomy były dobre, acz zawiodły mnie, bo nie tego od nich oczekiwałam. Teraz Głosząca kres okazała się być w stu procentach taka, jaka powinna być i jak powinno wyglądać zakończenie cyklu.

Rebelia Kage jest zagrożona nie tylko ze względu na najgroźniejszą broń, jaką kiedykolwiek stworzyła Gildia, czyli Miażdżyciela. Kage trawią wewnętrzne konflikty, którym nie sposób jest sprostać, gdyż wynikają z chęci zemsty i uprzedzeń. Yukiko nie czuje się na siłach, by ratować cały kraj - szczególnie po zdradzie Kina - jednak walczyć musi nie tylko o swoje życie, ale również o te dwa, które z dnia na dzień rosną coraz bardziej wewnątrz niej. Buruu stara się zadbać o ich bezpieczeństwo, ale co, gdy trzeba poświęcić za dużo?

Zaczynając czytanie Głoszącej kres dużo oczekiwałam od autora. Ciężko jest zakończyć w sposób spektakularny a zarazem wystarczający tak dużo wątków. Wiele razy spotkałam się z książkami, w których ich twórcy temu zadaniu nie podołali. Tym razem - chociaż Kristoff złamał mi serce - ta końcówka jest jak najbardziej wynikająca z przebiegu wszystkich części i satysfakcjonująca. Nie ma wojny bez ofiar, a dość już mam opowieści, w których główni bohaterowie mają na stałe przyczepioną łatkę osoby nieśmiertelnej. W Wojnie Lotosowej autor złamał ten schemat. W tej bitwie cierpią wszyscy, nikt nie wyjdzie z niej bez blizn.

"Ludzie niczego nie uczą się z historii. A przynajmniej nie ci, którzy się liczą."

Yukiko w tej części staje się powoli osobą dorosłą, jednak jej podejście do życia jest bardzo specyficzne, przez co nawet teraz nie wiem co mam o niej myśleć. Jej chęć do poświęceń jest wręcz niezdrowa. Chyba jeszcze nigdy nie spotkałam bohatera, który by z taką chęcią szedł na śmierć - co dziwniejsze nie sam - usprawiedliwiając się dobrem setek tysięcy. Brakowało mi tutaj instynktu macierzyńskiego, jakiejś potrzeby chronienia potomstwa, którą mieli wszyscy dookoła, tylko nie ona. Chociaż jestem w stanie zrozumieć, że ta ciąża nie była planowana, ojciec dziecka powinien ginąć w męczarniach, to i tak jakieś uczucia powinny w Yukiko zakiełkować, a ona bez większych zahamowań planowała śmierć i swoją i dzieci. Najbardziej lubiłam jednak momenty, w których towarzyszyliśmy jej, gdyż ona równa się Buruu, a ich relacja - choć mocno zmoralizowana - podobała mi się najbardziej.

Inni bohaterowie też przechodzą swoiste zmiany, co jest najbardziej zauważalne w przypadku Hany. Jej losy interesowały mnie nawet troszkę mocniej niż te Yukiko, bo ona jest postacią zdecydowanie logiczniejszą i potrafi podejmować dobre decyzje, nie kierując się tylko myślami jak umrę to wszystkich uratuję. Jest to jedna z moich ulubionych postaci Wojny Lotosowej i cieszy mnie to, jak dla niej skończyła się ta historia. Autor nie trzymał jej pod kloszem i naprawdę dużo straciła, a mimo to została silna, przez co jest dla mnie pewnego rodzaju wzorcem do naśladowania. Zawsze można znaleźć coś, co podtrzyma nas na duchu i nie pozwoli utonąć.

"OPOWIEŚCI NIE SĄ DO KOŃCA PRAWDZIWE. NIE SĄ DO KOŃCA SPRAWIEDLIWE."

Cieszę się, że Jay Kristoff skupił się tutaj na arashitorach i przeszłości Buruu, która mnie bardzo nurtowała po przeczytaniu Bratobójcy. Kiedy dowiadujemy się o nich więcej wszystko nabiera sensu i na bohaterów patrzy się już zupełnie inaczej. To, co przeszły tygrysy gromu i co musiały znosić bolało mnie i przypiekało żywym ogniem. Autor nikogo nie oszczędza, ale tym stworzeniom dał mocno w kość, na co każdy empatyczny człowiek zareaguje pełnym oburzeniem. Buruu jak i pozostałe tygrysy to wspaniałe istoty i to dla nich w pewnym momencie czytałam ten cykl. Kiedy śledziłam rozmowy Yukiko czy innych z arashitorami nie podobał mi się tylko fakt, że Kristoff w ich myśli wplatał same przesłania i pouczenia dla ludzi, co wydawało mi się bardzo nieprawdopodobne i zwyczajnie nie na miejscu.

Mitologia japońska w tym tomie osiąga prawdziwe apogeum. Podobnie jak technologia. Wciąż nie mogę zrozumieć, jak autor wpadł na pomysł połączenia tych dwóch kwestii, ale wyszło mu to całkiem dobrze. Nie niesamowicie - mimo wszystko wciąż nie przepadam za fantasy tego typu, jednak w Głoszącej kres jestem zakochana tak mocno, jak się tylko da. Czego - po przeczytaniu Tancerzy burzy - ani trochę się nie spodziewałam. Pełno tutaj zwrotów akcji, walk, śmierci. Łzy podczas lektury leją się z człowieka strumieniami, a serce będzie na pewno bolało mnie jeszcze bardzo długo. Wychodzi na to, że musiałam przebrnąć przez dwa pierwsze tomy, żeby zachwycić się zakończeniem tej trylogii. No i to tysięczny wpis na tym blogu...

pokaż więcej

 
2018-07-27 20:42:24
Cykl: Czarne Światła (tom 1)

Odkąd przeczytałam początkiem roku Szamankę od umarlaków i Demona Luster gdzieś tam z tyłu głowy miałam chęć przeczytania Łez Mai. Wstyd się przyznać, jednak już dawno dostałam egzemplarz przedpremierowy tej książki, jeszcze od Fabryki Słów i nigdy nie udało mi się za niego zabrać. Nie jestem nawet pewna dlaczego, jednak teraz - już po lekturze - bardzo się cieszę, że tak odwlekałam to w... Odkąd przeczytałam początkiem roku Szamankę od umarlaków i Demona Luster gdzieś tam z tyłu głowy miałam chęć przeczytania Łez Mai. Wstyd się przyznać, jednak już dawno dostałam egzemplarz przedpremierowy tej książki, jeszcze od Fabryki Słów i nigdy nie udało mi się za niego zabrać. Nie jestem nawet pewna dlaczego, jednak teraz - już po lekturze - bardzo się cieszę, że tak odwlekałam to w czasie. Tamten cykl, od którego rozpoczęłam przygodę z autorką, trafił w mój gust w stu procentach. Poczucie humoru pobiło Martę Kisiel, historia wciągnęła mnie niczym 1800 Jeśli widziałeś zadzwoń czy Pośredniczka, Meg Cabot. Nigdy nie ukrywałam, że to w tamtych młodzieńczych czasach literatura robiła na mnie największe wrażenie, a to były pierwsze książki paranormal romance, od których rozpoczęła się moja przygoda z czymś innym niż obyczajówki. Dopiero Szamanka od umarlaków przypomniała mi tamte uczucie i sprawiła, że pokochałam autorkę całym serduszkiem. Łzy Mai zaś to historia już całkiem inna i gdybym zaczęła twórczość Martyny Raduchowskiej od niej pewnie nie doceniłabym jej i po kolejne książki nie sięgnęła.

Lata 30. XXI wieku. Świat mocno rozwinął się technologicznie i nie można od zaawansowanej technologii uciec. Człowieka można dowolnie ulepszać, sztuczne organy, wszczepy do mózgu czy wszelkie implanty są na porządku dziennym. Jednak nigdy nie było nic za darmo i nie będzie. Tylko naprawdę bogatych stać na te wszystkie dodatki, co sprawia, że tylko oni mogą brać udział w wyścigu szczurów i zdobywać jeszcze większy majątek. Powiększa to jedynie rozłam między warstwami społecznymi i nie ma już klasy średniej. Ratunkiem dla uboższych jest reinforsyna, umiejętności w pigułce. Szybko okazuje się jednak, że jej twórcy wcale nie myślą o dobru najbiedniejszych, co wywołuje zamieszki i Bunt. Jared Quinn wylądował w samym ich środku, co prawie przypłacił życiem. Stracił wtedy wszystkich współpracowników z wydziału zabójstw, w którym pełni funkcję porucznika. Po trzech latach śpiączki i ciężkich operacji w końcu może powrócić do pracy, jednak ma zasady: żadnych replikantów w zespole, żadnych androidów, żadnych cyborgów. Nie po tym, jak w czasie Buntu zdradziła go własna replikantka, Maya. A w New Horizon pojawia się morderca, który doskonale wie, jak dać prztyczka w nos policyjnej technologii. Czas wrócić do staromodnych metod.

Początkowo nie mogłam się odnaleźć w tej nowej rzeczywistości. Wiedziałam, że będzie mi ciężko - nie przepadam za książkami, które dzieją się w zaawansowanej technologicznie przyszłości. Dużo lepiej znoszę podróże w przeszłość. Kiedy zaczynamy poznawać całą historię przeskakujemy z wydarzenia do wydarzenia, z przeszłych wydarzeń do teraźniejszych, do minionych rozmów, wcześniejszych obietnic. Miesza to w głowie dość mocno, gdyż skaczemy przy okazji też po bohaterach, co na początku może naprawdę w głowie pomieszać. Kiedy już uporządkowałam sobie całą sytuację społeczną, życie Jareda i wszystkie postaci było mi już dużo łatwiej poruszać się po New Horizon i zaczęłam czerpać z tego przyjemność, a nie jedynie zmęczenie.

"Technologia uzależnia. I upośledza."

Jared Quenn jest bardzo ciekawą postacią. Jedną z tych, które się w kryminałach często pojawiają i których nie da się nie lubić. Po ciężkich przejściach, dyszący nienawiścią do obecnego porządku świata, będący jego nieodłączną częścią z powodu operacji, które musiał przejść. Jego szczera niechęć do androidów i operacji, którym poddaje się każdy, którego na to stać, była dla mnie całkowicie zrozumiała. Sama pewnie czułabym się nieswojo, gdybym obudziła się za trzy lata, kiedy wszystko rozwinęło się i zmieniło. Towarzyszenie mu w spotkaniach u terapeutki czy podczas prowadzonego śledztwa bardzo mi się podobało i chyba tylko dla niego czytałam Łzy Mai w momencie, gdy jeszcze niczego nie rozumiałam. Oprócz niego w oczy rzuca się też Uma Haskel, czyli nowa partnerka Reda w służbie prawu. Od razu jej lojalność skojarzyła mi się z relacją Johna Watsona z Sherlockiem Holmesem i to wzbudziło moją sympatię. Również bardzo mocno ją polubiłam i mam nadzieję, że spotkam tę dwójkę znowu w kolejnym tomie.

Pojawia się tutaj też tytułowa Maya. Występuje najczęściej we wspomnieniach Reda i w retrospekcjach z przeszłości i to właśnie tam mamy okazję ją poznać. Nie jest to zbyt obiektywny obraz, bo zabarwiony szczerym gniewem i nienawiścią mężczyzny, jednak jest to osoba bardzo interesująca i do samego końca chciałam dowiedzieć się, dlaczego autorka swoją książkę nazwała tak, a nie inaczej. Całe szczęście, że bardzo łatwo zrozumieć to i nie trzeba zbyt dokładnie wgłębiać się w treść by wszystko pojąć. Świat również zwraca na siebie uwagę, bo nigdy wcześniej nie spotkałam się z podobnym. Kojarzy mi się trochę z cyklem o Kate Daniels, acz nie mam pojęcia dlaczego, gdyż wizje przyszłości Raduchowskiej i Andrews bardzo się od siebie różnią. Być może chodzi tu o to, że w obydwu światach bardzo dobrze się odnajduję, co jest dziwne ze względu na moją niechęć do urban fantasy.

Sytuacja społeczna Łez Mai to chyba największy plus - obok świata - tej serii. Jest ona bardzo spójna oraz logiczna, gra w samej historii ogromną rolę i czytelnik jest w stanie przyjąć ją jako realną bez żadnego wahania. Nie zdziwiłabym się, gdyby świat zmierzał właśnie w tym kierunku. Nie tylko to ma jednak znaczenie w tej książce. Liczy się tutaj też sama sprawa kryminalna, która jest skomplikowana i wciąga. Ciekawa byłam, kto jest sprawcą i jaki kieruje nim motyw, bo nie jest to zbrodnia, która w świecie wykreowanym przez autorkę byłaby czymś normalnym. Mamy tutaj styczność z tak wielką anomalią, że kiedy już wchodzimy w nią, to nie sposób się oderwać.

Jeszcze w tym roku podobno ma pojawić się kontynuacja i jestem pewna, że również po nią sięgnę. Łzy Mai różnią się od Szamanki od umarlaków praktycznie wszystkim, nie ma tutaj tego poczucia humoru, który tak polubiłam u autorki, romansu ani magii. Ciężko wręcz uwierzyć, że obie serie napisała ta sama osoba, jednak oryginalność obu dobrze świadczy o autorce. Będę czytać każdą książkę, która wyjdzie spod pióra Martyny Raduchowskiej, bo ma ona tak dużo do zaoferowania, że z pewnością zaskoczy mnie jeszcze niejednokrotnie.

pokaż więcej

 
2018-07-24 18:39:21
Autor:
Cykl: Kwartet klimatyczny (tom 2)
 
2018-07-24 17:35:31
 
2018-07-24 17:34:52
Autor:
Cykl: Wojna Lotosowa (tom 2)

Wojna Lotosowa to seria obecnie bardzo popularna. Teraz praktycznie każdy czyta Tancerzy burzy i kolejne tomy, gdyż na rynku pojawiła się niedawno część trzecia, czyli zakończenie tej trylogii. Ja bardzo sporo oczekiwałam od książek Jaya Kristoffa, jednak po lekturze tomu pierwszego za Bratobójcę zabrać się nie mogłam, bo Tancerze burzy zawiedli. Nie tego się po nich spodziewałam i... Wojna Lotosowa to seria obecnie bardzo popularna. Teraz praktycznie każdy czyta Tancerzy burzy i kolejne tomy, gdyż na rynku pojawiła się niedawno część trzecia, czyli zakończenie tej trylogii. Ja bardzo sporo oczekiwałam od książek Jaya Kristoffa, jednak po lekturze tomu pierwszego za Bratobójcę zabrać się nie mogłam, bo Tancerze burzy zawiedli. Nie tego się po nich spodziewałam i rozczarowałam się brutalnie. Świat stworzony przez autora jest bardzo skomplikowany pod względem polityki, społeczności czy chociażby mitologii, dlatego wydawało mi się, że niedługo po części pierwszej zabiorę się za drugą. Minęło kilka miesięcy i udało mi się po nią sięgnąć. Moje zdanie o tej trylogii nie uległo zmianie - ma sporo do zaofiarowania, a jednak czegoś wciąż brakuje.

Nad Imperium Shimy unosi się groźba wojny domowej. Po zabójstwie szoguna pojawili się kandydaci do przejęcia władzy, a rebelianci Kage chcą zapobiec posadzeniu na tronie kogoś nieodpowiedniego. Gildia Lotosu knuje, żeby ich kandydat wygrał, a on pragnie jedynie śmierci Yukiko. Dziewczyna po śmierci ojca jest zrozpaczona, ale nie może zmusić się do uronienia łez i opłakania go. Wie, że ona i jej tygrys gromu mają sporo do zrobienia i nie ma czasu na użalanie się nad sobą, więc spędza czas w siedzibie Kage próbując nie stracić do końca kontroli nad Przenikaniem, co kosztuje ją wiele wysiłku i bólu...

W Bratobójcy skupiamy się na dużej ilości postaci, co z jednej strony bardzo mi się podobało, z drugiej często wolałam po prostu towarzyszyć Yukiko i Buuru, chociaż fakt, że główne skrzypce gra tutaj Hana przypadło mi do gustu. Jest ona dziewczyną pracującą w pałacu i pełni obowiązki, przez które nikt nie zwraca na nią uwagę. Jest na tak niskim poziomie drabiny społecznej, że budzi wręcz obrzydzenie. W chwili obecnej cieszy ją jednak brak zainteresowania jej osobą, gdyż może zająć się tym, po co dołączyła do Kage - szpiegowaniem i zdobywaniem informacji. Im bliżej ją poznawałam, tym bardziej ją lubiłam i nie mogę już doczekać się chwili, aż sięgnę po Głoszącą kres. Dar i pochodzenie dziewczyny jest dla mnie tajemnicą i chcę się dowiedzieć o niej wszystkiego. Ona jest powodem, dla którego już niedługo po zakończenie tej trylogii sięgnę.

"POŻEGNANIE WYMAGA ODWAGI. SPOJRZENIA NA COŚ, CO SIĘ STRACIŁO, I PRZYZNANIA PRZED SAMYM SOBĄ, ŻE TO JUŻ NIE WRÓCI. NIEKTÓRE ŁZY SĄ Z ŻELAZA."

Mamy tutaj też bohaterów, o których nie będę wspominać, by nie ominął Was element zaskoczenia. Dla mnie mało satysfakcjonujące były kwestie, które rozgrywały się w pałacu szoguna. Rozumiem, że potrzebna była nam ta perspektywa, jednak równocześnie nudziły mnie tamte wydarzenia, a coraz więcej pojawiających się wątków przytłaczało. Gdyby Jay Kristoff ograniczył ilość bohaterów, z perspektywy których obserwujemy świat, Bratobójca byłby książką mniej chaotyczną i nie nudziłaby mnie tak mocno, jak czasami miało to miejsce. Podobało mi się wyjaśnienie alkoholizmu ojca Yukiko i poznawanie przeszłości Hany i Yoshiego, jednak niektórych rzeczy było za dużo i nie wiem, jak autor ma zamiar zamknąć w sposób zadowalający ten cykl, jednak będzie to z pewnością bardzo trudne zadanie. Obawiam się, że zmiana planów i stworzenie tetralogii w tym wypadku byłoby dobrą decyzją. Świat Wojny Lotosowej wymknął się spod kontroli i za bardzo rozrósł.

Poświęciłam Bratobójcy naprawdę sporo czasu. Z tymi książkami mam taki problem, że ciężko jest mi zmotywować się do czytania i cały czas coś mnie rozprasza. Przekładałam tę pozycję z miejsca na miejsce, zabierałam ze sobą za każdym razem, gdy się gdzieś wybieraliśmy - nawet na Śląsk, skąd jest to zdjęcie - a kończyło się na tym, że nawet nie wyciągałam jej z torby. Brakuje Wojnie Lotosowej jakiegoś pierwiastka, który by nie pozwolił mi przerwać lektury. Chociaż pełno tutaj akcji, a nawet momentów, które sprawiły, że łzy płynęły mi ciurkiem, to ta jedna kwestia, której nie potrafię nazwać, cały czas mnie dręczyła jak malutka drzazga pod paznokciem.

"DOKĄD ODEJDZIE TWÓJ LUD, GDY CAŁĄ SWOJĄ ZIEMIĘ OBRÓCI W POPIÓŁ?"

Gdyby mnie ktoś zapytał dlaczego wciąż brnę w ten cykl, skoro nie jestem zachwycona i kilka rzeczy bym w nim zmieniła, odpowiedziałabym, że dla daru Przenikania i Buuru, a także tego, jak potoczą się losy Hany. Podobno Głosząca kres łamie serce, więc ciekawa jestem tego, jak Kristoff rozwiąże ten natłok wątków. Już w tej części niektóre wydarzenia sprawiły, że miałam ochotę Bratobójcą rzucać, a obawiam się, że jeśli trzeci tom również wywołuje takie emocje, to osoby znajdujące się w moim pobliżu podczas lektury mogą zginąć przez uderzenie grubą książką.

pokaż więcej

 
2018-07-23 17:22:53
Ma nowego znajomego: Margaret
 
2018-07-23 17:22:51
Ma nowego znajomego: Aneta
 
Moja biblioteczka
1828 918 7653
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (202)

Ulubieni autorzy (129)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (443)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd