Kyou 
papierowemiasta.blogspot.com
Z chęcią poznaję Wasze opinie o przeczytanych przeze mnie książkach. Zapraszam na bloga, gdzie możemy popisać! :3
22 lat, kobieta, status: Czytelniczka, dodała: 19 książek i 92 cytaty, ostatnio widziana 1 dzień temu
Teraz czytam
  • Dziewczyna znad Złotego Rogu
    Dziewczyna znad Złotego Rogu
    Autor:
    Nowa powieść autora bestsellerowej powieści Ali i Nino! Asiadeh Anbari jest Turczynką, córką wysokiego urzędnika imperium osmańskiego. Po I wojnie wraz z ojcem znalazła się na emigracji w Berlinie. D...
    czytelników: 23 | opinie: 0 | ocena: 0 (0 głosów)

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-10-19 22:03:32
Autor:
 
2018-10-19 22:02:29
 
2018-10-19 10:16:53
 
2018-10-18 11:19:59
 
2018-10-14 20:09:17

Nie wiem czy jest osoba, która nie płakała po śmierci Jana Pawła II. Ja do tej pory pamiętam ten dzień, późniejsze obchody w szkole i to, jak pusty wydał się świat. Kiedy dotarła do mnie wiadomość o premierze odnalezionych katechez napisanych przez Karola Wojtyłę uznałam, że muszę koniecznie przeczytać tę książkę. Teraz jednak trochę żałuję - ta książka, jak się okazało, to największe... Nie wiem czy jest osoba, która nie płakała po śmierci Jana Pawła II. Ja do tej pory pamiętam ten dzień, późniejsze obchody w szkole i to, jak pusty wydał się świat. Kiedy dotarła do mnie wiadomość o premierze odnalezionych katechez napisanych przez Karola Wojtyłę uznałam, że muszę koniecznie przeczytać tę książkę. Teraz jednak trochę żałuję - ta książka, jak się okazało, to największe rozczarowanie października, dlatego nie będę zbyt długo się nad tym rozwodzić. Z szacunku do samego autora.

Święty Paweł wygłosił na Aeropagu swoje kazanie i to właśnie do niego w swoich trzynastu katechezach odnosi się Jan Paweł II. Karol Wojtyła zapisał je wszystkie odręcznie i zostały one wydane z okazji 40-lecia jego wyboru na papieża. Autor Kazania na Aeropagu podąża ścieżką Pawła z Tarsu i próbuje odkryć istotę religii i wiary. Podczas czytania tej pozycji odczułam sporo emocji, jednak mało które były pozytywne. Miło było odnaleźć cząstkę naszego papieża polaka na kartach czegoś nowego, acz temat, który podjął, nie do końca mi odpowiadał.

"Religia jest szukaniem odpowiedzi na podstawowe pytania związane z ludzką egzystencją."

Podczas czytania często nie zgadzałam się z kierunkiem, w którym biegły myśli Karola Wojtyły. Gdyby jeszcze żył napisałabym do niego długi list, w którym wyjaśniłabym, dlaczego uważam, że nie ma racji i chciałabym dowiedzieć się więcej na temat tego, skąd w nim wzięły się takie wnioski. Równocześnie jestem świadoma tego, że gdyby ktoś wygłosił mi takie kazanie w kościele czy na lekcji religii zwyczajnie umarłabym z nudów. Podobne odczucia miałam podczas czytania Kazania na Aeropagu i tylko myśl o tym, jak naprawdę mocno lubię autora sprawiła, że nie rzuciłam tej książki w kąt.

Chociaż nie jestem zbyt religijną osobą to w Boga wierzę i wpływa na to zapewne moje wychowanie. Mimo to zawsze podważam większość tego, w co powinnam ślepo wierzyć i jestem umysłem bardzo otwartym, stąd moje niektóre wątpliwości. Karol Wojtyła nie znalazł we mnie zbyt dobrego odbiorcy swoich katechez. Oprócz faktu, że naprawdę podobało mi się oglądanie zdjęć, które prawdopodobnie powstały wtedy, co rękopis tych katechez, to przez większość Kazania na Aeropagu zwyczajnie się nudziłam i cieszę się, że jest to książka tak krótka i tak szybko się ją czyta. Być może jakiś teolog będzie zadowolony z lektury, jednak wciąż jestem zdania, że nie jest to pozycja dla każdego, ślepo wierzącego w Boga czy też nie.

pokaż więcej

 
2018-10-14 20:07:43

Po kilku książkach popularnonaukowych naszła mnie ochota na pozycje lżejsze. Uznałam, że miło będzie usiąść i po prostu spędzić czas na czytaniu czegoś, co ma jakąś fabułę, wciągnie mnie bez reszty i pozwoli się odprężyć. Uznałam, że czas najwyższy spędzić czas nad takimi lekturami, które zwykle uważałam za zwykłą stratę czasu. Unikam książek młodzieżowych i romansów, ale teraz - trochę wbrew... Po kilku książkach popularnonaukowych naszła mnie ochota na pozycje lżejsze. Uznałam, że miło będzie usiąść i po prostu spędzić czas na czytaniu czegoś, co ma jakąś fabułę, wciągnie mnie bez reszty i pozwoli się odprężyć. Uznałam, że czas najwyższy spędzić czas nad takimi lekturami, które zwykle uważałam za zwykłą stratę czasu. Unikam książek młodzieżowych i romansów, ale teraz - trochę wbrew sobie - tak mam ochotę spędzać wolne chwile, których - z powodu uziemienia w łóżku - jest coraz więcej. Mój wzrok padł na cudowną okładkę Kontaktu alarmowego i bez wahania sięgnęłam właśnie po tę powieść.

Penny okresu licealnego nie wspomina zbyt dobrze, chociaż miała przyjaciół, chłopaka oraz świetne stopnie. Nie może doczekać się jednak chwili, gdy wyjedzie już na studia. Uniwersytet nie jest zbyt daleko od domu, jednak każda odległość od mamy, którą pragnie zostawić za sobą z powodu jej otwartego charakteru i niebanalnego stylu życia. Dziewczyna, z którą będzie dzielić pokój, jest jej przeciwieństwem, ale Penny postanawia zaprzyjaźnić się z nią, żeby nie musieć męczyć się przez resztę roku przebywaniem we własnym miejscu zamieszkania. I to właśnie dzięki Jude poznaje Sama, który od samego początku ją onieśmiela i sprawia, że ma ochotę zapaść się pod ziemię.

Sam nie jest zbyt szczęśliwy od momentu, gdy zerwała z nim jego dziewczyna. Jego życie rodzinne jest bardzo nieudane, więc mieszka w kawiarni, w której pracuje i nadal marzy o zostaniu słynnym reżyserem. Nie przepada za spędzaniem czasu z kimkolwiek, szczególnie ze swoją bratanicą, Jude, która tak naprawdę nie jest z nim w żaden sposób spokrewniona, jednak uparła się, że chce być blisko wujka Sama i często wpada na kawę razem z dwoma przyjaciółkami. Sam nie spodziewa się, że los ma w zanadrzu dla niego i Penny dramatyczne spotkanie, dzięki któremu staną się dla siebie kontaktem alarmowym - numerem w komórce na który można wysłać wszystkie myśli, nawet te najbardziej wstydliwe.

"Chyba tak działają kontakty alarmowe. Wyjawiasz coś drugiej osobie, zanim zwariujesz i na dobre puszczą ci nerwy."

Zarówno Sama jak i Penny polubiłam praktycznie od pierwszego wejrzenia. Ona jest osobą bardzo oryginalną. Jej wybory dotyczące ubrań, muzyki czy choćby kierunku studiów przypadły mi do gustu i chętnie bym poznała ją naprawdę. Jestem pewna, że dogadałybyśmy się lepiej, niż ona z Jude. Zastanawiam się, czy autorka nie wzorowała trochę postaci Penny na samej sobie, jednak ciężko to stwierdzić bez poznania jej. Nasza główna bohaterka jest jednak zbyt dobrze skonstruowana pod względem charakteru i tego, jak logiczne podejmuje decyzje, żeby gdzieś nie istniał jej pierwowzór.

Jeśli chodzi o Sama to przypominał mi niesamowicie mocno mojego narzeczonego i z tego powodu pokochałam go od razu. Na pierwszy rzut oka pewny siebie ukrywa w sobie naprawdę dużo. Zarówno na jednym jak i drugim miłość do tatuaży odcisnęła spore piętno i nawet fizycznie bardzo siebie przypominają, więc czytanie o Samie było dla mnie czymś niezwykłym. Nie jest on postacią typową dla książek młodzieżowych. Cechuje go pewna wrażliwość, która równocześnie nie sprawia, że uznajemy go za kogoś miękkiego i nie radzącego sobie w życiu, ale mamy ochotę mocno go przytulić i pomóc mu podnieść się po tym ciosie, jaki zadała mu była dziewczyna.

"Koncepcja rodzicielstwa była szalona. Wszyscy w równej mierze improwizowali bez większego przygotowania."

Największym plusem Kontaktu alarmowego jest fakt, że nie skupiamy się tutaj na związku dwóch ludzi i to nie te uczucia wysuwają się na pierwszy plan. Na samym początku mamy przyjaźń idealną, o którą bardzo ciężko w dzisiejszych czasach, ale daje nam to obraz tego, jak powinny wyglądać początki miłości. Skupiamy się tutaj też bardziej na relacji dziecko-rodzic i jest to wręcz główna kwestia. Penny i to, jak unika swojej mamy z powodu ich odmienności czy Sam i matka uzależniona od wydawania pieniędzy, których nie mieli to właśnie wątki, na których skupiłam się najbardziej. Pokazuje to, jak kontakt z rodzicem wpływa na dziecko i sprawia, że jego charakter z dużym prawdopodobieństwem popłynie w innym kierunku, jeśli będzie czuło się nieszczęśliwe.

Dużą część akcji tutaj poznajemy poprzez czytanie rozmów przez smsy Sama i Penny i niesamowite jest to, jak naturalnie one brzmią. Kiedy przeglądałam Kontakt alarmowy i natknęłam się na kilka z nich to wyrwane z kontekstu brzmiały okropnie, więc obawiałam się trochę tego, jak odbiorę książkę Mary H.K. Koi. Szybko okazało się jednak, że gdy poznamy już bohaterów to te dziwne wiadomości wynikają z ich charakterów i mają jak najbardziej sens. W pewnym momencie uznałam, że zarówno ich relacja jak i całość fabuły jest tak urocza, że mimo wszystkich przeciwności, jakie napotykają bohaterowie, jest tutaj tak duża ilość słodkości, że nie da rady się nie uśmiechać podczas czytania.

Żałuję, że Kontakt alarmowy czyta się tak błyskawicznie, bo najchętniej spędziłabym więcej czasu w świecie Penny i Sama. Nie wiem, czy jeszcze kiedyś do niego wrócę, gdyż rzadko kiedy czytam książki dwa razy, jednak z pewnością szybko o tej historii nie zapomnę, bo poprawiła mi humor na bardzo długo.

pokaż więcej

 
2018-10-14 20:06:13
Ma nowego znajomego: iza122
 
2018-10-14 20:06:10
Ma nowego znajomego: Lyzitea
 
2018-10-11 12:02:18
Autor:

"Wszyscyśmy z gwiezdnego pyłu."

Po lekturze Innych umysłów nabrałam ochoty na jeszcze większą dawkę wiedzy i literatury bardziej popularnonaukowej. Do tej pory unikałam lektur tego typu z obawy przed nudnymi faktami i przydługimi opisami. Otworzyłam jednak swój umysł i postanowiłam to samo zrobić z biblioteczką. Na początku mój wzrok padł na Ostatni oddech Cezara, czyli na pozycję traktującą...
"Wszyscyśmy z gwiezdnego pyłu."

Po lekturze Innych umysłów nabrałam ochoty na jeszcze większą dawkę wiedzy i literatury bardziej popularnonaukowej. Do tej pory unikałam lektur tego typu z obawy przed nudnymi faktami i przydługimi opisami. Otworzyłam jednak swój umysł i postanowiłam to samo zrobić z biblioteczką. Na początku mój wzrok padł na Ostatni oddech Cezara, czyli na pozycję traktującą o gazach samych w sobie oraz o powietrzu, na które na co dzień praktycznie nie zwraca się uwagi. Bardzo mało wiem na ten temat, gdyż w szkołach poznajemy tylko ogólną budowę tego, czym oddychamy i nie wgłębiamy się zbyt głęboko w te gazy, które widnieją na tablicy Mendelejewa. Nie zastanawiałam się też nad tym, w jaki sposób te pierwiastki odkryto i kto właściwie odegrał największą rolę w tej dziedzinie nauki.

Sam Kean już samym tytułem intryguje. Nie mogłam się doczekać chwili, gdy będę mogła Ostatni oddech Cezara przeczytać i zrozumiem, o co właściwie tutaj z tym mężczyzną chodzi. Wyjaśnienie tego autor serwuje nam już na samiutkim początku i przyznam, że nigdy nie myślałam o tym i żyłam w totalnej nieświadomości. Co ma wspólnego oddech człowieka, który został zamordowany w 44 roku przed naszą erą z naszą rzeczywistością? Jak się okazuje całkiem sporo. Jest to jedna z tak ciekawych informacji, że musiałam podzielić się nią z narzeczonym, który powoli ma już dosyć natłoku informacji, którą mu serwowałam podczas lektury. Dobrze, że serial oglądał na Netflixie, to co jakiś czas mógł sobie cofnąć do momentu, w którym po raz enty mu przerwałam.

Autor podzielił Ostatni oddech Cezara na trzy główne części. Każda z nich dotyczy innej kwestii i mówi o różnych właściwościach powietrza. Pierwsza z nich skupia się przede wszystkim na atmosferze i zmianach, które w niej zachodziły. Dowiadujemy się jak powstała mieszanina, która pozwala nam żyć na Ziemi i zamieszcza historyjki odkrycia tlenu, tajemnicę wybuchającego jeziora czy też wyjaśnia, jak wielkie znaczenie miały wybuchy wulkanów na przykładzie tego św. Heleny. Te kilkadziesiąt pierwszych stron zaintrygowały mnie tak mocno, że nie mogłam się od nich oderwać. Nigdy wcześniej nie słyszałam o tych wydarzeniach i fakt, że miały one miejsce wcale nie tak dawno lekko mną wstrząsnął.

"Nie ma co straszyć ludzi piekłem, równie dobrze sprawdzi się w tej roli Wenus."

Część druga najbardziej mi się dłużyła i najwięcej czasu przy niej spędziłam. Skupiamy się tam przede wszystkim na doświadczeniach ludzi z przeróżnymi gazami, co nie zawsze okazywało się być tematem ciekawym. Mimo to momentami nie mogłam wyjść z podziwu nad ludzką pomysłowością i wielki ukłon w stronę Sama Keana, że w ogóle udało mu się wpaść na taki pomysł i napisał o tym książkę. Mało uwagi poświęca się tematowi powietrza i o niektórych odkrywcach nie słyszałam nigdy wcześniej, a przecież dzięki niej wiemy bardzo dużo i lepiej rozumiemy naszą rzeczywistość. Pewnie nie uda mi się na długo zachować w głowie nazwiska tych wszystkich osób i to, co dzięki nim wiemy, jednak dzięki autorowi nie zanikną w świecie nauki niewspominani nigdy w szkołach, z powodu wybiórczego systemu edukacji.

Trzecia część ponownie wciągnęła mnie w lekturę i już nie oderwałam się do samego końca. Wystarczył jeden dzień z kawałkiem drugiego, bym przeczytała Ostatni oddech Cezara od deski do deski i całkiem sporo zostało mi w głowie. Kosmos jest tematem, który intryguje mnie od dawna i fakt, że i na tym skupia się autor bardzo mi się spodobał. Dowiadujemy się też o tajemnicy lądowania statków kosmicznych w Roswell i przyznam, że to rozwiązanie jest bardzo prozaiczne. Nigdy wcześniej o tym nie słyszałam, jednak można to powiedzieć po prostu w stosunku do całej książki Keana. Autor zaskakuje na każdym kroku i czasami ciężko uwierzyć, że to nie fikcja literacka.

"Całą historię ludzkości można zawrzeć w jednym oddechu."

Styl pisania Sama Keana jest doskonały. Lekki, wciągający. Ciężko znaleźć na rynku książkę popularnonaukową i naukową pisaną w ten sposób. Dzięki temu Ostatni oddech Cezara czyta się szybko i przyjemnie, a większość informacji w niej zawartych zostaje w głowie. Jest to ponoć cecha tego autora i każdą napisaną przez niego pozycję czyta się właśnie w ten sposób. Cieszę się, że otworzyłam się bardziej na książki inne niż fabularne i wyszłam poza swoją strefę komfortu. Okazuje się, że ciekawe jest nie tylko oglądanie programów na temat kosmosu, odkryć czy biologii, ale literatura też ma sporo do zaoferowania pod tym względem.

pokaż więcej

 
2018-10-10 11:34:27
Cykl: Ash Princess Trilogy (tom 1)
 
2018-10-10 11:32:24
 
2018-10-07 18:55:30
Cykl: Czarne Światła (tom 2)
 
2018-10-04 11:20:22
Autor:

"Panie Boże, wojna to piękna rzecz, ale chce się bić dla własnej przyjemności, nie zaś dlatego, że mój przeciwnik je w piątki mięso."

Umberto Eco zawsze kojarzył mi się z moją maturą z języka polskiego i z filozoficznym bełkotem, którego nie da się po prostu czytać. Utarło się w moim środowisku, że jest to pisarz, który leje wodę, nic nowego nie przekazuje i tylko i wyłącznie nudzi....
"Panie Boże, wojna to piękna rzecz, ale chce się bić dla własnej przyjemności, nie zaś dlatego, że mój przeciwnik je w piątki mięso."

Umberto Eco zawsze kojarzył mi się z moją maturą z języka polskiego i z filozoficznym bełkotem, którego nie da się po prostu czytać. Utarło się w moim środowisku, że jest to pisarz, który leje wodę, nic nowego nie przekazuje i tylko i wyłącznie nudzi. Wznowienie Wyspy dnia poprzedniego trafiło do mnie praktycznie przez przypadek. Dałam wydawnictwu wolną rękę i pewnego dnia otworzyłam przesyłkę zawierającą Eco oraz Nocny pociąg do Lizbony. Trochę mnie to przeraziło - ten jesienny czas jest takim, w którym mam ochotę czytać książki lżejsze, niewymagające. Wyspa dnia poprzedniego na pewno do takich nie należy, jednak odważnie postanowiłam stawić jej czoło. Poświęciłam jej kilka dni i ze zdziwieniem odkryłam, że naprawdę mi się ta historia spodobała.

Roberta de la Grive poznajemy, gdy dryfując on na kawałku drewna po katastrofie statku, którym płynął, natrafia na Dafne. Po ciężkich przeżyciach na wodzie jego ciało i umysł są w okropnej formie, jednak udaje mu się dostać na pokład. Dafne wydaje się być statkiem opuszczonym, jednak wypełnionym po brzegi jedzeniem, wodą, alkoholem, a każde pomieszczenie czymś Roberta zaskakuje. Mamy XVII wiek, mężczyzna nie ma pojęcia, gdzie właściwie jest, a jego umysł zajmują kwestie zgoła inne, niż można by się tego spodziewać po rozbitku.

Robert de la Grive jest typowym romantykiem, którego życie opiera się przede wszystkim na podziwianiu i uwielbianiu z daleka obiektu swoich uczuć. Cechuje go też skrajny wręcz werteryzm, dlatego nie traktuje on samotnego pobytu na Dafne jak traktowałby go każdy inny człowiek. Wielokrotnie nie potrafiłam zrozumieć jego decyzji i już na końcu języka miałam na niego pewne określenie, którego nie wypada wypowiedzieć na głos. Jestem pewna, że żaden współczesny czytelnik nie jest w stanie się z Robertem utożsamić, jest to osoba tak specyficzna i pełna skrajności, że spędzanie z nim zbyt dużego czasu grozi otrzymaniem biletu w jedną stronę na oddział psychiatryczny.

"Jeśli ktoś brał udział w wojnie trzydziestoletniej (tak mówię ja, ale kto żył wówczas, nie nazywał jej w ten sposób, a może nawet nie zdawał sobie sprawy, że chodzi o jedną długą wojnę, w której toku podpisywano co jakiś czas pokój) nauczył się, że trzeba mieć twarde serce."

Ważnym wątkiem Wyspy dnia poprzedniego jest problem obliczania długości geograficznej. Pomiędzy przygodami Roberta na Dafne dowiadujemy się też o jego życiu sprzed katastrofy i tego, co w ogóle skłoniło go do morskiej podróży. Dużo bardziej intrygował mnie jego pobyt na pokładzie niż to wszystko, co działo się wcześniej, jednak uzupełnia to charakterystykę mężczyzny i bez tych przerywek książka ta byłaby zwyczajnie niepełna. Nie spodziewałam się, że Eco tak bardzo skupi się na kwestiach geografii i odkryciach. Nigdy nie byłam fanką tej dziedziny nauki, więc obawiałam się, że się lekko będę nudzić, jednak okazało się to być kwestią bardzo ciekawą. Nigdy się nie zastanawiałam, jak właściwie wyglądało odkrywanie takiej możliwości, jaką jest obliczanie długości geograficznej, więc moja ciekawska dusza czuła się usatysfakcjonowana tym, że mogła brać w tym udział.

W Wyspie dnia poprzedniego pojawia się spora dawka filozofii, jednak - o dziwo - łatwo było ją przyswoić i nie była zbyt nużąca. Zaznaczyłam kilkadziesiąt fragmentów, które przypadły mi do gustu i w sumie cieszę się, że moje pierwsze spotkanie z Umberto Eco było tak udane, bo tak udanie połączył kilka gatunków, a na dodatek stworzył narratora - który może być samym Eco, ale nie musi - który opowiada nam tę historię co chwilę dodając, że niektóre kwestie są jego domysłami, przeżycia Roberta opierają się na listach, które mężczyzna po sobie zostawił i nie wiadomo, co tak naprawdę wydarzyło się na Dafne.

"Wzdychać do tego, czego nigdy się nie posiądzie - czyż nie jest to sam szczyt najszlachetniejszego z pragnień?"

Czasami miałam wrażenie, że Wyspa dnia poprzedniego składa się ze zbyt dużej ilości wątków. Odkrycia geograficzne, dworskie intrygi, wojny, wyimaginowany romans, równie zmyślony brat Roberta, na którego zwalał niezadowolenie ojca... To wszystko na raz sprawia, że nie da się usiąść i przeczytać tej książki na raz. Trzeba ją sobie dawkować, żeby nie zwariować tak mocno, jak Robert. Chociaż on akurat od samego początku nie wykazywał się zdrowym rozsądkiem. Jeśli ktoś jest gotów poświęcić Umberto Eco trochę czasu z pewnością odnajdzie tutaj coś dla siebie. Nie jest to lekka lektura, ale z pewnością warta uwagi. Jeśli dodamy do tego jak pięknie to nowe wydanie wygląda... Zdecydowanie warto zaryzykować.

pokaż więcej

 
2018-10-02 13:38:45
Ma nowego znajomego: AnnaSikorska
 
2018-09-26 13:50:13
Autor:

Moim najnowszym postanowieniem jest nie poświęcać zbyt dużo czasu recenzenckiego tym książkom, które mnie nie zachwyciły. Myślę, że jest to bardzo logiczne rozwiązanie i dziwne, że wpadłam na nie dopiero jakieś sześć lat po tym, jak założyłam Papierowe Miasta. Nie komentujmy tego. Na Pierwsze słowo rzuciłam się jak szczerbaty na suchary. Bo - po pierwsze - Marta Kisiel. Wszyscy wiemy, że jest... Moim najnowszym postanowieniem jest nie poświęcać zbyt dużo czasu recenzenckiego tym książkom, które mnie nie zachwyciły. Myślę, że jest to bardzo logiczne rozwiązanie i dziwne, że wpadłam na nie dopiero jakieś sześć lat po tym, jak założyłam Papierowe Miasta. Nie komentujmy tego. Na Pierwsze słowo rzuciłam się jak szczerbaty na suchary. Bo - po pierwsze - Marta Kisiel. Wszyscy wiemy, że jest to autorka, która zwyczajnie nie zawodzi. Po drugie - to wydanie. Jeśli to przedpremierowe jest tak piękne, to bardzo chciałabym zobaczyć finalne. Zapewne zapiera dech w piersiach, czego - niestety - nie można powiedzieć o zawartości. Ja ogólnie fanką opowiadań nie jestem, wolę dłuższą formę. Uznałam jednak, że skoro Gaimanowi udało się mnie zachwycić, to i pani Kisiel się uda. Nie wyszło.

Nie mogę powiedzieć, że fabularnie Pierwsze słowo jest słabe. Bo ta książka - każde opowiadanie - ma potencjał i to ogromny. Problem polega na tym, że gdyby poszczególne opowieści były rozwinięte dużo bardziej byłabym zachwycona. Najszczęśliwsza byłabym wtedy, gdyby Pierwsze słowo było po prostu zlepkiem książkowych zapowiedzi, które Marta Kisiel ma w planach, jednak jestem świadoma tego, że spora część opowiadań jest zamkniętą całością, a autorka nie zostawiła sobie otwartych drzwi. Teraz część z Was może się zastanowić, że dlaczego się czepiam, skoro przedstawione tutaj historie są tak dobre, że chciałabym, żeby były dłuższe.

Z opowiadaniami mam taki problem, że osobiście potrzebuję dużo więcej czasu - tekstu - by się z bohaterami zżyć i w historię wciągnąć. Gdy byłam młodsza już jedna strona mi wystarczała, teraz jednak mam większe potrzeby i jeśli nie przeczytam na raz kilkadziesiąt stron danej książki zaraz po jej otwarciu będę się z nią bardzo długo męczyć. Takie spaczenie rozwinęło się u mnie z wiekiem i nic na to nie poradzę. Jeśli mam styczność z formą krótką musi być ona naprawdę na wybitnym poziomie - ponownie podaję przykład: Neil Gaiman - żebym była zachwycona.

Styl pisania autorki jest tak dobry, jak zapamiętałam z poprzednich lektur, więc Pierwsze słowo czyta się szybko i przyjemnie. Mamy tutaj zbiór wszelakich gatunków i dostajemy też te opowiadania, które już znamy. Zaskoczyła mnie tutaj obecność Szaławiły i pierwszy rozdział Dożywocia, bo jednak większa część odbiorców Pierwszego słowa będzie już je znała, a może to tylko takie moje wrażenie, że serię o Lichu po prostu już czytał cały świat. Widocznie jednak Marta Kisiel i wydawnictwo mają inne zdanie na ten temat, więc jeśli nie mieliście jeszcze z autorką do czynienia, to ta książka jest dobrą próbką jej umiejętności pisarskich i tego, jak bujną wyobraźnię ona ma. Jeśli jednak dobrze się już znacie, a opowiadań nie lubicie... Cóż, u mnie się połączenie Marta Kisiel + krótka forma nie sprawdziło. Sprawdźcie jednak sami, bo to wydanie jest naprawdę piękne, więc będzie się idealnie prezentować na półce.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
1857 936 7882
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (208)

Ulubieni autorzy (129)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (443)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd