Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Hardcorowi bibliotekarze z Timbuktu

Tłumaczenie: Dariusz Żukowski
Wydawnictwo: Agora SA
6,73 (44 ocen i 11 opinii) Zobacz oceny
10
0
9
3
8
9
7
15
6
13
5
0
4
2
3
2
2
0
1
0
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
The Bad-Ass Librarians of Timbuktu: And Their Race to Save the World’s Most Precious Manuscripts
data wydania
ISBN
9788326824869
liczba stron
340
kategoria
literatura faktu
język
polski
dodała
Iwona

W tej historii jest Bono z U2. Przylatuje do pustynnego Timbuktu prywatnym samolotem, wygłasza parę banałów o muzyce silniejszej niż wojna, a potem ulatnia się w towarzystwie obstawy. Cztery dni później do miasta wjeżdża Al-Kaida i zaczyna obcinać ludziom ręce. Jest tu również średniowieczny poradnik dla mężczyzn na temat spółkowania z żonami i zestaw koranicznych modlitw o długą erekcję oraz...

W tej historii jest Bono z U2. Przylatuje do pustynnego Timbuktu prywatnym samolotem, wygłasza parę banałów o muzyce silniejszej niż wojna, a potem ulatnia się w towarzystwie obstawy. Cztery dni później do miasta wjeżdża Al-Kaida i zaczyna obcinać ludziom ręce.

Jest tu również średniowieczny poradnik dla mężczyzn na temat spółkowania z żonami i zestaw koranicznych modlitw o długą erekcję oraz mocniejszy orgazm.

Przede wszystkim jednak jest 377 tysięcy bezcennych manuskryptów, które powstały w maleńkim Timbuktu na krańcach Sahary. Dorobek cywilizacji, która była otwarta i tolerancyjna, gdy w świecie Zachodu wolnomyśliciele wciąż trafiali na stosy.

„Hardkorowi bibliotekarze z Timbuktu” to prawdziwa historia ludzi, którzy przechytrzyli terrorystów z Al-Kaidy i uratowali ten skarb rozumu przed fanatykami. W 2012 roku grupa bibliotekarzy przeprowadziła karkołomną akcję w stylu Indiany Jonesa: wykradli i wywieźli setki tysięcy ksiąg z miasta opanowanego przez islamistów. Nawet oni sami nie wierzyli, że im się uda…

 

źródło opisu: materiały wydawnictwa

źródło okładki: materiały wydawnictwa

pokaż więcej

Brak materiałów.
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Oficjalna recenzja
Agnieszka książek: 342

Wiedza pochodzi z Timbuktu

Joshua Hammer jest amerykańskim dziennikarzem, od lat piszącym o Afryce, publikującym w anglojęzycznej prasie, w tym w Newsweeku i National Geographic. Nie miałam wątpliwości, że w swojej książce opisał fascynująca historię, bo czyż mogła być inną historia afrykańskich (timbuktańskich, malijskich, songhajskich - nie wiem który przymiotnik pasuje tu najbardziej, co w jakimś sensie znakomicie oddaje chaotyczny rys towarzyszący pracy tytułowych bibliotekarzy) manuskryptów, najpierw wydobywania ich z zapomnienia, ze skrzyń, jam i jaskiń, od ludzi którzy od wieków je przechowywali, a potem ukrywanie i wywożenie przed terrorem islamskich ekstremistów. Ale przyznam, że sam tytuł książki budził moje obawy (oceniam książki po okładkach a intencje autorów po tytułach). „Hardcorowi bibliotekarze z Timbuktu" to tytuł specjalisty od marketingu (co okazało się prawdą, nadała go książce amerykańska redaktor), który doskonale pasuje do supermarketowych półek oraz impulsywnych zakupów. Bałam się więc pełnego uproszczeń bestsellera. Tymczasem Joshua Hammer dał radę połączyć pulsującą energią powieść przygodową, z panoramicznym spojrzeniem na ostatnie lata historii Sahelu, na timbuktańską codzienność i w końcu na rodzenie się jeśli nawet nie samego terroryzmu, to z pewnością terrorystów, bo sylwetki trzech przywódców północnoafrykańskich dżihadystów: Ijada Ag Ghaliego, Abdelhamida Abu Zeida i Mochtara Belmochtara zostały przedstawione bardzo sugestywnie.

Uderzyła mnie w tej książce liczba...

Joshua Hammer jest amerykańskim dziennikarzem, od lat piszącym o Afryce, publikującym w anglojęzycznej prasie, w tym w Newsweeku i National Geographic. Nie miałam wątpliwości, że w swojej książce opisał fascynująca historię, bo czyż mogła być inną historia afrykańskich (timbuktańskich, malijskich, songhajskich - nie wiem który przymiotnik pasuje tu najbardziej, co w jakimś sensie znakomicie oddaje chaotyczny rys towarzyszący pracy tytułowych bibliotekarzy) manuskryptów, najpierw wydobywania ich z zapomnienia, ze skrzyń, jam i jaskiń, od ludzi którzy od wieków je przechowywali, a potem ukrywanie i wywożenie przed terrorem islamskich ekstremistów. Ale przyznam, że sam tytuł książki budził moje obawy (oceniam książki po okładkach a intencje autorów po tytułach). „Hardcorowi bibliotekarze z Timbuktu" to tytuł specjalisty od marketingu (co okazało się prawdą, nadała go książce amerykańska redaktor), który doskonale pasuje do supermarketowych półek oraz impulsywnych zakupów. Bałam się więc pełnego uproszczeń bestsellera. Tymczasem Joshua Hammer dał radę połączyć pulsującą energią powieść przygodową, z panoramicznym spojrzeniem na ostatnie lata historii Sahelu, na timbuktańską codzienność i w końcu na rodzenie się jeśli nawet nie samego terroryzmu, to z pewnością terrorystów, bo sylwetki trzech przywódców północnoafrykańskich dżihadystów: Ijada Ag Ghaliego, Abdelhamida Abu Zeida i Mochtara Belmochtara zostały przedstawione bardzo sugestywnie.

Uderzyła mnie w tej książce liczba tłumaczonych czytelnikowi pojęć, kiedy na kartach książki po raz pierwszy pojawiają sie Tauregowie - Joshua Hammer tłumaczy - wędrowni pasterze z Sahary, gdy pojawia się Niger czytamy od razu - trzecia co do wielkości rzeka w Afryce, przy czym ten edukacyjny aspekt, jasny i zwięzły, odebrałam jako wielką zaletę. Bo mimo, że Hammer niejednokrotnie odchodzi od głównego tematu, pokazuje nam i dżihad, i militarne interwencje Zachodu (a nawet charakteryzuje poszczególnych generałów) dostajemy historię znakomicie opowiedzianą, i o bardzo klarownej strukturze (co z pewnością jest również zasługą pani redaktor odpowiedzialnej za ten nie do końca udany tytuł).

Myślę też, że udało się Hammerowi ustrzec od zbyt „zachodniego" spojrzenia na Afrykę. Oczywiście amerykański dziennikarz nie udaje Afrykańczyka, ale często opowiada nam wydarzenia słowami swoich bohaterów, a co ważniejsze, gdy na scenę wkraczają Europejczycy czy Amerykanie, doskonale zdajemy sobie sprawę, że to oni (my) są tu postaciami z zewnątrz. Bo tytułowi bibliotekarze to oczywiście Malijczycy, z Abdelem Kaderem Haidarą na czele. To, co się dzieje z manuskryptami jest ich inicjatywą, ich pracą i pasją.

Jest w tej książce wiele makabrycznych historii, porwania obywateli Zachodu, bestialskie „prawa" szariatu, ukamienowanie żyjącej bez ślubu pary, obcinanie nóg i rąk za kradzieże (często domniemane, a nawet gdy nie, popełniane przez głodujących); przerażająca pogarda wobec kobiet (scena rozmowy Abu Zeida z handlarkami ryb zjeżyła mi włosy na głowie); ale w ogólnym rozrachunku nadał Joshua Hammer swojej opowieści charakter optymistyczny. Wydaje się nawet, że pilnował, żeby historia ta nie skręcała w zbytnie zawiłości, ale takie jest prawo autora, a odrobina optymizmu z pewnością czytelnikowi nie zaszkodzi. Hammer wielokrotnie podkreśla możliwe kierunki malijskiego odrodzenia kulturalnego, rękopisy i drzemiące w nich możliwości - biblioteki sprowadzają do Timbuktu i turystów i naukę, przypominają mieszkańcom ich dziedzictwo, rodzą potrzebę kształcenia się (analfabetyzm przekracza w Mali próg 50% ludności) i miejsca pracy. W ujęciu Hammera to dążenie do rozwoju to siła odśrodkowa, której na razie zwyczajnie brakuje szczęścia. Malijskim potencjałem jest też czerpiąca z koczowniczych tradycji muzyka i towarzyszące jej festiwale (zaledwie pół roku przed zajęciem malijskich terytoriów przez Al Kaidę na Festiwalu Pustyni w Timbuktu koncertował Bono).

Biblioteki Timbuktu, państwowy Instytut Ahmeda Baby i instytucje prywatne, przechowują koło 150 tysięcy manuskryptów, niektóre rękopisy pochodzą z czasów wczesnego średniowiecza inne nawet z XIX wieku, niektóre są pojedynczymi kartkami, inne grubymi księgami, nie wiadomo jak wiele (drugie tyle?) ksiąg jest nadal ukrytych. Chciałoby się z „Bibliotekarzy” dowiedzieć o samych manuskryptach więcej, ale problem chyba polega na tym, że konkretna wiedza o manuskryptach nie istnieje. Na razie są konserwowane, częściowo digitalizowane, i czytane fragmentarycznie przez pasjonatów (bo określenie historyk niezupełnie do Abdela Haidary pasuje). Nie ma opracowań zawartej w nich wiedzy, nie wiemy jak wpłyną na znajomość historii Afryki, jaki obraz nauki w Imperium Mali przedstawią.

W jednym z pierwszych rozdziałów książki Joshua Hammer cytuje wypowiedź brytyjskiego historyka Hugh Trevora-Ropera: Być może kiedyś poznamy afrykańską historię i będziemy jej nauczać. Dziś takiej historii nie ma. Znamy tylko historię Europejczyków w Afryce. Resztę skrywa mrok. Te słowa padły w roku 1963 i niestety nadal są aktualne. Historia potrzebuje badań i wiarygodnych źródeł. Te ostatnie, dzięki Haidarze i setkom osób, w których potrafił obudzić wiarę w sens swoich działań, dostała.      

Agnieszka Ardanowska

pokaż więcej

Dodaj dyskusję
Dyskusje o książce
pokaż wszystkie
Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (299)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 310
Saudyjskie-Wielbłądy | 2017-03-18
Przeczytana: 18 marca 2017

Niewiele osób wie, a jeszcze mniej jest w stanie uwierzyć w to, że w czarnej Afryce istniała świetnie prosperująca cywilizacja, która poziomem „naukowego fermentu” o kilka długości przerastała średniowieczną Europę.
Setki tysięcy woluminów, spisywanych przez tysiąclecie jest materialnym dowodem takiego stanu rzeczy.
Najbardziej znaną budowlą tego miejsca jest meczet Sankore, ale miasto przez wiele stuleci było jednym z tych, w których nauki islamu mieszały się z lokalnymi wierzeniami i wpływami kultury antycznej.
Tu tuarescy nomadzi żyli w miarę pokojowo z osiadłymi potomkami założycieli państwa Songhaj i będącego jego kontynuacją Imperium Mali.
Najbardziej znany malijski władca - król Mansa Musa podczas pielgrzymki to Mekki rozdał w Kairze taką ilość złota, że doprowadził do 12 – letniej inflacji, a jego majątek, w przeliczeniu oczywiście na dzień dzisiejszy wynosił marne.... 400 mld. $.
Dla porównania - od 17 edycji liderem rankingu Forbesa na najbogatszego człowieka świata...

książek: 1080
eduko7 | 2017-07-14
Przeczytana: 02 lipca 2017

Tytuł rzeczywiście może być mylący. Wszakże opowieść dotyczy przede wszytkm zmian społecno-politycznych w Mali. Dobrze, że jako wprowadzenie do opisu ratowania rękopisów przed Al-Kaidą zostały przedstawione dzieje rozwoju nauki i gromadzenia, renowacji manuskryptów.
Może nie ma tu akcji, charakterystycznych dla literatury sensacyjnej czy przygodowej, lecz chyba nie o to chodziło autorowi. Ukazał niezłomnych, odważnych i mocnych duchem ludzi, którzy postanowili zachować dla potomnych dziedzictwo naukowe, kulturowe i religijne. Ochronić je przed zapomnieniem oraz fanatyczną chęcią niszczenia wszystkiego, co inne, czyt. niegodne istnienia.

książek: 512
Mariolka | 2017-04-28
Przeczytana: 28 kwietnia 2017

Niby tej książce nic nie można zarzucić, jest historia, są bohaterowie, powinno być napięcie, dramat, bohaterstwo i przygoda, odwaga. Do tego interesujący kontekst historyczno-intelektualny. A jednak mnie ta książka rozczarowała. Nie jest nudna, ale tak poprawna, że aż zachowawcza, nijaka i mdła. Jakby miała się spodobać każdemu. Było w niej wiele irytujących momentów, kiedy myślałam: szkoda czasu. A jednak ciężko jej coś konkretnego zarzucić.

książek: 1323
goskrzys | 2017-05-24
Przeczytana: 23 maja 2017

Niesamowita opowieść. Stylistycznie można ją określić jako mieszankę reportażu z powieścią przygodową, choć trzeba cały czas pamiętać, że ta historia dotyczy rzeczywistych wydarzeń, a wypowiedzi autora opierają się na przeprowadzonych z uczestnikami wywiadach. Dobór tytułu i otoczka, jaką stworzył wydawca z jednej strony miała pewnie podnieść sprzedaż tej książki, ale może sugerować opowieść niezbyt poważną w treści - ot, jakąś sensację z elementami przygód Indiany Jonesa. W rzeczywistości jednak czytelnik dostaje wartą poznania historię, wciągającą, ukazującą zupełnie inne spojrzenie na państwa afrykańskie, niż zwykło się mieć.

Kto by mógł pomyśleć, że w tych uznanych potocznie za zacofane krainach wśród pustyni, kryją się takie skarby literatury? Manuskrypty przechowywane przez stulecia - dzieła niejednokrotnie unikatowe, stanowiące nie tylko dziedzictwo kulturowe Islamu, ale całej ludzkości. Rękopisy te znalazły się na celu fanatyków dżihadystów i gdyby nie poświęcenie, odwaga...

książek: 411
Komórka_z_Książkami | 2017-02-25
Na półkach: Przeczytane, Posiadam

Zacznijmy od tego, że tytuł książki jest mylący. To nie jest pozycja o bibliotekarzach, lecz o Mali i sytuacji polityczno społecznej w tym afrykańskim kraju. Oczywiście zbiory ludności Timbuktu i akcja ratowania ich przed fundamentalistami stanowią istotną część historii, niemniej jednak Joshua Hammer napisał przede wszystkim reportaż o Mali.

Pomijając tytuł, to bardzo ciekawa książka, napisana w lekkim jak na reportaż stylu. Historia jest wciągająca i mogłaby posłużyć w przyszłości na scenariusz filmu. Nie dajcie się jednak zwieść. Akcja ratowania manuskryptów to nie operacja rodem z filmów akcji, co sugeruje tytuł książki. Tak czy inaczej polecam :)

książek: 215
GZal | 2017-05-11
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 11 maja 2017

Podchodziłem do lektury tej książki dwukrotnie. Nie mogę powiedzieć, żebym za drugim razem ją przeczytał. Raczej po około jednej trzeciej, zacząłem klikać kolejne strony na czytniku, zatrzymując się przy co ciekawiej wyglądających fragmentach. Nie wiem, co z nią jest nie tak, ale doskonały temat został doskonale zmarnowany, począwszy od tytułu. Hardkorowi bibliotekarze z Timbuktu (oryg. The Bad-Ass Librarians of Timbuktu) Joshuy Hammera miała być historią ratowania bezcennych manuskryptów przed terrorystami z Al-Kaidy, którzy chcieli je zniszczyć. Tymczasem dostajemy wiele różnych wątków, opowiedzianych w niezbyt porywający sposób. W zasadzie z tej książki można by stworzyć kilka reportaży do jakiegoś magazynu liczących po kilka stron. Ale zrobienie książki liczącej ponad trzysta stron się nie udało.
[...]
całość:
http://www.speculatio.pl/hardkorowi-bibliotekarze-timbuktu/

książek: 624
EmaxDomina | 2017-06-06
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: maj 2017

Ach, gdyby to napisał Kapuściński....No, ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi, co się ma. Mimo niepowodzenia warsztatowego - autorowi słabo wychodzi łączenie różnych form narracji, książka ma niewątpliwy walor poznawczy. Niewiele osób z naszego kregu kulturowego ma pojęcie o dziedzictwie kulturowym i piśmienniczym Afryki Subsaharyjskiej. O tym, że kiedy nasz Mikołaj Rej wołał "iż Polacy nie gęsi, iż swój język znają" tam już od kilkuset lat kwitła wspaniałą kultura, a manuskrypty były przekazywane w spadku jako najcenniejsze dobra. To fascynująca historia miłości ludzi do słowa pisanego, która swój finał miała w desperackiej akcji wywiezienia z biblioteki w Timbuktu tysięcy manuskryptów aby je ochronić przed dżihadystami. Mimo niedociągnięć warsztatowych warto przeczytać

książek: 154
Cantata | 2017-04-17
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 17 kwietnia 2017

Czytając notkę wydawniczą miałam wrażenie, że to zwykła fikcja literacka, troszkę zwariowana książka, na poły przygodowa (w stylu Indiany Jonesa) a troszkę komediowa. Byłam bardzo zaskoczona kiedy okazało się, że opowiada ona o losach człowieka, który zrobił tak wiele dla naszej kultury i spuścizny literackiej. Mowa tutaj o niezwykłym człowieku, Abdel Kader Haidara, który podjął osobistą, cichą wojnę z islamskimi terrorystami. Nigdy wcześniej o nim nie słyszałam jednak
po przeczytaniu tej skromnej książki wiem, że był naprawdę wielkim bohaterem, który ocalił setki tysięcy manuskryptów przed zniszczeniem. Ta książka powinna znaleźć się w absolutnie każdej bibliotece.

Pełna recenzja na blogu : http://czytankanadobranoc.blogspot.ie/2017/04/hardcorowi-bibliotekarze-z-timbuktu.html

książek: 934
megan | 2017-04-06
Na półkach: Przeczytane, ROK-2017
Przeczytana: kwiecień 2017

Historia małego Timbuktu miasta w Mali, gdzie zostały zgromadzone bezcenne manuskrypty świadczące o kulturze Afryki oraz niezwykłego bibliotekarza Haidary, którego misją było ocalenie powyższego dziedzictwa przed niszczycielskim działaniem Al-Kaidy. Niesamowita historia :)

książek: 612
rebelka | 2017-07-13
Na półkach: Przeczytane, 2017
Przeczytana: 13 lipca 2017

Książka, której tytuł wyrządza wielką krzywdę. Bo czegóż możemy spodziewać się po hardcorowych (w oryginale Bad-Ass) bibliotekarzach? Niczego innego jak afrykańskiego Indiany Jonesa, prawda? A sensacji w tym reportażu nie znajdziemy zbyt wiele. Dostajemy za to rzetelną opowieść o kraju, w którym przez wieki ścierały się przeciwstawne siły. Poznajemy historię manuskryptów i ludzi, którzy zdają sobie sprawę jak bezcennym są skarbem. Ludzi, którzy nie wahają się ryzykować życia, aby je ratować. Poznajemy także różnicę między islamem a jego ekstremistycznymi formami. Jedyne czego nie znajdziemy to malijskiego Indiany Jonesa. I bardzo dobrze

zobacz kolejne z 289 
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
Powiązane treści
Patronaty tygodnia

W tym tygodniu mamy urozmaicony wybór książek. Wśród nowości wydawniczych pod patronatem lubimyczytać.pl znajdziecie m.in. thriller psychologiczny (po części będący dramatem sądowym), kryminały ze złudzeniami i przemilczeniami w tle, literaturę faktu, dwie spokojne powieści składające się na jeden kameralny tom, powieść młodzieżową i książkę dla dzieci o bibliotekarzach. Sprawdźcie ich tytuły!


więcej
więcej powiązanych treści
zgłoś błąd zgłoś błąd