Krzysztof Baliński 
kb17777.blogspot.com
Witajcie:-) Jestem Krzysiek z Iławy, warmińsko- mazurskie, mam 39 lat, tutaj trafiłem przypadkiem, ktoś gdzieś w necie wrzucił link i od razu zerknąłem i z marszu mnie ten portal zaintrygował i bardzo mnie cieszy, że jest takie miejsce gdzie można trafić na ludzi dla których czytanie jest ważne:-) Dwa słówka o sobie... Mało oryginalne na tym portalu będzie, że jestem molem książkowym od najmłodszych lat właściwie, tutaj wrzucam najciekawsze moim zdaniem książki, co nieco tu brakuje na portalu książek, które przeczytałem, a ich nie ma jeszcze, ale spokojnie, jeszcze zdążę dodać swoje trzy grosze puszczam oczko:-) Z wykształcenia jestem historykiem i bibliotekarzem, a z pasji, oprócz historii i literatury pięknej, czytam również książki filozoficzne. Cenię zgłębianie wiedzy i lubię to robić, bo choć to jest zawracanie głowy, to warto zadawać pytania filozoficzne. Przyznacie trochę dziwne, a wręcz kosmiczne połączenie, ale przypadkiem w Toruniu trafiłem na najlepsze, moim zdaniem, nieźle zakręcone, interdyscyplinarne seminarium magisterskie i już mi tak zostało puszczam oczko:-) No a że jest taki portal, to po drodze jest okazja na poznawanie fajnych ludzi, którzy lubią czytać i porozmawiać o książkach:-) A więc robię to co wszyscy na naszym ulubionym czytelniczym portalu, biorę książkę w garść, zabieram się za nią i w myślach mówię: Pożyjemy, zobaczymy, przeczytamy, zrecenzujemy:-) Dobra z grubsza to tyle zapraszam do nawiązania kontaktu:-) Pozdrowionka:-))))
41 lat, mężczyzna, Iława, status: bibliotekarz, dodał: 90 książek i 9 cytatów, ostatnio widziany 8 godzin temu
Teraz czytam
  • Cesarstwo
    Cesarstwo
    Autor:
    "Ostatnie dni panowania Oktawiana Augusta, machinacje Tyberiusza, szaleństwo Kaliguli i Nerona, chaos "roku czterech cesarzy" - te i inne kamienie milowe historii Wiecznego Miasta, aż p...
    czytelników: 310 | opinie: 13 | ocena: 7,4 (111 głosów) | inne wydania: 1
  • Główne nurty marksizmu. Cz. 1. Powstanie
    Główne nurty marksizmu. Cz. 1. Powstanie
    Autor:
    Monumentalna analiza marksizmu we wszystkich jego odmianach.
    czytelników: 148 | opinie: 4 | ocena: 8,37 (41 głosów)
  • Intelektualni sąsiedzi. Kontakty historyków polskich ze środowiskiem „Annales” 1945–1989
    Intelektualni sąsiedzi. Kontakty historyków polskich ze środowiskiem „Annales” 1945–1989
    Autor:
    Kontakty historyków polskich z niezwykle wpływowym francuskim środowiskiem „Annales” w okresie komunizmu były wyjątkowe nie tylko na tle innych państw bloku wschodniego, ale wręcz w skali ogólnoświa...
    czytelników: 1 | opinie: 0 | ocena: 0 (0 głosów)
  • Koniec prawdy absolutnej. Tomasz z Akwinu w epoce późnej nowoczesności
    Koniec prawdy absolutnej. Tomasz z Akwinu w epoce późnej nowoczesności
    Autor:
    Jeśli sądzisz, że ta książka Cię nie dotyczy - jesteś w błędzie. Tomizm, jako oficjalna doktryna Kościoła katolickiego, przez stulecia ulegał daleko idącej ideologizacji, a jego elementy kształtowały...
    czytelników: 51 | opinie: 1 | ocena: 7,67 (6 głosów)
  • Lem. Życie nie z tej ziemi
    Lem. Życie nie z tej ziemi
    Autor:
    Koedycja z wydawnictwem Agora. Lem. Życie nie z tej ziemi to pierwsza w Polsce biografia autora Cyberiady. Korzystając z niepublikowanych dotąd źródeł, Orliński wyjaśnia duże i małe, poważne i zabawn...
    czytelników: 1116 | opinie: 71 | ocena: 7,15 (344 głosy)

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-10-21 19:01:08
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam
Autor:
Cykl: Filary Ziemi (tom 3)
 
2018-10-16 23:48:05
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
 
2018-10-10 13:08:33
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam, Replay, czyli czytane ponownie
 
2018-10-08 11:56:42
Ma nowego znajomego: Wioleta Witt
 
2018-10-05 22:50:19
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam
 
2018-10-05 22:47:31
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Światy Pilipiuka (tom 7)

Szachownica [w: ] A. Pilipiuk, Reputacja

Ostatnimi czasy oprócz rzecz jasna książek wszystko kręci się u mnie wokół szachów. Ostatnio oglądałem relacje z olimpiady szachowej gdzie nasi zrobili rewelacyjny wynik czwarte miejsce, przy czym do ostatniego posunięcia figurkami szachowymi, bo było nie było „szachownica jest kwadratowa, a króle są dwa”, walczyli o złoto. No ale, że rywale z Indii...
Szachownica [w: ] A. Pilipiuk, Reputacja

Ostatnimi czasy oprócz rzecz jasna książek wszystko kręci się u mnie wokół szachów. Ostatnio oglądałem relacje z olimpiady szachowej gdzie nasi zrobili rewelacyjny wynik czwarte miejsce, przy czym do ostatniego posunięcia figurkami szachowymi, bo było nie było „szachownica jest kwadratowa, a króle są dwa”, walczyli o złoto. No ale, że rywale z Indii też walczyli o medal i wyszedł z tego niechciany przez nikogo, acz rewelacyjny remis. A inni rywale zrobili swoje w tej wyrównanej stawce i wyszło co wyszło, czyli najlepszy wynik w historii powojennych szachów. Także z tej okazji wybór musi być oczywisty, pojawić się musi w mojej recenzji opowiadanko zatytułowane „Szachownica”, które warto przybliżyć wam moi drodzy czytelnicy.

W tym opowiadaniu chodzi o tajemniczą szachownicę, która wpadła w ręce jednego z pilipiukowskich bohaterów Roberta Storma. Robert jest archeologiem z wykształcenia, podobnie jak sam autor, jak zapewne wiecie moi drodzy czytelnicy, no i pasjonatem historii, zagadek z przeszłości i tak dalej. Bohater tego i paru innych opowiadań lubi też przeprowadzać renowację staroci zarabiając przy tym nie małe pieniądze, bo albo antyki sam znajduje, albo skupuje je za grosze lub za butelki płynnych specyfików mające w sobie sporą zawartość alkoholu. Tak dokładnie było z szachownicą, którą kupił od praskiego menela, ksywka Profesor, biorąca się stąd, że rzeczywiście ów osobnik trudnił się pracując naukowo na wyższej uczelni. Jak widać Robert doprowadził szachownicę i pionki do idealnego stanu w tym dorabiając te brakujące. I jak można się domyślać literacka zabawa w tym momencie się zaczyna, bowiem autor trafił na jakiś tajemniczy szyfr, każde pole szachownicy było oznaczone literką i głowił się jak to rozpracować i czy nie ma do czynienia jakoś z motywem szpiegowskim. Czy rzeczywiście tak będzie? Doszedł do wniosku, że można szyfr odczytać skacząc skoczkiem po szachownicy, bo ponoć można konikiem wskoczyć ma wszystkie pola szachownicy i znaleźć się w ten sposób tylko raz na poszczególnym polu. Jak tego dokonać pomogli Robertowi emerytowani szachiści z klubu szachowego.
Czy zagadka zostanie rozwiązana?

Polecam te szachowe i pozostałe opowiadania z tego tomu.

pokaż więcej

 
2018-10-05 18:33:33
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać, Posiadam
 
2018-10-05 18:28:23
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
 
2018-09-27 21:37:25
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Andy Weir napisał „Marsjanina” w sumie można się głowić czy to cos w stylu „Marsa” Kosika. Niekoniecznie, chociaż motyw kolonizacji planety pada w refleksji głównego bohatera. No ale zacznijmy wszystko od początku mamy tu po prostu kosmicznego Robinsona Crusoe, czyli rozbitka, dla którego wyspą stał się cały Mars, planet wręcz nieludzkiej dla zwykłego człowieka. Co prawda przeciętnych ludzi w... Andy Weir napisał „Marsjanina” w sumie można się głowić czy to cos w stylu „Marsa” Kosika. Niekoniecznie, chociaż motyw kolonizacji planety pada w refleksji głównego bohatera. No ale zacznijmy wszystko od początku mamy tu po prostu kosmicznego Robinsona Crusoe, czyli rozbitka, dla którego wyspą stał się cały Mars, planet wręcz nieludzkiej dla zwykłego człowieka. Co prawda przeciętnych ludzi w kosmos NASA nigdy by nie wysłała. Tylko astronautami zostają lidzie wybitni, wykształceni o pewnych psychicznych predyspozycjach będąc latami szkoleni żeby przeżyć ekstremalne sytuacje podejmować paskudnie trudne, wręcz niewyobrażalne decyzje decydujące o życiu i śmierci. I takie coś mamy tutaj w książce. Amerykański astronauta został sam na Marsie. Najpierw uznano go za martwego, potem jednak sprawa się wyjaśniła. I co dalej? Mamy sytuacje skomplikowaną, bohater Defoe jak pamiętamy wytrzasnął sobie Piętaszka, Mark Whitney, główny bohater nie miał tego luksusu, był całkiem sam. Miał za to inne luksusy dostępną kosmiczną technologię wartą miliony dolarów, którą wykorzystywał do … utrzymywania hodowli ziemniaków, żeby po prostu przeżyć kilkaset dni. Potem dopiero zdołał osiągnąć łączność z Ziemią, docierając do urządzeń pozostawionych dawno temu przez poprzednie misje marsjańskie, ale i tak nie było to łatwe. Książka jest napisana w formie pamiętnikowej w którym znalazł się tu zapis 18 miesięcznego pobytu Whitneya na Marsie. Wydarzenia toczą się też na Ziemi w centrali NASA, no w kosmosie na Hermesie, statku, którym podążął na Marsa Whitney. Niby to wszystko banalne, wydawać by się nawet mogło, że książka jest nudna jak flaki z olejem, autor uraczył tutaj swoich czytelników upierdliwym wręcz wałkowaniem motywów technicznych trudnych do zrozumienia i wyobrażenia sobie nawet, ma to uzmysłowić czytelnikowi możliwość –niemożliwość 549 soli na Marsie, doba marsjańska, czyli sol właśnie to 24 h, 39 min. Główny bohater każdego dnia natrafiał na śmiertelne zagrożenia, przy których nawet minimalny błąd kończył całą przygodę śmiercią. Aż trudno sobie wyobrazić presję i stres z tym związane.

W zasadzie to można by zamknąć książeczkę i przejść nad nią do porządku dziennego. Tyle, że jednak autor uprzykrzył ładnie życie swoim czytelnikom pytaniami sensu stricte filozoficznymi które się pojawiają. Są to motywy typowo aksjologiczne, na ile można oszacować życie ludzkie? No bo przecież to jasne, że że wszystko co wiąże się z kosmosem to nie są tanie rzeczy, tu kwoty sięgają miliardów dolarów i co ciekawe nie tylko amerykanie, ale także Chińczycy, być może również Rosjanie sprawą się zainteresowali ujawniając przy tym pewne tajemnice strategiczne, wojskowe itp. Odpowiedź tą poznajemy i jest ona pozytywnie zaskakująca. Druga to Motyw marsjańskiej przygody Marka Whitneya zainteresował wszystkie stacje telewizyjne na globie, co przy współczesnej tendencji do bigbratheryzacji telewizyjnej wszystkich wydarzeń, tu siłą rzeczy też coś takiego miało miejsce i to trafiło na pierwsze miejsce medialnych list przebojów.

Książką jest niesamowita, warto ją przeczytać. Polecam.

pokaż więcej

 
2018-09-26 21:02:27
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

W tej książce * mamy dwa opowiadania Jacka Wilimsona. Pierwsze to „Legion umarłych”, drugie „Ostatni ziemianin”. O autorze warto wiedzieć, że jest jednym z rekordzistów twórców książek z gatunku science fiction, które pisał przez kilkadziesiąt lat. Czytając książkę dumałem dlaczego mamy lata 20 i 30 XX w.? Odpowiedź jest prosta to była dla Wilimsona współczesność, bowiem tekst zatytułowany... W tej książce * mamy dwa opowiadania Jacka Wilimsona. Pierwsze to „Legion umarłych”, drugie „Ostatni ziemianin”. O autorze warto wiedzieć, że jest jednym z rekordzistów twórców książek z gatunku science fiction, które pisał przez kilkadziesiąt lat. Czytając książkę dumałem dlaczego mamy lata 20 i 30 XX w.? Odpowiedź jest prosta to była dla Wilimsona współczesność, bowiem tekst zatytułowany „Legion umarłych” zaczął pisać w roku 1938. Ta data jest o tyle istotna, że wtedy kreowanie literackich koncepcji SF było niewątpliwie trudniejsze i wymagało większej pomysłowości, wyobraźni literackiej i tego wszystkiego co w tym gatunku być powinno. To drugie opowiadanie przypomina twórczość Lema, a przecież Polski wybitny pisarz tworzył parę dekad później i być może zetknął się z twórczością Wiliamsona.

Mamy ten motyw w opowiadaniu „Ostatni ziemianin”, że robot Margath zaczął rządzić swoimi twórcami, czyli ludźmi włącznie z cesarzem Imperium Galaktycznego, tworząc korporacje robotów. Główny bohater Barri Horn, też w latach 30, a wiec parę dekad przed Gagarinem, poleciał w kosmos i krążył po kosmosie na obszarze nieskończenie wielkim przekraczając liczne bariery w czasie i przestrzeni, jego podróż trwała dobrze ponad milion lat. Okres wystarczająco długi, że powstawały i upadały cywilizacje na licznych planetach, my Ziemianie mieliśmy osiągnięcia w kolonizacji licznych planet, tylko ten robot, skoro nie pozbył się jeszcze ludzi, poradziłby sobie, i nie powstała rzeczywistość znana z lemowskiej „Cyberiady”, czyli literackich motywów bajek robotów, uznać należy, że jednak do czegoś byliśmy mu potrzebni. Czyżby była tu jednak przestroga autor dla nas czytelników, że taki blaszany badziewiak może kiedyś zmienić zdanie, i dopiero da nam nieźle popalić aż nas wykończy. Zapewne przebije w tym szale przemysłowego zabijania nazistów.

Co do utworu zatytułowanego „Legion umarłych” czasy rzeczywiście pasowały do koncepcji. Główny bohater Danny Lanning spotyka obie królowe z przyszłości Lethone i Sorainię, kobiety piękne zwalczające się nawzajem, bo tylko jest miejsce dla jednej nich, bo zależy jak ustali się trajektoria prawdopodobieństw czasowych, jeszcze na studiach, gdy czytał naukowe opracowania z fizyki dotyczące czasu. Lethone rządzi Jonbarem, a Sorainia rządzi Gyronią. Obie niezwykłe piękności podrywają Danny’ego , bo z jakiś bliżej nieokreślonych powodów to on człowiek z epoki kamieni łupanego, bo z perspektywy przyszłości tak dalekiej, że żadne daty tu nie padają, może również liczonej w milionach lat, ma możliwość ustawienia właściwiej opcji prawdopodobieństwa czasowego. Danny ma paskudny wybór, musi osobiście zabić jedną z kobiet, a w obydwu kocha się szalenie, obie o to się ładnie postarały na swój sposób. Wiemy, że obie są niezwykłe, jednak ta okrutna, zła i podła Sorainia wzbudza u samego autora, potem zaraz głównego bohatera, a na koniec w nas czytelnikach sprzeczne emocje, bo te zło jakie reprezentuje Sorainia zostało zapakowane co najmniej równie pięknie co tolkienowski pierścień władzy i pozbycie się go graniczy z cudem. Być może celowo pojawiła się u Wiliamsa tutaj ta tolkienowska metafora, żebyśmy mogli lepiej zrozumieć jakiż to niesamowity dylemat miał hobbit Frodo i wielu innych bohaterów trylogii. No i tutaj nie tylko Danny przecież za Sorainia z miłości szaleje, inny bohater był przez nią przez kilkanaście lat torturowany, w sensie dosłownym, cudem zdołał ujść z tych atrakcji z życiem. W efekcie Sorainię tak samo nienawidził jak i ja kochał. Bo podobno żaden facet Soraini zabić nie jest w stanie. Widać pewnego polskiego przysłowia autor nie znał i to Danny i pozostali członkowie legionu umarłych muszą się z tym zadaniem uporać. A koncepcja wydaje się oczywista. Przez milionletnią czasoprzestrzeń o wielu trajektoriach prawdopodobieństw w dodatku nie można transferować żywych ludzi. Ekipa zebrała się niezła, każdy z nich znał się na wojennym fachu brali udział w licznych konfliktach lat 30 i to zanim wybuchła kolejna globalna awantura! Swoje umiejętności po odrodzeniu w przyszłości potrafili perfekcyjnie wykorzystać, o dziwo wykorzystując przy tym konwencjonalne uzbrojenie z pierwszej połowy XX stulecia. Pytanie jest oczywiste, która z dam wygra, a z nią rzeczywistość Jonbaru lub Gyroni?

Autor dowiódł, że da się napisać coś w rodzaju przygodowego science fiction z pasją, romantyczną awanturą, językiem zbliżonym raczej do przygodowego thrillera niż do tego trudnego języka literackiego, często przy zastosowaniu naukowej terminologii, do jakiego przyzwyczaili swoich czytelników twórcy science fiction. Dlatego niewątpliwie warto tą niezwykle barwną i przebojową opowieść przeczytać. Natomiast utwór o „Ostatnim ziemianinie” jest bardziej zbliżony do standardów SF, jednak postać Dondary, opiekunki diamentowego kamienia, artefaktu zdolnego zniszczyć Margatha, pojawia się. Tak jakby autor chciał wyrazić swój pogląd, że postaci kobiece również w koncepcjach science fiction powinny się pojawiać, i swoją kobiecą intuicją i zapewne nie tylko nieźle mieszać w fabule powieści. Nie wiedzieć czemu mi Sorainia kojarzy mi się z Nicci, czyli Panią Śmierci, u Goodkinda, której autor poświęcił zresztą cykl „Kroniki Nicci” , dając tym samym dowód fascynacji tą niezwykłą bohaterką. Tak czy siak nie wątpię wcale, że te dwie kobiece, Lethone i Sorainia, bohaterki gdzieś tam pewnie będą się zawsze kołatać w moich myślach, może w jakiś recenzjach do nich nawiążę, tak jak teraz do czarodziejsko pięknej Nicci, kto wie. Polecam






Ad.
* wydawnictwo Alfa z 1993 r.

pokaż więcej

 
2018-09-19 23:35:59
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam
Seria: Biografie
 
2018-09-19 20:48:22
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Wojna.pl (tom 2)

Polska zgodnie z oczekiwaniami przegrała wojnę z Rosją na kartach książki zatytułowanej „Inwazja”. Zgodnie z literackim konceptem Wojtka Miłoszewskiego była to pierwsza część cyklu „Wojna.pl”. Niewątpliwie ten cykl jest ambitnym planem wykreowanej rzeczywistości literackiej w stylu political fiction, który poraża i przeraża swoim realizmem politycznym, bo niewątpliwie stary/ nowy car Rosji... Polska zgodnie z oczekiwaniami przegrała wojnę z Rosją na kartach książki zatytułowanej „Inwazja”. Zgodnie z literackim konceptem Wojtka Miłoszewskiego była to pierwsza część cyklu „Wojna.pl”. Niewątpliwie ten cykl jest ambitnym planem wykreowanej rzeczywistości literackiej w stylu political fiction, który poraża i przeraża swoim realizmem politycznym, bo niewątpliwie stary/ nowy car Rosji Władimir Putin jest politycznie nieprzewidywalny i niebezpieczny, gorszą widomością mogłoby być tylko to, że zapewne dałoby się znaleźć jeszcze bardziej ambitnych jastrzębi na Kremlu, których szef państwa póki co trzyma w ryzach. Tutaj mamy rzeczywistość postwojenną. Polska jest zrujnowana w szczególności Katowice i Warszawa, więcej szczęścia miały Łódź i Kraków, które de facto spełniają funkcje metropolitarne. Naród jest wyraźnie udręczony po tym jak mieliśmy tutaj drugą Czeczenię, to przy okazji a propos budowania drugich Irlandii czy Japonii, baczmy my wszyscy tylko, żeby mniej fajne opcje politycznie nie wchodziły. Inna bajka, że Rosjanom zależy, żeby przynajmniej propagandowo wszystko ładnie pięknie wyglądało stad jednak odbudowa przynajmniej niektórych dzielnic polskich miast rusza pełną parą. Jednak ciemnych stron starego/nowego PRL-u, jacyś ruscy spin doktorzy wykazali albo się poczuciem humoru, albo zaskakującą znajomością realiów, bo jak by powiedział nasz klasyk „ciemny lud to kupi”, nie brakuje. Mamy tu zaskakujący mix realizmu politycznego drugiej poł XX w., a czasem widoczny jest motyw raczej popowstaniowej rzeczywistości drugiej poł. XX, że aż dziwne, że stara nazwa Priwislinskij kraj nie wróciła. No ale jednak przybysze ze wschodu próbują stworzyć pozory normalności, przynajmniej dla tych którzy mają dość konformistycznie podejście i współtworzą administrację nowego państwa na wszystkich szczeblach. Jeden z bohaterów Michał Barański wraca do branży pedagogicznej, zostaje nauczycielem historii, opowiada nam czytelnikom realia nowej szkoły, w których dyrektorowie są tylko marionetkami, a nad prawidłowością przebiegu procesu edukacyjnego czuwają oficerowie polityczni ze wschodu. Przegląda też podręczniki historii zrobione według odpowiednich standardów, które widać na wschodzie wciąż trzymają się nieźle. Internet też jest rosyjski, który ma być pomocny w inwigilacji polskiej ludności i tępienie w zanadrzu niepodległościowych zamysłów. Działa FARBA organizacja niepodległościowa. Niektóre działania polskiego podziemia są rzeczywiście brawurowe jak bardzo ładne, i efektowne pozbycie się namiestnika, zastąpił go gen Przybylski, marionetkowy prezydent, jak pamiętamy z pierwszej części określany przez wojskowych bohaterów książki, pewnym słówkiem na k… Jedno mnie zastanawia, czy to nasi mieli taki „wybitny pomysł”, czy jednak został przetransferowany wprost z siedzimy KUBO, czyli nowej ubecji, żeby zrobić z FARBA’y organizację terrorystyczną, a z takiego obrotu sprawy pierwszy ucieszyłby się sam car Władimir, a zaraz potem zaraz cała reszta świata. Robert Gurski odmówił wykonania pewnego rozkazu wykazując więcej wyczucia politycznego niż jego wojskowi przełożeni. W warunkach wojny oznaczało to jedno, zarobienie jednej kilku kulek.

Myślę, że nie ma potrzeby więcej się rozpisywać, poznajemy dalsze losy znanych już bohaterów, pojawiają się też nowi, czyli mamy akcję w realiach wyniszczonego wojną kraju. Oczywiście autor oprowadza też czytelnika po politycznych, w dużej mierze, tajnych salonach gdzie rozgrywa się globalna geopolityka. Wygląda na to, że jednak III wojna światowa wisi w powietrzu, dla nas to pewnie wszystko jedno, bo i tak siedzimy na metaforycznej kupie gruzu, ale czyżby dla nas to była kupa szczęścia tak jak sto lat temu gdy była pierwsza wojna światowa? Czy może jednak światowe mocarstwa dojdą do dość przykrego i zarazem brutalnie pragmatycznego wniosku, że my się nie nadajemy do tego, żeby mieć swoje państwo i tylko wieczne problemy z nami, i cała literacka atrakcja zakończy się kolejnym rozbiorem? Dedukuję to z tego jakim rozumowaniem kierują się znani nam z ekranów telewizorów i komputerów zachodni politycy, którzy są autentycznymi bohaterami cyklu. Przy tej okazji, i kilku innych również, Wojtek Miłoszewski celuje dość celnie i trafnie w aktualnie rządzącą partię. No ciekawe co tam nam czytelnikom autor przyszykuje w kolejnych tomach cyklu? Drugi tom jest równie dobry jak pierwszy, a to jest dobra wiadomość, że autor utrzymuje tak wysoko postawioną poprzeczkę na tym samym wysokim poziomie, co w przypadku cyklów nie jest ani proste, ani oczywiste, dlatego trzeba podziwiać Miłoszewskiego, że swój pomysł realizuje w sposób niezwykle precyzyjny i daje nam czytelnikom do myślenia. Książka jest świetna polecam.

pokaż więcej

 
2018-09-13 23:31:58
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam
Cykl: Rzym (tom 2) | Seria: Powieść historyczna
 
2018-09-13 23:27:50
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Rzym (tom 1) | Seria: Powieść historyczna

Steven Saylor jest znany z cyklu kryminalnego „Roma sub rosa”, są to kryminały w stylu retro, bowiem ich akcja toczy się w realiach starożytnego Rzymu, jakoś do tej pory nie miałem okazji przeczytać żadnej z tych książek. Jednak to doświadczenie pisarskie przydało się autorowi w podjęciu się, ambitnego i bezprecedensowego wyzwania w historii literatury, jakim niewątpliwie jest literackim... Steven Saylor jest znany z cyklu kryminalnego „Roma sub rosa”, są to kryminały w stylu retro, bowiem ich akcja toczy się w realiach starożytnego Rzymu, jakoś do tej pory nie miałem okazji przeczytać żadnej z tych książek. Jednak to doświadczenie pisarskie przydało się autorowi w podjęciu się, ambitnego i bezprecedensowego wyzwania w historii literatury, jakim niewątpliwie jest literackim wykreowaniu fikcji opartych na znaczących historycznych wydarzeniach dotyczących całej historii Imperium Romanum. Zasadniczo książka ma formę opowiadań dotyczących konkretnych wydarzeń. Oprócz historii starożytnego Rzymu, co jest oczywiste całość spajają losy dwóch patrycjuszowskich rodów, rywalizujących ze sobą o wpływy polityczne i względy rządzących i zdobywanie bogactw, Pinariuszów i Potyliuszów. Żeby docenić kunszt tej książki trzeba mieć świadomość, że autor podszedł do kwestii niemal tak samo jak zrobiłby to branżowy historyk, czyli zapoznał się z tekstami źródłowymi, przeczytał szereg monografii naukowych i napisał tą książkę z dbałością o szczegóły, nawet interesowało autora gdzie znajdowały się budynki, np. świątynie, pałace, i inne miejsca w stolicy imperium np. pomniki znajdowały się w konkretnych czasach, oczywiście na tyle precyzyjnie o ile dysponują tą wiedzą historycy. Do tego autor dodał swój niezwykły kunszt pisarski i po prostu wyszło z tego arcydzieło.

Wymiary książki są co najmniej dwa, czyli typowo literacka chęć zaprezentowania opisania poszczególnych bohaterów wpisanych w losy miasta Rzym i imperium, którego był stolicą, światową, multikulturową metropolią na miarę współczesnych miast takich jak Nowy York czy Paryż. A druga warstwa tej powieści to typowo epistemologiczne podejście autora do kwestii historii antycznego Rzymu, którą pisarz niewątpliwie się pasjonuję i tą jego ogromną pasję widać niemal na każdej stronie, ale także jest w tym widoczna intencja twórcy, niezwykłego artysty, żeby o tych zamierzchłych wydarzeniach, nie zawsze powszechnie znanych, w przystępny, literacki sposób, opowiedzieć, przybliżając współczesnemu czytelnikowi, zarówno Rzymian, ich mentalność, która siłą rzeczy musiała się zmieniać, bo inna jest mentalność mieszkańców wsi gdzieś na cywilizacyjnych rubieżach, aż po mentalność mieszkańców miasta globalnej metropolii, która owe cywilizacyjne standardy dla sporego obszaru Europy, ale także Azji i Afryki ustanawia. I właśnie tą transformację mentalną mieszkańców Rzymu autor usiłuje przedstawić, a nie mam co do tego wątpliwości, że to wyzwanie jest tak niezwykłe, że autor bez trudu mógł się nieźle wkopać się i władować się na minę, jednak ten zamysł się powiódł i mamy tutaj szereg naprawdę niesamowitych historii, które warto poznać. Ich ramy czasowe rok 1000 p. n. e, do 44 r. p. n. e, czyli politycznego zabójstwa Juliusza Cezara, a potem jeszcze do wykreowania się nowej rzeczywistości. Władzę przejął pierwszy imperator, cesarz, rzymski bóg, zwany też cezarem, boskim augustem, Oktawian August. I prześledzenie tej politycznej transformacji Rzymu od rządów królów, po stulecia republiki, aż po ponowne ustanowienie kilkusetletniej monarchii. Autora widać ten zamysł tak wciągnął, że postanowił kontynuować swoje dzieło w książce zatytutułowanej „Cesarstwo”. Istnieje też co najmniej jeszcze jedna głęboka warstwa tej książki, bowiem autor wyraźnie daje nam, do zrozumienia, że historia jest nauką żywą. Dokładnie w tym sensie, że nie jest wynalazkiem, który kurzy się w archiwach i bibliotekach i nie ma żadnego przełożenia na współczesność. Lucien Febre wydedukował „Historia nauka o przeszłości, nauka o teraźniejszości’ i niewątpliwie coś w tym jest. Steven Saylor wysnuł intrygującą spekulację dotyczącą USA, jakie będą ewolucje demokracji amerykańskiej za kilkaset lat? Czy nie zanosi się na powtórkę z rozrywki, że na skutek przeróżnych procesów dziejowych jakiś ambitny człowiek przejmie władzę i inspirując się starożytną historią Rzymu i nazwie się chociażby imperatorem. Co prawda wydarzenia jakie miały miejsce w poprzednim stuleciu sprawiły, że raczej niezbyt przychylnie byśmy do tego typu przebiegu wydarzeń w państwie o zasięgu mocarstwowym byśmy podeszli. Ale było nie było historia jest w tym względnie dynamiczna i mentalność ludzi również się będzie zmieniać i podejście i zapotrzebowanie polityczne w tym względzie może ulegać zaskakującym transformacjom i niekoniecznie to będzie musiało prowadzić do atrakcji jakie ludzkość przeżyła. Niewątpliwie historia, nawet ta odległa w czasie może dostarczyć materiału do snucia tego typu prognoz i idących za tym wysnuwanie analiz historycznych. Ten koncept autora daje do myślenia. Ciekawe czy autor w drugiej części pójdzie za ciosem i dalej podąży jakimiś ciekawymi tropami znanymi z różnych koncepcji filozofii historii. To niewątpliwie wystarczająca zachęta, żeby kontynuować czytanie cyklu „Rzym” i przeczytać jego drugą i ostatnią część zatytułowaną „Cesarstwo”.


Książkę warto przeczytać, niewątpliwie fascynaci powieści historycznych będą zachwyceni, natomiast jak przypuszczam pozostałych przekona ta moja recenzja, że czytanie tej książki czasem straconym nie będzie. Polecam.

pokaż więcej

 
2018-09-12 20:06:58
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

„Moim skromnym zapijaczonym zdaniem dopóki nie znajdzie się taki komputer, co potrafi wypić więcej od człowieka ludzkość nie powinna czuć się w swych pryncypiach zagrożona. „

Jerzy Pilch



Ten przewrotny intelektualnie cytat Jerzego Pilcha krótko zwięźle i na temat podsumowuje materię zagadnień, którą porusza Marc Elsberg w książce...
„Moim skromnym zapijaczonym zdaniem dopóki nie znajdzie się taki komputer, co potrafi wypić więcej od człowieka ludzkość nie powinna czuć się w swych pryncypiach zagrożona. „

Jerzy Pilch



Ten przewrotny intelektualnie cytat Jerzego Pilcha krótko zwięźle i na temat podsumowuje materię zagadnień, którą porusza Marc Elsberg w książce „ Zero”, o ile oczywiście jakiś milionrdzeniowy superkomputer nie nabija się z nas wznosząc toast kieliszkiem kieliszkiem whiskey. Bo to jest ciekawe tutaj, czy rządzi tym interesem jakaś popaprana „Cała kupa Wielkich Braci”, jak to jedną z książek zatytułował Ziemkiewicz, czy po prostu sztuczna inteligencja nie wiedzieć kiedy zgłasza swoje niezwykle ambitne aspiracje do rządów nad światem i rzeczywistość rodem z serii amerykańskich filmów „Terminator” nie jest wcale aż tak odległa w czasie jak by to mogło się wydawać. Co by nie powiedzieć to najbliższe dziesięciolecia mogą być ciekawe. Np. motyw, że amerykański prezydent byłby marionetką lobby firm informatycznych, właściwie złem koniecznym podtrzymującym tradycję. Najbardziej intrygującym pytaniem jest czy istnieje informatyczny algorytm na ludzką nieobliczalność? Wcale by mnie to nie zdziwiło, wszak nie od wczoraj najnowsze i najlepsze, coraz mocniejsze, generacje komputerów grają w szachy z najlepszymi szachistami i wcześniej czy później za pomocą coraz lepszego oprogramowania i coraz to nowszych parametrów technicznych, coraz to doskonalsza informatyczna maszyneria ten czynnik będzie w stanie rozgryzać, teraz ponoć jeszcze to nie jest możliwe. Programy komputerowe o najlepszych parametrach przydają się komentatorom i analitykom szachowym do analizowania i komentowania partii grających ze sobą dwóch najlepszych graczy na globie. Inny motyw jest niezły, że wszyscy uważamy siebie za indywidualistów, ludzi na wskroś absolutnie wyjątkowych, a jak przychodzi co do czego to okazuje się, że jesteśmy tacy sami i coś takiego da się precyzyjnie wyliczyć metodami komputerowymi. Czy epoka postdemokratyczna powoli staje się rzeczywistością, a coś takiego jak prywatność właściwie już nie istnieje? Autor stawia tezy dość prowokacyjne dając przy tym nam czytelnikom zdrowo do myślenia. O tym, że da się zhakować wybory prezydenckie nawet w USA i wpłynąć na wynik referendum brexitowego w Wielkiej Brytanii słyszał coś tam chyba każdy i ciekawe na ile to jest teoria spiskowa, a na ile rzeczywistość, na pewno technika daje takie możliwości. A takie pomysły przełożenia metod informatycznych na bieżącą politykę dużą i małą pojawiają się przecież u Elsberga i niemal na wczoraj okazały się rzeczywistością. Cyntia Bonsard powiedziałaby „witajcie w paranoi”, a ja skromnie mógłbym dodać, „witajcie w science fiction”. Było nie było, wojny hakerskie, znany do nie dawna proces pojawiający się w literaturze SF, to już rzeczywistość. Tak samo jak Internet jest częścią realnego życia czy tego chcemy czy nie. Ciekawe czy da się jeszcze skryć przed tym całym informatycznym zamieszaniem gdzieś do mnichów tybetańskich i właściwie po co? My jeszcze możemy mieć z tymi problemami natury informatycznej, które kreują w zasadzie w dużym stopniu naszą rzeczywistość, kłopot, ale za kilkadziesiąt lat dla ludzi to będzie element starej jak świat rzeczywistości i ciekawe jak będą to rozgryzać, czy przejdą nad tym do porządku dziennego? Czy rzeczywiście jacyś anarchistyczni działacze, bo za takowych pewnie będą uznawani, w stylu Zero będą robić bajzel? Zero to gość dość tajemniczy, można się zastanawiać kim on jest i czego chce. Czy jest nowoczesnym Zorro, czy może Don Kichotem, czy gościem jeszcze z jakiejś innej bajki?

To chyba z grubsza tyle co da się wyciągnąć w ramach analitycznych spekulacji dotyczących problematyki poruszanej przez Elsberga w tej książce. Co do warstwy wydarzeniowej. Autor zaczął niezwykle spektakularnie. Grupa Zero, zrobiła, używając slangu szachowego, wjazd na chatę, prezydentowi USA, a precyzyjnie rzecz ujmując zrobili najpotężniejszemu człowiekowi na globie informatyczny kawał. Drony i internetowe mikrokamery rozgościły się w Białym Domu jak u siebie, robiąc niezły rwetes przy tym, i oczywiście poszła z tego wydarzenia transmisja live na you tubie i tego typu podobnych stronach internetowych. Potem autor próbuje podtrzymywać napięcie i nawet te próby jakoś tam wychodzą, ale moim zdaniem wypadło to dość blado w porównaniu z książką „Blackout”. Mamy wydarzenia w Londynie, Wiedniu i Nowym Yorku. Czytelnik może odnieść wrażenie, że autor troszkę zakopał się w tych detalach informatycznych, uważając zapewne, że one w same w sobie są dość interesujące i intrygujące i owszem tak jest, jednak akcja pod katem kreowania wydarzeń, budowania napięcia wymagałaby jednak dopracowania. Owszem poszukiwania Zero przez redakcję londyńskiej gazety Daily wyglądają ciekawie, ale potem gdzieś to wszystko umyka. Puentą mają być wydarzenia w Nowym Yorku, w tym ściganie przez kilkaset tysięcy posiadaczy okularów mający możliwości łączności z Internetem i wiele zaskakujących innych możliwości, czytelnik może odnieść wrażenie, że mogłyby być gadżetem brytyjskiego agenta 007 Jamesa Bonda i głowić się czy zwykłym ludziom tego typu bajery jak szybki dostęp do danych osób spotykanych w autobusie na ulicy, co może prowadzić do śmierci jeśli ma się do czynienia z niebezpiecznym, uzbrojonym po zęby, przestępcą. Autor głowi się na ile dopuszczalna jest ingerencja potentatów informatycznych w naszą prywatność i dokonywanie szybkich prób zmian osobowości, przykłady można znaleźć w książce.


Zero zrobił swoje, mamy zamieszanie w Białym Domu, nikt nie zginał, nawet nie było rannych, tyle, że administracja prezydenta USA została ośmieszona, Grupa Zero została zdefiniowana jako organizacja terrorystyczna, efekt zrobiono z Zero wroga publicznego nr. 1 na miarę Osamy bin Ladena. W sumie czy to nie dziwne, że do Zero szybciej i zaskakująco łatwo dokopała się grupka kilku dziennikarzy, a służby działały zaskakująco powoli. Główną bohaterką jest Cyntia Bonhard i oprócz samego Zero wszystko się kręci wokół niej. Trudną operacją literacką dokonaną przez autora była próba podważenia przez autora układu czarnobiałego, zerojedynkowego układu, ten jest dobry, a ten zły, tutaj w książce, te granice są tak śliskie, ze niezwykle trudno uchwytne. Jasne, że Kazik śpiewa. "Różne są odcienie szarości od czerni do białości”, ale pod kątem konstrukcji książki autor ma problemy za nadążeniem za decyzjami, które podejmują bohaterowie, np. Cyntia ściga Zero, potem zmienia front, i z głupia frant sama zostaje terrorystką nazwana i jest ścigana w Nowym Yorku. A przecież w gruncie rzeczy ona i Zero działają w imieniu miliardów zwykłych ludzi, których zwodzą firmy informatyczne. Pytanie tylko czy ludzie chcą o tym wiedzieć? No bo przecież chcą korzystać z dobrodziejstw jakie oferuje Freemare, właściwie to jest udoskonalona wersja starego dobrego fejsa, wzbogacona o funkcje doradcze, co można robić, żeby mieć lepszy ranking, w dodatku można zarobić sprzedaży swoich danych osobowych. Ludzie chcą z tego typu programów i aplikacji korzystać i nie chcą się głowić nad tym co się dzieje z ich danymi i w jaki sposób są przetwarzane, jak wykorzystuję je reklamodawcy i w jaki sposób wykorzystując algorytmy im się doradza, często dokonując zaskakujących transformacji osobowościowych. Cały ten koncept jest niezły, jak wspomniałem do myślenia, jednak sprawiający, że konstrukcja książki traci na tym, że jest niezbyt czytelna, a napięcie które autor zamierzał osiągnąć wraz z przejściem Cyntii na stronę Zero właściwie spada w środku książki zamiast wzrosnąć, co ewidentnie było siłą „Blackoutu”, tutaj ten zamysł nie wypalił. Jestem jednak ciekaw kolejnych książkach autora, bo pisze on o rzeczywistości, często w aspekcie socjologizującym, poruszając przy tym istotne dla nas, zwykłych czytelników problemy, które są istotne, acz nie zawsze do nich podchodzimy w ten sposób. W sumie dobrze, że motywy informatyczne, często, gęsto do literatury trafiają, bo jak widać w coraz większym zakresie trafiają one do naszej codzienności i dawno przestały być elementem SF. Oprócz socjologii, o czym już było powyżej, mamy filozofię, w nowym wydaniu, bo mamy tu zarówno koncepcje ucieczki od wolności Fromma, ale też teoria maszyny i śrubek, która nominalnie dotyczy systemów totalitarnych, pojawia się, po drobnym liftingu, w nowej odsłonie, i zaskakuje swoją elan vital.

Książkę zdecydowanie warto przeczytać. Polecam.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
1695 490 16390
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (375)

Ulubieni autorzy (39)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (35)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd