Piratka 
status: Czytelnik, dodał: 1 ksiązkę i 27 cytatów, ostatnio widziany 1 godzinę temu
Teraz czytam
  • Atlantyda
    Atlantyda
    Autor:
    Analiza mitu o Atlantydzie
    czytelników: 6 | opinie: 0 | ocena: 5 (1 głos)

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-09-25 20:08:52
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

"kondominium rosyjsko-niemieckim pod żydowskim zarządem powierniczym", jak autor nazywa aktualne państwo polskie

Kto publicznie znieważa Naród lub Rzeczpospolitą Polską,
podlega karze pozbawienia wolności do lat 3 (art. 133).

 
2018-09-25 11:17:50
Wypowiedział się w dyskusji: Rok 2018 Rokiem Zbigniewa Herberta

Powody dla których ktoś czy coś zostaje patronem roku są niejasne. W 2013 był nim poputczyk Miłosz, w 2011 Tuwim, co Władimira Iljicza nazwał "przyjacielem prostych ludzi" ("Do córki w Zakopanem") a Stalina jeszcze lepiej "prawodawcą sumień".
Zatem czy to dobrze, by Herbert dołączył do takiego towarzystwa?

więcej...
 
2018-09-25 11:02:10
Wypowiedział się w dyskusji: Rok 2018 Rokiem Zbigniewa Herberta

Mój ulubiony wiersz Herberta:
Hołuj
Żukrowski
Przymanowski
Lenart
Czterej pancerni
mierni
ale ujdzie
Na nowy serial
byłby niezły temat
Cóż – gdy za nimi
żaden pies nie pójdzie

więcej...
 
2018-09-23 18:27:02
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
 
2018-09-22 23:41:59
Wypowiedział się w dyskusji: Ludzie nie czytają książek, które czytają

"Czyżbym naprawdę nie czytał książek, tylko wymyślał sobie na ich podstawie własne wersje?"
:)
Przypomina to jeden ze sposobów czytania książek przedstawiony w zakończeniu "Bromby i innych".
Trzy prawa Stanisława Lema wyglądają na przeróbkę twierdzeń starożytnego myśliciela (myślanta, jakby go nazwał Lem) Gorgiasza:
Nic nie istnieje.
Gdyby nawet coś było, to byłoby to niepoznawalne.
Gdyby...
"Czyżbym naprawdę nie czytał książek, tylko wymyślał sobie na ich podstawie własne wersje?"
:)
Przypomina to jeden ze sposobów czytania książek przedstawiony w zakończeniu "Bromby i innych".
Trzy prawa Stanisława Lema wyglądają na przeróbkę twierdzeń starożytnego myśliciela (myślanta, jakby go nazwał Lem) Gorgiasza:
Nic nie istnieje.
Gdyby nawet coś było, to byłoby to niepoznawalne.
Gdyby nawet było poznawalne, to i tak wiedzy o tym nie udałoby się przekazać.
Chociaż na ogół Lema alias Lemuela Łysego cenię i w ogóle, jednak, zdaniem moim, kategorycznie zbyt prawa owe brzmią. Chyba, że miały żartem być (jakby Mistrzu Yoda rzekł).

pokaż więcej

więcej...
 
2018-09-22 19:58:00
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Na jakiej zasadzie "Szatańskie wersety" mają być arcydziełem światowej literatury?

 
2018-09-22 19:44:56
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Przeczytane jedynie streszczenie, napisane przez kogoś, kto bronił autora przed oskarżeniem o znieważanie uczuć muzułmanów. Że książka bardziej antyzachodnia niż antykoraniczna. Poparte cytatami, z których wynikało, iż autor stosuje prostackie słownictwo (którego przez grzeczność nie przytoczę) oraz połączenia wyrazów w rodzaju "lotnisko w Nowym Jorku przypomina obóz koncentracyjny"... Przeczytane jedynie streszczenie, napisane przez kogoś, kto bronił autora przed oskarżeniem o znieważanie uczuć muzułmanów. Że książka bardziej antyzachodnia niż antykoraniczna. Poparte cytatami, z których wynikało, iż autor stosuje prostackie słownictwo (którego przez grzeczność nie przytoczę) oraz połączenia wyrazów w rodzaju "lotnisko w Nowym Jorku przypomina obóz koncentracyjny" (przecie nie w Moskwie czy Pekinie).

pokaż więcej

 
2018-09-22 18:55:15
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Przeczytałam u schyłku podstawówki.
Część opowiadań była bardziej udziwniona niż potrzeba, tak, iż nie pojęłam, o co w nich chodziło. Część zaś w miarę jasna, choć i tak dziwna.
Np. o samuraju, który kazał ściąć zbója.
Zbój odgraża się: jeśli to zrobisz, o panie, pożałujesz!
A samuraj: a czemuż to?
Zbój: potrafię się zemścić zza grobu.
Samuraj: udowodnij to!
Zbój: a jak?
Samuraj: niech twoja...
Przeczytałam u schyłku podstawówki.
Część opowiadań była bardziej udziwniona niż potrzeba, tak, iż nie pojęłam, o co w nich chodziło. Część zaś w miarę jasna, choć i tak dziwna.
Np. o samuraju, który kazał ściąć zbója.
Zbój odgraża się: jeśli to zrobisz, o panie, pożałujesz!
A samuraj: a czemuż to?
Zbój: potrafię się zemścić zza grobu.
Samuraj: udowodnij to!
Zbój: a jak?
Samuraj: niech twoja ścięta głowa chwyci ten kamień zębami.
Zbój: zrobię to, a wtedy pożałujesz!
I jak powiedział, tak zrobił. Wszyscy się zlękli, jeden samuraj rzekł: ale naiwniak, jedyne, o czym myślał ginąc, to przekonać mnie, że nawet po śmierci potrafi to zrobić, lecz tym samym wyczerpał swoje siły i już nikomu nie zaszkodzi.
Czy o butnym artyście, który na zlecenie Kogoś Tam Ważnego (po japońsku chyba ktoś taki nazywa się "daimyō") miał namalować piekło. Aby obraz był przekonujący, malarz zażądał pokazu tortur na żywo i tak dalej. Trudno powiedzieć, który był bardziej szurnięty, twórca obrazu czy klient. Morał opowieści jest na tyle przerażający, że go pominę.
Może należałoby ocenić wyżej, trudno powiedzieć ...

pokaż więcej

 
2018-09-16 19:46:56
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Przeczytałam w podstawówce, była to trzecia przerobiona książka Łysiaka (po "Francuskiej Ścieżce" i "Wyspach Zaczarowanych") i pierwsza z nich, która mi się nie spodobała. Czy też spodobała wyraźnie mniej od tamtych. Na tyle, by wstrzymać się z czytaniem kolejnych jego dzieł na szereg lat, choć jeszcze nie tyle, by zrazić się do jego samego (nastąpiło to później, przy "Muzeum Wyobraźni").

iHS...
Przeczytałam w podstawówce, była to trzecia przerobiona książka Łysiaka (po "Francuskiej Ścieżce" i "Wyspach Zaczarowanych") i pierwsza z nich, która mi się nie spodobała. Czy też spodobała wyraźnie mniej od tamtych. Na tyle, by wstrzymać się z czytaniem kolejnych jego dzieł na szereg lat, choć jeszcze nie tyle, by zrazić się do jego samego (nastąpiło to później, przy "Muzeum Wyobraźni").

iHS "autor zaskakująco często, za przeproszeniem, pitoli. Fantazjuje. Konfabuluje. Myli fakty, nazwy i osoby."
:)
Próbka z pierwszego rozdziału:
"Nie trzeba było wychodzić na spotkanie z tą kulturą, przyszła sama w roku 1945 wraz z US Army wyzwalającą Europę Zachodnią. Nazywała się„American way of life” i była jedyną totalnie ukształtowaną i unormowaną formą cywilizacji XX wieku"
po cóż to "totalnie"?
"ogólnym systemem składającym się z reklamy i wrzasku, coca-coli i gumy do żucia, „keep-smiling” i westernów, Walta Disneya i Hollywoodu, Broadwayu i Las Vegas, nowego pragmatyzmu i nowej psychoanalizy, z Supermana i Ala Capone, z Glena Millera i George’a Gershwina, z Ernesta Hemingwaya (jakże wielki wpływ wywarł na egzystencjalizmie europejskim jego cyrkowy kult męskości) i Raymonda Chandlera, z Rity Hayworth, Clarka Gable’a i Charlie Chaplina. Prawdziwy cud naszego stulecia - że to barbarzyńskie Wielkie Nic" i temuż podobnież.

Czyli Glenn Miller, Chaplin, Gershwin to "Wielkie Nic"?

"Była całkowicie pozbawiona uprzedzeń, antyelitarna i totalitarna w tym sensie, że dostarczyła ekspansjonizmowi amerykańskiemu nadbudowy."

Co za głębia.

"To cudowne społeczeństwo, które śmieje się z aktorów i głosuje na polityków (i odwrotnie), opiera swą egzystencję na trzech niewzruszonych fundamentach, którym są: optymizm, niewinność i przyszłość, a wiedzę na trzech opasłych księgach, które leżą w każdym domu i noszą na grzbietach tytuły: Biblia, Przeminęło z wiatrem, Wojna i pokój"

W każdym?

"Jimmy Carter to facet, który stara się (co nie znaczy, że zawsze mu się udaje) mówić prawdę, nawet jeśli jest ryzykowna, a prawda zawsze jest ryzykowna."

Może warto, by autor zechciał wziąć z niego przykład, przynajmniej starać się mówić prawdę, chyba, że to zbyt ryzykowne.

"Gazety europejskie cytują wypowiedź Haralda Trögera: „(...) Elvis rządzi ludźmi" mną nie rządzi.

iHS "po parokrotnym złapaniu autora na, delikatnie mówiąc, konfabulacji, nie mam już żadnej pewności co w tej książce jest wartościowe, a co, oględnie, mniej"

Po wielokrotnym złapaniu Łysiaka w paru innych książkach na delikatnie mówiąc półprawdach zakładam, że na ogół to co napisał jest niegodne zaufania (chyba żeby okazało się, że wyjątkowo było to prawdą).

Przeglądam pdf i widzę, iż ciągłe nazywanie kierowcy Jarosława "Jerry" ("My, Jerry, nigdy nie będziemy jeździć długimi, czarnymi limuzynami", "kultura, której balastu nie pozbędziemy się, Jerry,"), połączone z narracją drugoosobową ("Ugięły się pod tobą nogi, usiadłeś na podłodze ze szklanką scotcha w dłoni, patrzyliśmy sobie w oczy i nagle zacząłeś się śmiać. Śmiałeś się głośno, opętańczo, ryczałeś jak wariat", "Ty zasiądziesz za kierownicą tego nieprawdopodobnego „junka” ze złomowiska i poprowadzisz go jak genialny baletmistrz, który wbrew logice i prawom przyrody nie tylko jakimś cudem panuje nad rozsypującą się grupą rachitycznych tancerzy, ale potrafi uskrzydlić ich i na ten jeden spektakl zamienić w rozszalałe demony pląsu, a ja, siedząc obok, będę naszym nawigatorem, będę robił tysiące notatek i opiszę to wszystko", "cóż konkretnego możesz mi pokazać, Jerry, prócz tego kawałka muru", "Przypomnij sobie, Jerry, jak my zmykaliśmy z saloonu", "Jerry, jesteś geniuszem!") sprawia dziwne wrażenie.

Bez wątku napoleońskiego ani rusz, doczepiono go dość umiarkowanie ("Uśmiecha się, nie odmówi wariatowi zakochanemu w cesarzu", "Kiedy dochodzę do życia seksualnego, mój przyjaciel staje się bonapartystą i ma ochotę krzyczeć: „vive l’empereur!”").

Przyznaję, że o oblężeniu Alamo pierwszy raz przeczytałam w "Saloonie", gdyby reszta rozdziałów była podobnie pisana, książkę może czytałoby mi się lepiej.

iHS
"Autor nie znosi stanów. Po prostu."

Stosunek (nomen omen) Łysiaka do Stanów można by wyrazić ówczesnym żartem "W Stanach czy w Anglii jest wolność słowa, jak kto chce, to może wyjść na ulicę i manifestować, że się Thatcher czy Reagan nie podoba, a w PRL też jest wolność słowa, bo też można manifestować, że się Thatcher czy Reagan nie podoba".
Teraz widać to jeszcze bardziej niż wtedy, znaczna część "Stulecia kłamców" poświęcona jest obwinianiu NATO o wojnę w byłej Jugosławii.

A prześladowanie Indian to też w Stanach, żadni "Sandinowcy" czy "partyzanci ze Świetlanego Szlaku" nigdy takich rzeczy nie robili.

Dodaję jedną gwiazdkę, w końcu facet (używając jego terminologii) potrafi pisać jeszcze gorzej ...

pokaż więcej

 
2018-09-16 14:59:30
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Krzysiek
"kryminalne opowiadania autora inaczej odbierało się w latach 80, kiedy świat zachodni był odległy, nie za wiele literatury kryminalnej autentycznie zachodniej do nas docierało i każde opowiadanie w nim się rozgrywające - choćby było pisane przez malowanego anglosasa (Valdemar Baldhead) - dostarczało emocji niczym czwartkowe, wieczorne seanse z kinem kryminalnym w tv. Jednak teraz...
Krzysiek
"kryminalne opowiadania autora inaczej odbierało się w latach 80, kiedy świat zachodni był odległy, nie za wiele literatury kryminalnej autentycznie zachodniej do nas docierało i każde opowiadanie w nim się rozgrywające - choćby było pisane przez malowanego anglosasa (Valdemar Baldhead) - dostarczało emocji niczym czwartkowe, wieczorne seanse z kinem kryminalnym w tv. Jednak teraz opowiadania z PERFIDII okazują się naiwnawe i płytkie. Owszem, nie są to opowiadania złe - mając naprawdę mało czasu, zdołałem przeczytać ten tomik w 3 dni. Ale czytałem już rzeczy dużo lepsze, nietrudno dziś o sensację zupełnie innej klasy (choć w zalewie tandety, nietrudno i o gorszą)."
Pozostawiając na stronie ocenę publicystyki Łysiaka, popieram.
Pierwszy raz obejrzałam "Selekcję" w Teatrze Telewizji będąc w podstawówce, wtedy bez zastanawiania, na ile ma to ręce i nogi. Tak jakby mnie wciągnęło i spodobało się, może poza zakończeniem. Monologi głównego bohatera przeplatane bluźnierczymi "modlitwami" miały w sobie coś, trudno orzec co. Ostatnio odświeżyłam sobie odszukawszy na jednej ze stron, zerkając co chwila na pdf, część aktorów bowiem mówi za cicho lub/oraz mało zrozumiale.
Tylko bardzo umownie można uznać, że dzieje się to w USA. Pomijając to, że wiedza autora sprawia wrażenie dość zabawne (wymienne traktowanie policji i FBI, połączenia w rodzaju "porucznik FBI" - Federalne Biuro Dochodzeniowe nie ma stopni wzorowanych na wojskowych, tylko "agent", "starszy agent" itd. zaś w centrali "dyrektor", "pomocnik dyrektora", "zastępca pomocnika dyrektora"), mógłby wymyślić coś bardziej przekonującego.
Treść z grubsza wzorowana jest na "Hrabim Monte Christo". W Wikipedii ktoś streścił "Selekcję" tak dokładnie, że aż za dokładnie.
W części pierwszej "ojciec chrzestny" wzywa trzech gangsterów w celu wyznaczenia z nich swego następcy. Zostają schwytani, poddani torturom i zmuszeni do złożenia zeznań. Dwaj zdradzają, trzeci, Vittorio (Henryk Talar) pozostaje wierny. Oprawcy bez potrzeby udawali gliniarzy, byliby bardziej przekonujący będąc sobą (przesłuchiwani wiedzieliby, że nie mają do kogo złożyć skargi ani ulegać złudzeniu, że zdołają odwołać wymuszone zeznania, jak będzie po wszystkim), co najwyżej mogliby powiedzieć coś w rodzaju: jesteśmy z innego gangu, przejmujemy wasze sprawy.
W drugiej części Vittorio już początku popełnia błąd zostawiając niezatarte ślady masakry, uwięziony przez gliniarzy tym razem prawdziwych ("porucznika" FBI Bridgesa gra Wiktor Zborowski*), popełnia kolejny. Zaufawszy łysoniowi Accardo (Marcin Troński) ujawnia mu nazwisko Luigiego likwidatora. Likwidator był raczej marny, skoro dał się łysoniowi podejść i zabić. 5 lat po ucieczce Vittorio z więzienia (z pomocą lekarza, granego przez Pawła Wawrzeckiego, sfingował własną śmierć), łysoń i cyngiel Collins (Zdzisław Wardejn) składają graczowi Ricardo (Michał Pawlicki) propozycję nie do odrzucenia, dostawszy 3 miliony ma wygrać w pokera kilkakrotnie więcej, w zamian za obietnicę 1 procenta zysku.
Ubawiło mnie i nadal bawi, gdy łysoń wrzeszczy "przegrałeś trzy miliony dolarów!?" na co gracz odpowiada spokojnie "włożyłem je do rozgrywki".
Bez wyjaśnienia pozostawiono kilka spraw, zwłaszcza skąd Vittiorio wiedział był o zamierzonym przekręcie łysonia i jak zdołał przeciągnąć Ricarda na swoją stronę.

* później miałam możność widzieć ich obu na żywo w sztuce "Czapa czyli śmierć na raty", Zborowski był klawiszem zwanym "Szefem", Talar ponownie więźniem, o ksywie "Kuźma", wypadli dużo lepiej.

W trzeciej części Vittorio przekupiwszy innego "porucznika" FBI Ciccione (scena, w której Don Raffaela, krewnego Ciccione, zagrał sam Łysiak jest w najlepszym razie zbędna, zaś Vittorio ukrywając się równocześnie przed mafią i gliniarzami powinien być bardziej ostrożny, przebrać się nie do poznania itp.) uzyskuje od niego wiadomość jak dotrzeć do byłej żony Collinsa, od niej zaś namiary na melinę gangu w starym młynie (gdzie Collins więzi małoletnią zakładniczkę, co jest wybitnie podłe). Wyzwoliwszy dziewczynkę Vittorio zastawia pułapkę na nowego "ojca chrzestnego", którego nazwisko aż dotąd było dla niego tajemnicą. Końcówka, w której zabijając swego wroga sam musi zginąć, rozczarowała mnie wtedy i teraz też.

pokaż więcej

 
2018-09-16 14:36:19
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Obiło mi się to o oczy w podstawówce.
Jedyne znane mi dzieło Cortázara (oczywiście nie wiem, na ile wydanie z PRL oddaje oryginał, choć chyba tak http://www.literaberinto.com/cortazar/fantomas.htm).
Pomysł może i zajmujący, wykonanie... jak pisze olaf2009 za "upolitycznienie książki - 1".
W skrócie: CIA jest winne złu na świecie, bo przecie nie KGB, Pol Pot czy Fidel ...

 
2018-09-13 20:02:15
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Marta
"Lepszy od Małego Księcia, bo pojawiło się poczucie humoru ;) Ale nadal bez zachwytu."
Dokładnie, jak to mówią.
Chyba można to nazwać parodią, jakby trochę lepszą od oryginału. Rysunki też lepsze.
Miejscami zabawne, choć więcej zapowiada, niż przynosi.
"Statystyk, szczęśliwy, że ma tak uważne audytorium, ciągnął żwawo swój wykład, nie zapominając wszakże ani na chwilę o zaspokojeniu...
Marta
"Lepszy od Małego Księcia, bo pojawiło się poczucie humoru ;) Ale nadal bez zachwytu."
Dokładnie, jak to mówią.
Chyba można to nazwać parodią, jakby trochę lepszą od oryginału. Rysunki też lepsze.
Miejscami zabawne, choć więcej zapowiada, niż przynosi.
"Statystyk, szczęśliwy, że ma tak uważne audytorium, ciągnął żwawo swój wykład, nie zapominając wszakże ani na chwilę o zaspokojeniu apetytu upiornej maszyny. (...)
- Dzięki statystyce możemy wszystko przewidzieć i wszystkiemu zaradzić. A jaki to problem?
- Mam nieco kłopotliwego tygrysa, którego chciałbym się pozbyć.
- Tygrysa? Tylko jednego?
- Tak.
- To mało. Trzeba by ich więcej.
- Mam tylko jednego, a i tego mi za dużo."
czy
"Najpierw musisz wypełnić formularz AZ270350 bis w trzech egzemplarzach i przesłać jedną kopię do Rady Administracyjnej, drugą do Wydziału Spraw Spornych, trzecią do Ośrodka Odpowiedzialności..."
Jakby połączenie "12 Prac Asterixa" (choć oczywiście daleko do nich) z "Bajkami Robotów" (choć oczywiście dużo słabsze od Bajek).
Dodaję jedną gwiazdkę w porównaniu z Małym Księciem.

pokaż więcej

 
2018-09-13 19:42:26
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Trzeba było przeczytać jako lekturę w szkole.
Zdała mi się przykra i miejscami nudnawa.
Po raz drugi przeczytałam gdzieś po studiach i nadal do mnie nie przemówiła.
Kilka przykładów czegoś, co chyba można określić jako wisielczy humor (Król: "Zdaje mi się, że gdzieś na mojej planecie jest stary szczur. Będziesz mógł od czasu do czasu sądzić tego starego szczura. Będziesz go mógł skazywać na...
Trzeba było przeczytać jako lekturę w szkole.
Zdała mi się przykra i miejscami nudnawa.
Po raz drugi przeczytałam gdzieś po studiach i nadal do mnie nie przemówiła.
Kilka przykładów czegoś, co chyba można określić jako wisielczy humor (Król: "Zdaje mi się, że gdzieś na mojej planecie jest stary szczur. Będziesz mógł od czasu do czasu sądzić tego starego szczura. Będziesz go mógł skazywać na śmierć. W ten sposób życie jego będzie zależne od twojej sprawiedliwości. Lecz za każdym razem ułaskawisz go, aby go oszczędzić. Bowiem jest tylko jeden." czy "Ziemia liczy sobie stu jedenastu królów (nie pomijając oczywiście królów murzyńskich), siedem tysięcy geografów, dziewięćset tysięcy bankierów, siedem i pół miliona pijaków, trzysta jedenaście milionów próżnych - krotko mówiąc: około dwóch miliardów dorosłych.") to za mało.
Być może pisarz chciał przekazać jakieś "przesłanie", tylko chyba zbyt głębokie, bym coś z tego pojęła.
Dodaję jedną gwiazdkę, gdyż bywają książki jeszcze gorsze.

pokaż więcej

 
2018-09-13 19:03:37
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Inga Bednarska
"autor sam sobie często zaprzecza", "Pełno w tym wywodzie skojarzeń i odniesień z dupy (nie ma innego określenia, taki jest stopień tych bredni!)"
:)
Zapewne tego dzieła nie przeczytam, znam jedną książkę Nowaka, o czasach późniejszych, jakby znośną, lecz to inna historia.
O tym jak mądry, nieugięty i w ogóle jest Nowak widać np. z tego, że w początkach bieżącego roku podpisał...
Inga Bednarska
"autor sam sobie często zaprzecza", "Pełno w tym wywodzie skojarzeń i odniesień z dupy (nie ma innego określenia, taki jest stopień tych bredni!)"
:)
Zapewne tego dzieła nie przeczytam, znam jedną książkę Nowaka, o czasach późniejszych, jakby znośną, lecz to inna historia.
O tym jak mądry, nieugięty i w ogóle jest Nowak widać np. z tego, że w początkach bieżącego roku podpisał petycję, by karać za kłamstwo o "polskich obozach zagłady" http://telewizjarepublika.pl/wazne-petycja-do-prezydenta-andrzeja-dudy-o-podpisanie-ustawy-o-ipn-z-dn-26-stycznia-2018-r-podpisz-sie,60138.html
Nim minął miesiąc Andrzej Nowak podpisał apel o treści wręcz przeciwnej https://dorzeczy.pl/56859/Nie-jest-za-pozno-by-sprawe-tej-nowelizacji-przemyslec-jeszcze-raz-Profesorowie-pisza-do-premiera-Morawieckiego.html

pokaż więcej

 
2018-09-12 18:22:12

Przyjaźnił się z Fidelem Castro, co dyplomatycznie tu pominięto.
"Nie wiadomo jeszcze, czy zbiór ukaże się w języku polskim."
Czy jest to palącą koniecznością?

więcej...
 
Moja biblioteczka
132 115 902
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (16)

Ulubieni autorzy (1)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (42)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd