Dołącz do nas! To proste.
» Własna biblioteczka
» System rekomendacji
» Zobacz, co czytają znajomi
» 100 tys. zarejestrowanych użytkowników
» 139 tys. książek
» Ponad 229 tys. recenzji
Stwórz własną internetową biblioteczkę,
pokaż co czytasz i dowiedz się,
co czytają Twoi znajomi.
Kliknij tutaj i dołącz do nas!

Requiem dla snu

Autor:

więcej informacji
tłumaczenie: Elżbieta Gałązka-Salamon
tytuł oryginału: Requiem for a Dream
wydawnictwo: Niebieska Studnia
data wydania: wrzesień 2010
ISBN: 9788360979167
liczba stron: 304
język: polski
typ: papier
dodał: Natalia-Lena
7.6 (215 ocen i 20 opinii)
 
Kup książkę
Cena od 29,10 zł

Trójka młodych Amerykanów, chcąc urzeczywistnić swoje marzenia, wpada na niebezpieczny pomysł sprzedaży narkotyków. Bardzo szybko wzbogacają się, ale nałóg nieubłaganie wciąga ich w swoje szpony. Na p... Trójka młodych Amerykanów, chcąc urzeczywistnić swoje marzenia, wpada na niebezpieczny pomysł sprzedaży narkotyków. Bardzo szybko wzbogacają się, ale nałóg nieubłaganie wciąga ich w swoje szpony. Na podstawie książki powstał głośny film Darrena Aronofsky'ego pod tym samym tytułem. pokaż więcej.



Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Moja ocena:
loading
Opinie znajomych
Sprawdź czy twoi znajomi napisali opinie lub dodali książkę do biblioteczki. Zaloguj się
Dyskusje o książce
 (4)

Opinie czytelników
Na półkach: Przeczytane, Ulubione

Książka "Requiem dla sny" Shelby'ego w języku polskim wyszła stosunkowo niedawno. Przypuszczam, że większość ludzi zaznajomiona lub sięgająca po tę lekturę wcześniej widziała film o tytule takim samym jak książka. Osobiście jestem jedną z taki właśnie osób.

Sięgnąłem po ten tytuł uprzednio zapoznawszy się z życiorysem nie tak dawno zmarłego autora. Dowiedziałem się podczas lektury jego pobieżnej biografii, że jego doświadczenie w pisaniu książek było znikome a sam był wieloletnim heroinistą.

Książka jest napisana nietuzinkowo. Dialogi wymieszane z opisami często są oddzielane jedynie przecinkiem. Wypowiedziane kwestie nie są do nikogo przyporządkowane. Osobę mówiącą można rozpoznać jedynie dzięki dedukcji oraz charakterystycznych zwrotach którymi każdy bohater książki się posługuje. Mimo, że taki sposób pisania sugeruje zagmatwanie i niezrozumienie, czyta się to bez większych problemów. Dzięki tej stylistyce wręcz czuje się dezorientacje dominującą w życiu osoby uzależnionej.

Akcja książki toczy się spokojnym trybem, aby na końcowych 80 stronach rozpędzić się do zapierającego dech w piersi tempa.
Pomimo słusznego poniekąd przypuszczenia, że książka będzie przybijającą lekturą, nie należy się spodziewać takiej przytłaczającej atmosfery, jaką serwuje film. Odniosłem nawet wrażenie, że niektóre momenty są pokrzepiające i dające chwilę wytchnienia.

Oprócz poruszenia problemu nałogu, głównie heroinowego, ale także poruszanego w ogóle, autor mówi o rzeczy która w filmie nie została zauważona. Jest to stosunek jaki "normalni" ludzie mają do ludzi w nałogu. Ich obojętność i mocne zaznaczenie, że osoby uzależnione nie tylko potrzebują uwagi ale też jak groźne jest lekceważenie ich choroby. Autor pokazuje, że na samym końcu życie nałogowca leży w rękach innych osób i najgorszym co może się stać to obojętność tych osób na los ludzi uzależnionych.

Gorąco polecam, książka wybitna i brutalnie ukazująca życie z nałogiem w sposób wydaje się najbardziej obiektywny z możliwych. Opowiedziany przez kogoś kto to przeszedł.


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 26 listopada, 2010

„Requiem dla snu” już od pierwszych wersów oszałamia Czytelnika. Nie jesteśmy jeszcze zbyt dobrze zapoznani z historią a już leżymy na podłodze i kwiczymy..

W książce nie ma miejsca na dialogi. To znaczy-dialogi są. Pełne emocji, gładkie, proste i nieprzerysowane, ale trudno odnaleźć je w gąszczu myśli bohaterów, opisów scen i narratora powieści.

Jest to druga powieść pisana w tak specyficzny sposób. Gdzie na myślniki ( klasycznie każdy dialog zaczyna się od tegoż znaku) nie ma miejsca. Trzeba po prostu chłonąć książkę całą osobą, wczuć się w psychikę bohaterów, i poczuć kiedy dana osoba myśli bądź mówi.. Pozwala to wchłonąć się w historię całkowicie. Co prawda-na początku jest ciężko. Jednak po 70 stronie zaczęłam poznawać poszczególne psychiki i później dialogi już nie były dla mnie problemem..

A historia?

Poznajemy Harre’go i jego matkę Sarę Goldfarb. Harry uzależniony jest od heroiny, a jego mama, początkowo od telewizji. Ona-owdowiała staruszka, z nadwagą, żyjąca tylko by jeść i oglądać. On, chłopak z marzeniami, który narkotyk bierze nie dlatego, że musi, ale dlatego, że chce.. tak mu się przynajmniej wydaje..

Razem ze swoim przyjacielem Tyre’m wpadają na szatański pomysł. Chcą zarobić fortunę na tym, co kochają najbardziej: na heroinie..

Gdy Harry zakochuje się szaleńczo w Marion postanawia wpędzić pomysł w życie.

W tym samym czasie, Sara dostaje powiadomienie że wystąpi w najbardziej znanym w całym Stanach, teleturnieju. Na myśl o sławie, która zapewne na nią spadnie, i o tym jak oszałamiająco musi wyglądać, Sara postanawia się odchudzić. A że z własnej woli nie może (bardzo realistycznie opisane wojny z lodówka, jaka toczy się w umyśle Pani Goldfarb. Mam wrażenie, że autor osobiście miał przykre doświadczenia z odchudzaniem, bo idealnie opisał to co czuje każda z nas kiedy postanawia zrzucić balast w postaci kilogramów), postanawia pomóc sobie farmakologicznie udając się do lekarza.. ten przepisuje jej silne leki… Zbyt silne i Sara popada w uzależnienie…

Książka niczym nie przypomina historii znanych. Nie kończy się wątkiem nadziei, nie kończy się happy-endem (nie pozwolę sobie napisać JAK się kończy bo było by to bez sensu! Ale zakończenie zwala z nóg!).

Pomimo trudnego początku z barkiem dialogów, książka jest łatwa. Nie ma zbytniego patosu, elokwentnych wypowiedzi i eposowych zwrotów. To historia czterech, normalnych, zwykłych osób które mogły by mieszkać u nas za ścianą. Nie potrzebne są uniesienia. Wręcz odwrotnie. Im mniej, tym lepiej.

Książka powala i zasługuję na najwyższą ocenę.. Zdecydowanie film i lektura, maja zapewnione miejsce w moim sercu i honorowe miejsce w mojej biblioteczce.

Zdecydowanie TRZY RAZY tak!!


Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Posiadam
Przeczytana: 19 października, 2010

Szukałam jej z zapamiętaniem po empiku i znalazłam. Wzięłam do ręki, przerzuciłam kilka kartek. Ogarnęło mnie wtedy takie trudne do opisania uczucie, podobne do deja vu, ale nie do końca takie samo. Kupiłam ją. I teraz wiem, że było warto.
Zdaję sobie sprawę z tego, że wielu po oglądnięciu filmu nigdy nie sięgnie po książkę, z tego względu, że jest ona... hm, inna niż film. Są to jakby dwa różne przekazy: z wierzchu niby takie same, bo przedstawiają to samo, ale gdy spojrzeć głębiej - na dwa różne sposoby. Warto przeczytać tę książkę choćby dlatego, żeby zdać sobie sprawę z tej różnicy.
Cała ta książka to jeden ciągły tekst, zawierający w sobie wymieszane słowa, myśli i uczucia. I my musimy się w nich odnaleźć. Choć z początku wydaje się to trudne, później przychodzi z łatwością.
Autor prowadzi nas przez kolejne strony z wyszukaną niedelikatnością, każe nam zinterpretować wszystko po swojemu, wczuć się. Wsiąknąć. I tak właśnie się dzieje. Odbieramy wszystko jak swoje, naszym oczom ukazuje się obraz namalowany przez słowa, który przemawia do nas z pełną wyrazistością, jak muzyka w filmie. Tworzy niesamowitą wręcz atmosferę - uczucie realizmu. Nie ma tu czegoś takiego, jak przeniesienie w świat fikcji - ona się rozmywa.
Wszystkie wydarzenia, pozornie chaotyczne, rozgrywają się idealnie po kolei. Widać granice między kolejnymi etapami, w których się znajdują. Z niektórymi rzeczami trudno się zgodzić, ale to staje się nieistotne, bo wiadomo, że tak musi być. Bez względu na wszystko. Tę książkę określają upadające marzenia. Upadający ludzie, którzy w swoich głowach i sercach te marzenia stworzyli. Którzy pragną być szczęśliwi, mimo chaosu, w jaki zmieniają swoje życie. Każde wypowiedziane przez nich słowo oddaje ich zagubienie, niepewność. Ona ciągle jest przy nich. Pod koniec kieruje nimi dezorientacja, szaleńcze pragnienie odbicia się od dna. Kiedy zdają sobie sprawę, że od tego dna nie mogą się już odbić, poddają się. Każdy wykonywany przez nich krok, każda kolejna ucieczka od marzeń, pokazuje, jak bardzo pogrążają się w tym obłędzie, do którego doprowadziły ich marzenia. To, że bohaterowie o nich stopniowo zapominają jest kolejną upadającą kostką domina, którą samodzielnie, choć może nieświadomie, przewracają.
Hubert Selby Jr. opowiada historię, która po części rozgrywa się między wierszami. Opowiada nam historię o tym, jak łatwo można się zgubić i zamienić wszystko na nic. To nie bajka na dobranoc, zrozumiała dla wszystkich. To historia ludzi gubiących się w świecie, do którego tylko pozornie należą.
Nikt ich nie złapał za rękaw i nie zawrócił. Nikt nie zaświecił żarówki w ich ciemnym koszmarnym pokoju. Wszyscy mieli nieodparte wrażenie, że jutro znów pójdą jak gdyby nigdy nic sprzedać telewizor. Że będą to robić jutro, pojutrze i za tydzień. Aż do końca świata.


Na półkach: Przeczytane, W Kolekcji
Przeczytana: 06 maja, 2011

Moje oczekiwania co do tej powieści kompletnie rozminęły się z rzeczywistością (zapewne przez perfekcyjny film Aronofsky'ego). Piszę rozminęły - bo nie zderzyły. Nie boli mnie to. Ale i nie rozczarowuje. Jestem w szoku - ale pozytywnym. Autor tak zgrabnie przeskakuje od klasycznej mowy podwórzowej (dlatego ha ha kchurwa, sklej piątkę Hubert-Love bejbe!) do liryzmu gdzie przyćmione światło odbija się refleksami w idealnej czerni jej włosów (... normalnie aż to widzę ...), że zastanawiam się: jak to w ogóle możliwe?! Nie wiem czy ten bezład można nazwać stylem, ale śmiało kupuję półkilowy klocek tego towaru. Dla mnie dy-na-mit.

Potwierdzam słowa czytelnika pkostka (mogę to tak odmienić? :)) - wątek nastawienia "normalnych" ludzi do uzależnionych jest bez wątpienia mocną stroną tej powieści. Ile jest naprawdę człowieka w człowieku, hm?


Przeczytana: 15 lipca, 2011

Ja przeczytałam opinię Darrena Afronofsky'ego i od razu wiedziałam, że po nią sięgnę, żadne inne słowa nie zachęciłyby mnie bardziej! Powiedział o niej mianowicie: Musiałem zrobić film na podstawie tej powieści, gdyż słowa aż palą jej stronice"

Według mnie ksiązka jest ... żywa? Realna? Przeżywam losy tych bohaterów jakby to byli moi przyjaciele, cierpię razem z nimi, chce mi się wymiotować, kiedy i oni to robią. Nie wiem jak mam Was inaczej zachęcić, nie odnajduję odpowiednich słów na opisanie tej książki. FENOMEN, jednym słowem.

To naprawdę czuć... Cudowne uczucie, kiedy czytając tą smutnę historię masz ochotę wrzeszczeć, płakać razem z jej bohaterami...


Na półkach: Przeczytane, 2010
Przeczytana: 14 listopada, 2010

Być może wynika to z mojej ignorancji, ale nie wiedziałam, że film "Requiem dla snu" powstał na podstawie powieści o tym samym tytule.
Dowiedziałam się, gdy zobaczyłam książkę na półce w Empiku. Ale z drugiej strony nie ma się co dziwić, film nakręcono 10 lat temu, a książka doczekała się wydania w języku polskim dopiero w 2009 czy 2010. W każdym razie pomyślałam - film był całkiem niezły, czas na książkę, czemu nie?

"Brutalna i piękna powieść o życiu na krawędzi."
Brutalna - owszem, ale czy piękna?
Potrzebowałam dłuższej chwili, żeby przyzwyczaić się do dialogów pisanych w jednym ciągu z resztą tekstu. I do języka. O tak, język np. "Muszę popracować chujem zanim mi skurwiel odmarznie i odpadnie (...) Dawaj, dawaj kobieto wstawaj. Jak będę potrzebował zwłok to wrócę do kostnicy", "Kchurwa dżim".
Treść: 2/3 książki od sceny do sceny ćpanie i odchudzanie. Zaczęło mnie ciekawić dopiero, kiedy uzależnienia bohaterów zaczęły wymykać im się spod kontroli. Wtedy autor opisał ich dramaty, ich emocje i co są wstanie zrobić dla nałogu. Jak mocno wierzą w to, że mogą to rzucić w każdej chwili, że określenie ćpun ich nie dotyczy i nigdy nie dopuszczą by spać na samo dno, mimo, że już dawno przegapili moment spadania. Jedyne co przez cała akcje było mi żal wdowy Sary, której samotność doprowadziła do zdziecinnienia, a to z kolei to tragedii. Powieść nie zawiera happy endu, ale myślę, że to daje do myślenia.
Reasumując, uważam, że powieść jest inna od reszty i warto po nią sięgnąć.


Na półkach: Przeczytane, Z biblioteki
Przeczytana: 23 kwietnia, 2012

Jest to jedna z tych historii, które na dłużej zapadają w pamięć. Historii, której siła tkwi w odwzorowaniu rzeczywistości. Historia, która w jednym momencie obrzydza, w innym dodaje otuchy i nadziei. Historia, której wielowymiarowość czuć na każdej stronicy... Film, pod tym samym tytułem, zna każdy. Niewielu jednak sięga po książkę. Dziwi mnie to bardzo- książka jest esencją, którą należy odkryć, by do końca zrozumieć film.
"Requiem dla snu" przyciągnęło mnie i zaprosiło do swojego świata, nie jak turystę, ale jak członka brooklyńskiej wspólnoty, który gdzieś się po drodze zgubił i zapomniał, jak dotrzeć do domu...


Książka ta opowiada historię trójki przyjaciół, którzy pragnął spełnić swoje marzenia. Pragną rozpocząć własny biznes, móc wyruszyć w podróż dookoła świata. Wieść, jak każdy z nas, dogodne życie, pełne dostatku i szczęścia. Ślepo wierzą, że handel heroiną pomoże im to osiągnąć, że wcale się nie uzależnią. Święcie wierzą, że w każdej chwili mogą odstawić narkotyki i wykazać silną wolę...
Książka zawiera również historię matki Harry'ego (jednego z trójki przyjaciół), która pewnego dnia odbiera telefon, który zmienia jej życie: ma wystąpić w telewizji. Kierowana złudną chęcią zaimponowania sąsiadkom i poczucia akceptacji zaczyna stosować drakońską dietę...

Każda z tych historii (w mniejszym lub w większym stopniu) zahacza o tematykę uzależnień i narkomanii. O cienkiej granicy, niemal niezauważalnej, której przekroczenie staje się również końcem wolności. Człowiek zostaje zniewolony przez narkotyk. Zaskakująco mocny obraz przedstawiony w sposób niezwykły: brak, jakichkolwiek znaków przestankowych, język potoczny doskonale oddający świat, w jakim się znaleźliśmy. Wciągający, a jednocześnie odpychający.

Czytając książkę, nie mogłam początkowo się do niej przekonać, irytował mnie szczerze, brak interpunkcji itp., ale z czasem zrozumiałam, że bez tego zabiegu, książka bardzo by straciła. Inaczej nie da się przedstawić tej historii i świata, brudnych dzielnic Brooklynu. Drugim mankamentem był fakt, że zbyt dobrze znam film i książka przestała być zaskakująca- co tylko pozytywnie wpływa na ocenę adaptacji (moim zdaniem, jest to jedna z lepszych adaptacji, jakie w życiu widziałam).

Jak pisałam już we wstępie, wielowymiarowość książki bije po oczach. Każdy rozdział jest nacechowany metaforami, które każą człowiekowi przystanąć na chwilę.

Polecam, naprawdę warto.

Moja ocena: 4+
[http://biblioteczka-pandorci.blogspot.com/2012/04/requiem-dla-snu-hubert-selby-jr.html]


Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Posiadam

Nie ukrywam, że najpierw moje serce podbił film o tym samym tytule, a dopiero potem przyszła kolej na książkę. Książkę unikatową, chaotyczną, a przy tym także piękną. Autor podkreślał owe piękno w wielu fragmentach, ukazywał ludzkie relacje, z czasem coraz bardziej rujnowane przez narkotyki; przedstawiał nam postaci pozbawione jakiejkolwiek harmonii i życiowej równowagi. Niby przyjaciół, niby kochanków, ludzi wykolejonych i niemogących znaleźć własnego miejsca w świecie. Szczególne współczucie wzbudziły we mnie przeżycia Sary Goldfarb, która ukojenia szukała we wspomnieniu nieżyjącego męża. Jak każdy człowiek miała marzenia, jednak sposób, w jaki dążyła do ich spełnienia, stał się początkiem jej koszmaru, podobnie zresztą potoczyły się losy jej syna i jego znajomych, którym rzeczywistość coraz bardziej wymykała się z rąk.
"Requiem..." to powieść, po którą powinien sięgnąć każdy, znudzony zwyczajnym stylem pisarskim, prostotą języka innych autorów, jak i banalnymi historiami, z którymi stykamy się na co dzień.


Na półkach: Przeczytane, Ulubione
Przeczytana: 14 października, 2011

Bardzo dobry przekład Elżbiety Gałązki-Salamon.
Wszystkimi częściami ciała czuć psychodeliczny klimat Bronxu; obecne jest uczucie, że tę brutalną historię na bieżąco przedstawia nam amator ze słabo rozwiniętym zmysłem pisarskim. Prawie nie ma akapitów, dialogi zwarte są w jedną całość z opisami, brak znaków interpunkcyjnych, a mimo to powieść jest oszałamiająco poprawna.
Mistrzowska książka, podobnie jak adaptacja. Szkoda tylko, że w filmie rola Alice została aż tak zmarginalizowana.


Na półkach: Przeczytane, Ulubione
Przeczytana: 17 sierpnia, 2011

Marzyli - jak większość z nas - o szczęściu, o tym, żeby "nikt się do nich nie przysrywał", o tym, żeby być "zoftik". Życie napisało dla nich własny scenariusz.

Nie znam osoby, która nie oglądałaby filmu. Jest jednym z niewielu, które naprawdę oddają ducha książki. Oczywiście na tyle, na ile film może to zrobić. Nie potrafię sobie wyobrazić inaczej zrobionego "Requiem dla snu". A muzyka... wwierca się w podświadomość. SŁYSZAŁAM JĄ, czytając. Niestety mało kto zna książkę. Bardzo ciężko znaleźć słowa, opisujące wrażenia, jakie wywiera. Jest przejmująca i przygnębiająca a zarazem prawdziwa i porywająca.

"Requiem" to prawdziwa pieśń pożegnalna. Książka opowiada historię Harry'ego Goldfarba, jego dziewczyny Marion i ich przyjaciela Tyrona C. Love ("który ma love tylko dla Tyrona C."), którym marzy się dobra praca, szczęśliwe i spokojne życie, którego jak dotąd nie zaznali. Równolegle poznajemy również historię matki Hary'ego, opuszczonej przez wszystkich Sary Goldfarb, która żyje przeszłością i pragnieniem wystąpienia w teleturnieju. Wszystko to zostaje przekreślone. Pozostaje pustka. Z muzyką w tle.

Książka napisana genialnie. Język i forma zostały idealnie dobrane do opowiadanej historii. Mało znaków przestankowych, brak podziału na dialogi. Chaos? Niezupełnie. Dzięki temu możemy POCZUĆ galopujące myśli bohaterów, WEJŚĆ do ich głowy, zamiast tylko czytać o tym, co się w niej dzieje. Zmusza do myślenia. I zostaje w pamięci na długo.

Włączcie poniższy filmik. Wsłuchajcie się w muzykę. Wyobraźcie sobie, że siedzicie wygodnie w fotelu, popijacie kawę. Jej aromat potęguje ochotę na słodkości. Na szczęście została Wam ostatnia pralinka. "Wkładacie ją do ust, czekając, aż rozpuści się czekoladowa otoczka uwalniając przedsmak ukrytego wewnątrz śmietankowego nadzienia i dopiero wtedy rozgniatacie czekoladkę językiem o podniebienie, uśmiechacie się i przymykacie oczy a wasze ciało przeszywają delikatne dreszcze rozkoszy..." * Miłe uczucie, prawda? Chcecie, żeby trwało wiecznie? Sięgnijcie po książkę.


http://www.youtube.com/watch?v=Y7liknHwljM

* fragment "Requiem dla snu", delikatnie przerobiony na potrzeby recenzji. Interpunkcja oryginalna.




http://misja-ksiazka.blogspot.com/


Przeczytana: 18 stycznia, 2012

Pewnie większość najpierw obejrzała film pod tym samym tytułem znakomitego reżysera Darrena Aronofsky'ego (Pi, Zapaśnik, Źródło, Czarny łabędź). Ja również. Film, jak pamiętam, zrobił na mnie wrażenie, ale oglądałem go tak dawno, że już niewiele pamiętałem, gdy zacząłem czytać książkę. Na wstępie trzeba powiedzieć, że warto, i to bardzo!

Książka zaskakuje stylem, który niektórzy uważają za trudny, ja jestem zdania, że styl doskonale wpasowuje się w całą historię i dodaje jej klimatu. Specyficzny sposób pisania, dużo slangu, brak interpunkcji to świetny środek stylistyczny, który świetnie podkreśla charakter głównych bohaterów. _Zoftik_ Sary (sprawdźcie w google) czy przeciągła _kchuuuurwa_ Tyrona pokazują, z kim mamy do czynienia.

Dwa wątki są prowadzone równolegle, na zmianę dowiadujemy się jak Sara uzależnia się od środków odchudzających a trójka przyjaciół od heroiny. Nie ma oczywiście happy--endu, jak już ktoś tworzy coś o nałogu narkotykowym, to nie ma co spodziewać się cukierków, wiadomo, że skończy się źle. Wątek heroiniczny wydał mi się ciekawszy, był chyba szerzej opisany i sprawiał wrażenie bardziej autentycznego; nie mówię, że historia matki Harry'ego była kiepska, po prostu jakoś bardziej uwierzyłem w tę drugą. Naprawdę zgrabnie pokazany jest stopniowy upadek bohaterów, którzy nie dopuszczają do siebie myśli o uzależnieniu. Tutaj znowu robotę robi styl, który staje się coraz „gorszy”, bardziej „brudny” wraz z upadkiem bohaterów. Coraz mniej kropek, przecinków, niekiedy całe strony czytamy jednym ciągiem. Mimo to wszystko jest przejrzyste, bez problemu można zorientować się kto co mówi, gdzie są dialogi a gdzie opisy, etc.

Na to wszystko wrzucony jest wątek miłości między Marion i Harrym, którzy marzą o swojej kawiarni, snują plany, których nigdy nie zrealizują. Później, już w nałogu, poznajemy ich myśli, gdy Marion po raz pierwszy musi oddać się za pieniądze, potem za działkę a w końcu gdy chowają przed sobą kolejne porcje heroiny. Nie ma już miejsca na sentymenty czy na miłość, liczy się tylko kolejna działka, nic więcej.

Bardzo dobry kawałek literatury, o tym jak człowiek wplątuje się w nałóg i nie jest w stanie się z niego wygrzebać. O tym, że bez pomocy innych praktycznie nie ma szans, a pomoc tę trudno jest uzyskać nawet od najbliższych, zdających się nie zauważać niepokojących symptomów. Trzeba przeczytać.

http://gwiazdowy.pl/2012/01/18/zoftik-kchuuurwa.html


Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: marzec, 2011

W moim prywatnym odczuciu książka źle się czyta. Nie ma podziału na dialogi i na początku ciężko sie przez to zorientować o co chodzi w treści jak i ciężko się czyta, co może zniechęcić. Jednak warto dotrwać do końca. Osobiście polecam do przeczytania.


Na półkach: Przeczytane

Niestety przeczytałam ją po filmie (nie mam zwyczaju tego robić, ale jednak czasem się zdarza). Sposób pisania trudnością porównywalny do Masłowskiej "Wojny...", ale czyta się dobrze. Generalnie historia ta daje do myślenia. Ale nie na długo


Przeczytana: 2010 rok

Z pewnością jest to jedna z moich ulubionych pozycji. Intryguje niebanalnym stylem, poruszającą tematyką i przede wszystkim postaciami bohaterów, którzy w czytelniku budzą tak wiele (często skrajnych) emocji.


Na półkach: Przeczytane

Możliwe ze coś z tłumaczeniem nie tak.. książka nie przemówiła do mnie z taką mocą jakiej oczekiwałam. Film niestety lepszy.


Na półkach: Przeczytane

Niesamowita! Polecam!


Na półkach: Przeczytane, Posiadam

specyficzny sposob pisania Shelb'iego wymaga skupienia, przynajmniej w moim przypadku, jednocześnie jednak idealnie komponując się w książką. Chciałam koniecznie przeczytać książkę, zanim przeszłam do filmu, i dobrze zrobilam ponieważ ten nie ujął mnie w ten sposob w jaki zorbiła to ze mna książka, choć mimo wszystko obie pozycje godne polecenia.


Na półkach: Przeczytane

Trudna. Ciężka forma, zgrzytałam zębami bo często gubiłam się w dialogach, których tak naprawdę nie ma. Al jak się w nią wczyta to potem idzie już lekko; wciągająca historia. I chyba warto najpierw obejrzeć film, a potem ją przeczytać, wydaje mi się że tak łatwiej wyobrazić sobie niektóre sceny.


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 25 lutego, 2012

Słowa wypowiedziane kiedyś przez Darren'a Aronofsky'ego " Musiałem zrobić film na podstawie tej powieści, gdyż słowa aż palą jej stronice" wydają się za nadto trafne.


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 31 stycznia, 2012

Genialna ksiązka. Trochę slangowy język mi się nie podobał i brak dialogów, wszystko pisane jak jeden mąż ale polecam, polecam!!