Alfabet polifoniczny

- Kategoria:
- reportaż
- Format:
- papier
- Data wydania:
- 2024-05-13
- Data 1. wyd. pol.:
- 2024-05-13
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788324411788
Autor "Alfabetu polifonicznego" – poeta, publicysta, prozaik, także dyplomata – wprowadził już czytelników w swoje życie, zapraszając ich do Domu pisarzy, kamienicy przy ulicy Iwickiej na warszawskim Mokotowie, w którym po wojnie zamieszkali jego rodzice, Mieczysława Buczkówna i Mieczysław Jastrun, znaczący twórcy polskiej literatury. Nie oni jedyni byli lokatorami tego adresu. W Alfabecie, najnowszym tomie wspomnień Tomasza Jastruna, pojawiają się inni, często wychodzący ze swego literackiego kręgu. Tom ten jest zbiorem – i wyborem – uporządkowanym wedle literowego ordynku, stanowiąc autorską selekcję tematów, w której portrety osób zderzone są z opisami wydarzeń. Temu osobistemu wyborowi człowieka tak „uwikłanego” w życie jak Tomasz Jastrun ani się dziwić, ani sprzeciwiać. Można jedynie żałować, że nasz alfabet tak mało ma liter.
Kup Alfabet polifoniczny w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki Alfabet polifoniczny
Poznaj innych czytelników
36 użytkowników ma tytuł Alfabet polifoniczny na półkach głównych- Chcę przeczytać 22
- Przeczytane 14
- Posiadam 3
- Wygrane w konkursie/recenzenckie 1
- 01. Epub+ 1
- CZYTNIK 2 1
- E-book 1
- 2024 1
- Przeczytane w 2024 1
- Czeka na półce 1











































OPINIE i DYSKUSJE o książce Alfabet polifoniczny
Tomasz Jastrun podąża tropem innych znanych „alfabetów” czy „abecadeł” (Kisiela, Miłosza, Urbana, etc) dzieląc się z czytelnikami wspomnieniami i przemyśleniami o ważnych w jego życiu ludziach, miejscach, zdarzeniach. Dla osób z pokolenia 50+, którym znajome są peerelowskie i tuż-po-peerelowskie realia i postacie, będzie to na pewno ciekawa lektura. Książka jest jednak nierówna i osobiście nie mogę podzielić zachwytów poprzednich recenzentów, bo moim zdaniem daleko temu Alfabetowi do „wybitności” czy „rewelacji”.
Są fragmenty ciekawe i świetne literacko, ale są też mielizny i zdrowa porcja banałów („Wszyscy jesteśmy aktorami i gramy wiele ról w życiu”). Jest kilka znakomitych portretów świecznikowo-pomnikowych postaci z ich przywarami, śmiesznostkami, mrocznymi zakamarkami (Hanuszkiewicz, Herbert, Kapuściński, Miłosz, Wajda). Inne osoby potraktowane ulgowo, bo zakumplowane z autorem, choć aż się prosi aby ich również dotknęło ostrze satyry (np. Wojciech Fibak). Są też postacie zupełnie nieznane, ot bliskie autorowi osoby, o których wspomina z sympatią nie bacząc na to, że czytelnika mało mogą obchodzić.
Trochę pójściem na łatwiznę jest spora porcja cytatów, głównie z własnej twórczości: wyimki z felietonów, artykułów, listów, rozmaite fragmenty prozy i poezji. Parę wierszy autora całkiem niezłych, ale większość niestety dowodzi, że nie mamy do czynienia z wybitnym poetą. Dla przykładu, fragment wiersza „Afganistan”: Żołnierze dźwigają na ramionach / Białe gołębie pokoju / Z wykłutymi oczami / Zostaną tu tak długo / Jak długo naród afgański / Będzie potrzebował ich pomocy...
Książka bardzo ładnie wydana, twarda oprawa, obwoluta – choć zdjęcie na okładce bardziej pasujące do tego wizerunku nadwiślańskiego playboya jakim epatował Janusz Głowacki, z którego wiecznie rozpiętej koszuli i owłosionej klaty wyśmiewa się sam autor. Nawiasem mówiąc, tekst o Głowackim to prawdziwa perełka. Autor maluje obraz słynnego ironisty z tak subtelną złośliwością, że można powiedzieć: „trafił swój na swego”. Nota bene, większość tego hasła to kolejny auto-cytat, czyli przywołanie jednego z felietonów Jastruna, za który zresztą Janusz Głowacki śmiertelnie się obraził.
Po stronie plusów trzeba docenić dużą dozę otwartości i dystansu autora do siebie samego. Poruszające są fragmenty poświęcone depresji i własnej próbie samobójczej z 2016 roku. Uzmysławiamy sobie otchłań beznadziei i cierpienia jakiego doświadczał, skoro gotów był zostawić rodzinę, żonę, dzieci. Opis ostatnich w zamierzeniu chwil życia, ostatni wiersz-pożegnanie – to najmocniejsze fragmenty tych wspomnień.
Tomasz Jastrun podąża tropem innych znanych „alfabetów” czy „abecadeł” (Kisiela, Miłosza, Urbana, etc) dzieląc się z czytelnikami wspomnieniami i przemyśleniami o ważnych w jego życiu ludziach, miejscach, zdarzeniach. Dla osób z pokolenia 50+, którym znajome są peerelowskie i tuż-po-peerelowskie realia i postacie, będzie to na pewno ciekawa lektura. Książka jest jednak...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNapisał Tomasz Jastrun wspomnienia w formie hasłowej, przy czym nie opowiada tylko o ludziach, także o zdarzeniach czy ideach. A ma o czym pisać, ten syn pary poetów był mocno zaangażowany w działalność opozycyjną w latach 70. i 80.; znał też wielu ludzi ze świecznika.
Czytałem kilka podobnych dzieł ('Abecadło Kisiela', 'Alfabet Urbana', 'Klapsy i ścinki. Mój alfabet filmowy i nie tylko' Kazimierza Kutza),wszystkie miały charakter plotkarski i były raczej powierzchowne, często autorzy wybierali tylko takie zdarzenia i postacie, które ich stawiały w dobrym świetle, a nie pisali o sprawach trudnych, dotyczy to zwłaszcza Kutza. Czy tak jest w przypadku Jastruna?
Na szczęście nie, autor bowiem nie unika trudnych tematów, otwarcie pisze na przykład o swojej depresji: „prawdziwa ciężka depresja to obóz zagłady. Bywałem w nim. Wolałbym siedzieć w więzieniu o zaostrzonym rygorze niż mieć taką depresję.”, o próbie samobójczej, o pobycie w szpitalu psychiatrycznym, o chorobie dwubiegunowej matki – poetki Mieczysławy Buczkówny. Pisze też, że ma kłopoty z pamięcią, wciąż przydarzają mu się lapsusy, także w tej książce, na przykład twierdzi, że to Gomułka zaproponował Polakom Fiata 126p. Mam tylko nadzieję, że inne jego informacje są bardziej wiarygodne...
Co ciekawe, wylicza sporo osób, które się na niego obraziły: Stanisław Barańczak, Ryszard Bugajski, Janusz Głowacki, Adam Michnik, Tadeusz Różewicz i wielu innych. Jak pisze, bierze to się to głównie z tego, że od dziesiątek lat pisze felietony, więc zdarza mu się kogoś podgryzać, a ludzie śmiertelnie się obrażają: „Ludzie nie wybaczają krytyki, tak mali jak i wielcy, wielcy nie wybaczają proporcjonalnie więcej.”
Jest też w książce parę pysznych anegdotek, najbardziej podobała mi się ta o Julianie Stryjkowskim, pisarzu. Był bardzo aktywnym gejem, ale spłodził syna, jak to zrobił? Zwierzył się przyjacielowi: „Zamknąłem oczy i jakoś udało się”. Piękne jest też zdanie o Sławomirze Mrożku: „Nie spotkałem nigdy człowieka, który chyba nie miał depresji, a był zawsze tak strapiony.” Jeszcze ciekawe zdanie otwierające hasło 'Próżność': „Gdy szedłem krakowskim rynkiem z Czesławem Miłoszem i wszyscy go poznawali, upajał się tym. Gdy szedłem ulicą z Wisława Szymborską i ludzie ją rozpoznawali, kuliła się w sobie ze wstydu, taki spacer był dla niej udręką.”
Znajdziemy też sporo ciekawych myśli, koncepcji cytatów jak ten Tadeusza Kotarbińskiego: „W obliczu ogromu zła na świecie, byłoby bluźnierstwem posądzać Boga o istnienie”. Albo ten: „Lubię to, co krótkie, krótkie rozmowy, krótkie wiersze, sam piszę krótkie wiersze, czytam tylko krótkie wiersze i krótkie powieści”. Podzielam te preferencje.
Po lekturze nabrałem apetytu na książkę Jastruna 'Dom pisarzy w latach zarazy' w której pisze o zaczadzeniu polskich pisarzy stalinizmem w latach 50. Chętnie też bym przeczytał tomiki jego poezji; przytacza w książce parę swoich wierszy, niektóre bardzo dobre.
Bardzo to było miłe spotkanie z myślącym, ciekawym człowiekiem.
Napisał Tomasz Jastrun wspomnienia w formie hasłowej, przy czym nie opowiada tylko o ludziach, także o zdarzeniach czy ideach. A ma o czym pisać, ten syn pary poetów był mocno zaangażowany w działalność opozycyjną w latach 70. i 80.; znał też wielu ludzi ze świecznika.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzytałem kilka podobnych dzieł ('Abecadło Kisiela', 'Alfabet Urbana', 'Klapsy i ścinki. Mój alfabet...
Od litery do litery - trudno mi było się oderwać.
A przecież tyle miałam do zrobienia.
Choć czasem leciutko trącała mnie minimalna - ale jednak - dziaderskość, przeczytałam z ogromną przyjemnością.
I z szacunkiem na koniec.
Od litery do litery - trudno mi było się oderwać.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toA przecież tyle miałam do zrobienia.
Choć czasem leciutko trącała mnie minimalna - ale jednak - dziaderskość, przeczytałam z ogromną przyjemnością.
I z szacunkiem na koniec.
Przyznam szczerze, że nie byłem dotąd zwolennikiem książek wspomnieniowych z alfabetem albo abecadłem w tytule. Im większe tuzy zabierały się za takie wynurzenia, tym mniej sobie obiecywałem po ich treściach, bo jednak podporządkowanie opowieści kolejnych literom abecedarium zwykle zapowiadało niedosyt, fragmentaryczność, brak chronologii, mozaikowatość, jednym słowem porządek, którego w przeszłości nigdy nie ma i nie było. To moje niechętne nastawienie zmienił dopiero „Alfabet polifoniczny” Tomasza Jastruna, który umieszczając w książce wiaderko wspomnień o ludziach (niekoniecznie z kręgu literackiego),z którymi się zetknął, pisząc też o rozmaitych pojęciach i zdarzeniach, naszkicował swój świetny autoportret na tle rodziny i epoki, w jakiej przyszło mu żyć.
Książka jest nierówna, hasła są niejednorodne stylistycznie i pojęciowo, o niektórych gigantach autor pisze krótko i jakby od niechcenia, żeby tylko zasygnalizować ich istnienie i orbitę, w której on się znalazł albo w której oni weszli mu w drogę. Z kolei innym postaciom poświęca niewspółmiernie dużo miejsca (ale nie za dużo, bez przesady),lecz to przecież jego święte prawo, to jego poletko, on tam gospodarzem, on otwiera po kolei rozmaite szuflady i szufladki swojej wybiórczej pamięci. Przepastnej, trzeba przyznać. Ta wspomniana niejednorodność, chropawość opowieści to – wbrew pozorom – ogromna zaleta „Alfabetu...”. Odwracając strona po stronie tej książki, czytelnik nie jest w stanie przewidzieć, na co natrafi, co go spotka, czy się tylko nieznacznie uśmiechnie, czy skrzywi się, a może parsknie radośnie lub nawet ryknie z ubawienia.
„Alfabet...” Tomasza Jastruna naszpikowany jest sardonicznymi opisami, ironią, grami słownymi, anegdotami, melancholijnymi refleksjami. W całości jest zaś ciekawą, wciągającą opowieścią o życiu, zdarzeniach, o przypadkach rozmaitych, zajmującej i ciekawej biografii, o szczęściu bycia tu i teraz, w takich a nie innych okolicznościach, z takimi a nie innymi ludźmi, a także o chorobach (w tym wielu ciężkich),przemijaniu i kolejnych odejściach. Autor włożył w tę opowieść nie tylko szkice portretowe, ale również fragmenty dialogów, cytaty z listów dotąd niepublikowanych, archiwalne zdjęcia oraz wiersze własne i innych poetów, przez co „Alfabet...” to naprawdę wielogłosowa konstrukcja, jak dom złożony z wielu materiałów różnej gęstości, z oknami różnej wielkości, jednymi wyglądającymi jakby były rybimi pęcherzami przepuszczającymi mało światła, a innymi przypominającymi kolorowe witraże, pełne słońca i wzruszeń.
Teoretycznie prawo pisania takich książek ma każdy, w każdym wieku, lecz zgadzam się z autorem, że to powinien być przywilej osób dojrzałych, tuż przed końcem życia – szczególnie życia bogatego, wszechstronnego. Tomasz Jastrun wypełnia te warunki, choć daty swojego kresu nikt nie zna, on także. Postanowił jednak przyjąć, że jest już bliżej niż dalej, co przecież wynika nie tylko z rachunku matematycznego, ale i biologii, toteż postanowił napisać „Alfabet polifoniczny” jakby jego życie miało zakończyć się już zaraz. Z prostego powodu – by pozostawić potomnym okruchy subiektywnych wspomnień, kamienie i kamyczki prawdy, może nawet krople bursztynu z zatopionymi wewnątrz postaciami, myślami, refleksami. A tak naprawdę z sobą. Z żadnej innej publikacji nie dowiedziałem się tylu rzeczy o autorze, co z tej podsumowującej jego życie opowieści. Żadna inna nie przekonała mnie tak do Tomasza Jastruna, jak ta. I żadna inna nie przybliżyła go też jako człowieka o wielu słabościach, przywarach podobnych do naszych, o myślach zbieżnych (bądź nie) z myślami moimi i twoimi. Na przykład dotyczącymi przekonań politycznych, PiS-u, Dudy-manekina, skrajnej prawicy, szaleństw Macierewicza. Będąc w miejscu, w jakim jest, z nazwiskiem i uznanymi osiągnięciami, w wieku siwym i „nicjużniemuszącym”, autor nie gryzł się w język, opowiadając o gigantach i maluczkich tego świata (jego świata zwłaszcza). Nie poskąpił ironii, drwiny i smagnięć piekącego żartu nawet postaciom po śmierci pomnikowym, choćby Herbertowi, Mrożkowi, Szymborskiej, Miłoszowi, Różewiczowi, Barańczakowi, Januszowi Głowackiemu, Jackowi Kaczmarskiemu, Przybosiowi, Osieckiej, Sandauerowi, Tuwimowi czy Wałęsie. Ci pomnikowi, wielcy, czasami za sprawą jednego zdania w tej wielobarwnej opowieści stają się zwykli, zwyczajni, przeciętni, pospolici, zawistni, dręczeni alkoholizmem, lekomanią, uprzedzeniami, a ci mało znani, zwykli, zwyczajni urastają do rangi herosów, postaci gigantycznych, fascynujących. Ze smutkiem autor zauważa również, jak szybko o ludziach zapominamy, jak rozsypują się w proch i pył niegdysiejsi atleci kultury i literatury, jak niknie pod kurzem i oddala się w nicość ich twórczość.
W „Alfabecie…” jak w zwierciadle odbijają się też zdarzenia i pojęcia z epoki, sprawy znane z ostatnich dziesięcioleci, choćby wierności ideałom i ideologii, służby Stalinowi, agenturalności, teczek, aresztów, donosicielstwa, żelaznej kurtyny, stosunków Wschód-Zachód, wyjazdów, zdobywania paszportów, poezji i prozy, gazet i czasopism, radia i telewizji, katastrofy smoleńskiej, nieszczęść, samobójstw, depresji, głębokich podziałów społecznych, podsłuchów, antysemityzmu, stanu wojennego, wydawnictw podziemnych, Żydów, śmierci i pogrzebów.
Ogromnie tego dużo, jak na książkę nieco ponad trzystustronicową.
Wspomniałem, że dla mnie „Alfabet polifoniczny” Tomasza Jastruna to autoportret, w którym nie brakuje ciemnych barw. Pieszcząc, smagając i chlaszcząc wiele osób strugami kolorów, nie zawsze jasnych, autor nie szczędzi w portretach i siebie (choć kropel próżności, trudnej do uniknięcia w tym osobistym wyborze, też nie brakuje). Zawarł więc w książce wiele zdań na swój temat. Przyznał przy okazji, że czasami sięga w głąb swojej studni, szczególnie w poezji. „Ciemno w niej, dlatego widać gwiazdy, jeśli niebo jest bezchmurne. Ale czym są gwiazdy w otchłani niepojętego kosmosu?”... No właśnie, czym są?!
W haśle „Ja” znalazł się również Jastrunowy wiersz pod tytułem „Jeleń”:
Zwiedziłem w życiu
Liczne muzea
A teraz sam
Stoję w ostatniej sali
Jak stary wypchany jeleń
I świecę oczami
Ludzie czasami przystają
Jak ta młoda dziewczyna
Dziwi się – wypchany
A tak świeci oczami
Mam nadzieję, że ja, podpisany pod recenzją, nie będę musiał świecić oczami za tych kilka zdań poświęconych książce. Absolutnie polecam!
Przyznam szczerze, że nie byłem dotąd zwolennikiem książek wspomnieniowych z alfabetem albo abecadłem w tytule. Im większe tuzy zabierały się za takie wynurzenia, tym mniej sobie obiecywałem po ich treściach, bo jednak podporządkowanie opowieści kolejnych literom abecedarium zwykle zapowiadało niedosyt, fragmentaryczność, brak chronologii, mozaikowatość, jednym słowem...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW literackim świecie Tomasza Jastruna z pewnością nie trzeba przedstawiać. Poeta, eseista, a nawet dyplomata, na trwałe zapisał się na kartach i tej kulturalnej i tej politycznej historii. Ci mniej wtajemniczeni czytelnicy mogą jednak nie wiedzieć, że Jastrun z powodzeniem pod lat odnajduje się również w bardziej pamiętnikarskiej formie, a ściślej w spisywaniu swoich wspomnień.
Najnowsza ich odsłona to „Alfabet polifoniczny”, który ukazał się nakładem wydawnictwa Iskry. A że alfabet ma swoją uporządkowaną strukturę, to też taka dokładnie jest ta książka.
Poczynając od literki A aż po Ż, Autor zabiera czytelnika w czasem sentymentalną, czasem krytyczną, czasem łaskawą, a czasem uszczypliwą podróż po swoich spostrzeżeniach i refleksjach, ukrytych w krótkich esejach o życiu tym osobistym, jak i tym literackim. Różnorodność zdarzeń, postaci i zjawisk kryje się zatem w tej książce w kolejno odkrywanych literach, po to by ukazać bliskich i dalszych znajomych Autora, jego przyjaciół i wrogów, własny osąd na zdarzenia z przeszłości, jak i spostrzeżenia o miejscu w dzisiejszym świecie szeroko pojętej sztuki i jej aktualnej kondycji.
Struktura „Alfabetu” jest czytelna i nie sposób się w niej pogubić, w końcu kolejność liter w alfabecie nie jest przypadkowa. Osobisty jest natomiast dobór haseł w ramach każdej z liter i ilość tych odnośników. A zatem są litery bardziej obszernie ujęte – jak choćby B, K czy S, jak i te dość skromne jak E, J czy Z. Nie ilość jednak, a jakość każdego z wpisów wyznacza wysoki poziom tej lektury. Każda litera, niezależnie od tego czy rekordów w niej jest więcej niż mniej, staje się pretekstem do wspomnień, refleksji oraz portretowania postaci, które odegrały ważną rolę w życiu Tomasza Jastruna. A wachlarz tych postaci jest naprawdę imponujący. Pojawiają się tu zatem takie postaci jak Władysław Bartoszewski, Wojciech Fibak, Janusz Głowacki czy Czesław Miłosz i Wisława Szymborska, a to tylko garstka tych znanych, o których w książce mowa. Obok tych nazwisk szeroko rozpoznawalnych są też takie postaci, które są ważne dla samego autora z osobistego punktu widzenia, choć nie są znane innym osobom, jak choćby Pani Frania.
Autor nie ogranicza się do literackiego środowiska, ale sięga również po postacie ze świata polityki, sztuki czy życia społecznego. Dodatkowo pojawia się szereg haseł obyczajowych jak alkohol, seks czy zawiść. Jastrun nie boi się również sięgać po tematy trudne i kontrowersyjne, jak PRL-owska przeszłość Polski, transformacja ustrojowa czy współczesne wyzwania społeczno-polityczne.
Alfabet polifoniczny" jest więc nie tylko zbiorem faktów, ale także intymnym zapisem wewnętrznych przeżyć autora. Jego refleksje często są głęboko humanistyczne, a zarazem bardzo osobiste, co nadaje książce wyjątkowy charakter. Nie ma tu jednak poetyckiego nadęcia.
„Alfabet” czyta się jednym tchem, gdyż napisany jest niezwykle lekko, w sposób dostępny dla szerokiego grona czytelników. Mimo tej prostoty Autor potrafi jednak wciągnąć czytelnika w świat swoich wspomnień, malując barwne i sugestywne obrazy, a jednocześnie przestawiając polską kulturę i historię, a także własne refleksje nad przemijaniem i sensem życia.
"Alfabet polifoniczny" Tomasza Jastruna to niezwykle wartościowy i interesujący zbiór wspomnień, refleksji i portretów. I jedyne czego można żałować, jak słusznie wskazuje wydawca, to tego, że polski alfabet ma tak mało liter, bo chciałoby się czytać więcej o kolejnych postaciach i wydarzeniach z życia Tomasza Jastruna, ale być może przyjdzie na to czas w kolejnej odsłonie wspomnień Autora.
Ps. za egzemplarz dziękuję redakcji Sztukater
W literackim świecie Tomasza Jastruna z pewnością nie trzeba przedstawiać. Poeta, eseista, a nawet dyplomata, na trwałe zapisał się na kartach i tej kulturalnej i tej politycznej historii. Ci mniej wtajemniczeni czytelnicy mogą jednak nie wiedzieć, że Jastrun z powodzeniem pod lat odnajduje się również w bardziej pamiętnikarskiej formie, a ściślej w spisywaniu swoich...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOd razu powiem, że uwielbiam tego typu książki, a ta czyta się sama. Dlaczego uwielbiam? Bo każda pamięć zatrzymuje inny obraz człowieka, miejsca, sytuacji. Bo dzięki takim książkom często budzi się z uśpienia pamięć czytelnika.
Osoby, które są hasłami tytułowego alfabetu, znam z daleka, jak większość rodaków - z ich twórczości, działania, obecności na ekranie czy estradzie. Ale zdarzenia i pojęcia, które również znalazły tu miejsce, są mi pamięciowo bliskie. Tak, jak bliskie jest dla mnie postrzeganie przez autora wielu zjawisk dziejących się w naszym kraju.
Jak w każdej tego typu książce, wybór haseł jest subiektywny i subiektywne jest podejście do nich autora. Ale nawet, kiedy niezbyt pochlebnie wspomina niektórych, robi to z elegancją (dziś jakby trochę przez wielu zapomnianą).
Znajdziecie w "Alfabecie polifonicznym" nazwiska znane większości Polaków, znajdziecie osobiste przeżycia i opinie autora. I każdy wytropi tu coś dla siebie, bo nasz rodzimy alfabet daje duże możliwości - od A (agent) do Ż (Żyd).
Ciąg dalszy recenzji na:
https://www.facebook.com/photo?fbid=979306660658786&set=a.530574235532033
Od razu powiem, że uwielbiam tego typu książki, a ta czyta się sama. Dlaczego uwielbiam? Bo każda pamięć zatrzymuje inny obraz człowieka, miejsca, sytuacji. Bo dzięki takim książkom często budzi się z uśpienia pamięć czytelnika.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOsoby, które są hasłami tytułowego alfabetu, znam z daleka, jak większość rodaków - z ich twórczości, działania, obecności na ekranie czy...