Dołącz do nas! To proste.
» Własna biblioteczka
» System rekomendacji
» Zobacz, co czytają znajomi
» 100 tys. zarejestrowanych użytkowników
» 139 tys. książek
» Ponad 229 tys. recenzji
Stwórz własną internetową biblioteczkę,
pokaż co czytasz i dowiedz się,
co czytają Twoi znajomi.
Kliknij tutaj i dołącz do nas!

Dziennik rumowy

Autor:

więcej informacji
tłumaczenie: Krzysztof Skonieczny
tytuł oryginału: The Rum Diary
wydawnictwo: Niebieska studnia
data wydania: maj 2010 (data przybliżona)
ISBN: 978-83-609-7915-0
liczba stron: 240
słowa kluczowe: thompson, gonzo, dziennikarstwo
język: polski
typ: papier
dodał: xhsjja
6.55 (89 ocen i 12 opinii)
 
Kup książkę
Cena od 24,50 zł

Autor „Lęku i odrazy w Las Vegas” w opartym na wątkach autobiograficznych „Dzienniku rumowym” opowiada o wielkomiejskim dziennikarzu, Paulu Kempie, który porzuca Nowy Jork, pakuje trzydzieści lat swoj... Autor „Lęku i odrazy w Las Vegas” w opartym na wątkach autobiograficznych „Dzienniku rumowym” opowiada o wielkomiejskim dziennikarzu, Paulu Kempie, który porzuca Nowy Jork, pakuje trzydzieści lat swojego życia w dwa worki marynarskie i wyjeżdża na Karaiby. Tam rozpoczyna pracę w podupadającej gazecie, wśród innych nieudaczników, włóczęgów i wariatów.

Na podstawie książki powstał film pod tym samym tytułem. Europejska premiera „Dziennika rumowego” przewidziana jest na jesień tego roku. W głównej roli, tak jak w wypadku „Las Vegas Parano”, wystąpi Johny Depp.
pokaż więcej.



Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Moja ocena:
loading
Opinie znajomych
Sprawdź czy twoi znajomi napisali opinie lub dodali książkę do biblioteczki. Zaloguj się

Opinie czytelników
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 15 stycznia, 2012

Przyznam szczerze, że impuls, który skłonił mnie do przeczytania tej książki był zadziwiający. I troszkę wstydliwy. Dlaczego? Bo wykazałam się pewną ignorancją. Dałam się totalnie ponieść tytułowi. Już nawet nie okładce. Sam tytuł zadziałał na mnie pozytywną konotacją i skusiłam się. Biorąc pod uwagę ten aspekt - nie zawiodłam się. Polscy tłumacze tytułów filmowych już nieraz igrali z ogniem. Ekranizacja powieści z jedynym słusznym Johnnym Deppem, brzmiąca w oryginale (zarówno film, jak i książka) "The Rum Diary" do polskich kin trafiła pod mało zgrabnym tytułem "Dziennik zakrapiany rumem". Otóż kochani - w książce rumu jest tyle, że dużo lepszym tytułem byłoby "Dziennik zalany rumem".

O czym historia? Dziennikarz Paul Kemp, 32-latek, nie do końca mający pomysł na siebie i swoje życie trafia do Portoryko, jako dziennikarz lokalnego dziennika pisanego w języku angielskim. Na miejscu okazuje się, że redakcja to kłębek degeneratów, nerwusów i alkoholików, którzy w pracy zjawiają się mocno zalani (tfu! zakropieni) i to nie wcześniej niż w południe. Bijatyki w biurze ze współpracownikami (a przed biurem z tubylcami) to coś zupełnie normalnego. Co impreza, to kończy się gorzej. Dla kontrastu - piękna wyspa karaibska, która zmienia się niemal na oczach mieszkańców i z dziewiczego terenu zostaje sukcesywnie przebudowana na moloch turystyczny.

Brzmi hulaszczo i obiecująco. Nie dajcie się jednak zwieść. W gruncie rzeczy to bardzo smutna historia. Główny bohater niemal z maniakalnym uporem zadaje sobie pytanie "czego chcę? co ja tu robię? może czas się ustatkować?". W pewnym momencie wydaje się, że to następuje. Wynajmuje normalne mieszkanie, kupuje samochód, zaczyna przyjmować stałe zlecenia. Jednak, jak to w życiu, w pewnym momencie coś się nie skleja, idzie nie tak, jak powinno i ... no właśnie. O tym w książce.

Nie jestem w stanie odnieść się do innych książek Huntera S. Thompsona (aczkolwiek na pewno sięgnę po "Lęk i odrazę w Las Vegas" na podstawie której nakręcono film "Las Vegas Parano"). Wydawca informuje nas na okładce, że powieść zawiera wątki autobiograficzne. Hunter S. Thompson to popularny dziennikarz amerykański. Pisywał do New York Timesa, Rolling Stones i Playboya. Najbardziej znany jest jednak jako pionier stylu dziennikarstwa określanego jako gonzo. Reporter przestaje być biernym obserwatorem i angażuje się w historię, którą opisuje. W wypowiedzi takiej występują liczne wtrącenia, niezwiązane z głównym wątkiem, mocno subiektywne, nieraz trącące o kicz. W Polsce najbardziej znanym przedstawicielem tego typu dziennikarstwa jest Wojciech Cejrowski. "Dziennik rumowy" powstał w 1960 roku, opublikowany został jednak dopiero pod koniec lat 80. W latach 60. sam autor mieszkał w San Juan, gdzie pisał dla magazynu sportowego, który zresztą szybko upadł.

W moim odczuciu książka jest mocno męska. I nie zdziwi mnie opinia, że będzie się bardziej podobać panom. Mimo, że osoby, które czytały "Lęk i odrazę ..." twierdzą, że "Dziennik rumowy" to bezpieczna przejażdżka karuzelą dla 3-latków, moim zdaniem jest to mocna proza. Solidna i męska. Alkohol, panny, burdy - wszystko jest. Dorzućmy do tego rozterki egzystencjalne głównego bohatera, który mimowolnie i jakby na złość pakuje się we wszystkie ciemne sprawki, którego dzieją się wokół niego. Co otrzymujemy? Składnik na przyzwoity film. Od tygodnia w kinach możemy oglądać ekranizację z Johnnym Deppem w roli głównej (aktor był przyjacielem pisarza) i przyznam szczerze, że jestem ciekawa efektu końcowego. Reżyser miał niełatwe zadania, bo granica pomiędzy kiczem a pokazaniem dobrej fabuły, w tym przypadku jest niezwykle cienka.

Polecam. Szczególnie panom. Będą mieć zdecydowanie więcej uciechy z tej książki. Paniom lubiącym mocniejsze historie bez happy endu - również. Solidna historia osadzona w ciekawym miejscu. Początkujący dziennikarze znajdą dla siebie natchnienie, a cała reszta zamarzy, jak by to było zaczynać pracę w południe solidnym łykiem rumu...

bazgradelko.pl


Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 2011 rok

Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że tytuł nie jest żadną metaforą (zresztą każdy kto zna autora wie, że tytuł trzeba czytać dosłownie) - przez losy bohaterów non stop przewija się alkohol w ilościach hurtowych. Jest to taka miła odmiana po "Lęk i odraza w Las Vegas", której strony wypełnione są oprócz oczywiście lęku i odrazy ogromnymi ilościami różnorodnych narkotyków. "Dziennik rumowy" opowiada o losach amerykańskiego dziennikarza Paula Kempa, który przyjeżdża do Puerto Rico pracować w chylącej się ku upadkowi anglojęzycznej gazecie "Daily News". Większość czasu Paul wraz z kolegami z redakcji spędza jednak nie na wytężonej pracy nad kolejnymi artykułami, lecz na przesiadywaniu w różnorakich knajpach (głównie u Ala) i piciu niezliczonych litrów rumu. Dodatkowo Kemp wplątuje się w problematyczny trójkąt miłosny, w skład którego wchodzą: porywczy i skory do dawania ludziom w mordę kolega z redakcji o imieniu Yeamon oraz jego wybranka, Chenault. Przesiadywanie u Ala, picie rumu, luz, kąpiele w morzu, czasem praca i czasem seks - tak przedstawia się życie Paula w San Juan, życie o którym marzy niejeden facet. Jednak jest pewne "ale", które sprawia, że egzystencja Paula w Puerto Rico nie jest rodem z pocztówki okraszonej napisem "Rajskie życie". Cóż to za złowieszcze "ale", które kładzie cień na życie Paula w Puerto Rico dowiecie się po przeczytaniu "Dziennika rumowego".

"Dziennik rumowy" różni się od wypełnionej bluzgami i szaleństwem powieści "Lęk i odraza w Las Vegas" tym, że jest skromny w środkach wyrazu, a historia Paula Kempa opowiedziana jest jasno, bez wieloznaczności. Jest to powieść zdecydowanie łatwiejsza w odbiorze od swojej poprzedniczki wydanej na rynku polskim, która wprowadzała czytelnika od pierwszej strony w historię narkotycznych jazd na skraju szaleństwa.

Warto jeszcze wspomnieć, że w tym roku będzie miał premierę film oparty na 'Dzienniku rumowym", a w postać Paula Kempa wcieli się nie kto inny tylko Johnny Depp. Będzie to już jego druga rola w filmie na podstawie powieści Thompsona. Pierwszą była oczywiście rola w "Las Vegas Parano" na podstawie "Lęk i odraza w Las Vegas". W oczekiwaniu na film zapraszam wszystkich do kupienia książki, bo naprawdę warto.


Na półkach: Przeczytane, Posiadam, 2012
Przeczytana: 22 stycznia, 2012

'Dziennik rumowy' jest pierwszą książką Huntera S. Thompsona, po która sięgnęłam. Książka opowiada o 32-letnim reporterze, którego los rzuca to tu, to tam. Poszukuje swojego miejsca na ziemi, ale tak naprawdę ani nie wie czego chce, ani mu się tak naprawdę nie chce dowiedzieć czego mógłby chcieć w przyszłości (gdzie mieszkać, gdzie pracować, z kim żyć, co robić).
Bohater ląduje w San Juan - pięknej wysepce na Karaibach. Jednak zamiast cieszyć się okolicznościami rajskiej wysepki, wiedzie życie w zgoła innych warunkach. Otoczony degeneratami i pijakami, znudzony sączy rum szklanka po szklance. Wdaje się w bijatyki, utarczki. I nawet miewa przebłyski, że chciałby robić coś innego, ale potem znowu sięga po rum i powraca do swojej rutyny.
Historia, podobno, ma wątki autobiograficzne, ale generalnie w swym wydźwięku smutna. Bardzo Amerykańska. Czyta się dobrze, ale zabrakło chyba głębi.

Ogólnie - godna polecenia, ale bez zachwytów.


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 01 października, 2011

Jeżeli ktoś spodziewa się podobnej "jazdy" jaką zafundował nam Thompson w Fear and Loathing in Las Vegas na pewno będzie w pewien sposób zawiedziony.

Nasz bohater jest dziennikarzem bez polotu, nie może odnaleźć się w miejscu do którego trafił; nie może zresztą odnaleźć się w żadnym miejscu, bo nigdzie nie poczuje się prawdziwie szczęśliwy. Zazwyczaj bywa więc w złym miejscu o złym czasie, trafiając między burdy i konflikty. W gruncie rzeczy ponieważ wszystko traktuje bez większej pasji i zaangażowania, toteż przez cały czas sączy rum, to w barze, to na plaży, to w samochodzie, to w pracy... i sącząc ten rum nadal nie dochodzi do żadnych konstruktywnych wniosków. Wszystko dzieje się bezsensownie - chociaż przecież można wykazać sens jego istnienia i zajęć - tak samo jak bezsensownie toczą się życia jego kolegów, tak samo jak nasze życia. I kiedy w końcu sytuacja przymusi naszego bohatera do zmiany swojego miejsca zamieszkania, jestem pewna, że nie będzie się tam działo nic ponadto, czego dowiedzieliśmy się już na kartach tej książki.

"Cóż - powiedział - Na Boga, mam nadzieję, że nie dożyję czterdziestki. Nie wiedziałbym, co ze sobą zrobić."


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 11 lutego, 2012

Zastanawialiście się kiedyś jak to jest nie mieć na ziemi własnego miejsca a dobytek całego życia móc zmieścić w dwóch marynarskich workach?


Poznajcie Paula Kempa, młodego dziennikarza, który przybywa do San Juan, aby pracować dla podupadającej gazety "Daily News". Jeszcze podczas lotu samolotem wpada mu w oko piękna blondynka. Kim jest dziewczyna, która podróżuje sama w tak odległe tereny?
San Juan okazuje się być miejscem, gdzie przytułek znajdują życiowi wykolejeńcy, wariaci, alkoholicy i marzyciele, do których należy także nasz bohater. Jego rodowici mieszkańcy nie są zbyt przyjaźnie nastawieni do cudzoziemców, jednakże pomimo gorąca bójek i kłopotów z pracą Paul zaczyna zdawać sobie sprawę, że jest miejsce, w którym mógłby zapuścić korzenie i osiąść na stałe. Czy tak się stanie dowiecie się tylko sięgając po tę powieść.


Dziennik Rumowy to książka częściowo autobiograficzna napisana w niezwykłym stylu, pełna komizmu językowego i sytuacyjnego, który sprawia, że dość leniwe życie Paula Kempa wciąga czytelnika od pierwszej strony.
Główny bohater pomimo pijaństwa wzbudza sympatię czytelnika, dzięki swojemu dość praktycznemu i racjonalnemu (do czasu) spojrzeniu na otaczająca rzeczywistość.
Wydarzenia rozgrywają się na gorącej, pełnej słońca tropikalnej wyspie z rozległymi plażami, pięknym morzem i licznymi okazjami do zabawy i tańca.
Początkowa sielanka jest jednak myląca, ponieważ za tym wszystkim kryją się pragnienia bohatera, aby przestać się tułać i znaleźć w życiu bezpieczną przystań.
Widzimy jego rozdarcie emocjonalne, gdyż wie, że wyspa nie nadaje się na stały dom, a jednak chce by się nim stała.
Nieprzewidziane okoliczności i tragiczne w skutkach wydarzenia będą miały jednak znaczący wpływ na podjęte przez niego decyzje.


Z twórczością Huntera S. Thompsona zetknęłam się po raz pierwszy, jednakże bardzo mnie zaciekawił. Książka jest natury refleksyjnej, zmusza do zastanowienia się nad własnym życiem oraz naturą człowieka. Ukazuje, że każdy chce mieć miejsce, do którego mógłby z radością wracać. Na początku zamieszczony jest piękny wiersz autorstwa Dark Eileen O'Connell z 1773 roku.


Mój jeźdźcu o jasnych oczach,
co wydarzyło się wczoraj?
Myślałam w sercu głęboko,
przynosząc Twe piękne szaty
że świat nie zdoła Cię pokonać.

Z radością sięgnę po inne pozycje tego pisarza, a pierwszą na pewno będzie Lęk i odraza w Las Vegas, o której słyszałam wiele pozytywnych opinii.
Z chęcią zapoznam się także adaptacja filmową Dziennika rumowego, gdzie w roli głównej można zobaczyć Johnnego Deppa, który z tego co się dowiedziałam był dobrym przyjacielem autora.


Zachęcam wszystkich do sięgnięcia po tę powieść, gdyż naprawdę warto i nie jest to strata czasu.


Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: luty, 2012

"Pomimo wielu skrajnych komentarzy o książce, że jest ona bardzo męska, za dużo w niej alkoholu, itd, musiałam sama poznać na własnej skórze, jaka ona jest. Owszem, mężczyznom może bardziej się spodoba, racja, dużo w niej alkoholu, ale mi się i tak bardzo spodobała. Przede wszystkim to, że widać w niej inne oblicze Karaibów, nie tylko sielankę. Bardzo chciałam poczuć ten klimat: duszny, brudny, zalany rumem, gdzie jest pełno przekrętów, balangi, a to wszystko skwarzy się w słoneczku. I naprawdę czułam to wszystko, czytając "Dziennik..." i chwała Thompsonowi za to. Nawet zdołał mnie opić, no może nie tak dosłownie i tak bardzo, ale czasem czułam ten rum. Nigdy nie smakowałam, ale jak posmakuje to wam powiem, czy ma ten sam smak, jaki poczułam przy tej lekturze, czy też nie. Dalej, uważam, że to nie jest książka, którą się przeczyta, odstawi i nigdy się do niej nie wróci. Za jednym razem nie da się z niej wszystkiego wynieść. Uwielbiam takie powieści, które nie tracą smaku, ale nawet go zyskują.

"Dziennik rumowy" może nie jest porywający i wciągający, że siądziesz i zapomnisz nawet, gdzie siedzisz, ale gdy odejdziesz od niego, z tyłu czaszki będziesz miał ten gorący i rumowy krajobraz i będziesz chciał znów go poczuć, skosztować i to jest piękne. Nie wszystkie książki muszą takie być. Wystarczy, że Cię zaczarują i osiągną to co miały osiągnąć."

zapraszam na letsmakeitgreater.blogspot.com :)


Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 20 stycznia, 2012

Długo czytałem tą książkę. Pewnie dlatego, że w czasie czytania jej pierwszej połowy nieziemsko się nudziłem. Ale to kolejna z serii książek "dziennikarza na kwasie", którego darzę szacunkiem.
Opowieść o tułaczce człowieka zwariowanego, ale jednocześnie zagubionego. Monologi bogate w subiektywne spostrzeżenia budziły we mnie zainteresowanie, podobnie jak w czasie czytania "Lęku i odrazy w Las Vegas". I choć towarzyszył mi lekki wstręt do myśli i poczynań bohatera, to polubiłem go razem z jego dziwacznymi wybrykami.
Polecam lekturę książki z uprzednim zapoznaniem się o autorze.


Przeczytana: 01 czerwca, 2011

Piękna, mądra i szalona. Książka, która czasami zbyt realistycznie oddaje życie końcówki młodości.
Szczerze mówiąc spodziewałem się surrealistycznej jazdy w stylu "Fear and Loathing...", jednak Thompsonowi w tej książce udaje się ukazać inną twarz gonzo - rzetelną, prawdziwą i nieprzekoloryzowaną.
Czasem wesoła, czasem smutna, pozycja jednak obowiązkowa.


Na półkach: Przeczytane, Posiadam

To nie to samo co "Fear and Loathing in Las Vegas", ale także jest ciekawa i pełna ciekawych opisów.


Na półkach: Przeczytane

Naprawdę warto przeczytać, jeśli ktoś lubi tego typu klimaty. Ja lubię i daję 7 gwiazdek.


Na półkach: Przeczytane

niesamowicie pusta książka, taki zdegenerowany Coelho.


Na półkach: Przeczytane, Lit. faktu
Przeczytana: 06 kwietnia, 2012

historia okraszoną dużą ilością rumu.


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 09 maja, 2012

Opinia zaznaczona jako spoiler. Pokaż ją.


Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 12 kwietnia, 2012