Sto lat samotności

Seria: Márquez
Wydawnictwo: Muza
7,78 (13839 ocen i 850 opinii) Zobacz oceny
10
2 547
9
3 164
8
2 616
7
2 816
6
1 183
5
733
4
270
3
340
2
82
1
88
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Cien años de soledad
data wydania
ISBN
9788328706217
liczba stron
456
kategoria
klasyka
język
polski
dodał
LubimyCzytać

Miała to być pierwsza powieść Gabriela Garcíi Márqueza. Dzięki swym dziadkom znał od dziecka historię Macondo i dzieje rodziny Buendía, prześladowanej fatum kazirodztwa. Świat, w którym rzeczy nadzwyczajne miały wymiar szarej codzienności, zwyczajność zaś przyjmowana była jak zjawisko nadprzyrodzone; świat bez czasu, gdzie wiele rzeczy nie miało jeszcze nazw, był też jego światem. Potrzebował...

Miała to być pierwsza powieść Gabriela Garcíi Márqueza. Dzięki swym dziadkom znał od dziecka historię Macondo i dzieje rodziny Buendía, prześladowanej fatum kazirodztwa. Świat, w którym rzeczy nadzwyczajne miały wymiar szarej codzienności, zwyczajność zaś przyjmowana była jak zjawisko nadprzyrodzone; świat bez czasu, gdzie wiele rzeczy nie miało jeszcze nazw, był też jego światem. Potrzebował aż dwudziestu lat, by wreszcie spisać te rodzinne opowieści z całym dobrodziejstwem i przekleństwem odniesień biblijnych, baśniowych, literackich, politycznych; uświadomił nam, że „plemiona skazane na sto lat samotności nie mają już drugiej szansy na ziemi”.

 

źródło opisu: materiały wydawnictwa

źródło okładki: materiały wydawnictwa

pokaż więcej

Brak materiałów.
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Oficjalna recenzja
Silverq21 książek: 598

Rodzina kołem się toczy

Parafrazując pewne znane powiedzenie – w rodzinie nic nie ginie, tylko zmienia właściciela. To wyrażenie zdaje się idealnym punktem wyjścia, gdy mowa o najsłynniejszej powieści kolumbijskiego noblisty – Gabriela Garcii Marqueza. Opowieści o wieku pewnej mieściny, a przede wszystkim rodziny ją zapoczątkowującej - rodziny Buendiów, których pokolenia śledzimy na przełomie lat i towarzyszących im przemian w bliższym i dalszym otoczeniu.

Przed lekturą zastanawiałem się, jak to możliwe opisać sto lat życia i nie stracić przy tym rachuby. Szczególnie, że wielu członków wspomnianej familii ma tożsame imiona, choć cechy są jak najbardziej przerzedzone. Każdy zdaje się być tu mieszanką genów, których wspólnym mianownikiem jest tytułowa samotność. Swoisty stygmat wynikający być może z kazirodczych zapędów, które zapoczątkowały tę generację pełną miłości i cierpienia.

Zresztą nie tylko powiązanie personaliów to problem, samo utrzymanie płynności podczas zmian wynikających z wojny, czy postępu technologicznego, to duże wyzwanie. Jednak nie dla Marqueza. Panowanie nad tym ogromnym przedsięwzięciem zdaje się być dla niego czymś zupełnie naturalnym. Przepływanie z jednej perspektywy do drugiej przebiega wręcz niezauważalnie, a budowanie nastroju i klimatu mieściny wydaje się swobodnie z tego wszystkiego wynikać.

Zarówno ród Buendiów, jak i zamieszkane przez nich Macando, to prawdziwe kalejdoskopy i zamknięte koła zarazem. Polityka, nauka, konflikty – każda z tych odnóg ma tu swój czas i...

Parafrazując pewne znane powiedzenie – w rodzinie nic nie ginie, tylko zmienia właściciela. To wyrażenie zdaje się idealnym punktem wyjścia, gdy mowa o najsłynniejszej powieści kolumbijskiego noblisty – Gabriela Garcii Marqueza. Opowieści o wieku pewnej mieściny, a przede wszystkim rodziny ją zapoczątkowującej - rodziny Buendiów, których pokolenia śledzimy na przełomie lat i towarzyszących im przemian w bliższym i dalszym otoczeniu.

Przed lekturą zastanawiałem się, jak to możliwe opisać sto lat życia i nie stracić przy tym rachuby. Szczególnie, że wielu członków wspomnianej familii ma tożsame imiona, choć cechy są jak najbardziej przerzedzone. Każdy zdaje się być tu mieszanką genów, których wspólnym mianownikiem jest tytułowa samotność. Swoisty stygmat wynikający być może z kazirodczych zapędów, które zapoczątkowały tę generację pełną miłości i cierpienia.

Zresztą nie tylko powiązanie personaliów to problem, samo utrzymanie płynności podczas zmian wynikających z wojny, czy postępu technologicznego, to duże wyzwanie. Jednak nie dla Marqueza. Panowanie nad tym ogromnym przedsięwzięciem zdaje się być dla niego czymś zupełnie naturalnym. Przepływanie z jednej perspektywy do drugiej przebiega wręcz niezauważalnie, a budowanie nastroju i klimatu mieściny wydaje się swobodnie z tego wszystkiego wynikać.

Zarówno ród Buendiów, jak i zamieszkane przez nich Macando, to prawdziwe kalejdoskopy i zamknięte koła zarazem. Polityka, nauka, konflikty – każda z tych odnóg ma tu swój czas i miejsce. Wprawia w ruch mechanizmy i sytuację, których możemy się domyślać, ale w rezultacie okazuje się, że jesteśmy w błędzie. Autor wprost uwielbia igrać sobie z czytelnikiem, jednak nie robi tego w sposób przykry. To zwyczajnie potrzebne, by pokazać, jak egzystencja uwielbia kpić sobie z naszych planów, a niemożliwe staje się nagle czymś powszednim.

Nikt tak jak Marquez nie potrafi lekko opowiadać o sytuacjach tragicznych. Zamiast popadać w melodramatyzm, ukazuje je jako prozę życia, od której nie da się uciec. Jest ich tu sporo i choć mają one swój ciężar, przekute są w miano nieuchronnego losu. Świata, który domaga się zadośćuczynienia. Żadne ucieczki, ani odwlekania tutaj nie pomogą. Im dłużej zagłębia się w te rzeczywistość, tym bardziej przemawia myśl, że jest tu zawarta jakaś tajemnica życia. Jego rozstań i powrotów iskrzących się od punktów wspólnych.

Przy tym całym rozmachu nie ma mowy o zapominalstwie. Choć członkowie rodu otrzymują raz więcej, a raz mniej miejsca zdaniowego, to nie ma tutaj poczucia, że ktoś został pominięty, bądź poświęcono mu za mało uwagi. Tu każda mała historyjka ma swój początek, rozwinięcie i zakończenie. Często zaskakujące, zwodnicze, albo po prostu karkołomne. Przypomina to ogromny labirynt, który budzi podziw ilością korytarzy, lecz zawsze oferuje wyjście, choć rzadko wtedy, gdy tego oczekujemy.

 

Zdumiewa mnie to, że czytając o tych wszystkich namiętnościach, złamanych istnieniach i przewrotach, nie czuję się jak intruz, który podgląda intymności przez dziurkę od klucza. Zamiast tego mam wrażenie, że siedzę z rodziną przy stole, albo w fotelu z kieliszkiem nalewki w ręku spijając nektar przeszłości z ust gościnnego mędrca. Widzę jego oczami krainę rozkwitu i zgnilizny. Rzeczywistą i jakże baśniową zarazem.

W tej galerii osobistości nikt nie zdaje mi się obcy. Aureliana wyszywająca całun, Urszula trzymająca wszystko w ryzach, duchowy przywódca, a może anioł stróż cygan Melquiades. Przytaczam ten wycinek, by uświadomić wam, że ja ich wszystkich znam. Może nie do końca rozumiem, chwilami się nie zgadzam, ale odnoszę wrażenie, że oni stali się jakby częścią mojej historii. Tej nieznanej, skąpanej w obłokach kurzu i zapomnianych słów. Ja w nich wierzę, w każdego z osobna oraz w społeczność jako całość. Odmienną charakterologicznie i kulturowo, ale w zderzeniu z nieuchronnym, jakże bliską memu sercu.

Kiedy myślę o klasyce, właśnie takie książki przychodzą mi do głowy. Mające w sobie cały ogrom emocji, doznań, ale pieczołowicie zajmujące się drobnymi szczegółami. Zawierające w sobie świat właśnie dlatego, że tak silnie skupiają się na najmniejszych żyjących w nim jednostkach. Marquez wiedział, że to pojedyncze ziarna tworzą historię, oddał im cześć i właśnie dzięki temu „Sto lat samotności” dotyka nie tylko swoich bohaterów, ale nas wszystkich.

Patryk Rzemyszkiewicz

pokaż więcej

Dodaj dyskusję
Dyskusje o książce
pokaż wszystkie
Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (30540)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 322
Gapcio | 2014-04-16
Na półkach: Przeczytane, Posiadam

Ta urzekająca opowieść o dziejach rodziny Buendiów i założonej przez nią osady Macondo, obu od zarania skazanych na upadek, choć osnuta na motywach historii rodziny samego pisarza, daje się odczytać jako metafora historii ludzkości, mieszcząc w jednym tomie imponującą mnogość spraw, obejmującą miłość, przemijanie, politykę, wojnę czy wreszcie pogoń za tym, co nieuchwytne. Wymieniać można by znacznie dłużej, mija się to jednak z celem, gdyż nie sposób dać dobrego opisu tej powieści w kilku zdaniach. Jest ona dowodem niezwykłego daru opowiadania Marqueza i winna być przedmiotem odbioru bezpośredniego.

książek: 616
Aria | 2010-08-14
Na półkach: Przeczytane, Moje! :)
Przeczytana: lipiec 2008

Sto lat samotności to najbardziej znana powieść pisarza kolumbijskiego Gabriela Garcii Márqueza. Myślę, że każdy słyszał o tej książce i kojarzy choćby jej nazwę.

Przeczytałam. Zachwycałam się, czułam niesmak, przewracałam oczami, zatrzymywałam oddech, szeptałam „genialne!” i zamykałam oczy by przemyśleć przeczytane. Książka pełna jest przeróżnych uczuć. Wciąga nienazwaną nigdzie tajemnicą i trzyma czytelnika aż do ostatniej strony w swoich objęciach.

Na dziesięć stron przed końcem na mojej twarzy pojawił się drwiący uśmiech, bo zdawało mi się, że odgadłam puentę zakończenia. Owszem, odgadłam i przekonałam się o tym po siedmiu stronach. Lecz nie była to główna puenta. Pozostałe trzy strony wrzuciły mnie w takie katharsis, że po zamknięciu książki pragnęłam aż do bólu zacząć czytać od nowa.

Powieść opowiada o rodzinie Buendiów. O całym rodzie, trwającym sto lat. O samotności wśród najbliższych, o zakazanej miłości, o cierpieniu, o pragnieniu wiedzy, o rozwoju, o wojnie, o...

książek: 965
Cyntia | 2017-08-07
Przeczytana: 07 sierpnia 2017

"Byt w dom zmieniony"

Książka, czyli kilkaset stron przetrawionego drewna, oblane tuszem i zamknięte w karton. Trzymasz ten przetworzony przedmiot i przebiegasz wzrokiem pierwsze zdanie. Fundament powieści, jak mówił Hemingway. Zaczynasz drugie życie, jak ze słodkim kochankiem. Ale jedne różnią się od siebie. Kochanek odrywa od rzeczywistości. Sprawia, że zapominasz. Działa jak alkohol- krótkie ukojenie. A książka trwale wpływa na ciebie i twoje życie, pozostawia trudno ścieralny ślad.

Najprościej powiedzieć, że "Sto lat samotności" jest opowieścią o rodzie Buendích. Zaczynając od pierwszego, a na ostatnim potomku kończąc. Rozwijając wątek, możemy wspomnieć o niemoralnych miłościach, poświęceniu, wiedzy, pracy, ambicji, prostactwie, grzechach, radościach, wierności, zwątpieniu, lęku. Kontynuowanie tego łańcucha nie nastręcza nam żadnych trudności. Arcydzieło Márqueza porusza niemożliwą do zawarcia w jednym tomie ilość zagadnień. A autor nie snuje filozoficznych rozważań, daleko...

książek: 776

Po dość długiej przerwie znowu wróciłam do Marqueza, jako że poprzednie spotkanie wspominam bardzo miło, a opowiedziana przez niego historia na długi czas zakorzeniła się w mojej świadomości. Myślę że wrażenie po lekturze 'Stu lat samotności' wyciśnie na mnie jeszcze większe piętno, bo od czasu odłożenia jej na półkę, refleksyjny nastrój nie opuszcza mnie na krok.

Autor stworzył piękne dzieło - już wiem dlaczego ten tytuł uzyskał miano już kultowej pozycji w krajach latynoamerykańskich. Kreując z takim rozmachem sagę rodzinną, Marquez jednocześnie w mistrzowski sposób ukazał dualizm ówczesnej Ameryki Łacińskiej - gdzie tradycja przenikała się z wkraczającą nowoczesnością, a dynamika przemian politycznych i gospodarczych bezpardonowo zburzyła spokój. Tym samym autor poddał w wątpliwość szaleńczy pęd za postępem cywilizacyjnym, bo jak wynika z losów rodu Buendiów, człowiek nie znajduje w nim ukojenia, a sama machina ewolucyjna nie jest w stanie zatrzymać koła historii. Obok tego,...

książek: 432
Łokieć_Pana_D | 2017-01-24
Na półkach: Przeczytane

Ja to dzieło jakiś czas temu czytałem, i ja do dziś nie wiem, co o nim pisać. Ja, papuga wyszczekana, książkowa gaduła namolna. Co więcej, nie wiem co pisać nie dlatego, że taki mam mętlik, ale dlatego, że wcale go nie mam właśnie. Doczytałem do końca, mgliście wspominając początek, bo mi się koligacje rodzinne zmieszały. I nie, nie byłem poirytowany, chwilami było przyjemnie. Czułem się jednak tak, jakbym koleją żelazną do Radomia dojechał. Za oknem wagonu widoki, lasy i rzeka, człowiek rad jednak, gdy może już wysiąść.
Nie odmawiam autorowi celnych obserwacji, życiowej wizji, oryginalnej próby zmierzenia się z tematem fatum, przeznaczenia czy jak zwał. Z sagi o losach nieszczęsnej rodziny można wyciągnąć dla siebie. Mnie jednak forma taka odstrasza. Podobnie jak podróż do Radomia.

książek: 950
hanterkaa | 2017-09-15
Przeczytana: 14 września 2017

"Sto lat samotności" jest książką szczególną.Nie można jej zdefiniować w jeden sposób.Jej postacie,język,opisane w niej sytuacje mieszają się jednocześnie z realizmem i fantastyką,magia jest tak oczywista,że ma się wrażenie,że i w naszym świecie jest ona możliwa.Autor opisuje wszystko w niezwykle plastyczny sposób dzięki któremu można odnieść wrażenie jakby się słuchało opowieści starego gawędziarza,siedziąc przy ognisku przez co książka jest jedyna w swoim rodzaju.To przepięknie opowiedziana historia o smutku,samotności,poszukiwaniu miłości i bliskości."Sto lat samotności" to pozycja,do której powrócę jeszcze nie raz.Polecam ją każdemu miłośnikowi literatury.

książek: 2592
VenusInFur | 2014-07-09
Przeczytana: 08 lipca 2014

Opinia zaznaczona jako spoiler. Pokaż ją.

"Saga rodu Buendía"

„Sto lat samotności” to wielka proza o wielkich sprawach. Nawet w najśmielszych marzeniach nie podejrzewałam, że jest to powieść TEJ wagi, poruszająca uniwersalne prawdy w sposób magiczny, baśniowy, a jednocześnie wstrząsający i poruszający. Potężny ród Buendía, od początku skazany na zagładę, to alegoryczny portret pierwotnego człowieczeństwa obcującego z przyrodą i duchami, później skażonego cywilizacją, wojną i nieuniknionym postępem. Owszem, specyfika literatury tworzonej w kręgu iberoamerykańskim nastręcza kilku kłopotów z racji tego, że jest to zupełnie egzotyczna i odmienna forma prozy, której my, Polacy, nie jesteśmy w stanie w pełni docenić i zinterpretować. Odmienność kulturowa i literacka bynajmniej nie umniejsza jej walorów artystycznych; „Sto lat samotności” pod pięknym kostiumem realizmu magicznego ukrywa rozterki tak bardzo ludzkie i aksjomaty tak nierozerwalnie związane z naturą człowieka, że wpisany w nią homocentryzm niesamowicie rzutuje na...

książek: 1340
Leeloo_Dallas | 2013-07-23
Przeczytana: 23 lipca 2013

To piękna książka.

Czytałam ją zachłannie i na wdechu aby jak najszybciej dowiedzieć się, jaki będzie koniec tej sagi.
Do książki na pewno wrócę jeszcze nie raz, ale będę ją czytać bez pośpiechu, delektując się każdym zdaniem. Bo na takie właśnie czytanie ta książka zasługuje.

Polecam wszystkim, którzy nie muszą mieć wartkiej akcji, aby się wciągnąć po uszy w lekturę. "Sto lat samotności" wciąga klimatem, magią która przenika do realnego życia i nikogo nie dziwi a także masą refleksji i przemyśleń, które przychodzą do głowy w trakcie czytania. To opowieść o samotności i o tym, jakie formy ona przybiera; od przywiązaniu do kasztana przez wiele lat po wniebowstapienie(!).

Książka napisana jest przepięknym, malowniczym językiem i dzięki temu czyta się ją z ogromną łatwościa i przyjemnością. Miód dla duszy :-)

książek: 2249
Tania | 2014-05-21
Przeczytana: 2008 rok

Dzięki tej książce realizm magiczny, nie kojarzy mi już się z mistycyzmem. Mistycyzm odrzuca rzeczywistość, realizm magiczny akceptuje ją taką, jaką jest. A rzeczywistość w książce Marqueza to osobliwy zbiór postaci, których losy przeplatają się ze sobą w przedziwny sposób. Wzajemnie na siebie oddziałują, mają jednak swoje własne idee, te zaś często bywają sprzeczne z dążeniami innych, z którymi przyszło im egzystować. Rozwiązania fabularne zaskakujące, dające pole do przemyśleń. Gorąco polecam !

książek: 707

Ksiazke po raz pierwszy przeczytalem bedac wzglednie dobrze oczytanym nastolatkiem. Juz pierwsze zdania doslownie zwalily mnie z nog. Wspomnienie pulkownika Auroliana Bueandia, gdy wpatrywal sie otworu luf stzrelb plutonu egzekucyjnego, przed ktorym stal. Przez kolejne tygodnie zmagalem sie rozbudowana fabula, dziesiatkami postaci, starajac sie odroznic od siebie cale pokolenia Arcadios I Aurelianos.
Powiesc zawierala dla mnie wszytsko, czego w tym wieku moglem oczekiwac. Jako juz wtedy ambitny czytelnik, pisarstwo najwyzszego lotu. Jako mlodzienca, fantastyczna przygode.
Powiesc ta umiescilem na drugim miejscu mej listy “Ksiazek, ktore zmienily moje zycie”. Lata gdy siagnolem byly dla mnie okresem wchodzenia w literature wysoka, I koncem mlodzienczych fascynacji Science Fiction, literatura przygodowa, fantazja. Sto lat samotnosci uswiadomilo mi, ze oba te swiaty maja wiele wspolnego; ze tak wlasciwie realizm I fantazja moze stac sie jednym I tym samym.

zobacz kolejne z 30530 
Przeczytaj także

Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
lista cytatów dodaj cytat
Inne książki autora
więcej książek tego autora
Powiązane treści
Zbiór artykułów i reportaży Marqueza w jednym dziele!

Zbiór reportaży i artykułów zmarłego noblisty ukaże się po hiszpańsku w wydawnictwie Vintage Espanol. Informację o publikacji podała w zeszłym tygodniu agencja Associated Press. Nie wiadomo jeszcze, czy zbiór ukaże się w języku polskim.


więcej
Archiwum Márqueza dostępne w internecie

Ponad 27 tys. dokumentów – w tym maszynopisy najsłynniejszych powieści, fotografie, listy i nagranie audio z przemowy podczas odbierania Literackiego Nobla w 1982 roku – zawiera cyfrowe archiwum Gabriela Garcíi Márqueza.


więcej
więcej powiązanych treści
zgłoś błąd zgłoś błąd