Przemyślny rycerz Don Kichot z Manczy. Część II Miguel de Cervantes y Saavedra 7,4

Drugi tom podobał mi się jeszcze bardziej niż pierwszy.
Mimo że Cervantes zasiadł do pisania aż po dziewięciu latach od ukazania się tomu pierwszego i to nie z czystej chęci zysku, to historie i podróże, wydarzenia z obu tomów idealnie łączą się w jedną, długą opowieść.
Powodem była polemika/rywalizacja/ustalenie hierarchii w talencie pisarskim/"prawa własności" do postaci don Kichota i jego przygód z występującym pod pseudonimem Avellaneda autorem niby-kontynuacji przygód błędnego rycerza.
To nie jest książka niepotrzebna, pusta, pisana na złość jakiemuś zawistnikowi, który próbował się podczepić pod sukces Cervantesa. Ale ten cel Cervantes również osiągnął.
Ta sama atmosfera, te same charaktery głównych bohaterów. Takie same postacie poboczne.
Może don Kichot jest pokazany jako mniej zbzikowany, odrobinę spokojniejszy, a przede wszystkim bardzo inteligentny i o przebogatej wyobraźni człowiek, a Sancho Brzuchacz potrafi zaskoczyć bystrością - może wyrażaną bardziej wprost, nieco topornie, ale jednak - i życiową zaradnością. Jego rządy na "wyspie" są bardzo udane, a podejmowane decyzje budzą podziw poddanych. Rycerz zaś przestaje już w byle gospodzie widzieć zamek, a w każdym człowieku ujrzanym na gościńcu okazję do użycia swego mężnego ramienia i wymierzenia sprawiedliwości.
Kto z kim przestaje, takim się staje.
Chociaż wyzwanie na pojedynek dwóch, wielkich afrykańskich lwów to jednak rzecz dużego kalibru.
Jest w drugim tomie dużo więcej i dużo lepszego humoru. Mniej historii wtrąconych, mniej dworności i mdlejących dam.
Jest również dużo więcej melancholii. Istotnie, można popaść w przygnębienie, czytając, jak bogacze i osoby wpływowe naigrywają się z tych prostszych, uczciwszych. Może bardziej naiwnych czy prostolinijnych, nie tak materialistycznie i bezuczuciowo podchodzących do życia i ludzi, a bardziej marzycielskich, trochę oderwanych od rzeczywistości. Dla własnej rozrywki, zabicia nudy, i dlatego, że ich stać. Książę i księżna to podły i śliski typ człowieka.
Jeśli komuś spodobał się pierwszy tom, to po lekturze drugiego będzie w tej książce - jako całość - zakochany.
Warto wracać do Manczy. Po wielokroć.
Dla mnie od tej pory książka-nierozłączka. Aż się nie zatrzaśnie nade mną wieko trumny.
PS - gorąco polecam po lekturze posłuchać tego
https://music.youtube.com/playlist?list=OLAK5uy_lc7Tch581HsWB52tT-UMn_R3Q1jzR-Nx8&si=LOg77l-E0S0qx7tf
Kojarzyłem Mary Elizabeth Mastrantonio tylko z "Gniewu oceanu", ale że tak potrafiła śpiewać... nie wiedziałem. Czapki z głów. Zaś Brian Stokes Mitchell idealny don Kichot.
Doskonałe.