Sweetland

Tłumaczenie: Michał Alenowicz
Wydawnictwo: Wiatr od Morza
7,57 (319 ocen i 57 opinii) Zobacz oceny
10
35
9
43
8
85
7
99
6
35
5
12
4
5
3
4
2
1
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Sweetland
data wydania
ISBN
9788393665372
liczba stron
400
słowa kluczowe
Michał Alenowicz
język
polski
dodała
Ag2S

Książka nominowana w Plebiscycie Książka Roku 2015 lubimyczytać.pl w kategorii Literatura piękna. Historia przekornej miłości człowieka do chłodnej i niegościnnej ziemi, na której się urodził. W powieści Michaela Crummeya polscy czytelnicy znajdą wszystko to, za co pokochali jego twórczość. Autor kolejny raz odmalowuje pejzaż Nowej Fundlandii zaludniony przedziwnymi postaciami, które spotkać...

Książka nominowana w Plebiscycie Książka Roku 2015 lubimyczytać.pl w kategorii Literatura piękna.

Historia przekornej miłości człowieka do chłodnej i niegościnnej ziemi, na której się urodził.

W powieści Michaela Crummeya polscy czytelnicy znajdą wszystko to, za co pokochali jego twórczość. Autor kolejny raz odmalowuje pejzaż Nowej Fundlandii zaludniony przedziwnymi postaciami, które spotkać można wyłącznie na tamtejszych wybrzeżach – ludźmi twardymi i krnąbrnymi, pomimo nadejścia XXI wieku wciąż opisującymi świat w sobie tylko właściwy sposób.

Osadę Chance Cove na wysepce Sweetland zamieszkuje kilkadziesiąt osób, które z trudem wiążą koniec z końcem po zapaści nowofundlandzkiego rybołówstwa. Nic dziwnego, że złożona przez rząd propozycja sowitej rekompensaty za opuszczenie podupadającej mieściny na krańcu świata wywołuje wśród byłych rybaków ogromne poruszenie. Jedynym warunkiem jest jednomyślna zgoda wszystkich mieszkańców na przeprowadzkę. Plany sąsiadów krzyżuje Moses Sweetland, emerytowany latarnik uparcie sprzeciwiający się opuszczeniu ukochanej wyspy. Gdy zbliża się termin ostatecznej decyzji, narastająca niechęć mieszkańców Chance Cove daje Sweetlandowi podstawy do obaw o własne życie. Splot konfliktów, tragedii oraz wciąż żywych bolesnych wspomnień popchnie go do szalonego postanowienia, w wyniku którego świadomie skaże się na nieodwołalną izolację…

"Sweetland" to poruszająca, kameralna powieść o schyłku dawnego świata oraz powolnym zaniku małych, odosobnionych społeczności, niemających racji bytu z dala od skrawka ziemi, na którym się zawiązały. To misternie skonstruowane dzieło o autodestrukcyjnej przekorze oraz zawziętej walce człowieka z nieubłaganymi prawami stanowionymi przez społeczeństwo i naturę. To wreszcie subtelna przypowieść o samotności ekstrapolowanej daleko poza granice absurdu.

 

źródło opisu: http://wiatrodmorza.com/

źródło okładki: http://wiatrodmorza.com/

pokaż więcej

Brak materiałów.
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Oficjalna recenzja
Sylwia książek: 917

O Jezu. Do ciężkiej cholery

Michael Crummey mógłby być fantastycznym malarzem. Zarówno krajobrazy, jak i ludzkie charaktery tworzy w sposób tak niesamowity, plastyczny i wiarygodny, że wszystko o czym pisze, czytelnik widzi jak na dłoni. Na szczęście jednak dla nas Crummey jest pisarzem, a wydawnictwo Wiatr Od Morza wydało właśnie w Polsce jego kolejną powieść. „Sweetland” różni się od „Pobojowiska” tak, jak „Pobojowisko” różniło się od „Dostatku”. Cały czas czuć, że to ten sam pisarz, a jednak historia jest tak inna od poprzedniej, że aż dziw, iż emocje, które wzbudza, w swojej intensywności są tak podobne do tych, do których Nowofundlandczyk już nas przyzwyczaił.

Tajemnicza i urokliwa nazwa „Sweetland” odnosi się zarówno do wyspy, na której dziać się będzie większość wydarzeń, jak i do głównego bohatera. I wydawać by się mogło, że nie ma w tym zjawisku krzty przypadku, ponieważ Moses Sweetland jest tak samo uparty i surowy, jak ziemia, którą od dziecka zamieszkuje. Niewielka wysepka – jak to u Crummeya często z żywiołami bywa – rządzi się swoimi prawami. Niełatwo się na niej mieszka, ale równie trudno, po tylu latach, wyobrazić sobie życie gdzie indziej. Niestety po upadku nowofundlandzkiego rybołówstwa ludziom na Sweetland coraz trudniej wiązać koniec z końcem, nie wspominając o jakichkolwiek perspektywach na przyszłość. Kiedy więc rząd proponuje mieszkańcom maleńkiej osady Chance Cove, na niewiele większej wyspie Sweetland, sowitą pieniężną rekompensatę za całkowite opuszczenie podupadającego...

Michael Crummey mógłby być fantastycznym malarzem. Zarówno krajobrazy, jak i ludzkie charaktery tworzy w sposób tak niesamowity, plastyczny i wiarygodny, że wszystko o czym pisze, czytelnik widzi jak na dłoni. Na szczęście jednak dla nas Crummey jest pisarzem, a wydawnictwo Wiatr Od Morza wydało właśnie w Polsce jego kolejną powieść. „Sweetland” różni się od „Pobojowiska” tak, jak „Pobojowisko” różniło się od „Dostatku”. Cały czas czuć, że to ten sam pisarz, a jednak historia jest tak inna od poprzedniej, że aż dziw, iż emocje, które wzbudza, w swojej intensywności są tak podobne do tych, do których Nowofundlandczyk już nas przyzwyczaił.

Tajemnicza i urokliwa nazwa „Sweetland” odnosi się zarówno do wyspy, na której dziać się będzie większość wydarzeń, jak i do głównego bohatera. I wydawać by się mogło, że nie ma w tym zjawisku krzty przypadku, ponieważ Moses Sweetland jest tak samo uparty i surowy, jak ziemia, którą od dziecka zamieszkuje. Niewielka wysepka – jak to u Crummeya często z żywiołami bywa – rządzi się swoimi prawami. Niełatwo się na niej mieszka, ale równie trudno, po tylu latach, wyobrazić sobie życie gdzie indziej. Niestety po upadku nowofundlandzkiego rybołówstwa ludziom na Sweetland coraz trudniej wiązać koniec z końcem, nie wspominając o jakichkolwiek perspektywach na przyszłość. Kiedy więc rząd proponuje mieszkańcom maleńkiej osady Chance Cove, na niewiele większej wyspie Sweetland, sowitą pieniężną rekompensatę za całkowite opuszczenie podupadającego miejsca – nikt się nie waha. No, prawie nikt! Pozostaje przecież nasz uparciuch Moses Sweetland, który gdzieś (a to gdzieś znajduje się bardzo, bardzo głęboko) ma zarówno pieniądze, jak i lamenty mieszkańców osady.

Trwający w swoim postanowieniu siedemdziesięciolatek nie zamierza ustąpić nawet, kiedy znajduje pogróżki, które z dnia na dzień wydają się być coraz bardziej niebezpieczne. Sweetland to jego dom, jedyne miejsce, w którym czuje się bezpiecznie, jedyne – choć sam się do tego nie przyzna – w którym czuję się jeszcze jako tako potrzebny. Podczas więc, gdy pozostali mieszkańcy powoli szykują się do wyjazdu, Sweetland poluje na króliki, łowi ryby, warzy swoje własne piwo… czyli robi wszystko to, do czego przez ostatnie kilkadziesiąt lat się przyzwyczaił. Problem polega jednak na tym, że aby pieniądze zostały przyznane mieszkańcom – cała osada musi zostać przesiedlona. Każdy bez wyjątku musi więc podpisać umowę i szybko staje się jasne, że jedyną czarną owcą osady jest właśnie Sweetland – a nic ani nikt nie jest go w stanie przekonać do zmiany decyzji.

Powieść Crummeya jest tak wielopłaszczyznowa, że nie sposób jej streścić czy podsumować krótko problematyki, którą porusza. Tylko pozornie „Sweetland” jest opowieścią o bezinteresownej (dosłownie!) miłości człowieka do ziemi, na której się urodził. Z tej miłości bowiem wyrastają niekiedy wzruszające, niekiedy wstrząsające historie, które tam – na niewielkiej, zapomnianej prawie wysepce - zdają się mieć podwójne dno, ukryte przed resztą świata znaczenie. Poza tym, na Sweetland historie te wybrzmiewają echem jeszcze na długo po tym, jak zostaną opowiedziane. Żyją w niebezpiecznych skałach, kapryśnych przypływach i mroźnym wietrze, a dzięki temu wydają się mieć historię dużo starszą od najstarszych żyjących tam ludzi.

Tragedia przeplata się u autora „Dostatku” z niezwykle ciętym, momentami bardzo dosadnym językiem. Moses Sweetland jest bohaterem oryginalnym, żywym i przez to na długo zapadającym w pamięć. Bohaterowie to zresztą kolejna siła Crummeya. Tworzy on swoje postaci tak, że nie tylko nie sposób przejść obok nich obojętnie, ale także łatwo zapomnieć, że są to postaci fikcyjne – tak mocno bowiem tętnią życiem, że spod warstw papieru niemal widać pulsujące żyły, można niemal dotknąć zimnej od wiatru skóry. I choć Nowa Fundlandia, którą opisuje pisarz, wydaje się chłodna, surowa i niedostępna – to po opowiadanych przez niego historiach ma się ochotę wyruszyć w podróż do tej nieprzychylnej współczesnemu człowiekowi krainy na przekór wszystkiemu. Na własnej skórze poczuć magię tego miejsca, przekonać się, czy – jak można odnieść wrażenie, czytając „Sweetland” – odczuwa się tam życie podwójnie – mocniej i intensywniej.

Michael Crummey pokłada ogromną wiarę w swojego czytelnika, a jednym z dowodów na to, są liczne retrospekcje, które w powieści niejednokrotnie nie są w żaden sposób zaznaczane. Czytelnik nie jest uprzedzany o tym, że oto zawędrował 30, 40 lat wstecz i widzi głównego bohatera przeżywającego swoje pierwsze seksualne doświadczenia. „Sweetland” wydawać się może z powodu takich zabiegów chaotyczna, jednak pisarzowi przychodzi snucie historii w różnych planach czasowych tak naturalnie, że niemal widzimy naszego staruszka, który przymykając oczy, odpływa do czasów, w których całe jego życie mogło potoczyć się inaczej.

„Sweetland” Crummeya to niesamowita opowieść o przywiązaniu, upartej miłości, zmarnowanych szansach, których nie sposób już wykorzystać, starości, więzach rodzinnych i winie, która nieupilnowana potrafi rozrosnąć się w człowieku do rozmiarów baobabu i jego ciężarem osiąść na piersi. Fantastyczna mądrość, jaką nosi w sobie niewykształcony tak naprawdę Moses, robi na nas wrażenie tym większe, że miesza się z niewyobrażalną dumą i uporem – zarówno w aspekcie fizycznym, jak i psychicznym. A Crummey potrafi tak tkać swoją historię, z takim wdziękiem i uderzeniami realności, że niektóre momenty, niektóre sceny siedzą w mojej głowie do teraz – jako obrazy przejmujące i odmalowane z taką sprawnością, że niesłychany wydaje się fakt, iż jest to pisarz, którego powieści dopiero niedawno pojawiły się w Polsce.

Na tle wielu nijakich, nudnych i wtórnych powieści, przewidywalnych do bólu, choć niekiedy dobrych, „Sweetland” rozbłyska (niczym światło z latarni morskiej pośród wzburzonych fal) jako literatura przede wszystkim ambitna i wciągająca. Świat i ludzie, których tam spotkamy to z jednej strony coś egzotycznego i nierealnego, a z drugiej tak prawdziwego, że tylko cienka kartka papieru dzieli nas od zamieszkania w nim. Tylko i niestety aż. Odkładając lekturę, z żalem, że to już koniec i jednocześnie jakąś masochistyczą satysfakcją z ciężaru emocjonalnego, jaki w nas zostawia,  chce się powtórzyć za starym uparciuchem: O Jezu. Do ciężkiej cholery.

pokaż więcej

Dodaj dyskusję
Dyskusje o książce
pokaż wszystkie
Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (1461)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 0
| 2015-06-01

Przyroda nie znosi próżni, gdy zabraknie ludzi, w ich miejsce pojawią się duchy

Czasami zdarzają się powieści, zwyczajne, w prostych i obscenicznych słowach opowiadające historię skromną i surową, a podczas lektury których pojawiają się pytania: co niby mnie urzekło, co tu zahipnotyzowało? Takie właśnie jak "Sweetland", który już w samym tytule skrywa przekorę, bo na takim "cukiereczku" można sobie połamać zęby, odmrozić uszy i znienawidzić resztę świata.
To prawie beznamiętna historia wyspiarskiego outsidera opowiedziana jak zwidy pijanego, ale pijanego z samotności i z żalu za utraconym światem, przerywana retrospekcjami, wspomnieniami sprzed kilku miesięcy i lat młodości, relacja z momentów determinujących jego wybór.
Jego przeżywanie na nowo całego życia, które popchnęło go do pozostania na przekór wszystkim na wyspie i skazanie na ostracyzm ze strony współmieszkańców, nękanie wspomnieniami i porażkami, stanowi studium zmagania się z siłami przyrody i pogrążania się w...

książek: 893
adb | 2017-07-03
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 01 lipca 2017

"Sweetland" opisuje Nową Fundlandię. Tytuł książki jest zarazem nazwą wyspy, na której rozgrywają się wydarzenia i nazwiskiem głównego bohatera, potomka pierwszych osadników. "Sweetland" to opowieść o przywiązaniu do morza i ukochanego skrawka lądu, o życiu w surowym klimacie Nowej Fundlandii, w końcu o rozpadzie starego ładu i rozpaczliwej próbie ratowania ginącego świata. To wyliczenie nie oddaje jednak ani głębi, ani dramatyzmu powieści.

Po ograniczeniu połowów dorsza istnienie osad rybackich w Nowej Fundlandii przestaje być dla Kanady opłacalne, rząd proponuje więc ich mieszkańcom przesiedlenie i rekompensaty finansowe. Emerytowany latarnik Sweetland jest ostatnią osobą, która nie godzi się na takie rozwiązanie. Przy okazji narastającego konfliktu poznajemy całą galerię niezwykłych postaci [...]Relacje społeczne Crummey ukazuje doskonale, a relacje towarzyskie i rodzinne poznajemy stopniowo i bardzo powoli. [...]
Główny bohater "zbudowany" jest w oparciu o język, którego...

książek: 832
Katarzyna Bartnicka | 2017-06-03
Przeczytana: 03 czerwca 2017

Michael Crummey nie jest takim pisarzem, który stara się uwodzić czytelnika, który stara się też go zaszokować. Jest to taki autor, który ma do opowiedzenia historię, zazwyczaj zwyczajną, zazwyczaj o ludziach, na których w normalnych warunkach nikt nie zwróciłby uwagi, a gdyby tak się stało można by wzruszyć ramiona i pomyśleć ewentualnie, że to dziwak jakiś. Kiedy jednak już zaczyna się zagłębiać w tę historię, kiedy już poznaje się bohatera, to wraz z jego historią przez karty książki podstępnie wlewa się ogromny smutek, po którym trudno będzie się pozbierać. Bo powieść Sweetland jest bardzo smutna i przejmująca czy wręcz nostalgiczna, ale bez cienia sentymentalizmu czy ckliwości. Autor bowiem ma talent do tworzenia postaci, do których zaczyna się czuć sympatię niemalże od pierwszych zdań książek. To ludzie, których nie tylko chce się wpuścić do własnego, ale też napić wódki. Spróbujcie zmierzyć się z przekornością Sweetlanda, a będziecie wiedzieć o co chodzi. Postaci, nad...

książek: 1651
Isadora | 2015-04-29
Na półkach: Powieść, Przeczytane
Przeczytana: 29 kwietnia 2015

Kanadyjski pisarz Michael Crummey, Nowofundlandczyk, miłość do rodzinnej, a surowej i niegościnnej krainy ma we krwi. Jak bardzo jest mu ona bliska i jak szczególne miejsce zajmuje w jego sercu, pokazał chociażby w "Dostatku" - utrzymanej w konwencji realizmu magicznego, rozgrywającej się na przestrzeni dwóch wieków opowieści o mieszkańcach dwóch rybackich osad. W "Sweetland" po raz kolejny została ukazana niezwykła więź łącząca wyspiarzy ze swą małą ojczyzną - miłość niełatwa, wymagająca, destrukcyjna, w której można się zatracić na śmierć.

Sweetland to niewielka, słabo zaludniona wysepka u wybrzeży Nowej Fundlandii, której historia rozpoczęła się przed dwustu laty wraz z pojawieniem się pierwszych osadników. Rybak i emerytowany latarnik, Moses Sweetland, potomek jednej z rodzin, od której nazwiska wyspa wzięła swoje miano, to jeden z kilkudziesięciu mieszkańców małej osady Chance Cove, który podobnie jak pozostali zmaga się z trudami w tej surowej, niegościnnej krainie oraz...

książek: 2134
Katula | 2015-11-17
Na półkach: Przeczytane, 2015
Przeczytana: 15 listopada 2015

Wciągnęła mnie jak bagno.... i pomimo niesamowitego ciężaru nie byłam w stanie odłożyć zanim nie skończyłam.
Chyba, gdybym wiedząc to co wiem po lekturze tej pozycji miała teraz sięgnąć po tę książkę chyba bym odpuściła.............
Chyba...........
Bardzo sprawnie napisana....
Ale smutna...........
Strasznie smutna..............

No i z niecierpliwością czekam, aż do biblioteki zostaną oddane "Dostatek" i "Pojednanie"
Polecam, ale na własną odpowiedzialność.....

książek: 3492

Zapraszam do dyskusji:
http://miedzysklejonymikartkami.blogspot.com/2015/12/183-michael-crummey-sweetland.html

Osadę Chance Cove na wysepce Sweetland zamieszkuje kilkadziesiąt osób, które z trudem wiążą koniec z końcem po zapaści nowofundlandzkiego rybołówstwa. Nic dziwnego, że złożona przez rząd propozycja sowitej rekompensaty za opuszczenie podupadającej mieściny na krańcu świata wywołuje wśród byłych rybaków ogromne poruszenie. Jedynym warunkiem jest jednomyślna zgoda wszystkich mieszkańców na przeprowadzkę. Plany sąsiadów krzyżuje Moses Sweetland, emerytowany latarnik uparcie sprzeciwiający się opuszczeniu ukochanej wyspy. Gdy zbliża się termin ostatecznej decyzji, narastająca niechęć mieszkańców Chance Cove daje Sweetlandowi podstawy do obaw o własne życie. Splot konfliktów, tragedii oraz wciąż żywych bolesnych wspomnień popchnie go do szalonego postanowienia, w wyniku którego świadomie skaże się na nieodwołalną izolację…
[źródło opisu: okładka]

Sweetland zainteresowało mnie...

książek: 637
dasio72 | 2017-04-21
Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Posiadam
Przeczytana: 21 kwietnia 2017

" Nie przesadza się starych drzew ", albo prosta historia o samotności.

Ciężko coś mądrego napisać o tak doskonałej książce, piszę na gorąco, mnóstwo myśli kłębi mi się w głowie, ale wszystkie słowa wydają się błahe, banalne.
Opowieść o Mosesie Sweetlandzie, relikcie dawnych czasów odchodzących w niebyt jest kameralna i melancholijna, przesycona jednak taką dawką emocji, smutku, żalu, tęsknoty, złości, nie sposób się od niej oderwać.
Dokładny opis tego co w niej znajdziemy jest w blurbie z tyłu okładki, ja powiem tylko, że długo nie zapomnę o starym, upartym Nowofunlandczyku.

Jedna z najważniejszych powieści jaką dane było mi przeczytać.

książek: 962
mamaKa | 2015-06-18
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 18 czerwca 2015

Podobno nikt z nas nie jest samotną wyspą. Nawet jeżeli mu się tak wydaje, to jest w błędzie. Nawet jeśli mieszka na wysepce Sweetland. Wokół emerytowanego latarnika pojawiają się i znikają sąsiedzi, najbliżsi. Jedni odchodzą, bo ich życie doszło do swego kresu. Inni zaś, by żyć dalej musieli przyjąć rządowe pieniądze i opuścić wyspę. Odchodzą, ale pamięć o nich zostaje. To ona daje latarnikowi siłę do bycia osamotnionym z wyboru. A to nie jest łatwe. Szczególnie, gdy towarzyszą mu tragiczne wspomnienia. Jedyne co pozostało to one i miłość do ziemi. Czy to wystarczy, by żyć? Tak, jeśli jest się silnym i niezależnym oraz nie ma się nic do stracenia. A duchy przeszłości i tak dopadną. Szkoda tylko tych społeczności, które zostały postawione przed faktem - wszyscy albo nikt. A co z Jednostką, czy ona się nie liczy? Wydaje się, że nie, bo nikt nie jest samotną wyspą. Nawet jeżeli mu się tak wydaje. Ale czy na pewno.......

książek: 1636
luelle | 2016-06-11
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 11 czerwca 2016

Piękna, ale straszliwie smutna i przygnębiająca... Trudno mi będzie zrzucić teraz ciężar z serca, historia Sweetlanda musi we mnie przebrzmieć. "O Jezu. Do ciężkiej cholery".

książek: 182
darek_lask | 2018-02-03
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 03 lutego 2018

Literatura z najwyższej półki w czym niemała zasługa tłumacza.
Utonęłam i powoli zaczynam wracać do rzeczywistości.

zobacz kolejne z 1451 
Przeczytaj także

Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
lista cytatów dodaj cytat
Inne książki autora
więcej książek tego autora
Powiązane treści
„Nic nie równa się z pisaniem powieści”. Wywiad z Michaelem Crummeyem

O tym, dlaczego tak obsesyjnie pisze o Nowej Fundlandii, o tym, jak krajobraz i otoczenie, w którym żyjemy, kształtuje nas i wpływa na to, jak myślimy i jak postępujemy oraz o tym, jak powstają jego książki – rozmawiam z Michaelem Crummeyem, autorem „Dostatku” i „Rzeki złodziei”, która niedawno ukazała się na polskim rynku.


więcej
Dzisiaj premiera powieści "Sweetland"

W najnowszej powieści Michaela Crummeya polscy czytelnicy znajdą wszystko to, za co pokochali jego twórczość. Autor genialnego „Dostatku” znowu odmalowuje pejzaż Nowej Fundlandii zaludniony przedziwnymi postaciami, które spotkać można wyłącznie na tamtejszych wybrzeżach.


więcej
więcej powiązanych treści
zgłoś błąd zgłoś błąd