Twarde światło

Tłumaczenie: Michał Alenowicz
Wydawnictwo: Wiatr od Morza
7,08 (36 ocen i 12 opinii) Zobacz oceny
10
2
9
3
8
10
7
9
6
8
5
2
4
1
3
1
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Hard Light
data wydania
ISBN
9788394352363
liczba stron
216
język
polski

Poruszająca literacka panorama dawnej Nowej Fundlandii. Odosobnienie na chłodnych wybrzeżach Północnego Atlantyku. Wyprawy rybaków na Labrador. Zapach domowego chleba. Powroty po długich miesiącach spędzonych na morzu. Ognie skrzące się na polanach. Ziemianki wypełnione warzywami pozwalającymi przetrwać zimę. Woń żywicy i trocin. Piwo z pędów świerku. Życie surowe i okrutne, lecz...

Poruszająca literacka panorama dawnej Nowej Fundlandii.

Odosobnienie na chłodnych wybrzeżach Północnego Atlantyku. Wyprawy rybaków na Labrador. Zapach domowego chleba. Powroty po długich miesiącach spędzonych na morzu. Ognie skrzące się na polanach. Ziemianki wypełnione warzywami pozwalającymi przetrwać zimę. Woń żywicy i trocin. Piwo z pędów świerku. Życie surowe i okrutne, lecz niepozbawione piękna i nadziei. Ludzie twardzi i nieustępliwi jak skaliste klify Nowej Fundlandii, a zarazem pogodzeni z odwiecznym rytmem narodzin i śmierci.

Wszystko to powoli odchodzi w niepamięć…

 

źródło opisu: wydawnictwo

źródło okładki: materiały wydawnictwa

pokaż więcej

Brak materiałów.
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Oficjalna recenzja
Sylwia książek: 919

Słone opowieści

Pamiętam, jak kilka lat temu pierwszy raz zetknęłam się z twórczością Michaela Crummeya - było to coś wyjątkowego i niepowtarzalnego, a czas spędzony na lekturze „Dostatku” upłynął mi nie wiedzieć kiedy. Później w zasadzie formalnością było niecierpliwe wyczekiwanie, a następnie pochłanianie w tempie ekspresowym „Pobojowiska”, „Rzeki złodziei” i „Sweetland”. Teraz przychodzi czas na „Twarde światło” - zbiór nietypowy, którego formą czytelnicy wyżej wymienionych powieści mogą być nieco zaskoczeni. Jest to bowiem zbiór naprawdę krótkich tekstów, liczących po jednej, dwie strony, a od połowy także i wierszy. Kanadyjski pisarz tym dziełem stawia kropkę nad i, jeśli chodzi o hołd złożony przez niego Nowej Fundlandii, dawnemu życiu, którego echa niewyraźnie już pobrzmiewają w oddali, zmarłym już ludziom, wspomnieniom, obyczajom i surowości, którą teraz, w XXI wieku, pokonać i oswoić jest o wiele łatwiej niż kiedyś.

W przedmowie, którą Crummey napisał dla polskich czytelników, autor zdradza, że „Twarde światło” jest dla niego dziełem najbardziej intymnym, ale także takim, z którego jest najbardziej dumny, do którego ma największy sentyment. Wspomina również, że zbiór ten jest w pewnym sensie dopełnieniem „Dostatku” - i myślę, że właśnie w takiej formie najłatwiej będzie go przyswoić polskiemu czytelnikowi. Czytelnikowi, dla którego odchodzące już w niepamięć życie, toczące się pod dyktando żywiołów (służących zresztą pisarzowi do stworzenia pewnego podziału w tym niewielkim...

Pamiętam, jak kilka lat temu pierwszy raz zetknęłam się z twórczością Michaela Crummeya - było to coś wyjątkowego i niepowtarzalnego, a czas spędzony na lekturze „Dostatku” upłynął mi nie wiedzieć kiedy. Później w zasadzie formalnością było niecierpliwe wyczekiwanie, a następnie pochłanianie w tempie ekspresowym „Pobojowiska”, „Rzeki złodziei” i „Sweetland”. Teraz przychodzi czas na „Twarde światło” - zbiór nietypowy, którego formą czytelnicy wyżej wymienionych powieści mogą być nieco zaskoczeni. Jest to bowiem zbiór naprawdę krótkich tekstów, liczących po jednej, dwie strony, a od połowy także i wierszy. Kanadyjski pisarz tym dziełem stawia kropkę nad i, jeśli chodzi o hołd złożony przez niego Nowej Fundlandii, dawnemu życiu, którego echa niewyraźnie już pobrzmiewają w oddali, zmarłym już ludziom, wspomnieniom, obyczajom i surowości, którą teraz, w XXI wieku, pokonać i oswoić jest o wiele łatwiej niż kiedyś.

W przedmowie, którą Crummey napisał dla polskich czytelników, autor zdradza, że „Twarde światło” jest dla niego dziełem najbardziej intymnym, ale także takim, z którego jest najbardziej dumny, do którego ma największy sentyment. Wspomina również, że zbiór ten jest w pewnym sensie dopełnieniem „Dostatku” - i myślę, że właśnie w takiej formie najłatwiej będzie go przyswoić polskiemu czytelnikowi. Czytelnikowi, dla którego odchodzące już w niepamięć życie, toczące się pod dyktando żywiołów (służących zresztą pisarzowi do stworzenia pewnego podziału w tym niewielkim dziele), a w szczególności Wody, będzie mimo wszystko obce, nie do końca zrozumiałe. Sprawy, o których pisze w „Twardym świetle” pisarz, ściśle wiążą się bowiem z innym światem, innym życiem i innymi czasami - różniącymi się od tych, do których my jesteśmy przyzwyczajeni. Walka o przetrwanie na morzu; szczegółowy, niemal sakralny opis oprawiania ryb, który dla większości mieszkańców Nowej Fundlandii był tym, czym dla nas jest codziennie zakładanie butów i mycie zębów; rany tworzące się od zimna, wiatru i słonej wody, niepewność, czy kiedykolwiek jeszcze wrócimy na ląd, życie wedle praw natury i praw ziemi, od której z pokorą przyjmuje się zarówno strawę, jak i miejsce na wieczny spoczynek - te na pozór niezbyt interesujące elementy istnienia Crummey opisuje tak, że dla czytelnika jawią się jako nie tyle odchodzący już świat, co wznoszący się na nowo - na fali niesamowitych opowieści, w których sól aż szczypie w oczy i usta, a ostre ości ryb ranią nasze palce.

Autor niezapomnianego „Pobojowiska” udowadnia z całą mocą najnowszym wydanym w Polsce dziełem, że w bardzo krótkich formach literackich potrafi zmieścić emocje, a jakie niektórzy twórcy walczyć muszą przez kilkaset stron powieści - a i wtedy nierzadko im się to nie udaje. Opowieści bazujące przede wszystkim na życiu swojego ojca, ale także pozostałych bliskich, jak również rodzące się z wyobraźni pisarza, stanowią dla czytelnika krótkie, lecz niezwykle intensywne zderzenie ze światem i życiem na tyle już wymarłym, że niemal egzotycznym. Nowa Fundlandia, rodzinne strony Crummeya, jak błyskotliwie zauważa autor, przez długi czas broniły się przed postępem - życie toczyło się tam wolno, utartym rytmem i po swojemu. Kiedy jednak zmiany nadeszły - zawładnęły tamtejszym światem błyskawicznie i podczas lektury „Twardego światła” rodzi się wątpliwość, czy zmiany te były koniecznie. Czy na pewno wszystko musi ruszać naprzód? Niektóre opowieści, a właściwie opowiastki, chwytają za serce jednym, dobitnym zdaniem, puentą, która tak naprawdę tworzy ten konkretny tekst. Jak choćby „Gospodarzenie”, którego bohaterka wyznaje: „Przez czterdzieści lat gospodarzenia straciłam tylko jedną krowę”, a jej historia kończy się wyznaniem, które tak szalenie mnie wzruszyło mimo swojej prozaiczności: „Miałam sześćdziesiąt jeden lat, gdy kupiłam pierwszy karton mleka ze sklepu”. Zwykła czynność, którą my powtarzamy przynajmniej raz w tygodniu (bo któż z nas nie kupuje mleka?), dla tej kobiety była czymś, co sprawiło, że nieodwracalna stała się tak długo odwlekana, choć nieuchronna zmiana i, co by nie mówić, strata.

Są również teksty przerażające i zdumiewające okrucieństwem, zwłaszcza opisywanym tak prozaicznie, jakby było to coś najnormalniejszego na świecie… ale cóż - chyba właśnie tak było. Tekst, który opowiada o zabijaniu zwierząt (nie tych, które lądowały później w garnku) rozpoczyna się słowami: “Zasadniczo trzeba było nauczyć się żyć z okrucieństwem. Żyć okrutnie” - i mając przed oczami tę opowieść, nie czujemy nienawiści czy zła do dzieciaka, które topiło koty w jutowym worku, lecz do świata, który pozwalając na to, potrafił jednocześnie, tego samego dnia, zaskoczyć niesłychanym pięknem. To samo robi zresztą z czytelnikiem Crummey, bo tuż po okrutnych „Kamieniach” umieszcza tekst „Bay de Verde”, który w tak zdawałoby się prosty i trywialny sposób opowiada o ludzkiej uczciwości i dobroci - a jednak wywołuje uśmiech na naszej twarzy, a kto wie, może nawet i wzruszenie. Nie zapominajmy jednak o wierszach - one również stanowią ważny element „Twardego światła” i choć nie są może rodzajem poezji, do jakiej jestem przyzwyczajona, to są to wiersze całkowicie w stylu Crummeya i takie, które idealnie pasują do tej publikacji, choć w zamieszczonym na koniec „Słowie o tekście” sam autor przyznaje, że w przypadku niektórych wierszy z części zatytułowanej „Odkrywając ciemność” był raczej redaktorem niż pisarzem. Czuć w tej poezji tę samą miłość, fascynację i próbę ocalenia choć skrawków dawnego życia, dawnych ludzi i dawnej ziemi, co w tekstach prozatorskich.

Woda, Ogień, Ziemia, Powietrze i Wiersze - dzieląc „Twarde światło” na tych pięć żywiołów, pisarz prowadzi nas przez meandry życia, które już nie powróci. Przez przeszłość swoich przodków, ale także obcych ludzi, o których życiu słyszał lub które sobie wyobraził. Zabiera nas w słoną i wietrzną podróż przez krainę inspirującą i tak samo piękną, co surową. Robi z czytelnikiem dokładnie to, co w „Dostatku”, „Pobojowisku” czy pozostałych utworach - opowiada o życiu, którego nie doświadczyliśmy i choć nie pomija ani jednego cienia, ani jednej jego wady, niekiedy właśnie z nich tkając najszerszą z sieci, sprawia, że oddalibyśmy wiele, by spędzić w nim choć jeden dzień i na własnej skórze poczuć którąś z opowieści. Crummey nie tylko więc nie zmienia się w żadnym ze swych dzieł, lecz co więcej - nie zawodzi.

Sylwia Sekret

pokaż więcej

Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (238)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 1803
Piotr | 2018-06-22
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 22 czerwca 2018

Zacznę fragmentem jednego z rozdziałów "Rdza": "Chłopiec przygląda się rękom ojca. Na wierzchu dłoni rzeki bladoniebieskich żył, kostki niczym drobne, pobrużdżone wzgórza na równinie. Na końcu każdego palca wschodzi księżyc. Dale. Inne światy..."
"Twarde światło" jest kolejną książką autora znanego z pisania o Fundlandii. Tym razem nietypowo, gdyż nie jest to powieść. Książka składa się z kilku rozdziałów, niektóre nawiązują do żywiołów ziemi. O czym są te historie. O życiu w różnych czasach,w różnych epokach, na ziemi niegościnnej, ale zarazem pożądanej przez wielu. Historie są luźno ze sobą powiązane, chociaż trudno jest tutaj odnaleźć chronologię czasu czy relacje międzyludzkie. One występują, ale dominuje samotność w miejscu, które dla wielu z nas mogłoby się okazać być piekłem na ziemi. Mamy tutaj miniopowiadania, mamy teksty które przypominają poezję, mamy zwierzenia nieznanych nam ludzi, opowiadających o tym, czego doświadczyli. Nie mówią o swoich marzeniach,...

książek: 644
dasio72 | 2018-07-18
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 18 lipca 2018

Piękne proste słowa, które niosą ze sobą ogromną ilość tęsknoty, smutku i nostalgii za minionym światem starej Nowej Funlandii. Ze stron tego na poły poetyckiego utworu wypływa miłość autora do tego spłachetka niegościnnej ziemi i głęboka empatia dla zamieszkujących ją ludzi.
Z całego serca polecam.

książek: 1186
asymon | 2018-09-24
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 23 września 2018

Tym razem krótka forma. Pół na pół wiersze i historie, ale takie na jedną-dwie strony. Historie zebrane z opowiadań ojca, dziadka, dalszej rodziny i przepisanych tak, by nabrały odpowiedniej formy. Jak zwykle o dorszach, o długach, o morzu, nic nowego, ale trochę inaczej. Plus trochę opowieści marynarzy, co w książkach było opisywane "wyszli w morze i wrócili po pół roku".

Osobiście wolę "opowiastki" niż wiersze. Czyta się lekko, aż za lekko, musiałem sobie dawać na wstrzymanie, żeby za szybko nie skończyć tej zbyt krótkiej książki. I dla jasności, to bardziej proza niż poezja, nawet rzeczy wyglądające jak wiersze. Choć to pierwsza książka napisana przez Crummeya, lepiej nie zabierać się do niej na początku, oszczędna forma może (może) znudzić.

Po raz kolejny wyrazy uznania dla tłumacza.

książek: 649
Dominika Rygiel | 2018-06-26
Na półkach: 52 / 2018, Przeczytane
Przeczytana: 26 czerwca 2018

Twarde światło po raz pierwszy ukazało się w Kanadzie w roku 1998 i przez wiele jeszcze lat od czasu samej publikacji napawało autora dumą. Nic dziwnego, gdyż prócz krótkich migawek z życia Nowofundlandczyków, w rzeczonym zbiorze Michael Crummey zawarł niejeden, bliski jego sercu przekaz rodzinny. Na kartach książki pisarz przemycił ojcowskie opowieści oraz uchwycił głosy swoich krewnych. I choć poprzeplatał je czystą fikcją literacką, warto nadmienić, iż zbiór nie zatracił na kameralnym klimacie, zachwyca osobliwą intymnością i swojskością, taką, którą odnaleźć można li jedynie we wspomnieniach z rodzimego zaplecza.

Na tomik składa się kilkadziesiąt króciutkich, nierzadko lapidarnych opisów przedstawiających urywki z życia mieszkańców dawnej Nowej Fundlandii, łącznie z członkami rodziny autora. Są to zwięzłe i oszczędne w opisy sceny, które połączono w sposób nieprzypadkowy. Twarde światło otwiera zwięzły prolog o znamiennym tytule Rdza, całość zaś zwieńczona została swoistym...

książek: 3411

Proszę, nie pozwalajcie mi chwalić książki przed jej połową, bo ostatnio za każdym razem, gdy to czynię, druga połowa usilnie stara się wymazać moje wszelkie wcześniejsze pozytywne wspomnienia. Tak było w przypadku Twardego światła - debiutanckiej książki kanadyjskiego pisarza Michaela Crummey'ego, w swojej twórczości opowiadającego o dawnej i współczesnej Nowej Fundlandii. Wcześniej czytałam już trzy jego późniejsze powieści, z czego recenzje "Sweetland" oraz "Dostatku" znajdziecie na blogu. Ale do meritum. Co poszło nie tak w przypadku "Twardego światła"? Zapraszam.

Ciąg dalszy na:
https://miedzysklejonymikartkami.blogspot.com/2018/06/351-twarde-swiatlo.html

książek: 562
Asia | 2018-07-01
Na półkach: 2018, Przeczytane
Przeczytana: 16 czerwca 2018

Książka jest zdecydowanie dla tych, którzy prozę Crummeya już znają i którzy na Nowej Fundlandii nie są po raz pierwszy. Jest to zbiór krótkich form, w których autor próbował uchwycić ducha Nowej Fundlandii, będącego przez setki lat niezmiennym, a obecnie zanikającego. Magią tekstów Crummeya jest to, iż kocha miejsce, z którego pochodzi i potrafi pokazać je w taki sposób, że my także je pokochamy, mimo że zimny wiatr i wszechobecna sól z wody morskiej, nie jest tym, co pragnęlibyśmy mieć na co dzień w swoim otoczeniu. I choć nie jest to najlepsza z książek autora, to jednak wcale mnie nie dziwi, że właśnie ta naprawa go największą dumą.

https://jedenakapit.blogspot.com/2018/06/twarde-swiatlo-michael-crummey.html

książek: 2716
joly_fh | 2018-08-12
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 12 sierpnia 2018

Nie potrafię tej książki ocenić, ponieważ jest to zbiór krótkich form - opowiadań, mini esejów, a nawet wierszy, a ja zazwyczaj tego typu tekstów nie czytuję, nie przepadam.

książek: 2368
Karolina Sosnowska | 2018-08-07
Przeczytana: 28 lipca 2018

"Każdy tekst to odrębny obrazek, które poskładane razem plotą się w jedyny w swoim rodzaju patchwork wspomnień, emocji i przemyśleń. To najbardziej osobista z przeczytanych przeze mnie do tej pory książek Crummeya, i to widać. Autor w „Twardym świetle” skupia się na detalach, małych scenkach, przybliża się jak najbardziej do swoich bohaterów i bierze pod fabularną lupę detal. Jestem zachwycona językiem tej książki i jej klimatem… do czasu. Bowiem potem przychodzi część wierszowana."

Reszta opinii pod adresem: https://tanayahczyta.wordpress.com/2018/08/07/twarde-swiatlo-m-crummey/ :)

książek: 389
Michał Stanek | 2018-07-16
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 01 lipca 2018

PAMIĘCI, PRZEMÓW

Ten niezwykle starannie skomponowany tomik, na Wikipedii mylnie moim zdaniem zaklasyfikowany jak poezja, jest w istocie zbiorem tekstów zawieszonych między prozą a prozą poetycką, przy czym w tej drugiej grupie charakterystyczne dla poezji zabiegi wersyfikacyjne w zasadzie niewiele zmieniają w odbiorze, a w tekstach czysto prozatorskich nierzadko forma opowiadania jest przez naginana w różne strony - także w stronę literackiej impresji. O ile w pierwszym odbiorze zbiór wydaje się pęknięty na kilka odmiennych części, o tyle drugie i kolejne czytania ujawniają, że mimo zmiany form literackich kolejne utwory są emanacją tej samej wrażliwości autora. Czy taka złożona forma się sprawdziła? Częściowo.

Struktura "Twardego światła" ma kilka warstw, stopniowo odsłaniających się przed czytelnikiem, niekoniecznie zresztą widocznych od razu, bo wzajemne powiązania opowiadanych tu historii to materia nader subtelna i wiele pozostawione jest domysłowi i wrażliwości czytelnika....

książek: 244
Banita76 | 2018-11-14
Przeczytana: 26 października 2018

Nie zawodzi Crummey. Nowa Funlandia i jej mieszkańcy, surowy klimat, surowe życie, ale tli się w tym wszystkim coś niesamowitego, wola przetrwania, piękno mimo wszystko. Wspomnienia złożone przez autora w ciekawą całość.

zobacz kolejne z 228 
Przeczytaj także

Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
Inne książki autora
więcej książek tego autora
Powiązane treści
Patronaty tygodnia

Im bliżej wakacji, tym więcej książkowych premier otrzymujemy. W tym tygodniu na naszej specjalnej liście znajdziecie nie tylko trzymające w napięciu kryminały, ale również idealne na plaże romanse i fantastykę. Biorąc pod uwagę, że do wakacji zostały nam dwa tygodnie, proponujemy budowę zamku z nowości, którymi zasypują nas wydawnictwa. Przynajmniej będziemy mieć pewność, że na plaży nie zabraknie nam nowych lektur.


więcej
więcej powiązanych treści
zgłoś błąd zgłoś błąd