Walizki hipochondryka

Wydawnictwo: Znak
5,51 (47 ocen i 16 opinii) Zobacz oceny
10
2
9
0
8
8
7
6
6
8
5
11
4
2
3
4
2
4
1
2
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788324032105
liczba stron
272
język
polski
dodała
Ag2S

Każdy nieszczęśliwie zakochany w swoich chorobach wcześniej czy później trafia w ręce chirurga. Jeśli wychodzi spod skalpela cało, to tylko po to, by stanąć oko w oko z bandą handlującą na oddziale ruskim dolarganem i sprowokować bunt wszystkich cierpiących. Jeśli przeżyje, śmierć westchnie z respektem: „tak, temu jednemu nie dałam rady”. W „Walizkach hipochondryka” Sieniewicz występuje w...

Każdy nieszczęśliwie zakochany w swoich chorobach wcześniej czy później trafia w ręce chirurga. Jeśli wychodzi spod skalpela cało, to tylko po to, by stanąć oko w oko z bandą handlującą na oddziale ruskim dolarganem i sprowokować bunt wszystkich cierpiących. Jeśli przeżyje, śmierć westchnie z respektem: „tak, temu jednemu nie dałam rady”.

W „Walizkach hipochondryka” Sieniewicz występuje w dwóch rolach – pisarza i bohatera powieści: mężczyzny w wieku kryzysowym, w za krótkiej piżamie, podglądanego z odrobiną czułości, goryczy, dużą dawką ironii (podawanej dożylnie) i pełnym rozbawienia dystansem. Łączy ich nie tylko nazwisko, ale i kobieta, o której obaj mówią wyłącznie na klęczkach. To powieść dla prawdziwych twardzieli o słabych nerwach.

 

źródło opisu: http://www.znak.com.pl/

źródło okładki: http://www.znak.com.pl/

pokaż więcej

Brak materiałów.
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Oficjalna recenzja
Grzegorz książek: 285

Szpitalny sen

Szpitalny rejestr pacjentów Sieniewicza dostarcza wielu ciekawych osobowości, wielu przecieków tajnych informacji i chorób, z którymi na co dzień nie chcielibyśmy się spotkać…

Szpital momentami przypomina psychiatryczny oddział zamknięty, w którym trudno rozróżnić, kto jest pacjentem, a kto lekarzem. To wewnętrzny świat rządzący się własnymi prawami, zacierają się tu granice między snem a jawą, takie oniryczne i niedosłowne potraktowanie powieści jest bardzo bliskie pisarzowi. Jego bohaterowie przeważnie są niedostosowani do wykreowanej rzeczywistości i wrzucani w wir nieznanego, w którym muszą odnaleźć punkt zaczepienia.

Niezwykła podróż po szpitalnych korytarzach, salach i zakamarkach jest jak droga Emila przez życie pełne wspomnień i przeżytych chorób. Szpital nie jest tylko szpitalem. Chorobowe historie i różnorodność pacjentów nadają całości wymiar podróży w głąb ludzkiej psychiki, gdzie cierpienie i ból czekają skulone, aby się w końcu odezwać i rozgościć w ciele człowieka. Sieniewicz zagląda w psychikę pacjentów, wkrada się niepostrzeżenie do ich umysłów, zagląda w życie prywatne i sprawdza, co się dzieje pod szpitalną kołdrą.

Emil Śledziennik w powieści ma pewną towarzyszkę, kochankę, do której kierowane są jego westchnienia, tęsknoty i oczekiwania. Nadaje jej różne imiona - m.in. „Kocica iskrowłosa” albo „Napoleonka heroinowa”. Trudno powiedzieć, czy kobieta jest rzeczywista, czy wyśniona. Mariusz Sieniewicz swoich bohaterów zawsze tworzy z przymrużeniem oka,...

Szpitalny rejestr pacjentów Sieniewicza dostarcza wielu ciekawych osobowości, wielu przecieków tajnych informacji i chorób, z którymi na co dzień nie chcielibyśmy się spotkać…

Szpital momentami przypomina psychiatryczny oddział zamknięty, w którym trudno rozróżnić, kto jest pacjentem, a kto lekarzem. To wewnętrzny świat rządzący się własnymi prawami, zacierają się tu granice między snem a jawą, takie oniryczne i niedosłowne potraktowanie powieści jest bardzo bliskie pisarzowi. Jego bohaterowie przeważnie są niedostosowani do wykreowanej rzeczywistości i wrzucani w wir nieznanego, w którym muszą odnaleźć punkt zaczepienia.

Niezwykła podróż po szpitalnych korytarzach, salach i zakamarkach jest jak droga Emila przez życie pełne wspomnień i przeżytych chorób. Szpital nie jest tylko szpitalem. Chorobowe historie i różnorodność pacjentów nadają całości wymiar podróży w głąb ludzkiej psychiki, gdzie cierpienie i ból czekają skulone, aby się w końcu odezwać i rozgościć w ciele człowieka. Sieniewicz zagląda w psychikę pacjentów, wkrada się niepostrzeżenie do ich umysłów, zagląda w życie prywatne i sprawdza, co się dzieje pod szpitalną kołdrą.

Emil Śledziennik w powieści ma pewną towarzyszkę, kochankę, do której kierowane są jego westchnienia, tęsknoty i oczekiwania. Nadaje jej różne imiona - m.in. „Kocica iskrowłosa” albo „Napoleonka heroinowa”. Trudno powiedzieć, czy kobieta jest rzeczywista, czy wyśniona. Mariusz Sieniewicz swoich bohaterów zawsze tworzy z przymrużeniem oka, stwarza szkielet, który ze słowa na słowo nabiera charakteru i tożsamości. Buduje bohatera, który jednak zawsze wydaje się trochę niematerialny, trochę eksperymentalny.

Podobnie jest z Emilem i myślę, że zbieżność imion z poprzednią powieścią nie jest przypadkowa. W książce „Spowiedź śpiącej królewny” główna bohaterka o imieniu Emilia-Emi udawała się w podróż przez ulice miasta i ulice swego życia, by odnaleźć tego jedynego „misia”, przeobrażając przy tym samą siebie. Podobnie jest z Emilem - on też podróżuje po szpitalu i próbuje stać się nowym człowiekiem, wyzwolonym z chorób.

Powieść humorystyczna, pisana niewybrednym językiem i z iskrą, o chorobach, o życiu i zastrzykach, ampułkach, lekarzach, pacjentach i bezdusznych pielęgniarkach. Czytając tę powieść, można zadać pytanie, czy ten szpital jest w ogóle rzeczywisty? I czy tacy bohaterowie, jak Emil Śledziennik, opuszczą kiedyś ten chorobotwórczy przybytek?  

Grzegorz Śmiałek

pokaż więcej

Dodaj dyskusję
Dyskusje o książce
pokaż wszystkie
Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (206)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 2077
Wojciech Gołębiewski | 2018-04-05
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 05 kwietnia 2018

Lubię Sieniewicza i do tej pory dałem jego utworom 2x9 i 8 gwiazdek, ale to było dawno; teraz dałbym więcej, bo pokochałem jego styl paranoiczno – groteskowy. Najczęściej przeze mnie cytowany profesjonalny recenzent - Jarosław Czechowicz trafnie analizuje książkę na:
http://krytycznymokiem.blogspot.ca/2014/08/walizki-hipochondryka-mariusz-sieniewicz.html

....a ja wyciągam z niej sprytnie jedno zdanie, potrzebne do mojej notki:

"....Wszystko jest w "Walizkach hipochondryka" nad wyraz czytelne. Jego egocentryczny cierpiętnik to znana już figura stylistyczna, dzięki której wielokrotnie rozprawiano się z paskudztwami polskości tonącej w kompleksach i zacofaniu. Czyta się tę książkę nieźle i widać w niej wszechobecną u Sieniewicza groteskę, którą bardzo sobie cenię ....."

Radzę przeczytać cały tekst Czechowicza, bo taki "przyjemny" nie jest.... Z kolei, na okładce książki, czytam fragment recenzji Elizy ...

książek: 1011
zuszka | 2018-05-05
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 05 maja 2018

Nie znałam do tej pory książek Mariusza Sieniewicza - „Walizki hipochondryka” to pierwsza powieść, która przybliżyła mi nie tylko twórczość, ale także samą postać autora. Jest to bowiem powieść w dużej mierze autobiograficzna. Autobiografia specyficzna, niedosłowna i niejednoznaczna, refleksyjna, momentami przykra i przygnębiająca. Szpitalne tło idealnie oddaje ten nastrój.
Autor oczarował mnie swoim ciekawym stylem i błyskotliwym językiem. Fantastycznie łączy refleksję z ironią, po mistrzowsku miesza fantazję z rzeczywistością. Lektura w mojej ocenie bardzo cenna i na wysokim poziomie.

książek: 433
Kokos | 2016-05-12
Przeczytana: 12 maja 2016

Strumień myśli przebywającego w szpitalu Emila. Powieść-gawęda, niekończąca się narracja snuta z punktu widzenia współczesnego mężczyzny. Trochę rozmyślań o teraźniejszości, dużo rozliczania przeszłości, niepewna przyszłość. Formuła ostatnio spotykana, nie powiem, żeby było to samo w sobie coś wybitnie oryginalnego. A jednak się wyróżnia. Przede wszystkim mocno wpisuje się w kontekst polityczny, odważnie komentuje sytuację w Polsce posmoleńskiej (która absolutnie sama w sobie nie jest tematem powieści, ale bywa komentowana). Poza tym w fantastyczny sposób przeplata jawę i sen, opowieść realną ze zmyśloną - tak, że w końcu już nie wiadomo, jak było naprawdę (chociaż można się domyślać, jak nie było) i ile z tego w ogóle było. Pojawia się dużo trafnych sformułowań i spostrzeżeń dotyczących zarówno codziennego życia (np. związków), jak i Polaków i Polski. Fantastyczny popis erudycji. Do powolnego i spokojnego smakowania, polecam.

książek: 1317
diunam | 2014-09-03
Przeczytana: 03 września 2014

Mariusz Sieniewicz to pisarz i felietonista. Debiutował na początku lat 90-tych. Współtworzył czasopismo „Portret”. Jego druga powieść „Czwarte niebo” nominowana była do Paszportu „Polityki”, a także do Nagrody Literackiej „Nike”. Mariusz Sieniewicz jest też twórcą słuchowisk radiowych. Na podstawie Jego powieści powstało kilka spektakli teatralnych. „Walizki hipochondryka” to moje pierwsze spotkanie z twórczością tego Autora.

Emil Śledziennik zawsze na coś chorował. W dzieciństwie wszelkie dolegliwości psuły mu najlepsze zabawy. Dziś nie pamięta już dnia bez bólu bądź innych niepokojących zwiastunów przeróżnych chorób. Jak na osobę z tak licznymi przypadłościami dotychczas udawało mu się skutecznie unikać lekarzy. Jednak i na niego przyszła kolej. Emil w końcu trafia do szpitala z ostrym bólem brzucha. Pobyt w miejscu pełnym ludzkiego cierpienia pobudza jego twórczy umysł do licznych refleksji.

„Walizki hipochondryka” to z pewnością proza niebanalna, którą trudno jednoznacznie...

książek: 332

Panie Mariuszu, ile Pana jest w Śledzienniku? Czy podobieństwa kończą się na tej samej ilości sylab w imieniu i nazwisku i tej samej dacie urodzenia? Dodajmy, że Śledziennik jest też pisarzem! Dużą podpowiedzią byłby zapis badania USG Pańskiej jamy brzusznej, najlepiej sprzed kilku lat, myślę, że to rozwiałoby moje wątpliwości. Z drugiej strony, próba wyłuskania tego dowodu mogłaby świadczyć o moim natręctwie i o niezrównoważeniu, że pozwolę sobie użyć eufemizmu. Ale ad rem.

Kto z nas lubi szpitale? Może znajdą się i tacy miłośnicy-masochiści, niemniej większość z nas unika ich jak ognia. Jednak kiedy ognisko płonie językami dłuższymi od krowich, przychodzi moment, że musimy znaleźć się na oddziale. Na oddziale, który często wprawia nas w nastrój... melancholijny? (sic!) nostalgiczny (the siccest!). Jednak to prawda, w szpitalu często: myślimy o życiu, przewartościowujemy je, doceniamy to co mamy (wybaczcie syndrom Grocholskich truizmów). 40letni Emil Ś. trafia na oddział chorób...

książek: 966
bibliofilka | 2014-10-05
Przeczytana: 05 października 2014

Szpital - miejsce kojarzące się z chorobami, bólem, białymi kitlami i specyficznym zapachem wypastowanych podłóg. Dla bohatera książki jest to jednak miejsce niezwykłe, gdyż odkąd sięgał pamięcią, towarzyszyła mu niewzruszona pewność, że tylko choroby trzymają go przy życiu. Chorował na wszystko, co tylko możliwe, począwszy od grypy czy anginy, przez skoliozę, przepuklinę, po problemy z nerkami. Każdą przypadłość, każde schorzenie przechodził w pełnym, podręcznikowym zestawie objawów. Nic zatem dziwnego, że przywykł do szpitali i do codzienności z nimi związanych.

A jak wygląda taka szpitalna codzienność? Kto leżał na w szpitalnej sali z pewnością lepiej to zrozumie. Otwiera się oczy. „Znowu sufit, ściana, palce stóp wystające spod kołdry. I rozczarowanie, jednak rozczarowanie, że bardziej jestem tutaj niż tam”. [str.23] Nasz bohater - Emil Śledziennik - leżąc po raz kolejny w szpitalu i czekając na dość banalny zabieg usunięcia kamieni, próbuje oswoić swą chorobę, wspominając...

książek: 730
mag | 2014-08-22
Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Posiadam

Emil Śledziennik jest facetem, który przekroczył już smugę cienia. Hipochondryk, od dziecka przeszedł tyle chorób, ile był w stanie wymyślić. Można by z nich ułożyć onomatopeiczny poemat. Teraz mężczyzna ma czterdziechę na karku i nabawił się kamicy pęcherzyka żółciowego. Ląduje zatem w szpitalu. Nasz bohater jest pisarzem, słowo dla niego jest materią, która utrzymuje go na powierzchni: Opowiadając świat, gram na zwłokę - zwierza się Emil. Zamknięty w szpitalnych murach gada i gada i gada. A monolog swój kieruje do tajemniczej kobiety, ukochanej kapłanki, fakirki cierpienia, diablicy przewrotnej, galaktycznego piecyka - słowem - muzy wieloimiennej.

Ryzykownej formy podjął się Sieniewicz, wystawiając na próbę cierpliwość swoich czytelników. Ileż można słuchać wynurzeń nieco odklejonego od rzeczywistości pisarza, który pod wpływem ketonalu rejestruje szpitalną rzeczywistość? Mało tu dialogów, dużo wspomnień z dzieciństwa, ale jest też akcja, która wprawdzie powoli się rozwija, ale...

książek: 314
ginger05 Gosia | 2014-09-12
Na półkach: Przeczytane, Ulubione
Przeczytana: 06 września 2014

A w szpitalach ponoć nuda :) Szpitalne życie z plejadą chorych w różnym stadium buntu własnego ciała i ducha chyba przede wszystkim, ze swoim dress code w pasiaki i szurające kapcie, gdzie łączy pensjonariuszy wspólna modlitwa o cudowne środki przeciwbólowe. Temat chorób wszelakich i szpitala może zniechęcić do czytania ale watro się przełamać, wysublimowany humor książki wprawi nas czasem w zakłopotanie gdy w środku komunikacji publicznej wybuchniemy znad stron tej historii, głośnym, niespodziewanym śmiechem. Majaki po dolarganie głównego bohatera przypominają mi inną, świetną "szpitalną" prozę "Dżosefa" Jakuba Małeckiego. Bo świat szpitalny jest trochę innym pół życiem pół umieraniem, który autor opisał bez lamentu, wielkiej zadumy, na lekko raczej.Polecam

książek: 16
Lubert | 2014-09-19
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 17 września 2014

Czekałem na tę książkę z niecierpliwością. Znam i uwielbiam Sieniewicza za jego melancholijny, acz silnie stąpający po ziemi styl połączoną z poetycką finezją. To pisarz, który tworzy o ,,frustracji, którą stara się zmienić w sentyment”. Choć mam nadzieję, że nie jest to książka autobiograficzna, bez wątpienia jest autentyczna. Bo w wielu z nas jest Emil Śledziennik – sfrustrowany 40latek szukający pocieszenia w chorobach cywilizacji. Wielka szansa na NIKE, którą mam nadzieję, dostanie.

książek: 15
Komarzyca | 2014-09-19
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 04 września 2014

Tak trudno dziś odsiać ziarna od plew jeśli chodzi o literaturę. To zadanie jest o tyle trudne, że często nawet jeśli wydaje nam się, że książka będzie dobra – trafiamy na marketingowe wydmuszki. Co do Sieniewicza nie ma co karmić się podobnymi obawami. Jego literatura to gwarancja jakości i piękna, jakie niesie za sobą słowo i wyobraźnia. Nikt dawno mnie tak nie uwiódł i porwał do świata, który pozornie nie ma sobą nic do zaoferowania. Rzecz to wybitna, dla ambitnych.

zobacz kolejne z 196 
Przeczytaj także

Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
lista cytatów dodaj cytat
Inne książki autora
więcej książek tego autora
zgłoś błąd zgłoś błąd