Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
http://lubimyczytac.pl/aktualnosci/7684/zycie-po-fantastyce

Życie po fantastyce

13 wartościowy tekst

Co łączy Szczepana Twardocha, Jakuba Małeckiego i Aleksandrę Zielińską? Każde z nich zaczynało z łatką pisarza/pisarki-fantasty, teraz zaś odchodzą od SF, fantasy i horroru i zdobywają uznanie krytyków oraz czytelników głównonurtowych. Nie oni jedyni zresztą.

W powszechnym mniemaniu fantastyka pozostaje literaturą gorszego sortu, pulpą dla mas.

W powszechnym mniemaniu fantastyka pozostaje literaturą gorszego sortu, pulpą dla mas, i z wyjątkiem Lema, Dukaja czy Sapkowskiego, ma problemy z byciem w ogóle zauważaną poza środowiskiem fantastów. Wiele w tym prawdy – w sensie, w zauważaniu, nie w pulpie, bo akurat polska fantastyka ma to szczęście, że nie trudno wśród jej autorów i autorek znaleźć wyjątkowe talenty literackie. Paweł Paliński, Anna Kańtoch, Radek Rak – może nie znacie, ale pewnie usłyszycie, jak tylko przebiją się poza nasze grono (Kańtoch próbuje, ostatnio kryminałem Łaska).

Tak jak wcześniej przebili się inni. Najgłośniejszym przykładem chyba Szczepan Twardoch, obecnie jedno z najbardziej ekscytujących nazwisk polskiej prozy, którego zapowiadany Król walczy o miano najbardziej wyczekiwanej książki jesieni. Zanim zachwycił krytyków i czytelników Morfiną, a potem Drachem, wyrobił sobie nazwisko wśród miłośników fantastyki, którzy doceniali zarówno jego opowiadania, jak i powieści, w tym fenomenalny Wieczny Grunwald, powieść zza końca czasów, który jest jednym ze szczytowych osiągnięć współczesnej literatury fantastycznej.

Nie jest jednak Twardoch wyjątkiem. Od posttolkienowskiego fantasy zaczynał Wit Szostak, który za Chochoły, pierwszym tom tak zwanej „Trylogii krakowskiej”, zdobył jeszcze fantastyczną Nagrodę Literacką im. Jerzego Żuławskiego, a już za trzecią w cyklu Fugę nominowany był do Nagrody Nike. Podobnie Łukasz Orbitowski najpierw rozkochał fantastów w swoich świetnych horrorach, by w tym roku za Inną duszę zgarnąć Paszport „Polityki” i trafić do grona szerokich nominacji do Nike. Również niedawno główny nurt poznał się na Jakubie Małeckim, doceniając powieść Dygot i czyniąc z niej bestseller, tymczasem fantaści już od czasów W odbiciu (2011) i przede wszystkim wybitnego Odwrotniaka (2013) wiedzieli, że sukces ogólnopolski to tylko kwestia czasu.

Do panów lada dzień dołączy przedstawicielka płci pięknej, Aleksandra Zielińska, która podobnie jak Orbitowski zaczynała od grozy w krótkiej formie, by jednak już szybciej niż on odejść od fantastyki i pokazać się jako unikatowy talent – co potwierdzają jej powieści Przypadek Alicji, a zwłaszcza niedawno wydana Bura i szał.

Do owego wyjścia z cienia fantastyki wymagane było jednak albo fantastyki w tekstach porzucenie, albo przynajmniej zredukowanie. Bo ani „Morfina” nie jest szczególnie lepsza od „Wiecznego Grunwaldu”, ani „Dygot” od „Odwrotniaka”, ani „Fuga” od „Chochołów”; jedynie o Orbitowskim można powiedzieć, że nie-fantastyczne powieści są lepsze of fantastycznych, ale też akurat ten twórca lepszy jest z książki na książkę, a już Widma zasługiwały na szerokie uznanie. Generalnie jednak w przypadku tych autorów nie-fantastyczność czy mało-fantastyczność była istotna, podobnie jak w większości przypadków zmiana wydawcy – bo zapewne gdyby już „Wieczny Grunwald” ukazał się w Wydawnictwie Literackim, od tej książki, nie od „Morfiny”, zacząłby się nowy rozdział w karierze Twardocha.

Do pełnego uznania często trzeba łatki fantasty się pozbyć.

Niestety, tak to już jest, że, mimo iż w wielu ogólnopolskich tytułach prasowych o fantastyce się pisze, do pełnego uznania często trzeba łatki fantasty się pozbyć. Bo ciekawi mnie na przykład, czy Weronika Murek odniosłaby taki krytyczny sukces, gdyby niektóre z opowiadań ze zbioru Uprawa roślin południowych metodą Miczurina wpierw ukazały się w „Nowej Fantastyce” – przecież takie „W tył, w dół, w lewo” by mogło, pewnie fantaści by docenili. Czy to książce by zaszkodziło? Obawiam się, że jest taka możliwość. W końcu choćby w Stanach wydawcy nie raz, nie dwa wycofywali teksty swoich autorów z list nagród fantastycznych, byle tylko do dobrze zapowiadającego się twórcy nie przyklejono łatki.

Łatka to zaś obecnie piętno.

Łatka to zaś obecnie piętno. Ile znacie osób, które czytają Kinga czy Pratchetta, ale zapytane o fantastykę będą się krzywić? Podobnie z Grą o tron. Ileż to jest przypadków poczytnych, uznanych autorów, którzy tworzą powieści fantastyczne pełną gębą, i wtedy są oceniani przez tych samych krytyków, którzy na co dzień fantastyki nie tykają? Świeże przykłady: Pogrzebany olbrzym Kazuo Ishiguro i Dwa lata, osiem miesięcy i dwadzieścia osiem nocy Salmana Rushdiego – pierwsze to (niezbyt udane) fantasy z rycerzami, magiczną mgłą i smokiem, a drugie to w zasadzie komiks pisany prozą, pełen dżinów i ludzi z supermocami. Podobnie gdy Michel Faber napisał Księgę Dziwnych Nowych Rzeczy o Obcych mógł liczyć na uwagę tych samych recenzentów, którzy kilka lat wcześniej co najwyżej przelecieli wzrokiem po okładkach Ślepowidzenia czy Echopraksji Petera Wattsa, czyli jednych z najlepszych opowieści SF ostatnich dziesięcioleci.

Żeby nie szukać daleko: daję sobie rękę uciąć, że gdyby powieść Wodny nóż, opisującą niedaleką przyszłość i wojny o wodę, napisał nie Paolo Bacigalupi, ale jakiś autor z Nazwiskiem, byłaby to jedna z szerzej dyskutowanych książek dekady. Bo, mimo iż to fantastyka, dotyczy palącego problemu i ostrzega przed niedaleką katastrofą.

Autorzy fantastyki pokutują za fantastyki pisanie.

Mimo iż – co podkreślam – sytuacja zmienia się na lepsze, wciąż autorzy fantastyki pokutują za fantastyki pisanie. Te same historie, te same scenografie, te same problemy, poruszane przez fantastę zostaną przemilczane, podczas gdy podnoszone przez autora głównonurtowego, który z narzędzi fantastyki postanowił skorzystać, wybrzmią głośnym echem.

Dlatego Twardoch, Szostak, Orbitowski czy Małecki na swój moment w świetle reflektorów musieli poczekać. I odpowiadając na niezadane pytanie: Nie, wątpliwe, by od fantastyki odeszli właśnie z chęci bycia zauważonymi, bo też oni już wcześniej na granicach fantastyki balansowali, bo już wcześniej nie elementy fantastyczne stanowiły o sile ich historii. Po prostu tak się złożyło, że kolejne książki wyszły im bardziej głównonurtowe, a wtedy główny nurt ich przyjął i wreszcie docenił.

Czy więc miłośnicy fantastyki powinni się martwić, że oto tracą największe talenty? Nie. Raz, że talentów ci u nas dostatek, aż czasu brakuje, by to wszystko czytać. Dwa: my ich nie tracimy, bo oni wciąż piszą, często lepiej, niż gdy wplatali w swe historie smoki, kosmitów czy duchy. Fantaści powinni być z takich autorów i autorek dumni. I z tego, że my się na nich poznaliśmy przed wszystkimi innymi.


Pokaż wszystkie aktualności
Komentarze
Autor:  Marcin |  wypowiedzi: 13  [pokaż ostatnią] Odpowiedź
książek: 1135
Bogdan
22-09-2016 19:31
Chyba jeszcze ciekawszy jest przypadek Kurta Vonneguta, który zaistniał (i to jak!) w literaturze głównego nurtu - wcale nie porzucając fantastyki. W jego przypadku najważniejsza była wyjątkowa oryginalność. Brak jakichkolwiek schematów, które, bardziej czy mniej słusznie, kojarzone są z literaturą gatunkową, w tym s-f.
książek: 559
alex
22-09-2016 22:09
Ale w sumie to smutne, że autor fantastyki, żeby zdobyć uznanie, musi napisać coś z innego gatunku. (Oczywiście nie uważam, że pisanie książek w różnych gatunkach to coś złego, ale mimo wszystko...)
książek: 2061
PoProstuAnia
23-09-2016 03:13
Myślę, że fantastyka powoli wychodzi z niszy, do której wepchnęły ją sztampowe powieści z brzydkimi okładkami, od parodii których zaczynał Terry Pratchett. Zaczyna wędrować pod strzechy, a to za sprawą Fantastycznej Kolekcji Wydawnictwa Literackiego, a to kolekcji Świata Dysku, popularności Gry o Tron, nurtu fantastyki Young Adult czy wspomnianych eksperymentów autorów realistycznych. Problem... Myślę, że fantastyka powoli wychodzi z niszy, do której wepchnęły ją sztampowe powieści z brzydkimi okładkami, od parodii których zaczynał Terry Pratchett. Zaczyna wędrować pod strzechy, a to za sprawą Fantastycznej Kolekcji Wydawnictwa Literackiego, a to kolekcji Świata Dysku, popularności Gry o Tron, nurtu fantastyki Young Adult czy wspomnianych eksperymentów autorów realistycznych. Problem z jej niedocenienim tkwi w hermetycznym kręgu krytyków literackich i jurorów nagród literackich z tak zwanego głównego nurtu. Należy co prawda wspomnieć, że Jacek Dukaj za swój "Lód" otrzymał Nagrodę Kościelskich, jednak miało to miejsce 10 lat temu. Istnieją obszary literatury popularnej, i to nie tylko z kręgu fantastyki, której środowisko krytycznoliterackie z zasady nie recenzuje, ani nie nagradza, ot po prostu. Szkoda, bo w tych rejonach, poza niewątpliwie wartymi uwagi książkami, nadal jest cała masa słabej literatury, której nie ma nam kto odradzać.
pokaż więcej
książek: 858
asymon
26-09-2016 12:17
Tyle że np. Olga Tokarczuk, Jose Saramago czy Margaret Atwood nieraz pisali coś co wlatuje do szufladki "fantastyka" i to nawet bez dopisku "szeroko pojęta". Wspomniany Rushdie chyba jeszcze bardziej.

I dlaczego nie są oni uznawani za twórców fantastyki? Bo co, piwa na konwentach nie piją?
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 641
Bosy_Antek
25-09-2016 08:17
Najpierw myślałem, że taka decyzja porzucenia fantastyki to błąd. Teraz widzę, że to szansa. Szansa na co? Na wolność. Fantastyka to getto, w którym obowiązują określone przez czytelników i wydawnictwa warunki. W Polsce, gdy ktoś odrobinę ambitniej poleci w fantastyce, skupi się na atmosferze, na języku, na grze "w literaturę", wtedy zainteresowanie wydawców i czytelników spada.

Wszak musi...
Najpierw myślałem, że taka decyzja porzucenia fantastyki to błąd. Teraz widzę, że to szansa. Szansa na co? Na wolność. Fantastyka to getto, w którym obowiązują określone przez czytelników i wydawnictwa warunki. W Polsce, gdy ktoś odrobinę ambitniej poleci w fantastyce, skupi się na atmosferze, na języku, na grze "w literaturę", wtedy zainteresowanie wydawców i czytelników spada.

Wszak musi być napierdalanka, pełno przemocy, bluzgów, seksu i zwrotów akcji.

Gdy tego brakuje, wtedy nie ma co liczyć na sukces wydawniczy - a to się przecież liczy najbardziej.

Sztuka łączenia głębokich treści z atrakcyjną powłoką udaje się nielicznym. A i ci nieliczni po czasie tracą zainteresowanie zaspokajaniem potrzeb czytelniczych, a zaczynają dbać przede wszystkim o własną satysfakcję autorską.
pokaż więcej
książek: 858
asymon
26-09-2016 12:08
O, to tu zapytam, może ktoś z redakcji LC odpowie. Dlaczego książka "Wróżąc z wnętrzności" wyleciała w pewnym momencie z plebiscytu na najlepszą książkę fantastyczną 2015?

Czy autor miał z tym coś wspólnego, nie chcąc być kojarzony z tym gorszym gatunkiem literatury?
książek: 1499
LubimyCzytać
28-09-2016 12:21
Książka została usunięta z Plebiscytu na prośbę autora.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie

Opinie czytelników


O książce:
Rejwach

Zbiór 31 opowiadań, świadectw bólu kolejnych pokoleń polskich Żydów. Krótka forma na początku nie pasowała mi do wyrażenia głosu, krzyku, lamentu czy strachu tych ludzi..czułam, że to niewystarczające, że Autor wstawił tylko wycinki pojedynczych zwierzeń..W trakcie lektury zrozumiałam jednak, że nie...

zgłoś błąd zgłoś błąd