Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Bosy_Antek 
instrumentysamotnosci.blogspot.com
Czytam, ale nikt ze mną nie chce iść do łóżka z tego powodu. Piszę recenzje, w których raz się mądruję, innym razem wydurniam. A najczęściej jedno i drugie. Prowadzę blog, który rzadko kto odwiedza, ale nie boli mnie to, bo głównie piszę dla samego siebie, by nie zapomnieć, co przeczytałem. Chętnie przyjmuję znajomych, którzy potem dziwią się moim konserwatywnym poglądom na wiele spraw. Palę za sobą mosty. Zbyt często, niż bym tego chciał.
mężczyzna, Kalisz+100 km w górę mapy..., status: Autor, dodał: 4 książki i 1 cytat, ostatnio widziany 1 godzinę temu
Teraz czytam

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-04-19 20:41:17
Wypowiedział się w dyskusji: Kobiety muszą odsunąć facetów od władzy

Ja pierniczę! Co za tytuł! Nie dość, że seksistowski (ulubiona retoryka feministek, ale odwróćmy ją i mamy takie zdanie: "Miejsce kobiet jest w kuchni i w sypialni; wtedy wszystko jest na swoim miejscu" Miło brzmi?).

Po drugie, najprawdopodobniej nigdy nie istniały społeczności, gdzie rządziłyby kobiety. Przemyślenia tego pana można włożyć na tę samą półkę, co słowa ś.p. Andrzeja Leppera,...
Ja pierniczę! Co za tytuł! Nie dość, że seksistowski (ulubiona retoryka feministek, ale odwróćmy ją i mamy takie zdanie: "Miejsce kobiet jest w kuchni i w sypialni; wtedy wszystko jest na swoim miejscu" Miło brzmi?).

Po drugie, najprawdopodobniej nigdy nie istniały społeczności, gdzie rządziłyby kobiety. Przemyślenia tego pana można włożyć na tę samą półkę, co słowa ś.p. Andrzeja Leppera, który szedł do wyborów z hasłem: "Oni już byli. Oni muszą odejść. Teraz nasza pora."

Po trzecie - ten pan się pomylił. Polacy pomordowali pińcet milionów Żydów, Cyganów i Irokezów.

Po czwarte - autor za przeproszeniem gówno wie o historii Kościoła, skoro przypisuje mu "miliony ofiar kobiecych" w czasach kontrreformacji.

Co za wywiad... Za tydzień przed państwem Jerzy Urban.

pokaż więcej

więcej...
 
2018-04-17 10:47:18
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
 
2018-04-17 08:10:05
Ma nowego znajomego: CzerasRHD
 
2018-04-13 09:32:53
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Książka jest przypisana do serii/cyklu "Biblioteka Poezji Współczesnej". Edytuj książkę, aby zweryfikować serię/cykl.
 
2018-04-12 13:56:57
Wypowiedział się w dyskusji: „Fundacja” Asimova w końcu trafi na ekran?

To może być różnie, bo dużo u Asimova rozmów, rozkmin, spięć psychologicznych. No, ale czekam z niecierpliwością.

więcej...
 
2018-04-10 10:33:20
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Ja się z miejsca przyznam - nie lubię poezji Marcina Sendeckiego. O ile pierwszy, legendarny już tom ("Z wysokości"), był dla mnie prawdziwym odkryciem nowego idiomu - zimnej, chropowatej, zdystansowanej i (a jednak) zbudowanej na kontemplacji świata liryki, to kolejne tomy Sendeckiego ilustrowały coraz wyraźniej to, co mnie we współczesnej polskiej poezji drażni. Autor odwrócił się tyłem do... Ja się z miejsca przyznam - nie lubię poezji Marcina Sendeckiego. O ile pierwszy, legendarny już tom ("Z wysokości"), był dla mnie prawdziwym odkryciem nowego idiomu - zimnej, chropowatej, zdystansowanej i (a jednak) zbudowanej na kontemplacji świata liryki, to kolejne tomy Sendeckiego ilustrowały coraz wyraźniej to, co mnie we współczesnej polskiej poezji drażni. Autor odwrócił się tyłem do czytelnika, wysyłał coraz bardziej zakodowane sygnały, hermetyczność tej poezji mnie odrzucała i sprawiała tyle samo przyjemności, co rozczytywanie kodów QR. Chcąc nie chcąc Sendecki i jemu podobni stali się dla mnie symbolami całego zła, jakie rozrosło się w literaturze, symbolami awangardowej ściemy, której nijak obiektywnie obronić się nie da, ba!, nawet nie da się przyzwoicie spozycjonować, gdyż nie ma czytelnych i wspólnych kryteriów jakiejkolwiek oceny.

(Stąd też poezją takiej Bargielskiej całe stado profesorów mogłoby się zachwycać, ale mnie nie ruszają te jej "przeszywające" teksty...)

Tak więc gdy Sendecki jakiś czas temu dostał sporo pieniędzy i Nagrodę Szymborskiej za tom pt. "W", chodziłem wściekły kilka dni. Z przecieków, jakie mnie dochodziły, wynikało jedno: wiersze z uhonorowanego tomu ściemą pachną na kilometr i w sumie każdy średnio utalentowany właściciel dowolnego edytora tekstu mógłby takie kawałki machnąć. Na dodatek całość mocno zalatywała znienawidzonym przeze mnie konceptualizmem, a więc wiecie...

Ostatnio jednak miałem okazję na spokojnie przeczytać "W" i muszę posypać głowę popiołem... Nie, nie wycofuję się ze swojego stanowiska - wciąż uważam, że książka ta nie jest na tyle istotną, by w jakiś istotny sposób ją nagradzać, ale zaczynam dostrzegać sens w tym akurat poetyckim projekcie Sendeckiego. (Nie twierdzę, że sens tam jest, ale że ja sobie jakieś kropki połączyłem i wyszedł mi ludzik...)

Zastanawiałem się kiedyś, jak to jest, że pamiętam akurat to, a nie coś innego. Banalne? No pewnie! Dlaczego akurat ten faul popełniony na moim rozpędzonym ciele, a nie inny, na innym meczu podwórkowej drużyny? Dlaczego imię tej zakonnicy przygotowującej mniej do Pierwszej Komunii, a nie nazwisko nauczyciela, który wystawił mi ocenę nieodpowiednią z zachowania pod koniec liceum? Pijackie mamroty znad trzeciego piwa, a nie mądre słowa wykładu z kultury antycznej (a obiecywałem sobie, że zapamiętam)?

Kiedyś właśnie pomyślałem sobie, że warto by napisać wiersz (albo cały tom) składający się z owych całkowicie pozbawionych znaczenia zapamiętanych sekwencji, obrazów, słów, nazwisk (konkretnych, ale zupełnie pozbawionych znaczenia dla przypadkowego odbiorcy). Napisać coś, co przychodzi w przypadkowym przebłysku bez związku z czymkolwiek, o czym się akurat myślało, rozmawiało, pisało nawet.

I tak Sendecki zrobił (moim zdaniem). Maszyna pamięci wypluła poecie kilkanaście nazw, nazw własnych, nazwisk, scen, scenografii, a on ułożył z tego pasjans. Od pierwszego do ostatniego wiersza, któremu amputowano kropkę, czytamy specyficzną autobiograficzną układankę zmontowaną właśnie z odpadów, odprysków, ścinków i obierzyn. Czy jest to kolejny głos w niekończącej się dyskusji na temat procesu zapamiętywania i odtwarzania wspomnień? Być może. Nie czuję się kompetentny to rozstrzygać, ale też nie będę wmawiał nikomu, że jestem całkowicie bezbronny w obliczu tych wierszy.

A więc uznajmy roboczo, że "W" (co za wkurzający i jednak pretensjonalny gest z tym tytułem ksiażki!) jest poszatkowanym zapisem podróży do źródeł osobniczego czasu. Co otrzymamy? Serię przyjemnie drażniących wątpliwości: cóż z tego, że bohater tych wierszy spotkał na swojej drodze Wielkie Nazwiska, skoro zazwyczaj wzruszeniem ramion spotkania te się kończyły? Cóż z tego, że ślady Przełomu (1989 rok i okolice) zbiegły się z wchodzeniem w dorosłość podmiotu lirycznego, skoro Przełom ów kojarzy się z kilkoma wypranymi z doniosłości spotkaniami, dialogami?

Nie podejrzewamy oczywiście, że u czołowego przedstawiciela pokolenia bruLionu Historia będzie traktowana z nabożną czcią, no bo nie będzie, a jednak jej ślady znajdują w tych wierszach odbicie - odpowiednio pomniejszone i przepuszczone przez filtr zamysłu autorskiego.

Sam projekt Sendeckiego widzę właśnie w ten sposób - unieważnia się tu nie tylko język dyskursu (ho ho ho, ależ słowo) charakterystyczny dla odtwarzania przeszłości, ale również samą przeszłość przestaje się widzieć jako drogocenny depozyt, czas hartującej się stali. Przeszłość to kilkanaście losowo zapamiętanych zdarzeń, które na mocy naszego widzimisię albo urastają do rangi budujących naszą tożsamość sytuacji, albo przypominają zdjęcia, na których niby jesteśmy, ale za żywy Bóg nie jesteśmy w stanie przywołać okoliczności ich powstania.

Był taki kolega mojego ojca, który za jeden z najważniejszych epizodów swojego życia uważał obiad zjedzony w restauracji sejmowej w towarzystwie prominentnego polityka starej daty. Sendecki również uczyniłby to wydarzeniem kanwą wiersza, ale całkowicie pozbawiłby je znaczenia. Podałby nazwiska, "stopień pokrewieństwa", czas i miejsce akcji, rozparcelowałby uwagę czytelników pomiędzy kilka nieistotnych szczegółów i finito! Tak wygląda spora część wierszy w tym tomie zawartych.

Czasem Sendecki brzmi niepokojąco jednoznacznie i składnie. Kilka elegijnych (niemal sentymentalnych) nut jak kilka kropel z ciemnego nieba użyźnia przestrzeń tej enigmatycznej książki, ale dalej jak okiem sięgnąć terytorium obce, naszpikowane zagadkowymi totemami, które czytelne są tylko dla Marcina Sendeckiego et consortes.

Korciło mnie, by znaleźć i podać do publicznej wiadomości receptę na ten tom: jak należy czytać "W", by rozwiać wątpliwości i pokonać poczucie dezorientacji. Finalnie zrezygnowałem z realizacji tego zamysłu. Kto ciekawy, przeczyta. Zgodzi się? Nie zgodzi z tymi moimi spostrzeżeniami? To nie ma większego znaczenia.

Tak jak większego znaczenia nie ma "W", nie mają go zawarte w nim wiersze, które właśnie z tego powodu znaczenie mają.

Jakieś, jednak...

pokaż więcej

 
2018-04-06 12:26:57
Wypowiedział się w dyskusji: Jesteśmy sumą dawnych miłości

Aaaaa, to zwracam honor. Nieironicznie.

więcej...
 
2018-04-06 11:31:44
Wypowiedział się w dyskusji: Jesteśmy sumą dawnych miłości

OK, jasne, ale nikt nie krytykuje tutaj poruszanego problemu, ani tego, że autorka wyrosła lub nie wyrosła z fascynacji młodzieńczych. Nie. Krytyka spada na sposób ujęcia:
a) niczego odkrywczego nie wnosi ten tekst, niczego. Znamy to wszystko od czasów Wokulskiego, który rzuca o ścianę tomem wierszy romantycznych,
b) całość jest nieznośnie skupiona na osobie piszącej, która z całą powagą...
OK, jasne, ale nikt nie krytykuje tutaj poruszanego problemu, ani tego, że autorka wyrosła lub nie wyrosła z fascynacji młodzieńczych. Nie. Krytyka spada na sposób ujęcia:
a) niczego odkrywczego nie wnosi ten tekst, niczego. Znamy to wszystko od czasów Wokulskiego, który rzuca o ścianę tomem wierszy romantycznych,
b) całość jest nieznośnie skupiona na osobie piszącej, która z całą powagą (jednak powagą) odkrywa przed czytającymi Amerykę, rad, polon i jeszcze kilka rewelacji. Pierwszy lepszy użytkownik LC mógłby takie coś napisać i nie różniłoby się to od tego felietonu.
c) to, co najbardziej niepokoi, jest moim zdaniem ułamkiem prawdy na temat polskiego rynku książki.

pokaż więcej

więcej...
 
2018-04-06 10:06:01
Wypowiedział się w dyskusji: Jesteśmy sumą dawnych miłości

Dziękuję jednak za informację. Ja myślę, że jednak zaspokoiłem jakąś tam potrzebę Jadowskiej - co to za pisarz, który własnego hejtera nie wyhodował?

więcej...
 
2018-04-06 07:10:28
Wypowiedział się w dyskusji: Jesteśmy sumą dawnych miłości

Mam to w nosie, szczerze mówiąc.

więcej...
 
2018-04-03 13:17:15
Wypowiedział się w dyskusji: Jesteśmy sumą dawnych miłości

A o czym tu dyskutować? Tekst jest bieda-filozoficzną rozkminą o życiu i książkach/filmach, które się kiedyś poznało.

Naprawdę mamy o czym rozmawiać? Chyba nie o tym narcystycznym w sumie artykule...

więcej...
 
2018-04-01 18:39:20
Wypowiedział się w dyskusji: Jesteśmy sumą dawnych miłości
 
2018-03-31 21:05:16
Wypowiedział się w dyskusji: Jesteśmy sumą dawnych miłości

I jeszcze jedno - brwi się unosi ze zdziwienia/zaskoczenia, nie z pogardy.

więcej...
 
2018-03-31 16:37:05
Wypowiedział się w dyskusji: Jesteśmy sumą dawnych miłości

Nie chcę być złośliwy, ale te felietony bardzo mi autopromocją pachną. Za bardzo nawet...

więcej...
 
2018-03-28 12:59:30

Czy zgodzi się pani z tezą, że gdyby nie Marek Hłasko, Komeda odniósłby ogromny sukces w Stanach Zjednoczonych?

więcej...
 
Moja biblioteczka
669 162 2926
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (84)

Ulubieni autorzy (36)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (2)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd