Bosy_Antek 
instrumentysamotnosci.blogspot.com
Czytam poezję współczesną i fantastykę naukową. Najczęściej. Nie znoszę literatury faktu. Kupując komiksy, zawsze mam wrażenie, że przepłacam. Piszę recenzje, by nie zapomnieć.
mężczyzna, Kalisz+100 km w górę mapy..., status: Autor, dodał: 4 książki i 1 cytat, ostatnio widziany 2 dni temu
Teraz czytam
  • Preludium Fundacji
    Preludium Fundacji
    Autor:
    Podczas Zjazdu Dziesięcioletniego na Trantorze, stołecznym świecie Imperium, młody matematyk Hari Seldon przedstawia referat, z którego wynika, że wzory psychohistoryczne pozwolą być może kiedyś przew...
    czytelników: 1542 | opinie: 37 | ocena: 7,5 (641 głosów) | inne wydania: 2
  • Rodzina Połanieckich
    Rodzina Połanieckich
    Autor:
    Rodzina Połanieckich to jedna z nielicznych w dorobku Sienkiewicza powieści o tematyce współczesnej. Początkowo ostro krytykowana za zachowawczość i "filisterstwo", z czasem zyskała zwolenn...
    czytelników: 1579 | opinie: 59 | ocena: 6,63 (690 głosów) | inne wydania: 16

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-12-07 09:21:40

Bookstagramer?????

Idę się zabić słownikiem wyrazów obcych.

więcej...
 
2018-12-05 21:26:25
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Pisarzy, którzy starali się zaglądać pod podszewkę polskości, można liczyć na kopy. W każdy możliwy sposób, przy pomocy dowolnej stylistyki, gatunku, rodzaju literackiego lub kategorii estetycznej rozprawiano się z Polską. Chwalono ją albo ganiono, uświęcano lub odbrązawiano. Kazano się kajać lub dumnie nosić swoje blizny. Ktokolwiek chciał wyrobić sobie jakieś zdanie o Polsce lub podeprzeć... Pisarzy, którzy starali się zaglądać pod podszewkę polskości, można liczyć na kopy. W każdy możliwy sposób, przy pomocy dowolnej stylistyki, gatunku, rodzaju literackiego lub kategorii estetycznej rozprawiano się z Polską. Chwalono ją albo ganiono, uświęcano lub odbrązawiano. Kazano się kajać lub dumnie nosić swoje blizny. Ktokolwiek chciał wyrobić sobie jakieś zdanie o Polsce lub podeprzeć własną optykę literaturą, miał do dyspozycji setki książek – autorów pierwszorzędnych i drugorzędnych. Innymi słowy, rodzimi twórcy uwielbiają siłować się z polskością i, co oczywiste, raz z tej konfrontacji wychodzą obronną ręką, innym razem temat wydaje się ich przerastać.

Polska historia zaś aż prosi się o dziesiątki swoich alternatywnych wersji. Ogromna liczba „punktów węzłowych”, za sprawą których pociąg dziejów pojechał tam a nie gdzie indziej, sprawia, że bardzo łatwo spekulować na temat tego „co by było gdyby…”

Wit Szostak tworzy biografię fikcyjnego bohatera i osadza ją w fikcyjnej Polsce. To oczywiste, wynikające z powierzchownego odczytania stwierdzenie musi zostać jednak obudowane kilkoma informacjami, które pozwolą w pełni docenić ambitny zamiar pisarza oraz zrozumieć, dlaczego powieść ta nie spełnia pokładanych w niej nadziei.

Zacznijmy jednak od początku – pierwsze strony podzielonej na krótkie rozdziały powieści przesycone są głębokim smutkiem. Dowiadujemy się, że zmarł właśnie „ojciec” wszystkich Polaków, przywódca o cechach biblijnego patriarchy, sprawiedliwy, dostojny, mądry wizjoner – Józefat Dumanowski. Przygotowania do ceremonii pogrzebowej, dziwny stupor, w jakim pogrąża się rzeczywistość, ludzie z otoczenia zmarłego, których nagle opuszcza poczucie sensu, żałoba rozlewająca się wraz z wiadomością o śmierci – to wszystko stanowi znakomitą ekspozycję tekstu. Jego dalsza część odtwarza losy tytułowego bohatera będącego ucieleśnieniem snu Polaków o idealnym, skrojonym na miarę marzeń i oczekiwań, przywódcy narodu.

Kim jest Dumanowski? Nie sposób odpowiedzieć na to pytanie. Jego pochodzenie jest niejasne, zanurzone w mrokach niedopowiedzeń, domysłów, które później przeobrażą się w legendę, rodzaj założycielskiego mitu. Dalsze partie opowieści to prawdziwa feeria przygód i mniejszych lub większych awantur. Szostak przemieszcza bohatera po całym kontynencie europejskim i, opisując poszczególne eskapady, udowadnia, że jak ryba w wodzie czuje się w gąszczu nawiązań, sugestii, kontekstów i skojarzeń. Życie Dumanowskiego splecione z XIX-wiecznymi „znakami rozpoznawczymi” tworzy naprawdę apetyczną mieszankę, a tytułowy bohater na tle swojej epoki nieustannie przeobraża się niczym Proteus z fraszki Kochanowskiego.

Cóż jednak z tego, skoro powieść najczęściej nie przynosi wiele więcej poza satysfakcją rozpoznania znanej ale zapomnianej melodii? Szostak co rusz porozumiewawczo mruga do nas okiem, nawiązując do jak największej liczby bohaterów, scen, symboli i miejsc kojarzących się z opisywaną epoką. Już sam początek książki zapowiada strategię, którą konsekwentnie rozwija autor – jeden z pierwszych epizodów to opis Dumanowskiego, który wraz ze swoim przyjacielem ucieka z pobitej w Rosji napoleońskiej armii i w mniszym przebraniu, udając tajnego emisariusza, wędruje bezdrożami Litwy. Brzmi znajomo, prawda? Takich „zagadek” znajdziemy dużo więcej.

Potencjalny czytelnik "Dumanowskiego" kuszony jest również obecnymi na kartach powieści postaciami Adama Mickiewicza i Juliusza Słowackiego. Można jednak mieć wątpliwości, w jakim celu Szostak zamienił wieszcza w pretensjonalnego antypatycznego dziwkarza, a Słowackiego w opętane dziwną manią indywiduum? Taki patent rzecz jasna da się obronić, żonglując hasłami o zrzucaniu z cokołów narodowych świętości, ale w moich uszach pomysły pisarza brzmią jak wystrzały ślepymi nabojami, które tłumaczy wyłącznie wewnętrzna logika powieści i wolność artystycznego wyrazu. Autor żadnej nowej warstwy Mickiewiczowi nie dołożył, najmniejszych sensów Słowackiemu też nie przybyło.

Dlatego moim zdaniem ta książka służy tylko rozrywce i nie do końca mogę pogodzić się z myślą, że "Dumanowski" wyraża jakąś głębszą, refleksję na temat losów Polski i tęsknoty za bohaterem, w którym skumulują się wszystkie możliwości, jakie drzemią w naszych rodakach. Tekst uwodzi pozorną głębią, pobłyskują w niej realizm magiczny, elementy powieści płaszcza i szpady, przyśpiewki ludowe oraz fragmenty „naukowych” opracowań. Sceny symboliczne krzyżują się z obyczajowymi odtwarzającymi realia XIX-wiecznego Krakowa. A jednak wszystko to szeleści papierem.

Szostak „umie w literaturę”, ale cały problem z "Dumanowskim" polega na tym, że jest on przede wszystkim doskonałym ćwiczeniem stylistycznym, repetytorium z polskiej kultury XIX wieku, nie zaś odświeżającym konwencję pisania o Polsce i dającym do myślenia tekstem, który skłaniałby do głębszej medytacji o niezwykłym miejscu i czasie, w jakim mógłby żyć tytułowy bohater.

Recenzja pierwotnie ukazała się na łamach Fantasta.pl

pokaż więcej

 
2018-12-04 21:48:27
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam
Autor:
Cykl: Fundacja (tom 1)
 
2018-12-04 19:09:14
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Stare polskie science-fiction
Książka jest przypisana do serii/cyklu "Fantastyka - Przygoda". Edytuj książkę, aby zweryfikować serię/cykl.

Czasem tak dla hecy sięgam sobie po jakąś postapokaliptyczną opowieść.

W sumie bać się nie lubię, a katalog moich strachów jest przeogromny niczym kolekcja butów jakieś influenserki modowej z Los Angeles. Boję się, że rano niczego nie usłyszę w radiu (bo nie będzie elektryczności), kawy nie zaparzę (bo mnie nie będzie stać na prawdziwą kawę), a do pracy będę konno jeździł (bo paliwa kopalne...
Czasem tak dla hecy sięgam sobie po jakąś postapokaliptyczną opowieść.

W sumie bać się nie lubię, a katalog moich strachów jest przeogromny niczym kolekcja butów jakieś influenserki modowej z Los Angeles. Boję się, że rano niczego nie usłyszę w radiu (bo nie będzie elektryczności), kawy nie zaparzę (bo mnie nie będzie stać na prawdziwą kawę), a do pracy będę konno jeździł (bo paliwa kopalne będą tylko dla gwiazd rocka i polityków samorządowych). Boję się, że zginę stratowany przez tłum walczących o czystą wodę barbarzyńców. Boję się, bo wiem, że ten dzisiejszy świat jest dla mnie, mój, że się przyzwyczaiłem i jest mi dobrze na tym skromnym spłachetku, które wszystkie media ma podłączone, rachunki z trudem pewnym opłacam i stać mnie na luksus pisania tych słów przy akompaniamencie Wayne'a Shortera, który dmucha w saksofon na płycie "Speak no evil".

No i czytam te postapokalipsy...

"Śmierć trawy" Johna Christophera to powieść wydana w 1956 roku. W sumie tytuł mówi wszystko, karty są odkryte a czytelnik może wyobrazić sobie rozwój tej partii. To nic trudnego. Wirus niszczy wszelką trawę, a że do "trawiastych" należą również zboża będące podstawą pożywienia ludzi a także hodowlanych zwierząt, Ziemia ma problem. Powoli zapasy żywności na całym świecie zaczynają się kurczyć. Zdesperowani ludzie albo umierają z głosu, albo zagryzają samych siebie w aktach kanibalizmu, albo giną, próbując bronić swoich zapasów.

My całość obserwujemy z perspektywy kilkorga Anglików, którzy wyrwawszy się ze skazanego na zbombardowanie Londynu, podążają w poszukiwaniu bezpiecznego miejsca, gdzie można by chociaż ziemniaki uprawiać. Na swojej drodze są świadkami przeróżnych okropieństw, sami szybko zamieniają się w zimnokrwistych zabójców, przed którymi wcześniej szybko by uciekali.

Powieść nie jest najlepsza. "Globalne" wiadomości o skutkach głodu podawane są zdawkowo, brakuje rozmachu, który jeszcze bardziej przeorałby wyobraźnię odbiorców. Momentami miałem też wrażenie, że przyglądam się teatrowi telewizji - za dużo rozgrywa się w dialogach, kłótniach, dyskusjach. Język jest prosty, sprawozdawczy. Niby ok, ale chciałoby się jakiegoś nerwu, ukłucia, drżenia. Może się czepiam... Nie wiem. Pisał to Anglik, więc spokojny ton jest chyba jakoś zrozumiały.

Najapetyczniej (dziwne słowo w kontekście historii o głodzie) brzmią te partie, które opisują świat u progu katastrofy. Ostatnie wychylane kufle piwa, ostatnie dwudaniowe obiady, pulchne kelnerki obsługujące klientów restauracji, radio mruczące sezonowe przeboje. My wiemy, bohaterowie przeczuwają, w którą stronę się to wszystko (s)toczy. Coś wisi w powietrzu i lada chwila spadnie ciężkim dławiącym nieszczęściem. Ten stan sprzed katastrofy udało się autorowi doskonale opisać. I tego się też właśnie boję - że codziennie pijemy ostatnie piwo i ostatni raz słuchamy klasycznego jazzu.

Jako odtrutkę aplikowałem sobie "Rodzinę Połanieckich" Sienkiewicza. Prądu tam nie ma (jeszcze), konno i pociągami ludzie się po świecie poruszają i listy piszą w świetle naftowych lamp. Spokojnie tam i cicho. Jeszcze...

pokaż więcej

 
2018-12-04 18:09:39
Wypowiedział się w dyskusji: Czy Tolkien był rasistą?

I takie komentarze to ja kocham normalnie.

więcej...
 
2018-12-04 18:08:30
Wypowiedział się w dyskusji: Czy Tolkien był rasistą?

Polityczna poprawność jest ciężką chorobą autoimmunologiczną. Zabija powoli kulturę, w której się rodzi.

więcej...
 
2018-11-30 12:51:48
Wypowiedział się w dyskusji: Ostrzeżenie: książka tylko dla dorosłych

Nie wiem. Aż tak bardzo się nie orientuję.

więcej...
 
2018-11-29 16:41:30
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Sięgnąłem po szkic recenzji, jakim starałem się uporządkować myśli, które krążyły mi po głowie w czasie lektury powieści pt. "Rebeka". Tak, to ta sama książka, którą kapitalnie przeniósł na ekran Hitchcock, tworząc niejako wzór thrillera psychologicznego podszytego grubą warstwą kryminalnej intrygi.

O czym to ja... Już wiem! Ogłaszam wszem i wobec, że "Rebeka" Daphne du Maurier (nigdy nie...
Sięgnąłem po szkic recenzji, jakim starałem się uporządkować myśli, które krążyły mi po głowie w czasie lektury powieści pt. "Rebeka". Tak, to ta sama książka, którą kapitalnie przeniósł na ekran Hitchcock, tworząc niejako wzór thrillera psychologicznego podszytego grubą warstwą kryminalnej intrygi.

O czym to ja... Już wiem! Ogłaszam wszem i wobec, że "Rebeka" Daphne du Maurier (nigdy nie zapamiętam tego przeklętego nazwiska!) jest arcydziełem i nie znajdzie się żaden mędrzec, które by mi podobne odkrycia mógł wybić z głowy.

Pewnie już kiedyś obiła się Wam o uszy ta historia. Młoda dziewczyna poznaje owdowiałego bogatego arystokratę, który proponuje nieboraczce małżeństwo. Ta się zgadza i po krótkim miesiącu miodowym młoda para sprowadza się do ogromnej posiadłości wspomnianego arystokraty. W olbrzymim i zimnym domu młoda żona musi skonfrontować się z panią Danvers, "gospodynią", która wciąż pielęgnuje pamięć po poprzedniej pani domu. A to tylko początek...

Mnożą się tajemnice, niedomówienia, subtelne sygnały ostrzegające przed niebezpieczeństwem. Atmosfera, jak to mówią, gęstnieje ze strony na stronę...

I tutaj wchodzę ja z moimi notatkami o "Rebece":

Główną bohaterkę prześladuje litera R. R jak Rebeka, pierwsza żona Maxima de Winter. R jest groźne, drapieżne i ostre. Przypominam sobie jedno z opowiadań z cyklu powiastek filozoficznych o profesorze Tutce. Opowiadanie, z którego tytułowy profesor (i jednocześnie narrator) usunął wszystkie wyrazy z literą R. Zrobił tak, by uniknąć tematu przeżyć więziennych.

Niepokój w związku z literą R. Narastająca obsesja. Domostwo waRczy na biedną nową panią domu.
_________________________________________________________________________________

Powieść napisaną w pierwszej osobie liczby pojedynczej odbieramy w dość osobliwy sposób. Widząc świat czyimiś oczami, skłonni jesteśmy utożsamiać się z narratorem. Nie chcemy, by był głupi, naiwny, prostolinijny do granic wytrzymałości, nudny i bezwładny...Sami przecież też nie chcemy tacy być.

Trzeba się jednak pogodzić z faktem, że bezimienna (cóż za kapitalny pomysł!) bohaterka "Rebeki" taka właśnie jest. Oglądamy więc doskonały portret kobiety szarej, przypadkowej, wtrąconej w czeluści wiktoriańskiego domostwa, którego ściany przesiąknięte są mrokiem i tajemnicą.

A gdyby to wcale nie była powieść grozy (oczywiście subtelniejsza i bardziej wysmakowana niż jakakolwiek powieść takiego Kinga Stefana), ale zakamuflowana opowieść o erozji arystokratycznego etosu, którego najwierniejszymi obrońcami są służący (!)? Co nam to powie o umarłym już świecie? Co nam to powie o ludziach, którzy obserwując ekstrawagancje swoich panów (Maxim de Winter plami się nielichym mezaliansem z anonimową narratorką), sami są jednocześnie correct i zapięci szczelnie w swoje pałacowe uniformy? Czy są jak przysłowiowe psy ogrodników, które nie mogąc awansować społecznie, bronią dziedziców przed spuszczeniem z tonu?

Czy to nie przypadkiem powieść antyproletariacka?

_________________________________________________________________________________

"Rebeki" to wspaniała powieść o postrzeganiu czasu, jego nieuchwytności, kruchej głębi. Bohaterka od samego początku książki wspomina (słynne "Śniło mi się tej nocy, że znowu byłam w Manderley" waży dla mnie tyle samo, co Proustowskie maczanie ciastek w herbacie czy Mickiewiczowskie "Tymczasem przenoś moją duszę utęsknioną...") przeszłość. Wie to, czego my będziemy dowiadywali się stopniowo, powoli. Będzie bolało, bo boli powolne tempo zrywania plastra lub ściągania szwów.

Nostalgię za przeszłością można zagłuszyć jedynie odtwarzając rytm dawno minionych dni lub narkotyzując się obecnością nielicznych rekwizytów przypominających o minionej chwale.

Uwaga narratora zatrzymuje się, by opisać krótkie migotliwe izolowane chwile. Uczy nas niejako, że zawsze żyjemy w przeszłości, będąc nawet najbardziej gorliwymi obserwatorami teraźniejszości. To, co mam teraz, już nie istnieje. Im mocniej żyjemy chwilą (to horacjańskie kłamstwo o chwytaniu dnia!), tym silniej odbieramy ją jako minioną. Im mocniej przytulamy małe dziecko, tym wyraźniej czujemy, że drapie nas swoim dorosłym zarostem.

_________________________________________________________________________________

Fantastyczna powieść, która niezasłużenie drzemie sobie na półkach obok płaskich i wtórnych romansideł czy innych wyciskaczy łez. To znakomita książka. Nie tylko jedno z największych osiągnięć literatury gotyckiej, ale również kapitalnie (choć obok głównego nurtu tekstu) poddaje refleksji naszą percepcję czasu, przemijania...

Sama zaś zagadka kryminalna jest wisienką na gorzkim torcie tekstu.

Poleca się mocno, mimo chaotycznego peanu, jaki wzniosłem na cześć tej powieści.

pokaż więcej

 
2018-11-24 19:05:15
Wypowiedział się w dyskusji: Ostrzeżenie: książka tylko dla dorosłych

Najlepsze jest "Najgorętsza premiera lata/jesieni/zimy/wiosny"

więcej...
 
2018-11-24 18:35:28
Wypowiedział się w dyskusji: Wzór na literaturę

Jestem ciekawy rozrysowanej "Lokomotywy" Tuwima. Może byłoby to coś takiego?

[] [] [] [] [] [] [] [] []

więcej...
 
2018-11-23 20:46:47
Wypowiedział się w dyskusji: Ostrzeżenie: książka tylko dla dorosłych

Kiedyś jedna gimnazjalistka czytała sobie książkę. Zajrzałem przez ramię z zawodowej ciekawości. A tam cytat: "Książę został zgwałcony podwójnie - oralnie i analnie".

Sami sobie wyciągnijcie wnioski.

więcej...
 
2018-11-23 20:45:38
Wypowiedział się w dyskusji: Ostrzeżenie: książka tylko dla dorosłych

Całym sercem!

więcej...
 
2018-11-13 17:20:10
Wypowiedział się w dyskusji: Nie żyje Stan Lee

Cóż, oczywiście z tym Homerem celowo przegiąłem, bo to nie ta sama półka. Ale jedno jest pewne - nie ma drugiego takiego twórcy komiksów, który by tyle stworzył - bohaterów i "okoliczności" ich istnienia.

Faktem też jest diaboliczność niektórych posunięć Lee - traktował współpracowników karygodnie.

więcej...
 
2018-11-13 12:57:49
Wypowiedział się w dyskusji: Nie żyje Stan Lee

Homer nie istniał, ale inny Grek o tym samym nazwisku.

więcej...
 
Moja biblioteczka
695 186 3386
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (97)

Ulubieni autorzy (36)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (4)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd