Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Janusz Szewczyk 
Sośnicowice, status: bibliotekarz, dodał: 24 książki, ostatnio widziany 8 godzin temu
Teraz czytam
  • Amnezjak
    Amnezjak
    Autor:
    Literatura Jakuba Nowaka nie tylko kipi od pomysłów, które innym wystarczyłyby na całe fantastyczne cykle, ale napisana została z rzadkim literackim wyczuciem, gęstością i świadomością pisarskich arka...
    czytelników: 122 | opinie: 3 | ocena: 8 (4 głosy)
  • Królewska Talia
    Królewska Talia
    Autor:
    Mandylion to królestwo, które istnieje od tysięcy lat. Rządy w nim sprawuje król Duncan III. Służy mu wiernie czternaście rodów oraz zagadkowa kasta Pieśniarzy, dbająca o wewnętrzny porządek kraju. Ca...
    czytelników: 92 | opinie: 1 | ocena: 7,33 (3 głosy)
  • Mechaniczny
    Mechaniczny
    Autor:
    Zegarmistrzowie kłamią! Zaraz po tym, jak naukowiec i zegarmistrz Christiaan Huygens stworzył w XVII wieku pierwszego Klakiera, Holandia powołała do życia mechaniczną armię. Nie trzeba było długo cze...
    czytelników: 810 | opinie: 76 | ocena: 7,24 (147 głosów) | inne wydania: 1

Pokaż biblioteczkę
Aktywności
2017-05-29 01:11:14
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, E-booki ILL
Autor:

"To urocze miejsce, w którym się znajdujecie, to Komandoria 54 Zakonu Szarej Staży. Znana również jako Kurwidołek". To zdanie właściwie powinno każdemu miłośnikowi fantasy wskazać czego mniej więcej może się spodziewać po książce debiutanta, Marcina Guzka (debiutuje on jako autor powieści, bo zdaje się, że jakieś krótsze formy wcześniej zdarzyło mu się popełnić). Przygodowe fantasy o szybkiej... "To urocze miejsce, w którym się znajdujecie, to Komandoria 54 Zakonu Szarej Staży. Znana również jako Kurwidołek". To zdanie właściwie powinno każdemu miłośnikowi fantasy wskazać czego mniej więcej może się spodziewać po książce debiutanta, Marcina Guzka (debiutuje on jako autor powieści, bo zdaje się, że jakieś krótsze formy wcześniej zdarzyło mu się popełnić). Przygodowe fantasy o szybkiej akcji umieszczonej przez autora w świecie pełnym pozostałości z czasów świetności dawnego Imperium, w którym bliżej nieokreślona Plaga solidnie zmniejszyła zagęszczenie ludności. Ludzie usiłują podnieść się po zarazie, a pomagają im w tym żołnierze/bracia z o-mało-co-zakonu Szarych Płaszczy, którzy w zależności od potrzeb potrafią pełnić rolę wiedźminów, sędziów, sił porządkowych, strażników, rycerzy obrońców itp. itd. Główni bohaterowie to rekruci, pragnący mniej lub bardziej z własnej woli (zwykle mniej) zostać członkami Szarych Płaszczy - były książę, olbrzymi Wiking, małoletni były mnich, były bard, obdarzona magicznymi talentami była uliczna sztukmistrzyni czy też obdarzona wielkim biustem wojowniczka. Wszyscy z ciążącą na ich zachowaniach przeszłością. Podstawowym zadaniem ich przyszłego bractwa jest podobno walka z demonami i czarnoksiężnikami, ale stwierdzenie to nie bardzo znajduje potwierdzenie w treści książki, gdyż szkolenie kompletnie niedoświadczonych rekrutów w ogóle nie obejmuje zagadnień magicznych. Ta niekonsekwencja autora jest tym wyraźniejsza, że wszelkie kontakty z demonicznymi siłami wywołują początkowo u rekrutów palpitacje i niekontrolowane skurcze przepon. Błyskawicznie im jednak przechodzi i już po kilku kontaktach z miejscową wiedźmą stają się nieomal specjalistami, fachowo używającymi magii, którą podobno mieli zwalczać. Sprawia to wrażenie, że autor nie do końca panował nad tym co pisał. Niektórzy spośród kandydatów na Szare Płaszcze miewają wątpliwości co do jakości swojego szkolenia, ale trudno im się nimi przejąć skoro każdego kolejnego dnia ktoś próbuje ich zabić. Sterty strupów przesypują się przez brzegi stronic. Giną główni bohaterowie (i to wcale nie ci, którym bym tego życzył), giną masowo wieśniacy, giną imperialni legioniści, giną wilki, giną znani i nieznani napastnicy, giną dzicy zza wielkiej puszczy. W tym tempie liczebność mieszkańców okolicy z pewnością nie okaże się wystarczająca by napisać dalszy ciąg, którego akacja dzieje się w tej samej okolicy. Być może taki był od początku zamiar autora, ale zagęszczenie naturalnych i magicznych zagrożeń na hektar Rubieży Imperium przekracza wyraźnie wartość krytyczną, oznaczającą niechybnie całkowity zanik lokalnej populacji (epilog książki potwierdza zresztą tę teorię).

Powieść ma nieco nieciągłą konstrukcję i składa się z serii po części odrębnych fabularnie historii (chociaż rozdziałów nie nazwałbym osobnymi opowiadaniami), połączonych postaciami głównych bohaterów. Większość z nich to pozornie zamknięte całości (historia chłopaka-albinosa, która zapewne będzie miała dalszy ciąg jeśli autor zdecyduje się na kontynuację; historia Olbrzyma, która pojawia się w książce w dwóch odsłonach i może okazać się jedynie preludium do znacznie większej zagadki) splatające się na różne sposoby wokół rekrutów Szarych Płaszczy, pośród których są też postaci, które potencjalnie potrafią o wiele więcej niż pokazują (Cassandra). Nie widać jednak jakiegoś głównego motywu, wspólnej tajemnicy łączącej bohaterów, poza rzekomym szkoleniem, które zresztą w książce opisywane jest wyjątkowo zdawkowo. Szybka akcja powoduje jednak, że nie przeszkadza to w lekturze.

Książka jest całkiem niezłą rozrywką, chociaż autorowi udało się też zawrzeć w treści sporą liczbę drażniących szczegółów. Równouprawnienie wśród rekrutów i wyrównane proporcje płci pozwalają autorowi na swobodne przelewanie na papier swoich zapewne niezrealizowanych fantazji erotycznych, co nie zawsze jest fajne, a bywa śmieszne jak i żenujące. To, że język nijak nie pasuje ani do epoki (skąd się biorą w podupadłym rzymskopodobnym imperium takie słowa jak "koedukacyjny", "dekadenckich" czy "statystyczna" nie sposób zgadnąć) ani do postaci (wiejskie służące z osady w puszczy to erudytki wygłaszające sarkastyczne komentarze) staje się standardem w produkcjach fantasy, bo stylizacja wymaga jednak od autora nieco wysiłku, a mało któremu autorowi chce się wysilać. Niestety M. Guzek popełnia przy tym jeszcze jeden błąd nie różnicując indywidualnie języka i słownictwa postaci, co prowadzi do nienaturalnych i niezamierzenie śmiesznych dialogów. Indywidualizacja języka postaci zdarza się rzadko i najczęściej polega na wprowadzeniu do wypowiedzi serii bluzgów. Zalet prostego, żołnierskiego języka nie sposób nie docenić przy dynamizowaniu akcji, ale czasami np. kilkukrotne czytanie o tym, kto ma co w dupie bywa dość nużące. Gdy dodamy do tego fabularne nielogiczności i cuda typu "Pod jego dowództwem na tych kilka chwil banda przypadkowych chłopów zmieniła się w oddział", nie da się ukryć, że autorowi brakuje doświadczenia pisarskiego. Doświadczony autor nie pisałby o wieśniakach "ci ludzie są prymitywni, niezorganizowani, słabo uzbrojeni i niewyszkoleni" by równocześnie stwierdzić, że są oni "bardzo wyczuleni na punkcie prywatności". Takie kuriozalne zdania naprawdę psują przyjemność czytania "Komandorii 54".

Równocześnie jednak książka ta to całkiem przyzwoita rozrywka. Pomysły autora może nie są wyjątkowo oryginalne, ale sprawnie i z dużym poczuciem humoru opisane, co w połączeniu z dramatycznymi i krwawymi wydarzeniami z fabuły daje przyjemną, lekką literaturę. Niewiele dowiadujemy się tak naprawdę o tajemnicach Szarych Płaszczy i jest tu szerokie pole do pisania kolejnych tomów, do których prowadzić mogą niedokończone wątki. Jeśli autor ograniczy umieralność głównych postaci i dopracuje szczegóły, kontynuacja może być interesująca. W kazdym bądź razie mam zamiar na nią poczekać i sprawdzić czy potencjał autora rozwinie się w takim kierunku w jakim powędrował A. Sapkowski po napisaniu swoich pierwszych opowiadań. Są na to pewne szanse, ale pojęcia nie mam czy realne. Dołożyłem więc jedną gwiazdkę do oceny, na wypadek gdyby M. Guzek wyrósł z czasem na wielką gwiazdę rodzimego fantasy ;-). Czego jemu i przyszłym czytelnikom życzę.

pokaż więcej

 
2017-05-27 17:42:44
Dodał do serwisu książkę: Rozgwieżdżone niebo
Cykl: Rozgwieżdżone niebo (tom 1)
 
2017-05-27 16:34:20
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
Autor:
 
2017-05-27 13:35:36
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, E-booki ILL, Posiadam, Zakup_2017
Autor:
Seria: Gaiman

To jedna z niewielu książek Gaimana, których przedtem nie czytałem i z premedytacją nie szukałem informacji o niej. Spodziewałem się bajki, być może bajki dla dorosłych a tu niespodzianka: historia jak z rasowego horroru. Opisana prosto i bezpośrednio z perspektywy małej dziewczynki, nieco inteligentniejszej, sprytniejszej i odważniejszej niż można by się było spodziewać. I pomimo tego, że... To jedna z niewielu książek Gaimana, których przedtem nie czytałem i z premedytacją nie szukałem informacji o niej. Spodziewałem się bajki, być może bajki dla dorosłych a tu niespodzianka: historia jak z rasowego horroru. Opisana prosto i bezpośrednio z perspektywy małej dziewczynki, nieco inteligentniejszej, sprytniejszej i odważniejszej niż można by się było spodziewać. I pomimo tego, że wydarzenia w książce konsekwentnie przedstawione są w stylistyce typowej dla horroru to równocześnie jest to historia o uczuciach. A konkretniej o tym jak różne straszne rzeczy starają się wypełnić te miejsca w naszym życiu, w których uczuć brakuje. Głównej bohaterce, Koralinie, doskwiera często brak uwagi i zrozumienia ze strony rodziców, zajętych telepracą i swoim życiem. Tęsknotę za miłością rodziców próbują wykorzystać złe siły, których Gaiman nie definiuje ściśle, pozostawiając je nieco niedookreślone w mroku zakamarków i tajnych przejść na drugą stronę rzeczywistości, które wyobraźnia dziecka potrafi stworzyć w każdym domu (najczęstsza ich lokalizacja - pod łóżkiem - akurat w tym przypadku nie znalazła zastosowania). Świat po drugiej stronie jest pasożytem, a dzielna Koralina musi wymyślić jak się go pozbyć i ocalić siebie i swoją rodzinę. Na szczęście ma znakomitego pomocnika, który na okładce siedzi sobie obok litery "A".

Autor i tłumaczka, Paulina Braiter, świetnie sobie poradzili z wizją świata oglądanego oczyma małej dziewczynki. Najlepiej odzwierciedla to chyba krótki fragment, w którym Koralina udaje się na poszukiwania groźnej studni, przed którą wszyscy ją ostrzegali, tylko po to oczywiście, by dowiedzieć się gdzie studnia się kryje i "móc skutecznie jej unikać". Jak tu się nie śmiać :-).

Książka ładnie wydana w twardych okładkach i elegancką okładką. Niestety grafika okładkowa już nie pierwszy raz w tej serii wydań Gaimana została wydrukowana ze zbyt małym kontrastem, przez co tło jest mało co widoczne. A szkoda, bo na grafikach w sieci okładka prezentowała się znacznie lepiej.

Podsumowanie: krótka i miła lektura na jedno popołudnie. nieco na wyrost skojarzyła mi się z niedawno czytanym "Slade House" Mitchella a nie z "Alicją" Carrolla, jak to się czasami sugeruje. Nie da się ukryć, że znacznie bardziej niż bajkę przypomina horror.

pokaż więcej

 
2017-05-27 00:24:59
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam, Zakup_2017
Autor:
Cykl: Opowieść o Shikanoko (tom 3-4)

Trzecia i czwarta część "Opowieści Shikanoko", pięknie i oryginalnie wydane w jednym tomie w twardych okładkach i z poczernianymi brzegami stronic. Korekta w porządku, w tekście nieliczne literówki, jak choćby "Muzę z tobą pomówić" na str. 139.

Kontynuacja "Cesarza ośmiu wysp" nie różni się znacząco od pierwszych dwóch powieści. Na pierwszy rzut oka jest to wielowątkowa historia o magii,...
Trzecia i czwarta część "Opowieści Shikanoko", pięknie i oryginalnie wydane w jednym tomie w twardych okładkach i z poczernianymi brzegami stronic. Korekta w porządku, w tekście nieliczne literówki, jak choćby "Muzę z tobą pomówić" na str. 139.

Kontynuacja "Cesarza ośmiu wysp" nie różni się znacząco od pierwszych dwóch powieści. Na pierwszy rzut oka jest to wielowątkowa historia o magii, walce o władzę, namiętnościach i zemście, opisana prostym językiem, pasującym doskonale do starojapońskiego świata stanowiącego tło tych powieści. Gdy jednak przyjrzeć się bliżej, jest to też opowieść o równowadze w naturze i świecie ludzi. Dłuższą chwilę zajęło mi odgadnięcie co właściwie sprawia, że książki z tego cyklu czytało mi się z dużą przyjemnością. W końcu doszedłem do wniosku, że najlepszą cechą powieściowego świata L. Hearn jest nieprzewidywalność wydarzeń i nieschematyczność zachowań bohaterów. Zawsze gdy wydawało mi się, że odgadłem co będzie dalej, następował zupełnie jakiś nietypowy zwrot akcji. Tam gdzie oczekiwałem intryg, komplikacji i zmyłek ze strony autorki, wszystko stawało się jasne po kilku stronach, i odwrotnie, banalne wydawałoby się sytuacje, zupełnie niespodziewanie prowadziły do wielopiętrowych komplikacji. Bohaterowie robili zwykle zupełnie nie to, czego się spodziewałem a autorka bez wahania wprowadzała liczne nowe postacie, których działania wszystko zmieniały. Czasami nazwa cyklu "Opowieść o Shikanoko" wydawała się zupełnie nie mieć uzasadnienia w treści książki, gdyż wielość narratorów i błyskawiczny upływ czasu pomiędzy rozdziałami, powodowały, że rzekomo główny bohater pojawiał się na stronach książki bardzo rzadko.

To wszystko nie są zarzuty, chociaż właściwie powinny nimi być. To po prostu zupełnie inny styl opowieści niż ten, który znamy z większości innych wielotomowych sag fantasy. Powieść zawiera liczne typowe rekwizyty fantasy: czarowników, wojowników, magiczne zwierzęta, ptasie demony, uśpione smoki, nieposłuszne duchy, magiczne księgi, maski, czaszki i kamienie. Autorka wykorzystuje je jednak oszczędnie i nie czyni z nich głównej siły napędowej fabuły. Ta oszczędność i minimalizm, oprócz jednoznacznych skojarzeń z kulturą Wschodu, odróżniają cykl o "Shikanoko" od większości europejskich czy amerykańskich powieści tego gatunku. Nie jestem zresztą pewien czy umiem wyjaśnić na czym ta inność polega. Czasami wydawało mi się, że nie dostrzegam czegoś ukrytego w tle. Teraz myślę, że to dlatego, że po prostu nie potrafię grać w go.

pokaż więcej

 
2017-05-24 17:53:34
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam, E-booki ILL
 
2017-05-23 23:18:37
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam, E-booki ILL
Autor:
 
2017-05-23 17:33:24
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
Autor:
 
2017-05-21 03:37:31
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, E-booki ILL
Autor:

Najnudniejsza książka Majki. W dodatku mocno odstająca tematyką postapo od jego pozostałych powieści. Liczba książek i filmów ukazujących mizerny stan cywilizacji po dowolnie wybranym globalnym kataklizmie jest już tak duża, że oczekiwanie odnalezienia czegoś oryginalnego w ich fabułach należy niechybnie uznać za mrzonkę. Postapokaliptyczny Kraków okazał się, ku mojemu rozczarowaniu, znacznie... Najnudniejsza książka Majki. W dodatku mocno odstająca tematyką postapo od jego pozostałych powieści. Liczba książek i filmów ukazujących mizerny stan cywilizacji po dowolnie wybranym globalnym kataklizmie jest już tak duża, że oczekiwanie odnalezienia czegoś oryginalnego w ich fabułach należy niechybnie uznać za mrzonkę. Postapokaliptyczny Kraków okazał się, ku mojemu rozczarowaniu, znacznie bardziej nużący niż przedapokaliptyczny ze swoimi korkami, smogiem i tłumem turystów. Na początku łudziłem się, że umiejscowienie akcji w mieście, które dobrze znam, podniesie atrakcyjność powieści. Niestety, okazało się, że jest wprost przeciwnie.

Akcja rozpoczyna się w chwili, gdy mieszkańcy Krakowa budzą się z "berserka", gorączki nieznanego pochodzenia z towarzyszącym ciągłym atakiem morderczego szału, która sprawnie i skutecznie pozwoliła ludzkości wytłuc się nawzajem a nawet częściowo zjeść (oczywiście to tylko teoria, bo z resztą świata nie ma łączności, krótkofalowcy najwyraźniej nie działają - pewnie z braku prądu, bo przecież mieszkańcy posiadający ogniwa fotowoltaiczne na dachach najwyraźniej wymarli co do jednego a pozostali o nich zapomnieli). Grupy nielicznych ocalałych mieszkańców zajmują się organizowaniem sobie życia na nowo, budując mury, szukając żywności, popadając w manie religijne i przyzwyczajając się do życia bez fejsbuka i cappuccino. Kataklizmu nie przetrwały żadne struktury państwowe, za to dzieci okazały się w znacznej części odporne. A przynajmniej te, które nie zostały przez dorosłych zjedzone lub rozerwane na strzępy. W tej miłej i rodzinnej atmosferze próbowałem przejąć się losami kilkorga bezbarwnych bohaterów, których powoli przygotowywali się na nadchodzące jeszcze cięższe czasu głodu i piszczącej biedy. Niezbyt mi się udało ich polubić, a znaczna część opisów ich "przygód" była po prostu mało ciekawa. Wszyscy zadziwiająco łatwo przełknęli kataklizm. Najwyraźniej też ogólnoświatowa katastrofa z siedmioma miliardami trupów, niczego ocalałych nie nauczyła. Wytwarzają oni błyskawicznie nowe subkultury zbliżone do sekt lub organizacji paramilitarnych, boleśnie powtarzające te same nienawistne błędy, które możemy na co dzień obserwować we współczesnej cywilizacji a zwłaszcza w naszej polityce. Autor nijak nie przybliża nas do rozwiązania tajemnicy tego, czym właściwie był "berserk". Wszystkie oczywiste tropy przez niego podsuwane okazują się być zmyłkami, ale trudno by było mieć o to wielkie pretensje, gdyby tylko książka oferowała cokolwiek w zamian. Niczego takiego nie zauważyłem, poza tajemnicą ewentualnych supermocy niektórych spośród ocalałych, która też pozostała nierozwiązana Brak humoru i emocji może i pasuje do postapo, ale nie ułatwia czytania. Męczyłem się bardzo długo z tą książką i nie chcę więcej wracać do tej wersji Krakowa, nawet jeśli powstanie ciąg dalszy. A sądząc z zakończenia, powstanie.

pokaż więcej

 
2017-05-20 01:19:46
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
Autor:
Cykl: Ostatni król Osten Ard (tom 0.5)
 
2017-05-20 00:59:34
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Kampanie Cieni (tom 4)

Opinia na podstawie lektury oryginału.
Być może należę do ludzi niezwykle naiwnych, ale naprawdę liczyłem, że w czwartym tomie cyklu Django Wexlera pojawią się jakieś zupełnie nowe składniki i niespodzianki. No i pojawiły się, ale niekoniecznie miłe. Ogólnie rzecz biorąc autor dalej buduje fabułę ze znanych wcześniej elementów połączonych i opisanych w dokładnie w tym samym stylu. Czy to wada...
Opinia na podstawie lektury oryginału.
Być może należę do ludzi niezwykle naiwnych, ale naprawdę liczyłem, że w czwartym tomie cyklu Django Wexlera pojawią się jakieś zupełnie nowe składniki i niespodzianki. No i pojawiły się, ale niekoniecznie miłe. Ogólnie rzecz biorąc autor dalej buduje fabułę ze znanych wcześniej elementów połączonych i opisanych w dokładnie w tym samym stylu. Czy to wada czy zaleta każdy czytelnik musi zdecydować samodzielnie; mnie zaczyna to już powoli nużyć i gdyby nie druga połowa książki musiałbym ocenić ją znacznie niżej niż poprzednie.
Powieść bezpośrednio kontynuuje wątki z poprzedniego tomu i opisuje losy wojny rozpętanej z premedytacją przez hrabiego Vhalnicha, jakoby w obronie królowej Vordanu przed zakusami jednego z odłamów lokalnego kościoła, zajmującego się głównie "walką" z demonami (tak naprawdę czarni kapłani zajmują się raczej kolekcjonowaniem demonów i wtłaczaniem ich w ciała ludzkich nosicieli w celu wykorzystania nadprzyrodzonych zdolności demonów). Głównymi bohaterami książki pozostają niezmienne członkowie armii hrabiego Vhalnicha, atakującej kraj, w którym znajduje się stolica kościoła kapłanów czerni, Elizjum. Marsz na północ i kolejne potyczki, zarówno z konwencjonalnymi wojskami jak i z demonicznymi Przekletymi Penitentami, nie wnoszą zbyt wielu nowych informacji do fabuły, chociaż zbliżamy się do rozwiązania zagadki motywów działania Vhalnicha przeciwko demonicznym kapłanom. Trudno jednak zgadnąć czy autor jedynie zwodzi czytelnika czy też podaje rzetelne informacje, zwłaszcza gdy przypomnimy sobie padające w poprzednich tomach sugestie jakoby Vhalnich miał plany samodzielnego przejęcia władzy. Jeśli w zamierzeniu autora to co się dzieje w tym tomie ma być rozwiązaniem zagadki motywacji Janusa i końcem jego roli w cyklu, to można jedynie pokiwać z politowaniem głową.
Liniowa i prawie jednowątkowa fabuła nie oferuje zbyt wielu innych pozytywnych zaskoczeń. Raczej kolejne negatywne, gdy grupa ludzi walczących z czarnymi kapłanami rozpada się błyskawicznie i popada w wewnętrzne konflikty.

Autor, opierając kolejne tomy na powtarzalnych schematach działania bohaterów, opisanych w zbliżony sposób, ryzykuje, że czytelnicy w końcu się nimi znużą. Przyznaję, że ta książka to sprawnie napisane czytadło, ale bardzo zbliżone do poprzednich tomów. Owszem, wrogowie się zmieniają, atakujący Przeklęci Penitenci mają coraz to nowe zdolności, pojawia się nowy i niezwykle potężny wróg, ale jedyne co się tak naprawdę zmienia to to, że tym razem nie wszystko udaje się naszym bohaterom.

Oprócz schematyczności rozwiązań autor popełnia też coraz więcej błędów konstrukcyjnych i logicznych. W pierwszym tomie dowiedzielimy się, że zdobycie tysiąca tablic z imionami demonów miało zapewnić decydującą przewagę JVhalnichowi i stanowić podstawę całej intrygi. Tymczasem demoniczne tablice wykorzystano przypadkiem jeden raz w I tomie i od tego czasu fabularnie umarły; autor woli opisywać kolejne potyczki, przygody batalionu kobiecego i romanse jego przebranej za faceta pani generał. Równie nonsensowne bywają zachowania wcześniej kompetentnych dowódców, którzy, gdy autor się uprze, potrafią pozostawić sobie za plecami rannego demona zamiast go zniszczyć na miejscu (co wymagało jednego ruchu ręka i piętnastu sekund czasu), dzięki czemu demon może przed zgonem utopić znaczną część ich armii. Z przykrością muszę też odnotować potężnego cliffhangera w ostatniej scenie powieści, czego autor wcześniej unikał, starając się uczynić każdy tom kompletna całością. Tym razem zakończenie przypomina serialowe końcówki odcinków z zapowiedziami wielkich eksplozji, które nieodmiennie okazują się niewypałami w kolejnych częściach. Może się mylę co do kolejnego tomu, ale i tak nie potrafię pojąć co, oprócz wkurzenia czytelników, autor chciał przez to osiągnąć.

Podsumowanie: fabuła czwartego tomu cyklu nie oferuje wiele nowego, chociaż trudno też twierdzić, że jest całkowicie nieinteresująca. Jeśli ktoś polubił poprzednie części to ta niewiele się od nich różni i może się podobać. Jest to sprawnie napisane czytadło z konwencjonalnymi postaciami, dynamiczną, nieco monotonnie militarną akcją i demonicznymi przeciwnikami. Mam nadzieję, że autor da radę skończyć cykl w następnym tomie, bo wiele wskazuje, że zaczyna trochę tracić świeżość i cierpieć na brak pomysłów.

pokaż więcej

 
2017-05-20 00:55:15
Dodał do serwisu książkę: Działa Imperium
Cykl: Kampanie Cieni (tom 4)
 
2017-05-20 00:47:20
Dodał do serwisu książkę: Utracony świat
Autor:
Cykl: Ostatni król Osten Ard (tom 0.5)
 
2017-05-20 00:35:45
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
Cykl: Kroniki Nicci (tom 1)
 
2017-05-20 00:29:47
Dodał do serwisu książkę: Pani Śmierci: Siostra Mroku
Cykl: Kroniki Nicci (tom 1)
 
Moja biblioteczka
1916 143 1058
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (10)

Ulubieni autorzy (17)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (9)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd