Polaków portret niewłasny, czyli polscy bohaterowie w książkach pisarzy obcojęzycznych

Anna Sierant
04.10.2020

Czytacie sobie książkę niepolskiego autora i nagle, niczym filip z konopi, wyskakuje jak najbardziej polski bohater. Brniecie dalej w lekturę i co odczuwacie: cieszycie się, że wspomniano o naszym rodaku, uśmiechacie pod nosem czy raczej – irytujecie?

Polaków portret niewłasny, czyli polscy bohaterowie w książkach pisarzy obcojęzycznych

To był zimny jesienny październikowy dzień 2015 roku, zmierzchało. W Krakowie odbywał się Festiwal Conrada, a w ramach wydarzenia trwało spotkanie z Jonathanem Franzenem, autorem m. in. „Korekt”, „Silnego wstrząsu” czy „Wolności”. Tłumy przyszły nieprzebrane, ale udało mi się zająć miejsce z przodu i zadać pisarzowi pytanie: „Szanowny Panie! W imieniu wszystkich mieszkańców Europy Środkowo-Wschodniej proszę o wytłumaczenie: dlaczego jeden z bohaterów >>Korekt<< – Chip, trafia na Litwę, którą przedstawia Pan jak istną Sodomę i Gomorę, miejsce, w którym nie ostała się żadna praworządna władza, a prym wiodą oszuści, złodzieje i bandyci?”. Po tej wypowiedzi umarłam z nerwów, ale później powiedziano mi, że Franzen przyznał, iż pytanie jest nad wyraz słuszne, że mnie rozumie i się ze mną zgadza, ale chodziło mu o ukazanie w powieści kraju, który dla Amerykanów jest całkowicie egzotyczny – padło na Litwę. On sam nie uważa, że Europa Środkowo-Wschodnia jest mniej cywilizowana niż USA czy Europa Zachodnia.

Reklama

Polskie sprzątaczki i polscy budowlańcy. Biedni Polacy

I choć Franzen nie pisał o Polsce a o Litwie, to obraz naszego kraju w wielu książkach autorów zagranicznych jest bardzo podobny. Nierzadko Polacy występują w tych utworach jako bohaterowie dziesiątego planu i pełnią na nim rolę biednych emigrantów. Wspomina o tym w swoich książkach z serii o Erice Foster Robert Bryndza. Nazwisko brzmi znajomo? Nic dziwnego – sam autor jest co prawda Anglikiem, ale przejął nazwisko swojego słowackiego męża i na Słowacji obecnie mieszka. Słowaczką uczynił też samą Foster, która z kolei bywa mylona z Polką. Z jedną z nich nawet przy okazji jednego ze śledztw rozmawiała i obie doszły do wniosku, że są przedstawicielkami narodów, które nigdy nie będą w Anglii traktowane na równi z osobami pochodzącymi z Europy Zachodniej, zawsze będą musiały coś udowadniać.

Polka w roli uczynnej i seksownej sprzątaczki pojawia się u samej J. K. Rowling, a właściwie u Roberta Galbraitha – w „Wołaniu kukułki”. Kobieta pracuje w mieszkaniu, które stało się miejscem zbrodni i co prawda strasznie kaleczy angielski, ale za to „zajebiście odkurza”, a dzięki temu ekipie techników udało się zebrać wyraźne odciski palców. Z drugiej strony, w „Harrym Potterze i Zakonie Feniksa” wspomina się o Barrym Ryanie, który podczas zawodów quidditcha musiał zmierzyć się ze wspaniałym polskim ścigającym Władysławem (Ladislawem) Zamojskim.

Wracając jednak na ziemię, a konkretnie na tę toskańską – o Polakach pisze również Frances Mayes w „Pod słońcem Toskanii”. Budowlańcy znad Wisły pomagają przybyłej do Włoch pisarce w remoncie jej (jeszcze nie) pięknej willi. Panowie są mili i sympatyczni, zaprzyjaźniają się z Amerykanką. Jeden z nich jest profesorem literatury, więc rozmawia z główną bohaterką o Miłoszu, do którego to ona go przekonuje. Jako że Mayes oparła treść książki na własnych doświadczeniach, w jednym z wywiadów wspomina, że zatrudnieni przez nią Polacy byli bardzo pracowici, a na prośby o to, by odpoczęli, zawsze odpowiadali, że „wyśpią się w Polsce”. Od tej pory sama Mayes, gdy musi pchnąć jakiś projekt do przodu, a nie ma na to sił, przypomina sobie, że: „wyśpi się w Polsce”.

Polski nie brakuje również w powieściach Grahama Mastertona. Żona pisarza, choć dorastała w Walii, jest z pochodzenia Polką, oboje odwiedzali nasz kraj nie raz. „Dziecko ciemności” to pierwsza książka brytyjskiego pisarza, której akcja odbywa się w całości w Polsce, a konkretnie – w Warszawie lat 90. XX wieku. I choć autor w wywiadach zapewnia, że lubi i żubrówkę, i bigos, a na towarzyszkę życia wybrał przecież Polkę, to tej znakomitej wiedzy o naszym kraju w książce nie widać. Obraz stolicy przypomina raczej to, o czym wspominał Franzen – wyobrażenie kraju gdzieś na końcu świata, o którym coś się słyszało, ale nigdy w nim nie było. W „Dziecku ciemności” Warszawa to miasto bez oczyszczalni ścieków, więc wszystko spływa do Wisły (no dobrze, w ostatnim czasie to temat dość aktualny!). Ludzie jeżdżą starymi samochodami, słońce raczej nie świeci, jest szaro, buro i ponuro, Polacy chodzą z foliowymi siatkami, a Polki mają wąsy.

Polacy? Całkiem niesympatyczni

Warto też dodać, że obraz Polski i Polaków albo stereotypowy, albo pozbawiony sympatii pojawia się nie tylko w literaturze współczesnej. Już Szekspir w „Hamlecie” opisywał Polaków co prawda jako walecznych, ale poruszających się na… saniach i ze skutego lodem świata przybywających.

Nie zapominajmy o Dostojewskim, u którego Polacy są przedstawieni zawsze w sposób negatywny. Jak w „Braciach Karamazow”, gdzie pozują na pełnych honoru i godności, a za chwilę chcą sprzedawać swoje kochanki. W „Idiocie” jedna z bohaterek dostaje się w zdradzieckie szpony Polaka, a przez to – i pod wpływ katolickiego księdza. Z kolei w „Graczu” – opowiadaniu, którego akcja dzieje się w kasynie, Polacy sami nie grają, ale innym wygraną podbierają. Zresztą, u Dostojewskiego to zawsze „Polaczkowie”.

Twardy orzech do zgryzienia mają w tej kwestii również fani Stephena Kinga. Oto w „Nocnej zmianie” pojawia się Wisconsky, „aż komicznie uświniony, jego tłusta, pełna jak księżyc twarz przypominała upaćkaną buzię małego chłopca, który przeczołgał się przez wszystkie śmietniki w mieście”. Z kolei w „Zielonej mili” Brad rzuca dowcipami, o tym, ilu Polaczków trzeba, żeby wkręcić żarówkę. Z drugiej strony Wilma ze „Sklepiku z marzeniami” ma naturę „polskiego Kozaka”. I choć z tym określeniem pod względem historycznym należałoby dyskutować, to akurat wspomina się o tym w kontekście pozytywnym – Wilma jest waleczna, łatwo się nie poddaje. Podobnie jak Polak z „Martwej strefy”, który przeżywa nawet uderzenie głową w lód. „Mogło zabić dorosłego. Ale nie Polaka”. I gdyby zapomnieć o towarzyszącej temu stwierdzeniu ironii, można by się z tego stwierdzenia nawet ucieszyć.

Polska i Polacy z charrrakterem

Reklama

Byli jednak i tacy, którzy Polskę doceniali. Przykładem Heinrich Heine, jeden z najwybitniejszych twórców doby romantyzmu, niestety – jak Norwid – zmarł zapomniany i niedoceniony, w Polsce nadal taki pozostaje. A szkoda, bo, jak pisał tłumacz i krytyk literacki Roman Karst, jego „wynurzenia w sprawie polskiej zdumiewały stanowczością tonu, konsekwencją i ostrością, na jaką niewielu pisarzy w Europie się zdobyło”. Heine otwarcie wspierał dążenia polskiego narodu do niepodległości. Często odwiedzał polskie ziemie, studiował z Polakami w Berlinie, co opisał w „Listach z Berlina”. Stworzył także szkic „O Polsce” czy opowiadanie „Z pamiętników pana Schnabelewopskiego”, którego głównym bohaterem uczynił wielkopolskiego szlachcica. Prywatnie przyjaźnił się z Chopinem, którego nazywał „drogim Chopem”, za to – o dziwo jak na niego, bo stereotypowo, uważał, że polskie nazwiska są nie do wymówienia.

Nie zapominajmy również o Polaku niedoszłym – Kapitanie Nemo. Według zamiarów Juliusza Verne’a bohater „Dwudziestu tysięcy mil podmorskiej żeglugi” miał być Polakiem. Autor bardzo kibicował powstańcom styczniowym, chcącym uwolnić się spod rosyjskich rządów. I to właśnie powstańcem, który szuka odwetu na Rosjanach za wywiezienie jego rodziny na Syberię, miał być Kapitan Nikt. Niestety, ostateczny głos miał wydawca Verne’a, który na takie rozwiązanie się nie zgodził – stwierdził, że Rosja to zbyt duża liczba potencjalnych odbiorów, którym lepiej się nie narażać. Słynął też z antysemickich i antypolskich poglądów. Pamiętajmy jednak, że Kapitanowi Nemo udało się chociaż przemycić portret Tadeusza Kościuszki, który powiesił w swoim gabinecie.

Przenieśmy się teraz do Wenecji na początku XX wieku. To tutaj, a konkretnie na wyspie Lido, Tomasz Mann spędzał w 1911 roku wakacje. Do Miasta na Wodzie przyjechał również 11-letni Władzio Moes, który wraz z rodziną pojawił się tam, by podreperować zdrowie płuc. Mann wypatrzył młodzieńca na plaży i przepadł, zauroczony jego pięknem. Pisarz twierdził później, że niczego w swoim opowiadaniu nie wymyślił, poza zmianą imienia – słyszał tylko, jak rodzina woła za chłopcem: „…adzio”, więc wymyślił Tadzia. Tadzio, w utworze obiekt obserwacji pisarza Gustawa von Aschenbacha, jest jeszcze niewinnym dzieckiem, nie emanującym seksualnością (inaczej niż w nakręconym w 1971 roku filmie Viscontiego). Co ciekawe, Władysław Moes odniósł się lata później do swojej postaci przedstawionej w dziele Manna. Był zdziwiony, z jaką dbałością o szczegóły pisarz opisał jego stroje czy zachowanie. Choć Tadzio ze „Śmierci w Wenecji” jest raczej przedmiotem, któremu oddaje się cześć, muzą, niż pełnokrwistym bohaterem, to bez wątpienia Polak-postać niestereotypowa, nie jeden z wielu, a konkretny – jeszcze dziecinny, jeszcze rozpieszczony – charakter.

Polacy, którzy przeżyli niemało

Obraz Polski i Polaków w literaturze obcojęzycznej byłby niepełny bez wspomnienia o książkach poświęconych II wojnie światowej. Jedną z najbardziej znanych powieści amerykańskich na ten temat jest „Wybór Zofii” Williama Styrona. Tytułowej bohaterce przez całe życie przyjdzie się mierzyć z syndromem ocaleńca i z tragiczną decyzją, którą musiała podjąć, będąc więźniarką Auschwitz. Historię Zawistowskiej poznajemy z perspektywy Stingo, któremu ta jako jedynemu zwierza się ze swoich przeżyć już po latach, gdy mieszka na Brooklynie. W „Wyborze Zofii” znów mamy mnóstwo stereotypów i negatywnych obrazów naszych rodaków: Polka jest oczywiście piękna, w książce nie zabrakło również Polaka-antysemity – ojciec tytułowej bohaterki, pan Biegański, choć był profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego, reprezentował sobą obraz prymitywnego polskiego nacjonalisty, chcącego zrobić „porządek z kwestią żydowską”. Nazwisko tej postaci znalazło się również w książce Danushy V. Goski, Amerykanki polskiego pochodzenia pt.: „Biegański. Stereotyp Polaka bydlaka w stosunkach polsko-żydowskich i literaturze amerykańskiej”. Z drugiej strony to właśnie w „Wyborze Zofii” przedstawiono II wojnę światową jako ludobójstwo skierowane nie tylko przeciwko Żydom, za co również książkę skrytykowano.

Bywa też i inaczej. Jak w „Od Auschwitz do Ameryki. Niezwykłej historii polskiego pływaka”, napisanej przez amerykańską dziennikarkę Katrinę Shawver. Kobieta przygotowywała cykl artykułów do „The Arizona Republic” i tak trafiła na postać Henry’ego Zgudy, polskiego pływaka, którego wojenne losy prowadziły przez obozy Auschwitz, Buchenwald, Flossenbürg i Dachau. Przeżył, ale to życie przyszło mu prowadzić w PRL-u. W końcu trafił do Ameryki i tam, nie znając języka, znów zaczął z sukcesami pływać. W odnalezieniu się po drugiej stronie Atlantyku pomogli mu przyjaciele, m. in. Jerzy Kosiński. Zguda to błyskotliwy, pełen humoru starszy pan, którego opowieści, choć niełatwej, nie chce przestać się słuchać.

Polakiem jest również żyjący w czasach II wojny światowej, choć skutecznie przed nią uciekający, Ernst Stavro Blofeld, czarny charakter w powieściach Iana Fleminga o Jamesie Bondzie. Dzięki powieści „Operacja Piorun” dowiadujemy się, że Blofeld urodził się w Gdyni, a gdy dorósł, studiował na Uniwersytecie Warszawskim i Politechnice Warszawskiej, wtedy jeszcze Warszawskim Instytucie Politechnicznym. Miał kontakty w rządzie polskim, próbował podbić Giełdę Papierów Wartościowych. Przed wybuchem II wojny światowej skopiował tajne depesze, które sprzedał Rzeszy i udał się do Turcji. Podczas konfliktu przekazywał informacje obu zaangażowanym w niego stronom, a jeszcze przed założeniem organizacji WIDMO wyemigrował na jakiś czas do Ameryki Południowej. Blofelda pozytywnym charakterem nazwać więc raczej nie można, ale intrygującym – jak najbardziej.

Reklama

Za to i pozytywna, i charakterna jest Petra Chérie, a właściwie Petra de Karlowitz, dwudziestoletnia polsko-francuska szlachcianka, bohaterka włoskiego komiksu Attillio Micheluzziego. Komiks zaczął być wydawany w 1977 roku na łamach tygodnika „Il Giornalio”, później pojawiał się w miesięczniku i w końcu – w postaci książek. Petra była absolwentką studiów w Chinach, po których przeniosła się do Holandii, gdzie walczyła nie tylko w I wojnie światowej, ale i ze stereotypami związanymi z jej płcią. Była silną i niezależną kobietą.

To tylko niektóre z polskich postaci pojawiających się na kartach literatury obcojęzycznych. Kogo byście do tej listy dodali? Jak przedstawiany jest obraz Polski i Polaków, w utworach, w których natrafiliście właśnie na bohaterów pochodzących z kraju nad Wisłą? Zapraszamy do dyskusji.

Reklama

komentarze [42]

Sortuj:
1727
425
12.10.2020 20:20

Cytat z książki, którą obecnie czytam: "Płuca pracowały mi jak harmonia na polskim weselu, a w głowie poczułem pierwsze bryzgi fali ciemności." Ale to chyba jedyny polski akcent w  Bramy w piasku Bramy w piasku


704
228
11.10.2020 21:13

Wartym wspomnienia wydaje mi się Stanley Kowalski.
 Tramwaj zwany pożądaniem i inne dramaty Tramwaj zwany pożądaniem i inne dramaty


490
43
10.10.2020 22:44

A o słynnej "autobiograficznej" powieści Jerzego Kosińskiego ani słowa?
A może coś o książkach Tomasza Grossa, wszak to też beletrystyka horrorowo - fantastyczna.


2932
47
10.10.2020 10:14

A ja przypomnę świetną powieść w całości poświęconą Polakom - Witkacemu i Bronisławowi Malinowskiemu, Stasiowi i Broniowi, słynnemu antropologowi i znakomitemu artyście, ich wspólnej wyprawie w tropiki, książkę o ich dziwnej przyjaźni/uzależnieniu, życiu na emigracji, rozstaniu - zerwaniu przyjaźni.
Jest to powieść szwedzkiej pisarki Agnety Pleijel
 Lord Nevermore

więcej

496
194
10.10.2020 21:49

Niestety, mało kto czyta książki nie-anglosaskie (chodzi mi o masówkę, a nie o niszową lub specjalistyczną /kryminały, fantasy etc./ beletrystykę). Poza tym tylko jedno wydanie i w wydawnictwie nie szalejącym z kampaniami reklamowymi. Z dużym zainteresowaniem dodałem na półkę oczekujących.


536
456
10.10.2020 08:13

 Ostatnia granica Ostatnia granica
Akcja rozgrywa się na Węgrzech w czasie Zimnej Wojny, jednym z bohaterów jest Hrabia (były powstaniec warszawski jeśli dobrze pamiętam), który w końcowej fazie powieści oddaje życie pomagając uciec brytyjskiemu agentowi.


1667
151
10.10.2020 08:00

Ja zawsze cieszę się z nawet najmniejszych polskich elementów w obcej literaturze i filmie. Dlaczego? Bo zdaję sobie sprawę, że nie jesteśmy znaczącym krajem na mapie. I może być mi przykro, ale prawdą jest że sami nie potrafimy zadbać o swój wizerunek. A co do roli jaką standardowo jest przypisywana Polakom we współczesnych książkach, to wynika z doświadczeń autorów....

więcej

298
294
08.10.2020 22:07

Polski wątek w Pod słońcem Toskanii odbieram bardzo pozytywnie, zarówno książka, jak też film z niesamowitą Diane Lane oddają ten aspekt w sposób, do którego trudno mieć jakiekolwiek zastrzeżenia. Wybór Zofii znam jedynie z flmu, choć jak dotąd nigdy jeszcze nie udało mi się poznać go w...

więcej

178
138
07.10.2020 20:16

Seria kryminalna o inspektorze Banks'ie Petera Robinsona w wielu odsłonach (być może wszystkich) chwali wiedzę, rzetelność Polaka - szefa policyjnych techników kryminalnych. Pewnie odosobniony przypadek docenienia umiejętności współczesnych Polaków w literaturze obcojęzycznej.


329
50
07.10.2020 13:37

"(...) Franzen przyznał, iż pytanie jest nad wyraz słuszne, że mnie rozumie i się ze mną zgadza, ale chodziło mu o ukazanie w powieści kraju, który dla Amerykanów jest całkowicie egzotyczny – padło na Litwę."

Jaka dyplomatyczna odpowiedź. Nie wiem czy Franzen kiedykolwiek był na Litwie, trzeba było polecić mu jakąś wycieczkę do tego kraju. Nie czytałam jego książek to nie...

więcej

0
0
06.10.2020 19:48

W powieściach Alistaira MacLeana często pojawiają się postacie Polaków i są to zawsze najszlachetniejsi bohaterowie, przyjaciele protagonisty, zazwyczaj giną i zostają pomszczeni. Sam MacLean w czasie II Wojny często spotykał Polaków i niezmiernie nas jako naród cenił.
Natomiast w "Ani z Zielonego Wzgórza" wspominany jest wiersz "Upadek Polski", a w "Rilli ze Złotego...

więcej

zgłoś błąd