Nie tylko po angielsku – tłumacze, którzy otwierają nam okno na literacki świat

Anna Sierant
12.09.2020

Burzliwe dzieje błędnego rycerza i przemyślnego szlachcica Don Kichota lub mrożące krew w żyłach doświadczenia Thory, stworzonej przez Yrsę Sigurðardóttir. Albo znów obraz współczesnej (i nie tylko) Turcji widziany oczami Orhana Pamuka lub teksty Polaka tłumaczone ze szwedzkiego na polski. Poznajcie tłumaczy, dzięki którym możemy czytać nie tylko te książki, które najpierw ukazują się po angielsku.

Nie tylko po angielsku – tłumacze, którzy otwierają nam okno na literacki świat
Reklama

Biblioteka Narodowa już od 69 lat wydaje raport „Ruch Wydawniczy w Liczbach”, dotyczący wszystkich opublikowanych w konkretnym roku książek na terenie Polski. Narodowa Książnica dzieli je również pod względem języków, w jakich zostały napisane w oryginale. Z raportu z roku 2019 możemy się dowiedzieć, że w kategorii literatury pięknej większość utworów, poza tymi wydanymi po polsku, w oryginale ukazała się po angielsku (18%), w przypadku literatury romansowo-obyczajowej ten odsetek jest jeszcze większy i wynosi 63%, podobnie z literaturą sensacyjno-kryminalną – 67%. Angielski więc bez wątpienia dominuje, a książki autorów piszących w tym języku trafiają i trafiały do nas m. in. dzięki tłumaczeniom Andrzeja Polkowskiego, Jędrzeja Polaka, Stanisława Barańczaka, Macieja Słomczyńskiego, Michała Kłobukowskiego czy Jerzego Jarniewicza. Ten ostatni zauważył w jednej ze swoich wypowiedzi, że „tłumacz to drugi autor tekstu”, tym razem zapraszamy więc do zapoznania się nie z „pierwszymi”, a „drugimi autorami”. Tymi, dzięki którym na półki polskich księgarń trafiają książki pisarzy popularnych, lub/i znanych, cenionych, ale nieanglojęzycznych.

Pan od najbardziej polskiego języka nordyckiego

Trudno trafić na książkę islandzkiego autora, która nie byłaby przetłumaczona przez Jacka Godka. I nie chodzi tu tylko o uwielbiane przez Polaków kryminały Yrsy Sigurðardóttir i Arnaldura Indriðasona czy słynną „Wyspę” Sigríður Hagalín Björnsdóttir. Godek przełożył na polski również m. in. powieść Steinara Bragiego „Kata” z tytułową – załamaną i wściekłą jednocześnie ­– bohaterką, gotową do walki z przemocą wobec kobiet na całym świecie. Na swoim przekładowym koncie ma on również „Sztormowe ptaki” Einara Kárasona, których bohaterowie nie są hipsterskimi mieszkańcami współczesnego Rejkiawiku, a tradycyjnymi islandzkimi rybakami walczącymi o życie podczas sztormu.

Jacek Godek przeprowadził się na Islandię jako nastolatek – gdy jego ojciec dostał pracę charge d’affaires w placówce dyplomatycznej. Był rok 1969 i 12-letni przyszły tłumacz trafił z komunistycznej Polski do małego, ciemnego, zimnego i wietrznego kraju na krańcu świata, z niewielką liczbą przyjezdnych. I choć teraz Islandia jest popularnym kierunkiem turystycznym, a Polacy stanowią największą mniejszość narodową i 3 procent wszystkich mieszkańców tego państwa, to nadal przez pół roku jest tam ciemno i zimno. Cóż więc robić, jeśli nie czytać i pisać? Co dziesiąty Islandczyk albo już coś wydał, albo ma to w planach, ukazuje się tam też najwięcej książek i gazet w przeliczeniu na jednego mieszkańca. Co więcej, to właśnie na Islandii powstał w 1130 roku pierwszy na świecie artykuł o gramatyce języka, a nadwornymi poetami norweskich królów też byli Islandczycy. Do dzisiaj przetrwała zainicjowana po II wojnie światowej tradycja o nazwie „powódź książkowa”, w ramach której mieszkańcy wyspy, poza innymi prezentami, w Wigilię obdarowują się książkami. Nie ma się więc co dziwić, że choć Islandia jest krajem małym, na polskim rynku cały czas ukazują się nowe książki autorów stamtąd pochodzących i że istnieje na nie zapotrzebowanie.

Wróćmy jednak do samego Godka, który, jako młody imigrant, chcąc nie chcąc, musiał iść do islandzkiej szkoły, ale dzięki temu szybko nauczył się języka, które określa jako najbardziej polski pod względem melodyczności język nordycki. Już od 16. roku życia wykonywał on pojedyncze – i jak sam zaznacza – często przypadkowe tłumaczenia z islandzkiego na polski. Gdy wrócił do ojczyzny, został aktorem, który dodatkowo przekładał sztuki islandzkie. Potem przyszedł czas na przetłumaczenie pierwszej powieści - „101 Reykjavik” i tak to się rozwinęło… Co ciekawe, Jacek Godek prowadzi również swój portal e-sagi.pl, na którym na fanów islandzkiego i Islandii czeka nie lada gratka – tłumaczenia sag opowiadanych dawniej przez mieszkańców tego kraju, dostępne za darmo. W zamian autor tych tłumaczeń prosi jedynie o rejestrację na jego stronie.

„To Waszą kulturą, a nie samochodami słyniecie na świecie”. Ta tłumaczka skutecznie tę kulturę promuje

Autorem zdania z powyższego cytatu jest Anders Bodegård, tłumacz literatury polskiej na szwedzki, który dziwi się, że Polacy, jak wskazują coroczne badania czytelnictwa, za lekturę książek biorą się rzadko, a piszą przecież tak dużo i tak dobrze. To zdziwienie wyraził on w rozmowie z Katarzyną Tubylewicz, która z kolei ukazała się w książce „Szwecja czyta, Polska czyta”. Sama Tubylewicz robi w kwestii rozsławiania naszego kraju po drugiej stronie Morza Bałtyckiego bardzo wiele. W latach 2006-2012 była dyrektorką Instytutu Polskiego w Sztokholmie, a na Uniwersytecie Sztokholmskim prowadziła zajęcia poświęcone polskiej kulturze.

Jest i tłumaczką, i pisarką. W marcu 2020 roku ukazała się jej powieść kryminalna „Bardzo zimna wiosna”, w której znajdziemy bohaterów szwedzkich i polskich, a przede wszystkim obraz Szwecji zmieniającej się pod wpływem dużej liczby przyjętej przez ten kraj imigrantów – według Statistics Sweden w 2019 roku stanowili oni 19 procent całej populacji tego nordyckiego kraju. Z kolei wydani kilka lat temu „Moraliści” przyglądają się Szwedom jako mistrzom promocji w kategorii „państwo najbardziej tolerancyjne i egalitarne”. Szwedom, których z jednej strony cechuje otwartość na Innego, a z drugiej – chęć unikania konfliktów.

Jedną z osób wypowiadających się w książce jest Maciej Zaremba Bielawski, w którego „Polskim hydrauliku i innych opowieściach ze Szwecji” znalazło się kilka tekstów przetłumaczonych właśnie przez Katarzynę Tubylewicz. Autorka przekładów w jednym z wywiadów wspominała, że tłumaczenie na polski reportażu kogoś, kto również zna ten język było ciekawym i okupionym długimi dyskusjami doświadczeniem. Wśród przekładów Katarzyny Tubylewicz znajduje się również książka Niklasa Orreniusa „Strzały w Kopenhadze”. Autor przez rok towarzyszył na co dzień Larsowi Vilksowi, twórcy niemal wyklętemu w Szwecji, który narysował słynną karykaturę Mahometa jako psa, przez co znalazł się na celowniku islamistów. Wśród tłumaczeń Katarzyny Tubylewicz znajduje się również powieść, a właściwie trzy tomy utworu „Nigdy nie ocieraj łez bez rękawiczek”. To nie tylko książka o miłości, mająca moc wzruszenia najtwardszego twardziela, ale również pozycją dzieło, które przełamało tabu związane z tym, jak szwedzkie społeczeństwo zachowało się wobec panującej w latach 80. XX wieku epidemii HIV i zakażonych wirusem homoseksualistów.

Niestraszny jej Pamuk ani „Wspaniałe stulecie”, ale Tokarczuk już trochę tak

W 2006 roku laureatem literackiej Nagrody Nobla został Orhan Pamuk, a co za tym idzie – w Polsce książki tureckich autorów stały się popularne jak nigdy wcześniej. Akurat na miesiąc przed ogłoszeniem decyzji Akademii Szwedzkiej ukazał się w sprzedaży jego „Śnieg” w przekładzie Anny Mizrahi. Ece Temelkuran, dziennikarka, pisarka i feministka, pisząca przede wszystkim o sytuacji politycznej w Turcji, w rozmowie z Piotrem Kawulokiem mówiła o swojej ojczyźnie: „My chyba zawsze byliśmy mostem błędnych tłumaczeń. Mostem, na którym dokonywał się przekład – zwykle nieudany – Wschodu na potrzeby Zachodu”. Za to udanego przekładu ze „wschodniego” tureckiego na „zachodni” polski dokonała Anna Mizrahi, tłumacząc „Odgłosy rosnących bananów” Temelkuran, tym razem poświęcone jednak nie tureckim, a libańskim kobietom. Mizrahi przełożyła na polski także powieści wspomnianego wyżej Orhana Pamuka, m. in. „Stambuł. Wspomnienia i miasto” i „Śnieg”.

Reklama

Co ciekawe, tłumaczka jest miłośniczką twórczości Olgi Tokarczuk, więc gdy została poproszona przez jedno z tureckich wydawnictw o przetłumaczenie z polskiego „Domu dziennego, domu nocnego”, postanowiła podjąć to wyzwanie. Wspomina je jednak jako tak stresujące, że do dzisiaj woli pozostać przy przekładach z języka tureckiego na język polski. Jeśli są wśród nas fani seriali, to być może ucieszy ich wiadomość, że słynne i niekończące się „Wspaniałe stulecie” można oglądać w wersji polskiej również dzięki Annie Mizrahi, która na co dzień pracuje dziale marketingu sprzedaży w jednej z tureckich linii lotniczych.

O byciu tłumaczem napisano i powiedziano już bowiem wiele. Z jednej strony to zawód prestiżowy, a samego tłumacza, jak to było w przypadku Jerzego Jarnowicza, nazywa się „drugim autorem”. Tłumaczom w Polsce przyznaje się wiele różnych nagród, m. in. Nagrodę Translatorską dla Tłumaczy Ryszarda Kapuścińskiego, Literacką Nagrodę Europy Światowej Angelus czy Nagrodę im. Wisławy Szymborskiej. Jednak oprócz prestiżu ważne są również umowy, zlecenia, a z tym, zwłaszcza w przypadku mniej popularnych języków, bywa różnie. I mimo wszystko nie zawsze tłumacz widziany jest jako twórca, a jego praca pozostaje niewidzialna.

Don Kichot pod polską strzechą

O tej niewidzialności wspomina też Wojciech Charchalis, który jednak szczególnie na nią nie narzeka. Wielu czytelników wyraża swoją wobec niego wdzięczność za przetłumaczenie nie tyle na polski, co na zrozumiały i „ludzki” słynnego dzieła CervantesaDon Kichota. Charchalis tłumaczy nie tylko z hiszpańskiego, ale i z angielskiego oraz portugalskiego. Jeśli chodzi o ten ostatni język, niedawno ukazał się polski przekład bardzo dobrze przyjętego „Średniego współczynnika szczęścia” Davida Machado, którego dokonał właśnie Wojciech Charchalis. Natomiast od 2019 roku dzięki pracy tego tłumacza można, chciałoby się powiedzieć – nareszcie – przeczytać po polsku „Opowiadania wszystkie” Clarice Lispector, kanonicznej już, przynajmniej jeśli chodzi o literacki świat portugalskojęzyczny, pisarki. Na przekładowej liście Charchalisa znajduje się też wiele książek najbardziej uznanych twórców. Wśród nich znajdują się Javier Marías, José Saramago i Mario Vargas Llosa.

Wojciech Charchalis wprost mówi o swojej, i ogólnie tłumaczy, miłości do literatury. W jednym z wywiadów zaznacza, że ocena pracy autora przekładu powinna dotyczyć nie tego, co się komu subiektywnie podoba, czy coś się czyta dobrze, a coś źle i skoro źle, to niedobrze. Przecież autor konkretnego utworu literackiego mógł go napisać właśnie tak, że lektura wcale nie sprawia przyjemności i sztuką jest oddać to samo w języku polskim.

Co więcej, często, jeśli coś w książce nie gra, winnym ogłasza się tłumacza. A przecież, jak zaznacza Charchalis, nierzadko zdarzają się średni pisarze, trafiający na lepszych tłumaczy. Jako przykład autor przekładu „Don Kichota” podaje powieści Williama Whartona czy twórczość Gabriel Garcíi Márqueza, która w oryginale stylistycznie nie ma być aż tak dobra jak w tłumaczeniach Carlosa Marrodána.

Autor, recenzent czy krytyk?

Jeśli ciekawi was, jak na co dzień wygląda praca tłumacza, zarówno w rozumieniu samego procesu twórczego, jak i jego realiów, a na dodatek lubicie od czasu do czasu się zaśmiać (nawet cicho pod nosem) i doceniacie wysokiej jakości rysunki, sięgnijcie po komiks „W głowie tłumaczy”. Scenariusz napisał do niego Tomasz Pindel – iberysta, tłumacz literatury hiszpańskojęzycznej, a także autor m. in. powieści „Czy to się nagrywa?”, reportażu „Za horyzont. Polaków latynoamerykańskie przygody”, a także biografii Mario Vargasa Llosy. Za przekład „Noc jest dziewicą” Jaime’a Bayly’a wyróżniono go Nagrodą za Tłumaczenie Literackie, przyznawaną przez Instytut Carvantesa najlepszemu tłumaczeniu literatury hiszpańskojęzycznej. Tomasz Pindel najczęściej przekłada utwory autorów latynoskich, a wśród nich m. in. Jorge Franco Ramosa („Paraiso Travel”, „Rosario Tijeras”), Pablo de Santisa („Przekład”, „Teatr pamięci”, „Kaligraf Woltera”) i Césara Airy („Trzy opowieści”).

Reklama

Pindel przygląda się pracy tłumacza poprzez pryzmat własnego doświadczenia, ale i spojrzenie naukowca. Jeden ze swoich artykułów poświęcił tematyce krytyki przekładu w prasie. Zaznacza, że choć o autorach tłumaczeń wspomina się coraz częściej, dzieje się to głównie po to, by wytknąć im – po długim czasie zmagań z zawiłościami językowymi oryginału, jego kontekstem kulturowym, stylistyką tekstu – błędy, które popełnili. Jako przykłady podaje także cytaty, m. in. z książek przełożonych na polski przez samego siebie. Za co więc tłumaczy krytykuje się najczęściej? Za niezrozumienie językowe, niezręczność stylistyczną, niezrozumienie intencji autora czy kontekstu kulturowego.

W Lubimyczytac.pl zdecydowanie tłumaczy wspieramy. Przy tytułach konkretnych książek znajdziecie się linki do indywidualnych podstron autorów ich przekładów na język polski. Zapraszamy do ich przeglądania i przy okazji pytamy: których tłumaczy cenicie szczególnie?

Reklama

komentarze [17]

Sortuj:
2270
110
13.09.2020 08:40

Jan Gondowicz!
Jolanta Kozak
Justyn Hunia
Maciej Płaza
Jacek Dehnel
Fantastyczni tłumacze


1787
259
12.09.2020 21:52

A gdzie Iwona Zimnicka, genialna tłumaczka Jo Nesbo? Nie ma jej, czy nie zauważyłam?


1310
83
13.09.2020 09:50

Klasa Zimnickiej jest niewątpliwa. Obecnie czytam jej przekład "Białego morza" Jacobsena, którego styl jest dość poetycki, a jednocześnie bardzo oszczędny. Na pewno było to większym wyzwaniem dla tłumaczki niż kryminały Nesbo.


2858
47
12.09.2020 18:19

I ja patrzę na nazwiska tłumaczy, to jeden z ważnych czynników wpływających na wybór książki. Podziwiam tłumaczenia Zofii Chądzyńskiej (literatura iberoamerykańska - Borges, Cortazar, Donoso) i Anny Sawickiej (Cabre, literatura katalońska), a także przekłady klasycznej literatury japońskiej w wykonaniu Mikołaja Melanowicza. Do znakomitości wśród tłumaczy zaliczam również...

więcej

2028
1
12.09.2020 15:10

Do grona moich ulubionych tłumaczy należą przede wszystkim autorzy przekładów z chińskiego. Kiedy na rynku pojawia się nowość z literatury chińskiej (ostatnio głównie PIW i Wydawnictwo Akademickie Dialog), w pierwszej kolejności sprawdzam, kto tłumaczył, i jeśli jest to Małgorzata Religa, Katarzyna Sarek, Katarzyna Kulpa, Joanna Krenz, Agnieszka Walulik, prof. Lidia...

więcej

468
166
12.09.2020 16:42

Przyłączam się do pochwał - czytałem Obfite piersi, pełne biodra. w tłumaczeniu Katarzyny Kulpy i doskonałe Żyć! w tłumaczeniu Katarzyny Sarek.


468
166
12.09.2020 14:36

Chciałbym zarekomendować tłumaczy nie z angielskiego, których wspaniałą praca właśnie z tego powodu (inny, mniej popularny i słabszy ekonomicznie język) jest mniej doceniana (brak reklamy tłumaczonych utworów) i zapewne mniej opłacalna:
1) z języka albańskiego Dorota Horodyska, chyba jedyna tłumaczka z tego języka, z której...

więcej

905
57
12.09.2020 12:59

Trzeba też wspomnieć o wspaniałym Robercie Stillerze, który znał ponad 60 języków. Tłumaczył m.in. z malezyjskiego, bengalskiego, chińskiego.


588
0
12.09.2020 16:14

A oprócz tego był straszną gnidą i ubeckim konfidentem, który kapował na kolegów i tzw. "ludzi kultury", nierzadko tych samych których dzieła tłumaczył.


2270
110
12.09.2020 23:11

@Armand_Duval masz na myśli, że tłumaczył z polskiego na nasze?


6891
356
14.09.2020 11:25

@Armand_Duval: zawsze bardzo ceniłam jego pracę, zwłaszcza za dwukrotny różny przekład tej samej książki, czyli  Mechaniczna pomarańcza Mechaniczna pomarańcza i  Nakręcana Pomarańcza Nakręcana Pomarańcza

Podlinkujesz...

więcej

5
0
15.09.2020 12:52

Nie będę wnikać w sprawy polityczne, może wystarczy to:
https://www.biblionetka.pl/art.aspx?id=671952
Na pewno bywał świetnym tłumaczem, ale przekład "Jesieni średniowiecza" Huizingi to kompletna porażka. Nie pozwalał redagować swoich tekstów. Arogancko odnosił się do redaktorek. Informacja o znajomości 60 języków i (bezpośrednich) przekładach z języków egzotycznych jest...

więcej

4003
3763
12.09.2020 12:11

Takich języków jest dużo.Choćby takie popularne./Jak hiszpański.Włoski,ale czy ktoś się zajmuję tłumaczeniem.
Z łotewskiego,hindi,czy mongolskiego.


1426
57
12.09.2020 21:17

Jak będzie popyt w Polsce na książki z tych języków to będzie też podaż. Wiadomo dla wydawnictw/księgarń liczy się każdy grosz.


4003
3763
12.09.2020 21:22

Jeżeli książka ta będzie dobrze napisana.To czemu nie


1000
64
12.09.2020 12:11

Bardzo doceniam to, że LubimyCzytać poświęca tyle uwagi tej "niewidzialnej" pracy tłumacza. Tak trzymać! :)

Pamiętam, że sama dostrzegłam zawód tłumacza dosyć wcześnie, a wszystko dzięki Andrzej Polkowski i jego posłowiu na końcu każdego tomu Harrego Pottera. Zawsze bardzo ciekawiło mnie dlaczego nazwy fantastycznych stworzeń...

więcej

108
0
10.09.2020 15:25

Zapraszam do dyskusji.


zgłoś błąd