Dni bez końca

Tłumaczenie: Jędrzej Polak
Wydawnictwo: W.A.B.
7,29 (84 ocen i 13 opinii) Zobacz oceny
10
7
9
9
8
23
7
26
6
7
5
7
4
3
3
2
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Days Without End
data wydania
ISBN
9788328060142
liczba stron
288
słowa kluczowe
Jędrzej Polak
kategoria
literatura piękna
język
polski
dodała
Ag2S

Głośna, przejmująca powieść dwukrotnego finalisty Nagrody Bookera, za którą otrzymał prestiżową Costa Award, po raz drugi w karierze. Siedemnastoletni Thomas McNulty w latach 50. XIX wieku przyjeżdża do Stanów Zjednoczonych z ogarniętej plagą głodu Irlandii. Zaprzyjaźnia się z Johnem Cole'em, obaj zaciągają się do armii i biorą udział w wojnie z Indianami. Dramatyczne wydarzenia zbliżają...

Głośna, przejmująca powieść dwukrotnego finalisty Nagrody Bookera, za którą otrzymał prestiżową Costa Award, po raz drugi w karierze.

Siedemnastoletni Thomas McNulty w latach 50. XIX wieku przyjeżdża do Stanów Zjednoczonych z ogarniętej plagą głodu Irlandii. Zaprzyjaźnia się z Johnem Cole'em, obaj zaciągają się do armii i biorą udział w wojnie z Indianami. Dramatyczne wydarzenia zbliżają mężczyzn do siebie. Przygarniają dziewczynkę z indiańskiego plemienia i jako rodzina zamieszkują z dala od cywilizacji. Jednak nadciągająca wojna secesyjna szybko się o nich upomina...

Niebanalna historia, świeże spojrzenie na mroczne lata historii Ameryki, tragiczne i brutalne wydarzenia opisane zdumiewająco pięknym, lirycznym językiem – wszystko to sprawia, że nową powieść wybitnego irlandzkiego pisarza uznano w świecie anglosaskim za jedno z największych wydarzeń literackich 2017 roku.

 

źródło opisu: materiały wydawnictwa

źródło okładki: materiały wydawnictwa

pokaż więcej

Brak materiałów.
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Oficjalna recenzja
Zicocu książek: 1684

Przekleństwo ciekawych czasów

W dzisiejszych czasach, moi Państwo, czasach internetu oraz natychmiastowego dostępu do wszystkiego łatwo zapomnieć, że Europa to nie Ameryka. I nie chodzi mi wcale o ten słynny amerykański sen czy, szerzej, amerykańską mentalność, lecz najzwyczajniejszą i najpowszechniejszą historię – czy raczej perspektywę, z której się na nią patrzy. Te same wydarzenia oglądane z Wielkopolski są czym innym niż oglądane z Teksasu. Przykłady można mnożyć w nieskończoność, ale jeden z najbardziej jaskrawych stanowi wojna secesyjna. U nas – konflikt domowy, jakich było wiele, może bardziej krwawy, może motywowany szczególnymi pobudkami, lecz wciąż: ich sprawa; u owych „nich” natomiast – najprawdziwszy trzon tożsamości narodowej, o którym wciąż dyskutują setki intelektualistów i artystów. I dobrze, bo dzięki temu możemy czytać rzecz tak niezwykłe, jak „Dni bez końca”.

Żeby nieco doprecyzować moje rozważania nad doniosłością wojny secesyjnej w kontekście powieści, dodam, że Sebastian Barry po mistrzowsku... od niej ucieka. Stosuje w tym celu dwa narzędzia. Pierwszym z nich jest bohater, Thomas McNulty, żołnierz żyjący całkowicie poza konfliktem. Nie unika wcale walki, nie wygłasza pacyfistycznych diatryb, nie poi spragnionych ani nie karmi głodnych wrogów, nie ma nic wspólnego z moralizującymi intelektualistami – mimo to nie pozwala wejść wojnie do głowy. Traktuje ją po prostu jako pracę – zaciągnął się, więc morduje Indian (najpierw) i konfederatów (później), bo taki już ten żywot jest....

W dzisiejszych czasach, moi Państwo, czasach internetu oraz natychmiastowego dostępu do wszystkiego łatwo zapomnieć, że Europa to nie Ameryka. I nie chodzi mi wcale o ten słynny amerykański sen czy, szerzej, amerykańską mentalność, lecz najzwyczajniejszą i najpowszechniejszą historię – czy raczej perspektywę, z której się na nią patrzy. Te same wydarzenia oglądane z Wielkopolski są czym innym niż oglądane z Teksasu. Przykłady można mnożyć w nieskończoność, ale jeden z najbardziej jaskrawych stanowi wojna secesyjna. U nas – konflikt domowy, jakich było wiele, może bardziej krwawy, może motywowany szczególnymi pobudkami, lecz wciąż: ich sprawa; u owych „nich” natomiast – najprawdziwszy trzon tożsamości narodowej, o którym wciąż dyskutują setki intelektualistów i artystów. I dobrze, bo dzięki temu możemy czytać rzecz tak niezwykłe, jak „Dni bez końca”.

Żeby nieco doprecyzować moje rozważania nad doniosłością wojny secesyjnej w kontekście powieści, dodam, że Sebastian Barry po mistrzowsku... od niej ucieka. Stosuje w tym celu dwa narzędzia. Pierwszym z nich jest bohater, Thomas McNulty, żołnierz żyjący całkowicie poza konfliktem. Nie unika wcale walki, nie wygłasza pacyfistycznych diatryb, nie poi spragnionych ani nie karmi głodnych wrogów, nie ma nic wspólnego z moralizującymi intelektualistami – mimo to nie pozwala wejść wojnie do głowy. Traktuje ją po prostu jako pracę – zaciągnął się, więc morduje Indian (najpierw) i konfederatów (później), bo taki już ten żywot jest. Fikcyjna wizja Barry’ego czy opis mentalności dziewiętnastowiecznego żołnierza? Nie sposób stwierdzić, warto jednak przypomnieć dobrze uzasadnione i słuszne – choć może nieco banalne – słowa o tym, że wojny w imię zapisanych w książkach idei toczyli prości ludzie, zwykle niepotrafiący owych książek czytać. Odcięcie się od tej konkretnej, secesyjnej, pozwala autorowi na kluczowe dla znaczeń powieści uogólnienie.

Inna sprawa, że McNulty ma co robić. Martwi się bez przerwy o los Johna Cole’a, swego najlepszego przyjaciela i kochanka, przy którym odkrywa swój kobiecy pierwiastek. Bo „Dni bez końca” to nie tylko opowieść o wojennym dramacie, o okrucieństwie, lecz także historia ludzi poszukujących swojego miejsca, od początku skazanych na cierpienie, spragnionych życia prostego i ciężkiego, ale uczciwego, stabilnego. Barry gdzieś na uboczu głównego wątku zastanawia się nad tym, czy ich nieheteronormatywny związek nie mógł się ziścić przede wszystkim ze względu na szalejącą wojnę, ale niekoniecznie skupia się na miłości homoseksualnej – ważniejsza w jego narracji staje się naturalna potrzeba stworzenia wspólnoty napędzanej przez bliskość (szerszej nawet niż rodzina). Zaś same sceny, w których Thomas występuje w roli Thomasiny, szczególnie w początkowej i środkowej części „Dni bez końca”, robią oszałamiające, oniryczne wrażenie – wszystko staje się nagle odrealnione, piękne, a szalejąca gdzieś w tle pożoga nieoczekiwanie cichnie.

Efekt ten uzyskuje Barry przy użyciu drugiego narzędzia, o którym wspomniałem – języka. Języka prostego, ale nie zbyt prostego, nieozdobnego, lecz uciekającego często w metafory. Thomasowi, który pełni rolę narratora, regularnie zdarza się wygłaszać pozornie banalne prawdy zyskujące w kontekście fabuły nieco inny odcień – niekiedy ironiczny, niekiedy tragiczny. Towarzyszy temu wszystkiemu kryjący się między wierszami fatalizm, uderzający w niektórych momentach z przytłaczającą siłą, gdy już dwa czy trzy zdania wcześniej czytelnik wie, że nadchodzi złe (szczególnym, bo najmocniejszym przykładem jest śmierć córki indiańskiego wodza). Wszystko to składa się na bardzo specyficzne wrażenie: odbiorca czuje, jakby uczestniczył w czymś zwykłym, codziennym, a jednak głęboko spaczonym i z gruntu tragicznym.

Idące w parze wojna i miłość od lat stanowią idealną pożywkę dla literatury. „Dni bez końca” nie są jednak banalnym melodramatem z konfliktem w tle. To opowieść zarazem o codzienności i doniosłości czasów, które niekiedy łączą się, aby łamać ludzi. Ta książka to kolejny dowód na to, że życie w ciekawych czasach stanowi przerażające przekleństwo.

Bartosz Szczyżański

pokaż więcej

Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (13)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 348
GrzegorzIgnacy | 2019-06-07
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 07 czerwca 2019

https://www.facebook.com/KsiazkiIlubCzasopisma

Dawno nie miałem problemu z napisaniem kilku zwięzłych zdań na temat dopiero co przeczytanej książki. Dawno, ale przyszedł ten czas i jestem bardzo tym zdziwiony. Z "Dniami bez końca" Sebastiana Barry'ego chciałem zapoznać się zaraz po przeczytaniu wywiadu z nim, zaciekawiła mnie historia tak dziwna i momentami absurdalna, że nie mogłem tego odpuścić...

A historia to dwóch chłopaków rzuconych przez życie na okrutny front wojny secesyjnej i walk obywateli nowo powstałych Stanów Zjednoczonych z rdzennymi Amerykanami. Opowieść poznajemy z relacji Thomasa McNulty'ego, imigranta z Irlandii, który opuścił ojczyznę z powodu klęski głodu. Thomas, z wielkim zaangażowaniem, kreśli obraz swoich frontowych przygód oraz okropności jakie widział, jakich dopuszczali się żołnierze na Indianach. W tym wszystkim towarzyszy mu John Cole, osoba mu najdroższa, z którą połączyła go nierozerwalna więź i miłość. Ich relacja spajana jest niesamowitymi...

książek: 1171
Mariolka | 2019-05-29
Przeczytana: 29 maja 2019

Są takie książki, które nawet nie wiadom jak to robią, ale znajdują jakieś szczeliny w duszy i wnikają w człowieka, generując w nim autorefleksję. Ta książka jest niepozorna, ale wspaniale napisana. Do tego stopnia świetna, że wręcz przewrotna, z poczuciem humoru. Nawet i te płaszczyzny się w niej zmieściły.
Chciałabym poznać autora, przekonać się jakim w cywilu jest człowiekiem, skoro coś tak niezwykłego napisał.

książek: 1288
Medellin | 2019-05-26
Przeczytana: 12 maja 2019

"Dni bez końca" to opowieść o dwóch życiowych rozbitkach, Thomasie McNultym i Johnie Cole'u, młodych mężczyznach, których los już od wczesnych lat dzieciństwa rzucał po wszelakich ludzkich wysypiskach. Los ten więcej zabierał niż dawał, ale to jedno, największe, co dał mogli oni nazywać dniami bez końca - dał im bowiem siebie nawzajem.

Mając tylko tyle (a może aż tyle), dbali o to całymi sobą. Nierozłączni dobrzy chłopcy, którym przyszło żyć w złych czasach. Czy aby na pewno dobrzy? Czy to nie oni przypadkiem mieli na swych rękach krew niewinnych ludzi, jeszcze bardziej niewinnych i bezbronnych niż oni sami niegdyś? Czy ktoś taki może mieć w sobie ogromne pokłady dobra i empatii? Wreszcie, czy te sprzeczne elementy mogą koegzystować tylko w duszach dotkniętych schizofrenią czy innymi zaburzeniami jaźni, czy zwykły prostoduszny człowiek jest w stanie to unieść i nie zwariować?

Sebastian Barry z iście mistrzowską wprawą prowadzi czytelnika po bezdrożach XIX-wiecznej Ameryki, tej...

książek: 420
Angazetka | 2019-05-16
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 16 maja 2019

"Dni bez końca" to jest książka, jakby "Brokeback mountain" sto lat wcześniej spotkało "Lincolna w bardo" - nie tylko ze względu na epokę, ale na coś w języku, genialnie przełożone przez Jędrzeja Polaka. To jest powieść, w której mamy wojnę, je bezsens i okrucieństwo, i strach, i biedę, i smutek, i rzeź, i wypalenie w środku, które zostawia. I opowieść o tym, jak zdobywano dziki Zachód, i gdzieś rysujące się pytanie, za jaką cenę. I mamy odmitologizowanie powstawania Ameryki i ubóstwo, i przemoc, i te miliony anonimowych ludzi, którzy zmagali się z życiem. I mamy miłość, cudowną, delikatną, której nie poświęca się wielu linijek tekstu, a która po prostu jest i daje siłę, i trzyma przy życiu. I mamy płeć i to, jak bardzo jest ona umowna i że można być żołnierzem i w środku kobietą, a może jednak mężczyzną, a może to nieważne, jeśli mamy swego Johna Cole'a i po prostu tak jest. I mamy historię zbudowaną z dobrze znanych westernowych klocków, ale taką, jakiej jeszcze nie opowiedziano....

książek: 180
Edyta | 2019-05-12
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 12 maja 2019

Jest to lektura, która wymaga ciszy i spokoju, głównie ze względu na styl w jakim jest napisana.
Z początku trudno było mi się przyzwyczaić do krótkich zdań, ale potem wsiąkłam.

Czyta się tak jakby słuchało się opowieści. Dosłownie. (Bo np. nie ma dialogów - jest tylko to co ktoś powiedział.)
Nie zadaje się pytań, tylko się słucha, czasem przytaknie lub zaśmieje.
Bo jest to historia o ludziach w czasach wojny.
"Zwykła pojebana wojna." - to dotychczas najtrafniejsze zdanie o wojnie. Bo nie niszczy ona przeciwnika ale i wszystko co ludzkie.
A w tym świecie odnalazła się dwójka naszych bohaterów i próbowała układać sobie normalne, szczęśliwe życie.

Ostatnią stronę czytałam ze łzami w oczach.
Cudowna, ciepła, prawdziwa, życiowa.

książek: 105
rumun_żuraf | 2019-04-01
Na półkach: Przeczytane, Posiadam

Największy „mindfuck” w ,,Dniach bez końca” to celowy zabieg artystyczny (laboratoryjnie spreparowany przez autora na potrzeby powieści eksperyment społeczny /przesiewająca przeszłość jak sito pamięć narratora !?), który zachwyca, porywa na całego i nawet przez chwilę wydaje się możliwy. Nawet w czasach i okolicznościach przyrody napędzanych destylatem z testosteronu (wojna Północ- Południe, gorączka złota, podbój Dzikiego Zachodu), w świecie do głębi męskim i kiedy na drodze pojawiają się panowie ubrani w sukienki. Myślę, że to najlepszy z możliwych punkt wyjścia do rozważań o tej książce. Przepadłem, powieść gorąca jak krew.

książek: 794
Na półkach: Przeczytane

Pierwszym słowem, jakie narzuca mi się po lekturze „Dni bez końca” jest ‘oryginalny’. Pogłębienie tego skojarzenia nasuwa mi jednak pewne wątpliwości. Western jako gatunek to typowy produkt kultury masowej. Ograniczenie miejsca i czasu akcji sprawia, iż gatunek ten w swojej pierwotnej formie był odżegnywany od czci ze względu na swoją schematyczność. Książka irlandzkiego pisarza jest więc swoistą kopią produktu kultury masowej. Kopią jednak o tyle udaną, że łamie ona owe szablony, na bazie których dawniej sprzedawano historię dzielnych kowbojów.
Specyficzni w tej książce są bohaterowie, inny jest sposób obrazowania przemocy, zmodyfikowano też kod językowy, którym na co dzień posługują się postaci Barry’ego. Thomas McNulty rusza w samotną podróż, na początku której poznaje Johna Cole’a. Ta dwójka stworzy magiczny związek, który przetrwa nie tylko walki z konfederatami i rdzennymi mieszkańcami Ameryki, ale także wychowanie Indiańskiej sieroty. Ciekawie na tle tego łamiącego kalki...

książek: 401
tala_89 | 2019-03-21
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 20 marca 2019

Nie do końca wiem co myśleć o tej książce. Częściowo miałam wrażenie, że oglądam "Zjawę", "Tańczącego z wilkami", czy inny film o podboju Dzikiego Zachodu, bo wielu tu klisz i ogranych schematów. Z drugiej jednak strony były momenty naprawdę wspaniałe i zapadające w pamięć. Całość nierówna.

książek: 290
PedroP | 2019-03-15
Przeczytana: 15 marca 2019

Książka bardzo nierówna, nie wiem czy to wina przekładu, czy samego autora? Są fragmenty zapadające w pamięć, ale również takie ze zbyt dużą ilością taniego sentymentalizmu. Wydaje mi się również, że autor nadużywa ozdobników językowych, sili się na opisy i porównania, które momentami robią się infantylne. Ogólnie jest to dobrze napisania powieść z kilkoma epickimi passusami, ale nie odczuwam że chciałbym do niej wracać po jakimś czasie, raczej na jednorazowe czytanie i odłożenie na półkę.

książek: 1063
fosia | 2019-03-12
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 12 marca 2019

Zostawiam sobie "Dni bez końca" na leniwą letnią chwilę tyleż z powodu epickiego nurtu Barry'ego, któremu, sądząc po lekturze pierwszych stron, warto dać się porwać, co ze względów osobistych - jako nieheteroseksualna młoda dziewczyna zaczytywałam się w westernach i opowieściach o Południu, chyba instynktownie przeczuwając w amerykańskich rubieżach opisywanych przez klasyków pewną przestrzeń wolności, zawieszenia sztywnych reguł heteroseksualnego "cywilizowanego" świata z jego konserwatywnym modelem domu, dzieci, rodziny. Podobną intuicją wykazał się Barry, lokalizując w tej czasoprzestrzeni romans wymykający się tyloma krętymi drogami regułom heteroseksualnej gry, a także - co równie, jeśli nie bardziej zachwycające - wywrotowo upatrujący możliwości przepracowania historii europejskiej przemocy na gruncie nienormatywnej miłości.

zobacz kolejne z 3 
Przeczytaj także

Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Zapisując się na newsletter zgadzasz się na otrzymywanie informacji z serwisu Lubimyczytac.pl w tym informacji handlowych, oraz informacji dopasowanych do twoich zainteresowań i preferencji. Twój adres email będziemy przetwarzać w celu kierowania do Ciebie treści marketingowych w formie newslettera. Więcej informacji w Polityce Prywatności.
Cytaty z książki
lista cytatów dodaj cytat
Inne książki autora
więcej książek tego autora
Powiązane treści
Helen Dunmore nagrodzona Costa Book of the Year

Poetkę, pisarkę i autorkę książek dla dzieci Helen Dunmore uhonorowano nagrodą za napisany w ostatnich miesiącach życia tomik „Inside the wave”.


więcej
Nominowani do Man Booker Prize 2017

Właśnie ogłoszona została lista książek nominowanych do Man Booker Prize. Znalazło się na niej trzynaście pozycji wybranych spośród 144 zgłoszonych do wyróżnienia tytułów. W zestawieniu nie zabrakło zarówno pisarzy, których nazwiska i twórczość znane są polskim czytelnikom, jak i autorów jak dotąd niewydawanych na polskim rynku książki.


więcej
więcej powiązanych treści
zgłoś błąd zgłoś błąd