
Tysiąc księżyców

216 str. 3 godz. 36 min.
- Kategoria:
- powieść historyczna
- Format:
- papier
- Cykl:
- Dni bez końca (tom 2)
- Tytuł oryginału:
- A Thousand Moons
- Data wydania:
- 2023-08-29
- Data 1. wyd. pol.:
- 2023-08-29
- Data 1. wydania:
- 2020-01-01
- Liczba stron:
- 216
- Czas czytania
- 3 godz. 36 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788367515214
- Tłumacz:
- Krzysztof Cieślik
Jestem Winona.
W początkach zwano mnie Ojijintka, co oznacza różę. Thomas McNulty bardzo starał się wymówić to imię, ale mu nie szło, więc nadał mi imię po zmarłej kuzynce, bo łatwiej układało się na języku. Winona znaczy pierworodna. Nie byłam pierworodną.
Tak rozpoczyna się "Tysiąc księżyców", powieść, w której Sebastian Barry podejmuje historię z nominowanych do Bookera "Dni bez końca", tyle że w roli głównej występują nie John Cole i Thomas McNulty, lecz Indianka Winona. Irlandczyk brawurowo maluje świat po wojnie secesyjnej, w którym - przynajmniej w Tennessee - niewiele się zmieniło, to wciąż świat wykluczonych i białych.
Okładka jest zasługą Marty Krzemień-Ojak.
Dodaj do biblioteczki
Reklama
Szukamy ofert...
Kup Tysiąc księżyców w ulubionej księgarni
Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki Tysiąc księżyców
Poznaj innych czytelników
482 użytkowników ma tytuł Tysiąc księżyców na półkach głównych- Chcę przeczytać 296
- Przeczytane 182
- Teraz czytam 4
- Posiadam 40
- 2023 11
- 2024 9
- Ebook 6
- 2025 5
- Irlandia 4
- 2020 2







































OPINIE i DYSKUSJE o książce Tysiąc księżyców
Świetna tematyka, ale nie będzie to moja ulubiona powieść tego irlandzkiego pisarza. Czasy po wojnie secesyjnej, stan Tennessee, trafiamy na jedną z farm, gdzie żyją bohaterowie powieści, a więc Winona Cole, która pochodzi z plemienia Lakotów i jest narratorką w tej książce, są wyzwoleni niewolnicy, są też i byli żołnierze. W ogóle w tej powieści widzimy całą amerykańską mozaikę ludnościową, z naszej perspektywy warto chociażby wspomnieć o jednym z bohaterów, czyli Jasiu Jońskim, który jest Polakiem.
Jak to u Barry'ego, jest ciężka i duszna tematyka związana z zemstą i wyrównaniem rachunków ("Czas starego Boga" mi się przypomniał). Skoro widzimy Amerykę drugiej połowy XIX wieku, to oczywiście za każdym rogiem czai się zło, drogami poruszają się bandy maruderów i bandytów, mnożą się napady i morderstwa, na drzewach wiszą powieszeni ludzie, a prawo jest egzekwowane w sposób delikatnie mówiąc średni. Nie trudno się domyśleć, że w tej sytuacji niektórzy nasi bohaterowie ze względu na kolor skóry nie znajdują się w dobrym położeniu i spotykają ich niemiłe rzeczy.
Mój największy zarzut jest taki, że kiedy Barry sugeruje nam, że za chwilę będzie wielkie starcie, to czytelnik jednak liczy na jakieś fajerwerki w akcji, a tutaj kończy się to wszystko kapiszonem. Sporo jest tu takich meandrów, sugestii, że postać x zrobiła coś y, ale w sumie to nie wiadomo czy to faktycznie ona czy ktoś inny, trochę jak w nienajwyższej jakości kryminale. Bohaterowie mierzą się z demonami, ale jest to w dużej mierze walka wewnętrzna, związana z przebytymi traumami. Zakończenie jest pozytywne, ale jednocześnie tak prostolinijne i na zasadzie, że na ostatnich trzech stronach autor nam wyjaśni wszystkie tajemnice, więc wydaje mi się, że niektórzy czytelnicy będą zgrzytać zębami.
Ta książka ma bardzo fajny, taki mętny i brudny klimat Ameryki, pełnego zła, alkoholu, niesprawiedliwości i przestępstw. Jednocześnie fajny jest zabieg, że narratorka mówi niezbyt wyrafinowanym językiem z jakimś tam specyficznym słownictwem, a już na przykład bogatsza warstwa miasteczka włada łaciną. Mimo wszystko, fabularnie był tu chyba potencjał na coś więcej.
Świetna tematyka, ale nie będzie to moja ulubiona powieść tego irlandzkiego pisarza. Czasy po wojnie secesyjnej, stan Tennessee, trafiamy na jedną z farm, gdzie żyją bohaterowie powieści, a więc Winona Cole, która pochodzi z plemienia Lakotów i jest narratorką w tej książce, są wyzwoleni niewolnicy, są też i byli żołnierze. W ogóle w tej powieści widzimy całą amerykańską...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka o tym, na czym i jak budowano USA. Dużo tutaj różnych izmów, skupia się na prostej historii, która staje się pryzmatem. Powolna, poetycka, momentami nastrojowa, dużo tutaj ciepła między odcieniami szarości. Bardzo fajna, chociaż gęstość tekstu sprawia, że trzeba czytać ze skupieniem:).
Książka o tym, na czym i jak budowano USA. Dużo tutaj różnych izmów, skupia się na prostej historii, która staje się pryzmatem. Powolna, poetycka, momentami nastrojowa, dużo tutaj ciepła między odcieniami szarości. Bardzo fajna, chociaż gęstość tekstu sprawia, że trzeba czytać ze skupieniem:).
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to🌙 „Dokumenty dowodziły, że ucywilizowanie nas okazało się niemożliwe. Czytanie takich rzeczy doprowadzało mnie do płaczu. Nie było nic bardziej cywilizowanego od piersi mojej matki i mnie, wtulonej”. W „Tysiącu księżyców” Sebastian Barry oddaje głos indiańskiej dziewczynie, która po pogromie swojego plemienia znajduje bezpieczne schronienie na farmie. Wychowywana przez dwóch mężczyzn, uczy się życia na nowo, choć każdemu jej oddechowi towarzyszą niepokój i strach. Bo posecesyjna rzeczywistość wcale nie poprawia sytuacji czerwono- i czarnoskórych, ziemie Tennessee są przesiąknięte wrogością wobec inności, rasizmem, złem i prymitywną przemocą. 🌙 Jest w tej opowieści gęsto od emocji, mimo że fabularnie dość oszczędnie - narrację ustawia punkt kulminacyjny, do którego zmierzają pozostałe wydarzenia. Autor malowniczo oddał westernowy charakter tej historii i zachował proporcje w zestawianiu brutalności z łagodnością. Ogromną rolę w kreśleniu literackich obrazów odgrywają kolory i światło - różnorodność barw i ich tonacji to nie tylko tło, lecz także nośnik i zapowiedź tego, co się wydarzy. Moje zastrzeżenia budzi język - bo z jednej strony mamy do czynienia ze stylizacją oddającą prostotę bohaterów, a z drugiej - z bardzo lirycznymi fragmentami, pełnymi metafor i poetyckich figur, zupełnie niepasującymi do postaci. Mój krytycyzm wobec tej książki wzbudza także nagłe i dziwne zakończenie, które brutalnie ucina nić narracji i niczego nie wyjaśnia. Może moja percepcja byłaby pełniejsza, gdybym znała treść pierwszej części („Tysiąc księżyców” jest kontynuacją). Niestety mam poczucie zmarnowanego potencjału, nie łączy mi się ta opowieść w harmonijny splot.
🌙 „Dokumenty dowodziły, że ucywilizowanie nas okazało się niemożliwe. Czytanie takich rzeczy doprowadzało mnie do płaczu. Nie było nic bardziej cywilizowanego od piersi mojej matki i mnie, wtulonej”. W „Tysiącu księżyców” Sebastian Barry oddaje głos indiańskiej dziewczynie, która po pogromie swojego plemienia znajduje bezpieczne schronienie na farmie. Wychowywana przez...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPiąta moja książka Autora i jednak nie najlepsza z nich.
Narratorką jest Indianka, przybrana córka bohaterów poprzedniej, wybitnej książki Barry'ego “Dni bez końca”. Cóż, kontynuacja z reguły nie przewyższa pierwowzoru. Tam krew Pierwszych Narodów lała się strumieniami, tu dominuje nienawiść rasowa, wieczna amerykańska specjalność. I mizoginia.
To bardzo kobieca książka, dzięki czemu narracja jest dość subtelna, mimo że głównym tematem jest historia gwałtu, jaką popełnił na niej, no cóż…., nasz rodak Jaś Joński. Wątek spodziewanej zemsty jest tu znakomicie poprowadzony.
To zatem rzecz o nienawiści “bieluchów” - jak nazywa ich narratorka - do rdzennej ludności oraz Afroamerykanów, ale też i białych wobec innych białych. Bo mimo, że jest już po Wojnie Secesyjnej, to nadal nie jest to dobry czas dla ludzi niebędących “bieluchami” (jeżeli kiedykolwiek taki nastał w tym strasznym w sumie kraju). Tennessee to bowiem taki dziwny stan, w którym nic się nie zmieniło, a w zasadzie pogorszyło: władzę trzymają tępe rednecki, a narratorka nie ma nawet praw obywatelskich (tym samym gwałt na niej nie jest ścigany przez prawo). Afroamerykanie mają przynajmniej prawa wyborcze, ale i tak nic z tego nie wynika…
Niestety, samo zakończenie to iście hollywoodzki, nie zawaham się nazwać go ordynarnym, “twist” - co obniża moja ocenę.
Nie było to za łatwe do przekładu, oj nie było…Na szczęście świetne tłumaczenie Krzysztofa Cieślika, które w pełni oddaje zróżnicowanie tekstów wygłaszanych przez prostych w sumie Irlandczyków, wypowiadanych przez już nieco wykształconą, ale nadal kaleczącą język Winonę, no i amerykańskich “bieluchów”, tych ówczesnych stronników ówczesnego Trumpa, bo ten duch jest w USA wiecznie żywy.
Tak, pora to powiedzieć: obecny lokator Białego Domu nie jest niczym nowym w historii tego kraju, choć faktycznie typa o tak mocno naruszonej psychice rozkapryszonego bobasa nigdy tam nie było.
A propos, słowo “bieluch” nie jest chyba najlepsze, skoro w tym kontekście funkcjonuje w polszczyźnie “białas”. Ale, jak rozumiem, odnosi się ono do określania białych rasistów przez Afroamerykanów, a tu mamy przedstawicielkę Pierwszych Narodów. Tak więc na bieluchów zgoda, choć z drugiej strony za bardzo mi się to kojarzy z bieługą, ale innego określenia chyba nie da się wymyślić (od nieszczęsnego Karla Maya są “blade twarze” - BTW, kto pierwszy tego słowa użył)?
I jeszcze ważny wątek, odnoszący się do mało znanego fragmentu aktu założycielskiego Stanów Zjednoczonych, tej ikony wolności (dla niektórych): “Czy Deklaracja Niepodległości nie odwołuje się jednoznacznie do jej gatunku jako "bezlitosnych indiańskich dzikusów, którzy prowadzą wojnę podług prawidła zagłady wszystkich bez względu na wiek, płeć i stan? - Bezlitosne dzikusy, tak was nazwała stara Deklaracja. Po to żeśmy toczyli tę wojnę, żeby oczyścić świat z takich szkodników, szczurów, wilków jak wy”.
Ponadto wspaniała tu relacja bohaterki z członkinią pewnej bandy, też rdzenną Amerykanką. “Ciepło jej ciała, co od czasu do czasu na mnie napierało, tak pożądane, że zdało mi się, iż rozerwie mi serce. Rozerwie i załata jednym i tym samym tchem”.
Jak zawsze, jest też i coś o ptakach. “Zaległa dziwna, wymowna cisza. Milczał nawet nasz zimowy gość, lelek, co tak podejmował swoje intrygujące trele, ilekroć rozlewały się pierwsze plamy wieczoru”.
Początkowo za błąd uznałem na str. 105 słowa Winony o “wystrychnięciu na dutka”, ale po namyśle sądzę, że chodziło o podkreślenie jej deficytów w “pisanym” angielskim - bo to jednak ArtRage, takiego błędu by nie puścili….
Nieco cytatów:
“W tutejszym sklepiku musisz pokazać się z takim angielskim, że mucha nie siada, inaczej pożałujesz (...) Ale ja, młoda Indianka, musiałabym chyba gadać jak cesarzowa”.
“Angielski mnie chronił. Dość było, żeby jaki kołtuniasty parobek zobaczył ciemną skórę i czarne włosy, a już czuł, że ma prawo, coby człowieka powalić na ziemię i skopać. I nikt by nawet się nie zająknął”.
“W oczach miasteczka byłam popiołem z indiańskiego ogniska. (...) Ludziom nie podobało się, że jaki rozżarzony węgielek przypałętał się z powrotem”.
“Thomas McNulty nie był prawdziwą matką, ale niewiele mu brakowało. Od czasu do czasu chodził nawet w sukience (...) Ileż miałam szczęścia, że spotkałam tych dobrych jak kobiety mężczyzn”.
“Myślę sobie, że tylko kobieta wie, jak żyć, mężczyzna jest zbyt popędliwy, wiecznie w pół napięciu. A pół napięty kurek pistoletu rani na chybił trafił. Ja u swoich mężczyzn odnalazłam żywą, gwałtowną kobiecość”.
“Myśl o tym, że mogę wyjść za Jasia Jońskiego, przypadła mi do gustu. John Cole, człowiek mądry, dostrzegał za to inne rzeczy. Nie wyobrażał sobie świata w różowych barwach. Wiedział, jaki ten świat jest, co powie i wreszcie - jak się zachowa”.
“Z odległości 20 kroków prezentował się przyzwoicie. Oj, no był z niego zwykły chłopak, w sumie niezbyt wydarzony, co wywodził się ze starych Polaków, ale tak naprawdę mieszkańcy Paris baczyli tylko na to, że jest biały”.
“Według pana Hicksa Jaś Joński zwariował. Może nawet i był w jakimś sensie szalony. Żeby chcieć się hajtnąć z czymś, czemu bliżej do małpy niż człowieka”.
“To Jaś Joński pokaleczył mi twarz – tak mogła brzmieć moja opowieść. Czemu nie? Tyle że nie miałam jej w głowie.(...) Ktoś musiał wedrzeć się we mnie, bo tam na dole miałam same strzępy. Mogłam im powiedzieć, że to chyba on, ale wtedy ani chybi poszliby go zastrzelić”.
“Nie ja jedna w tamtych czasach starałam się chłopięcą powierzchownością odpychać od siebie męskie spojrzenia i przekonałam się już na własnej skórze, że szaleństwem jest tego nie robić”.
“Do niewolników szczęście uśmiechnęło się na krótko. Przestali pracować na farmach, co na nich już nie chcieli pracować. Dostali prawo głosu, znaczy mężczyźni dostali. Mogli patrzeć bieluchowi prosto w oczy i mówić wszystko bez ogródek. Ale tylko przez chwilę”.
“Byliśmy niczym, więc zabijanie nas było ledwo zabijaniem niczego, nic nie znaczyło”.
“Dawniej z uprzejmości pozdrawiano wszystkich mijanych, nawet gdy chodziło o Indianina. Ale nie w tamtych czasach(...) Zdawało się, że ludziom oniemiały serca”.
“Nic dobrego i nic okrutnego w białookiej Ameryce nie mogło wydarzyć się bez skrawka papieru, co to został komu podsunięty. Nawet Indianka jak ja, co to ma przycięte włosy, żeby wyglądać jak chłopak o gładkim obliczu, wiedziała takie rzeczy. Nie miałam wątpliwości, ze wszystkich moich wybito zgodnie z literą prawa”.
“Wszyscy wiedzieli, że z niego porywacz dzieci i że wyprowadza je z dzikich krain w celach tak mrocznych, że żadna pora roku, żadna burzowa noc, nie mogła się im równać”.
“Wrosłam w ziemię. Może później wydam jaki plon”.
“Twoja matka ma rację, nie możesz planować ślubu z Indianicą, bośmy nie ludzie. (...) Jesteśmy zwierzęta, co można je tłuc, gnębić i krzywdzić do woli”.
“W tamtych czasach nie było czystych serc ni sprawdzonych dusz”.
“Śmiał się i bawił w najlepsze, popijał sobie, ty żeś też piła, oj tak. l żeś powtarzała: ach, ach, Jaś, nie rób tego, ale myśmy wiedzieli, o co naprawdę ci się rozchodzi”.
Piąta moja książka Autora i jednak nie najlepsza z nich.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNarratorką jest Indianka, przybrana córka bohaterów poprzedniej, wybitnej książki Barry'ego “Dni bez końca”. Cóż, kontynuacja z reguły nie przewyższa pierwowzoru. Tam krew Pierwszych Narodów lała się strumieniami, tu dominuje nienawiść rasowa, wieczna amerykańska specjalność. I mizoginia.
To bardzo kobieca...
Barry to mój pewniak. Wciągająca historia, którą się bardzo dobrze czyta. Gdybym nie przeczytała pierwszej części moja ocena byłaby wyższa. Jednak przy „Dniach bez końca” więcej się uśmiałam, więcej wzruszyłam, a sama historia była bardziej wciągająca i mocniej trzymała w napięciu. Mimo wszystko „Tysiąc księżyców” jest dobrą kontynuacją. Polecam
Barry to mój pewniak. Wciągająca historia, którą się bardzo dobrze czyta. Gdybym nie przeczytała pierwszej części moja ocena byłaby wyższa. Jednak przy „Dniach bez końca” więcej się uśmiałam, więcej wzruszyłam, a sama historia była bardziej wciągająca i mocniej trzymała w napięciu. Mimo wszystko „Tysiąc księżyców” jest dobrą kontynuacją. Polecam
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKompletnie nie moja bajka. Historia bardzo długo się rozwija i nagle kończy w pół kroku.
Kompletnie nie moja bajka. Historia bardzo długo się rozwija i nagle kończy w pół kroku.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toHistoria opowiadana przez Winonę, Indiankę adoptowanej jako dziecko przez Johna Cole’a i Thomasa McNulty w poprzedniej książce z tej serii „Dni bez końca”.
I właśnie w takiej kolejności warto te książki czytać, jak bym zaczęła od „Tysiąca księżyców” to pewnie czułabym się zagubiona, a tak od razu odnalazłam się jak w domu, w tej queerowej, wielorasowej rodzinie, próbującej sobie ułożyć życie gdzieś na Dzikim Zachodzie po wojnie secesyjnej.
Winona jest tu już dorosłą dziewczyną, pracuje u lokalnego prawnika co jest podwójnym ewenementem, bo nie dość ze kobieta to jeszcze Indianka. O jej względy zabiega biały chłopak, któremu wszyscy się dziwią, że chce pojąć za żonę Indiankę, jej serce jednak bije dla kogoś innego.
Tak samo jak w „Dniach bez końca” uderza okrucieństwo tego świata podane w bardzo lekki sposób, Winona, jakby relacjonowała co zjadła na śniadanie, snuje opowieść o rasizmie, gdzie Indianie są podludźmi bez żadnych praw, o przemocy seksualnej i przemocy ogólnie bo mimo jakiś zaczątków praworządności ciągle sprawiedliwość wymierzana jest tu na własną rękę i panuje prawo silniejszego i lepiej uzbrojonego.
To historia o szukaniu i odkrywaniu swojej tożsamości, o próbie wyszarpania dla siebie trochę szczęścia w niełatwych okolicznościach życiowych. Piękna opowieść o relacjach międzyludzkich, o rodzinach z wyboru jakie sobie tworzymy, o wsparciu i miłości.
Barry znów zaczarował.
Historia opowiadana przez Winonę, Indiankę adoptowanej jako dziecko przez Johna Cole’a i Thomasa McNulty w poprzedniej książce z tej serii „Dni bez końca”.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toI właśnie w takiej kolejności warto te książki czytać, jak bym zaczęła od „Tysiąca księżyców” to pewnie czułabym się zagubiona, a tak od razu odnalazłam się jak w domu, w tej queerowej, wielorasowej rodzinie, próbującej...
Kontynuacja wyśmienitych „Dni bez końca”. Tym razem spoglądamy na świat oczami Winony, młodej Indianki z plemienia Lakotów, którą adoptowali Thomas i John. W świecie, w którym „bieluchy” ustalają zasady, Indianie nie mają żadnych praw i nie są uznawani za ludzi. W tej brutalnej rzeczywistości, znalazła się przestrzeń na naszkicowaną między słowami miłość. Trzeba czytać z otwartymi oczami by jej nie przegapić.
Kontynuacja wyśmienitych „Dni bez końca”. Tym razem spoglądamy na świat oczami Winony, młodej Indianki z plemienia Lakotów, którą adoptowali Thomas i John. W świecie, w którym „bieluchy” ustalają zasady, Indianie nie mają żadnych praw i nie są uznawani za ludzi. W tej brutalnej rzeczywistości, znalazła się przestrzeń na naszkicowaną między słowami miłość. Trzeba czytać z...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPiękna historia, jak to u Barrego, trochę więcej optymizmu w niej :)
Piękna historia, jak to u Barrego, trochę więcej optymizmu w niej :)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"(...) Opowiadała nam historię, co ja zwała Upadkiem. Pewnego razu, przed tysiącem księżyców, spadła na nas straszna choroba, mówiła. Zabrała niemal wszystkich. Padali na ziemię i po ledwie paru godzinach umierali. Och, jakże przerażała mnie ta opowieść. Tysiąc księżyców temu było najodleglejszą miarą czasu dla mojej matki.
(...) Jej przeróżne przekonania nam, dzieciom, ogromnie się podobały, ale też budziły w nas strach.
Oczywiście zabili ją żołnierze, zabili mojego ojca i moich wujów. Zabili moją siostrę, moje ciotki, zabili mnóstwo ludzi. Musiało tak być, bo wszyscy zniknęli. Zdawało mi się wtedy, że zostałam sama jak palec.
Byliśmy dla nich niczym. My, ludzie tak dumni, dla innych nadawaliśmy się tylko do tego, by nas zabić.
(...) Niczym, niczym, niczym - byliśmy niczym. Ilekroć o tym myślę, zdaje mi się, że to jest właśnie szczyt smutku."
•
Jak on to robi, ten Barry?! Kolejna książka rozdzierająca serce, napisana wspaniałym językiem. Powiem krótko: czytajcie!
@wschod_bug
"(...) Opowiadała nam historię, co ja zwała Upadkiem. Pewnego razu, przed tysiącem księżyców, spadła na nas straszna choroba, mówiła. Zabrała niemal wszystkich. Padali na ziemię i po ledwie paru godzinach umierali. Och, jakże przerażała mnie ta opowieść. Tysiąc księżyców temu było najodleglejszą miarą czasu dla mojej matki.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to(...) Jej przeróżne przekonania nam, dzieciom,...