Nie każdy Brazylijczyk tańczy sambę

Okładka książki Nie każdy Brazylijczyk tańczy sambę autora Tony Kososki, 9788328704510
Okładka książki Nie każdy Brazylijczyk tańczy sambę
Tony Kososki Wydawnictwo: Muza reportaż
416 str. 6 godz. 56 min.
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Data wydania:
2016-06-15
Data 1. wyd. pol.:
2016-06-15
Liczba stron:
416
Czas czytania
6 godz. 56 min.
Język:
polski
ISBN:
9788328704510
Średnia ocen

6,5 6,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Nie każdy Brazylijczyk tańczy sambę w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oficjalne recenzje książki Nie każdy Brazylijczyk tańczy sambę i



Przeczytane 841 Opinie 1 Oficjalne recenzje 378

Opinia społeczności książki Nie każdy Brazylijczyk tańczy sambęi



Książki 4027 Opinie 3063

Oceny książki Nie każdy Brazylijczyk tańczy sambę

Średnia ocen
6,5 / 10
140 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Nie każdy Brazylijczyk tańczy sambę

avatar
1916
1374

Na półkach: , ,

Przed pandemią, w czasach gdy jeszcze wszyscy normalnie chodzili do biura i jeszcze nikt nie wpadł na to, że możliwy jest home office właściwie na nieograniczoną skalę, częstym zjawiskiem była ,,korpogłupota", czyli pewne odrealnienie i przesadne koncentrowanie się na zadaniach w biurze, używanie ponglisha (czyli szalonej mieszaniny polskiego i angielskiego) oraz zapominanie, że istnieje jeszcze jakieś życie poza korpo. Wtedy to jeden z moich kolegów wymyślił hasło, które do dziś wisi przy moim kompie i przypomina mi co jest ważne. A brzmi ono ,,Gdy poczujesz zew korpogłupoty to wyjedź w Andy". I w pewien sposób ma to sens. Nie raz czuję chęć by rzucić wszystko i zaszyć się gdzieś na Altiplano, gdzie nie znajdą mnie wszechobecne macki korpo. Cóż, życie w pewnym wieku narzuca pewne ramy i ograniczenia i nie każdy szalony plan można zrealizować ... ale można czytać o tych, którzy takie mieli odwagę takie szalone plany realizować.

Tony Kososki (albo właściwie Przemek Śleziak) w 2010 roku zdecydował się spełnić jedno ze swoich marzeń. Najpierw jako wolontariusz wyjechał do Brazylii by pracować przy organizacji finałów Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej. Była to jedna, wyjątkowa okazja, która otworzyła mu drogę do wędrówki po Ameryce Południowej. Zaczął od Rio de Janeiro, gdzie nie tylko pracował jako wolontariusz na stadionie ale także przeżywał wraz z kibicami emocje. Wędrował po teoretycznie niebezpiecznych dzielnicach, wszędzie spotykając się z ludzką życzliwością i niesamowitą uprzejmością. Z Brazylii, praktycznie bez pieniędzy ruszył do Boliwii by potem udać się do Peru i zobaczyć Machu Picchu.

Chyba najlepsze z tym zapisie z podróży jest ogromny optymizm i wiara w to, że wszystko jest możliwe. Kososki nie ma wielkich funduszy ale ma plan i pomysł. I właściwie to mu wystarcza. Pełen optymizmu i radości z podróżowania przemierza kolejne kilometry łapiąc pojawiające się okazje i przy okazji głęboko wnikając w społeczności. Na swojej drodze poznaje kulturę, tradycje. Rozmawia z ludźmi i zagląda tam gdzie komercyjny turysta nie trafi. Cały czas szuka także możliwości jak to wszystko zrobić praktycznie nie naruszając skromnych zapasów. Można się pukać w głowę czytając o jego przygodach i pomysłach ale tak właściwie to mu się zazdrości. Zazdrości odwagi, optymizmu, szaleństwa i upartego dążenia do celu. Tam gdzie wielu by się poddało (bo wyobraża sobie ktoś obecnie pisanie pracy inżynierskiej bez komputera, materiałów czy stałego dostępu do internetu) on jednak daje radę. Im bardziej coś nieprawdopodobne, to z pewnością znajdzie na to radę.

,,Nie każdy Brazylijczyk tańczy sambę" to nie tylko kawał niezłej literatury podróżniczej, to przede wszystkim skryte marzenia o szalonej, nieszablonowej przygodzie. Choć przez chwilę można się poczuć jakby samemu się podróżowało i nie ważne, że tak naprawdę siedzę w wygodnym, klimatyzowanym tramwaju w Krakowie. Polecam!

Przed pandemią, w czasach gdy jeszcze wszyscy normalnie chodzili do biura i jeszcze nikt nie wpadł na to, że możliwy jest home office właściwie na nieograniczoną skalę, częstym zjawiskiem była ,,korpogłupota", czyli pewne odrealnienie i przesadne koncentrowanie się na zadaniach w biurze, używanie ponglisha (czyli szalonej mieszaniny polskiego i angielskiego) oraz...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
793
675

Na półkach: ,

Zabierałam się za tę książkę z dużym zainteresowaniem i pełna ciekawości jak wyglądała podróż po tak odległych krajach, zwłaszcza w tak niebanalny sposób jak zrobił to autor - czyli z niewielką ilością gotówki, jednym plecakiem i przekonaniem, że na pewno się uda :-) początek mnie stłumił zbyt jednostajnymi opisami - miałam wrażenie że wszystko kręci się wokół mistrzostw w piłce nożnej... A czekałam zdecydowanie na coś więcej... Powoli zaczęło się rozkręcać, poznawałam troszeczkę życie ludzi w Rio "od środka" - niedostępne dla turystów, co było ciekawe i zaskakujące, ale niestety nie potrafiłam się wczuć w klimat autora... Zdecydowanie nie był to reportaż, który mnie "porwał" i w żaden sposób nie zachęcił do odwiedzenia tych krajów... Mam na koncie już sporo książek podróżniczych dużo lepszych, moim zdaniem, ale oczywiście jak zawsze nikogo nie zniechęcam :-) wyrażam tylko swoją opinię :-)

Zabierałam się za tę książkę z dużym zainteresowaniem i pełna ciekawości jak wyglądała podróż po tak odległych krajach, zwłaszcza w tak niebanalny sposób jak zrobił to autor - czyli z niewielką ilością gotówki, jednym plecakiem i przekonaniem, że na pewno się uda :-) początek mnie stłumił zbyt jednostajnymi opisami - miałam wrażenie że wszystko kręci się wokół mistrzostw w...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
482
150

Na półkach: , ,

Opis podróży autostopem po Ameryce Południowej. Język ubogi, mimo to ciekawe opisy interesujących miejsc, bardziej oraz tych mniej znanych.

Opis podróży autostopem po Ameryce Południowej. Język ubogi, mimo to ciekawe opisy interesujących miejsc, bardziej oraz tych mniej znanych.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

361 użytkowników ma tytuł Nie każdy Brazylijczyk tańczy sambę na półkach głównych
  • 185
  • 173
  • 3
75 użytkowników ma tytuł Nie każdy Brazylijczyk tańczy sambę na półkach dodatkowych
  • 52
  • 7
  • 4
  • 3
  • 3
  • 3
  • 3

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Trzeci biegun Marek Kamiński
Trzeci biegun
Marek Kamiński
Camino de Santiago - drogi świętego Jakuba, to szlaki pielgrzymkowe wiodące do Santiago de Compostela w Hiszpanii. Camino ma wiele wariantów, które niczym żłobienia w muszli- pielgrzymim symbolu wędrowców, spotykają się pod hiszpańską katedrą. Marek Kamiński postanowił pokonać pieszo... uwaga : 4 000 km w sto dni! Nie potrafię wyobrazić sobie przejścia takiego dystansu... Lecz dla naszego polarnika nie ma rzeczy niemożliwych! Pierwszy rozdział jego książki opowiada o narodzinach pomysłu pielgrzymki oraz przygotowaniach. Kolejne to historia wędrówki, której start znajduje się w Kaliningradzie przy grobie Immanuela Kanta. Rozdziały dotyczące etapu polskiego pielgrzymki zajmują stosunkowo największą część książki. Myli się jednak ten, kto sądzi, że to z powodu piękna naszej ojczyzny ;) na tym właśnie etapie towarzyszyło Markowi Kamińskiemu najwięcej osób. A to właśnie o ludziach jest ta opowieść. To nie piękne krajobrazy (choć nie da się o nich nie wspomnieć) towarzyszą nam na kartach książki, lecz historie przypadkowych, jak i planowanych współwędrowców. "Trzeci biegun" jest także opisem walki z własnym ciałem, które buntuje się przed kolejnymi kilometrami do pokonania. To również poszukiwanie sensu wędrówki oraz odnajdywanie własnego "ja" nazwanego przez autora trzecim biegunem. Z wielką przyjemnością towarzyszyłam panu Kamińskiemu na szlaku. Muszę jednak przyznać, że najciekawszy okazał się dla mnie pierwszy etap wędrówki, po Polsce, który przebiega przez moje rodzinne strony. Wydawnictwo Agora jak zwykle spisało się na medal nie szczędząc papieru na wielkoformatowe zdjęcia. Na skrzydełkach okładki zamieszczono także mapę Europy z oznaczonymi wariantami dróg świętego Jakuba. Jeśli i Wy macie ochotę poczuć kurz pielgrzymiego szlaku zachęcam Was do lektury "Trzeciego bieguna".
Bookieterka Karolina - awatar Bookieterka Karolina
oceniła na75 lat temu
Barcelona. Stolica Polski Ewa Wysocka
Barcelona. Stolica Polski
Ewa Wysocka
Książka Ewy Wysockiej „Barcelona. Stolica Polski” to pozycja, która wzbudza we mnie mieszane uczucia, co idealnie podsumowuje ocena 6/10. Autorka, wieloletnia korespondentka, kreśli obraz miasta przez pryzmat polskiej diaspory oraz historycznych i kulturowych powiązań między naszym krajem a Katalonią. Wysocka nie prowadzi nas utartym szlakiem turystycznym spod Sagrada Família. Zamiast tego, zabiera czytelnika w miejsca naznaczone obecnością Polaków – od śladów historycznych postaci, po współczesne enklawy artystyczne i biznesowe. Poznajemy Barcelonę jako miasto hybrydowe, gdzie katalońska duma z własnej odrębności rymuje się z polskim dążeniem do wolności. Autorka zagląda do barcelońskich mieszkań, kawiarni i instytucji kultury, budując narrację na styku reportażu i osobistych zapisków. Największym atutem książki jest unikalna perspektywa. To nie jest kolejny przewodnik typu „zjedz tapas i idź na plażę”. Przyciąga nas: Narracja tożsamościowa: Fascynujące porównania między historią Polski a dążeniami niepodległościowymi Katalonii. Ciekawostki: Mało znane fakty o Polakach, którzy współtworzyli tkankę tego miasta. Lekki styl: Wysocka pisze z wprawą dziennikarską, dzięki czemu tekst czyta się szybko i płynnie. Mimo ciekawego punktu wyjścia, książka ma wyraźne słabości. Po pierwsze mamy chaos kompozycyjny. Chwilami odnosi się wrażenie, że to zbiór niepowiązanych ze sobą felietonów, a nie spójna opowieść. Zbyt wąska optyka: Tytuł sugeruje coś monumentalnego, a w praktyce dostajemy dość hermetyczny świat polskiej bańki, co może nużyć kogoś, kto szuka „prawdziwej” Barcelony, a nie tylko jej polskiego odbicia. Następnie tekst cierpi na brak głębi. Autorka ślizga się po powierzchni niektórych problemów społecznych, skupiając się bardziej na anegdocie niż na rzetelnej analizie współczesnej Katalonii. Podsumowując, to lektura poprawna, idealna do samolotu, ale pozostawiająca niedosyt. Barcelona w tym wydaniu jest barwna, ale nieco zbyt jednowymiarowa.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na61 miesiąc temu
Tańczymy już tylko w Zaduszki. Reportaże z Ameryki Łacińskiej Szymon Opryszek
Tańczymy już tylko w Zaduszki. Reportaże z Ameryki Łacińskiej
Szymon Opryszek Maria Hawranek
Dość dawno już wydany (w roku 2016) zbiór reportaży z Ameryki Łacińskiej, po który nie sięgnęłabym gdyby nie książka Miriam Toews „Głosy kobiet”, oparta o historię masowych gwałtów na kobietach z jednej ze wspólnot menonickich z Boliwii. Jeden z reportaży Hawranek i Opryszka („Zgniłe jabłka”) poświęcony jest właśnie temu zdarzeniu (a właściwie szeregowi zdarzeń, bo koszmar kobiet trwał długo, a niewykluczone, że trwa nadal). Odrębnych historii w tej książce (liczącej niecałe trzysta stron) jest piętnaście, łącznie z ośmiu krajów (Kolumbia, Peru, Meksyk, Ekwador, Boliwia, Wenezuela, Brazylia i Paragwaj). Spory rozrzut geograficzny; duży (by nie napisać: olbrzymi) jest także rozstrzał tematyczny: od bardzo na czasie (w związku z netflixową ekranizacją „Stu lat samotności”) reportażu o Macondo, przez straszno-śmieszną historię o leczeniu przy pomocy świnek morskich, do tragedii górników pracujących w kopalniach złota w Peru (coś jak historie o wydobywaniu kobaltu w Demokratycznej Republice Konga). Niektóre reportaże są bardziej historyczne (wspomniana już historia o Marquezie i jego Macondo czy opowieść o siostrze Fryderyka Nietzschego, która wraz z mężem próbowała założyć w Paragwaju niemiecką, „czystą” etnicznie kolonię),inne – społeczne (historia o kobiecej wiosce w Kolumbii czy o ostatnim pracującym w Boliwii dostarczycielu lodu z lodowca, przeciwniku lodówek). Jak w każdym przypadku zbiorów tego rodzaju problemem jest nadmiar. Hasło „Ameryka Łacińska” jest trochę zbyt pojemne, by stworzyć spójną, zapadającą w pamięć opowieść. Ok, dla polskich czytelników, z których jakieś 99% nigdy nie było w Ameryce Południowej, może być to po prostu kilkanaście egzotycznych opowieści o odległych krajach. Nieco dzikich i dziwnych. Dobrze się to czyta – autorzy dobrze opanowali chwyty (nie używam tego słowa w znaczeniu pejoratywnym) służące zaciekawieniu czytelnika. Mam jednak wątpliwości, czy po tej lekturze faktycznie zostaje coś w głowie. Sama czytałam przez ponad tydzień, na raty i teraz gdy to piszę, a minął kolejny tydzień od zakończenia lektury, pamiętam niewiele (poza historią o gwałtach w Boliwii, ale ona bazuje głównie na źródłach, do których sama dotarłam już wcześniej, a więc, które już wcześniej poznałam). Myślę, że błędem byłoby traktowanie tego zbioru jako narzędzia do poznawania poszczególnych krajów Ameryki Łacińskiej. To raczej wariacje na ich temat, pokazujące tylko pewien wycinek ich rzeczywistości. Ciekawe na pewno; niekoniecznie zmieniające cokolwiek w głowie.
momarta - awatar momarta
oceniła na61 rok temu
Sen powrotu Piotr Strzeżysz
Sen powrotu
Piotr Strzeżysz
Piotr jest znanym podróżnikiem, objeżdża wybrane trasy rowerem po świecie. Po ostatnich problemach zdrowotnych powinien odpocząć, ale coś mu podpowiada, aby jechał przed siebie. Tylko czy tak naprawdę chcę dokądkolwiek dojechać? Wystarczy, żeby jutro był dzień. Żeby świeciło słońce, żebym coś zjadł i znalazł spokojne, bezpieczne miejsce do spania. By przez moje ciepłe myśli świat przez chwilę stał się lepszy. Albo chociaż nie był gorszy. Tyle wystarczy z tego jechania. Choć może to i tak zbyt wiele. Autor opuszczony przez energię życiową, bez celów - zna tylko metę, do której chce dojechać, choć i tę ostatnią zmienia w ostateczności, by się upewnić w przekonaniu, że nie jest do niczego zobowiązany. Uważa, że ludzie nie potrafią żyć po prostu muszą stawiać sobie jakieś śmieszne cele, aby móc je potem realizować, a życie to mgnienie oka. Kto za sto lat będzie pamiętał o czyichś celach, o mniej lub bardziej poważnych pragnieniach, złudnych potrzebach? A ludzie mają mnóstwo potrzeb, cała współczesność to jedna wielka religia potrzeb rozbudzanych przez reklamy, kulturę masową i media. Człowiek miota się w tym wszystkim, bo dał się złapać w serwowany przez współczesną cywilizację koncept, że sensem jego życia jest zaspakajanie kolejnych zachcianek. Autor już wielokrotnie publikował relacje ze swoich podróży, czym wypracował sobie język pisarski, bogaty w słowa, przenośnie i porównania. Choć jest świetnym mówcą, jakkolwiek jego prezentacje słucha się jednym oddechem, niebanalne, śmieszne, treściwe i pełne przygody, to książka jest ich przeciwieństwem. Agata Kosmalska, Dookoła Świata
Aga - awatar Aga
oceniła na72 lata temu
Biel. Notatki z Afryki Marcin Kydryński
Biel. Notatki z Afryki
Marcin Kydryński
Marcin Kydryński to dla mniej głównie dziennikarz muzyczny, prowadzący na antenie radiowej Trójki "Trzy kwadranse Jazzu" oraz w późniejszych latach "Siestę". Szczególnie polubiłem tą ostatnią i płyty wydane z tego cyklu. O tym, że pisze książki było dla mnie zupełnym zaskoczeniem. "Biel. Notatki z Afryki" to książka, która przyciąga uwagę, wpada w oko, żeby nie powiedzieć, że rzuca się w oczy wielkością, bielą, elegancją wydania i opasłością. Tak w księgarni "wpadła" w moje ręce. Jest pięknie wydana, zawiera dziesiątki pięknych zdjęć. Dodatkowo nazwisko autora, który nie tylko okazał się też pisarzem ale i podróżnikiem. To skłoniło mnie do jej zakupu. Przez parę lat "zdobiła" moją półkę zanim wreszcie zdecydowałem się nie tylko potraktować ją jako album ale też jako książkę z treścią. I tu przeżyłem kolejne zaskoczenie. Pozytywne. Nie jest to proza, która poprowadzi nas przez książkę jak przez przygodę, płynna i dynamiczna. Jest to raczej kronika czy pamiętnik, pełen osobistych wrażeń, przemyśleń z wielu podróży autora do Afryki i jego postrzegania tego kontynentu i zamieszkujących go ludzi. Nie brak tu historycznych rysów w stosunku do poszczególnych państw, ludów, plemion czy polityków, nawiązania do podróży innych podróżników, do literatury. Kydryński, tak jak na swoich zdjęciach, w treści próbuje uchwycić, pokazać i zachować unikalność tych światów "Czarnego Lądu", swoją fascynację białego człowieka pięknem i surowością Afryki, jej prostotą a jednocześnie pokazując to co jest największą skazą na tym pięknie biedę, niesprawiedliwość czy ludobójstwo. To niezwykle osobista relacja, momentami ocierająca się o spowiedź, z tego co przeżył, widział i z bólem doświadczył autor podczas swych podróży. Mnie ujęła i wciągnęła z zaciekawieniem ta relacja z podróży z tłem historyczno-kulturowym, pełna ciekawostek i dygresji autora odwołujących się do własnych przemyśleń, do literatury czy innych podróżników. Pozycja godna uwagi, nie tylko dla miłośników Afryki ale, a może przede wszystkim, dla tych którym się wydaje że o Afryce coś wiedzą. Polecam.
Artur Bo - awatar Artur Bo
ocenił na92 miesiące temu
Mikrowyprawy w wielkim mieście Łukasz Długowski
Mikrowyprawy w wielkim mieście
Łukasz Długowski
Naprawdę świetnie napisana i inspirująca książka. W początkowej części zawiera kilka przydatnych informacji, porad i wyjaśnień ogólnoorganizacyjnych. Główna część książki to zaś kolejne rozdziały opisujące tytułowe „mikrowyprawy” Autora w okolicach Krakowa, Wrocławia, Katowic, Łodzi, Poznania, Warszawy i Trójmiasta. Części poświęcone kolejnym miastom, oprócz rozdziałów z opisami wypraw, zawierają też ciekawe wywiady z psychologami i kognitywistami, wskazującymi na pozytywny wpływ obcowania z przyrodą i prospołecznej i „szytej na miarę człowieka” aranżacji przestrzeni publicznej na zdrowie psychiczne i fizyczne człowieka. Ładny jest literacki styl autora, dodający uroku prowadzonej narracji. Ciekawe jest wplatanie w wywód informacji naukowych – nie nachalnie jednak i nieformalnie, co pozwala nie zaburzać lekkiego tonu pracy i czyni wplecenia niemal niedostrzegalnymi. Komfort psychiczny czytającego podnosi też zabiega Autora polegający na stworzeniu wrażenia, że nie jest on bynajmniej profesjonalnym podróżnikiem – powtarza on na przykład często że czegoś mu się nie chciało robić, czegoś nie umiał, coś mu się nie udało, na coś był za słaby, na coś zabrakło mu pieniędzy. Z ogólnego biegu narracji, jeśli zaglądać niejako „pod jej powierzchnię”, wyłania się jednak obraz człowieka o ogromnym doświadczeniu i zdecydowanie wiedzącego, co robi. Moim zdaniem praca na swoim polu wybitna i odkrywcza – zdecydowanie warta przeczytania.
Bazyli Venosta - awatar Bazyli Venosta
oceniła na93 lata temu

Cytaty z książki Nie każdy Brazylijczyk tańczy sambę

Więcej
Tony Kososki Nie każdy Brazylijczyk tańczy sambę Zobacz więcej
Tony Kososki Nie każdy Brazylijczyk tańczy sambę Zobacz więcej
Tony Kososki Nie każdy Brazylijczyk tańczy sambę Zobacz więcej
Więcej