rozwińzwiń

Nie każdy Brazylijczyk tańczy sambę

Okładka książki Nie każdy Brazylijczyk tańczy sambę Tony Kososki
Okładka książki Nie każdy Brazylijczyk tańczy sambę
Tony Kososki Wydawnictwo: Muza reportaż
416 str. 6 godz. 56 min.
Kategoria:
reportaż
Wydawnictwo:
Muza
Data wydania:
2016-06-15
Data 1. wyd. pol.:
2016-06-15
Liczba stron:
416
Czas czytania
6 godz. 56 min.
Język:
polski
ISBN:
9788328704510
Tagi:
Brazylia Boliwia Peru Ameryka Łacińska Ameryka Południowa Brazylijczycy samba Tony Kososki reportaż podróże
Średnia ocen

6,5 6,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Ładowanie Szukamy ofert...

Patronaty LC

Książki autora

Mogą Cię zainteresować

Oficjalne recenzje i

Autostopem po marzenia



841 1 308

Oceny

Średnia ocen
6,5 / 10
133 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
1789
1120

Na półkach: , ,

Przed pandemią, w czasach gdy jeszcze wszyscy normalnie chodzili do biura i jeszcze nikt nie wpadł na to, że możliwy jest home office właściwie na nieograniczoną skalę, częstym zjawiskiem była ,,korpogłupota", czyli pewne odrealnienie i przesadne koncentrowanie się na zadaniach w biurze, używanie ponglisha (czyli szalonej mieszaniny polskiego i angielskiego) oraz zapominanie, że istnieje jeszcze jakieś życie poza korpo. Wtedy to jeden z moich kolegów wymyślił hasło, które do dziś wisi przy moim kompie i przypomina mi co jest ważne. A brzmi ono ,,Gdy poczujesz zew korpogłupoty to wyjedź w Andy". I w pewien sposób ma to sens. Nie raz czuję chęć by rzucić wszystko i zaszyć się gdzieś na Altiplano, gdzie nie znajdą mnie wszechobecne macki korpo. Cóż, życie w pewnym wieku narzuca pewne ramy i ograniczenia i nie każdy szalony plan można zrealizować ... ale można czytać o tych, którzy takie mieli odwagę takie szalone plany realizować.

Tony Kososki (albo właściwie Przemek Śleziak) w 2010 roku zdecydował się spełnić jedno ze swoich marzeń. Najpierw jako wolontariusz wyjechał do Brazylii by pracować przy organizacji finałów Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej. Była to jedna, wyjątkowa okazja, która otworzyła mu drogę do wędrówki po Ameryce Południowej. Zaczął od Rio de Janeiro, gdzie nie tylko pracował jako wolontariusz na stadionie ale także przeżywał wraz z kibicami emocje. Wędrował po teoretycznie niebezpiecznych dzielnicach, wszędzie spotykając się z ludzką życzliwością i niesamowitą uprzejmością. Z Brazylii, praktycznie bez pieniędzy ruszył do Boliwii by potem udać się do Peru i zobaczyć Machu Picchu.

Chyba najlepsze z tym zapisie z podróży jest ogromny optymizm i wiara w to, że wszystko jest możliwe. Kososki nie ma wielkich funduszy ale ma plan i pomysł. I właściwie to mu wystarcza. Pełen optymizmu i radości z podróżowania przemierza kolejne kilometry łapiąc pojawiające się okazje i przy okazji głęboko wnikając w społeczności. Na swojej drodze poznaje kulturę, tradycje. Rozmawia z ludźmi i zagląda tam gdzie komercyjny turysta nie trafi. Cały czas szuka także możliwości jak to wszystko zrobić praktycznie nie naruszając skromnych zapasów. Można się pukać w głowę czytając o jego przygodach i pomysłach ale tak właściwie to mu się zazdrości. Zazdrości odwagi, optymizmu, szaleństwa i upartego dążenia do celu. Tam gdzie wielu by się poddało (bo wyobraża sobie ktoś obecnie pisanie pracy inżynierskiej bez komputera, materiałów czy stałego dostępu do internetu) on jednak daje radę. Im bardziej coś nieprawdopodobne, to z pewnością znajdzie na to radę.

,,Nie każdy Brazylijczyk tańczy sambę" to nie tylko kawał niezłej literatury podróżniczej, to przede wszystkim skryte marzenia o szalonej, nieszablonowej przygodzie. Choć przez chwilę można się poczuć jakby samemu się podróżowało i nie ważne, że tak naprawdę siedzę w wygodnym, klimatyzowanym tramwaju w Krakowie. Polecam!

Przed pandemią, w czasach gdy jeszcze wszyscy normalnie chodzili do biura i jeszcze nikt nie wpadł na to, że możliwy jest home office właściwie na nieograniczoną skalę, częstym zjawiskiem była ,,korpogłupota", czyli pewne odrealnienie i przesadne koncentrowanie się na zadaniach w biurze, używanie ponglisha (czyli szalonej mieszaniny polskiego i angielskiego) oraz...

więcej Pokaż mimo to

avatar
621
503

Na półkach: ,

Zabierałam się za tę książkę z dużym zainteresowaniem i pełna ciekawości jak wyglądała podróż po tak odległych krajach, zwłaszcza w tak niebanalny sposób jak zrobił to autor - czyli z niewielką ilością gotówki, jednym plecakiem i przekonaniem, że na pewno się uda :-) początek mnie stłumił zbyt jednostajnymi opisami - miałam wrażenie że wszystko kręci się wokół mistrzostw w piłce nożnej... A czekałam zdecydowanie na coś więcej... Powoli zaczęło się rozkręcać, poznawałam troszeczkę życie ludzi w Rio "od środka" - niedostępne dla turystów, co było ciekawe i zaskakujące, ale niestety nie potrafiłam się wczuć w klimat autora... Zdecydowanie nie był to reportaż, który mnie "porwał" i w żaden sposób nie zachęcił do odwiedzenia tych krajów... Mam na koncie już sporo książek podróżniczych dużo lepszych, moim zdaniem, ale oczywiście jak zawsze nikogo nie zniechęcam :-) wyrażam tylko swoją opinię :-)

Zabierałam się za tę książkę z dużym zainteresowaniem i pełna ciekawości jak wyglądała podróż po tak odległych krajach, zwłaszcza w tak niebanalny sposób jak zrobił to autor - czyli z niewielką ilością gotówki, jednym plecakiem i przekonaniem, że na pewno się uda :-) początek mnie stłumił zbyt jednostajnymi opisami - miałam wrażenie że wszystko kręci się wokół mistrzostw w...

więcej Pokaż mimo to

avatar
447
120

Na półkach: , ,

Opis podróży autostopem po Ameryce Południowej. Język ubogi, mimo to ciekawe opisy interesujących miejsc, bardziej oraz tych mniej znanych.

Opis podróży autostopem po Ameryce Południowej. Język ubogi, mimo to ciekawe opisy interesujących miejsc, bardziej oraz tych mniej znanych.

Pokaż mimo to

avatar
450
119

Na półkach:

Trudno to "coś" nazwać książką. Brak korekty redaktorskiej, fatalny styl i język dopełnia obrazu całości.

Trudno to "coś" nazwać książką. Brak korekty redaktorskiej, fatalny styl i język dopełnia obrazu całości.

Pokaż mimo to

avatar
437
17

Na półkach:

Młody chłopak, spontaniczne i odważne decyzje, ciekawe obserwacje, zew podróży. Te aspekty trzymały mnie przy lekturze i pozwoliły dotrwać do końca. Już nawet przymknęłam oko na styl pt. „Polak pierwszy raz w nowym kraju robi wielkie wow na wszystko” oraz bardzo naiwne moim zdaniem „ja wszystkim pokażę, że fawela jest spoko”. Autor wybrał się w daleką podróż nie mając na nią środków i z tego powodu ciągle kombinował jak tylko mógł, aby nie wydać na nic ani grosza. Rozumiem, że w trakcie nie miał już wyjścia, jednak ogólnie wzbudziło to moją negatywna reakcję. Przez całą książkę obnosi się on swoją ekstremalną oszczędnością, co przekroczyło już dla mnie na samym początku dopuszczalny poziom żenady. Ja rozumiem, że młody student, że długa wyprawa, bo sama miałam tyle lat i podróżowałam ile się dało, a jestem osobą bardzo oszczędną i zawsze mam rozplanowany budżet. Jednak autor jest w Boliwii, wśród bardzo biednych ludzi i opisuje jak wielce zaoszczędził na noclegu, na jedzeniu, na wejściu do parku narodowego...i to non stop stop, pęka z dumy jak to wykręcił się od kolejnej opłaty. Ja bym się chyba zapadła ze wstydu. Wiem, że w Ameryce Południowej bardzo naciągają białych turystów i też mnie to irytowało, ale bez przesady. Dla wszystkich moich hostów na coachsurfingu zawsze miałam chociaż drobne upominki,najlepiej z Polski, a przed tak długą podróżą po prostu wcześniej popracowałabym trochę dodatkowo, aby na nią odłożyć. W Japonii poznałam rewelacyjną parę, która wybrała się w 3letnią podróż poślubną dokoła świata na maksymalym budżecie i oni zawsze znajdywali sposób na często niemateralne okazanie wdzięczności wszystkich swoim gospodarzom, kierowcom etc. No nie wiem... może Tony też się jakoś odwdzięczał, dobrze,że też sobie tam dorabiał,ale ja widziałam przede wszystkim chwalenie się sytuacjami, kiedy nic nie musiał za coś płacić. Przykład: "Wstęp kosztował 15 boliviano, ale korzystając z zamieszania po prostu wszedłem do środka, skręciłem w pierwszą lepszą dróżkę i nikt mnie nie zatrzymywał. Podobnie zrobiłem już w parku zoologicznym w Santa Cruz de la Sierra [i tutaj kolejny opis strategii jak się skutecznie wycwanić]". Seriously?! Przykład 2, o coachsurfingu: "W praktyce wygląda to tak, że często "zwiedza się" jeszcze restaruacje NA KOSZT hosta." Po prostu nie wierzę... Chyba raczej powinno być na odwrót?! Przynajmniej u mnie było, w ramach podziękowania za gościnę. Po prostu mi wstyd jak takie coś czytam.
Chociaż podsumowując... Generalnie brawa dla niego za odwagę, kreatywność,pozytywną energię, skrupulatność w robieniu notatek podróżnych oraz za podzielenie wrażeniami z tak emocjonującej podróży. Jednak mam nadzieję, że do teraz trochę zmieniło się jego podejście i w końcu, z perspektywy czasu, zrozumiał balans między oszczędnością a przyzwoitością. Może być dumny,że dał radę przeżyć taką ekspedycję bez pieniędzy, ale następnym razem lepiej aby obrał już inną strategię.

Młody chłopak, spontaniczne i odważne decyzje, ciekawe obserwacje, zew podróży. Te aspekty trzymały mnie przy lekturze i pozwoliły dotrwać do końca. Już nawet przymknęłam oko na styl pt. „Polak pierwszy raz w nowym kraju robi wielkie wow na wszystko” oraz bardzo naiwne moim zdaniem „ja wszystkim pokażę, że fawela jest spoko”. Autor wybrał się w daleką podróż nie mając na...

więcej Pokaż mimo to

avatar
172
72

Na półkach:

No niestety, mimo naprawdę szczerych chęci dobrnąłem tylko do połowy. Styl jest tak mdły, niedojrzały i infantylny, że aż zgrzytały mi zęby. Tematyka mega ciekawa, ale żeby była tam jakaś głębia to nie bardzo. Nie przeczę, że autor przeżył przygodę życia i bardzo mu jej zazdroszczę, ale przelanie jej na papier to lekki niewypał. A szkoda, bo potencjał duży.

No niestety, mimo naprawdę szczerych chęci dobrnąłem tylko do połowy. Styl jest tak mdły, niedojrzały i infantylny, że aż zgrzytały mi zęby. Tematyka mega ciekawa, ale żeby była tam jakaś głębia to nie bardzo. Nie przeczę, że autor przeżył przygodę życia i bardzo mu jej zazdroszczę, ale przelanie jej na papier to lekki niewypał. A szkoda, bo potencjał duży.

Pokaż mimo to

avatar
1
1

Na półkach:

Nieśmiały, prosty chłopak przenosi nas w świat marzeń o podróżach i pokazuje prawdziwe oblicze Ameryki Południowej. Piękna historia, dzięki której sami przenosimy się do innego świata, a to jeszcze nie koniec. Gratuluje Tony przede wszystkim odwagi, ale też wiary w samego siebie!

Nieśmiały, prosty chłopak przenosi nas w świat marzeń o podróżach i pokazuje prawdziwe oblicze Ameryki Południowej. Piękna historia, dzięki której sami przenosimy się do innego świata, a to jeszcze nie koniec. Gratuluje Tony przede wszystkim odwagi, ale też wiary w samego siebie!

Pokaż mimo to

avatar
26
4

Na półkach:

Osoba po trzydziestce niewiele jest w stanie z tej książki wyciągnąć.

Osoba po trzydziestce niewiele jest w stanie z tej książki wyciągnąć.

Pokaż mimo to

avatar
1124
109

Na półkach:

Płytki pamiętniczek mentalnego nastolatka o zwodniczym, zachęcającym tytule, opisujący problemy gastryczne piszącego, dylematy dotyczące: braku kasy, braku pracy inżynierskiej, braku miejsca do rozbicia namiotu, zabarwiony skąpymi informacjami o żyjącej w Ameryce Południowej społeczności.
Bezużyteczna papka, niezasilająca w żaden sposób stanu wiedzy czytelnika na temat egzotycznych krajów zwiedzanych przez autora.

Płytki pamiętniczek mentalnego nastolatka o zwodniczym, zachęcającym tytule, opisujący problemy gastryczne piszącego, dylematy dotyczące: braku kasy, braku pracy inżynierskiej, braku miejsca do rozbicia namiotu, zabarwiony skąpymi informacjami o żyjącej w Ameryce Południowej społeczności.
Bezużyteczna papka, niezasilająca w żaden sposób stanu wiedzy czytelnika na temat...

więcej Pokaż mimo to

avatar
2135
863

Na półkach: ,

Sympatyczna lektura, jeśli bardziej zależy ci na reportażu o podróży niż o samych mieszkańcach :)

Sympatyczna lektura, jeśli bardziej zależy ci na reportażu o podróży niż o samych mieszkańcach :)

Pokaż mimo to

Książka na półkach

  • Chcę przeczytać
    180
  • Przeczytane
    163
  • Posiadam
    48
  • Podróżnicze
    7
  • 2023
    5
  • 2018
    3
  • Podróże
    3
  • Ameryka Południowa
    3
  • Literatura polska
    3
  • 2016
    3

Cytaty

Więcej
Tony Kososki Nie każdy Brazylijczyk tańczy sambę Zobacz więcej
Tony Kososki Nie każdy Brazylijczyk tańczy sambę Zobacz więcej
Tony Kososki Nie każdy Brazylijczyk tańczy sambę Zobacz więcej
Więcej

Podobne książki

Przeczytaj także