Dołącz do nas! To proste.
» Własna biblioteczka
» System rekomendacji
» Zobacz, co czytają znajomi
» 100 tys. zarejestrowanych użytkowników
» 139 tys. książek
» Ponad 229 tys. recenzji
Stwórz własną internetową biblioteczkę,
pokaż co czytasz i dowiedz się,
co czytają Twoi znajomi.
Kliknij tutaj i dołącz do nas!

Madame

Autor:

więcej informacji
wydawnictwo: Znak
data wydania: 1998 (data przybliżona)
ISBN: 9788324010950
liczba stron: 396
język: polski
typ: papier
7.56 (913 ocen i 89 opinii)
 
Kup książkę
Cena od 41,00 zł

Sensacja w Polsce... rzecz znakomicie napisana, zmuszająca do myślenia. Można ją czytać naraz jako thriller, fascynującą historię miłosną, a także jako komiczną powieść polityczną i społeczną satyrę.... Sensacja w Polsce... rzecz znakomicie napisana, zmuszająca do myślenia. Można ją czytać naraz jako thriller, fascynującą historię miłosną, a także jako komiczną powieść polityczną i społeczną satyrę. Spełniając bardzo wysokie standardy artystyczne, daje głęboki wgląd w rozmaite dziedziny i sprawy od psychologii wieku młodzieńczego po ideologiczną klęskę komunizmu. Stanisław Barańczak (o wydaniu amerykańskim) Ożywcza, nadzwyczaj zajmująca książka... Lubiłby ją sam Stendhal. A gdyby znał polski, mógłby ją też napisać. The Washington Post Wspaniałe, rzadkie osiągnięcie... Najlepsze dzieła literackie na ogół opowiadają proste historie, do panteonu wielkiej literatury wprowadza je sposób, w jaki są opowiedziane. Los Angeles Times Powieść roku... Błyskotliwie napisana, przemyślnie zbudowana, nieustannie wciągająca, przepojona niezachwianą wiarą w piękno sztuki. Die Welt Rzecz olśniewająca pomysłowością, precyzyjna i tak silnie pobudzająca, że zamiast ją omawiać, chce się ją po prostu podziwiać... Madame ma w sobie wszystko: poezję, politykę i miłość. San Francisco Chronicle Powieść uhonorowana Główną Nagrodą w pierwszej edycji konkursu Wydawnictwa znak, wyróżniona Nagrodą im. Andrzeja Kijowskiego (1999) i wybrana spośród 123 utworów zgłoszonych z całego świata do finałowej siódemki IMPAC Dublin Literary Award (2002). Przełożona dotychczas na 20 języków. pokaż więcej.



Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Moja ocena:
loading
Opinie znajomych
Sprawdź czy twoi znajomi napisali opinie lub dodali książkę do biblioteczki. Zaloguj się
Dyskusje o książce
 (5)

Opinie czytelników
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 21 grudnia, 2011

Czy powieść można smakować wszystkimi zmysłami? A co, jeśli jest utkana z dźwięków jazzu, łagodnych tonów utworów granych na pianinie... jeżeli jest liryczna jak poezja...jeżeli ma przestrzeń, ale też wnika w duszę człowieka...jeżeli wiedzie w Alpy, by po chwili pochylić się wraz z chłopcem nad jego zeszytem...jeżeli dotyka spraw codziennych ale też ludzkich dramatów...

Już dawno nie obcowałam z tak subtelną i wysublimowaną powieścią. W dodatku trzeba dodać - z polską powieścią! Napisana przez erudytę, wyrafinowanym i niezwykle plastycznym językiem. Troszeczkę nostalgiczna, a trochę ironiczna i niebywale wysmakowana.

Osnowę powieści stanowi historia fascynacji młodego chłopca dojrzałą kobietą. Nie jest to raczej naturalistyczny obraz zadurzenia, już raczej fantazja, wyraz dojrzałego mężczyzny - artysty, na temat
tego co może w takich chwilach przeżywać nastolatek. Przez to historia nie jest infantylna, pokazana jest w sposób liryczny i niebanalny. Chłopiec wielbi swoją muzę poprzez odnajdywanie podobieństw i aluzji do niej w wierszach, książkach, nawet w sztukach teatralnych. Największą wartość książki stanowi dla mnie właśne to,
że jest ona wielowarstwowa i ów wątek "niekonwencjonalnego romansu" stanowi pretekst dla wielu dywagacji na temat sztuki, literatury, mitologii i historii, a także ukazania realiów życia w komunistycznym kraju.

Akcja powieści umiejscowiona jest w latach sześcdziesiątych w PRL, nie jest to okres znany mi z autopsji, są to lata młodości moich rodziców, którzy starali się jak mogli uzmysłowić jak wyglądały realia. Przyznać muszę, że od czasu gdy zobaczyłam film "Yesterday" Radosława Piwowarskiego z 1984 roku ukazanego z perspektywy uczniów prowincjonalnej szkoły, żadna inna produkcja ani książka nie zachwyciła mnie w takim stopniu, jak w powieść pana Libery. Żadna inna w tak prawdziwy, a jednocześnie poetycki sposób nie ukazała tych trudnych czasów.

Szara codzienność, nijaka, trochę rzekłabym - kołtuńska szkoła - lamperia na ścianach, podrapane ławki, jednakowe mundurki, napuszone i nadęte apele - i na tym tle narrator, nasz główny bohater,
wyrastający ponad przeciętność, niezwykle inteligentny, oczytany, wykształcony muzycznie i zafascynowany teatrem. Złakniony przeżyć estetycznych i kulturalnych, próbuje na różne sposoby, aby to życie szkolne nabrało rumieńców - przez marzenia o założeniu zespołu jazzowego, o stworzeniu grupy teatralnej.

Chociaż...to też prawda, że uważa się za lepszego od innych, patrzy na kolegów nieco z góry, nie pospolituje się z nimi nawet na tyle, by przyznać, że tak jak inni uległ powszechnej fascynacji. Myślę, że autor nieco go przerysował. Zwykle nastolatkowie są dosyć niezdarni, nieśmiali, czasem przeciwnie - buńczuczni, bezczelni i zarozumiali; tymczasem bohater powieści to ideał: mistrz ciętej riposty i improwizacji, koneser sztuki i niemal tajny agent, z męskim wdziękiem niczym James Bond - czasem nieomal wyobrażałam sobie, że chodzi do
szkoły w smokingu. Autor w dużym stopniu skupił się na jego nieprzeciętności i wartościach, jego bohater nieomal otarł się o megalomanię..Ale skoro zamysłem autora było wykreowanie niezwykle ambitnego i arcyinteligentnego bohatera, to powstała taka nasza rodzima kompilacji Tonio Krögera i Prousta z jego obsesją na punkcie Albertyny...

A tytułowa Madame - nauczycielka i dyrektorka, jak wielobarwny motyl w tej szarej rzeczywistości, tak odmienna od pozostałych przedstawicieli grona pedagogicznego - "zgorzkniałych, nudnych,
w najlepszym razie nijakich", wydaje się, że pochodzi z innego wymiaru, że dopiero co zeszła z ekranu kina, niczym Elizabeth Taylor, piękna jak posąg, o nienagannych manierach, zimna i niedostępna, rozsiewająca zapach perfum i aurę tajemnicy...Nic dziwnego, że staje się dla uczniów (zarówno dla dziewcząt jak i chłopców) prawdziwą obsesją, ikoną i zagadką, a dla głównego bohatera - bardziej nawet niż kobietą do zdobycia, (boleśnie był świadomy niemożliwości spełnienia tego uczucia " jeżeli była - Heleną czy Kleopatrą, „contessą”, elegantką i lwicą salonową, to taki ktoś jak ja po prostu dla niej nie istniał, był jak bzyczący owad, w najlepszym razie - statysta."), stała się jego osobistym wyzwaniem, jego "świętym Graalem".

Młodzieniec postanawia przeprowadzić śledztwo, aby dowiedzieć się czegoś o życiu swojej muzy i przy okazji poznawania dziejów rodziny nauczycielki - czytelnik odkrywa realia tamtych czasów, autor odsłania zakłamanie i mechanizmy zacierania śladów historii i komunistycznej propagandy, a nade wszystko, na czym chyba autorowi
najbardziej zależało - ukazuje traktowanie przez system polskiej inteligencji. Przy okazji czytelnik poznaje także historię Maksymiliana, ojca pięknej Victoire i moim zdaniem, pomimo, że w książce jego dzieje znalazły się nejako na marginesie, jest to największy, a zarazem najbardziej tragiczny bohater tej książki.


Ponieważ Madame jest nauczycielką języka francuskiego, autor wplótł w tekst rozliczne fragmenty w tym języku. Onegdaj w szkole był to jeden z moich przedmiotów obowiązkowych, więc pomimo, że ta umiejętność mocno już w moim przypadku zardzewiała, to przyznaję, że czytanie bez konieczności wielokrotnego zaglądania do odnośników dało mi dużo przyjemności i satysfakcji. "Dodatki" w języku francuskim powodowały, że dzieło Libery staje się jeszcze bardziej eleganckie i podobnie jak np."Wojna i pokój" dziełem dla wybranych.


Można polemizować z autorem i postawić mu zarzut czy nie przeładował swojej powieści aluzjami i znaczeniami, ale nie można odmówić mu geniuszu i kunsztu. Chylę czoła przed autorem za to, że nie spuścił z tonu aż do ostatniej strony powieści i za pełen maestrii finał. Naprawdę nie wiem dlaczego tyle lat ta książka mi umykała, bardzo
żałuję, że nie poznałam jej wcześniej. Jeżeli ktoś jeszcze się zastanawia, czy warto po nią sięgnąć - to nie będę go przekonywać, że jest ona piękna i niezwykła. Powiem tylko, że jest WAŻNA, zwłaszcza dla wszyskich, którzy pamiętają zakłamane podręczniki historii, ponieważ ta książka to więcej niż romans, ona spełnia MISJĘ.
"Wykorzystałem tę okoliczność, aby wystawić tamtej epoce rachunek. Czyli zrobić to, czego nie zrobiono lub zrobiono nader pokrętnie tam, gdzie powinno było być zrobione, to znaczy na forum publicznym. To zresztą polska specyfika: spełnianie powinności przynależnych państwu przez literaturę piękną.(...) Moja książka, choć nie wytacza wielkich armat i nie przybiera prokuratorskiej togi, choć utrzymana jest w
tonie ironiczno-żartobliwym, stanowi jednoznaczne potępienie peerelu. Osądza, że był to świat zdegenerowany, godny pogardy i odrzucenia. I że mieli rację ci, którzy tak to odczuwali i w związku z tym wyrywali się stąd za wszelką cenę."*

*fragment wywiadu Władysława Rajchera z Antonim Liberą "Nowe Książki" styczeń 1999.


Przeczytana: 06 stycznia, 2011

Genialne! Jedna z tych książek, które zapadają w pamięci na długie lata i do których chce się wracać. Opowieść o fascynacji, miłości i literaturze. Polecam wszystkim szalonym erudytom i miłośnikom przerzucania się cytatami oraz aluzjami. Ponadto, rzecz napisana jest wybornym językiem, a akcja płynie właściwie sama.


Na półkach: Przeczytane, 2010, Kolejkowo
Przeczytana: 29 listopada, 2010

Narrator, uczeń ostatniej klasy liceum, unikalny egzemplarz na tle otaczającej go młodzieży, fascynuje się literaturą, teatrem, muzyką. Gdy nagle jego klasę zaczyna uczyć języka francuskiego osławiona, tajemnicza, piękna Madame na początku obserwuje rozwój fascynacji jej osobą wśród innych uczniów, a potem sam ulega tej fascynacji. Mało tego, postanawia chyba - czy świadomie, czy nie to już inna sprawa - udowodnić sobie, że i w tym jest lepszy od innych: on naprawdę dowie się o niej więcej, dowie się wszystkiego, czego tylko będzie się mógł dowiedzieć, pozna jej tajemnice i podbije ją tą wiedzą i swoim urokiem. Rozwój tej fascynacji u narratora stanowi główny wątek powieści. Oprócz tego mamy jeszcze możliwość poznania z punktu widzenia autora Polski lat 60-tych, jej sytuacji politycznej, stosunków społecznych, funkcjonowania szkół i uczelni. A na to wszystko nałożona jest "oprawa" literacka - te wszystkie cytaty, nawiązania do dzieł mniej lub bardziej znanych, polemika z innymi autorami. Literatura jest w każdym aspekcie życia, ściśle otacza narratora, a wręcz również za jej pomocą toczy on swoje śledztwo.

Obruszycie się może na słowo "śledztwo", ale nie potrafię inaczej nazwać tego, co on robi. To nie jest przecież czternastolatek zafascynowany rówieśnicą, który wypytuje kolegów i koleżanki o to, co lubi i jak można "ją podejść" ;) To jest człowiek, który kończy szkołę średnią, autor stworzył go nad wiek dojrzałym i niesamowicie inteligentnym. A jego - na początku zwykła - fascynacja nastolatka rozwija się w niesamowitą manię, wręcz z częścią podręcznikowych objaw (na tyle, na ile je znam). Sprawdzanie jej na uniwersytecie, na którym studiowała, wypytywanie kolegów ze studiów i innych osób, które jej znały, zdobywanie wejściówek na imprezy, na których ma się pojawiać, a to wszystko uzyskiwane za pomocą zmyśleń, kłamstw, matactw. Spędza na śledzeniu jej i jej życia całe dnie, wieczory i noce. Na dodatek ma przy tej całej manii jakieś dziwne podejście do Madame - analityczne i hm... zimne? Nie zauważyłam tam nic z ciepłych uczuć, którymi darzymy osoby, które kochamy. Jest to raczej "miłość" do posągu stojącego na piedestale (może to wynikało z podejścia do nauczycieli w latach młodości autora? nie wiem, za moich czasów nie stali już oni na piedestale ;)). Madame staje się właściwie jedyną treścią jego życia.

A jej losy same w sobie są niezmiernie ciekawe i akurat część powieści jej dotycząca podobała mi się chyba najbardziej. Bo ona jest istotą z krwi i kości, a nasz natchniony narrator to dla mnie jakiś wytwór wyobraźni autora. Madame jest osobą twardo stąpającą po ziemi, inteligentną, świadomą ograniczeń, które wynikają z faktu życia w kraju pod takim, a nie innym systemem politycznym. Stawia sobie za cel wyjazd z Polski i krok po kroku - niekoniecznie zgodnie z prawem i zasadami etycznymi - to realizuje. A, że wykorzysta do tego celu naszego narratora, czy inną osobę, cóż, takie jest życie ;)

Za to narrator, nasz cudny młodzieniec-geniusz doprowadzał mnie do szału. Gdyby książka była moja, to pewnie wylądowałaby ze 100 razy w kącie pokoju (i byłby to pierwszy raz w mym życiu, bo jeszcze książkami nie rzucałam!), nie mogłam go znieść. Jest on do bólu sztuczny, napomowany, ta cała erudycja, konserwatyzm, maniery hrabiego, dogłębna znajomość języków obcych oraz połowy książek świata, te natychmiastowe natchnione riposty, odpowiadanie na pytania wierszem. Dla mnie zamiast być romantyczny i fascynujący, to był wydumany, przemądrzały i antypatyczny. Do tego jeszcze ta cała wiedza, która została włożona w umysł 18-letniego chłopca. Nie wiemy na ile bohater ma odzwierciedlać samego Liberę, ale mam wrażenie, że autor jednak przekoloryzował. Bo jakże 18-latek może mieć wiedzę polityczną i poglądy zdecydowanie starszego i bardziej ukształtowanego, wypróbowanego przez życie człowieka? Chyba spełniło się tutaj myślenie życzeniowe lub autor postanowił przedstawić wersję idealną wydarzeń z przyszłości.

Poza tym styl sam w sobie był dla mnie niezbyt strawny - lubię książki-opowieści, trochę przegadane, takie, jakich można byłoby słuchać przy kominku, popijając herbatę. Ale tutaj zostałam wymęczona, książka była dla mnie dwa razy za długa, a narrator rozgadany (we własnej głowie) do bólu. Taki styl, okraszony na dodatek sporą dozą wtrętów filozoficznych i politycznych, do mnie nie przemówił. Całość w moich oczach uratowała Madame i samo zakończenie, które bardzo zgrabnie i ciekawie puentuje całość książki.

Madame to jest zdecydowanie książka dobra (co potwierdzają olbrzymie ilości zachwyconych czytelników, aż strach opublikować nie tak pochwalne zdanie ;p), ale nie dla mnie. I nie zamierzam nawet próbować czytania kolejnej książki tego autora. Polecam za to wszystkim tym, którzy lubią spędzać czas zastanawiając się długo nad każdym zdaniem, doszukując się w każdym zwrocie jakiegoś powiązania, analizować, filozofować bez granic. I wszystkim tym, którzy lubią z nostalgią wracać do czasów szkolnych oraz czasów PRL-u. A jak Wam podobała się "Madame"?


Przeczytana: 17 sierpnia, 2010

Pamiętam, że w drugiej liceum myślałam, że najlepszą polską powieścią jest 'Lalka'. Myliłam się, bo znalazła się lepsza pozycja.
'Madame' to historia opisana z perspektywy ucznia klasy maturalnej okresu PRL-u. Próbuje on wielu rzeczy: zakłada zespół muzyczny, teatralny (zdobywa nawet pierwsze miejsce), ale wszystko kończy się nie po jego myśli. Wtedy pojawia się tytułowa Madame - nowa dyrektorka szkoły, nauczycielka francuskiego. Kobieta piękna, dumna, zimna, wyróżniająca się na tle innych belfrów, jak ją określają uczniowie. Bohater, tak jak wielu innych, ulega fascynacji jej osobą. Jednak, zamiast tylko wzdychać do niej na lekcji, postanawia działać. Rozpoczyna prywatne śledztwo, aby dowiedzieć się czegoś więcej o nauczycielce. Odkrywa o niej wiele interesujących rzeczy...
Książka Libery ukazuje nam nie tylko miłość ucznia do nauczycielki, ale odkrywa przed nami coś innego: prawie na każdej stronie jest wspominana jakaś pozycja w literaturze. Można znaleźć m.in. 'Fausta', 'Zwycięstwo', 'Popioły'. Główny bohater, mimo tej niemożliwej miłości, dzięki Madame odkrył swoje możliwości i powołanie. Dal niej uczył się francuskiego, co umożliwiło mu studiowanie romanistyki. Przeczytał wiele książek, które dał mu inspiracje do pisania opowiadań publikowanych w czasopismach lub w formie książki. Można nawet powiedzieć, że dzięki temu uczuciu dostał skrzydeł, chęci działania, nawet w trudnych czasach Polski Ludowej. Rozumiałam też jego uczucia, bo sama kiedyś też uległam takiej fascynacji nauczycielem.
Jak dla mnie, jedna z najlepszych książek, jakie czytałam. Trudności sprawiały mi wplatane francuskie słówka i zwroty, ale poradziłam sobie dzięki tłumaczeniom na dole strony. Warto znać 'Madame' - uświadamia nam, że Słowo ma moc i warto działać, aby coś osiągnąć.


Przeczytana: 26 marca, 2011

Lubię tajemnicze i wyraźnie zarysowane bohaterki. Skrywane przez nie sekrety sprawiają, że od razu odnajduję się w opisywanych przez autora miejscach, pragnąc jak najlepiej poznać te przyciągające postacie. Takim sposobem pokochałam „Miłośnicę” Marii Nurowskiej, bowiem opisywana femme fatale – Krystyna Skarbek – całkowicie zawładnęła moim sercem. Czytając opis książki „Madame” Antoniego Libery odniosłam wrażenie, że pisarz stworzył powieść w podobnym klimacie jak pani Nurowska. Cóż, tym razem pokochałam Madame, La belle Victoire.


„Madame” to opowieść o miłości nastoletniego ucznia szkoły licealnej do nauczycielki języka francuskiego. Zafascynowany kobietą chłopak postanawia się dowiedzieć co nieco o tej niezwykłej postaci, docierając, najczęściej podstępem, do wszystkich dostępnych źródeł, dzięki którym dowiaduje się o jej latach młodości. Z czasem zaczyna wręcz obsesyjnie szukać kolejnych wiadomości odnośnie obiektu swoich westchnień oraz uporczywie stara się wymyśleć, jak ukazać tytułowej Madame uczucia, które pozostają w głębi jego duszy. W pewnym momencie, Victoire, bowiem tak brzmiało jej imię, domyśla się tego, co czuje jej podwładny, bawiąc się jego kosztem.

Przyznam, że „Madame” zrobiła na mnie rewelacyjne wrażenie. Główny bohater to chłopak niezwykły, inteligentny, który wie czego chce. Opisy jego przeżyć, działań czy też choćby stworzone przez niego opowiadania ukazują wielkość uczucia, jakim darzył swoją nauczycielkę. Bardzo podobał mi się zamęt, który rozsiewał, oraz jego dochodzenia i podstępy, przez które docierał do przyjaciół i współpracowników Madame. Nieraz zaskoczył mnie swoją determinacją i oryginalnym stylem, który ukazywał na każdym kroku. Znał całe kwestie napisane przez Szekspira i sam układał wiersze, aby porozumieć się ze społeczeństwem. Jednak najbardziej pokochałam jego domysły i wymyślone sytuacje, kiedy mógł być sam na sam z Madame. W swojej głowie układał dialog, o którym skrycie marzył. Przepiękne myśli, przepełnione nostalgią za tym, czego jeszcze nie było.

Natomiast sama Madame – tajemnicza, skryta, bądź po prostu La Belle Victoire – piękna. Nie dziwię się jej uczniom, że zainteresowali się jej postacią. Czytając tą powieść odnosiłam wrażenie, że autor nigdy do końca nie powie, kim dokładnie była opisywana przez niego bohaterka. Sama nie zdradziła się ani jednym słowem, przez co jeszcze bardziej pobudzała zmysły biednego, zakochanego chłopaka. Widać było, że do końca nie jest szczęśliwa z powodu tego, kim jest i z chęcią zmieniłaby swoje życie. Jej wspaniałe słowa, wypowiedziane w języku francuskim, zrobiły na mnie niezapomniane wrażenie, chociaż mam straszny uraz do tego języka. Ciężko ją określić, bowiem do końca pozostaje kobietą zagadką, która tchnęła w tą książkę całe życie. Mogłabym powiedzieć, że była po prostu poprawna, jednak było w niej coś takiego, że nie można o niej zapomnieć. Nawet teraz przed oczyma widzę jej postać.

Antoni Libera zachwycił mnie swoją „Madame”, wprowadzając do świata PRL’u, gdzie toczyło się życie bohaterów. Autor posiada bardzo lekkie pióro, przez co wciągnęłam się z szybkością w tą historię. Wspaniały styl również zasługuje na uwagę, a oryginalny i ciekawy pomysł w szczególności. Pan Libera stworzył niezapomnianych bohaterów, którzy moim zdaniem są fenomenalnie zarysowani. Również opis długich wewnętrznych rozterek ucznia Madame sprawiły, że nie potrafiłam niekiedy oderwać się od tej pozycji. Lubię tego typu utwory, gdzie bohaterzy są żywi i widać, że ich los jest podobny do nas. Idealnie stworzone dialogi mogą wywołać niekiedy rozbawienie, a przynajmniej początkowe wydarzenia pokazują radosną stronę głównego bohatera.

Jednak pomimo wszystko, czegoś mi w tej powieści zabrakło. Odczuwam lekki niedosyt, być może dlatego, że autor do końca nie chciał wyjaśnić kim była kobieta, która zawładnęła sercem niejednego człowieka. Rozwój końcowych zdarzeń całkowicie mnie oczarował i trochę żałuję, że całość zakończona się tak, a nie inaczej. Już dawno nie miałam tak, że widzę przed oczyma żywych bohaterów, którzy poruszają się tak, jakby były postaciami w filmie. Aż czuję na skórze to smutne, przesiąknięte tajemnicą spojrzenie Madame.

Wczoraj, po przeczytaniu tej książki, moje odczucia do niej były mieszane. Jednak teraz z chęcią przeczytałabym ją jeszcze raz, bowiem to, co stworzył Antoni Libera jest niezwykłe. Już dawno nie widziałam aż tak wielkiego poświęcenia dla miłości i tak ogromnej tajemnicy, którą występuje w całym utworze, pomimo tego, że pierwsze wrażenie pokazuje jasność całej sytuacji. Ponownie pochwalę zarys bohaterów – naprawdę aż nieprawdopodobnie wspaniale stworzone postacie.


Przeczytana: 2004 rok

"Całością jest zaś to, co ma początek, środek i koniec. Początkiem jest to, co nie występuje na zasadzie konieczności po czymś innym, lecz po czym właśnie zgodnie z naturą rzeczy występuje lub powstaje coś innego. I przeciwnie – końcem jest to, co z natury rzeczy samo następuje po czymś innym, z reguły lub na zasadzie konieczności, a po nim już nie ma niczego. Środkiem natomiast jest to, co samo następuje po czymś innym i po czym następuje coś innego." - Arystoteles Poetyka

Madame to klasyka w formie, wymowie i tresci ale takze klasyka jako sztandar literacki. Swietny jezyk, doskonalosc oddania "czasow swiatlocienia", rewelacyjne dygresje i niepojeta umiejetnosc zaciekawienia prostymi z zalozenia historiami ktore pod piorem Libery staja sie wydarzeniami rangi przygod zycia.

Jedna z moich ulubionych ksiazek.


No niech rzuci we mnie kamieniem każdy kto się nie kochał w swojej nauczycielce/elu, czy w innej zbyt dorosłej osobie jak na wiek, w którym się było.
Poza tym, to kawał porządnej polskiej prozy opisującej minioną epokę.


Na półkach: Przeczytane

Ja też, jak bohater książki, zakochałem się w Madame, niestety również zostałem odtrącony, była to nieodwzajemniona miłość, ale jakże piękna.


PS Jedna z najlepszych polskich książek, które przeczytałem.


Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Posiadam
Przeczytana: 03 lutego, 2011

„(…) powieść jest ironicznym „portretem artysty z czasów młodości” na tle peerelowskiej rzeczywistości schyłku lat sześćdziesiątych.
Narrator opowiada o swoich „latach nauki” i o fascynacji starszą od niego, piękną, tajemniczą kobietą.
Jest to zarazem opowieść o potrzebie marzenia, o wierze w siłę Słowa i o naturze mitu.”

Z lekturowego stosu w „Madame” pokładałam największe nadzieje. Moją uwagę przykuła okładka, której warto poświęcić kilka słów, zanim przejdzie się do reszty. Pod tym względem, książka Libery przypomina deser z bitą śmietaną i okładka pełni tutaj rolę białej piany :]. Pod bordową osłoną, kryje się czarna oprawa z małym zdjęciem kobiety o naprawdę hipnotyzującym spojrzeniu. Nie polecam czytać w wannie, ponieważ czerń z okładki lubi brudzić palce i za nic nie chce z nich zejść :].

Mamy za sobą śmietanę, teraz czas na polewę czekoladową w postaci stylu Libery, który jest naprawdę smaczny. Zdarzenia opisywane są przez głównego bohatera, który cechuje się erudycją i błyskotliwym poczuciem humoru, co wpływa na sposób narracji. Język jest naprawdę przystępny, można skusić się na określenie go jako „gęsty”. Jedyne, co bardzo mnie irytowało to wtrącenia na kształt: „miało to istotne znaczenie dla późniejszych bardzo wartkich wydarzeń, ale… nie tak szybko, przedtem jeszcze miało miejsce coś innego”. W opisach czytelnik może znaleźć nie tylko odniesienia do innych książek, ale także tło muzyczne, jak np. znane wszystkim Hit the Road Jack czy Yesterday Beatlesów, które to odgrywa bardzo ważną rolę w „wizualizacji” klimatu. Plus dla autora za sposób w jaki przedstawił głównego bohatera- w „Madame” brak suchego i schematycznego przedstawiania się, zaznajamiamy się z narratorem poprzez wydarzenia mające miejsce w jego przeszłości. Ta retrospekcja ma też na celu podkreślenie charakteru tamtych czasów, a także pełni funkcję czegoś na kształt klamry kompozycyjnej- ale to tylko dla tych, którzy wytrwają do końca „Madame”.

A wytrwać wcale nie jest tak łatwo. Rządni szybkich zwrotów akcji czytelnicy raczej nie znajdą satysfakcji z czytania „Madame”, bowiem wydarzenia w tej książce mają tendencję do „ciągnięcia się” w czasie. „Stosunek masowy” (stanowczo za dużo chemii!) maluje się mniej więcej tak: dziesięć stron opowieści byłego taternika o wojnie domowej w Hiszpanii itd., trzy strony opisu bieżących spraw. Lubię historię, ale nie mam ochoty o niej czytać, kiedy coś w środku mnie domaga się nieznanej mi jeszcze opowieści.

„Madame” to opowieść o sile Słowa, o kolorowym cieniu w szarym świecie Peerelu, a także o młodzieńczej miłości, pełnej subtelnego wdzięku, do dojrzałej kobiety. To także echo śmiechu pisarza nad prawdą i mitem, które dzieli wbrew pozorom niewielka granica.
Zawiera niezapomniany wątek romantyczny, jeden z moich ulubionych, tuż obok „Lektora” Schlinika Bernharda.

Warto zwrócić uwagę na układ rozdziałów i podrozdziałów. „(…) siedem rozdziałów „dużych”- jak siedem dni stworzenia; i trzydzieści pięć „małych”- tyle, ile miał lat nasz „bohaterski wiek”, gdy przyszła na świat Madame, i ile ja dziś kończę (legendarna „połowa drogi ludzkiego życia”).”, napisał Antoni Libera w postscriptum.
Jeszcze słowo o reszcie bohaterów, czyli o posypce, bez której deser zdawałby się nieco ubogi: część z nich jest autentyczna, bowiem

„Madame” to powieść o charakterze autobiograficznym. Maks, a także młodzieniec zaczepiający głównego bohatera pod koniec powieści to postacie autentyczne. Na temat Madame niewiele wiem.
Warto sięgnąć po „Madame”, choć nie jest to pozycja niezbędna dla każdego. Z pewnością powinna stać na półkach tych, których ciekawi co mają ze sobą wspólnego szachy, pianino, słowo i kobieta. Niewątpliwie lektura bardzo wymagająca i posiadająca szczyptę magii, którą trzeba udźwignąć.


Na półkach: Przeczytane

A mnie ta książka rozczarowała. Spodziewałam się czegoś dużo lepszego po tych zachwytach. Razi marysueizm głównego bohatera. Moje przekorne "ja" pod koniec zaczęło podejrzewać autora o megalomanię a przy ostatnich stronach niemal nabrało pewności.
Książkę czytałam parę dobrych lat temu i już niewiele pamiętam z samej fabuły. Zostały mi natomiast wrażenia z lektury, zarówno te pozytywne, to przytakiwanie autorowi, gdy pisał o czymś, co odbierałam lub odbieram tak samo, gdy przypominał coś, co mi już umknęło z pamięci, jak i stopniowo narastająca irytacja. A najmocniej zapamiętałam uczucie rozczarowania, gdy przeczytałam zakończenie.
Zaczęłam pełna dobrych chęci, pierwsze strony czytałam z rosnącym zachwytem, odłożyłam zniesmaczona.
Autor chyba przedobrzył i wyszedł mu taki trochę "Zmierzch" dla dorosłych. Przynajmniej jeśli chodzi o odczucia czytelnicze, bo jednak napisana jest lepiej, głębiej, niż "Zmierzch".
Mimo wszystko uważam, że warto książkę przeczytać. Jest dość ciekawym zjawiskiem w polskiej literaturze współczesnej. Ale nie oczekiwać od niej zbyt wiele. Ot ciekawy egzemplarz pewnego swoistego, dość rzadkiego gatunku, jednak na pewno nie coś przed czym pada się na kolana.


Na półkach: Przeczytane, Posiadam, 2012
Przeczytana: styczeń, 2012

C'est un roman magnifique!

Wspaniala opowiesc o dorastaniu i pierwszych fascynacjach.Fascynacjach nie tylko plcia przeciwna ale rowniez poezja, sztuka, literatura i jezykiem francuskim.
Momentami mnie zachwycala, innym razem (coz trzeba sie przyznac)czulam kompleks intelektualny; bo jest to powiesc wysokich lotow-do bolu inteligentna.

Polecam jak najbardziej, bo rzadko spotyka sie tak wysublimowana powiesc!


Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Posiadam
Przeczytana: 09 kwietnia, 2012

Ta książka znalazła się w zacnym gronie moich ulubienic. Zapowiadam, że przynajmniej raz w roku obowiązkowo będę do niej wracać, śledzenie tej historii przychodziło mi z nieukrywaną przyjemnością. Nie jest to tania historia romansu chłopaka ze szkoły średniej do nauczycielki, jakby można było sądzić na początku.

Niektórzy myślą, że jest to autobiograficzna książka, jednocześnie podważając genialność głównego bohatera. Ja jednak nie chciałam wymyślać własnej wersji, więc poczytałam sobie wywiady z tym autorem i dowiedziałam się, że Madame to postać wymyślona, a chłopak, który jest jednocześnie narratorem w powieści to tylko w jakiejś części Antoni Libera, bo tak naprawdę był nieśmiałym uczniem, więc ta jego butność jest naciągana. Trzeba jednak przyznać autorowi, że stworzył wspaniałą postać. Kobiety się nim zachwycą, a zakompleksieni mężczyźni go znienawidzą. Ja powiem tak: nie mam ochoty czytać o nieudacznikach, alkoholikach, narkomanach, postaciach miotających się i przeżywających swoje własne bóle egzystencjonalne, z których tyle wynika, że człowiek jest słaby. Zdecydowanie we współczesnej polskiej literaturze jest mało bohaterów, którzy pomimo tych bóli swoją postawą nakręcają czytającego do działania, do wzięcia swoich losów w swoje ręce? Dlaczego jest tak mało geniuszy w książkach? Wolimy się identyfikować z miernotą, albo poczuć się w takim zestawieniu odrobinę lepszymi? Antoni Libera zafascynował mnie swoim językiem i omamił elokwencją tego chłopaka. Zrobił to w wielkim stylu i w sposób mistrzowski.

Chłopak z "Madame" jest przekonany, że urodził się za późno. Wszystko co ciekawe wydarzyło się wcześniej, a teraz nuda i nic się nie dzieje. Nie załamuje rąk, a że ma duszę artystyczną zakłada zespół jazzowy. Kariera zespołu trwała krótko, ale jego koniec przeszedł do "nieoficjalnej" historii szkoły. Potem wymyśla kółko teatralne. Niby sukces, ale po nim już tylko żenada. Za co by się chłopak nie wziął był w tym najlepszy, ale co z tego, jak czasy nie ku temu. Zafascynował się nauczycielką francuskiego i w tym też był lepszy od kolegów. Zimna i niedostępna, dla niego stała się źródłem wiedzy o peerelowskim świecie. Im więcej się o niej dowiadywał, tym Madame z Królowej Sniegu zmieniała się w postać z tragedią rodzinną w tle, i dramatyzm tej postaci hamował jego zapędy zdobywcy. Nawet gdy odkrył, że został wykorzystany do ucieczki z kraju, nie zdradza jej. W sensie duchowym z chłopca zmienia się w mężczyznę.

Madame radzi na koniec chłopakowi "uciekaj stąd" tak, jak ona to robi. Po latach narrator pisze, jako trzydziestoparolatek odczuwający żal, że nie posłuchał tej rady. Przekonuje się na własnej skórze, czym jest karcące ramię sprawiedliwości ludowej. Pisarz zmuszany jest układać się z cenzurą, jeśli w ogóle chce być wydawany. Nie ma złudzeń, gdzie żyje i czym jest władza i jak się rozprawia z inteligencją. Przyznaje rację tym, którzy postanowili wyrwać się z tego świata za wszelką cenę, aby tylko zachować siebie i żyć w zgodzie z prawdą w sobie. Ale żeby nie było, że to taki ciężki twór, dodam że prawie cała książka jest utrzymana w tonie ironiczno-żartobliwym, dopiero na koniec autora dopada smutna refleksja "czuję, że dalsze trwanie na tym tonącym okręcie grozi - nawet nie śmiercią, ale wyjałowieniem; uwikłaniem się w coś, co pustoszy wewnętrznie". Nadchodzą ciężkie czasy, stan wojenny i narrator przekonuje się, że życie w "ciekawych" czasach wcale nie jest takie ekscytujące. W danej chwili nie jest panem swojego losu, mimo tego nie traci nadziei. Książkę tę traktuje, jak list w butelce.


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 17 września, 2010

Bardzo trudno napisać mi recenzję tej książki i ją ocenić.Już dawno żadna lektura nie wywołała tak wielu skrajnych emocji.Po piewrsze podeszłam do czytania z duzym respektem ,bo to książka nagrodzona , a ja do nagród podchodzę z duzym dystansem mając tak dziwny gust.Sam pomysł fabuły wydał mi się ciekawy - maturalna klasa liceum i zadurzenie w nauczycielce.Poczatek pełnoletności to wiek zarazem beztroski ale i pierwszych fascynacji miłosnych .Zatem liczyłam na lekturę nietrudną ,a tymczasem relacja głownego bohatera skojarzyła mi się z starszym kawalerem w wieku przynajmniej dojrzałym.Początek książki mnie wciągnał - młodość,zespół muzyczny ,działaność w amatorskim teatrze - przypomniało mi się moje liceum i podobne sposoby aktywności w klasie.Środek książki mnie solidnie znurzył - do tego stopnia,że kusiło mnie nawet odłożyć powieść - zbyt dużo wywodów z pogranicza filozofii i psychologii,zbyt dużo słów z jezyka Napoleona ,którego kompletnie nie znam i rozlazła akcja.Choć np zaciekawiły mnie losy pani dyrektor i jej rodziny oraz opisy absurdów PRL - dostania paszportu , wyjazdu do Francji Jerzyka ,sposób działania cenzury literackiej.Koniec ksiażki natomiast mnie porwał i zachwycił .Sama postać Madame - kobiety chłodnej i wyrachowanej ,grającej na emocjach zakochanego ucznia bez cienia współczucia.Na jej usprawiedliwienie podam tylko jej tęskontę za "normalnością" Zachodu, gdzie nie działały metody "żelaznej kurtyny" tak doskonale podcinającej skrzydła romanistom.Nie potrafię ocenić powieści ,która w czasie czytania wydaje się nudna , a po jej odłożeniu ciekawa, którą z ulgą skończyłam , a która na długo zostanie mi w pamięci.W każdym razie powieść "Madame "jest warta przeczytania.


Na półkach: Przeczytane, Ulubione
Przeczytana: 2005 rok

Jedna z najlepszych polskich książek jakie czytałam. Odniosłam wrażenie, że każde słowo, którym posłużył się Libera jest na swoim miejscu. Oby więcej takich książek.


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 14 czerwca, 2011

„Madame” to debiut prozatorski Antoniego Libery- debiut niezwykle udany, wyróżniający się na tle współczesnej literatury, można by rzec- powieść z duszą. Wydanie ujmuje już samą okładką- nader surową w formie, a jednak hipnotyzującą klimatycznym zdjęciem.

Powieść Libery opisuję historię dojrzewania i dorastania młodego człowieka na tle Polski lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Czytelnik ma szansę zanurzyć się w falę jego wspomnień, pragnień i marzeń, poznać sekrety skrywane w głębi duszy, odkryć rozkwitającą fascynację starszą nauczycielką języka francuskiego. Tekst pisarza tchnie niebywałą autentycznością, doskonale widać, że autor niewątpliwie zna czasy, o których pisze. Wydawać by się mogło nawet, że historia młodzieńca jest pośrednio jego historią- obaj dorastali w tych samych czasach, zapewne środowisku i kulturze.

Siła prozy Libery nie kryje się w fabule (chociaż i ta stoi na wysokim poziomie), a w słowach- dobieranych rozważnie, przemyślanie, a mimo to z widoczną lekkością. Podczas lektury można smakować każde słowo z „Madame”, delektować się, upajać. Po polską literaturę sięgam stosunkowo rzadko, ale śmiem twierdzić, że utwór Libery to jeden z najlepszych przykładów ojczystej prozy.

„Madame” nie jest lekturą łatwą, na jedno popołudnie. To powieść nad którą należy spędzić nieco czasu, wychwycić liczne aluzje, sugestie kierowane w stronę czytelnika, subtelną ironię. Ze swojej strony ogromnie polecam lekturę tego tomiszcza, zdecydowanie warto.


Na półkach: Przeczytane, Ulubione

Przepiękna i mądra książka o dorastaniu, dojrzewaniu, pierwszej młodości i miłości, o zauroczeniu kobietą i kulturą francuską.
Powieść mi szczególnie bliska, gdyż w moim życiu także była i jest Madame - wspaniała pani profesor z liceum, która zaraziła mnie pasją do języka francuskiego, literatury, muzyki i sztuki znad Sekwany. Pasja trwa do dziś, a Madame jest teraz moją bliską znajomą i ...wcale się nie starzeje.
W czasach szarej komuny to właśnie moja Madame - tak jak tytułowa bohaterka powieści Libery - wnosiła w życie nastoletnich licealistek powiew świeżości i smak Zachodu.
Dlatego czytając tę książkę, często miałam wrażenie, że cofnęłam się w czasie...


Jedna z najlepszych powieści, polskiego autorstwa. Napisana z klasą.


Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Posiadam
Przeczytana: październik, 2009

Podczas czytania rosło we mnie współczucie i żal wobec moich Rodziców, że musieli doświadczać takiej rzeczywistości.
Dziękuję, z głębi serca, za 1989.


Na półkach: Przeczytane

Powieść wszechczasu polskiego. Trafiła do mojego serca od razu.


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 25 grudnia, 2010

Losy profrancuskiej społeczności za czasów komunizmu - tak by można opisać tą książkę w skrócie. Można, ale się nie da. Bo tak naprawdę to opowieść o odkrywaniu drugiego człowieka - tytułowej Madame, jej historii, marzeń, tęsknot i motywów działania, a obraz komunistycznej Polski stanowi jedynie tło opisywanych wydarzeń.
To jedna z bardziej wartościowych książek, jakie czytałam ostatnimi czasy. Gdyby to ode mnie zależało - już dawno umieściłabym ją w spisie lektur zamiast jakiejś innej, nudnej pozycji.
Ale! Brakowało mi w tym wszystkim prostego, acz niezauważonego wniosku - przecież bohater odniósł swoją własną Victoire. Dzięki podstępom i śledzeniu Madame, dostał szansę poznania świata, który dla wielu szarych ludzi jest niedostępny. Niestety - nie dostrzegł tego pochłonięty swoją obsesją.
Opowieść warta każdej chwili przy niej spędzonej, (za)długo jeszcze brzęcząca w myślach - 4,5/5