pokaż co czytasz i dowiedz się,
co czytają Twoi znajomi.
Kliknij tutaj i dołącz do nas!
Pięćdziesiąt twarzy Greya
Hipnotyczna, uzależniająca, iskrząca seksem i erotyką powieść, której nie sposób odłożyć.
Studentka literatury Anastasia Steele przeprowadza wywiad z młodym przedsiębiorcą Christianem Greyem. Niezwyk...
Hipnotyczna, uzależniająca, iskrząca seksem i erotyką powieść, której nie sposób odłożyć.
Studentka literatury Anastasia Steele przeprowadza wywiad z młodym przedsiębiorcą Christianem Greyem. Niezwykle przystojny i błyskotliwy mężczyzna budzi w młodej dziewczynie szereg sprzecznych emocji. Fascynuje ją, onieśmiela, a nawet budzi strach. Przekonana, że ich spotkania nie należało do udanych, próbuje o nim zapomnieć – tyle że on zjawia się w sklepie, w którym Ana pracuje, i prosi o drugie spotkanie.
Młoda, niewinna dziewczyna wkrótce ze zdumieniem odkrywa, że pragnie tego mężczyzny. Że po raz pierwszy zaczyna rozumieć, czym jest pożądanie w swej najczystszej, pierwotnej postaci. Instynktownie czuje też, że nie jest w swej fascynacji osamotniona. Nie wie tylko, że Christian to człowiek opętany potrzebą sprawowania nad wszystkim kontroli i że pragnie jej na własnych warunkach…
Czy wiszący w powietrzu, pełen namiętności romans będzie początkiem końca czy obietnicą czegoś niezwykłego? Jaką tajemnicę skrywa przeszłość Christiana i jak wielką władzę mają drzemiące w nim demony?
pokaż więcej.
źródło opisu: Wydawnictwo Sonia Draga, 2012
źródło okładki: www.soniadraga.pl
Moja Biblioteczka

Oficjalna recenzja
Pięćdziesiąt odcieni irytacji
Oto nadszedł ten dzień, kiedy dane jest mi napisać recenzję TEJ książki. Książki, o której na długo przed polską premierą, wszystko zostało już napisane i powiedziane. To nie lada wyzwanie, napisać coś nowego. Mój głos z pewnością nie wniesie wiele świeżości do toczącej się od tygodni dyskusji nad fenomenem „Pięćdziesięciu twarzy Greya”, ale dla mnie osobiście jest to recenzja ważna – w końcu po raz pierwszy mogę sobie bezkarnie napisać o książce ironicznie, bo nie będę w tym pierwsza.
Historii zapewne nie muszę szczegółowo przybliżać. Była dziennikarka, gospodyni domowa, Erica Leonard, lat 49, funkcjonująca dziś pod pseudonimem E.L. James, naczytała się „Zmierzchu” Stephenie Mayer. Podobnie jak miliony innych kobiet, dała się oczarować wampirom. W przeciwieństwie jednak do tych milionów innych kobiet, Brytyjka, od dziecka skrycie pragnąca zostać pisarką, zabrała się za pisanie fan-fika „Zmierzchu” (czyli dalszych, alternatywnych losów jego bohaterów). Zaczęło się niewinnie, a skończyło na napisaniu romansu z elementami erotyki (czyli czegoś, co w „Zmierzchu” w ogóle nie występowało). Bo napisać, że „Pięćdziesiąt twarzy…” jest powieścią stricte erotyczną, byłoby obrazą dla takich klasyków gatunku, jak John Cleland („Fanny Hill”) czy David Lawrence („Kochanek lady Chatterley”). Ale do tego wrócę za chwilę. Fascynacja autorki „Zmierzchem” mocno przebija z jej debiutu. Konstrukcja pary głównych bohaterów jest inspirowana Bellą i Edwardem ze „Zmierzchu” do tego stopnia, że wręcz przypominają oni ich lustrzane odbicia. Anastasia Steele, 23-letnia absolwentka literatury, jest niezdarna, niewinna, niepewna siebie i nieświadoma swojej urody. Wypisz, wymaluj Bella. On natomiast, czyli Christian Grey, jest niczym wampir z Cullenów – tak przystojny, że brakuje przymiotników do opisu tej urody (w związku z czym autorka, wzorem Meyer, używa ciągle tych samych), bajecznie bogaty, dobrze wychowany i niezmiernie tajemniczy. No i starszy od niej, tyle że nie o całe wieki, jak w „Zmierzchu”, lecz ledwie kilka lat. Trafiają na siebie - jak to zwykle bywa – przypadkiem. Nie zdradzę niczego, pisząc, że ona szybko się w nim zadurzy, ale nie będzie pewna czy to mężczyzna dla niej. I racja, bo okazuje się, że Grey nie jest zainteresowany normalnym związkiem. On szuka kobiety do odgrywania teatrzyku sado-maso, w którym on będzie Panem, a ona Uległą. Reguły są twarde – on może z nią robić wszystko, ona nie może go nawet dotknąć… Reszty zdradzać nie będę, zresztą jest łatwa do przewidzenia.
Zostańmy jednak jeszcze przy bohaterach. Wzorem „Zmierzchu”, „Pięćdziesiąt twarzy Greya” nie ma bohaterki, którą można byłoby polubić. Ana jest koszmarnie irytująca. Denerwuje nas w niej wszystko, a najbardziej jej naiwność i łatwość z jaką daje się uwieść Greyowi. To nie jest książka, której feministki mogą cokolwiek zawdzięczać (a mówi się o niej w takim kontekście), bo mężczyzna jest tu traktowany jak bóg, a skrytym marzeniem każdej kobiety zdaje się być całkowite jemu oddanie. Żeby jednak być szczerą muszę dodać, że w idealizowaniu męskiej urody James nie pobiła Stephenie Mayer. Choć była blisko. Nie mniej, Any nie da się lubić, a jak wie każdy, kto przeczytał w życiu choć jedną książkę, fajnie jest móc się w jakiś sposób identyfikować, czy po prostu zżyć, z bohaterem. A więc minus na starcie. Obok mało wyrazistej głównej bohaterki mamy jednak Christiana Greya, który jest jej zdecydowanym przeciwieństwem i ratuje tę powieść. To klasyczny homme fatale - niebezpiecznie pociągający, tak seksualnie, jak i intelektualnie, mężczyzna, którego chcemy zdobyć mimo jego niedostępności i świadomości, że znajomość z nim może nam przynieść jedynie zgubę. Grey jest bogatym biznesmenem, zasłuchanym w muzyce klasycznej. Nosi tylko lniane, białe koszule, ma własny odrzutowiec, szybowiec i kilka samochodów. No i ta nienaganna kultura osobista. I ta zdolność do prawienia komplementów – dowcipnych, niebanalnych… I skrywany sekret z przeszłości, który czyni go jeszcze bardziej atrakcyjnym… Ach, Grey to chodzący ideał i doskonały materiał na powieściowego łamacza serc. Jeśli jednak myślisz, że Grey to seks-maszyna bez uczuć (bo przecież tak musi być, skoro praktykuje seks sado-maso), jesteś w błędzie. Grey jednak jest księciem z bajki i głównie ten fakt decyduje, że w przypadku „Pięćdziesięciu twarzy Greya” nie mamy do czynienia z literaturą erotyczną, a zwykłym romansidłem. Zamykanie w szufladki nie ma jednak większego sensu, bo wyznaję, że nie o to chodzi, czy coś się mieści, czy nie mieści w jakimś pojęciu. Nie mniej, seksu BDSM (skrót od ang. bondage & discipline, domination & submission) jest tu tak naprawdę jak na lekarstwo. I nie ma on w sobie nic z drapieżności czy perwersji, o jaką się go podejrzewa. Nie ma tu bynajmniej nic, o czym gdzieś już nie słyszeliśmy. Kajdanki, bicze, związywanie – to nie jest żadne novum. Ponadto, E.L. James ma może i dobre pomysły na same… hm… pozycje i figury, ale nie potrafi ich opisać w sposób, który naprawdę mógłby budzić jakieś podniecenie (a czy nie o to chodzi w literaturze erotycznej?). Jej warsztat językowy jest zbyt ubogi do opisywania seksu, czy to tradycyjnego („waniliowego”, jak dowiadujemy się od Greya), czy tego bardziej niegrzecznego. Ale cóż się dziwić, skoro bardziej doświadczeni od niej twórcy przyznają, że napisać wiarygodną scenę erotyczną jest bardzo trudno. Pani James jest w tym bardzo słaba. Jej zasób słownictwa jest bardzo ubogi. W konsekwencji, Ana najczęściej podczas seksu „rozpada się na milion kawałków”, a Grey krzyczy na nią: „poczuj to dla mnie, mała”. Ich dialogi, o ile można je tak nazwać, podczas zbliżeń, są kuriozalne. Problem z E.L. James polega też na tym, że – bez zagłębiania się w szczegóły, bo to nie miejsce na nie - jej wizja seksu jako takiego, jest mocno wyidealizowana. Z tego powodu książka ta jest bardzo szkodliwa, bo przekazuje młodym, niedoświadczonym dziewczynom (które niewątpliwie po nią sięgną, zważywszy, że jest ona ogólnodostępna) dalekie od rzeczywistości komunikaty na temat tego, jak będzie wyglądać ich życie seksualne, kiedy już w końcu je zaczną. Dość powiedzieć, że dziewczyna, która nigdy nie miała do czynienia z seksem, utratę dziewictwa wita od razu wielokrotnym orgazmem. W gruncie rzeczy „Pięćdziesiąt twarzy… „ pozostaje więc tylko tym, z czego się wzięło – fikcją, pobożnym życzeniem, rzeczywistością, w której fajnie byłoby żyć, ale która nie istnieje.
Analizować książkę z pozycji (uff, co za niefortunny dobór słów) domorosłego seksuologa można by jeszcze długo, ale bezpieczniej będzie przejść do innej ważkiej sprawy. Mianowicie - tłumaczenie. Choć już sam język oryginału z pewnością nie sięgał literackich szczytów (pozostańmy w klimacie książki), to jednak polski tłumacz solidnie przyłożył się do tego, by nie dać nam czytelniczej satysfakcji. W tłumaczeniu najbardziej rażą takie kwiatki jak „kuźwa do kwadratu”, „kurka wodna” i „o, święty Barnabo!”. Dlaczego Ana nie może normalnie przeklinać? Tak, wiem, jest zbyt niewinna, ale najbardziej wymowne słowo na „k” w końcu jednak pada z jej ust i to bodajże dwukrotnie. Jeśli jednak tłumaczka chciała pozostać wierna oryginałowi i włożyć w usta Any przekleństwa, które prawdziwymi przekleństwami nie są, jestem pewna, że przy dobrych chęciach znalazłaby w naszym potocznym słownictwie synonimy brzmiące mniej niecodziennie niż „kurka wodna”. Na tym jednak nie koniec. Ta książka ma tak naprawdę dwie bohaterki – Anę i – uwaga – jej „wewnętrzną boginię”. Nie dowiedziałam się z książki, czy każda kobieta ją ma, ale sądząc po tym, że często zastępowana jest ona „świadomością” (szczytem szczytów jest zdanie „moja świadomość wystawiła swoją somnambuliczną główkę”), domyślam się, że tak. Fakt faktem jednak, że gdy tylko pojawia się na horyzoncie „wewnętrzna bogini” Any, miałam ochotę rzucić tę książkę w kąt. Nietrafione jest też okazjonalne tłumaczenie nazwiska Greya na „Szary” („Pan Szary”). W języku angielskim gra słów jest w tym wypadku do wykorzystania, zwłaszcza że Grey ma szare oczy. Po polsku jednak nie jest to tak finezyjne. Zdaje się, że pani Monika Wiśniewska, która tłumaczyła „Pięćdziesiąt twarzy…” (choć świetnie przetłumaczyła tytuł „Fifty Shades Of Grey”), potraktowała tłumaczenie zbyt dosłownie. Zabrakło jej chyba odwagi, by zdobyć się na odrobinę inwencji. Być może to przez fakt, że pracowała na bestsellerze i bała się go „zepsuć”. No to się udało.
Skoro to książka tak źle napisana i wtórna, co wobec tego sprawia, że się ją pochłania, a nie czyta? Cóż, prawda jest taka, że można się przy niej po prostu zapomnieć. „To słodka udręka – do zniesienia… przyjemna - nie, nie od razu (…)” posługując się cytatem z Any. Nie od razu, ale w miarę czytania da się przywyknąć do stylu E.L. James i jej wewnętrznej bogini (być może to ona kazała napisać jej tę książkę) i czerpać po prostu pewną perwersyjną radość z tego, że oto mamy w ręku książkę, która niczego od nas nie wymaga. Z każdym kolejnym rozdziałem wzrasta poziom jej „szmirowatości”, a jak pewnie udowodnili amerykańscy naukowcy (albo wkrótce to zrobią), natura ludzka jest przewrotna i im niższy poziom coś reprezentuje, tym większą przyjemność sprawia nam obcowanie z tym. Z literaturą jest tak chyba w szczególności. Jasne, obiektywnie patrząc „Pięćdziesiąt twarzy Greya” to strata czasu, zwłaszcza kiedy na półce stoją w kolejce do przeczytania „Ulisses” i „Czarodziejska góra”, ale jako guilty pleasure czytane dla totalnego relaksu po ciężkim dniu, sprawdza się doskonale.
Nie da się pisać o tej książce, bez analizy zamieszania, jakie wywołała. Rynek wydawniczy zaczyna zalewać fala „greyopodobnych” dzieł, aspirujących do miana literatury erotycznej. A to oznacza, że jest popyt. Trylogia E.L. James sprzedała się już w nakładzie 40 milionów egzemplarzy, a liczba ta cały czas rośnie. Kto kupuje? Oczywiście kobiety. I to w każdym wieku, choć to pewnie zależne jest od kraju. Wątpię, że w Polsce sięgną po nią typowe „mamuśki”, równolatki autorki. Ale w Stanach wiele kobiet po czterdziestce przyznaje, że dzięki lekturze tej książki, ich życie seksualne rozkwitło na nowo. Krytycy, recenzenci i dziennikarze szukają odpowiedzi na pytanie, co takiego jest w prozie James, że to właśnie ona rozbudziła uśpione fantazje. Tymczasem, wydaje mi się, że gdzieś w tym całym dyskursie zagubiło się sedno, o jakie chodzi w recenzowaniu literatury – czy warto po tę książkę sięgnąć? Nie ma na to pytanie łatwej odpowiedzi. Zachęcać do czytania słabej literatury nie wypada, ale z drugiej strony - jeśli ta książka jest dziś nie tyle książką, co zjawiskiem, to zainteresowani literaturą, feminizmem czy obyczajowością powinni po nią sięgnąć. I jestem przekonana, że prędzej czy później to zrobią. Nie widzę w jej przeczytaniu nic złego – jeden, góra dwa wieczory wyrwane z życiorysu, zmarnowane, nie do odratowania. Najważniejsze to podejść do lektury z dystansem i nie zapomnieć, że obok pseudoerotycznych romansów nadal istnieje jeszcze w świecie Literatura.
Malwina Sławińska
* tytułu recenzji nie wymyśliłam ja, lecz pani E.L. James
Wszystkie cytaty za: E.L. James „Pięćdziesiąt twarzy Greya”, przeł. Monika Wiśniewska, Wydawnictwo Sonia Draga, Katowice 2012.
Opinie znajomych
-
292ostatnia dodana przez NathalieRoss, 3 dni 15 godzin 10 minut 3 sekundy temu, w grupie wymienię/sprzedam
-
1185ostatnia dodana przez Malwina, 3 dni 16 godzin 24 minuty 35 sekundy temu, w grupie wymienię/sprzedam
-
79
Opinie czytelników
Jeśli jeszcze raz usłyszę gdzieś słowo o tej książce, to wyciągnę nóż, rozkroję brzuch i narzygam do macicy :-)
Pozdrawiam ciepło!
Będąc w EMpik-u (to mój ulubiony sklep w galeriach handlowych) Chcąc żonę wyrwać ze szponów TV, a zachęcić do czytania, spostrzegłem plakat na którym była reklamowana książka słowami “Wszyscy o tym mówią”, “biblioteki wycofują” i tym podobne zachęty. Widziałem już ten plakat też na mieście wielokrotnie. Stwierdziłem, że kupię. Powinna być dobra. W domu kilka dni leżała na stoliku prosząc “przeczytaj mnie” Żal mi się jej zrobiło i sięgnąłem, choć to raczej kobieca literatura. 606 stron, dobrze, że nie 666. Kolejne rozdziały zaczynają się zwykle na 100, 150, 200 stronie. Czysty przypadek. Wchłonąłem w cztery dni. Nie, nie dlatego, że tak wciągająca. Chciałem zabrać się wreszcie za coś innego. Hmmm... Więc o czym ta książka jest? Można streścić w słowach: Ona zagryza wargę i przewraca oczami. On chwyta ją za brodę i unosi jej głowę. Potem pieści w palcach jej sutki przez jakieś 30 sekund. Ona - 21 letnia dziewica w ten sposób dochodzi i rozpada się na tysiące kawałeczków przeżywając orgaz...
Dawno, dawno temu, po gorączkowej fali serii ,,Zmierzch”, która miała tyle samo fanów co wrogów, w czeluściach Internetu zaczęły rodzić się opowiadania oparte o fabułę owej sagi. Ponieważ twórczość pani Meyer była dość grzeczna w swej wymowie, spragnione ,,elektryzujących scen” panie chwyciły za pióra tudzież klawiatury i zaczęły same je tworzyć oraz dzielić się swoją twórczością w sieci. Jedną z takich osób była E. L. James, kryjąca się pod pseudonimem Snowqueens Icedragon. Jej fanfiction zatytułowany „Master of The Universe” traktowało o związku Belli Swan z Edwardem Cullenem, okraszonym odważnymi scenami erotycznymi. ,,Niewinna” opowiastka ewoluowała w ebooka, a później w papierową wersję.
I zawojowała świat.
Żeby móc zrozumieć, z jakim, bądź co bądź, fenomenem mamy do czynienia, wystarczy chociażby zerknąć na stronę powieści na Amazon.com. Z 9,812 ocen 4,005 ocenia powieść na pięć gwiazdek a 3,214 recenzji na jedną gwiazdkę. Pozostałe 2593 oceny rozkładają się dość równo pomiędzy...
To jest BARDZO słaba książka. Naprawdę. Inspiracja "Zmierzchem" jest ostentacyjna, ale czy ktoś mi uwierzy, że jeszcze bardziej trąci erotycznymi fantazjami zahukanej pani domu? Że On, jedyny, cudowny, kuszący biedną dziewicę jak płomień świecy ćmę, jest taki bogaty, taki przystojny, ale taki niedobry, och, doprawdy, cóż za zakazany owoc. Język jest tak ubogi, że nie wiedziałam, że można coś takiego wydać. Raz w życiu pozwolę sobie na kompletną złośliwość i powiem, że każda małpa po obejrzeniu kilku filmów pornograficznych z gatunku sado-maso mogłaby napisać taką książkę.
Dobrze to rokuje nastoletnim artystom, którzy pisują do szuflad: ewidentnie wystarczy przetłumaczyć na angielski, dodać kilka bełkotliwych sprośności i wysłać do Stanów. Wydawcy łykną to wszystko, jak pelikan rybę. I oto przpis na karierę i numer jeden na liście bestsellerów New York Times'a.
Anastasia Steel przez przypadek poznaje Christiana Greya, ale już przy pierwszym spotkaniu pada przed nim na kolana. Jego to najwyraźniej kręci, bo cały czas dąży do kontaktu z nią, jednocześnie ostrzegając przed samym sobą...
Naiwne? Owszem. A przy okazji przeraźliwie wręcz nudne. Główna bohaterka jest tak irytująca, że nie dziwię się, że Grey nalegał na BDSM - gdybym znała kogoś takiego, też chciała bym go uderzyć. To jednak on jest gwiazdą tej lektury: tajemniczy pan Grey, który (a niech mnie!) akurat dla panny Steel łamie swoje zwyczajowe reguły. Śpi z nią bez seksu, pozwala jej zmniejszyć ilość ćwiczeń w tygodniu i jeść to, na co ona ma ochotę, a nie to, co on jej każe zjeść.
Szczerze? Nie dziwię się, że dżentelmeni wyginęli, skoro tak wygląda męski ideał kobiet w tych czasach - rozdziewiczony analnie jako nastolatek przez dużo starszą kobietę i traktujący swoje dziewczyny w sypialni jak przedmioty.
Absolutnie nie polecam tej książki, ponieważ nie dość, że fabuła jest strasz...
Jeszcze nigdy,żadna książka, jeszcze przed przeczytaniem nie wzbudziła we mnie tak skrajnych emocji....najpierw zapierałam się nogami i rękami, że po nią nie sięgnę...a potem gdy wszystkie trzy rządkiem stanęły na mojej półce, nie mogłam się doczekać, żeby po nią sięgnąć. Czułam się jak dziecko czekające na Mikołaja,tak chciałam zacząć czytać, zwłaszcza, że wszyscy ( a raczej wszystkie..;-) w około ją czytają, czytali i będą czytać. Nie zastanawiając się dłużej wypchnęłam w kąt "Cukiernię.." i popłynęłam. Straciłam całkowite poczucie czasu, głucha i ślepa na otaczający mnie świat. Zakopałam się pod koc i czytałam, z wypiekami na twarzy...
Nie będę Wam mówić o czym jest ta książka, bo pewnie już jest wokół niej sporo szumu. Powiem Wam tylko jedno, ja wpadłam w kretesem. Zachłysnęłam się...ta książka uzależnia..doprowadza do szaleństwa.
Książki czyta się przede wszystkim dla przyjemności, a ta jest czystą przyjemnością, pobudza fantazję, czasami szokuje czasami zaskakuje, ale taki chyb...
Napiszę krótko. Książka to fanfic, w dodatku wyjątkowo marnie napisany. Nic dziwnego, skoro oryginalnie powieść wzorowana była na Zmierzchu. Nie rozumiem zupełnie osób, które mogą się tym zachwycać, szczególnie biorąc pod uwagę to, że seks opisuje w sposób krzywdzący dla kobiety.
O "50 twarzach Greya" słyszałam już od dobrych kilku miesięcy, mimo że książka ta nie została jeszcze wówczas wydana w polskiej wersji. Czytałam skrajne opinie na jej temat, co tylko dowodzi, jakie emocje potrafi wzbudzić. Zakładam, że można mieć do niej stosunek typu "love me or hate me", tutaj albo coś jest czarne albo białe. Na tytułową szarość nie ma wbrew pozorom miejsca. :-)
Oczywiście, swoim zwyczajem, musiałam osobiście sprawdzić, o co ten cały szum, inaczej nie byłabym sobą i nie dałoby mi to spokoju. Nie będę ukrywała, że od początku byłam nastawiona do tej książki trochę na "nie", ponieważ, chyba gdzieś pod skórą przeczuwałam, że to, co tak naprawdę sprzedaje się w tej książce, to nie dobre "pióro" autorki czy ciekawy język, a seks, wyuzdanie, wulgarność. I wiele się nie pomyliłam, instynkt mnie nie zawiódł. Mam do tej książki tyle uwag, że w pewnym momencie stwierdziłam, że nie jestem pewna, czy będę je umiała wszystkie ogarnąć, nie popadając w totalny chaos myśli i dissó...
Nie rozumiem fenomenu tej książki, ani wysokich ocen innych użytkowników. Idiotycznie napisana. Pisanie na takim poziomie obraża nas jako czytelników. Próbowałam. W połowie stwierdziłam, że szkoda czasu na takie bzdety i warto rozejrzeć się za czymś wartościowym.
Na koniec dodam, że temat dominacji seksualnej i kontrowersyjnej umowy nie wpłynął na moją ocenę. Bo nawet tak odważne, niecodzienne sytuacje i niebywałą rozkosz można było opisać w piękny, literacki sposób, co sprawiłoby, że nie odłożyłabym tej książki w połowie.
I co ja mam zrobić z tobą, książko z granicy powieści pornograficznej i kobiecej? Jak widzicie, i mnie nie minęła reklama oraz chęć przeczytania '50 twarzy Greya'. Skończyłam ją i mam mętlik w głowie - tyle myśli mi się uzbierało podczas czytania, że muszę najpierw od nich zacząć, dopiero przejdę do oceny.
Po pierwsze - aluzja do Zmierzchu jest widoczna na każdej stronie. Dla fanów wampirzej serii to bardzo duży plus, ale dla mnie – niezbyt. Miałam wrażenie, że autorka po prostu szukała odpowiednich fragmentów w tamtych czterech tomach i przepisywała je, zmieniając tylko imiona i trochę modyfikując miejsce zdarzeń. Czy to nie plagiat? Raczej nie, skoro nikt nie czepia się tego, a książka się sprzedaje.
Po drugie - bohaterowie. Anastasia Steele to istna kopia Belii Swan. Ana uważa samą siebie za ciamajdę oraz głupią, brzydką dziewczynę, natomiast Christian określa ją jako piękną kobietę, idealną do jego miłosnych sztuczek. A co ja uważam? Anastasia, mimo podanych dwudziestu jeden lat...
Niech Pan tego nie czyta! - chciałoby się sparafrazować ostrzeżenie z filmu 'Nic śmiesznego'. Tylko po co, skoro i tak większość z Was wiedziona dziwną ciekawością bądź przekorą sięgnie po tą pozycję :)
Książka jest typowym odmóżdżaczem. Musiałam przy jej okazji pożegnać się z paroma cennymi szarymi (sic!) komórkami. Ale po kolei: książka jest po prostu nudna. Nie da się ani poznać bohaterów (chyba że odnieść do Edwarda i Belli), bo są płascy, nijacy. Cały ten seks podkreślany w każdej recenzji - autorkę chyba peszą pewne sprawy i na pewno nie potrafi opisać samego aktu, nie mówiąc już o nazywaniu rzeczy po imieniu (męskość, kobiecość, TAM etc.). Mam wrażenie, że oni się tam po prostu na szybko ruchali jak króliki, a nie uprawiali wyrafinowany seks. A że tam przy użyciu zabawek (raz), czy wiązania (raz) czy klapsów. To od razu jest BDSM i SM? Hm... chyba niedouczona jestem. Tak czy owak, de Sade musi się w grobie przewracać!
O zgrzytanie zębami doprowadzał mnie jednak język. Bohaterk...
„Pięćdziesiąt twarzy Greya” autorstwa E.L. James mocno zatrzęsła opinią publiczną i całą rzeszą czytelników. Jedni nienawidzą tej książki. Inni ją kochają. A jakie są moje wrażenia? Hmm... Mam mieszane odczucia wobec tego utworu i spory mętlik w głowie... Z napisaniem tej opinii zwlekałam dobry tydzień. Z pewnością jest to pozycja nietypowa, oryginalna i przede wszystkim mocno kontrowersyjna, ale to oczywiście wie każdy, kto choćby przeczytał opis z okładki lub jedną z wielu recenzji dostępnych w sieci. Choć dawno temu miałam okazję przeczytać książkę „Suka. Z pamiętnika masochistki”, ale mimo to BDSM to dla mnie dziewicze i niezbadane tereny. Wiem, że liczne grono czytelników oceniło tę publikację bardzo krytycznie, więc nastawiłam się na naprawdę kiepską lekturę. Wcale jednak nie wypadła tak niekorzystnie jak sądziłam.
Czytając tę powieść byłam w niemałym szoku stworzoną przez pisarkę fabułą. Autorka zdecydowanie posunęła się daleko w kreowaniu świata przedstawionego i swoich śmiał...
Uwaga! Tekst mojej recenzji zdradza fabułę książki oraz jej najbadziej kluczowe momenty!
Treść przedstawia się mniej więcej tak:
„ANA:
(zagryza dolną wargę)
CHRISTIAN:
Ana, nie zagryzaj wargi, przecież wiesz, jak to na mnie działa!
ANA:
(nie słuchając przygryza dalej)
CHRISTIAN:
Ana! Nie wytrzymam!
(Christian nie wytrzymuje i rzuca się na Anę)”
I od czasu do czasu, zapewne dla urozmaicenia, tak:
„ ANA:
(patrzy na Christiana)
CHRISTIAN:
(patrzy na Anę)
ANA:
(rumieni się pod wpływem spojrzenia Christiana)
CHRISTIAN:
(jest przystojny)
ANA:
(przygryza dolną wargę)
CHRISTIAN:
(uśmiechając się sardonicznie)
Ana, nie zagryzaj wargi, przecież wiesz, jak to na mnie działa!
ANA:
(rumieni się, przygryza bardziej)
CHRISTIAN:
Ana! Nie wytrzymam!
(Christian nie wytrzymuje i rzuca się na rumieniącą się Anę, uśmiechając się sardonicznie)”
T...
Wyobraźcie sobie, że gdzieś daleko, bo w Ameryce, żyje sobie niewinna studentka Anastasia i marzy o swoim księciu z bajki - na razie proste, jednak trudniej przyjąć już fakt, że książę AKURAT się zjawia i to nawet na 4 kołowym rumaku o dumnym i ociekającym bogactwem imieniu AUDI SUV. Nasza bohaterka pęka z zachwytu - "(...) troszczy się o mnie na tyle, żeby ratować mnie przed jakimś mylnie pojętym niebezpieczeństwem. To nie mroczny rycerz, ale biały rycerz w lśniącej zbroi, klasyczny bohater romantyczny, sir Gawain lub Lancelot."
Tak oto zaczyna się nasz romans, który spokojnie kwalifikuje się na dramat. Jestem zszokowana, ale nie tak, jak życzyliby sobie tego wydawcy, czytaliście przecież tył okładki "egzemplarz na minutę", "1000 egzemplarzy w zaledwie 7 dni" "niebagatelna kwota 5 milionów dolarów", wow, liczby potrafią zawrócić w głowie, szkoda że samo ich źródło już niezbyt.
50 odcieni głupoty w postaci czystej
Wątpliwe dzieło E L James to historia o dziewczynie masochistyczni...
"Pięćdziesiąt twarzy Greya", czyli przepełniona niezbyt dobrze opisanym erotyzmem książka dla fanek "Zmierzchu" oraz tajemniczych mężczyzn.
Grey jest młody, przystojny i bogaty. Ma Czerwony Pokój przeznaczony do zabaw z kobietami, szybowca, służbę i piękny dom. Może mieć wszystko.
Anastazja kończy studia, nigdy nie była w poważnym związku i jedzie przeprowadzić z panem Greyem wywiad w zastępstwie za chorą koleżankę.
Pana Greya intryguje nierozgarnięta dziewczyna, więc postanawia zrobić z niej swą Uległą.
Ta książka nie powinna była przynieść Erice Leonard wielkiej sławy oraz ogromnej fortuny. Ba, nie powinno się nawet dopuścić jej do druku, a tym bardziej do sprzedaży. Robienie bestselera z tak słabej pozycji literackiej jest wręcz grzechem.
Nie chodzi mi już nawet o opisy seksu, który pojawiał się dosyć często. Chodzi o samą historię i jej bohaterów. Gdy postać Greya na początku książki wydawała mi się dobrze uformowana i tajemnicza, z każdym rozdziałem coraz mniej ją lubiłam. I ni...
Ta książka to dno.
Ja to zwykle z dnem bywa trzeba do niego najpierw dotrzeć. Trzeba wpaść, trzeba dać się wciągnąć.
Lecąc głową w dół nie zwraca się uwagi na rażące powtórzenia, mały zasób słów autorki czy brak jakichkolwiek szerzej zakrojonych opisów miejsc. Wszystko albo już jest jednolite, albo ujednolicane.
I już...
Koniec.
Dno osiągnęło się nie wiadomo kiedy.
Droga do tego dna jednak dostarczała trochę endorfin, pozwalała zapomnieć o dniu dzisiejszym i zwyczajnie odprężała.
Pierwsza taka książka w moim „skromnym dorobku”, pozostawiła we mnie mieszane uczucia, ciekawość oraz pustkę w głowie bo nie mam pojęcia co napisać. Jest to teraz numer 1 na świecie. Czy słusznie? Książka mi się podobała - czy bardzo? Nie, aż tak nie. Po prostu była dobra. Tajemnicza aura Greya sprawia że czytamy i oderwać się nie możemy ani na chwilę, jest on osobą strasznie zmienną, raz zimny, raz gorący, innym razem tajemniczy, zabawny, jest to również maniak kontroli. Osobiście postać ta mnie trochę przerażała, zwłaszcza wtedy gdy był zły. W książce jest mnóstwo seksu, gorących scen oraz SM. Nie które momenty mnie szokowały, byłam zbulwersowana i byłam zła na bohaterkę za jej zachowanie. Dziwny gust mają kobiety na całym świecie „szalejące” za tą książka, uważam, że chodzi o to, że ona tak szokuje, wbija czytelnika w fotel. Czy na prawdę kobiety tego potrzebują co jest zawarte w książce? Chyba nigdy się tego nie dowiem. Czekam na część drugą.
Polecam – wytrwałym i ciekawym.
To bardzo specyficzna ksiazka. Okazała się absolutnym bestsellerem w USA i w pozostałych krajach, w których została wydana. Przed polskimi wydawnictwami nie lada wyzwanie - przetłumaczenie choćby samego tytułu może być kłopotliwe. Oby nie stanęło na "50 odcieniach szarości" bo jeśli równie adekwatnie przetłumaczą resztę, szkoda sięgać po tę pozycję...
Książka opowiada o próbie związku niewinnej A.Steele z zabójczo przystojnym C. Grey-em. Anastasia jest dziwica, nigdy nie miała chłopaka i z każdą chwilą coraz bardziej traci głowę dla przystojnego, obłędnie bogatego 27latka Christiana Grey'a. Problem w tym, że Anastasia szuka kogoś kto ją pokocha, a Christian szuka...uległej, pokornej,skłonnej do całkowitego poddaństwa kochanki. W książce jest mnóstwo elementów BDSM i opisów mniej lub bardziej urozmaiconego sexu, stąd książka nie da wszystkich. Obserwujemy jak daleko posunie się Anastasia, aby być z Christianem i czy jakikolwiek kompromis z jego strony jest możliwy.
Książkę czyta się b...
Jestem tylko słabą kobietką,więc czytałam pana Grey'a do końca.Książka wciągnęła mnie absolutnie,choć bardzo razi mnie amatorszczyzna autorki.Mimo to emocje jakie u mnie wywołuje i [nie ukrywajmy] brudne myśli ,jakie mam po przeczytaniu, względem swojego partnera- rekompensują to całkowicie. Cóż robić,nie mogę i nie chcę walczyć z cechami mojej płci.
Najbardziej oczekiwana książka roku? Pięćdziesiąt twarzy Greya autorstwa Eriki Mitchell (E.L. James) już dawno okrzyknięto hitem, a to za sprawą głośnej promocji i najróżniejszych, często całkowicie sprzecznych opinii na zagranicznych portalach literackich. Początkowo powieść była fanfikiem napisanym na podstawie Zmierzchu, jednak – z wiadomych przyczyn – taka książka nie mogłaby zostać wydana, więc autorka przerobiła swoją seksualną trylogię w nową, „oryginalną” historię (choć można znaleźć podobieństwa do meyerowskiej sagi). Jedni są zachwyceni dziełem E.L. James, określając powieść terminem „porno dla mamusiek”, inni natomiast nie tylko otwarcie wyrażają swoje zaskoczenie słysząc, że książka stała się bestsellerem, ale także chętnie wytykają wszelkie błędy. Tak więc i ja, zaintrygowana zapowiedzią wydawniczą, postanowiłam sięgnąć po ów hit ostatnich tygodni i... obawiam się, że będę dziś bardzo wredna!
Na początek kilka słów o kreacji bohaterów. Anastasia „znowu-przygryzam-wargę” S...
Na półkach
Cytaty z książki
- „Opłakuję coś, czego nigdy nie miałam. Co za absurd. Rozpacz z powodu przeklętych nadziei, prze...” - 136 osób to lubi
- „Czasami się zastanawiam, czy przypadkiem coś jest ze mną nie tak. Być może za dużo czasu spędzam w t...” - 100 osób to lubi
- „- Chodź, chcę ci pokazać mój pokój zabaw. Szczęka mi opadła. (...) Jasna cholera, to brzmi tak… gorą...” - 37 osób to lubi





