pokaż co czytasz i dowiedz się,
co czytają Twoi znajomi.
Kliknij tutaj i dołącz do nas!
Nim zapadnie noc
Nowa, mistrzowska powieść Michaela Cunninghama, jako przejmujące spojrzenie na naszą egzystencję w dzisiejszym świecie.
Życie to gra pozorów.
Zastanawiasz się czasem, jakim cudem życie nieustannie c...
Nowa, mistrzowska powieść Michaela Cunninghama, jako przejmujące spojrzenie na naszą egzystencję w dzisiejszym świecie.
Życie to gra pozorów.
Zastanawiasz się czasem, jakim cudem życie nieustannie cię pochłania, mimo że rzadko przytrafia ci się coś naprawdę wyjątkowego?
Bogactwo odczuć, piętno tragicznych wydarzeń z przeszłości, latami skrywane marzenia, pragnienia, lęki - wszystko to pcha nas naprzód.
Pomiędzy książkami Manna, Kafki, Fitzgeralda, zachłyśnięty muzyką Schuberta i Coltrane'a, Peter - właściciel nowojorskiej galerii - szuka w życiu, jak w sztuce, czegoś niepowtarzalnego. Elementy jego uporządkowanego świata zaczynają się poddawać subtelnym zmianom, gdy w mieszkaniu Petera i Rebekki pojawia się jej dużo młodszy brat, chłopak z narkotykową przeszłością.
Wiecznie dążymy do piękna. Własnego piękna, które definiujemy indywidualnie, a jednak wciąż szukamy go w innych ludziach i czasami znajdujemy w najmniej odpowiednim miejscu...
Michael Cunningham uznawany jest za jednego z najciekawszych współczesnych pisarzy amerykańskich. REBIS opublikował jego powieści Dom na krańcu świata, Z ciała i z duszy, Wyjątkowe czasy i Godziny. Ta ostatnia zdobyła Nagrodę Pulitzera oraz PEN/Faulkner Award. Na jej podstawie Stephen Daldry nakręcił film z Meryl Streep, Julianne Moore i Nicole Kidman (nagrodzonej Oscarem i Złotym Globem za rolę Virginii Woolf).
pokaż więcej.
źródło opisu: Wydawnictwo Rebis, 2011
źródło okładki: http://www.rebis.com.pl/rebis/public/books/books.html?co=print&id=K4596
Moja Biblioteczka
Gdzie kupić?
Oficjalna recenzja
W poszukiwaniu piękna i harmonii
„Bębnimy w kocioł do tańca niedźwiedziom, gdy chcielibyśmy wzruszyć gwiazdy. Ale to już coś – to nie jest nic - mieć kocioł, do którego się tańczy. O ile jest się niedźwiedziem.”
To cytat z najnowszej powieści autora „Godzin”, Michaela Cunninghama. „Nim zapadnie noc” to historia Rebekki i Petera – czterdziestoletniej pary małżeńskiej. Peter pracuje jako marszand, Rebecca jest redaktorką. Ich ustabilizowane życie mocno się zmienia, gdy na jakiś czas zatrzymuje się w ich mieszkaniu młodszy brat Rebekki, Ethan, od lat w rodzinie zwany Myłkiem.
Cunningham stworzył gorzką opowieść o poszukiwaniu piękna i harmonii. Senna, refleksyjna fabuła właściwie niczym nas nie zaskakuje – aż do ostatnich partii książki, które niosą ze sobą właściwie same szokujące wydarzenia. Czytelnik zaś może sobie jedynie zadawać pytanie, dlaczego nie przewidział takiego rozwiązania już na początku? Nagle wszystkie sygnały wydają się oczywiste, układanka się dopełnia.
Zwyczajna codzienność sfrustrowanego czterdziestolatka, zmagającego się z narastającym kryzysem wieku średniego, zestawiona zostaje z opowieścią o sztuce. Peter jednocześnie zastanawia się nad racją bytu swojego małżeństwa, trudną relacją z córką i błędami, które popełniał jako ojciec oraz nad tym, co właściwie oznacza dla niego twórczość. Jako marszand musi się zmagać z tymi wątpliwościami codziennie, gdyż jego życie składa się z rozmów z artystami. Jednocześnie prawdziwe piękno i harmonia tkwią we wspomnieniach z przeszłości, które rzutują nieustannie na teraźniejszość i nie pozwalają mu uznać niczego za prawdziwie doskonałe.
Podszyta erotyczną fascynacją kazirodcza niemal relacja ze starszym bratem przekłada się na zafascynowanie Myłkiem. Peter szuka wytrwale ideału, gubiąc jednocześnie to, co istotne. Jego chaotyczne rozważania przeplatane są krótkimi, ale interesującymi fragmentami dotyczącymi sprzedawanych przez niego dzieł. W ten sposób czytelnik dowiaduje się, że sztuka dobierana jest pod kątem gustu odbiorcy – bogaci nabywcy wybierają dzieło nie kierując się jego wartością, ale tym, czy pasuje ono do perfekcyjnie urządzonego ogrodu.
Cunningham przemyca też rozważania na temat sztuki jako takiej – w jaki sposób promuje się artystę, co tak naprawdę świadczy o doskonałości jego dzieł? Zastanawia się nad kryterium ponadczasowości.
Każda postać jest tu równie kontrowersyjna: Myłek, który nie mogąc sobie poradzić z wygórowanymi oczekiwaniami rodziny ucieka w narkotyki. Peter, który nie potrafi odnaleźć w swoim życiu sensu i zmaga się z lękiem przed starością, Rebecca, uzależniająca swoje szczęście od pomyślnego ułożenia się losów Myłka. Każdy z nich obciążony jest wspomnieniami, uniemożliwiającymi wspólne funkcjonowanie.
„Nim zapadnie noc” jest również opowieścią o miłości – ale tej nieoczywistej, trudnej. Relacjach w związku, w którym tak łatwo jest zapomnieć o uczuciach partnera, pogrążyć się w rutynie. Relacjach z dzieckiem, które wystawia po latach rodzicowi ocenę, oskarżając go za błędy popełnione w przeszłości. Relacjach z samym sobą, gdy nie jest się w stanie zrozumieć własnych uczuć i emocji.
To nie jest łatwa opowieść – jest bardzo gorzką dawką refleksji o samotności, lękach i smutku. Warto ją poznać.
Maria Guzelak-Robaszkiewicz
Opinie znajomych
-
91
-
298
-
90
Opinie czytelników
Do tej pory nie miałam przyjemności poznać osobiście twórczości Michaela Cunninghama. Słyszałam jednak tak wiele pozytywnych opinii o tym pisarzu, że nie mogłam się powstrzymać i musiałam poznać osobiście jego twórczość. Trafiło na „Nim zapadanie noc”, która już na wstępie oczarowała mnie cudowną, twardą okładką. Dalej było jeszcze lepiej:)
Peter i Rebekka to małżeństwo w średnim wieku. Do tej pory wiedli w miarę spokojne, stabilne życie, choć nie wszystko układa się tak jakby tego chcieli. Mężczyźnie spędzają sen z powiek mijające bezustannie lata i wciąż pędzący do przodu czas. Coraz silniej odczuwa on też kryzys wieku średniego, a dodatkowo ma wątpliwości dotyczące swojego małżeństwa. Te wewnętrzne rozterki i refleksje pojawiają się m.in. z chwilą przybycia młodszego brata kobiety, Ethana, który w przeszłości miał problemy z narkotykami. Dodatkowo szeroko pojęte piękno i sztuka odgrywać będą tu niebagatelną rolę, jednak nic już nie zamierzam zdradzać. Koniecznie musicie zajrzeć do tej książki…
Lektura ma spokojny, melancholijny nastrój, który skłania do refleksji. Zakończenie za to jest mocne, szokujące i na pewno wywoła w Was rozliczne emocje. Podobał mi się styl pisarza, sposób kreacji bohaterów, których zachowanie bywa kontrowersyjne i dość nietypowe oraz ukazanie ich dylematów. Język jest barwny i plastyczny, więc całość czyta się naprawdę dobrze, mimo ciężkości poruszanych kwestii.
„Nim zapadnie noc” to książka, która nie jest lekką opowiastką. Za to jest to smutna historia o własnych demonach, głęboko ukrywanych potrzebach i lękach oraz o piętnie przeszłości, które rzutuje na obecne życie. Polecam serdecznie jako odskocznię od lżejszej literatury. Mam nadzieję, że i Wam się spodoba tak jak mi. Pozdrawiam!!
Moja ocena: 5/6
,,Na zewnątrz małe szarawe płatki śniegu sypią i tańczą, tańczą, wirują i biją w okna.''
Do przeczytania tej książki zachęcił mnie przede wszystkim opis i następujące zdanie: ,,Michael Cunningham uznawany jest za jednego z najciekawszych współczesnych pisarzy amerykańskich''. Rebis opublikował jego powieści Dom na krańcu świata, Z ciała i duszy, Wyjątkowe czasy i Godziny. Właściwie wcześniej o nim nie słyszałam, ale stwierdziłam, że trzeba to nadrobić no i.. stało się. Czy mi książka się podobała? Tak i nie, ale o tym za chwilę.
Wydawać by się mogło, zwyczajne małżeństwo - Peter i Rebecca. On, właściciel nowojorskiej galerii szuka w życiu czegoś niepowtarzalnego, tak jak w sztuce. Jego żona pracuje w magazynie, który jak się okazuje jest na sprzedaż. Wszystko układa się dobrze, do czasu kiedy w ich mieszkaniu pojawia jej młodszy brat, Myłek (Ethan). Chłopak z narkotykową przeszłością, która może powrócić. Peter dążąc do piękna, znajduje go w najbardziej nieodpowiednim miejscu..
,,Nim zapadnie noc'' jest książką piękną i beznadziejną w jednym. Czytając, nie mogłam się od niej oderwać, jednak to co czytałam wydawało mi się non stop głupie i nic nie wnoszące. Takie gadanie o niczym. Mimo to lektura podobała mi się i nie nudziłam się, jakby się mogło niektórym wydawać. Według mnie było stanowczo za dużo opisów, przemyśleń Petera o tym co będzie, czy dobrze zrobił to czy tamto, co ma powiedzieć, a czego nie swojej żonie itd. Wgłębiając się w losy bohaterów (a bardziej w losy Petera i jego refleksje) mogę napisać, że z wieloma jego poglądami, zgadzam się. Zarówno te dotyczące dzieci i rodziców jak i to ,,poszukiwanie piękna''.
Michael Cunningham w swojej powieści ,,Nim zapadnie noc'' pokazał nam poszukiwanie piękna z nieco innej strony, według mnie nieco dziwnej. Nie mogę napisać, że książka jest beznadziejna i kropka. Nie! Ona jest taka i taka. Czytałam ją z ogromną chęcią, dzięki takiemu wspaniałemu językowi, który mnie urzekł i dzięki niemu pokochałam styl Cunninghama, ale temat mi nie przypadł, ot co. Polecam powieść osobom, które nie miały styczności z tym autorem jak i tym, którym poprzednie jego pozycje się podobały.
jest Pan. I przeżywa kryzys wieku średniego. I prowadzi galerię sztuki. I jest Pan. I przeżywa kryzys wieku średniego. I jest wrażliwy na otaczające go piękno. I jest Pan. I przeżywa kryzys wieku średniego. I chyba nie spełnił się jako ojciec i mąż. I jest Pan. I przeżywa kryzys wieku średniego. I odkrywa w sobie gejowskie pierwiastki. I jest Pan. I przeżywa kryzys wieku średniego. I nic.
I jestem ja. I przeczytałam taką książkę. I nic nie wniosła do mojego życia pomimo, że czasami się uśmiechnęłam.
Najnowsza powieść Michaela Cunninghama zatytułowana Nim zapadnie noc to ambitna proza skłaniająca do przemyśleń. Fabułę można by opisać w dwóch zdaniach: Peter jest właścicielem nowojorskiej galerii sztuki, z dnia na dzień czuje jak uczucie łączące go z żoną wygasa. Ich życie komplikuje się, z dniem pojawienia się brata Rebeki – Ethana.
Mało skomplikowana fabuła w żadnym stopniu nie jest synonimem ubogiej w treść prozy. W słowach autora wyszukać można wiele znaczeń: „Bogactwo uczuć, piętno tragicznych wydarzeń z przeszłości, latami skrywane marzenia, pragnienia i lęki.” W moim odczuciu książka się o pięknie, poszukiwaniu własnej tożsamości oraz emocjach. Czy to oznacza, że książka jest o życiu ? Tak, w najprostszym tego słowa znaczeniu można by tak stwierdzić.
Główny bohater książki zmaga się z własnymi myślami, pragnieniami i wyobrażeniami. Lecz nic nie dzieje się bez przyczyny, kumulacja wydarzeń z przeszłości zaowocowała rozchwianiem emocjonalnym, główny bohater sam wpada we własne sidła, w momencie kiedy ulega pokusie.
Osobny temat w książce stanowi wszechobecna sztuka. Peter jako właściciel galerii na co dzień obcuje z rzeczami pięknymi, walor estetyczny od zawsze stanowił dla bohatera ważny punkt zwrotny. Patrząc na Ethana, brata swojej żony widzi w nim wszystko co doskonałe, jego ciało przypomina mu minione życie. Pytanie tylko czy autor wspomina piękno swojej żony czy Ethan stanowi substytut zmarłego brata ? Czytając książkę miałam wrażenie, że otaczające go piękno to jedna wielka iluzja, w której życie bohater. Smutne...
Mogłoby się zdawać, że autor opowiada o banalnej codzienności, jednak czytając między wierszami dostrzec można monolog dotyczący sensu życia. Główny bohater lata młodości ma już za sobą, lecz nie pogodził się z nieuniknionym przepływem czasu.
Książkę z pewnością możemy zaliczyć do literatury wymagającej. Warto ją przeczytać, lecz odnoszę wrażenie, że będzie tylu zwolenników co przeciwników. Ja nie żałuję spędzonego czasu, lecz muszę stwierdzić, że nie znalazłam w niej cząstki siebie. W przyszłości do niej powrócę.
Michael Cunningham to jeden z najlepszych współczesnych pisarzy amerykańskich. Jak dotąd znany był mi tylko z nazwiska, chociaż od jakiegoś czasu na mojej półce czekają jego "Godziny" - powieść nagrodzona Pulitzerem, zekranizowana w gwiazdorskiej obsadzie, która to ekranizacja ma na swoim koncie Złoty Glob i Oscara. Z pewnością w niedalekiej przyszłości zapoznam się z "Godzinami", jednak pierwsze osobiste spotkanie z tym autorem odbyłam przy okazji lektury jego najnowszej książki "Nim zapadnie noc".
Peter i Rebecca to nowojorskie małżeństwo po 40-ce. Ona jest redaktorką w czasopiśmie "Blue Light", on prowadzi galerię sztuki. Są zamożni, mieszkają w SoHo a ich jedyna córka Bea zrezygnowała ze studiów i wyjechała do Bostonu gdzie zatrudniła się jako barmanka - stanowi to dla rodziców problem i mniej lub bardziej świadomie szukają w sobie winy za to jak pokierowała swoim życiem. Wielkie uczucie z początków małżeństwa wypaliło się po ponad 20 latach wspólnego życia - Peter i Rebecca są razem bardziej z przyzwyczajenia niż z jakiegoś innego powodu.
Ten zdawałoby się poukładany i stabilny świat zostanie zachwiany kiedy przyjedzie do nich młodszy brat Rebekki Ethen, zwany w rodzinie Myłkiem. Myłek jest dużo młodszy od siostry - urodził się, kiedy Rebecca była już prawie dorosła i przysparza rodzinie masę kłopotów. Bardzo zdolny, zmieniał kilkakrotnie szkoły, miał problemy z narkotykami, nie potrafi znaleźć dla siebie miejsca. Jego kilkudniowa wizyta w domu siostry i szwagra będzie miała ogromny wpływ na tego ostatniego. Peter będzie musiał przeanalizować kilka spraw, uporać się z problemami z przeszłości i podjąć pewne decyzje - zdawałoby się błahe wydarzenia postawią pod znakiem zapytania jego przyszłość z Rebeccą...
Peter to człowiek niezwykle skomplikowany - z jednej strony koneser sztuki, ma wyrobioną pewną pozycję w swojej branży a jego galeria odnosi sukcesy, ale przy tym niepewny swojej wartości, stawiający się w cieniu zmarłego przed wielu laty brata. Szuka niepowtarzalnego piękna - w filmach Felliniego, powieściach Manna i Fitzgeralda, muzyce Schuberta i Coltrane'a ale też w pracach młodych artystów, których spotyka w związku ze swoją pracą. Początkowa niechęć do Myłka zmienia się w pewnym momencie w niemal obsesyjne uwielbienie jego młodości, witalności i czysto fizycznej urody. Nie bez znaczenia jest tu fakt, że Matthew, brat, którego Peter darzył ogromnym przywiązaniem i którego starał się w dzieciństwie i wczesnej młodości naśladować był homoseksualistą. Niezdefiniowane do końca uczucia względem Myłka z jednej strony go przerażają, ale z drugiej dają mu poczucie więzi i bliskości ze zmarłym bratem.
Akcja powieści obejmuje zaledwie kilka dni, niecały tydzień - jeden z wielu w życiu Petera. Obserwujemy go w czasie przyjęcia, na które wypadało iść, w czasie odpoczynku, pracy oraz negocjacji z klientami i artystami, których chce pozyskać dla swojej galerii. Poznajemy osoby z jego najbliższego otoczenia, ludzi którzy pomimo nierzadko wieloletnich kontaktów tak naprawdę go nie znają - widzą tylko zewnętrzną otoczkę Petera Harrisa, sympatycznego i kulturalnego czterdziestokilkulatka.
Właściwie wszyscy bohaterowie skrywają jakieś drugie dno i nie można ich jednoznacznie ocenić - Rebecca próbująca zmienić brata, a przez to zatrzeć niepowodzenia wychowawcze względem własnej córki, Myłek, który niby chce zacząć życie od nowa, ale na dobrych chęciach kończy i Peter z jego wszystkimi lękami i uprzedzeniami.
Pomimo, że napisana przystępnym i łatwym językiem książka nie należy do lektur najłatwiejszych. To opowieść w której możemy dostrzec również wizualizację naszych własnych lęków i obaw. Bo podobnie jak Peter lękamy się odrzucenia, samotności, starości, śmierci...
I może właśnie dlatego warto po nią sięgnąć.
„Nim zapadnie noc” Michaela Cunninghama, jest powieścią na wskroś nowojorską. Rebecca i Peter, niemłode małżeństwo, oboje po czterdziestce. Jak na zamożnych (i modnych) nowojorczyków przystało mieszkają w lofcie; Peter prowadzi drugorzędną galerię, Rebecca jest redaktorką w magazynie poświęconym sztuce. Przyjęcia w niezmiennym gronie, dyskusje przy kieliszku wina, potem rutynowy seks, co niedziela telefon do dorosłej córki... Jednym słowem stagnacja.
Ale jak w „Wujaszku Wani” stagnacja crescendo zmienia się w dramat; i jak u Czechowa głównym powodem jest wizyta. U Harrisów zatrzymuje się Ethan, młodszy brat Rebecki. Myłek, jak oboje nazywają Ethana, narkoman, buntownik bez powodu, przypomina do złudzenia Peterowi starszego ubóstwianego starszego brata, który zmarł prawdopodobnie na AIDS. Mężczyzna jest pod erotycznym urokiem młodzieńca, co prowadzi do tragicznego finału.
Powieść czyta się bardzo dobrze. Wciąga, ale nie od razu; najpierw trzeba zaakceptować konwencję strumienia świadomości, do której nawiązuje styl. Peter, jak na nowojorskiego intelektualistę przystało (właściwie, mogę powiedzieć, że raczej wypada mu być intelektualistą) filtruje fakty przez pryzmat kiedyś tam przeczytanego Fitzgeralda (myli i dopowiada sobie wydarzenia), Manna (którego raczej oglądał, ponieważ nawiązuje do „Śmierci w Wenecji”, który to film jest ekranizacją „Tonio Krogera”); dzięki takim „cudom niepamięci” Peter jest człowiekiem z krwi i kości, dobrze napisanym, nieomalże żyjącym. Fabuła jest prosta, ale uważam to za wielką zaletę książki. Końcówka na swój sposób zaskakuję, bo o ile mogę trochę zaspoilerować - grom uderza z innej strony, niż było go słychać.
„Nim zapadnie noc”, to książka dla ludzi dojrzałych, lubiących czytać, szczególnie Woolf, spod której wpływu Cunningham nie może się - tak sądzę - uwolnić. Może się okazać trudna w odbiorze, ale tym bardziej jest godna polecenia.
Z ciekawostek chciałabym dodać, że jako Myłka wyobrażałam sobie Hugh Dancy'ego, może o dekadę młodszego (któż z czytelników nie „obsadza” książki aktorami?), jakież było moje zdziwienie, kiedy na stronie z podziękowaniami zobaczyłam widniejące nazwisko aktora (wraz z małżonką, Claire Danes). Może przez chwilę trafiłam do umysłu autora nieco głębiej?
Książka gorsza niż inne tegoż autora, a jednak ma w sobie coś pociągającego. Ja lubię emocjonalne roztkliwianie i uczuciowe dłubaniny. Cunningham doskonale oddaje moje własne popieprzenie wewnętrzne, dlatego kocham i przyjmuję go bezwarunkowo. Uwierało mnie jedynie tłumaczenie, bo w przekładach Cunninghama wymagam kobiecej ręki.
strasznie manieryczna, kiepsko napisana ksiazka - jezykowo bardzo irytujaca. moze wyroslem z takiego pisania, ktore "udaje" wielka literature i "probuje" problemowo podchodzic do rzeczywistosci, ale te problemy, te filozofowanie, te dygresje na temat wielkiej sztuki, te dlugie, kompletnie nieinteresujace fragmenty nt. wspolczesnego biznesu wokol niej powstajacego, tworza rodzaj tekstu, ktory zniecheca poprzez swoja madralkowatosc, a jezykowo odstrasza zadufaniem w sobie i odstreczajaca klasycznoscia. przez te klasycznosc i mala nowoczesnosc jezyka bardzo razace sa gdzieniegdzie pojawiajace sie przeklnstwa lub wulgarne okreslenia, bo calosc pisana "ęą" i przez bibulke, a tu nagle jakas wtracona "kurwa" pasuje jak piate kolo u wozu (czy jakos tak;) inaczej rzecz ujmujac - ta ksiazka chce sprawiac wrazenie madrej, a madrosci w niej zbyt wiele nie ma. niektorzy autorzy na sile probuja ze swego dziela uczynic najlepszego przyjaciela czytelnika lub nawet rodzaj mentora. "nim zapadnie noc" jest taka ksiazka, co juz samo w sobie mnie irytuje, a tu osiagnelo szczyty. na pewno nie ma swiezosci i nie ma ani krztyny ze "smierci w wenecji", do ktorej sam autor ja porownuje. nuda, irytacja. i ciekawi mnie, czy juz zapomnialem, ze poprzednie ksiazki cunninghama byly pisane takim samym stylem, czy moze, jak juz wspomnialem, wyroslem z takiego pisania, czy moze kiedys pisal inaczej, a teraz zabraklo mu oddechu w pisaniu lzej i bez takiej odstreczajacej stylistycznej maniery klasycyzujacej.
Przepis na gniot à la Michael Cunningham
Składniki wybierz na tyle interesujące, żeby rozbudzić apetyt. Współczesny Manhattan, galeria sztuki, środowisko zasobnych Amerykanów nadadzą się do tego celu znakomicie. Ograne tematy typu: kryzys wieku średniego, kłopoty z tożsamością seksualną połącz z mało interesującymi i nieprzekonującymi bohaterami. Dla zaostrzenia smaku dodaj jedną postać z problemami. Nawet jeśli nie uzyskasz pożądanej głębi smaku, pamiętaj, że publika w twoim dziele i tak doszuka się wspaniałej kompozycji i niezwykłej wnikliwości (w końcu to produkt z etykietą "Cunningham").
Mieszaj długo i powoli, aż do uzyskania bezbarwnej, jednolitej masy. Jeśli uznasz za stosowne, możesz od czasu do czasu dosypać garść efekciarskich zdań np. Czuje coś, coś się burzy na krańcach świata. Jakaś płochliwa czujność, ciemnozłoty nimb wysadzany rozbłyskami światła jak ryby w czarnych odmętach oceanu; hybryda galaktyki, sułtańskiego skarbca i chaotycznego, nieprzeniknionego bóstwa. (str. 30). Dla uzyskania efektu prozy z ambicjami potrzebować będziesz również min. kilku erudycyjnych wtrętów z zakresu malarstwa, literatury, architektury, kulturoznawstwa itp.
Wszystkie składniki jeszcze raz dokładnie wymieszaj. W fazie końcowej temperaturę znacznie podwyższyć. Wprowadź element(y) dramatyzmu, całość doprowadź do wrzenia, po kilku stronach zakończ proces tworzenia. Serwować na ciepło pod sugestywnym tytułem "Nim zapadnie noc" tuż po intensywnej akcji promocyjnej. Smacznego!
Nie czytałam słynnych Godzin Michaela Cunninghama i nie wiem czy po nie sięgnę, gdyż Nim zapadnie noc mnie nie przekonała, nie wciągnęła, nie miała „tego czegoś”.
Pierwsze co mi się narzuca to określenie twórczości tego autora jako trudnej, ze względu na tematykę ale głównie manierę, sposób prowadzenia narracji. Cunningham po prostu mnie zmęczył swoim do bólu amerykańskim stylem. Być może dlatego, że tak bardzo nawiązuje i jest podobny w sposobie pisania do Virginii Woolf, którą charakteryzowało opisywanie rzeczywistości poprzez mała fragmenty, zlepki drobiazgów, odłamków, przeżyć, odczuć.
Pretensjonalnie, minimalistycznie, strasznie poważnie autor opowiada nam historię Petera, właściciela galerii sztuki i jego żony Rebeki – redaktorki czasopisma poświęconego sztuce. Tak, bo właśnie głównie w kręgu sztuki będziemy się tu obracać. Wystawy, spotkania z artystami, snobistyczne przyjęcia, znowu artyści i ich najnowsze dzieła, nudne domowe życie upływające w rytmie rzadkiego seksu i coniedzielnych telefonów do mieszkającej w Bostonie córki – tak wygląda życie bohaterów. Do tego jak większość mężczyzn po 40-ce Peter przeżywa kryzys wieku średniego. Wciąż wraca myślami do zmarłego przed ponad dwudziestu laty brata homoseksualisty, a jego życie zmienia się jeszcze bardziej gdy w domu zjawia się brat Rebeki „Myłek” (od słowa pomyłka) tzn. Ethan. Młodzieniec to szczególny, z bogatą przeszłością, uzależnieniem od narkotyków, człowiek na etapie przemian i poszukiwania tożsamości i własnego miejsca w świecie.
I co się dzieje? Myłek fascynuje Petera, wzbudza w nim zupełnie niespodziewane i nieznane uczucia. Życie bohatera się zmienia. Peter poszukuje stabilizacji emocjonalnej, którą wciąż zaprzepaszcza powrót do przeszłości. Peter w swoim świeci z górnej półki często odwołuje się do Manna i pozuje na wielkiego intelektualistę. W końcu, a właściwie przede wszystkim, Peter nieustannie dąży do piękna i poszukuje go wszędzie. W świecie kultury: w sztuce, muzyce, literaturze ale również w Myłku.
W powieści niewiele się dzieje. Sennie płyniemy przez życie bohaterów, aż do dość zaskakującego finału. Dziwne ale momentami miałam wrażenie, że nie wiem o czym czytam, bo treść zupełnie nie wnosiła nic do fabuły, coś na zasadzie sztuka dla sztuki, gadanie byle gadać. Bohaterowie oprócz tego, że amerykańscy, to charakterystyczni i przyznaję, dobrze wykreowani.
Cunningham pisze o pięknie, o utraconej młodości, o erotycznej fascynacji, o uczuciach i poszukiwaniu siebie ale fakt, iż często wykorzystywał konwencję strumienia świadomości w połączeniu z licznymi dygresjami, przemądrymi nawiązaniami do różnych dziedzin kultury czy filozoficznymi wywodami sprawiał, że obiór był trudniejszy, a w ostatecznym rozrachunku, przyznaję, doprowadził mnie do znużenia.
Sztucznie budowany dramatyzm nie trafił do mnie, zbytnie silenie się na dzieło ambitne i wybitne, równie się nie sprawdziło.
O zakupie tej książki zdecydowało jedno zdanie na obwolucie: „Zastanawiasz się czasem, jakim cudem życie nieustannie cię pochłania, mimo że rzadko przytrafia ci się coś naprawdę wyjątkowego?”
Pozornie to zachęta do życia w opozycji do buddyjskiego „żyj tu i teraz”, rób na 100% każdą nawet błahą czynność. Każdy z nas przecież marzy(ł?), że zostanie, zrobi, osiągnie coś wyjątkowego, jego życie będzie niesamowite, ciekawe i atrakcyjne. Rzeczywistość jednak bywa przygnębiająca – pełna rutyny, powtarzalnych zdarzeń, spotkań z tymi samymi ludźmi, dni bliźniaczo podobne mijają niewiadomo kiedy… Podobnie myśli główny bohater tej powieści – 45-letni Peter. Chociaż jego życie wydaje się całkiem udane – właściciel galerii, uznany marszand, piękna żona, fajny loft w atrakcyjnej dzielnicy NY, córka już samodzielna, dochody pozwalające na wiele przyjemności – jednak sam bohater odczuwa dziwną pustkę. Sam do końca nie rozumie swoich odczuć, przecież racjonalne argumenty im przeczą.
Pojawienie się dużo młodszego brata żony (bystrego, zdolnego, ale z problemami narkotykowymi, szukającego swojego miejsca, nieco ekscentrycznego) otwiera w Peterze kolejne pokłady nieznanych mu uczuć. Podobieństwo do żony z młodości budzi w nim wspomnienia z okresu, kiedy wszystko było proste a on szaleńczo zakochany. Równocześnie uroda i młodość chłopaka wywołują pociąg erotyczny i Peter uświadamia sobie, że byłby gotów do rezygnacji z całego swojego dotychczasowego życia, gdyby ten mu to zasugerował.
Jak kończy się ta historia nie zdradzę, jednak fascynujące wydaje mi się to, że ludzie po osiągnięciu pewnych celów życiowych, realizacji niektórych marzeń z młodości i osiągnięciu tzw. małej stabilizacji zaczynają mieć chorą duszę. Dlaczego to właśnie bogate społeczeństwa zachodu odnotowują najwyższy wskaźnik samobójstw, dlaczego dobra praca, przyzwoite dochody, ładny dom i tzw. udana rodzina nie dają im szczęścia? Skąd pustka i poczucie jałowości życia? Dlaczego człowiek szuka piękna, ekscytacji, wrażeń, emocji tam gdzie go nie ma, a nie widzi ich w codziennym życiu? Dlaczego motto wielu filozofii czy religii – carpe dijem, ciesz się i żyj tym co masz – nie zapobiega nieznanym tęsknotom?
Dla autora takie poszukiwania to nieodłączny i pociągający element życia, to siła napędowa, która pcha świat do przodu, ale równocześnie zniszczenia mogą być ogromne. Pewnym remedium jest prawda i szczerość wobec innych i siebie...
Jeśli nowa książka Cunninghama w ogóle jest o czymkolwiek ( a długo tego czegoś szukałam ;p) to o złym czytaniu i pisaniu.
O tym, że czytanie może szkodzić, wiadomo już chociażby z 'Nędzników', była tam taka mała scenka/akapit o pani, której od czytania było raczej gorzej niż lepiej. Bohaterowi 'Nim zapadnie noc' także. Czytanie uniemożliwia mu czerpanie przyjemności ze świata, bo mu ten świat zasłania. Strona 202, patrzy na dom ale go nie widzi:
'Nie jest to dom Gatsby'ego, raczej Daisy Buchanan (...) Dom, który Tom kupił Daisy -niezależnie, czy to z Fitzgeralda czy z wyobraźni Petera - musiał choć trochę przypominać siedzibę Potterów, budynek, który by zrozumiał Nathaniel Hawthorne.(...) Stojąc pewnie, ale lekko (...) na miniaturowym śródlądowym morzu idealnie wypielęgnowanego trawnika, najbardziej przywodzi na myśl sanatorium, jak to miejsce, do którego trafiła Bette Davis w ...hmm, to było w "Trzech Kameliach" czy "Mrocznym zwycięstwie'?... w każdym razie wygląda jak jakieś mityczne schronienie dla milionerów po załamaniu nerwowym, idealny azyl, jakich nie było wtedy, kiedy Bette Davis kręciła ten film, ani nie ma teraz. Czy w ogóle kiedykolwiek istniały takie miejsca jak alpejskie sanatorium z "Czarodziejskiej góry"?'
'Wielki Gatsby' to jedna z moich ulubionych książek, więc nie lubię, kiedy się ją źle używa jak w tym bełkotliwym fragmencie. Drugi z bohaterów książki marnuje 'Czarodziejską górę' trzymając ją na kolanach, zamiast czytać. A sam Cunningham próbuje ratować swoją nędzną książkę wspominając lepsze. Och, co za rozczarowanie! Zaczynam podejrzewać, że 'Godziny' też wcale nie są tak dobrą książką, jak to pamiętam, taka jest siła rażenia najnowszej książki Cunninghama. Podobno nie można wierzyć nikomu po trzydziestce, ale ja zaczynam nie wierzyć samej sobie sprzed trzydziestki.
http://porzadekalfabetyczny.blox.pl/2011/11/czytac-zeby-nie-widziec.html
Przyjemna lektura, która jednak chyba nie zostanie w sercu na długo. Cunningham z wprawą prowadzi dość jednostajną, melancholijną narrację, rysując świat przedstawiciela nowojorskiej elity, w którego życiu od dawna brakuje paliwa. Okazuje się, że pod przykrywką poukładanego, dostatniego życia, którego wielu mogłoby Peterowi zazdrościć, zieje trudna do zapełnienia pustka i czają się demony. Wiele, miejscami ciekawych, uwag o życiu, o sztuce i o miłości, która jak się okazuje miewa różne oblicza. Całość napisana bardzo zgrabnie, zmierza do dość zaskakującego zakończenia, które przynosi swoiste katharsis, jednak o niezbyt dużej sile rażenia :) Jednym słowem warto przeczytać, ale do arcydzieła daleko.
Pierwsze 2/3 książki męczyłam w oczekiwaniu na to "coś". Prawie się poddałam. Po przeczytaniu całości miałam dylemat, podobało się czy nie? Ogólne wrażenie jest na tak, ale te pierwsze 2/3 to była gehenna.
Bardzo cenię Cunninghama, ale chyba zastanowię się nad przeczytaniem jego następnej jego książki.
To właśnie dzięki Michaelowi Cunninghamowi i jego powieści o czteroosobowej narracji Dom na krańcu świata – doskonale splatającej fabułę z wnikliwie nakreślonymi portretami psychologicznymi postaci – zacząłem, po wielu nużących latach co poniektórymi lekturami szkolnymi, na dobre pasjonować się literaturą, ze zdziwieniem stwierdzając pewnego dnia, że „niebezpiecznym jest życie bez czytania”*.
Ten urodzony w 1952 roku amerykańskiego pochodzenia autor zdobył międzynarodową popularność głównie dzięki bestsellerowej powieści Godziny (Pulitzer 1999), wzmożoną poprzez jej bardzo udaną ekranizację w reżyserii Stephena Daldry, gdzie w rolach głównych zagrały : Meryl Streep, Julianne Moore i Nicole Kimdman (Oscar za najlepsza rolę kobiecą 2002). Szósta z kolei powieść tego poczytnego pisarza, Nim zapadnie noc właśnie ukazała się na rynku wydawniczym we Francji i w Polsce.
Calosc artykulu do przeczytania na www.pawel-hladki.com
Niedobrze się stało, że czytałem tę książkę niemal równocześnie z "Mapą i terytorium" Houellebecqa. Obie opisują postaci i wydarzenia ze świata sztuki współczesnej i chociaż są oczywiście różne, to jednak dziełko Cunninghama nie wytrzymuje porównania. W przeciwieństwie do tej drugiej, jest ona tak gładka, że przeszła przeze mnie właściwie bez żadnej rysy i nie zostawiła śladu. Choć przyznam, że czytanie jej nie było męczarnią - też bardzo gładko poszło.
Na półkach
Cytaty z książki
- „Okazuje się, że mamy w głowach hałas, ale jesteśmy do niego tak przyzwyczajeni, że go nie słyszymy.” - 2 osoby to lubią
- „Bez bogatych ludzi, którzy chcą wszystkiego zaraz, kto ożywiałby wolny świat? W teorii chcemy, żeby...” - 1 osoba to lubi
- „Czy kiedykolwiek ofiarujemy ludziom to, czego naprawdę chcą?” - 1 osoba to lubi

Albertus
Selkar
Zinamon
Weltbild
Matras
Empik



