Ukryci. Głosy z kryjówek przed Zagładą Arkadiusz Lorenc 8,2

ocenił(a) na 925 tyg. temu Nie uważam, żeby dobrym rozpoczęciem recenzji, było użycie cytatu. Jednak gdy natrafiłam na te słowa, podczas czytania krótkiego opowiadania, czułam, że muszę ich użyć akurat w tym tekście. Są to tak wymowne słowa, że równie dobrze mogłabym ich użyć, zamiast pisać poniższą recenzję, ponieważ odwzorowują cały strach, ciążący w bohaterach. Nawet, jeżeli od wydarzeń przedstawionych w książce minęło wiele lat.
"Remember that what has once been done may be done again." Zaczerpnięty z "Hrabii Monte Cristo", autorstwa Aleksandra Dumasa. Możemy to z łatwością przetłumaczyć jako- "pamiętaj, że to, co zostało raz zrobione, może być zrobione ponownie".
Arkadiusz Lorenc w tym reportażu poruszył dość istotną kwestię, odnośnie do tego, że jest spóźniony. A także powiedział stanowczo o tym, że to spóźnienie trwa co najmniej jedno pokolenie. Od samego początku czytelnikom towarzyszy przejmujący smutek i świadomość, że część z rozmówców autora, może nie doczekać pewnych momentów w życiu tej książki- zakończenia zbierania materiałów, korekty wydawniczej, oraz późniejszej premiery i reakcji od odbiorców. Dzisiejsze pokolenia mogą zwyczajnie nie zrozumieć, jak przerażające, pełne wyrzeczeń i bez cienia godności, było życie dla osób narodowości Żydowskiej. Choć możemy zwyczajnie zdać sobie sprawę z tego, że rozmówcy Arkadiusza Lorenca przeżyli okres drugiej wojny światowej, to prędko na język nasunie się pytanie: "ale co to za życie?". W tym wzruszającym reportażu zostaną przedstawione losy siedmiu osób, które z trudem przetrwały. Dzięki ogromnej, nadludzkiej chęci życia, pomocy innych ludzi (często za sprawą środków finansowych) i zwykłemu szczęściu. To bolesne i trudne historie, które skrupulatnie i chronologicznie poprowadzą nas ku "szczęśliwemu zakończeniu", jeżeli tak możemy podsumować to, że udało im się nie zginąć. W wielu momentach ciężko będzie powstrzymać łzy i chęć odłożenia książki na bok, żeby zwyczajnie ochłonąć. Jeżeli jednak nie boicie się tej poruszającej i głęboko refleksyjnej części historii, to serdecznie polecam ten tytuł.
W przypadku "Ukrytych" ciężko w ogóle porównać ten tytuł do innych reportaży, które są dostępne na rynku książki i to przez wiele czynników. Książka jest wydana starannie i reprezentatywnie. Wydawnictwo Prószyński i S-ka zdecydowało się na twardą oprawę, nawiązującą do okładki wyklejkę i dobry jakościowo papier. Co więcej, strony zostały dodatkowo zszyte, co tylko potwierdza jakość, na którą postawiono podczas druku. Na nieco ponad 200 stronach czytelnicy poznają historie pełne bólu, strachu i smutku, które przedstawiają ich własne losy w latach 1939-1945. To wnikliwa próba przedstawienia ich losów, emocji i siły przetrwania, którą nie sposób zrozumieć. Rozmówcy Arkadiusza Lorenca, opowiedzą nam krok po kroku, gdzie przebywali, co poświęcili, oraz kto z ich rodzin przeżył. Jeżeli w ogóle ktoś zdołał przetrwać. Niekiedy odstępy czasowe będą niemal niezauważalne, w innych przypadkach zauważymy zmieniające się pory roku, podczas zapoznawania się z poszczególnymi wspomnieniami. Warto zauważyć, że wojna zakończyła się w roku 1945- w tym roku obchodziliśmy osiemdziesiątą rocznicę zakończenia jej. Ciężko więc byłoby wymagać od tych ludzi większej ilości wspomnień oraz tego, by były jeszcze dokładniejsze. W tym wstydliwym dla świata momencie, gdy życie człowieka było warte niespełna dwa litry wódki, ciężko mówić o jakiejkolwiek godności i poszanowaniu czyjegoś życia. Z tychże powodów powstrzymam się od porównywania do innych reportaży, bowiem nie jestem w stanie.
Klimat, na jaki możemy liczyć w tym reportażu to przede wszystkim niepokój, ból i odczucie rozłąki (czasem dożywotnie). Nie sposób jednak pozbyć się ledwo tlącej się nadziei, zwłaszcza że doskonale wiemy, że rozmówcy przeżyli. Opisy, które przedstawiają autorowi, często nie posiadają wyraźnych szczegółów, miejsc i dat. Zdarza się, że w pamięci zapadły im zapachy, kolory i emocje. Jednakże przeogromna chęć przekazania dalej swojego świadectwa, powoduje, że te opisy nabierają wyraźnych kształtów. Ciężko to wytłumaczyć, zwłaszcza że działania wojenne miały miejsce, gdy ci ludzie byli dziećmi i minęło wiele dziesięcioleci od tamtych czasów. Tempo wbrew pozorom jest dość jednostajne. Bohaterowie są mniej lub bardziej pogodzeni z obrotem spraw, choć z pewnością zrobiliby wszystko, by tylko odzyskać swoje rodziny i beztroskie dzieciństwo. Nie sposób znaleźć tu jakieś mocne zwroty akcji, czy zaskakujące wydarzenia. Zwłaszcza że większość z nas, chociażby kojarzy przebieg wojny, więc nie sposób liczyć na jakieś niespodzianki (w końcu to reportaż, a nie rzeczywistość wykorzystana na podstawy fikcji literackiej). Dość krótkie, aczkolwiek dynamiczne rozdziały trzymają w napięciu, lecz nie jest to pozytywne uczucie (zważywszy na tematykę). Choć tekst ten czyta się raczej szybko i płynnie, to kłamstwem byłoby powiedzieć, że to lekka książka. To ciężkie i bolesne świadectwo ludzkiego cierpienia oraz nieprzerwanej walki o kolejny dzień.
Przyznam szczerze, że nie mogłam się oderwać od lektury. Emocje, które wywołała we mnie ta książka trudno porównać do dotychczasowych przygód z literaturą. Wywiad, który bardziej przypomina wieloodcinkową opowieść, ukazuje wielopoziomowe spojrzenie na tragedię, zespół stresu pourazowego i wszechobecną śmierć. Research, jakiego dokonał Arkadiusz Lorenc, możemy zaobserwować zarówno w głównym tekście, jak i dość obszernej bibliografii, zamieszczonej na samym końcu. Natomiast warsztat pisarski zapewnił czytelnikom obiektywne pokierowanie rozmową i wyciągnięcie na wierzch wielu faktów, czy wspomnień. Żadna z przedstawionych historii nie została potraktowana "po macoszemu". Z łatwością można dostrzec ogromną empatię autora i szacunek, jakim od samego początku darzy swoich rozmówców. To, co porywa w tym tekście, to brutalna szczerość i mocna obrazowość, dzięki której bez problemu wyobrazimy sobie płonącą Warszawę, czy stukot butów Niemieckich żołnierzy. Ta książka to należne oddanie głosu dzieciom, które musiały zbyt szybko dorosnąć w wojennych czasach. To dowód na to, do czego prowadzi nienawiść i jak cierpią ci, którzy nie mają z "wojnami dorosłych" zupełnie nic wspólnego.
Jeżeli miałabym polecić komuś tę książkę, to z pewnością byłaby to osoba na tyle rozwinięta emocjonalnie i horyzontalnie, by zrozumieć ogrom tragedii drugiej wojny światowej i próby ówczesnej eksterminacji części ludzkości. Skłaniałabym się ku osobie (raczej) pełnoletniej lub zwyczajnie mocno dojrzałej, która zdoła do tego tekstu podejść na poważnie. Takiej, która nie zbagatelizuje przesłania i niebezpieczeństw, które przyczyniły się do tej katastrofy. Powinna spodobać się miłośnikom historii, reportaży i trudnych tematów, o których często zwyczajnie nie rozmawia się w domach. Zresztą daleko idące wnioski, które pojawią się po przeczytaniu tej książki, będą zdecydowanym następstwem poznania tej niekoniecznie dotąd znanej części historii. Ciężko byłoby zresztą nie dojść do żadnej konkluzji, po "wysłuchaniu" o (często) upokarzających kryjówkach żydowskich dzieci, które miały spróbować uratować im życie. Wręcz powiedziałabym, że trzeba być wypranym z uczuć człowiekiem, żeby przejść obok tego obojętnie. Mam szczerą nadzieję, że więcej osób sięgnie po książkę "Ukryci. Głosy z kryjówek przed Zagładą", bowiem moc ukryta na kartach tego reportażu, to coś, czego powinien doświadczyć każdy, dorosły człowiek.
Współpraca recenzencka.