Dołącz do nas! To proste.
» Własna biblioteczka
» System rekomendacji
» Zobacz, co czytają znajomi
» 100 tys. zarejestrowanych użytkowników
» 139 tys. książek
» Ponad 230 tys. recenzji
Stwórz własną internetową biblioteczkę,
pokaż co czytasz i dowiedz się,
co czytają Twoi znajomi.
Kliknij tutaj i dołącz do nas!

Umrzeć w deszczu

Autor:

więcej informacji
język: polski
typ: papier
dodał: Emil
7.35 (26 ocen i 18 opinii)
 
Kup książkę
Cena od 9,99 zł
Kup ebooka
Legimi
Cena: 9,99 zł

To poruszająca historia życia fotoreportera, który postanawia umrzeć. Głęboka powieść współczesna opowiedziana na tle wydarzeń brutalnej wojny domowej. Smutna, pełna emocji i prawdziwie piękna histori... To poruszająca historia życia fotoreportera, który postanawia umrzeć.
Głęboka powieść współczesna opowiedziana na tle wydarzeń brutalnej wojny domowej.
Smutna, pełna emocji i prawdziwie piękna historia o ludzkich losach, przemijaniu i uczuciach.
Książka , od której nie sposób się oderwać.

Oparta na prawdziwych wydarzeniach fascynująca historia ,
odkrywającą ludzkie dramaty, miłości i niecodzienne wydarzenia.
Tak niezwykła, że trudno w nią uwierzyć...
pokaż więcej.


źródło opisu: wydawca

źródło okładki: wydawca



Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Moja ocena:
loading
Opinie znajomych
Sprawdź czy twoi znajomi napisali opinie lub dodali książkę do biblioteczki. Zaloguj się
Dyskusje o książce
 (2)

Opinie czytelników
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 11 czerwca, 2011

Zanim dostałam książkę w ręce, niestety już miałam jakiś jej obraz. Byłam przekonana, że traktuje o wojnie w byłej Jugosławii, w którą bohater jakoś jest zaplątany. Książka okazała się obyczajowo-psychologiczną a wątek bałkański po prostu jednym z wielu. Może szkoda ze względu na niewielką objętość powieści. Myślę też, ze należało go rozbudować, a także dokładnie pokazać przeżycia bohaterów, bez rozdrabniania się na resztę a książka zyskałaby tylko. No ale nikt nie musi pisać wg mojego gustu. Należy się też plus dla autora, bo widać, że lubi kobiety. :) A tym samym jego twórczość przypominała mi dzieła pana Wiśniewskiego, który ma wielu fanów.
Jak na debiut całkiem interesujący, choć językowo wymaga jeszcze pracy. Ja zamierzam przeczytać następną książkę tego autora.


Przeczytana: 12 stycznia, 2012

Kiedy skończyłam czytać ostatnie zdanie zamknęłam książkę i moje oczy. Długo jeszcze siedziałam w fotelu, choć zapadł już zmrok i czas był zapalić światło. Ale ja chciałam zatrzymać czas. I jeszcze nie odrywać się od przeczytanej lektury, jeszcze choćby przez chwilę być w pięknej i wzruszającej książce, śledzić losy sympatycznego bohatera ......... ale to już było przeszłością. Ciężko mi się było rozstać z tą niewielką objętościowo powieścią, bo ta książka wryła się we mnie i zapadnie mi na długie czas w pamięć. Urzeczona losami faceta po 40-stce długo jeszcze targałam się z całą masą emocji. Czego jak czego, ale emocji bowiem przy tej opowieści miałam całą gamę. A górę na nią wzięło wzruszenie i pytanie, które pewnie często sobie zadajemy : Czemu jedni mają w życiu szczęście, a innym ciągle jest pod górę ? Czemu jedni ciągle mają przysłowiowego fuksa, a inni nie mogą pogonić pecha ?
"Umrzeć w deszczu" to powieść o losach sympatycznego (bo ja go bardzo polubiłam) i zdolnego fotografa i radiowca. Artur Sadowski jest z pochodzenia Czechem i Polakiem. To bardzo wrażliwy, zdolny facet. Jego talent do uwieczniania rzeczywistości na kliszy fotograficznej odkrywa i pobudza do życia dziadek. Zdolny fotograf szybko osiąga sukces. W dodatku zostaje radiowcem, dobrze zarabia, zdobywa nagrody. Ale szczęście w życiu zawodowym nie idzie w parze z pomyślnością w życiu osobistym. Co los podaruje mu miłość to mu ją odbiera. Jego dziewczyny mimo, że je kocha nie są szczęśliwe. Mało tego, Adam uważa, że ciąży nad nim jakieś fatum, które zabiera mu bliskich których kocha. Nie tylko kobiety, ale i przyjaciół i rodzinę. Oj dostaje nasz bohater w życiu po nosie, przeżywa wiele trudnych chwil, jak choćby te podczas pobytu na Bałkanach w czasie trwania tam wojny. Kolejne ciosy spadają mu na głowę, niczym kasztany w jesiennym parku. Wreszcie ten w Holandii okazuje się ponad siły..........
Ta książka to bardzo piękna, ale smutna opowieść o mądrym i dobrym człowieku, który umie kochać. Mimo to jest samotny. "Umrzeć w deszczu " to powieść psychologiczno-obyczajowa z wieloma wątkami dramatycznymi. Nie sposób jej nie ulec. Pan Aleksander okazał się nie tylko dobrym Autorem kryminału (recenzje "Ery wodnika " znajdziecie również na tym blogu), ale i mistrzem w pisaniu książki o uczuciach, emocjach, przeżyciach, o życiu pechowca, który sobie wcale na taki los nie zasłużył. W książce znajdziecie wstrząsające opisy wojny bałkańskiej, tragedii jaka rozegrała się na oczach wielu z nas, ale i przepiękne wysmakowane sceny erotyczne, napisane z olbrzymim wyczuciem i smakiem. Poznacie bohatera, który jest człowiek z dobrym sercem w piersi. Niezwykle samotnym i pokopanym przez życie. Jego losy powaliły mnie na kolana. Ja nie płakałam, ja ryczałam jak bóbr. Bo Artur to współczesny Hiob. Obarczony bagażem nieszczęść, potargany przez los romantyk, który zalicza upadki. Jego losy zmusiły mnie do refleksji nad sensem życia, kochania, walki o szczytne cele. Z tej książki bije smutek, wór nieszczęść jest niezwykle bogaty. Chwile, które spędziłam z prozą Pana Sowy pozostaną niezapomniane. Takich opowieści nie czyta się często. Ale to taka książka, dla której kiedyś nauczyłam się czytać. To powieść, która mnie niezwykle ubogaciła. Wzruszyła i zafascynowała. I z przyjemnością i całkowitą pewnością oceniłam ją na portalu Lubimy Czytać na notę "10" - najwyższą, nadając jej miarę arcydzieła. Wspaniała lektura !!!!!!!!!!!!


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 27 maja, 2011

Opinia zaznaczona jako spoiler. Pokaż ją.

"Umrzeć w deszczu" Aleksandra Sowy to druga książka tego autora, którą miałam możliwość przeczytać i o ile poprzednia ("Zła miłość") nie przypadła mi do gustu to ta głęboko mnie poruszyła.


Bohaterem jest 40-letni Artur Sadowski - pochodzący z polsko-czeskiej rodziny, mieszkający w Amsterdamie światowej sławy fotograf i korespondent wojenny. Poznajemy go w ostatnich chwilach jego życia - podjął bowiem decyzję o samobójstwie, ale przed śmiercią zaproponował pewnej młodej dziennikarce ostatni wywiad - spowiedź życia.
Przed naszymi oczami jawią się kolejne obrazy - dzieciństwo i czasy szkolne spędzone na Dolnym Śląsku, studia ipierwsza praca w Czechach, wyjazd do Holandii i praca wojennego fotografa na ogarniętych wojną Bałkanach. Sadowski opowiada o rodzinie, o początkach swojego zainteresowania fotografiką i o ludziach, których spotkał na swojej drodze ale na plan pierwszy wysuwają sie wspomnienia dotyczące kilku kobiet z jego życia. Agnieszka, Monika, Lenka, Blanka i Jowita - los złączył je z Arturem i przez to, jak on sam mówi, naznaczył je jakimś piętnem tragizmu.
Jednak tym co mnie poruszyło najbardziej były wojenne wspomnienia narratora. Doskonale pamiętam wojnę na Bałkanach, pokazywane w telewizji obrazy zniszczonego Sarajewa i tragedię mieszkańców Srebrenicy (o tej masakrze przypomniała znowu prasa i inne media z powodu aresztowania w tych dniach Ratko Mladića). Sadowski wspomina nie tylko własną, bardzo zreszta niebezpieczną, pracę ale również, a może przede wszystkim tragedię jakiej był świadkiem - oblężenie Sarajewa, czystki etniczne, bombardowanie bazarów czy okrucieństwo wobec pojmanych jeńców.


Ta książka to również oskarżenie - oskarżenie pod adresem decydentów, którzy dopuścili do masakry w Srebrenicy, którzy pod przykrywką pomocy wojskowej mieli możliwość testowania broni w warunkach bojowych, którzy zawiedli jeśli chodzi o pomoc dla ludności cywilnej.


Lektura autentycznie mna wstrząsnęła. powodem tego był po części temat książki ale również jej język - niezwykle plastyczny i sugestywny. Były momenty, że widziałam to o czym pisze autor - tekst można porównać do dokładnego zdjęcia, z wieloma szczegółami.


Przy okazji muszę przyznać, że szerokim łukiem omijam książki o wojnach XX wieku, obozach i ogólnie pojętej martyrologii. Gdybym wiedziała, że ta książka zaczepia o taki temat to pewnie bym jej nie wzięła do ręki, bo nie bardzo sobie radzę z emocjami wywołanymi przez tego typu lektury.
Ale teraz mogę z czystym sumieniem polecić Wam tę książkę - warto ją przeczytać.


Na półkach: Przeczytane, Posiadam, 2011
Przeczytana: 02 lipca, 2011

"Umrzeć w deszczu", to już moja druga książka tego autora. Zanim ją przeczytałam już wyobrażałam sobie, co mnie spotka i miałam nadzieję, że głównym wątkiem będą przeżycia bohatera z wojny, który jednak był tylko jednym z wielu wątków.

Na samym początku spotykamy, pochodzącego z rodziny polsko-czeskiej, głównego bohatera - Artura Sadowskiego, który postanawia opowiedzieć dziennikarce o swoim trudnym życiu, zanim popełni samobójstwo.

Swoją opowieść zaczyna od lat młodości, kiedy to jego dziadek zaraża go miłością do fotografowania i daje mu pierwszy aparat. Gdy powoli przechodzimy w kolejne lata życia bohatera poznajemy pięć kobiet - Agnieszkę, Monikę, Blankę, Lenkę i Jowitę. Artur kochał je, ale los sprawił, że przez wiele lat obwiniał się o ich stratę. Bał się pokochać, bo każda obdarzona przez niego tym uczuciem osoba odchodziła.

Bohater już jako znany fotograf, wyrusza na wojnę na Bałkany, jako dziennikarz. Chce pokazać światu jej prawdziwe oblicze, aby zaprzestano zabijanie niewinnych i bezbronnych, zwykłych ludzi.

Książka jest momentami wstrząsająco smutna, a czasami miałam ochotę odłożyć ją na półkę. Bardzo podobał mi się też styl pisania autora, dzięki któremu mogłam łatwiej zrozumieć, co chciał nam przekazać. Jestem pewna, że jeszcze nie raz do niej wrócę.

||otro-mundooo.blogspot.com||


Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 23 czerwca, 2011

Źle się dzieje w państwie duńskim. Czemu? Bo A., która skrajnie rzadko sięgała po książki pisane przez Polaków robi to coraz częściej. I co gorsza - podobają się i robią wrażenie. "Umrzeć w deszczu" też zrobiło wrażenie. I to jak najbardziej pozytywne.

Poznajemy historię Arta - pół-Polaka, pół-Czecha, który jest znanym fotografem. Postanawia on popełnić samobójstwo, a na świadka swojej spowiedzi wybiera dziennikarkę. W ciągu paru godzin wyznaje jej wszystkie swoje "grzechy". Poznajemy go jako kilkunastolatka i jesteśmy prowadzeni przez jego życie ... aż do końca.

Etapy życia Arta determinują kobiety - Agnieszka, Monika, Alenka, Blanca i Joy. Każdą z nich traci - jak to zazwyczaj w życiu bywa w najmniej odpowiednim momencie. Każda z nich wnosi wiele w jego "ja" i ... zabiera jeszcze więcej. Historia zatacza dramatyczne koło (jakie - odsyłam do "Umrzeć w ...").

Smutek bije z każdej strony historii. Autor dobiera słowa, które potęgują emocjonalność tekstu. W niezwykle ciekawy (i jakże mi bliski) sposób wplata słowa ważnych dla siebie piosenek w opowieść. Muzyka niejednokrotnie nadaje (lub dodaje) sensu danej chwili - ten zabieg autora zrobił na mnie ogromne i jak najbardziej pozytywne wrażenie. Przy lekturze"Bikini" J.L. Wiśniewskiego odgrażałam się jak bardzo drażnił mnie autor swoim niesmacznym stylem eroto-porno. W przypadku Aleksandra Sowy opisy "zbliżeń" są zmysłowe, nie rażą i nie powodują chęci rzucenia książką w ścianę. Po prostu współgrają z tekstem, który jest smutny i gorzki, ale jednocześnie ciepły i spokojny. Doskonale budowany jest nastrój spowiedzi, która nie rozlicza, nie stopniuje i nie ocenia - a jedynie się dzieje.

Autor prowadzi nas w historii poprzez Wrocław lat 80., Pragę przełomu lat 80. i 90. (moja zdecydowanie ulubiona część!), Amsterdam, Bałkany lat 90. Nie mam wiedzy na temat przygotowania autora do tematu, jednak przyznaję, że imponuje mi swoboda z jaką zmierzył się z wybranymi przez siebie tematami. Pana Sowę czyta się bardzo przyjemnie. Niejednokrotnie miałam wrażenie jakbym słuchała opowieści osoby, którą bardzo dobrze znam.

Muszę jednak dorzucić łyżkę dziegciu do tej beczki miodu ;) Szkoda, że zakończenie jest dość banalne i przewidywalne. Jest konsekwentne, gdyż po bardzo emocjonalnej i uczuciowej historii należało spodziewać się dramatycznego zakończenia. Łudziłam się jednak, że autor wybierze trudniejszą ścieżkę i nie ucieknie się do banału. Szkoda, bo troszkę psuje to obraz tej historii, która jak na debiut jest całkiem niezła.

Jaki wniosek i morał? Warto czytać polskich autorów, coraz ciekawsze perełki nam się ukazują. A mam wrażenie, że im dalej od mainstreamu, tym lepiej, ciekawej - pewnie prościej, ale przez to prawdziwiej. Historia "Umrzeć w ... " pewnie nie powali na kolana, ani nie zrewolucjonizuje czyjegoś życia, ale pozwoli zatopić się w spokojnej, smutnej historii. Która da do myślenia, to na pewno.

http://bazgradelko.blogspot.com


Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 30 grudnia, 2011

"Umrzeć w deszczu" to kolejna powieść pana Aleksandra Sowy, którą miałam możliwość przeczytać i po raz kolejny się nie zawiodłam. Mało tego, zostałam wciągnięta w historię Artura i do głębi nią poruszona.

Artura Sadowskiego - głównego bohatera - poznajemy jako prawie czterdziestoletniego fotografa czesko-polskiej narodowości, który pod wpływem wspomnień sprzed lat zamierza popełnić samobójstwo. Postanawia także przed śmiercią swoją historię przedstawić pewnej holenderskiej dziennikarce. W miarę jak Artur przybliża nam swoje życie, jest nam go coraz bardziej żal. Sam fotograf zaczyna rozumieć, że ciąży na nim okropne fatum. Sprawia ono, że Artur Sadowski staje się samotnikiem.

Jeszcze w latach liceum, kiedy uczył się w Polsce postanowił robić w życiu to, co pokochał, zarażony przez dziadka miłością do fotografii . Swoją karierę rozpoczął w Pradze - gdzie uciekł z powodu nieszczęśliwej miłości, tam też studiował. Okazał się, na tyle świetnym artystą, że był niemal rozchwytywany. Gdy po śmierci jego kolejnego przyjaciela i jego siostry, z którą także był bardzo zżyty wyjeżdża do Holandii, dostaje propozycje wyjazdu na Bałkany jako reporter, gdzie toczy się wojna domowa. Tam Artur poznał nie tylko jak wygląda ta straszna wojna z bliska, ale też kolejnych bliskich mu ludzi. W efekcie splotu wielu wydarzeń po kilku latach spędzonych na Bałkanach Artur wraca do Holandii i mimo kolejnego rozczarowania losem i wielkiego bólu stara się dalej pracować i żyć normalnie. Staje się to jednak ponad jego siły, kiedy natrafia na ślad jego niespełnionej i nieszczęśliwej miłości z nastoletnich lat.

"Umrzeć w deszczu" to chwytająca za serce, przerażająco smutna historia mężczyzny, który nie mógł kochać. Oprócz smutku i żalu, niektóre fragmenty przywołują szczery uśmiech na twarz czytelnika, a nawet śmiech. Jestem pełna podziwu dla tej książki. Muszę przyznać, że czytając zdarzało mi się na przemian płakać i śmiać się. Jedynym zdziwieniem może być tylko mało rozbudowany wątek wojny domowej na Bałkanach, jednak dla mnie nie jest to minus.

Gorąco polecam wszystkim miłośnikom smutnych historii!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorowi ;)


Przeczytana: 08 września, 2011

Jeden z komentarzy głosił, że to "najsmutniejsza książka, jaką czytałam w życiu". Zaintrygował mnie. Czy zgadzam się z tą opinią? Nie jestem pewna. Może za kilka lat powiem, że tak było. Ale dla mnie to nie jest tylko książka. Odbieram to, jako prawdziwą historie. Oczywiście nie jest tak, że oszalałam i nie umiem odróżnić świata fantazji od realnego.
To nie możliwe, że Artur to tylko wymysł pisarza. Nawet postać fikcyjna nie mogła znieść tyle bólu i cierpienia.
Stał się jakby Bogiem. Demonem śmierci. Śmierć chodziła za nim, niechciana. Kochając daną osobę, skazywał ją na dożywocie. Dożywocie, które z reguły nie trwało długo. Był bogiem życia i śmierci. Ale on nie był dumny ze statusu bożego. Chciał być normalnym człowiekiem. Chciał kochać. I mógł. Ale nie długo. Z czasem się tego bał. Bał się siebie.
Przypominał mi postać męczennika. Złe uczucia spadły na jego barki, przybijając gwoździe do jego krzyża. Nic tak nie boli, jak strata bliskich. Każda zostawia na tobie ranę. On miał ich za dużo.

Postanowił skończyć.

Skończyć ze złem. Za dużo jego na świecie. Wojny, mordy,... Za dużo tego widział. I jeszcze ONA. To zapieczętowało koniec jego gehenny.
Książka zrobiła na mnie wielkie wrażenie. Rzeczywiście, trudno się pozbierać. Jednak myślę, że podjął słuszną decyzje. Mało który człowiek dotarłby tak daleko z tym balastem.


Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 01 lutego, 2011

Sięgnęłam po nią po przeczytaniu „Złej miłości”. Nie ukrywam, że po tamtej nastawiłam się na wyjątkową lekturę. I nie pomyliłam się. Co ten autor ma w sobie takiego, że pisze książki, które jakby odpychały od siebie na początku? Nie chce aby je przeczytano? Przecież początkowo jest ckliwa, fragmentami naiwna i naciągnięta do granic możliwości. Myślisz, ze schematyczna. Przewidujesz co będzie dalej, a potem bach.. nie ma było szans aby się oderwać. A potem drugi raz… bach… zakończenie, którego nie sposób przewidzieć. Boże! Ostatni raz płakałam tak przy książce „O psie, który jeździł koleją”! Tyle, że wtedy miałam 10 lat a teraz mam prawie 40! Tę książkę powinno sprzedawać się z ostrzeżeniem: zawiera ponad-normalną dawkę smutku. Nigdy nie wiedziałam, że na wojnie w Jugosławii dochodziło do zbrodni wojennych, nie myślałam też nigdy o wojnie oczami kogoś kto żyje z fotografowania wojny.


Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Posiadam
Przeczytana: 30 lipca, 2010

Fantastyczna historia młodego, samotnego, poszukującego swojego miejsca w świecie, mężczyzny za którym wlecze się ogromny bagaż smutnych doświadczeń. Książka zachwyca i powoduje, że w niektóre wątki wczytujesz się bardzo dokładnie aby nie pominąć ani jednego zdania. Zarazem zmusza czytelnika do refleksji nad własnym życiem. Warto było poświęcić kilka chwil na przeczytanie tej książki. Polecam!


Przeczytana: 22 maja, 2011

Opinia zaznaczona jako spoiler. Pokaż ją.

Drogi Amok!

Nie wiem co napisać. Wiem, że to do mnie nie jest podobne, ale czasem bywa tak, że mam pustkę w głowie. Chociaż tak naprawdę to chciałabym powiedzieć wiele. Masz też tak czasem? Wiem, że mi smutno i nie wiem co z tym zrobić. Książka o której chcę Ci opowiedzieć na pewno Ci się spodoba. Skąd wiem? Bo znam Cię już troszkę i jestem pewna, że ta tematyka przypadnie Ci do gustu.

To moje drugie spotkanie z twórczością Pana Aleksandra Sowy. Mam nadzieję, ze jeszcze kiedyś uda mi się przeczytać Jego inną książkę. „Umrzeć w deszczu” to debiut literacki Autora. Nie wiem tylko czy udany. Wiem tylko, że... mocny. Tak właśnie, mocny. Nie, nie przesłyszałeś się. Z informacji wyczytanych w internecie wiem, że Autor napisał książki o tematyce motoryzacyjnej i jeszcze jakieś poradniki. Zastanawiam się więc, skąd pomysł napisania literatury faktu? A skąd mnie się wzięła literatura faktu? Sam posłuchaj.

„Umrzeć w deszczu” to historia fotografa Artura Sadowskiego. Poznajemy go w momencie udzielania swojego ostatniego wywiadu. Spotyka się w swoim mieszkaniu z dziennikarką i opowiada historię swojego życia. Życia które nie było usłane różami. Ta opowieść to nic innego jak spowiedź. Poznajemy życie Artura, jego pasję do fotografii, którą zaszczepił w nim dziadek. Poznajemy jego miłości, jego życie studenckie w Czechach oraz historię Jego pobytu na Bałkanach kiedy szalała tam wojna. Na końcu towarzyszymy Arturowi w momencie kiedy... popełnia samobójstwo, po tym jak dowiedział się, że jest nosicielem wirusa HIV.

Książka składa się tak jakby z dwóch części. To znaczy ja ją sobie tak podzieliłam. W pierwszej części poznajemy miłości Artura a w drugiej razem z nim przeżywamy tragedię wojny w Bośni. Mój drogi, to najbardziej dramatyczna część książki.

Książka nie zalicza się do łatwych, szybkich i przyjemnych. Ona daje do myślenia i na długo zapada w pamięci. Przede wszystkim ta w której Artur przybywa na Bałkany jako korespondent wojenny. Wojnę widzimy jego oczami. Ten fragment pochłonął mnie do reszty. Nie potrafiłam się oderwać.

W notce od Autora można przeczytać, że „historia Artura jest oparta w pewnym stopniu na moich przeżyciach”. Mnie od razu nasunęło się pytanie w jak dużym stopniu? Które fragmenty można podciągnąć pod wątek autobiograficzny? Może kiedyś uda mi się uzyskać odpowiedzi na te pytania.

Zastanawiam się dlaczego zachwyciła mnie ta książka? No bo mimo iż długo ją czytałam to ona mnie zachwyciła. Na myśl przychodzi mi to, że podobnie jak Artura, mnie również Dziadek zaraził pasją fotografowania. To właśnie dzięki niemu nie rozstaję się ze swoim... canonem.

Wiem jedno, książka i historia w niej zawarta jest poruszająca i smutna. Nie czytaj tej książki kiedy jest ci źle albo gdy jesteś na tak zwanym życiowym zakręcie. Odczekaj chwilkę i przeczytaj. Nie pożałujesz.

Pozdrawiam
Archer


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: sierpień, 2011

Umrzeć w deszczu ....książka smutna ale i bardzo prawdziwa, już po 20 stronie zastanawiałam się czy to jest jedna z tych książek, która zmienia Twoje życie, Twoje spojrzenie na świat. Czytając dobrą lekturę czasami mam takie momenty, ze odkładam ją na półkę by jeszcze jej nie kończyć i żyć życiem bohaterów, by moment zakończenia przedłużać w nieskończoność. I było podobnie tym razem... W tej książce zawarte jest wszystko, miłość, ból, cierpienie, samotność, rozczarowanie, strach i oblicze wojny. I śmierć. Emocje.
Bardzo podoba mi się historia opisu życia przyjaciół bohatera z czasów wojny na Bałkanach, tych dziennikarzy, historia T. i Joszki ....
Natomiast nie godzę się na takie zakończenie chodź od samego początku wiadomo jest, ze bohater chce popełnić samobójstwo. Nieważne ile on wycierpiał, i czy stracił sens życia i ile jest to jego życie warte, co przeżył. Uważam, ze powinien żyć. Chciałabym, żeby żył. Takie jest moje pobożne życzenie. Mam nadzieje, ze to był tylko wymysł autora, fikcja wymieszana z rzeczywistością, bohater żyje i ma się dobrze ....
Książkę się czyta bardzo szybko... historia opowiedziana jest w klimatach, które się zna i pamięta lata 80-90, przepleciona jest miłością do zdjęć co najbardziej mi się podoba i muzyką... Bohater natomiast dziennikarz napiętnowany, od początku jakby skazany na porażkę, od pierwszej miłości, od pierwszej kobiety, śmierć depcze mu po piętach, zaglądała mu w oczy - od spojrzenia psa czyli pierwszego dobrego zdjęcia, które zrobił, do końca czyli śmierci córki. Mam wrażenie, ze bohater sam doprowadza do autodestrukcji uciekając na Bałkany w żywy ogień wojny, po alkohol, narkotyki i prostytutki skazując się tym na własną śmierć, a jedyna prawdziwa miłością jego życia były nie kobiety, które miały tak wielki wpływ na jego życie, a fotografia ... Książka bardzo prawdziwa życiowo ...Polecam


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 12 maja, 2011

Opinia zaznaczona jako spoiler. Pokaż ją.

Amsterdam miasto dźwięków i zabawy, gdzie poważne słowa raczej nie pasują, ale jest miejscem dobrym, by opowiedzieć swoje życie, a może dokonać spowiedzi ze swego życia przed samym sobą. Świadkiem tej rozmowy jest dziennikarka, jej zadanie jest takie jak zawsze - przeprowadzić wywiad, tylko w tym wypadku zamiast pytań są odpowiedzi, a w miejsce dialogu jest monolog, nie przerywany żadnym wyrazem z drugiej strony, tu mówi tylko jedna osoba. Zadaniem dziennikarki jest wysłuchanie tego co ma do powiedzenie mężczyzna i bycie świadkiem jego śmierci. Od początku jej rola jest ustalona - niemy słuchacz i obserwator bez prawa do skomentowania tego co usłyszy. Ekshibicjonistyczny ostatni występ w myśl hasła - "przedstawienie musi trwać" czy raczej jedyna możliwość pokazania swego życia z własnej perspektywy? Szczera chęć powiedzenia prawdy i rozrachunku z mitami czy tylko próba zwrócenia uwagi innych? Może wszystkiego po trochu a może potrzeba zrozumienia dlaczego życie kończy się w tym momencie i co do tego doprowadziło.
Więc toczy się opowieść o ludzkim bycie, wcześnie naznaczonym stratą bliskiej osoby i jednoczesnym wejściem w dorosłość. Mówi się, że dom rodzinny wpływa na człowieka, pozytywnie lub negatywnie jednak zaznacza się na późniejszych dokonaniach. Tak było z głównym bohaterem, początkiem kariery był prezent od dziadka podarowany w pewien wakacyjny wieczór, gdy zastanawiał się nad swoją przyszłością i dalszym życiem. Starszy człowiek widział więcej niż nastolatek, może dlatego, że znał już świat, jego blaski i cienie, a na pewno dostrzegał w swoim wnuku to czego on nie był jeszcze świadomy. Dał mu cel, którego młody chłopak nie widział, coś co pozwalało zapomnieć o bólu, a jednocześnie szansę na wejście na całkiem nową ścieżkę. Nauka fotografowania nauczyła go inaczej patrzeć na świat, dostrzegać drobiazgi, wcześniej umykające i zdobyć doświadczenie na przyszłość. Jedno ze zdjęć zrobionych wtedy naznaczyło życie bohatera na długo, uwiecznienie umierającego psa zostało nie tylko na kliszy, ale i w umyśle jego twórcy. Nowa pasja pozwoliła zapomnieć, a może tylko nie myśleć, o utraconej miłości i zacząć kolejny rozdział w księdze życia - ona też pozostawiła ślad w sercu i umyśle, była kolejnym elementem budującym życiową drogę. Czasem kilka niepotrzebnych słów, źle pojęta duma, poczucie niezawinionej krzywdy wystarczy by zapomnieć o tym co było dobre, o miłosnych przysięgach, by po latach, jak list, którego adresat jest nieznany i wraca do nadawcy, powrócić, przypominając co się straciło przez nierozważne słowa ... Jednak w momencie gdy są one wypowiadane nie ma się świadomości co szykuje los.
Po raz drugi droga wskazana przez dziadka pozwoliła zapomnieć o stracie i rozpocząć kolejny etap życia. Nowe miejsce, nowi znajomi, nowe uczucie - tym razem oparte na przyjaźni, a do tego sukces zawodowy. Tylko czerpać pełnymi garściami ze świata, korzystać z jego uroków, poznawać jego niuanse, beztroska młodość, aż tyle i tylko tyle. To nie kończy się w jednym momencie, chociaż tak się może wydawać gdy nagle odchodzą ludzie dla nas ważni, zostaje nam odebrane coś co wcześniej dostrzegaliśmy i docenialiśmy, ale dopiero gdy tego zabraknie widzimy jak było ważne. Zmienia to nas bardziej niż sami jesteśmy zdolni to zauważyć. Kolejna strata boli równie mocno, a może jeszcze bardziej, bo rana która się zabliźniła goi się dłużej i trudniej.
Nowa życiowa przystań daleko od miejsc, które przypominają straty, daje tylko chwile zapomnienia. Ból jest zagłuszony tylko wtedy gdy zaczyna się czuć strach o własne życie, gdy nie się czasu na myślenie o tym co nam odebrano, bo widzi się wokół siebie o wiele większe ofiary i to nie jako pojedyncze przypadki, ale liczone w setkach, tysiącach, setkach tysięcy. Takie widoki daje wojna, w jej wirze nawet ludzie, którzy z założenia mieli być tylko obserwatorami stają się jej czynnymi uczestnikami. Kiedyś starszy człowiek wskazał ścieżkę bohaterowi, potem zrobił to człowiek, który stracił wszystko co było dla nie najważniejsze, ale wierzył, że pozostał przy życiu bo ma jeszcze do wypełnienia swoją misję, chociaż nie zna jeszcze celu końcowego. Bohater ukazał wojnę od strony, której nie znano lub nie chciano dostrzec tam gdzie zapomniano jej znaczenia. Jednak zapłacił za to otwarciem starej rany - straty bliskich sobie ludzi. W takim momencie nie pamięta się już celu, pozostaje tylko pustka, której nie da się wypełnić. Od tego momentu nie szuka się już bliskości, bo ciągle towarzyszy myśl, że będzie jej towarzyszyć znów ból i odejście człowieka. W chwilach największego osamotnienia, na ślepo, szuka się się towarzystwa by chociaż na chwilę poczuć ciepło. Jednak za ten czas los wystawia słony rachunek.
Ludzkie życie można przedstawić na zdjęciu, można przedstawić wyrazami, utrwalić na taśmie bądź papierze. Jednak będzie to tylko suchy zapis czyichś uczuć, sukcesów i porażek, by je zrozumieć chociaż w małym fragmencie najlepiej słuchać i patrzeć na rozmówcę, czas na zrozumienie nadejdzie gdy się zostanie sam na sam ze sobą i słowami, które się usłyszało. Każda relacja z takiego monologu będzie tylko słabą kopią tego co zostało wypowiedziane.


Na półkach: Przeczytane, Posiadam, 2011
Przeczytana: 04 września, 2011

książka podobna trochę do utworów Wiśniewskiego, które kiedyś mnie zachwycały, po jakimś czasie jednak zdecydowanie przestały. spodziewałam się czegoś innego - więcej opisów wojny, a dostałam książkę z licznymi historiami miłosnymi gdzie wątek wojny istnieje jako jeden z wielu, może nawet nie najważniejszy. może się spodobać, o ile ktoś nie nastawiał się na bardzo wybitne dzieło.


Przeczytana: 29 października, 2010

Wzruszająca opowieść o człowieku, który wciąż szukał szczęścia. Piękna... szkoda tylko, że taka krótka. Poszukuję teraz innych książek autora.POLECAM


Na półkach: Przeczytane, Ulubione
Przeczytana: 07 lutego, 2011

Jestem pod wrażeniem. Od bardzo dawna nie przeczytałem takiej... ciekawej, a zarazem smutnej książki.


Na półkach: Przeczytane, Kindle
Przeczytana: 19 stycznia, 2012

Bardzo smutna i poruszająca opowieść o fotoreporterze Arturze Sadowskim. Książka z różnych względów jest mi bliska, dlatego tak mocno mnie poruszyła i wywołała bardzo dużo emocji.
Napisana w taki sposób, że chce się głównego bohatera chronić, schować, by był już bezpieczny i nic mu się nie stało. Bardzo się zżyłam z Arturem Sadowskim i każdy jego smutek był moim.
Polecam dla wrażliwych czytelników.


Na półkach: Przeczytane, Pożyczane
Przeczytana: 06 maja, 2012

Chociaż język w pewnych momentach przypominał mi ten z moich opowiadań pisanych w gimnazjum, to książka jest bardzo wzruszająca i przygnębiająca.


Na półkach: Przeczytane, Posiadam, EBOOK
Przeczytana: 16 maja, 2012

Po pierwszym, niezbyt udanym spotkaniu z twórczością autora, postanowiłam spróbować jeszcze raz. Kierował mną niedosyt i przeczucie, że zostanę mile zaskoczona. I przeczucie mnie nie zawiodło. "Umrzeć w deszczu" to wzruszająca historia człowieka, którego w życiu wciąż spotyka nieszczęście. Jego pragnienie miłości przegrywa w walce z prześladującym go fatum. Jest to także opowieść o wojnie i o tym, jak wielkie sieje ona spustoszenie w życiu i w sercu człowieka. Mocną stroną książki jest sama historia, która wciąga już od pierwszych stron, oraz poetycki język (szczególnie rzucający się w oczy przy opisach kobiet). Słabą stroną natomiast redakcja tekstu, a raczej jej brak. Miałam wrażenie jakbym czytała surową wersję książki. Brak akapitów w miejscach, które aż się o nie proszą, miejscami brak widocznego oddzielenia dialogu od narracji - te szczegóły rzucają się w oczy i odwracają niepotrzebnie uwagę od historii Artura. Pomijając jednak kwestie czysto techniczne uważam, że historia Artura, choć smutna, warta była poznania.