pokaż co czytasz i dowiedz się,
co czytają Twoi znajomi.
Kliknij tutaj i dołącz do nas!
Poczekajka
Poczekajka to powieść wysnuta z marzeń i snów, spleciona z miłości i nienawiści, okraszona garścią humoru i doprawiona szczyptą magii. znajdziesz w niej zarówno radość życia, jak odrobinę łez, które n... Poczekajka to powieść wysnuta z marzeń i snów, spleciona z miłości i nienawiści, okraszona garścią humoru i doprawiona szczyptą magii. znajdziesz w niej zarówno radość życia, jak odrobinę łez, które nadają mu smak. Jej lektura da Ci wiarę, że nie wolno tracić nadziei. Ani marzeń. Przenigdy. Poczekajka to książka dla samotnych, dla szczęśliwie i nieszczęśliwie zakochanych. Dla każdej z nas! pokaż więcej.
Moja Biblioteczka
Gdzie kupić?
Opinie znajomych
-
386
-
895
-
49
Opinie czytelników
Patrząc przez okno na deszcz sączący się z szarego nieba, zatęskniłam do słońca i zapachu wiosny.
- Czym sobie poprawić humor? Może czekolada...Nie, pójdzie w biodra i nie zapnę się w ulubionej spódniczce. Może lepiej jakaś sympatyczna lekturka?
Strzał w dziesiątkę! Przypomniałam sobie o pożyczonej od przyjaciółki "Poczekajce". Biorę książkę do ręki i... co widzą moje oczęta? Lato! Ciepłe pachnące miodem i owocami lato. Z uśmiechem na twarzy i w sercu zabrałam się za czytanie.
Przepełniona lekkim humorem powiastka o przesympatycznej, młodej pani weterynarz, pozytywnie szurniętej i zafascynowanej magią. Dodatkowo grafomance o wybujałej wyobraźni i poczuciu humoru, którym łatwo się zarazić :). Język raczej młodzieżowy sprawia, że lekturkę czyta się niezwykle przyjemnie. Nie chciałabym pisać streszczenia, więc podkreślę tylko, że w książce mamy do czynienia z dążeniem do spełnienia Patrysinych marzeń. Nie całkiem przyjemne wydarzenia i spiski utrudniają (tak się na pierwszy rzut oka wydaje) zrealizowanie planów. Oj, nie zabraknie momentów grozy...
Polecam czytelnikom, którzy potrzebują chwili rozluźnienia i odpłynięcia na łódce w stronę wyspy wyobraźni. Pamiętajmy: Warto mieć marzenia, bo to one dodają życiu sens :)
P.S Zapach truskawek pojawiał się zawsze, gdy otwierałam książkę :D
"Poczekajka" to książka którą "wciągłam" w ciągu jednej nocy ...śmieszne ,żeby czytać a nie spać , niestety nie mogłam się oderwać !!!
Może i dziwne ale prawdziwe , lubię czytać i czytam różniaste książki, ale ta mnie zafascynowała !!!!! nie wiem dlaczego , sama się zastanawiam , może magia, może zwierzęta...a może ZOO ....ale chyba jednak styl pisania autorki bardzo mi odpowiadał !!!
Świetna , lekka i taka .....magiczna jak już wciągnie nie odpuści , tak się stało ze mną ....no cóż kupiłam szybciorem dalsze losy Patrycji ....
Wracając do "Poczekajki" dlaczego mam Wam nie polecić , mnie się podobała bardzo, wiadomo każdy ma swój gust. Czego mi brakowało???? chyba tylko tego ,że nie miałam pod ręką następnej części (O: Musze przyznać ,ze Pani Kasia fantastycznie napisała tą książkę !!
Tak czekałam na tę książkę, prosiłam mamę i znajomych o zakupienie jej, gdy już się stałam dumną posiadaczką tej oto pozycji postawiłam ją w swojej biblioteczkę odkładając czytanie na później, żeby móc się dłużej książką nacieszyć...
I po tym wszystkim zaczęłam czytać...i nic. Żadnej radości czytelniczej tylko jedno wielkie rozczarowanie. Ktokolwiek jest odpowiedzialny za opis na okładce mówiący 'Jeśli podobała Ci się "Ania z Zielonego Wzgórza" to na pewno pokochasz Patrycję z Chatki Wiedźmy'. Ja uwielbiam Anię, a Patrycji niestety nie pokochałam,a wręcz przeciwnie denerwowała mnie strasznie. Zamiast przyjemności czytania non stop wzbierała się we mnie agresja.
Głównym jej powodem była właśnie główna bohaterka, pani weterynarz. Miałam ochotę jej powiedzieć-Popukaj się w głowę dziewczyno. Taka była irytująca.
Drugim powodem mojej irytacji byli męscy bohaterowie, a raczej postacie rodem wzięte z brazylijskiej telenoweli. Za każdym razem jak pojawiał się Łukasz (o zgrozo) na rumaku, przed oczami widziałam 'Armanda' z nażelowanymi włosami i rozpiętą koszulą przemierzającego stepy swojej hacjendy.
Trzeci powód wioska-czy można być bardziej stereotypowym, chyba nie.
Książka zgrzytała przy czytaniu, język i poszczególne wątki, które zupełnie nie współgrały z fabułą. Cały czas miałam jednak nadzieję na jakieś zaskakujące zakończenie, nieoczekiwany zwrot akcji, który niestety okazał się zupełnie przewidywalny.
Podsumowując, "Poczekajka" nie jest pozycją dla mnie, nie warto było czekać, nie mam też ochoty sięgać po kolejne tomu, jestem skutecznie odstraszona po przeczytaniu pierwszego.
Już od pierwszych stron uwagę przyciąga zaskakująco przyjazny język. Lekki, dowcipny styl pisania, tworzący miły i spokojny nastrój, zgrabnie utrzymywał się przez całą powieść. Dalej warto wspomnieć o postaciach. Prym wiedzie tu Patrycja, lekarz weterynarii i wielbicielka magii. Tak, w tej książce znajdziecie prawdziwą magię. To ona zmusi Patrycję do poszukiwania małej chatki, pod którą ma przyjechać Książę na Białym Koniu. Na początku brzmiało to dla mnie wybitnie naiwnie, ale okazało się całkiem przyzwoicie wplecione w rozwój zdarzeń. Patrycja oczywiście odnajduje ową chatkę w tytułowej Poczekajce – małej mieścince koło Zamościa. A potem – poznaje nowych ludzi. Mamy więc lekko zakręconego księdza Antoniego, miłego i pomocnego Dziadka, miejscowego lowelasa Zenka i plątające się wszędzie psy, koty i węże. Do tego dochodzą dwa, pozwolę sobie użyć określenia, konie napędowe dalszej akcji, czyli Książęta z Bajki. Kolekcjoner spódniczek Łukasz i łotr o dobrym sercu Gabriel. A wszyscy mają swoje niepowtarzalne charaktery, zgrabnie i wyraźnie nakreślone przez Autorkę.
Co do samej fabuły, jak się można domyślić, będzie się ona kręciła głównie wokół dylematu: Łukasz czy Gabriel. W tle, a może raczej na drugim planie, pojawi się praca Patrycji w ogrodzie zoologicznym. Autorka przedstawia nam wiele bardzo zabawnych zdarzeń, ale nie szczędzi też mniejszych i większych dramatów.
Podsumowując: „Poczekajkę” czyta się bardzo przyjemnie, zatem polecam ją tak na dwa wieczory, dla relaksu.
Po „Poczekajkę” sięgnęłam zaintrygowana teledyskiem, reklamującym omawianą książkę. Piękna, samotna kobieta, stara chałupa w strasznej dziurze zwanej Poczekajką i rycerz na koniu? I to ma być magia? Ano magia. Bo ta książka jest magiczna w swej prostocie i naturalności.
Ale po kolei. Patrycja, pani weterynarz z zawodu, czarownica z pasji, dość ma bezczynnego oczekiwania na księcia z bajki. Postanawia wyjść miłości naprzeciw. Wyjść, a właściwie wyjechać- w znaczeniu dosłownym. Za pomocą wahadełka i mapy, kieruje swe kroki w różne zakątki Polski, i świata - włączając nawet i Ukrainę. I tak wracając z kolejnej nieudanej wyprawy „za księciem” auto odmówiło posłuszeństwa i rozkraczyło się chcąc nie chcąc na środku dziczy, gdzie głucho wszędzie, cicho wszędzie. Patrycja - głodna, spragniona i zła, stanęła na drodze wyczekując pomocy. I owszem, wsparcie nadeszło, lecz nie był to bynajmniej książę na białym koniu lecz miejscowy chłopczyna na traktorze. Jak przystało na dżentelmena pomoc swą zaofiarował i auto na hak wziął. I takim sposobem Patrycja znalazła się w Poczekajce, gdzie jej oczom, ukazała się chatka z marzeń i snów.
I wtedy wszystko się zaczęło.
Oczarowana i zakochana (póki co w chatce), Patrycja postanawia zmienić całe swoje życie. Porzuca pracę w lecznicy, miejski tryb życia i wraz z Pandą – psem, przeprowadza się na łono natury. Wszystko zaczyna układać się po jej myśli. Otrzymuje posadę lekarza w zamojskim zoo. Perypetie pani doktor dostarczą czytelnikom niejednej okazji i do śmiechu i płaczu (też ze śmiechu). Patrysine życie nareszcie przybrało właściwy tor, do pełni szczęścia brakuje tylko Amrego- wymarzonego, ale realnego księcia z bajki. I coby tradycji stało się zadość, królewicz zjawia się, a i owszem. Przystojny, szaleńczo zakochany w swej wybrance, wyśniony i wywróżony ideał.
Więc co będzie nie tak, jak być w bajce powinno? Tego już nie zdradzę. Przeczytajcie sami : )
Pierwsza z książek tej autorki i pierwsza w którą wsiąkłam i to dosłownie! Rozwinięta niezwykle akcja, dużo zwierząt i mnóstwo poczucia humoru sprawia że lektura jest przyjemna. Autorka ma naprawdę lekkie pióro, co nie znaczy że porusza błahe sprawy, czytając bowiem tę książkę po raz kolejny dostrzegłam wiele ważnych rzeczy poruszających ludzkie dusze i serca, które nigdy nie powinny schodzić na dalszy plan. Polecam wszystkim, tym młodym i tym starszym, nie tylko jako lekturę do poduszki, ale i w każdym innym miejscu. Ostrzegam jednak, poczucie humoru i śmiech gwarantowane! ;)
Lektura, od której wprost nie idzie się oderwać. Zarazem prosta jak i urzekająca barwą wiejskiej rzeczywistości. Razem z bohaterką przeżywałam jej perypetie i miłostki. Książka rozbawia, rozczula i porywa do ostatnich stron. Szczerze mogę polecić tę typowo kobiecą literaturę każdej miłośniczce przygód, zwierząt oraz niebanalnych romansów.
"Poczekajka" to pierwsza powieść Katarzyny Michalak z 2008 roku i moje pierwsze spotkanie z jej twórczością. Ta sympatyczna, urokliwa pani patrząca z okładki książki to z zawodu lekarz weterynarii. Jest ona także grafikiem komputerowym, producentem teledysków oraz twórcą scenariuszy i teledysków. Jednym słowem osoba niezwykle pracowita, zdaje się że także wszechstronna, konsekwentnie realizująca swoje marzenia. Pytanie tylko, czy w gąszczu tych wszystkich zadań, celów i obowiązków, które im towarzyszą, jest w stanie realizować się we wszystkich tych dziedzinach w równym stopniu i czy nie traci na tym np. literatura, bo to ona interesuje mnie najbardziej i ją chcę analizować. Przejdźmy zatem do "Poczekajki".
Patrycja Marynowska, główna bohaterka książki, to młoda pani weterynarz z Warszawy, która marzy o wyrwaniu się spod skrzydeł swojej nadopiekuńczej matki-mecenaski, znalezieniu swego miejsca na ziemi poza stolicą, a przede wszystkim o spotkaniu prawdziwego księcia z bajki (kryjącego się pod tajemniczym pseudonimem - Amre), który przybędzie do niej na najprawdziwszym rumaku i będą żyli razem długo i szczęśliwie. W osiągnięciu tego celu dziewczyna nie cofa się przed sięgnięciem po szczyptę magii (zostaje nawet zaliczona w poczet czarownic!), a za sprawą własnej odwagi znajduje Chatkę Wiedźmy, zrujnowany domek we wsi Poczekajka na Zamojszczyźnie, gdzie zamierza spełnić wszelkie swe marzenia. Kiedy dostaje pracę w zoo (wydaje się to być banalnie proste, mimo panującego na tych terenach bezrobocia), błyskawicznie remontuje swe gniazdko, a kiedy do drzwi puka kandydat na Amrego, happy end wydaje się być blisko. Niestety, aż tak pięknie nie będzie...Patrycję spotkają liczne przykrości ze strony wiejskiej społeczności, przypominającej skadinąd tę z telewizyjnego "Rancza". Swoją drogą tak stereotypowe przedstawienie wsi aż mnie zabolało, choć z niej nie pochodzę...
No właśnie i tu zaczynają się schody, bo rzeczy, których nie przypadły mi do gustu jest więcej. Cała historia wydała mi się zbyt płytka, przewidywalna, niczym zwykłe, podrzędne czytadło pisane jedynie do szuflady. Jej język jest prosty, dlatego książkę czyta się szybko i równie szybko się ją zapomina, bo niewiele wnosi (żeby nie powiedzieć, że nic nie wnosi)... Niby wpleciono w nią (wątpliwy) wątek kryminalny, momentami jest uroczo i zabawnie, ale całość tworzy moim zdaniem zwykłego harlequina pełnego namiętności, tęsknot, nienawiści i zdrady. Ot, kolejne romansidło, tym razem z weterynaryjnym tłem i magicznym klimatem (magicznym od czarów, a nie od cudów, wspaniałości). Jest w nim zakochana po uszy kobieta pisząca listy, wysyłane na adres pewnego pisarza, który w całej historii odegra decydującą rolę, pojawią się także przesłodzone postaci takie jak gapowaty ksiądz Plama, dobrotliwy dyrektor zoo, mądry Dziadek Aureliusz czy słodka Hania - przyjaciółka Patrycji oraz dwa czarne charaktery. To, co strasznie przeszkadzało mi w tej książce to poczucie humoru autorki, które w niektórych momentach było moim zdaniem wymuszone, wręcz groteskowe. Pojawiały się wulagryzmy wykropkowane co prawda, które w odbiorze przypominały artykuły nastolatek z Bravo czy fragmenty książek pokroju Grocholi, Sowy czy Kuny - o zgrozo! - (zwolenników wymienionych pań z góry przepraszam, ale nie jest to moja bajka). Dialogi miały chyba być błyskotliwe, magia podobnie jak bajkowy klimat, dodać całej historii smaku, zaś wątki z zoo przywodzić na myśl interesujące opowieści państwa Gucwińskich. I chyba te ostatnie podobały mi się najbardziej, bo dały możliwość przyjrzenia się pracy z dzikimi zwierzętami od drugiej strony i może lepiej by się stało, gdyby pani Katarzyna zajęła się pisaniem swoich wspomnień z obcowaniem z nimi, a nie siliła się na powieści. Poza tym drażniła mnie duża czcionka zastosowana w książce (w jakim celu???) i koszmarnie długie tytuły kolejnych rozdziałów (np. rozdział VI zatytułowano: O legwanie mordercy, wróżbach z papieru toaletowego, drogowskazach na słupie elektrycznym i tym, który powinien być Amrem, a nim nie jest, więc kto jest?).
Zastanawiałam się podczas lektury (przyznaję - męczącej dla mnie strasznie), do kogo jest adresowana ta pozycja. Na myśl przyszły mi dwie grupy: młode dziewczyny i kury domowe o niezbyt wyrafinowanym guście literackim. Do żadnej, a zwłaszcza tej drugiej nic nie mam, bo sama się do niej póki co zaliczam, ale po kolejne dzieła pani Michalak ze "Słonecznej Trylogii" z pewnością nie sięgnę. Jest to przykład literatury pisanej tylko dla kobiet z potężną promocją, a jak wiadomo z reguły to, co rozreklamowane marne jest i już. Więcej znęcać się nad "Poczekajką" nie zamierzam, bardzo jestem ciekawa, czy znajdzie się tu ktoś myślący podobnie do mnie, czy też zostanę pożarta żywcem przez wiernych fanów pani Katarzyny.
Opinia została opublikowana na moim blogu:
www.mojaksiegarnia.blogspot.com
Kiedy zaczęłam czytać nie mogłam się oderwać.
Barwne postacie, odrobina magii, wielka miłość i równie wielka nienawiść, tajemniczy rycerz, malownicze pejzaże - można by jeszcze długo wymieniać atuty tej książki. Może nie jest to najbardziej ambitna rzecz jaką przeczytałam, ale z pewnością zapada w serce. Autorka pisze prostym językiem, czasem wręcz potocznym i co najważniejsze - widać, że lubi swoich bohaterów, nawet robiącego za czarny charakter Łukasza.
Doskonała lektura na jesienny, deszczowy wieczór - z pewnością przywoła lato i słońce...
To było straszne. Trzeba sporo autosadyzmu żeby doczytać toto do końca. Miłośniczkom Danielle Steel serdecznie polecam. Pozostałym - broń Boże!
„- To proste: przynajmniej raz w życiu chcę spełnić moje marzenie, a nie matki. Przynajmniej raz w życiu chcę pójść moją drogą, a nie tą, którą powinnam iść bo tak twierdzicie wy."*
Każdy z nas marzy, tonie podlega żadnym negocjacją, wątpliwością i tym podobnym. Ale czy każdy z nas ma tyle wiary, samozaparcia i ducha żeby zrobić wszystko aby się spełniły? Jesteśmy gotowi rzucić wszystko i ruszyć w pogoń za marzeniem? Rzucilibyśmy wszystko by udać się „na koniec świata”? Jeśli już by się tak stało to po którym rozczarowaniu wrócilibyśmy ze smętnie spuszczoną głową?...
Patrycja Marynowska jest lekarzem weterynarii i obecnie mieszka w małym mieszkaniu na Żoliborzu. Dziewczyna marzy o małym domku daleko od miasta i pracy w ZOO. Oczywiście też o księciu z bajki (która o nim nie marzy?), w tym przypadku Amre. Jej hobby to zbieranie jednorożców, oraz wszystkiego co związane z magią, Pati pisze grafomaństwo- tak mówi o swojej powieści. Ma oddaną przyjaciółkę i matkę, która tak dba o pozory, że jest w stanie zrobić wszystko by córka zrobiła to co należy. Znaczy według niej oczywiście.
Ale córka jak to ona za nic ma sobie „co pomyślą inni” i... udaje się na sabat. Tak sabat czarownic. Prawda to czy mara już sami musicie ocenić. Tam dowiaduje się, że Amre i jej chatka czekają, a ona musi wierzyć i iść... No to idzie i wiecie co robi? Szuka, jeździ wszędzie gdzie ją poniesie, niestety jak na złość ani chatki, ani księcia. Zwątpienie się wkrada, już puka do serca, ale nic z tego! Na horyzoncie pojawia się Poczekajka i jej, tak jej chatka... a Amre? Nooo on się znajdzie, przecież nie wszystko od razu. Szczytem radości jest upragniona praca w ZOO, no jak nic trzeba wierzyć w magię! Patrycja rzuca życie w stolicy i zamieszkuje w Poczekajce, jak to w małych wioskach bywa początkowo jest niechętnie przyjmowana, ale z czasem... No i co? Można powiedzieć, że to już prawie koniec nie? Nic bardziej mylnego. Wspominałam o mamie, prawda? Nie podobają jej się wyczyny pierworodnej i postanawia zrobić wszystko by było jak ona chce... A jeśli skrzywdzi przy tym Pati... no cóż, kto dziś nie cierpi?
Co takiego wymyśliła matka młodej dziewczyny? Czy Pati spotka swojego Amre, a może nadchodzące zdarzenia spowodują utratę marzeń i wiarę w ludzi... Co naszą marzycielkę spotka w Poczekajce?
To książka o marzeniach, o wierze w ich spełnienie i determinacji w dążeniu do ich spełnienie. Patrycja jest jak dziecko, które nie ma problemów z byciem sobą, komuś się nie podoba to trudno. Ona jest taka prostolinijna, nie kłamie, nie kręci. Do tego ten jej sposób bycia, wiara w ludzi, odwaga. Tym mnie najbardziej ujęła. Książkę czytałam głównie w nocy bo tylko wtedy miałam czas i wiecie co? Pozostałym domownikom nie bardzo się to podobało bo standardowo co kilka minut wybuchałam nie pohamowanym śmiechem. Nie potrafiłam się powstrzymać. Przygody, które miała Patrycja były czasem tak zabawne, aż nieprawdopodobne, i ta jej praca w ZOO, to jak nic nie wiedziała. Jej się nie da nie polubić. W książce jest pewien Łukasz, który stwierdził, że ona jedna nikogo nie grała – to chyba jedyny moment gdy przyznałam mu rację.
Co do postaci to jak już wspomniałam najbardziej polubiłam Patrycję, za to, że jest sobą, że nie udaje, nie mąci. Kocha zwierzęta, nawet krowy myje płynem do kąpieli. Zaraz po niej jest Dziadek, staruszek, który maczał trochę palce w zakończeniu. Następnie Plama, ksiądz, który zawsze, no prawie wiedział, kiedy przybyć. Nie polubiłam matki Pati, za to jak ją potraktowała, Artura i wcześniej wspomnianego Łukasza również.
„Poczekajka” to świetna pozycja na dni smutne i ponure. Gdy masz chandrę, gdy chce Ci się płakać, gdy tracisz wiarę. Ta powieść Ci pomoże, zapewni wielką dawkę energii i łez śmiechu. Kasia pisze w taki sposób, że nie można się oderwać od czytania, cały czas się śmiejesz, a gdy robi się smutno masz ochotę tego kto psuje to szczęście zniszczyć wykopać... za drzwi. Do tego wszystkiego język, który jest nieskomplikowany i łatwy w odbiorze. Czytelniku weź ją do ręki i przepadnij jak ja przepadłam. Daj się ponieść marzeniom, zawalcz o nie jak Patrycja, uwierz i idź...
*str.34(e-book)
Po tę książkę sięgnęłam w księgarni bez niczyjego polecenia. Przyciągnęła mnie niesamowita zieleń okładki (choć niektórzy twierdzą że nie powinno się wybierać książki po okładce - cóż ...). Zaczęłam czytać i od razu wessało mnie w świat w niej przedstawiony - niby realny, teraźniejszy taki codzienny a jednak z elementami magii - ale bardzo strawialnymi - a nawet bardzo bardzo dobrze robiącymi całej historii (a muszę zaznaczyć, iż nie jestem fanką fantasy i jak do jeża podchodzę do tego typu wstawek w literaturze). No i zakochałam się i w "Poczekajce" i w "Zachcianku" i w Autorce chcę więcej książek tego typu!!
Dawno tak się nie uśmiałam podczas lektury! Autorka ma lekkie pióro i cudowne poczucie humoru. Jak dla mnie książka jest dobra, pod warunkiem, że czyta się ją z odpowiednim nastawieniem i lekkim przymrużeniem oka. Jedyny minus to niezbyt zachęcający początek, ale potem jest już tylko lepiej! Powieść idealna na wakacje! Polecam oczywiście, a sama pędzę do księgarni po resztę książek K.Michalak! ;) :)
Zwykle nie czytuję szeroko pojętej literatury kobiecej, niemniej... Wreszcie coś co wysysa z tego świata w jakiś innny, lepszy a przynajmniej ładniejszy i ładniej pachnący ;) Przy tej lekturze można po prostu odpocząć. PS. Nie szata zdobi... blabla... ale ta okładka jest magiczna.
Są książki wyjątkowe, niepowtarzalne, do których powraca się wielokrotnie, takie, o których myśli się - to moja książka. Dla mnie taką pozycją bez wątpienia jest "Poczekajka" Katarzyny Michalak.
Patrycja Marynowska to młoda, wrażliwa pani weterynarz. Dziewczyna marzy o Wielkiej Miłości i w poszukiwaniu swego wymarzonego Księcia nie waha się sięgnąć nawet po magię. Przystankiem w tych poszukiwaniach staje się Chatka Wiedźmy - mały, drewniany domek usytuowany w tytułowej Poczekajce. Wkrótce dziewczyna dostaje wymarzoną pracę w zoo, a do drzwi puka kandydat na księcia. I tu, gdzie większość historii ma swój happy end, w "Poczekajce" to dopiero początek...
Bohaterka wykreowana przez panią Katarzynę różni się od tych serwowanych nam obecnie przez wiele autorek. W większości czytamy dziś o kobietach goniących za karierą, marzących o awansach, zagranicznych wojażach, zmieniających partnerów jak rękawiczki, dla których miłość i dzieci to często kwestia przypadku, nierzadko niemal przeszkoda w osiągnięciu "spełnienia". Patrycja jest pod tym względem wyjątkowa - oczekuje miłości i jest gotowa ją ofiarować. Nie mniej ważne miejsce w jej życiu zajmuje poszukiwanie Domu, własnego, szczęśliwego miejsca na ziemi. Postawa taka wydaje się wręcz niewyobrażalna w dzisiejszych czasach, kiedy to jesteśmy "obywatelami świata". Cała jej postać zresztą została nakreślona z wielkim wdziękiem i wrażliwością - nie ma chyba kobiety, która choć raz nie pomyślałaby podczas lektury "O Boże, to przecież ja!". Wyraziste postaci to zresztą specjalność pisarki. Wystarczy wspomnieć mojego ulubieńca księdza Plamę, dyrektora zoo, Dziadka Aureliusza, szaloną przyjaciółkę Patrycji Hanię, pięknego i niebezpiecznego Łukasza czy też równie pociągającego, co tajemniczego Holendra - widać, że pani Katarzyna lubi swoich bohaterów oraz że jest wnikliwą obserwatorką.
Oprócz wspaniałych postaci, tak pierwszo-, jak i drugoplanowych, wielkim atutem jest humor. Pierwsze spotkanie Patrycji ze wspomnianym Plamą, wszystkożerna krowa czy też kultowe już "Jaga, nie umieraj" wywołują uśmiech na samo tylko wspomnienie. Całości dopełniają błyskotliwe dialogi i urocze opowieści o pracy w zoo. Tych ostatnich zresztą jak dla mnie było stanowczo zbyt mało - z przyjemnością przeczytałabym książkę z takimi tylko historiami. Na uwagę zasługuje też misternie wpleciony w cała akcję wątek magiczny. Pani Michalak udało się ponadto osiągnąć złoty środek między dialogami a opisami - w książce nie ma dłużyzn, nie jest też przegadana, a lekkie pióro i przejrzysty styl powodują, że lektura to sama przyjemność. Jednocześnie stworzyła dzieło bardzo niejednoznaczne. Bez wątpienia jest to powieść obyczajowa, z bardzo wyraźnie zarysowanym wątkiem romansowym, choć nazwanie je tylko romansem byłoby krzywdzące. Z drugiej strony obok wszechobecnego humoru nie brak tu elementów dramatycznych. Tym większe należą się brawa za stworzenie tak wciągającej pozycji.
Wielu zarzuca autorce, że napisała bajkę dla znudzonych kur domowych. Owszem, książka nie jest pozbawiona pewnej bajkowości, lecz pod tą otoczką pisarka przemyca kwestie ważne i trudne, pokazuje nam, że świat choć piękny, bywa też niebezpieczny, a miłość, dar przecież bezcenny, wielu traktuje jak towar, który można kupić i sprzedać. Że czasami cios, jak i prawdziwe uczucie, może nadejść z zupełnie nieoczekiwanej strony. A nade wszystko przypomina nam, że każda z nas jest marzycielką,że warto być marzycielką i pobudza do nowej walki o spełnienie naszych pragnień.
Z "Poczekajką" zetknęłam się w bardzo trudnym momencie życia, zmagając się ze smutkiem po śmierci bliskiej osoby. Książka ta oferowała mi pociechę i nadzieję, jakiej nie potrafili mi dać moi przyjaciele. Nie bez powodu historia Patrycji zyskała miano "Słonecznej Trylogii". Trudno nie skończyć lektury nie będąc rozświetlonym jakimś wewnętrznym światełkiem, nową wiarą, z uśmiechem na ustach. Trudno nie przypomnieć sobie o swoich dawnych marzeniach i nie pomyśleć "A może by tak spróbować?". To pozycja dla wszystkich, zarówno dla młodych dziewcząt, na które dopiero czekają miłosne uniesienia, jak i tych nieco starszych, które zagubiły nieco dziewczęcą wrażliwość w prozie codzienności. Idealna na długie jesienne wieczory i wakacyjny piknik, do samotnego czytania w fotelu przed kominkiem, jak i wspólnej lektury z ukochaną osobą.
Pani Katarzynie udało się oczarować rzeszę czytelniczek i doprawdy trudno się temu dziwić. Potrzebujemy takich książek - ciepłych, mądrych, dobrych. Dla mnie bez wątpienia przygoda z tą autorką dopiero się zaczyna.
Jak chwaliłam się na fejsbukowej stronie mojego bloga sprezentowany mi telefon sprawdza się idealnie w roli czytnika ebooków. Faktycznie jakość czytania jest o niebo lepsza niż na ekranie komputera. Skoro nie mogłam dostać się do biblioteki dorwałam się ebooka i w ciągu kilku chwil połknęłam ową słynną magiczną „Poczekajkę”. Nie ukrywam, że impulsem był teledysk. Kiedyś miałam ją w rękach i zaczęłam czytać, ale mało mnie krew nie zalała wiec dałam sobie spokój. Teraz – myślę sobie – czas na drugą szansę. Przemęczyłam fragment o sabacie bo to chyba wprawiło mnie w taka irytację i brnęłam dalej przez momentami nudne opisy, że od przewijania ekranu bolał mnie kciuk, łykałam porcję humoru która miała bawić do łez a u mnie wzbudzała łzy irytacji bo mnie nic w tym nie bawiło. Owszem przyznam się uczciwie, że wątek Gabriela i Patrycji jakoś mnie ujął w pewien dziwny, pokrętny i trudny do opisania sposób, chociaż całokształt oceniam ogromnie nisko.
Dlaczego? Czy dlatego, że nagromadzono tam wiele nieprawdopodobnych zbiegów okoliczności? Nie. Owszem magia, ten bzik na punkcie horoskopów irytował mnie, sama nie wierzę w takie rzeczy i po prostu porzucenie swojego życia z powodu jakiejś wizji rycerza na białym koniu(ratunku!!) mnie nie przekonuje, ludzie kto normalny tak postępuje. Nie przekona mnie do tego nikt i nic.
Ale nic to. Przeprowadza się na wieś zabitą dechami i oczywiście schematyczną do bólu. Podobno te czasy minęły i polska wieś nie jest synonimem ciemnogrodu, ale kolejna książka którą czytam i jako mieszkanka wsi, tak z dziada pradziada niemalże w stu procentach(no dobra w 75%) czuję się obrażona. Jeśli ktoś wsi nie rozumie a ciężko jest pojąć tych pracujących ciężko przez całe życie ludzi to niech nie wyskakuje z filozofią rodem z silnego i nowobogackiego PRL-u. Nie tędy droga. To taka dygresja podszyta owszem lekką nutką agresji bo mnie już to męczy, ale jestem ciemnym wieśniakiem, zaraz skoczę po widły, bo tak się u nas załatwia sprawy ;).
Ale wracając do powieści. Jak to na wschodzie oczywiście osoba ze wsi znajdzie pracę na pstryknięcie palcem, ale pal sześć robota, mężczyźni rzucają się na miastową i wnet bohaterka będzie przebierać w nich jak w ulęgałkach.
W sumie książka jest na topie albowiem mamy zapadłą chałupę, którą bohaterka remontuje błyskawicznie, mamy przystojnych mężczyzn i dylematy tejże bohaterki. I tak moim zdaniem wystarczyłoby to opisać. Bo do tego się to sprowadza. Porównanie do Ani z Zielonego wzgórza… oparte chyba na kolorze włosów bohaterki. Li i jedynie.
Na pewno do tej książki nie będę wracać w czasie moich gorszych dni, wolę starą dobrą Anię.
I ewentualnie teledysk sobie pooglądam.
W dalszym ciągu po rozczarowaniu Poziomką i teraz Poczekajką nie mówię nie. I to jest właśnie wiejski, chłopski upór ;)
I pozdrawiam dojeżdżających do pracy 20 kilometrów w warunkach opisanych w książce. Naprawdę. Ja dojeżdżałam. Powodzenia ;)
Ze względu,że lato nas nie rozpieszcza w tym roku i miałam ochotę na ucieczkę w prawdziwe wakacje, bez trupów, śledztw i takich innych kryminalnych zagadek :). Postanowiłam postawić na typową babska literaturę za którą normalnie nie przepadam i wpadała mi w ręce "Poczekajka" Katarzyny Michalak. Było to pierwsze spotkanie z twórczością tej autorki. Recenzje które czytałam były różne jedne wychwalające pod niebiosa inne wprost przeciwnie. Kierowana ciekawością sięgnęłam i ja.
"Poczekajka" to powieść wysnuta z marzeń i snów, spleciona z miłości i nienawiści,okraszona garścią humoru i doprawioną szczyptą magii.........Tak brzmi tekst na okładce. Eh magia pomyślałam zawsze kojarzy mi się z książkami fantasy ,które znajdują na liście zaraz po romansidłach z którymi do mnie nie podchodź chyba,że z kijem ;P. Ale jak szczypta to przeżyję :))))). Główna bohaterka Patrycja Marynowska lekarz weterynarii, mieszka sobie w stolicy w mały mieszkanku na Żoliborzu. Ale jej największę marzenie to zamieszkać gdzieś w pięknym małym domku poza miastem,pracować w ZOO i chyba tak jak większość dziewcząt i kobiet marzy o swoim wymarzonym rycerzu na czarnym rumaku w książce nazwanym roboczo Amre. Jej hobby to zbieranie jednorożców i wszystko co związane z magią,pisanie powieści zwanych przez nią grafomaństwem. Pewnego dnia postanawia wybrać na sabat. Właśnie tak na zlot czarownic i tutaj zaczyna się cała historia. Magia a może zwykły przypadek doprowadza ją po wielu perypetiach do wyśnionego domku, który okazuje się tak na prawdę ruiną, ale bohaterka jest twarda. Mimo niesprzyjających okoliczności z pomocą kilku dobrych serc które, zawsze są po ręką stawia czoło przeciwnościom. Znajduje też prace w ZOO czyli 2:0 dla bohaterki. Teraz zaczyna się chyba najtrudniejsze marzenie do zrealizowanie czekanie na Amrego który do licha na pewno gdzieś jest tylko kiedy się pojawi oto jest pytanie. Ale co z tego wynikło sami musicie się dowiedzieć.
Dla mnie "Poczekajka" to historia o spełnianiu marzeń,wielkiej determinacji w pokonywaniu własnych słabości i przeciwności losu. Książka która pozwala się oderwać od życia codziennego od trosk i smutków i uwierzyć,że magia jest w nas i ludziach o dobrych sercach. Lektura pachnąca latem i ziołami wywołująca uśmiech na twarzy i pokazującej,że po burzy zawsze wychodzi słońce i jest jakieś jutro. Prosty język powoduje,że szybko wciągamy się w opowieść i 300 stron kończy się w ciągu popołudnia a może wieczoru. Nie da się przejść obok tej książki obojętnie bo przyciąga wszystkim piękną okładką,notatką autorską a może i magią która mówi wejdź i zasmakuj co mam Ci do zaoferowania. Już się cieszę kiedy kontynuacja książki wpadnie mi w ręce. Chyba spotkała mnie miłość od pierwszego przeczytania :).
Oceniam na 5,5/6
Opinia z mojego blogu http://zeronudyksiazka.blogspot.com/
Wiele pozytywnych recenzji i przepiękna oprawa graficzna spowodowały, że podskoczyłam do góry, gdy odnalazłam tę książkę w bibliotece. Miałam ochotę zagłębić się w polecaną "Poczekajkę" całą sobą... No coż... zaledwie się prześliznęłam po wierzchu... Upadek był trochę bolesny i poczułam się zawiedziona. Bohaterowie bez charakteru, rozwój wydarzeń taki sobie... Za mało. Za mało nawet na zwykłe czytadło.
Poczekajka to pierwsza część cyklu Poczekajka, potem jest Zachcianek i Zmyślona.
Zmyśloną już czytałam, pozostał mi tylko Zachcianek - trochę nie po kolei, ale trudno :)
Poczekajka to lekka, przyjemna książka, można się pośmiać i odprężyć. Opowiada historię lekarza weterynarii, Patrycji Marynowskiej, która poszukuje księcia z bajki. Trafia do Poczekajki i zamieszkuje w chatce w lesie, otrzymuje upragnioną pracę w ZOO. Potem zjawia się książę z bajki, a nawet dwóch. Który jest właściwy ??? W książce jest trochę magii, trochę bajki oraz dużo realizmu. Na zakończenie pozostaje niedosyt....Co się stanie z Patrycją po wyjeździe z Poczekajki? Co z Holendrem? Jak zachowa się Łukasz?
Poczekajkę czyta się szybko, bo książka wydana jest z dużymi literami, a piękna okładka wprowadza w klimat książki.
http://markietanka-mojeksiazki.blogspot.com/2011/09/poczekajka-katarzyna-michalak.html
Książka o marzeniach, tęsknotach i naiwności.
Młoda kobieta, Patrycja - lekarz weterynarii, z nadopiekuńczą matką, psem, który niespecjalnie przejmuje się swoją rolą psa, z głową nabitą naiwnymi marzeniami, utwierdzonymi wizją wyniesioną z sabatu czarownic - wyrusza na poszukiwanie swojego przeznaczenia. A przeznaczeniem tym, w co święcie wierzy, jest książę na czarnym, w odróżnieniu od oklepanego wzoru, rumaku. Ten wyśniony, przeznaczony jej amant, ochrzczony roboczym imieniem Amre, ma pojawić się przed małym domkiem z tejże samej wizji.
Piękne marzenia? Może dla małej dziewczynki. Czy jednak pasują do dorosłej kobiety?
Patrycja, z rozczulającą wręcz naiwnością, zaczyna jednak realizować swoje marzenie, którego ona sama nie traktuje w takich kategoriach. Z maleńkimi epizodami zwątpienia, uważa pojawienie się Amrego w swoim życiu za rzecz pewną, a także za fakt, który odmieni jej egzystencję, zamieniając w bajkę.
Odnalazłszy, z niejakim trudem, domek z wizji, w mieścinie o malowniczej nazwie Poczekajka, pozostaje jej już tylko czekać na pojawienie się jeźdźca. I ten się pojawia. Co prawda nie do końca w takich okolicznościach, w jakich się spodziewała. I niestety na białym, a nie czarnym, wierzchowcu. Czy jednak szczegóły mają aż takie wielkie znaczenie? Czy ważny jest kolor? Ważne, że książę się pojawił, prawda?
Tylko czy ten wyśniony, wymarzony, nareszcie odnaleziony ukochany nie okaże się przypadkiem ropuchą?
Na to i inne pytania odpowie lektura „Poczekajki”.
A co można znaleźć w tej książce? Trochę magii i uroków. Miłość z przeszkodami, także do zwierząt. Całkowicie dobrych i diabelnie złych bohaterów. Świat cokolwiek czarno-biały. Zemstę, poczucie winy, ciut szaleństwa. Dobrotliwego staruszka, tajemniczą wiedźmę, nie do końca lojalną przyjaciółkę, niekonwencjonalnego księdza, dwulicowych mężczyzn, ale także tych prostych wioskowych osiłków. Sporo zwierząt – różnego autoramentu. Oraz wiele innych rzeczy.
Na pierwszy plan jednak wysuwa się Patrycja z całym morzem naiwności, nie pasującej odrobinę do dorosłej, wykształconej, współczesnej kobiety. Bohaterka jest na domiar złego niezwykle irytująca. Momentami da się oczywiście lubić, ale często przysłowiowy scyzoryk się w kieszeni otwiera.
Nie wygląda to wszystko zbyt zachęcająco? Zależy dla kogo. Niejedna osoba może upodobać sobie ten magiczno-naiwny świat.
Dla mnie tym, co ratuje „Poczekajkę”, jest język. Z początku trochę zszokowana, z czasem doceniłam barwność porównań, wyszukaną karkołomność najprostszych opisów, a także sporą dawkę potocznych określeń i wykrzykników. Dobre wrażenie wywarł na mnie również bezpośredni zwrot do czytelnika. A bawił – zabieg narracyjny, polegający na zaczynaniu niecenzuralnych określeń i poprawianiu ich na łagodniejsze, bardziej społecznie akceptowalne, formy.
Wszystko to sprawia wrażenie, jakby historię opowiadała gadatliwa przyjaciółka, której nie śmiemy przerwać, nawet wtedy, gdy się odrobinę zagalopuje.
Jeszcze kilka słów o treści… Przyznam szczerze, że pierwsze rozdziały strasznie mnie zmęczyły, do tego stopnia, że gotowa byłam odłożyć książkę. Jednak uznawszy, iż nie wolno się tak szybko zrażać, czy poddawać, czytałam dalej. I muszę przyznać, że dalej było znacznie lepiej. Z wyjątkiem irytująco naiwnej momentami bohaterki, powieść powoli mnie wciągała. Nie do przesady oczywiście, ale zaczęło mi sprawiać przyjemność poznawanie dalszego losu mieszkańców Poczekajki.
Zakończenie jednak mnie rozczarowało. Nie będę tu przytaczać co konkretnie, bo zdradzając finał historii, odebrałabym całą przyjemność tym, którzy zamierzają po książkę sięgnąć. Rozumiem oczywiście, że taki a nie inny koniec tej opowieści jest zapewne spowodowany kontynuacją, jednak oczekiwałam bardziej emocjonującego zamknięcia „Poczekajki”.
Jak widać mam mieszane uczucia w stosunku do tej powieści. Początkowo nie zamierzałam nawet pisać recenzji, bo czułam wyrzuty sumienia, że nie bardzo podoba mi się książka, którą kochają tłumy. Czy jednak powinien być to argument do wycofywania się, czy wręcz tchórzostwa? Każdy przecież ma prawo do własnych opinii. Zatem ja również. Zastanawiam się tylko czy nie zostanę zlinczowana.
Dość już jednak tych osobistych dygresji.
Podsumowując, „Poczekajka”, moim zdaniem, to:
Książka o marzeniach – prostych i chyba odrobinę niedojrzałych; o tęsknotach, które zapewne dręczą niejedną kobietę; ale także, niestety, o niezmierzonej naiwności – trudnej do przyjęcia.
Książka o miłości „jak z bajki” – w zupełnie nie bajkowej scenerii (z małymi wyjątkami).
Książka dla bardzo młodych i dla tych, którzy, mimo całej niesprzyjającej prozaiczności otaczającego nas świata, w bajki wierzyć chcą i potrzebują. Książka dla wszystkich, którym naiwność nie przeszkadza ani w życiu, ani w literaturze.
http://megii24.blogspot.com/2012/01/katarzyna-michalak-poczekajka.html
Na półkach
Cytaty z książki
- „Bądź sobą, a zwłaszcza nie udawaj uczuc. I nie bądź cyniczna wobec miłości, albowiem w obliczu wszel...” - 16 osób to lubi
Cena: 25,00 zł

Audioteka
Selkar
Weltbild
Matras
Albertus
Empik
Zinamon





























