Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Baśń

Tłumaczenie: Iwona Zimnicka
Seria: Proza Świata
Wydawnictwo: Czarne
7,46 (121 ocen i 28 opinii) Zobacz oceny
10
6
9
13
8
42
7
42
6
10
5
5
4
2
3
1
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Et eventyr
data wydania
ISBN
9788375365474
liczba stron
416
słowa kluczowe
baśń
język
polski
dodała
joly_fh

Chłopiec nie zadaje pytań, kiedy po zamachu na Olofa Palmego ojciec każe mu się spakować i mówi, że wyjeżdżają do Danii. To nie pierwsza i nie ostatnia przeprowadzka. Za to jak zwykle nagła i nieoczekiwana. Chłopiec wie jednak, że tak trzeba. Rozumie też, że nie może chodzić do szkoły jak inne dzieci. Ale lekcje z ojcem są znacznie ciekawsze, bo ojciec jest erudytą i wspaniale opowiada....

Chłopiec nie zadaje pytań, kiedy po zamachu na Olofa Palmego ojciec każe mu się spakować i mówi, że wyjeżdżają do Danii. To nie pierwsza i nie ostatnia przeprowadzka. Za to jak zwykle nagła i nieoczekiwana. Chłopiec wie jednak, że tak trzeba. Rozumie też, że nie może chodzić do szkoły jak inne dzieci. Ale lekcje z ojcem są znacznie ciekawsze, bo ojciec jest erudytą i wspaniale opowiada. Chłopiec nie pyta, dlaczego ojciec raz pracuje jako ochroniarz w klubie ze striptizem, to znów jako stolarz albo ogrodnik. Czasem nawet pomaga mu w pracy. No i nie dziwi się, że zdarza im się nie płacić za rzeczy, które zabierają ze sklepów, bo ojciec mówi, że to nie jest kradzież. Wie, że wszystko to jest częścią baśni, w której on sam – królewicz, i jego ojciec – król, toczą nierówną walkę z tajemniczą białą królową. Spotkanie z nią oznacza dla nich śmiertelne niebezpieczeństwo, dlatego ciągle muszą uciekać.
Kolejna powieść autora znakomitej, zekranizowanej przez Thomasa Vinterberga książki Submarino (Czarne 2011).

 

źródło opisu: Czarne, 2013

źródło okładki: czarne.com.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Oficjalna recenzja
Molly książek: 1760

…i nie żyli długo, lecz przynajmniej szczęśliwie

Wcale nie za górami i nie za rzekami, a za morzem raczej, gdyż w Danii dokładnie, żyli sobie ojciec i syn. Ich życie nie było usłane różami, takie nieżyciowe banały autor „Baśni” każe nam między bajki włożyć. Ich życie to nieustanna wędrówka po cierniach szarej rzeczywistości i kolcach gorzkich stosunków międzyludzkich, które raniły ich boleśnie. Nie wszystkie wprawdzie, ale jednak. Nie ma tu złej czarownicy, nie ma smoka ani goblina nawet, nie oznacza to jednak, że nie ma się czego bać - na drodze ku szczęściu naszych bohaterów staje najgorsza jędza, jaką świat nosił, a na imię jej Życie. Mieszka w niebosiężnym zamczysku wzniesionym z uprzedzeń i obwarowanym przez społeczne konwenanse. Jego fundamentem zaś jest krzywda. A jednak na tej ziemi jałowej w zrozumienie i wyższe wartości wykiełkowało szczególne ziarno, po którego łodydze pną się nasi bohaterowie ponad bezlitosne królestwo życia, wysoko do chmur. Ziarnem tym jest miłość.

Ta książka to rzeczywiście chyba jedna z najpiękniejszych historii miłosnych, jakie było mi dane kiedykolwiek czytać. To historia miłości bezwarunkowej, bezwzględnej i bezgranicznej. Miłości na przekór i wbrew wszystkiemu. Miłości ojca do syna i syna do ojca. Miłości tak silnej, że gdy się o niej czyta wzruszenie chwyta nas za gardło i nie chce puszczać aż do ostatniej strony; miłości tak mocnej, że w jej imię gotowi jesteśmy bez wahania oddać to, co mamy najcenniejszego i dopuścić się rzeczy najprzeraźliwszych. Ale także uczucia pozwalającego...

Wcale nie za górami i nie za rzekami, a za morzem raczej, gdyż w Danii dokładnie, żyli sobie ojciec i syn. Ich życie nie było usłane różami, takie nieżyciowe banały autor „Baśni” każe nam między bajki włożyć. Ich życie to nieustanna wędrówka po cierniach szarej rzeczywistości i kolcach gorzkich stosunków międzyludzkich, które raniły ich boleśnie. Nie wszystkie wprawdzie, ale jednak. Nie ma tu złej czarownicy, nie ma smoka ani goblina nawet, nie oznacza to jednak, że nie ma się czego bać - na drodze ku szczęściu naszych bohaterów staje najgorsza jędza, jaką świat nosił, a na imię jej Życie. Mieszka w niebosiężnym zamczysku wzniesionym z uprzedzeń i obwarowanym przez społeczne konwenanse. Jego fundamentem zaś jest krzywda. A jednak na tej ziemi jałowej w zrozumienie i wyższe wartości wykiełkowało szczególne ziarno, po którego łodydze pną się nasi bohaterowie ponad bezlitosne królestwo życia, wysoko do chmur. Ziarnem tym jest miłość.

Ta książka to rzeczywiście chyba jedna z najpiękniejszych historii miłosnych, jakie było mi dane kiedykolwiek czytać. To historia miłości bezwarunkowej, bezwzględnej i bezgranicznej. Miłości na przekór i wbrew wszystkiemu. Miłości ojca do syna i syna do ojca. Miłości tak silnej, że gdy się o niej czyta wzruszenie chwyta nas za gardło i nie chce puszczać aż do ostatniej strony; miłości tak mocnej, że w jej imię gotowi jesteśmy bez wahania oddać to, co mamy najcenniejszego i dopuścić się rzeczy najprzeraźliwszych. Ale także uczucia pozwalającego czerpać szczęście z codzienności, jak ukazuje to autor na przykład w przepięknej scenie urodzin chłopca, czy też powitania przez Petera i ojca nowego roku (aż mnie korci by je tu zacytować, lecz wyrwane z kontekstu mogą stracić na swej wymowie; bądźcie więc ciekawi i sięgnijcie po tekst Bengtssona).

„Baśń” to również opowieść o sile dziecięcej wyobraźni. To w pewnym sensie powieść inicjacyjna, czarująca, mimo swej brutalności, a dzięki niej prawdziwa, niepowtarzalna i przejmująca do szpiku kości. To efemeryczny realizm magiczny tkany kolejnymi wytworami dziecięcej wyobraźni, to sposób patrzenia na świat nieskażony jeszcze wieloma bolesnymi doświadczeniami, jak patrzeć na rzeczywistość umie jedynie dziecko. To możność całkowitego zatracenia się w odmętach własnej wyobraźni i życie jednocześnie na płaszczyznach rzeczywistości, jak i swojej wyobraźni. Wspaniale mi się te fragmenty czytało. Wam zaserwuję tu jeden, w którym ojciec uczy Petera historii:

Nie mamy stołu, więc leżymy na łóżku. Ojciec opowiada, a ja widzę, jak ryczące meserszmity zostawiają za sobą smugi dymu na suficie hotelowego pokoju. Na ścianie czołgi, Tygrysy, wjeżdżają na zielone wzgórza. Są olbrzymie i orzą trawę, z dział buchają żółte płomienie.

Na uwagę zasługuje też sama kreacja ojca, jako osoby myślącej inaczej niż większość ludzi, jako osoby potrafiącej przeciwstawić się ogółowi społeczeństwa, człowieka myślącego innymi torami; nonkonformisty. Muszę przyznać, iż jego poglądy, mimo, że nietypowe, okazały się dla mnie całkiem przekonywające. Jak można na kilkudziesięciu stronach podważyć dotychczasowe fundamenty wielu zachodnich cywilizacji? Otóż Bengtsson kreacją ojca Petera przyprawia je o poważne drżenie. Jest to postać o tyle nietypowa, o ile szczera, prostolinijna i dobroduszna. Wiele z zachowań ojca jest co najmniej mocno kontrowersyjnych, choć może kontrowersyjny jest właśnie system społeczny, przeciw któremu występuje? Może taka właśnie jest religia, która odrzuca;  myślenie opierając się jedynie na mechanicznym powtarzaniu utrwalonych przez lata formułek, bez zagłębiania się w ich sens; strach ludzi przed myśleniem, czy wprost przed życiem nawet,  jak będzie to udowadniał wiele razy ojciec:

Ludzie w większości widzą jedynie to, co chcą zobaczyć. Boją się zobaczyć świat taki, jaki jest naprawdę. (...) Ale nawet jeśli coś nie tak łatwo zobaczyć, to wcale nie znaczy, że tego czegoś nie ma. (...) Nie chodzi o to, że ludzie nie mogą dostrzec takich rzeczy. Zawsze mogli je widzieć. Książki są ich pełne. I baśnie. Ale ludzie zaczęli się bać. Stracili odwagę. Udają, że nic już nie widzą.

Istnieją na tym świecie rzeczy, których nie możesz wziąć do ręki. Rzeczy, których nie widać, chyba, że wiesz, czego masz wypatrywać. Większość ludzi o tym zapomniała. Albo po prostu nie mają odwagi otworzyć oczu.

Może chromy jest system edukacji bazujący na nauczaniu dla ocen, nie dla faktycznej wiedzy, co powoduje, że mały Peter pobiera nauki u ojca w domu, a ten uczy go całym sobą sztuki, łaciny, matematyki, historii, ale przede wszystkim samodzielnego myślenia i wrażliwości. Jest to postać naznaczona mroczną przeszłością, która powróci wraz z kolejnymi kartami powieści, może pomoże go zrozumieć...  Ojciec z pewnością nie boi się myśleć, nie boi się czuć i uczyć tego swojego syna. Pragnie otrząsnąć świat ze stereotypów, w których się zasklepił, a przynajmniej pokazać swojemu dziecku alternatywną rzeczywistość. W tym celu ucieka się do baśni właśnie...

Tytułowa baśń to dla mnie próba wyjaśnienia dziecku, ale także czytelnikowi, że można inaczej. Nie lepiej, być może wcale nie gorzej, ale inaczej właśnie. To także, pomijając metaforyczną semantykę, opowieść po prostu, którą snuł ojciec synowi każdego wieczoru przed snem fragment po fragmencie. Opowieść o królu i królewiczu uciekającymi przed białą królową i muszącymi wystrzegać się białych ludzi działających podług jej rozkazów: 

Co wieczór ojciec opowiada mi kawałeczek tej samej historii. To baśń o królu i królewiczu, którzy nie mają już domu. Wyruszyli w świat, żeby odnaleźć białą królową i ją zabić. Strzałą albo nożem, prostym ciosem w serce, żeby przerwać zły czar. Tylko oni mogą to zrobić. Król i królewicz są bowiem ostatnimi ludźmi, którzy  wciąż jeszcze widzą świat taki, jaki jest naprawdę. Jedyni ich nie oślepiły czary  królowej.

Daleko jej jednak do historii znanych nam z produkcji Disneya. To raczej baśń w stylu braci Grimm, to raczej baśń starych ludów - bezkompromisowa i pełna okrucieństwa; nieprzewidywalna. Nie wiadomo kiedy baśń syna i ojca przenosi się z płaszczyzny opowieści i wkrada do ich życia. Zawieszoną przez zbieg wydarzeń historię Peter będzie musiał dopowiedzieć sam, udowadniając jednocześnie w jakiś sposób swemu ojcu, jak dalece wziął sobie do serca jego nauki i czy jest godzien korony króla. Zdradzę wam tylko, iż happy end nawet jeśli gdzieś w niej zamajaczy, to daleko za horyzontem. Choć może zależy to właśnie od interpretacji, co się właściwie przez ten happy end rozumie?

Wiele umyka tu między słowami, w przemilczeniach, w niedopowiedzeniach, a wielokropki niosą w sobie ładunek prawdy tak bolesny, że nieraz wolelibyśmy się jej nie domyślać. Ta powieść krzyczy niemym krzykiem, ta powieść chwyta powietrze, bo niczego innego już się uchwycić nie można. Bardzo przejmująca, choć tak naprawdę przemilczana; napisana oszczędnym męskim językiem, bez przegadania, bez ozdobników; a jednak trafiająca zawsze w sedno. Wiele w niej pięknych, ujmujących prostotą scen, które sprawiają, że łza się w oku kręci; jeszcze więcej prozy życia, która jest tak dojmująca, ze nieraz chcielibyśmy zamknąć oczy, by jej nie widzieć, lecz tak niestety nie da się czytać. 

Cała powieść dzieli się na części bardzo nierówne pod względem stylu, zawartej w nich magii, pewnej nastrojowości. Nie wiem, czy to kwestia obiektywnego odbioru, czy inni czytelnicy książki byliby w stanie się ze mną zgodzić, iż te fragmenty książki, w których ukazana jest relacja między Peterem i jego ojcem są dopieszczone, bogate w niepowtarzalną atmosferę, w pełne znaczenia symbole, w jakiś unikatowy klimat; natomiast te części, w których Peter znajduje się pod opieką matki, jak również gdy dorasta i sam zaczyna kierować swoim życiem, to jedynie nędzny ślad po możliwościach literackich Bengtssona, to powłoka, z której uszło piękno; to beznadziejność, depresyjność i marazm. W zasadzie cała reszta, od roku 1996, czyli od połowy książki bodaj, została potraktowana przez autora po macoszemu. O wiele mniej przyjemny jest jej odbiór, o wiele ciężej się to czyta. Jednakże zabieg ten, gdy przyglądam mu się z perspektywy czasu, jaki upłynął od przeczytania tej powieści, zdaje mi się być zabiegiem celowym, nastawionym na uwydatnienie kontrastu szczęśliwego dzieciństwa Petera i jego szarej codzienności w świecie, którym rządzi biała królowa. Jeśli tak jest, to autor według mnie jak najbardziej osiągnął zamierzony cel, gdyż czytając tęskniłam za czasem kiedy chłopczyk patrzył na świat oczami ojca, kiedy nie liczyło się nic innego niż ich miłość, kiedy nie mając niczego miał przecież wszystko i o wiele więcej nawet. Kiedy nie patrzył jedynie, a widział, nie słuchał, a słyszał... 

Jeśli więc, jak twierdził Szekspir, życie jest snem wariata, Bengtsson dowodzi, że czasem warto zwariować, by właśnie żyć mocno i pełnią życia.

Marzena Molenda

Cytaty pochodzą z recenzowanej książki.

pokaż więcej

Dodaj dyskusję
Dyskusje o książce
pokaż wszystkie
Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (521)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 545

Bardzo smutna to baśń o wrednej i bardzo niebezpiecznej białej królowej i jej '' białych ludziach '' , ukrywających się wśród normalnych ludzi i wciąż polujących na Petera i jego ojca . Oczy mi się szkliły , zwłaszcza przy czytaniu części drugiej . Pierwsza bowiem jest dziwniejsza , ale jakaś taka jasna , spokojna , łagodna i pachnąca dobrem . Przynajmniej jeśli chodzi o relacje między ojcem i synem . Przyglądamy się więc wędrówce tych dwojga . Nie wiadomo dlaczego wędrują . Dlaczego wciąż się przeprowadzają , dlaczego ojciec wciąż zmienia pracę , imając się przy tym różnych dziwnych zajęć . Spotykają dziwnych ludzi , nawet bardzo dziwnych . Chłopca który chce się bawić w dziwne zabawy pozwalające mniemać , że musi być nieźle skrzywiony psychicznie . Obaj mężczyźni i ten dorosły i ten sześcioletni próbują się trzymać z dala od innych ludzi . Chłopiec nie chodzi do szkoły . Ojciec uczy go w domu sam , z tych nauk widać że ma dużą wiedzę i musi być mądrym i wykształconym...

książek: 3614
kinga | 2013-12-17
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 12 grudnia 2013

Tytuł sugeruje, że czytelnik będzie poruszał się po zabarwionym fantastyką świecie bohaterów, Autor wybrał jednak najbardziej tragiczny i wstrząsający jego wymiar – świat „Baśni” to mieszanka realizmu, utopii i szaleństwa. Ojciec opowiada synowi przed snem zawsze tę samą historię: król i królewicz wędrują, a ich celem jest zabicie nikczemnej Białej Królowej. Trudno odrzucić dziecięcą opowiastkę jako klucz do interpretacji powieści. Bohaterowie wyruszają w podróż, nie tylko w celu pokonania zła, ale przede wszystkim, by to zło zdefiniować i przeanalizować.

Powieść podzielona została na dwie części, o ile ta pierwsza koresponduje z baśniową poetyką , o tyle ta druga ma z nią niewiele wspólnego. Kokon pękł, zamiast chłopca jest nastolatek. Chłopak musi zmierzyć się ze światem, na który nie był przygotowany. Jednak po głębszym zastanowieniu można odnaleźć w jego postawie większość nauk, jakich udzielił mu ojciec. Podejmując ważne decyzje, które będą rzutować na jego dalsze życie,...

książek: 1324
Elwira | 2013-12-11
Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Posiadam
Przeczytana: 11 grudnia 2013

Trudno rozczarowac się skandynawską literaturą. Teraz wiem, że z chęcią sięgnę po wcześniejsze "Submarino". Nie mogłam się od niej oderwac, chciałam wiedziec jak zakończy się ta "Baśń" snutą przez syna, który patrzy na ojca jako bohatera, największy autorytet. Choc zakończenie pozostawiło pewien niedosyt, a niektóre wątki wydają się, że mogłyby byc bardziej rozwiniętę, oznacza to tylko, że sposób prowadzenia narracji i bohaterzy spodobali mi się na tyle, że chciałam poznac ich bardziej. Bengtsson uwodzi nas spojrzeniem tylko jednego bohatera, świat widziany okiem 5-latka, potem nastolatka, aż wreszcie dorosłego, zmusza czytelnika do kreowania własnych obrazów i uzupełniania ich. Co lepszego niż zaangażowanie czytelnika we wspólne tworzenie fabuły?

książek: 820
czytankianki | 2014-11-09
Na półkach: Przeczytane, Posiadam, 2014
Przeczytana: 15 października 2014

(...) Co wieczór ojciec opowiadał mi kawałeczek tej samej historii.
To baśń o królu i królewiczu, którzy nie mają już domu. Wyruszyli w świat, żeby odnaleźć białą królową i ją zabić. Strzałą albo nożem, prostym ciosem w serce, żeby przerwać zły czar. Tylko oni mogą to zrobić. Król i królewicz są bowiem ostatnimi ludźmi, którzy wciąż jeszcze widzą świat taki, jaki jest naprawdę. Jedynie ich nie oślepiły czary królowej. (...)

To prawda, czary królowej nie oślepiły bohaterów „Baśni” czyli powieściowych odpowiedników króla i królewicza. Było znacznie gorzej, ponieważ ojciec Petera uległ zaślepieniu z własnej woli: całkowicie zatracił się w zwalczaniu domniemanego wroga, narażając kilkuletniego syna na liczne perturbacje. Dziecko, dla którego rodzic jest całym światem, zniesie jednak wiele, co Bengtsson znakomicie pokazał. Dla mnie to jedna z najpiękniejszych książek o relacji ojca i syna, przymiotnika „piękny” używam tu z premedytacją.

W „Baśni” nie ma ani jednej fałszywej nuty, co...

książek: 726
Melocotón | 2013-11-29
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 29 listopada 2013

Całkiem niezła rzecz.

Pierwsza część jest nawet bardzo dobra, to klasyczna powieść drogi. Jest ojciec i syn, uciekają, ale bez zadyszki, akcja toczy się w niektórych momentach nawet niespiesznie. Jest wiele zrozumiałych emocji, wzruszeń bez ckliwości, spokojnego podziwu małego chłopca i wiele czułości ojcowskiej. Są przygody, z których tylko jedna kończy się niezbyt dobrze, a kilka tajemnic się wyjaśnia.
Tutaj jest i "Droga" i "Mr Vertigo".
Druga część ma trochę inny charakter, jest mniej klimatyczna, a bardziej zimna. Bohater się zmienił, do wspomnień powraca rzadko, próbuje ułożyć na nowo swoją własną fabułę. Zakończenie jest obiecujące.

Książka jest napisana prostym językiem, bez zbędnych sentymentów, na odpowiednim poziomie, tłumaczenie nie boli w ani jednym momencie, nie ma banału czytadła, nic nie zgrzyta.
Kawał dobrej powieści.

książek: 596
pia | 2014-08-08
Przeczytana: 27 czerwca 2014

Król i królewicz. Przemierzają razem świat. Samotnie.
Tak się nie zaczynają dobre historie.

Najpierw opowieść dziecka, dziecięce spojrzenie i dziecięce niezrozumienie. Przeprowadzki, koszmary i ojciec. Król i królewicz przemierzają świat.
Potem opowieść młodzieńca, inne spojrzenie, ale niezrozumienie to samo. Nie ma już króla i królewicza, baśń się skończyła.

Smutna opowieść, dotkliwa. Urzekająca na brudno.

książek: 1120
Ola | 2015-02-15
Przeczytana: 15 lutego 2015

Miałam mylne wyobrażenie o tej książce. Czytając opisy trafiało się na notki, jakoby gł bohater opowiada synowi "Baśń" ... sądziłam, że będzie to motyw przewodni ... ale to szczątkowa ilość. Owszem to co opowiada jest bardzo ważne, ale by to zrozumieć, trzeba przeczytać całą książkę.

Zatem o czym jest ta książka ? O ucieczce. O szukaniu. O dojrzewaniu.
Główny bohater - początkowo mały chłopiec ciągle przemieszcza się z ojcem - dla niego, dla Nas - wydaje się że jest tak od narodzin tego dziecka. Uciekają, przemieszczają się z miejsca na miejsce. Chłopiec uczy się życia ( ale bynajmniej nie ma tu mowy o kradzieżach czy rozbojach ) dzięki ojcu. Ojcu, który towarzyszy mu cały czas, który go oprowadza po muzeach, po bibliotekach, czasem zaprowadza do obecnych miejsc pracy. Jest to życie na krawędzi ... nie wiemy gdzie ono będzie prowadzić.

Książka intryguje, intryguje i muszę przyznać, przez pierwsze 200 stron - zastanawiałam się cały czas do czego to zmierza? dlaczego to jeszcze...

książek: 38
Złośnidło | 2015-08-20
Na półkach: Przeczytane, Ukochane
Przeczytana: 20 sierpnia 2015

Niekiedy, po niektórych historiach, brak mi słów. Dzisiaj również ich brakuje. Jednym tchem przeczytana opowieść sprawiła, że po jej ukończeniu chwilę patrzyłam przed siebie, na pustą ścianę, nie potrafiąc zebrać myśli. Wciąż nie potrafię a to znak - w przypadku zderzenia mojego i książek - najlepszy.
Idealne budowanie postaci, początkowa niewinność i dziecięcość, lekkość, z jaką wszystko przychodzi i odchodzi w tej opowieści z czasem przeplata się z brutalnością i brakiem ogródek by wreszcie ustąpić miejsca całkowitej szczerości.
Jedna z pozycji, która z pewnością na długo utknie mi w głowie.
PS: zakochana jestem również w tym, jak prosto i nienachalnie w myślach tworzą się obrazy o określonych barwach i nastrojach podczas zatapiania się w kolejne strony.

książek: 118
iselin | 2016-08-30
Na półkach: Przeczytane, Moja Ci ona!
Przeczytana: 30 sierpnia 2016

Dawno nie czytałam książki, której z ręką na sercu mogłabym przyznać tytuł bardzo dobrej. Atmosfera książki przypomina tytułową baśń - czytelnik ma wrażenie, że brnie w szarości, musi rozgarniać ją na boki jak bluszcz zarastający wejście. Wejście natomiast prowadzi w kolejną szarość i tak w kółko. Mimo dobrego zakończenia wydaje się, że jest ono pozorne,a za szafą chowa się kolejny potwór. Książka nie obfituje w opisy emocji, za to świetnie wywołuje je w czytelniku. Przede wszystkim niepokój, spowodowany pewnym niedopowiedzeniem. Historia wisi nad głową, jak gradowa chmura. To książka z rodzaju tych, po których trzeba nieco odczekać, zanim sięgnie się po kolejną.

książek: 759

Opinia zaznaczona jako spoiler. Pokaż ją.

Czym jest baśń? Według internetowej encyklopedii Wikipedii, baśń to jeden z fantastycznych gatunków epickich, zazwyczaj niewielkich rozmiarów odwołujący się zwykle do folkloru. Znamy baśnie braci Grimm oraz Andersena, sami niejednokrotnie słyszeliśmy baśnie wymyślone przez własnych rodziców, kiedy nie mogliśmy wieczorem zmrużyć oka. Ale czy możliwe jest zamienienie się miejscami życia realnego z życiem fikcyjnym?
Książkę Jonasa T. Bengtssona pt. „Baśń” można podzielić na dwie części. Pierwsza rozpoczyna się w dniu śmierci szwedzkiego polityka, Olofa Palme, czyli 28 lutego 1986 roku. To również dzień szóstych urodzin głównego bohatera powieści – Petera. Z pewnością czekał na jakiś wyjątkowy prezent z tej okazji. Paradoksalnie okazała się nim przeprowadzka do Danii. Kolejna w krótkim życiu chłopca. Jego ojciec tłumaczy to jednym stwierdzeniem – „musimy uciekać przed Białą Damą i jej służącymi”. Kim jest owa „Biała Dama”? O tym Peter nie ma pojęcia. W Kopenhadze wynajmują mieszkanie w...

zobacz kolejne z 511 
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
lista cytatów dodaj cytat
Inne książki autora
więcej książek tego autora
Powiązane treści
Czytamy gdzie indziej 7

Siódma edycja akcji Czytamy gdzie indziej odbędzie się pod hasłem "Żoliborskie klimaty z domieszką orientu". Zapraszamy do Warszawy na literacki spacer w pierwszą sobotę czerwca.


więcej
więcej powiązanych treści
zgłoś błąd zgłoś błąd