pokaż co czytasz i dowiedz się,
co czytają Twoi znajomi.
Kliknij tutaj i dołącz do nas!
Złodziej
Najpotężniejszym doradcą króla Sounis jest pewien mag. Jednak nie jest on czarodziejem, a uczonym; nie jest tez złodziejem, a jedynie starzejącym się żołnierzem. Więc kiedy pojawia się potrzeba, by co...
Najpotężniejszym doradcą króla Sounis jest pewien mag. Jednak nie jest on czarodziejem, a uczonym; nie jest tez złodziejem, a jedynie starzejącym się żołnierzem. Więc kiedy pojawia się potrzeba, by coś ukraść, postanawia wyciągnąć z królewskiego więzienia pewnego młodego chłopaka.
Tą osobą jest dumny ze swego złodziejskiego fachu Gen. Po tym, jak jego długi i niewyparzony jęzor zapewnił mu miejsce za kratkami, chłopakowi pozostaje tylko jedna szansa na odzyskanie wolności – musi udać się wraz z magiem do sąsiedniego królestwa, odnaleźć legendarny kamień zwany Darem Hemiatesa i go ukraść.
Mag ma pewne plany dotyczące króla i własnego kraju. Jednak Genem kierują inne motywacje.
pokaż więcej.
źródło opisu: Wydawnictwo Ars Machina, 2012
źródło okładki: http://arsmachina.pl/books/9
Moja Biblioteczka
Gdzie kupić?
Oficjalna recenzja
Złodziejski fach
Gen potrafi wykraść wszystko. Mimo to ląduje w królewskim więzieniu i po spędzeniu tam kilku miesięcy wychodzi na wolność dzięki cudownemu zrządzeniu losu – zostaje członkiem wyprawy zmierzającej do ościennej krainy, udającej się na poszukiwania dawno zaginionego, a może opisanego jedynie w legendach przedmiotu. Osłabiony, głodny, przez towarzyszy traktowany w najlepszym razie jak nadmiarowy bagaż, wyrusza w podróż pełną niebezpieczeństw i przygód, podczas której nie wszystko pójdzie zgodnie z planem...
Złodziejaszek o niewyparzonym języku, mag o stoickim usposobieniu, milczący żołnierz i dwóch ciekawych świata uczniów – oto cała kompania. Ich wzajemne relacje szybko się skomplikują, a choć przyświeca im ten sam cel, to różnią motywacje i sposoby działania. W trakcie długiej wędrówki, która nie jest wcale najeżona kolejnymi niebezpieczeństwami, szaleńczymi ucieczkami, pościgami czy potyczkami, czytelnik nie będzie się jednak nudził. Wraz z Genem i uczniami maga zacznie poznawać realia otaczającego ich świata – stosunki polityczne, historię krain, system wierzeń czy florę. A to zapewne dopiero początek tego, co na przestrzeni całego cyklu postanowiła przedstawić autorka.
Elementem, który szybko przyciąga uwagę w prozie Megan Whalen Turner, jest nietuzinkowa kreacja uniwersum. W przeciwieństwie do typowej powieści fantasy „Złodziej” nie wpada w pułapkę epatowania kolejnymi walkami, potężną magią czy nadprzyrodzonymi umiejętnościami bohaterów. Książka prezentuje świat i bohaterów w sposób realistyczny – rany goją się długo, nie każdy biegle włada mieczem czy świetnie jeździ konno. Mag to w istocie uczony, który wcale nie rzuca zaklęć, a na pierwszą potyczkę zbrojnych przyjdzie odbiorcy czekać przez wiele stron.
Dlaczego więc powieść jednoznacznie można zaklasyfikować do fantastyki? Wszystko za sprawą bóstw i ich ingerencji w życie śmiertelników. Choć w działania sił wyższych nie każdy wierzy, bogowie i półbogowie od czasu do czasu postanawiają się wtrącić i przechylić szalę zwycięstwa na jedną ze stron. Ich humory są zaś trudne do przewidzenia. System religijny nie został przedstawiony w pełnej krasie, stopniowo jest przez autorkę wplatany do głównego wątku cyklu. Bohaterowie dzielą się mitami, a czytelnik wraz z nimi poznaje kolejne historie, sięgające nawet powstania świata.
Podobnie jak w przypadku wielu innych pozycji zaliczanych do fantastyki młodzieżowej (choć angielski termin young adult lepiej oddaje naturę tejże grupy wiekowej niż jego nie do końca trafny polski odpowiednik), trzeba przymknąć oko na pewną naiwności „Złodzieja”, czy to w historii, czy w kreacji postaci. Gen to bohater stworzony do tego, by kibicować mu, dzielić jego sympatie i antypatie, ale niekoniecznie głębsze rozterki moralne. Z kolei niektóre z rozwiązań fabularnych czy relacji między towarzyszami podróży będą dla wytrawnych czytelników łatwe do przewidzenia i dość sztampowe.
Żadną miarą nie można jednakże powiedzieć słowa krytyki o zakończeniu. Choć tempo opowiadanej historii nie jest równe, to końcowy fragment wyważony został idealnie, a autorce trudno odmówić zdolności do umiejętnego zaskoczenia odbiorców i sprawienia, iż sięgnięcie po drugi tom przygód Gena staje się dla miłośników przygodowej fantastyki obowiązkiem, a nie tylko możliwością.
Gen potrafi wykraść wszystko. Powieść Megan Whalen Turner bez wątpienia potrafi wykraść kilka godzin z życia czytelnika, który rozpocznie lekturę „Złodzieja”. Jeśli więc szukasz, czytelniku, powieści fantasy, która nie przytłacza skomplikowaną problematyką, zawiłym stylem czy duszną atmosferą, a w zamian zapewnia dawkę przygody w niesztampowym świecie – najnowsza propozycja wydawnicza Ars Machiny sprawdzi się w tej roli idealnie.
Marta Weronika Najman
Opinie znajomych
-
868
-
698sprzedam/wymienię książki (archiwalny 8) (zamknięty)
-
58
Opinie czytelników
Książka Megan Whalen Turner opowiada o młodym złodzieju Genie, który trafił do więzienia po tym jak z powodu zakładu i swojej głupoty ukradł pieczęć królewską. W więzieniu czeka go ciężki i niewdzięczny los. Mimo iż uważał, że wszystko jest w stanie ukraść " Z wyjątkiem wykradnięcia siebie z królewskiego więzienia". Z pewnego rodzaju pomocą przychodzi mu królewski doradca, zwany często magiem. W zamian za wyciągnięcie Gena z więzienia mag chce aby złodziej ukradł dla państwa coś bardzo cennego i potrzebnego państwu. Gen postawiony w sytuacji bez wyjścia udaję się w podróż do odległej krainy wraz z świtą maga. Jednak jak każdy złodziej Gen ma już swój plan...
Złodziej to opowieść, która skradła moje serce. Doskonała fabuła książki przeplatana zabawnymi sytuacjami i droczeniem się głównych bohaterów spowodowała, że czyta się ją z zapartym tchem. Cała książka od początku do końca wciąga w swój świat i przez nią można zapomnieć o prawdziwym świecie. Połączenie złodziejaszka , z królewskim sługą powoduje, że książka napiera innego wyrazu i powoduje, że zastanawiam się czy to aby na pewno możliwe. Autorka poza głównym wątkiem przedstawia nam losy bogów, o których Gen i Mag mają odmienne zdanie, a ich mity różnią się od siebie niewielkimi szczegółami. Główny bohater to postać wykreowana w sposób bardzo specyficzny. Mimo swojej złodziejskiej natury Gen wydaje się być pojętnym i mądrym chłopakiem. Z każdą kartką odkrywamy jego kolejne tajemnice, które pozwalają nam bardziej zachwycić się jego pomysłowością . Gen jest osobą bardzo nerwową, a sarkazm to jego drugie imię. Mimo swoich zdolności jednak jest strasznie leniwym i tchórzliwym mężczyzną. Co jakiś czas w książce pojawiają się wątki, w których można paść ze śmiechu, ponieważ Gen to wielki łakomczuch.
Podsumowując książka ta daje nadzieje na świetną serię i pozwala mi marzyć o tym, że fantastyka nie zniknie z najwyższych półek. Złodziej powinien na zawsze zostać w mojej pamięci...
Megan Whalen Turner posługuje się bardzo lekkim językiem, a jej prowadzenie fabuły momentami jest nietypowe. Troszkę muszę powiedzieć, że ściągnęła z mitologii bogów, ale mimo wszystko jej sposób pisania i prowadzenia fabuły jest podobne do najlepszych jak dotąd pisarzy. Autorka ta otrzymała nagrodę Mythopoeic, której laureatami są m.in. J.K.Rowling oraz Neil Gaiman. Jej twórczość jest doceniana na całym świecie.
Od samego początku jestem fanem wydawnictwa Ars Machina, które jednak do tej pory dało się poznać głównie od strony książek SF i to skierowanych raczej do dorosłego czytelnika. Z odrobiną rezerwy podchodziłem więc do zmiany kierunku wydawniczego i sięgnięcie po książkę dla nieco młodszych odbiorców. Z drugiej strony pomyślałem, że żadnej słabizny jeszcze nie wydali, więc od razu zamówiłem książkę w przedsprzedaży, mając nadzieję na trzy lub cztery wieczory lekkiej rozrywki. Ale się myliłem! Pierwsze strony wessały mnie od razu, a całego "Złodzieja" wciągnąłem w jeden wieczór, kończąc lekturę późną nocą.
Książka opowiada historię Gena, tytułowego złodzieja, który został wtrącony do więzienia za kradzież królewskiego pierścienia. Zza krat wyciąga go mag, uczony i doradca króla, który z kolei potrzebuje złodzieja do wykonania niezwykłego zadania. Ta sztuka nie udała się nikomu przez ostatnich kilkaset lat, ale Gen jest przekonany, że jemu się powiedzie. A jak będzie naprawdę, o tym warto przekonać się samemu.
Jedyną w zasadzie wadą tej powieści jest dość rozwlekły początek. Poznajemy w nim bohaterów, świat i mitologię (naprawdę świetnie opisaną, jeśli ktoś zaczytywał się kiedykolwiek w Mitologii Parandowskiego, będzie wniebowzięty :D). Ale gdy tylko uda nam się przebrnąć przez tych kilkadziesiąt pierwszych stron to nagle robi się z górki i powieść zaczyna gnać aż do zaskakującego finału. Zakończenie książki ogólnie jest jej bardzo mocną stroną, bo widać w nim, jak sprytnie autorka wodzi za nos czytelników, by na samym końcu zrzucić na nich bombę. Postać Gena to typ czarującego bękarta, wyszczekanego i trochę nieokrzesanego (przynajmniej na pierwszy rzut oka ;)), ale dającego się lubić. Pozostałe postaci są nieco słabiej nakreślone, ale też stanowią głównie tło dla samego Złodzieja.
Koniec końców muszę powiedzieć, że jestem bardzo zadowolony z lektury. "Złodziej" to jedna z najlepszych książek młodzieżowych, jakie dane mi było czytać w ostatnich latach. Z przyjemnością sięgnę po drugi tom, który podobno jest jeszcze lepszy. W zasadzie to już nawet nie mogę się doczekać.
Gen potrafi wykraść wszystko. Mimo to ląduje w królewskim więzieniu i po spędzeniu tam kilku miesięcy wychodzi na wolność dzięki cudownemu zrządzeniu losu – zostaje członkiem wyprawy zmierzającej do ościennej krainy, udającej się na poszukiwania dawno zaginionego, a może opisanego jedynie w legendach przedmiotu. Osłabiony, głodny, przez towarzyszy traktowany w najlepszym razie jak nadmiarowy bagaż, wyrusza w podróż pełną niebezpieczeństw i przygód, podczas której nie wszystko pójdzie zgodnie z planem…
Złodziejaszek o niewyparzonym języku, mag o stoickim usposobieniu, milczący żołnierz i dwóch ciekawych świata uczniów – oto cała kompania. Ich wzajemne relacje szybko się skomplikują, a choć przyświeca im ten sam cel, to różnią motywacje i sposoby działania. W trakcie długiej wędrówki, która nie jest wcale najeżona kolejnymi niebezpieczeństwami, szaleńczymi ucieczkami, pościgami czy potyczkami, czytelnik nie będzie jednak się nudził. Wraz z Genem i uczniami maga zacznie poznawać realia otaczającego ich świata – stosunki polityczne, historię krain, system wierzeń czy florę. A to zapewne dopiero początek tego, co na przestrzeni całego cyklu postanowiła przedstawić autorka.
Elementem, który szybko przyciąga uwagę w prozie Megan Whalen Turner, jest nietuzinkowa kreacja uniwersum. W przeciwieństwie do typowej powieści fantasy „Złodziej” nie wpada w pułapkę epatowania kolejnymi walkami, potężną magią czy nadprzyrodzonymi umiejętnościami bohaterów. Książka prezentuje świat i bohaterów w sposób realistyczny – rany goją się długo, nie każdy biegle włada mieczem czy świetnie jeździ konno. Mag to w istocie uczony, który wcale nie rzuca zaklęć, a na pierwszą potyczkę zbrojnych przyjdzie odbiorcy czekać przez wiele stron.
Dlaczego więc powieść jednoznacznie można zaklasyfikować do fantastyki? Wszystko za sprawą bóstw i ich ingerencji w życie śmiertelników. Choć w działania sił wyższych nie każdy wierzy, bogowie i półbogowie od czasu do czasu postanawiają się wtrącić i przechylić szalę zwycięstwa na jedną ze stron. Ich humory są zaś trudne do przewidzenia. System religijny nie został przedstawiony w pełnej krasie, stopniowo jest przez autorkę wplatany do głównego wątku cyklu. Bohaterowie dzielą się mitami, a czytelnik wraz z nimi poznaje kolejne historie, sięgające nawet powstania świata.
Podobnie jak w przypadku wielu innych pozycji zaliczanych do fantastyki młodzieżowej (choć angielski termin young adult lepiej oddaje naturę tejże grupy wiekowej niż jego nie do końca trafny polski odpowiednik), trzeba przymknąć oko na pewną naiwności „Złodzieja”, czy to w historii, czy w kreacji postaci. Gen to bohater stworzony do tego, by kibicować mu, dzielić jego sympatie i antypatie, ale niekoniecznie głębsze rozterki moralne. Z kolei niektóre z rozwiązań fabularnych czy relacji między towarzyszami podróży będą dla wytrawnych czytelników łatwe do przewidzenia i dość sztampowe.
Żadną miarą nie można jednakże powiedzieć słowa krytyki o zakończeniu. Choć tempo opowiadanej historii nie jest równe, to końcowy fragment wyważony został idealnie, a autorce trudno odmówić zdolności do umiejętnego zaskoczenia odbiorców i sprawienia, iż sięgnięcie po drugi tom przygód Gena staje się dla miłośników przygodowej fantastyki obowiązkiem, a nie tylko możliwością.
Gen potrafi wykraść wszystko. Powieść Megan Whalen Turner bez wątpienia potrafi wykraść kilka godzin z życia czytelnika, który rozpocznie lekturę „Złodzieja”. Jeśli więc szukasz, czytelniku, powieści fantasy, która nie przytłacza skomplikowaną problematyką, zawiłym stylem czy duszną atmosferą, a w zamian zapewnia dawkę przygody w niesztampowym świecie – najnowsza propozycja wydawnicza Ars Machiny sprawdzi się w tej roli idealnie.
---
Zarówno tę recenzję, jak i wiele innych tekstów znajdziecie na moim blogu: http://oceansoul.waw.pl/ Serdecznie zapraszam!
"Jeśli chcesz uchronić coś przed złodziejami, ukryj to dokładnie i strzeż czujnie"
Zasnąłeś w swoim przytulnym, ciepłym łóżku. Ale czy na pewno? Znajdujesz się bowiem w jednym z tysięcy wąskich, ciemnych korytarzy. Nie wiesz gdzie jesteś, jak się tu dostałeś. Wiesz jednak, że musisz coś znaleźć, coś od czego zależy twoje przetrwanie, coś bez czego nie wyjdziesz stąd żywy. Próbujesz znaleźć właściwą drogę, brodzisz w brudnej, zatęchłej, lepiącej się do ciała wodzie. Lampa przygasa, wydaje ci się, że błądzisz godzinami bez celu, a wody ciągle przybywa… I w tym momencie budzisz się. Gen nie miał tego szczęścia.
Dziadek był Złodziejem. Matka była Złodziejem. Tak więc pewnym było, że i Gen zostanie Złodziejem. Chłopiec jednak nie ma pewnej cechy, którą Złodziej powinien posiadać. Cechą tą jest skromność. Właśnie brak skromności przyczynia się do tego, że Gen ląduje w więzieniu. Dzięki temu ma również możliwość więzienie opuścić. Nie ma jednak nic za darmo. W zamian za wolność musi ukraść Dar Hamiatesa znajdujący się w sąsiednim królestwie. Kamień ten ma wartość niewspółmierną do wolności, dlatego też Gen ma co do niego własne plany. Jednak czy uda mu się go odnaleźć? I czy chłopiec udowodni, że faktycznie „potrafi ukraść wszystko”? Przekonajcie się sami ;)
Wraz z akcją książki przenosimy się do królestwa do złudzenia przypominającego Grecję. Świadczy o tym nie tylko krajobraz i klimat przedstawiony w powieści, ale i bóstwa, które ponoć zamieszkują tamte obszary. Bóstwa, które nie sposób nie skojarzyć z mieszkańcami Olimpu. No bo czy Hestia a Hefestia nie brzmi podobnie? Cała historia, wierzenia, kultura tamtych stron nie są zarysowane pobieżnie. Czytelnikowi przedstawiony został świat dopracowany w każdym detalu, każda legenda jest nad wyraz prawdziwa. Czytelnik towarzysząc Genowi czuje również jakby przemierzał ziemie, na których niegdyś walczył Księżyc skłócony z Ziemią. I choć początek Złodzieja nie porywa zawrotną akcją, to im bliżej do pożądanego Daru, tym akcja nabiera tempa a czytelnik nie jest w stanie ani na moment odłożyć książki.
Barwne opisy oraz lekki styl autorki sprawiają, że Złodzieja czyta się z nieukrywaną przyjemnością. Ponadto sprytny, przebiegły i niejednokrotnie ironiczny Gen działa jeszcze bardziej na korzyść książki. Nie da się nie zwrócić uwagi na tego bohatera. Jego odwaga, męstwo, jak również inteligencja i młodzieńczy urok sprawiają, że nie sposób go nie polubić.
Reasumując. Złodziej jest książką przeznaczoną dla osób lubiących powieści fantastyczne, dla osób które nie stronią od mitologii i których nie zniechęcą opisy np. stworzenia świata. Złodziej jest to wciągająca lektura, zamknięta w jakże pięknej i klimatycznej okładce przedstawiającej właśnie Dar Hamiatesa. Jeżeli lubisz tego typu książki, lub jeśli zainteresowała cię historia Gena to musisz sięgnąć po Złodzieja, gdyż zaręczam, że czas z nim spędzony nie będzie czasem straconym ;)
Śliczna okładka. To dlatego zwróciłam uwagę na ten tytuł. A jako że fantasy jest jednym z moich ulubionych gatunków postanowiłam czym prędzej się w nią zaopatrzyć. Książkę pochłonęłam szybciutko. Od razu powiem że książka trafiła w mój gust i chcę więcej :)
W fantasy tej nie pojawia się magia, a jeśli istniała, to pamiętają ją tylko starożytni. Można zapomnieć o innych rasach poza ludźmi. Świat który poznajemy składa się z trzech małych krain wyraźnie ze sobą konkurujących. Narratorem oraz głównych bohaterem jest Gen. Opowieść zaczyna się w królewskim lochu, skąd szybko zaczyna się podróż przez wszystkie trzy krainy. Gen jako genialny złodziej ma znaleźć legendarny kamień. A nie będzie to ani łatwe ani przyjemne.
Książka zalicza się do fantastyki młodzieżowej. Język jest przystępny, choć sporo jest też elementów drastycznych.. W historię w ciekawy sposób wplecione są mity o starożytnych bogach. Ale najbardziej podobały mi się niespodziewane zwroty akcji. Do połowy książki spodziewałam się że będzie to klasyczna przygoda. Główny bohater, pochodzący z najniższych warstw społecznych zostaje wykorzystany przez znamienitych ludzi królestwa, ale być może uda mu się uciec. Dlatego koniec mnie zaskoczył. Bardzo pozytywnie. Nie chciałabym za dużo zdradzać, a cokolwiek napiszę na pewno uchylę rąbka tajemnicy. Świetna narracja bo pomimo pierwszoosobowej bohater jest bardzo tajemniczy.
Pozostali bohaterowie są jednak trochę szablonowi. Może jedynie maga nie można od razu rozgryźć. Nie udało mi się też do nich przywiązać. Kiedy w wyniku okoliczności zniknęli nie przejęłam się tym za bardzo.
I znowu jest to pierwszy tom cyklu więc z chęcią sięgnę po kolejne części o ile w Polsce zostaną wydane.
Do opisu książki dodam jedynie, że w podróży Gena i maga, uczestniczy także pewien cichy żołnierz i dwóch młodzieńców, których Gen nazwał uroczo Bezużyteczny Starszy i Bezużyteczny Młodszy. Dlaczego o nich wspominam?
Dzięki tym chłopcom autorka w ciekawy sposób przedstawiła czytelnikowi historię królestw i ich obecne stosunki. W trakcie podróży chłopcy są przepytywani przez maga z wiedzy jaką przyswoili. Tak więc zamiast męczących opisów narratora, mamy ciekawe dyskusje bohaterów. Do tego wieczorne opowieści przy ognisku o bogach z wierzeń i ich wersji powstania świata.
Autorka stworzyła swój własny panteon, na czele z Ziemią i Niebem - przyznać muszę, że dość ciekawy i jak na tak krótką książkę w miarę przejrzyście przedstawiony.
Książka napisana jest w narracji pierwszoosobowej z punktu widzenia Gena i nie wyobrażam sobie aby mogła być przedstawiona inaczej. Cóż, muszę przyznać, że na początku doznałam dziwnego rozczarowania - miał być cwany złodziejaszek - a tu wychudzony, brudny, śmierdzący chłopaczek - który przez swoje przechwałki trafił do więzienia. Może i potrafi ukraść wszystko, ale co z tego skoro nie grzeszy inteligencją i wiecznie tylko je, nie nie je, on żre i do tego śpi gdzie popadnie.
Dziwne, ale nigdzie w książce nie przedstawiono dokładnego wieku Gena. Chwilami ma się wrażenie, że to bardzo młody chłopak - w wieku około 15tu lat ... co wyjaśniałoby jego nieznośne zachowanie Lecz krnąbrność to nie jedyna jego cecha, chłopak jest całkiem sympatyczny, a z każdą stroną lubiłam go coraz bardziej. Strasznie mi się podobało jak próbował rozgryźć kompanów podróży, mag był najbardziej nieodgadniony, podobnie jak Gen nie wiedziałam co o nim myśleć. I to jest jeden z plusów książki, żaden z bohaterów nie jest oczywisty, wydaje sie, że wiemy o nich wystarczająco wiele, aby przewidzieć ich zachowania, ale wcale tak nie jest.
Są sytuacje, których przebieg jest przewidywalny, jednak wszystko blednie przy zakończeniu. Absolutnie się tego nie spodziewałam i nagle cała historia nabiera całkowicie innej perspektywy, że aż chce się przeczytać wszystko od początku. Przez pierwszą połowę książki nachodziły mnie dość smutne myśli, nie mogłam pojąć co też takiego odnaleźli w tej pozycji inni czytelnicy, że oceniali ją tak pozytywnie , później wszystko nabrało werwy a na koniec voila i wszystko stało się jasne ... Więc zakończenie, nie tyle mnie zaskoczyło co po prostu ucieszyło - nagle książka nabrała wartości, a ja zdecydowałam że jest spore prawdopodobieństwo, że cała seria zagości na mojej półce
Podobno kolejny tom jest inaczej napisana - w narracji trzecioosobowej co daje więcej wiedzy czytelnikowi. Do tego w tomie drugim nie zabraknie czegoś czego tutaj nie uraczyliśmy, a mianowicie romansu Szczerze, przyzwyczaiłam się, że w książkach pisanych przez kobiety prędzej czy później występuje ... czy to źle? ależ nie, jeśli nie jest tylko wypełniaczem treści, a bohaterowie przez niego nie głupieją.
Zdaję sobie sprawę, że książka nie spodoba się wszystkim. Dla niektórych może być po prostu nudna. Takie podróże przez góry, lasy chyba trzeba po prostu lubić. Nie mniej zachęcam w końcu ciekawa, inna kreacja bohatera, którego przygody zapowiadają się lepiej niż dobrze.
Na początku trochę się przestraszyłem kiedy czytając tylną stronę okładki, dowiedziałem się, że książki o złodzieju (bo ponoć jest ich kilka) nagrodzone zostały Mythopoeic (o której to nagrodzie nie wiem nic kompletnie), a którą to otrzymała także Rowling. Kolejne nazwiska laureatów jednak trochę mnie uspokoiły, każdemu jury jak widać zdarzają się wpadki.
Czego by o tej książce nie powiedzieć i nie napisać, jest to zwykłe przygodowe czytadło. Napisane dość prostym językiem bez większych udziwnień i metafor. W dość nieskomplikowaną fabułę wpleciono kilka ciekawych wątków z mitologii przemierzanego świata, a użycie suspensów o zdradzie i prawdziwym obliczu złodzieja dodaje nieco smaczków. Przyjemnie i dość szybko daje się przeczytać, nie pozostawiając wiele w pamięci.
Więcej na http://niepamietnikfprefecta.blogspot.com/2012/03/lepszy-dobry-zodziej-czy-zy-dobrodziej.html
Polski rynek wydawniczy obrodził ostatnimi czasy w powieści łotrzykowskie. Fani rzezimieszków i skrytobójców nie mogą narzekać na brak lektury, a wszystko wskazuje na to, że taki stan rzeczy utrzyma się jeszcze przez dłuższy okres. Po szesnastu latach od napisania pojawił się u nas „Złodziej” – nowość od Ars Machiny autorstwa Megan Whalen Turner. Powieść otwiera cykl należący do gatunku literatury młodzieżowej, aczkolwiek wydaje się być skierowana do starszych przedstawicieli tej grupy wiekowej.
Podczas lektury czytelnikowi przyjdzie poznać historię Gena – tytułowego złodzieja, który, jak sam twierdzi, potrafi wykraść wszystko. Jest to jednocześnie jego błogosławieństwem i klątwą, gdyż niezrównane umiejętności wraz z tendencją do przechwałek wpędzają go do więzienia. Jednak uśmiech losu powoduje, że po niedługim czasie pojawia się szansa na odzyskanie wolności. Królewski doradca organizuje wyprawę mającą na celu odnalezienie na wpół legendarnego przedmiotu, a Gen wydaje się jedyną osobą zdolną tego dokonać. Stawką jest jego wolność, toteż szybko podejmuje decyzję o wyruszeniu w podróż do sąsiedniego królestwa.
Choć droga wcale nie jest niebezpieczna, a zbrojne potyczki są rzadkością, czytelnik w żadnym wypadku nie będzie się nudził. Wędrówka kompanii, w której skład wchodzi także mag, ponury żołnierz oraz dwóch żądnych wiedzy uczniów, stanowi idealną okazję do opisania otaczającej ich rzeczywistości. W czasie podróży wraz z Genem pozna się realia oraz sytuację polityczną kontynentu, dowie się co nieco o faunie i florze, a nawet zaznajomi z mitologią świata w różnych jej wersjach. Jak sama autorka przyznaje, uniwersum zaczerpnęło kilka elementów – od krajobrazu, po imiona postaci – ze starożytnej Grecji, co nie wszystkim może przypaść do gustu. Mimo to świat jest na tyle ciekawie wykreowany, że miejscami jego opisy z bardzo dobrym skutkiem zastępują samą akcję.
Choć dzieło z całą pewnością zalicza się do nurtu fantastycznego, na co jasno wskazują choćby ingerencje bogów w życie śmiertelników, jego uniwersum nie sposób odmówić swoistego realizmu. Próżno na kartach książki szukać magii, odmiennych ras czy nieśmiertelnych bohaterów, prawdziwych ludzi renesansu. Nawet mag, jak często określa się królewskiego doradcę, jest jedynie tytułem przysługującym z uwagi na wykształcenie. Świat „Złodzieja” to świat, w którym przeciętni ludzie umierają w przeciętny sposób, a głębokie rany mogą doprowadzić do śmierci.
Fabuła „Złodzieja” nie należy do tych najwybitniejszych, niekiedy można nawet odnieść wrażenie, że stanowi jedynie tło dla postaci Gena i charakterystyki świata. Mimo tego na tle reszty literatury młodzieżowej wypada całkiem dobrze: nie atakuje czytelnika infantylnością czy „zwrotami” wydarzeń, przewidywalnymi od samego początku. Choć przez pierwsze strony akcja niemal stoi w miejscu, wraz z każdą przewróconą kartką nabiera rozpędu, by w końcu dojść do idealnie wyważonego finału. Jest on jednym z najmocniejszych punktów książki i daje nadzieję, że kolejne odsłony cyklu będą bardziej rozwinięte pod względem fabularnym.
Jednakże w porównaniu do reszty elementów raczej blado rysuje się kreacja postaci. Gen jest osobą, której – mimo jej licznych wad – nie sposób nie lubić. Stworzony został tak, by jak najbardziej przypominać ideał młodych odbiorców: dowcipny, sarkastyczny, wielbiący wolność spryciarz. Pozostali bohaterowie, choć nieraz także wywołują w czytelniku silne emocje, stanowią jedynie dodatek. Pożegnanie z nimi nie jest tak trudne jak rozstanie z Genem i opuszczenie świata „Złodzieja” po skończonej lekturze.
Megan Whalen Turner w żadnym wypadku nie można odmówić pisarskiego talentu. W krótkiej formie zmieściła nietuzinkowy świat, interesującego bohatera oraz ciekawą fabułę i nie raz zaskoczy czytelnika podczas jego obcowania z książką. Wszystko to składa się na wciągającą historię i zapewnia „Złodziejowi” wysoką pozycję wśród fantastycznych powieści przygodowych wydawanych w ostatnich latach. Pozostaje jedynie czekać z niecierpliwością na pojawienie się kolejnych odsłon przygód Gena, a sięgnięcie po nie z pewnością okaże się niemałą przyjemnością.
---
Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Ars Machina (www.arsmachina.pl) oraz Twierdzy Insimilion (crpg.insi.pl).
http://crpg.insi.pl/literatura/zlodziej/2825a
Mówi się, że nie powinno się oceniać książki po okładce. Ale jeżeli spotka się taką, od której nie sposób oderwać oczu, która mimo swojej prostoty wydaje się wyjątkowa? Aż chce zajrzeć się do środka i poznać zawartość. Właśnie w taki sposób zadziałała na mnie okładka „Złodzieja”. Nawet nie musiałam czytać opisu, aby od razu się zdecydować. Tak zachęcona, zabrałam się za lekturę. Jak zatem przedstawia się historia tytułowego „Złodzieja”?
Gen twierdzi, że potrafi wykraść wszystko, jest mistrzem w swojej profesji. Czy aby jednak? Pewnego dnia, jego przechwałki doprowadzają do tego, że ląduje w królewskim więzieniu, a szanse na ucieczkę są mizerne. Po jakimś czasie, los postanawia się do niego uśmiechnąć i do jego celi przybywa mag - doskonały królewski doradca. Proponuje Genowi wyjście na wolność w zamian za wykonanie pewnej przysługi. Mag bowiem, poszukuje wyjątkowego kamienia zwanego Darem Hamiatesa. Wielu śmiałków dążyło do tego, aby znaleźć ów cenny przedmiot i go wykraść lecz do tej pory nikomu się to nie udało. Gen bez zbędnych namysłów przystaje na propozycję maga i wyruszają wraz z Sofosem i Ambiadesem - uczniami czarodzieja oraz Polem, surowym wojownikiem w wędrówkę pełną niebezpieczeństw.
„Jestem mistrzem ryzykownych posunięć, pomyślałem. Mam w tym taką wprawę, że uważam je za ryzyko zawodowe.”
Głównym motywem w powieści jest wspomniana wcześniej podróż Gena w poszukiwaniu kamienia. Ciekawe było poznawanie nowych miejsc, postaci, a nawet miejscowej roślinności. Wszystko okej, tylko po przeczytaniu całości, stwierdzam, że 3/4 książki to ciągnąca się wędrówka. Akcja zaczyna przyśpieszać dopiero pod koniec kiedy to czytamy z zapartym tchem, a tu nagle jesteśmy u kresu powieści. W tym miejscu jednak, muszę przyznać, że końcówka wywarła na mnie niesamowite wrażenie. Autorce udało się stworzyć doskonały zwrot i daje to nadzieję na kolejne świetne tomy, które, jak mam nadzieję, będą aż przepełnione tą akcją, której tak mi tu brakowało.
„Złodziej” jest miłym czytadłem na góra dwa wieczory. Styl pisania jakim posługuje się autorka jest lekki, przyjemny i łatwy w odbiorze; nie ma tu wyszukanych metafor czy neologizmów. Wszystkie wydarzenia poznajemy z perspektywy Gena, który jest naszym narratorem i nie szczędzi kwiecistych opisów swoich wewnętrznych przeżyć. Mimo tego iż czasem potrafił być irytujący, muszę przyznać, że go polubiłam. Może i jest arogancki, zuchwały i daleko mu do skromności, ale nikt nie jest ideałem i w dodatku lubię postaci z charakterkiem. Biję też pokłony autorce, która jest kobietą, a jednak postanowiła wcielić się w role męską i wyszło jej znakomicie. Genialnie wykreowała swoją postać!
Kolejną pozytywną stroną powieści jest użyta w niej mitologia. Autorka część wykreowała sama, a część zaczerpnęła ze znanych już nam opowieści o bogach. Kocham mitologię i wszystko co z nią związane, więc autorka świetnie trafiła w mój gust.
Podsumowując, „Złodziej” jest powieścią nietuzinkową, z pewnością wartą przeczytania. Może nie jest pełna nieustannej akcji i z początku może nieco zanudzać czytelnika, ale mimo wszystko przyjemnie się ją czyta. Mam nadzieję, że już niedługo w Polsce ukażą się kolejne tomy, bo chętnie poczytam jeszcze o Genie. A wam serdecznie polecam zapoznanie się w częścią pierwszą!
Od jakiegoś czasu z niepokojem śledzę coraz wyraźniejszy podział, jaki dokonuje się w współczesnej fantastyce. Literatura z założenia wymagająca dużej wrażliwości i rozbudowanej wyobraźni zaczyna dzielić się na pozycje lekkie i niezobowiązujące oraz na te, które są dziełami wielkimi i przeznaczonymi dla koneserów. Samo rozgraniczenie grup docelowych nie byłoby jeszcze takie złe, gdyby nie fakt, że literatura młodzieżowa przedstawia coraz niższy poziom i przeważnie nie reprezentuje sobą żadnej wartości prócz dobrze sprzedającej się rozrywki. Gdy przypadkowo sięgam po wszelakie nowości, już po kilku stronach pragnę wołać o starego dobrego Pratchetta czy Gaimana, gdyż tych dwóch autorów z powodzeniem potrafiło połączyć lekką formę z głębszą treścią, nie tracąc przy tym niczego z swojej magii. W porównaniu z tymi dwoma specyficznymi klasykami, blado wypadają dzieła twórców usiłujących zawrzeć w swych powieściach humor, przesłanie oraz ciekawą fabułę i przeważnie szerokim łukiem omijam wszelkie nowinki, skupiając się raczej na sprawdzonych pozycjach. Jednak gdy wydawnictwo ArsMACHINA wydało Złodzieja, którego autorka została nagrodzona w zeszłym roku prestiżową nagrodą Mythopoetic (a i Gaiman, i Pratchett też nagrodę tę otrzymali), postanowiłam zaryzykować i przekonać się, czy Megan Whalen Turner zaskoczy mnie czymś pozytywnym, czy też po raz kolejny pochlebne opisy na okładce okażą się pospolitym chwytem marketingowym.
Cała recenzja dostępna jest na moim blogu: http://adanbareth.blogspot.com/2012/02/przedpremierowo-dla-fantasty-zodziej.html
http://zaginionyalmanach.blogspot.com/2012/02/zodziej-megan-whale-turner.html
Przeciętny, acz skuteczny złodziej czasu
Wielbiciele łotrzykowskiego fantasy nie mają ostatnimi czasy powodów do narzekań. Świetna seria Scotta Lyncha o przygodach Locka Lamory, trylogia Brenta Weeksa czy niedawno wydana "Królewska krew. Wieża elfów" to jedynie kilka przykładów tego typu tekstów. Szlakiem tym podążyła również Megan Whalen Turner, czego efektem jest jej debiutancka powieść o jednoznacznie brzmiącym tytule "Złodziej".
Gen, jako wykonawca tytułowej profesji, nie ma sobie równych. Nie należy jednak do najrozsądniejszych w swoim fachu – lekkomyślne chwalenie się dokonaniami zaprowadziło go wprost do więzienia. Po długim i kosztownym dla zdrowia pobycie za kratkami bohaterowi z pomocą przychodzi sam królewski doradca. Ceną za wolność okazuje się przysługa, której charakteru nietrudno się domyślić.
Końcówka ostatniego zdania świetnie opisuje resztę fabularnej strony powieści. Tekst od samego początku jest przewidywalny i bardzo liniowy. Przez większość czasu nie dzieje się nic, a poszczególne zachowania i decyzje bohaterów wydają się powtarzać. Elementem ratującym jednak znacząco książkę jest zakończenie, które – w przeciwieństwie do całości – miło zaskakuje oraz, co za tym idzie, motywuje do ponownej analizy poszczególnych sytuacji, biorąc pod uwagę ich dwuznaczność.
Zapraszam na http://villmar.blogspot.com/
Kolejnym atutem powieści jest głębia świata stworzonego przez Turner. Autorka przy tworzeniu uniwersum wyraźnie wzorowała się na starożytnej Grecji, o czym świadczą między innymi charakterystyczne imiona (Sofos, Eugenides) oraz typowa śródziemnomorska fauna i flora. Dużo miejsca, szczególnie w dialogach stanowiących lwią część powieści, poświęcone jest zależnościom politycznym, religijnym i geograficznym świata. Niewątpliwie urzeka również historia jego stworzenia, opowiedziana w sposób przywodzący na myśl greckie mity. Podobnie jak w starożytnych wierzeniach, przytaczane przez postaci legendy skupiają się na przygodach bogów, tłumacząc w ten sposób pojawienie się ludzi oraz niezrozumiałe dla nich zjawiska, takie jak burza czy trzęsienie ziemi. Biorąc pod uwagę gatunek, dziwi skromna ilość magii. Nawet wspomniany królewski doradca, nazywany często przez pozostałych magiem, jest jedynie uczonym, którego elitarna – jak na opisywane czasy i warunki – wiedza może uchodzić za namiastkę czarów.
Najsłabiej wypadają bohaterowie. O ile główną postać – biorąc pod uwagę finałowy obrót wydarzeń – można rozpatrywać dwuznacznie i oceniać dodatnio, o tyle pozostałe kreacje są po prostu nudne, a ich zachowanie przez większą część książki pozostaje statyczne i bardzo przewidywalne. Wprawdzie w pewnym momencie mamy do czynienia ze zmianami, jednak ostatecznie nie są one w stanie zatrzeć złego wrażenia.
"Złodziej" to lekka powieść fantasy oferująca kilka godzin niezłej rozrywki, głównie ze względu na ciekawe, dogłębnie opisane uniwersum oraz zaskakujące zakończenie. Biorąc pod uwagę konkurencję – choćby wspomnianego Lyncha, który swego czasu postawił poprzeczkę niezwykle wysoko – książka z pewnością pozostaje nieco w tyle. Nie stoi to jednak na przeszkodzie, by sięgnąć po nią i ocenić we własnym zakresie – zawiedzionych będzie niewielu.
Milczenie jest złotem, a jeżeli nawet nie przypomina tego drogocennego kruszcu to przynajmniej może chronić przed kłopotami. Czasem kilka słów wypowiedzianych w nieodpowiednim miejscu i czasie może być początkiem prawdziwych kłopotów, a to czego unikało się dzięki sprytowi nagle staje się faktem. Więzienie. Tego nie było w planach Gena, zamiast dokonywać kolejnych zuchwałych kradzieży spędza nieplanowane "wakacje" w lochach i to jeszcze przykuty łańcuchami. Jednak podobno nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło ... Ale czy i w tym przypadku sprawdzi się te przysłowie? Jedno jest pewne obecna sytuacja raczej nie zmniejszyła w chłopaku pewności siebie! Pozostał sobą, pomimo niezbyt sprzyjających okoliczności, a niespodziewany zwrot w jego życiu zamierza wykorzystać dla własnego interesu, w końcu okazje są po to by je łapać. Ale nie tylko on tak myśli, druga strona zna go i wie czego można się po nim spodziewać i nie zamierza być jedynie środkiem do osiągnięcia celu dla Gena. W końcu kto zaufa złodziejowi, nawet najlepszemu, i to w dodatku, lubiącemu głośno się przechwalać? Co może być obiektem pragnień, że korzysta się z tak niecodziennej pomocy? Na pewno nie jest to rzecz, którą jego właściciel oddałby lub sprzedał z własnej woli, jedno jest pewne obiekt ten chce mieć władca, a jego wola jest równoznaczna z rozkazem.
Pięcioro ludzi połączonych wspólnym zadaniem, a przy tym mającym własne cele do spełnienia, chociaż nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę. Wspólna podróż pozwala się im poznać bliżej, chociaż praca zespołowa nie jest potrzebna by misja zakończyła się sukcesem, ale czy na pewno? Tajemnic jest więcej, nie wiadomo co czeka u kresu wyprawy, bo nikt nie powrócił z wcześniejszych podobnych wojaży. Wystarczy spryt i tupet rozgadanego złodziejaszka by zdobyć to co zostało rozkazane?
Łotrzykowska opowieść to jedna strona książki Megan Whalen Turner, a to za sprawą głównego bohatera - Gena, świetnie przedstawionego w konwencji trochę sowizdrzalskiej historii. Druga warstwa oparta jest na mitach oraz średniowiecznej atmosferze, tworzy tło dla opowiadania wykorzystując to co znane, lecz nie dosłownie, a jedynie jako szkic, na który naniesiono własne pomysły co dało w efekcie interesującą scenerię z wieloma jakby znanymi detalami, lecz całkowicie w nowej odsłonie. Oś akcji wydaje się znana, ale autorka przygotowała kilka niespodzianek, tak by lektura nie była zbyt przewidująca i utrzymywała odpowiedni poziom napięcia. Fabuła została starannie przemyślana, widać również, że kreatywnie wykorzystano elementy ze starożytnej Grecji, a główny motyw wraz z kolejnymi stronami książki nie wydaje się już taki oczywisty, bo można wyczuć, że gdzieś w jego cieniu ukrywa bardziej złożona intryga, w której los przeznaczył rolę każdemu z bohaterów. Jednak na tym nie koniec, bo książka do ostatnich stron kryje sekrety, a ujawniają się one w najmniej spodziewanych momentach, wtedy gdy można jest się pewnym jakie będzie się zakończenie.
Megan Whalen Turner to amerykańska pisarka książek fantasy dla dzieci i młodzieży. Największą popularność przyniósł jej cykl o Złodzieju. Jest ona również zdobywczynią wielu nagród. Obecnie mieszka w Ohio wraz ze swoim mężem. Mają trzech synów.
Głównym bohaterem jest Gen, który pewnego dnia trafia do królewskiego więzienia. Jego szanse na ucieczkę są praktycznie zerowe. Po kilku miesiącach do jego celi przybywa Mag - królewski doradca i proponuje mu wolność w zamian za przysługę. Okazuje się bowiem, że Mag poszukuje bardzo cennego i wyjątkowego kamienia, którego jeszcze nikomu nie udało się wykraść. Gen bez namysłu zgadza się i w taki oto sposób wyrusza razem ze świtą w podróż by odnaleźć kamień zwany też Darem Hamiatesa. Jak powiedzie się ta przygoda? Czy Gen rzeczywiście potrafi ukraść wszytko?
Fabuła została w ciekawy sposób skonstruowana i przedstawiona dzięki czemu książkę czyta się na prawdę szybko. Głównym tematem jest podroż Gena w poszukiwaniu cennego kamienia dlatego możemy śledzić jego losy i jednocześnie bliżej poznawać wszystkie jego uczucia oraz myśli bo to właśnie on jest narratorem. Bardzo polubiłam głównego bohatera mimo, iż momentami jego zachowanie mogło wydawać się irytujące i zbyt aroganckie ale to właśnie powinno liczyć się w dobrze wykreowanych postaciach. Autorka stworzyła bohatera, który ma w sobie ten zadziorny charakterek co dodaje mu uroku.
Język jakim posługuje się autorka jest lekki, prosty, przyjemny oraz łatwy w odbiorze. Książkę czyta się z ogromną ciekawością i przyjemnością. W historię Gena wciągnęłam się już po kilku stronach i mimo, iż cała akcja toruje się jedną drogą i nie dzieje się nic zaskakującego to wielkie zdziwienie maluje się na twarzy kiedy to dochodzimy już do kresu powieści. Wtedy właśnie zastaje nas miła niespodzianka jaką jest zakończenie bowiem autorka napisała je tak, że nikt na pewno się go nie domyśli.
Warto również zwrócić uwagę na ciekawą okładkę, która przyciągnie nie jednego czytelnika czy też fana fantastyki. Dodatkowo zachęcający opis oraz estetyczne wydanie powodują, że Złodziej powinien znaleźć w waszych rękach. Kolejną zaletą jest to, że w swojej powieści Megan Whalen Turner wplotła wątki mitologiczne. Złodziej jest idealną książka, która umili Wam wieczór. Po przeczytaniu tej powieści mam wrażenie, że będzie to kolejna wspaniała i ciekawa seria. Mam ogromną nadzieję, że już nie długo na rynku pojawią się kolejne tomy z tego cyklu. Polecam!
Po entuzjastycznych zapowiedziach spodziewałam się czegoś więcej. Choć z drugiej strony zakończenie kompletnie mnie zaskoczyło, za co ogromny plus. Myślę, że opowieść ma duży potencjał. Zobaczymy czy autorka dobrze go wykorzysta.
Początek strasznie mozolny, ale jeśli ktoś się podda, nie dojdzie do końcówki pozwalającej zupełnie inaczej spojrzeć na opowiedzianą historię. Ogólnie, całkiem zadowalająca lektura.

Selkar
Albertus
Zinamon
Weltbild
Matras
Empik
