Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
6,27 (311 ocen i 73 opinie) Zobacz oceny
10
23
9
18
8
31
7
63
6
71
5
59
4
19
3
20
2
6
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788376488288
liczba stron
592
słowa kluczowe
Literatura polska
kategoria
Literatura piękna
język
polski
dodała
Ag2S

Inne wydania

Dowcipna i wartka opowieść o kłopotliwym byciu tą trzecią. Czterdziestokilkuletnia Iza wikła się w romans z żonatym mężczyzną. Decyzja na pierwszy rzut oka nie wydaje się odpowiedzialna, ale… Czarek jest fajny, przystojny, a jego małżeństwo to fikcja. Bohaterka – pierwszy raz w życiu – postanawia walczyć o swoje. Tyle że wybranek nie wykazuje się nadmierną odwagą w sprawie poinformowania...

Dowcipna i wartka opowieść o kłopotliwym byciu tą trzecią.

Czterdziestokilkuletnia Iza wikła się w romans z żonatym mężczyzną. Decyzja na pierwszy rzut oka nie wydaje się odpowiedzialna, ale… Czarek jest fajny, przystojny, a jego małżeństwo to fikcja. Bohaterka – pierwszy raz w życiu – postanawia walczyć o swoje. Tyle że wybranek nie wykazuje się nadmierną odwagą w sprawie poinformowania małżonki o swojej nowej partnerce… Izę wspierają koleżanki, z którymi odnowiła znajomość po latach. Wśród nich są: projektantka mody – singielka wbrew własnej woli, redaktorka radiowa, przedszkolanka, niepracująca żona marynarza oraz kobieta-cudak – humanistka, która robi karierę w… banku. Co w sprawach sercowych niezawodne przyjaciółki doradzą nie zawsze roztropnej Izie?

 

źródło opisu: Wydawnictwo Prószyński i S-ka, 2011

źródło okładki: http://www.proszynski.pl/Babskie_gadanie_-p-30709-1-30-.html

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 2919
Barbara | 2012-04-03
Przeczytana: 10 lipca 2012

Długo zastanawiałam się, jak zacząć pisać opinię na temat tej powieści. W pewnej chwili w ogóle chciałam porzucić ten zamiar. Jednak tyle myśli kłębi mi się w głowie, że jednak dam im upust i przeleję na wirtualny papier, co chcę przekazać.

Bardzo się tą powieścią zawiodłam...

Gdy zobaczyłam zapowiedź tej książki na stronie wydawnictwa, zainteresował mnie przedstawiony zarys fabuły. Autorka napisała o romansie głównej bohaterki z żonatym mężczyzną. Chciałam to przeczytać, bo jednak mało jest w Polsce historii o byciu "tą trzecią". Trzeba mieć odwagę, by stworzyć taki zarys fabuły.

Od pierwszych stron miałam jednak wrażenie, że autorka niespecjalnie napracowała się nad pisaniem tej powieści. Główna bohaterka ma na imię Izabela (tak, jak autorka), jest rozwódką (tak, jak autorka), ma dorastającą córkę (tak, jak...), mieszka w Szczecinie (tak...), jest filologiem rosyjskim (tak...), wykłada na wyższej uczelni (tak...) itd. Ponadto narracja prowadzona jest w pierwszej osobie liczby pojedynczej (a nie w trzeciej osobie l.p. jak w większości szanowanych powieściach). Każdy, kto choć raz był na zajęciach z pisania wie, że najtrudniej jest pisać w trzeciej osobie, bo ciężko jest stworzyć bezosobowego narratora, który byłby świetnym obserwatorem zdarzeń (bo o to przede wszystkim w narracji chodzi).

Od samego więc początku powieści widać, że autorka poszła "na łatwiznę".

Widać to też w tym, że niemal od razu - bez wprowadzających wstępów - pojawia się mężczyzna w życiu Izabeli, który - jak wiadomo - zostanie obiektem jej westchnień. Z jednej strony ktoś powie: "no, dobrze, przynajmniej nie ma nudnych, długich opisów". Z drugiej jednak strony... ponownie przywołam nauki wyciągnięte z lekcji pisania: "kiepski pisarz będzie zapełniał kartki niekończącymi się dialogami, bo nie potrafi sobie dać rady z barwnymi opisami otaczającej rzeczywistości". Przyznam rację tej drugiej wypowiedzi. Bo choć nieco opisów jest, to jednak są one chaotyczne, zamiast pozwalać nam poznać bliżej bohaterów pobocznych, to skupiają się wyłącznie na egoistycznych rozważaniach narratorki, czyli głównej bohaterki.

Nie chciałam jednak skreślać tej książki tak wcześnie. Cała opowieść ma prawie 600 stron, więc zapewne wszystko się jakoś miało rozkręcić. I... im dalej, tym bardziej się z tą powieścią męczyłam. W tej książce bowiem nic się nie dzieje! Przez te niecałe 600 stron główna bohaterka opisuje swój romans z żonatym mężczyzną i nic poza tym. Nawet przywoływane co rusz forumowe wypowiedzi swoich przyjaciółek po kilku stronach doprowadzają czytelnika do szału.

Niby można się z książki dowiedzieć, czym zajmuje się Ziuta, dlaczego Caryca nosi taką ksywę i czemu Ewy tak ciągle nie ma. Ale to wszystko jest tak niby przypadkiem, przy okazji.

Najbardziej jednak dotyka mnie fakt, że - pomimo posiadania córki i mieszkania z nią pod jednym dachem - bohaterka przedstawia życie z dzieckiem tak, jakby przychodziło ono do domu raz na miesiąc! Główna bohaterka jest tak zajęta sobą, że świata poza czubkiem swojego nosa nie widzi.

I tak jest przez cały czas. Nie trzeba wcale być przeciwnikiem romansowania z osobą poślubioną komuś innemu, by po kilkudziesięciu stronach dojść do wniosku, że bohaterka jest kompletną idiotką, której szalejące przy menopauzie hormony cofnęły rozum i serce do wieku nastoletniego! Nawet kobieta w ciąży nie przechodzi tak ciągłej zmiany nastrojów i decyzji. Momentami miałam wrażenie, że na stronach parzystych autorka jest absolutnie za pozostaniem w tym związku, a na parzystych nie godzi się być tylko kochaną.

Im dłużej żyję, tym bardziej się przekonuję, że dorośli ze sobą rozmawiać nie umieją. Mężczyźni to tchórze. Są świetni w stresujących zawodach, ale gdy przychodzi podjąć męską decyzję w życiu osobistym, domowym, chowają głowę w piasek i całą odpowiedzialność zrzucają na kobietę. Kobieta z kolei zamiast zapytać wprost, woli karmić się jakimiś wyobrażeniami na temat wyrwanej z kontekstu wypowiedzi mężczyzny. I tak oboje żyją niby razem, ale osobno, bo pogrążeni we własnych światach. I tak żyją niby szczęśliwie, ale w totalnym nieporozumieniu, bo jedno nie ma pojęcia, czego oczekuje to drugie.

Nie wiem, czy to taki symbol naszych czasów i przeraża mnie to, że tak łatwo przychodzi współczesnym pisarzom rozprawianie o tym, ale wychodzi na to, że każde spotkanie towarzyskie aby było wesołe i udane, musi być zakrapiane alkoholem. I to w niemałych ilościach. Zupełnie, jakby to ten alkohol dawał nam jedyną możliwość rozrywki! Nie było w tej książce spotkania "Dziewczynek" (czyli grupy przyjaciółek bohaterki) bez upijania się. Jaki przykład te dorosłe, bo czterdziestoletnie kobiety dają nastolatkom? Córka Izabeli niejednokrotnie, przychodząc do domu ze swoim chłopakiem, natyka się na nietrzeźwą, "uchachaną" matkę razem z nie mniej pijanymi przyjaciółkami. Fakt, tam nie dochodzi do przemocy, ale dla mnie to też jest patologia.

W pewnym momencie książki (chyba na początku, bo tylko początek sprawiał, że powieść czytało się przyjemnie i coś warte było zapamiętania) narratorka wspomina polski film "Lejdis". Nie ma wątpliwości, że ów film wywarł duże wrażenie na autorce, bo cała stylizacja powieści jednoznacznie przypomina "Lejdis". Film był o tyle lepszy, że w równym stopniu przedstawiał życie wszystkich przyjaciółek, nie wyróżniając przy tym żadnej z nich. Tu w powieści narracja jest egoistyczna, wszystko kręci się wokół tej jednej i - jak wspomniałam - cała reszta jest jakby przypadkiem.

Wszystko to każe czytelnikowi myśleć, że mamy tu do czynienia ze wspomnieniami samej autorki. Nie wiem, czy wszystkie te zdarzenia są prawdziwe (czy dałoby się "wyguglować" forumowe wypowiedzi "Dziewczynek"?), ale nie ulega wątpliwości, że ogromna większość to przeżycia Izabeli Pietrzyk, a nie Izabeli Nowak. Ku temu przemawia też fakt, że i w przyszłej powieści (premiera już dziś, 10go lipca 2012) pojawia się czterdziestoletnia Izabela i jej przyjaciółki.

Książka powinna była być mocno okrojona. Tak przynajmniej o połowę. Bo i epilog - który z reguły ma kilka do - MAX - kilkunastu stron - tutaj rozrósł się do około trzydziestu. Nie wiem, kto odpowiadał za redakcję tej powieści. Nie spisano się. Może i z tej historii wyszłoby coś fajnego. Ale 600 stron jednostronnej opowieści, z jedną tylko bohaterką, z jej bardzo niedojrzałymi rozterkami sprawia, że czytelnik nie czuje ani trochę sympatii z Izabelą. I jak w połowie ma się dość jej kochanka Czarka (a może lepiej napisać: Czarusia), tak pod koniec ma się dość samej bohaterki.

Do samego końca byłam przekonana, że dam szansę autorce - debiut nie zawsze jest udany - i zakupię następną jej powieść. Wiedząc jednak, jakie pisarka ma możliwości, co robi z czasem poświęconym na napisanie książki, jak niewiele jest w stanie przy sześciuset stronach czytelnikom ofiarować oraz to, kto znowu będzie bohaterem jej kolejnej powieści... mówię: "Pass".

Tej pani już podziękuję. Jeśli kiedykolwiek najdzie mnie ochota, by znowu poczytać coś autorstwa pani Pietrzyk, to zamiast kupić jej powieść "w ciemno" wybiorę się na kilkanaście wypraw do zaprzyjaźnionych księgarni i przeczytam książkę, stojąc przy regale. A pieniądze przeznaczone na zakup przyszłej powieści pani Pietrzyk wydam na coś lepszego (może Henry James?). Bo nawet jak na "literaturę kobiecą", o której stereotypowo mówi się, że jest mało ambitna (wyjątkiem od tej reguły jest inteligentna i niedościgniona Katarzyna Grochola), to "Babskie gadanie" jest wyjątkowo kiepska.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Narrenturm

Świetna książka, napisana świetnym charakterstycznym dla autora językiem. Jeśli leczysz kaca książkowego po wiedźminie, lub ten pierwszy wydał Ci sie...

zgłoś błąd zgłoś błąd