
Korekty

- Kategoria:
- literatura piękna
- Format:
- papier
- Tytuł oryginału:
- The Corrections
- Data wydania:
- 2012-05-09
- Data 1. wyd. pol.:
- 2012-05-09
- Liczba stron:
- 584
- Czas czytania
- 9 godz. 44 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788375084702
- Tłumacz:
- Arkadiusz Nakoniecznik, Joanna Grabarek
Po niemal pięćdziesięciu latach w roli żony i matki Enid Lambert chce wreszcie zaznać przyjemności życia. Na nieszczęście jej mąż, Alfred, zmaga się z postępującą demencją, a dzieci, w gruncie rzeczy trójka nieszczęśliwych, skłóconych z życiem ludzi, już dawno wyfrunęły z rodzinnego gniazda. Rozpaczliwie poszukując radości i prawdziwego szczęścia, Enid całym sercem pragnie zrealizować jedno marzenie: zebrać rodzinę w domu na ostatnie wspólne święta Bożego Narodzenia...
Kup Korekty w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oficjalne recenzje książki Korekty
Poprawiając korekty
W czasie lektury tej książki doznałam swoistego rozdwojenia osobowości. Uaktywniły się bowiem dwa spośród licznych moich heteronimów. Heteronim – jak powszechnie nie wiadomo – jest jednym z wielu elementów składowych osobowości wielorakiej, zwanej dawniej osobowością mnogą, czyli – upraszczając – wielu osobowości żyjących w jednej osobie. Tym razem – dla ułatwienia – obudziły się tylko dwie, nazwijmy je Protagonistką (P) i Antagonistką (A),które to odbyły następujący dialog:
A. Matko, co za cegła!
P. Właśnie! Wreszcie jakaś konkretna, opasła powieść. Tęskniłam za tym po tych wszystkich książkach dla dzieci, poezji, biografiach czy innych mętnych eksperymentach...
A. Ale przecież nie lubisz amerykańskich pisarzy!
P. Nie przesadzaj, są nawet tacy, których uwielbiam np. Henry James. Chociaż... to przecież XIX wiek, w porywach początek XX. O, ale taki na przykład Truman Capote – całkiem, całkiem.
A. Pisał jakieś pół wieku temu, lekko licząc. Pozostałych nie trawisz.
P. Postanowiłam dać szansę Franzenowi. Chociaż jego późniejsza, bardziej znana „Wolność” zupełnie mnie nie pociąga, wcześniejsze „Korekty” niosły pewną obietnicę innowacji. I są na mojej liście książek do przeczytania.
A. Po lekturze dalej są u Ciebie na jakiejś liście, może Top 50?
P. (zakłopotane milczenie)
A. Dobrze, to zacznijmy od początku. Tomisko grube, co jeszcze na początek Cię zachęciło?
P. Waga, zapach i dźwięk.
A. Słucham?!
P. Waga – mimo grubości wolumin jest lekki, bo ma pomysłową elastyczną okładkę, chociaż książka jest szyta. Zapach – kwaskowy, acz obiecujący nowo zadrukowane strony z miękko poszarpanymi brzegami stron, tak jak lubię. A dźwięk – to coś, co słychać przy otwieraniu i podczas zabawy w otwieranie/zamykanie książki, czyli ten swoisty szumotrzask kartek tuż przy szyciu. Sprawdź sama.
A. Faktycznie, co najmniej interesujący. A może coś o postaciach ciekawego powiesz? Też pachną? Dla mnie bohaterowie tej powieści są zdecydowanie papierowi.
P. Papierowi? Moim zdaniem to największy komplement, jakim mogłaś ich obdarzyć. Wiesz dobrze, że papier to mój fetysz i wszystko co papierowe ma dla mnie wielką wartość. Papierowe książki, papierowe czasopisma, papierowe zabawki, papierowe puzzle, papierowe listy i papierowe zdjęcia (odbitki). Ale w tym wypadku nie zgodzę się z Tobą. Postaci nie były papierowe, były za to realne, zbyt realne z całą swoją wulgarną intymnością, czasem nawet ten ich naturalizm czy turpizm był zbyt realny, niepowieściowy, a raczej jakby... telewizyjny.
A. Rozumiem, że to w Twoich ustach inwektywa. Może teraz wspomnij coś o stylu autora. Mnie drażniły te jego dziwaczne metafory i przenośnie, zbyt sztywne, jakby na siłę.
P. Dlaczego? Dobrze się je czytało.
A. I równie dobrze zapominało zaraz po przeczytaniu. I te dygresje od dygresji – narrator zaczynał o czymś opowiadać, skręcał i nie wracał do początkowego wątku.
P. To Ci akurat nie powinno przeszkadzać, sama w rozmowie robisz dygresję od dygresji do dygresji.
A. (Dyskretnie przemilczając ostatnią uwagę): O czym to w ogóle było twoim zdaniem?
P. Jak to o czym? O rodzinie.
A. Popatrz, popatrz, a ja myślałam, że o polityce, gospodarce, społeczeństwie i innych nudach najwspanialszego ze wszystkich społeczeństwa amerykańskiego.
P. Ale przecież te tytułowe korekty odnosiły się do życia rodzinnego.
A. Co ty powiesz, a mnie się zdawało, że i do polityki, i do systemu politycznego, i do życia każdego z bohaterów.
P. To też, ale przecież jeden z bohaterów był korektorem, a poza tym przy różnych okazjach pewne pomysły i idee wymagały korekty.
A. A i tak nic z tego nie wynikło. Przecież w tej książce mimo wachlarza tematów autor nie mówi nic ciekawego - żadnej tezy, żadnych wniosków.
P. Jak to? Przecież jest wniosek, że rodzina to pewnego rodzaju piekło, z którego nie da się wyzwolić, a z drugiej strony żaden z bohaterów nie bierze odpowiedzialności za swoje życie w swoje ręce, zatem trudno, żeby - będąc sam nieszczęśliwy – był w stanie uszczęśliwić innych.
A. Bardzo odkrywcze! Wielu dużo wcześniej na to wpadło i napisało o tym o niebo lepiej: od Charlesa Dickensa i Gustave’a Flauberta, przez Henry’ego Jamesa czy naszego Bolesława Prusa, nie wspominając o Elizabeth Gaskell czy Jane Austen, która była mistrzynią tego rodzaju obserwacji jakieś półtora wieku temu.
P. Franzen za to uraczył nas współczesnym tłem obyczajowym.
A. To ma być tło? Ta reklama amerykanizmu, która sprawia, że czytelnik spoza Stanów się nudzi? Czy może coś, co można by określić „lokowaniem produktu w powieści”, czyli niezliczone akapity naszpikowane nazwami własnymi przedsiębiorstw czy instytucji, ba! nawet marek mebli czy ubrań. Zdecydowanie niestrawne.
P. Faktycznie może tego było trochę za dużo...
A. Trochę? Najgorsze jednak było to, że powieść była kompletnie nijaka.
P. Nieprawda, moim zdaniem była ciekawa. Może fragmentami nudna i nieco smętna...
A. To już byłoby coś. Niestety jednak dla mnie była przeciętna, co jest gorsze niż zła, bo natychmiast się o takiej zapomina. A właśnie – o czym my właściwie rozmawiamy?
P. Przestań już, te Twoje gierki... A mnie dała do myślenia. Myślę właśnie cały czas, dlaczego nie jestem w stanie wymyślić żadnej sensownej recenzji tego dzieła.
A. O, właśnie! O tym mówiłam...
Czytelniku/czko, jeśli chcesz się dowiedzieć, co sądzić o „Korektach” Franzena, nie licz na recenzentkę. Nie tym razem. Sprawdź sam/a organoleptycznie oraz za pomocą szaro-białych komórek uformowanych w spory organ mieszczący się w czaszce, co to za powieść – nieudana czy genialna.
Jowita Marzec
Opinia społeczności książki Korekty
Autor tej powieści uważany jest za jednego z trójki? najważniejszych współczesnych amerykańskich pisarzy, a ta powieść porównywana jest do powieści "Buddenbrookowie" Manna. To dość drobiazgowy obraz średniej amerykańskiej rodziny XXI wieku i jej różne obszary życia. Lambertowie - zwykła, przeciętna, amerykańska rodzina. Ojciec i matka - starsi ludzie, żyją w prowincjonalnym miasteczku. Ojciec z objawami Parkinsona i postępującą demencją, matka zaś żyje w cieniu męża niespełniona emocjonalnie, trochę infantylna. Ich trójka dorosłych i samodzielnych już dzieci wyemigrowała do większych miast. Żyją po swojemu, mają obowiązki, marzenia i nowe wyzwania. Chcą żyć inaczej niż ich rodzice. Mimo poprawek, "korekt", które próbują wprowadzić do własnego życia, nie są szczęśliwi. Popełniają wiele błędów, przeżywają wzloty i upadki, robią karierę, a przy okazji różne szaleństwa. Ogólnie nie są szczęśliwi, a ich wzajemne relacje oraz kontakty z rodzicami nie są łatwe i przyjemne. Nijakie, z wiecznymi problemami. Nie potrafią cieszyć się sobą i tym co zdobyli. Autor pokazuje nam to z różnych perspektyw, dość szczegółowo opisując życie każdego z nich. W momencie, kiedy okazuje się, że rodzice wymagają ich wsparcia, opieki i pomocy, trudno im to zrozumieć. To trudna w czytaniu książka. Obszerna, licząca ok.600 stron, wymaga cierpliwości i trochę "ambicji", aby przebijać się przez kolejne strony. Wydaje się czasami rozwlekła. Należy ją więc czytać powoli. Ja akurat lubię taką literaturę. Porusza i zmusza do zastanowienia się. Jak żyjemy w czasach, w których konsumpcjonizm zaczyna rządzić naszym życiem? To przecież nie dotyczy tylko społeczeństwa amerykańskiego. Polecam tym, którzy lubią wielowątkowe i wielobarwne powieści.
Oceny książki Korekty
Poznaj innych czytelników
3234 użytkowników ma tytuł Korekty na półkach głównych- Chcę przeczytać 2 055
- Przeczytane 1 128
- Teraz czytam 51
- Posiadam 292
- Ulubione 33
- Literatura amerykańska 16
- Chcę w prezencie 16
- 2019 9
- Z biblioteki 7
- Literatura piękna 7


























































OPINIE i DYSKUSJE o książce Korekty
Z trudem ukończona.
I nie chodzi o tematykę, tylko o styl autora. Chaos, przeskakiwanie między przestrzeniami czasowymi i bohaterami. Obraz amerykańskiej rodziny i ich człowieczeństwo, czy też realizm, to obraz porządnie zaburzonej rodziny, i żaden z bohaterów czy bohaterek mi nie odpowiadał.
Krótko: nie dla mnie. Skąd National Book Award - nie wiem.
W ogóle mam wrażenie, że nasze polskie książki nagrodzone nagrodą Nike są na dużo wyższym poziomie niż te zagraniczne uhonorowane jakimiś nagrodami. Jak dla mnie pozycja która otrzymuje jakąś prestiżową nagrodę powinna na każdej płaszczyźnie wybijać się ponad inne, a więc nie tylko poruszać ważną tematykę, ale też być zrozumiale napisana, ładnym stylem, w interesujący sposób, a poruszany temat powinien być naprawdę zgłębiony, w sposób w jaki nie zrobili tego inni autorzy. Tutaj tego brakuje, podobnie jak w powieści "James" autorstwa P.Everetta - ważny temat niewolnictwa, kilka złotych myśli z ust bohaterów i tyle. Niewiele głębi, choć potencjał był. Także nie wiem skąd te nagrody.
Z trudem ukończona.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toI nie chodzi o tematykę, tylko o styl autora. Chaos, przeskakiwanie między przestrzeniami czasowymi i bohaterami. Obraz amerykańskiej rodziny i ich człowieczeństwo, czy też realizm, to obraz porządnie zaburzonej rodziny, i żaden z bohaterów czy bohaterek mi nie odpowiadał.
Krótko: nie dla mnie. Skąd National Book Award - nie wiem.
W ogóle mam...
Trudna powieść. Bohaterowie są niesympatyczni, nie ma kogo lubić i komu kibicować. Relacje są bardzo skomplikowane, dużo wątków pobocznych. Naprawdę ciężko przebrnąć. Jednak ogólnie, na koniec stwierdzam że nie było to takie złe.
Trudna powieść. Bohaterowie są niesympatyczni, nie ma kogo lubić i komu kibicować. Relacje są bardzo skomplikowane, dużo wątków pobocznych. Naprawdę ciężko przebrnąć. Jednak ogólnie, na koniec stwierdzam że nie było to takie złe.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPiekło dorosłości w kilku wariantach. Ciekawa, chwilami rozkosznie ironiczna, chwilami znów nieco przegadana. Pewne doświadczenia egzystencjalne opisane bardzo oryginalnie i poruszająco. I jeszcze ten dzwoneczek w głowie: czy my wszyscy, dorastając, stajemy się tacy żałośni?
Piekło dorosłości w kilku wariantach. Ciekawa, chwilami rozkosznie ironiczna, chwilami znów nieco przegadana. Pewne doświadczenia egzystencjalne opisane bardzo oryginalnie i poruszająco. I jeszcze ten dzwoneczek w głowie: czy my wszyscy, dorastając, stajemy się tacy żałośni?
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie jest zła.
Jest jednak niepotrzebna. Z biegiem stron coraz bardziej ta książka jest o niczym. Wymyślana dla samego pisania.
Ostetcznie zraziły mnie jednak nielogiczności (na przykład główny bohater "myśli o tym jak ucina sobie obie ręce siekierą". Autor nie pisze tego ironicznie. To brzmi tak jakby naprawdę nie tylko jedną rękę można było sobie uciąć siekierą).
Ale przede wszystkim marna psychologia - na przykład główny bohater "ma depresję" po utracie kochanki. Ale jego zachowania nijak mają się do depresji. Żadna ci to depresja. Autor nie wie jak funkcjonują ludzie z depresją. Wyobraża sobie ją jakoś i opisuje zachowania psychologicznie nieprawdopodobne. Ale nie oryginalne. Tylko głupie. "Osoba z depresją śmiała się w głos z zasłyszanego w autobusie dowcipu" - coś w tym stylu. To nie jest ciekawe, zaskakujące czy zawierające twórczość, jest nieprzemyślane.
Więc pisze o tym, na czym się nie zna, wnioskując z jakichś swoich stereotypów.
I tego jest coraz więcej w miarę czytania.
Tak, że po jakimś czasie widzisz, że to jest pisanie dla pisania a nie z jakimś sensownym przekazem.
Warsztat pisarski jest dobry. Ale pustka w środku. Jajo feberge.
Więc nie polecam.
Nie jest zła.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJest jednak niepotrzebna. Z biegiem stron coraz bardziej ta książka jest o niczym. Wymyślana dla samego pisania.
Ostetcznie zraziły mnie jednak nielogiczności (na przykład główny bohater "myśli o tym jak ucina sobie obie ręce siekierą". Autor nie pisze tego ironicznie. To brzmi tak jakby naprawdę nie tylko jedną rękę można było sobie uciąć siekierą).
Ale...
Już już miałam odłożyć książkę „na zawsze”, gdy postanowiłam przeczytać Wasze opinię. I tak dziękuję @MólkaKsiążkowa za podpowiedź jak ją czytać, aby nie przestać. Powieść „Korekty” jest jak sinusoida, ma wysoka i niską amplitudę. Te niskie po prostu omijałam i tak dotrwałam do dwóch ostatnich rozdziałów, które były lżej strawne.
Sinusoida to krzywa i taką też krzywą rodzinę amerykańską lat 90-tych XX w. przedstawia wraz z jej wątkiem obyczajowym, ekonomicznym, moralnym. Matka – moralizująca histeryczka. Ojciec – tyran – stojący w obliczu postępującej demencji. Ona ma niedobrego męża, on posiada niewłaściwą żonę. Troje dorosłych dzieci miota się, nie mogąc określić ani siebie ani swojego stosunku do rodziców wymagających pomocy.
Styl powieści ciężki od niewypowiedzianych uczuć, język dojrzały i bogaty.
Smutny obraz ludzi skażonych hipokryzją, powierzchownych, małostkowych. Boże broń przed takim modelem rodziny. Do korekty!
Już już miałam odłożyć książkę „na zawsze”, gdy postanowiłam przeczytać Wasze opinię. I tak dziękuję @MólkaKsiążkowa za podpowiedź jak ją czytać, aby nie przestać. Powieść „Korekty” jest jak sinusoida, ma wysoka i niską amplitudę. Te niskie po prostu omijałam i tak dotrwałam do dwóch ostatnich rozdziałów, które były lżej strawne.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSinusoida to krzywa i taką też krzywą...
Książka, która opisuje w nieco zdystansowany, miejscami gorzki sposób historię rodziny, jednocześnie odzwierciedlając społeczeństwo amerykańskie sprzed kilku dekad. Pozwoliła mi lepiej zrozumieć życie w tym kraju, ze wszystkimi uprzedzeniami, konwenansami, traumami, amerykańskim uśmiechem i pozorem że wszystko jest ok.
Książka, która opisuje w nieco zdystansowany, miejscami gorzki sposób historię rodziny, jednocześnie odzwierciedlając społeczeństwo amerykańskie sprzed kilku dekad. Pozwoliła mi lepiej zrozumieć życie w tym kraju, ze wszystkimi uprzedzeniami, konwenansami, traumami, amerykańskim uśmiechem i pozorem że wszystko jest ok.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toLeżę w malignie, konwulsjach, halunach, bo kochany bratanek Gucio na mnie troszkę napsikał. Te wirusy przedszkolne to jak malaria i pod osłoną nieba i nic nie czytam, nie słucham, odświeżam jedynie Paddingtona, uwielbiam i trochę wspominam i bach lato za progiem, Korekty Franzena. Amerykańskie pisanie w upałach ja kocham. Faulknera na błoniach pod drzewem, Johnsona nad morzem z waporyzatorem, Bellowa w Mielniku na hamaku przy fontannie, Hellera w liceum z dzikusami nad Soliną, Pynchona w Bliźnie z ówczesną dziewczyną (najbardziej fatalna para od czasów V2),Bartha nad rzeką w krzakach i DeLillo wiadomo. No więc gorączkuję i klepię na kompie, że Korekty to literacki majstersztyk, który po mistrzowsku odmalowuje obraz współczesnej amerykańskiej rodziny. Jak chatGPT. Niee. No wszystkim się tam pomisiowało i nie było zbyt marmoladkowo, ale Franzen to ma flow jak Lenny Bruce, Frank Black czy Don. Pięknie to frazą leci jak Fury Road. Albo jak w kanu na Orinoko. Jak jerzyki za oknem, moi przyjaciele, piszczą, śmigają, komary wcinając. Niech te genialne zdanka wystrzelą w kosmos w razie jakby co, żeby nie przepadły ufoludkom. Dobra co tak będę wodę lał, pamiętam tyle co motyl z wczoraj. Nudzi mi się to sobie porymowałem, a komu poleciłem ten zachwycony przepadł (pozdro Piotruś i Dorotka). A uwaga! Franzena chciałem czytać dalej, ale słyszałem, że tłumaczenia to kompletne fiasko. Skandal. Tutaj Świat Książki, wszystko cacy, zgrabnie i fachowo. Zwijam się w pierzynę, Paddington 2 i witamin moc, uszanowanko.
Leżę w malignie, konwulsjach, halunach, bo kochany bratanek Gucio na mnie troszkę napsikał. Te wirusy przedszkolne to jak malaria i pod osłoną nieba i nic nie czytam, nie słucham, odświeżam jedynie Paddingtona, uwielbiam i trochę wspominam i bach lato za progiem, Korekty Franzena. Amerykańskie pisanie w upałach ja kocham. Faulknera na błoniach pod drzewem, Johnsona nad...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toGdyby był dla literatury zdefiniowany parametr ciężaru właściwego, "Korekty" plasowałyby się gdzieś na poziomie wolframu.
Powieść aż gęsta jest od emocji. Członkowie rodziny Lambertów, rodzice i troje ich dorosłych dzieci, szarpią się i walczą, każde pogubione w relacjach z innymi, w poszukiwaniu własnej drogi, dokonując wyborów prowadzących do kolejnych frustracji i powiększając poczucie zagubienia.
Drobiazgowa analiza ich sytuacji oraz relacji, tego szczególnego dla każdej rodziny procesu ucieczki z rodzinnego domu , buntu i negacji - i równoczesnego poczucia przynależności, odpowiedzialności, resztek uczuć rodzinnych zakorzenionych we wspomnieniach i artefaktach dzieciństwa - powoduje, że czytelnik rozpozna tu elementy własnych przeżyć i emocji. Czytając fragmenty dialogów między małżonkami, kochankami, znajomymi, rodzeństwem i między rodzicami a dziećmi, z łatwością odnajdziemy elementy tej szczególnej gry, w którą wszyscy gramy, przyciągania i odpychania, manipulacji i prób ugrania jak najwięcej. W przypadku "Korekt", dodatkowym katalizatorem rosnącego napięcia są problemy każdego z dzieci i pogłębiająca się choroba starego ojca. Odwieczna grze w przeciąganie na swoją stronę, jaką jest każda rodzina, może być gorzką refleksją nad historią współczesnych związków.
Rozbudowana do przesady ilość pobocznych wątków, dodatkowych dyskusji, przydługich dywagacji i setek różnych osób pojawiąjących się, choćby przelotnie, na orbicie rodziny Lambertów, powoduje chaos i poczucie przytłoczenia. W efekcie czytelnik odczuwa ulgę, gdy ostatnie rozdziały powieści przynoszą nieuchronne rozwiązanie.
Gdyby był dla literatury zdefiniowany parametr ciężaru właściwego, "Korekty" plasowałyby się gdzieś na poziomie wolframu.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPowieść aż gęsta jest od emocji. Członkowie rodziny Lambertów, rodzice i troje ich dorosłych dzieci, szarpią się i walczą, każde pogubione w relacjach z innymi, w poszukiwaniu własnej drogi, dokonując wyborów prowadzących do kolejnych frustracji i...
Świetnie się czyta. Dobra, ale nie łatwa literatura.
Świetnie się czyta. Dobra, ale nie łatwa literatura.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPoczątkowo byłem trochę zawiedziony stylem, przeszkadzał mi ten taki uczesany, ugrzeczniony sposób narracji. Ciągle gdzieś z tyłu głowy referencją dla niego były książki D.F.Wallace’a, no bo to i to niby amerykański postmodernizm, pisarze tego samego pokolenia, zdaje się, że z podobnych kręgów kulturowych (liberalne, nowojorskie, uniwersyteckie, WASP, etc…),panowie chyba nawet się znali… No ale Franzen proponuje zupełnie coś innego, grzeczne, wypolerowane pisanie, zupełnie inne od tego nerwowego, czasami szaleńczego stylu Wallace’a.
Może później przywykłem, może to kwestia przyzwyczajenia do tego, co proponuje Franzen, ale w pewnym momencie styl stał się przezroczysty, niezauważalny. I wówczas sama historia, sama fabuła przejęła stery. A to historia w gruncie rzeczy smutna, o samotności, o przemijaniu, o starości, o poszukiwaniu szczęścia i niemożności znalezienia go w naszym życiu, o tym, że finalnie wszyscy na końcu gdzieś jesteśmy skazani na porażkę. Franzen w przejmujący i poruszający (ale nie tani, tandetny ckliwy) sposób pokazuje starość, powolną dekadencję, tracenie sił, uwiąd. I zmaganie się z tym całej rodziny. Denise, najmłodsza z rodzeństwa, w pewnym momencie myśli takie słowa, że nagle jesteś w domu jakby z dwojgiem małych dzieci, myśląc o swoich rodzicach. Zdemenciały Alfred natomiast: „Ulga nieodpowiedzialności. Im mniej wiedział, tym był szczęśliwszy. Nie wiedzieć nic, to jakby znaleźć się w raju”.
Wszystko to u Franzena jest prawdziwe. Przez całą książkę wierzyłem Franzenowi w to, co pisze, co chce mi powiedzieć. Ani razu nic nie wydawało mi się sztuczne i na siłę. Dużą kulturą języka wykazuje się Franzen i dużym wyczuciem. Wsiąknąłem w to z przyjemnością.
Początkowo byłem trochę zawiedziony stylem, przeszkadzał mi ten taki uczesany, ugrzeczniony sposób narracji. Ciągle gdzieś z tyłu głowy referencją dla niego były książki D.F.Wallace’a, no bo to i to niby amerykański postmodernizm, pisarze tego samego pokolenia, zdaje się, że z podobnych kręgów kulturowych (liberalne, nowojorskie, uniwersyteckie, WASP, etc…),panowie chyba...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to