Pieśń Salomonowa

Okładka książki Pieśń Salomonowa
Toni Morrison Wydawnictwo: Świat Książki Seria: Mistrzowie Prozy literatura piękna
400 str. 6 godz. 40 min.
Kategoria:
literatura piękna
Seria:
Mistrzowie Prozy
Tytuł oryginału:
Song of Solomon
Wydawnictwo:
Świat Książki
Data wydania:
2015-05-20
Data 1. wyd. pol.:
1980-01-01
Data 1. wydania:
2004-06-08
Liczba stron:
400
Czas czytania
6 godz. 40 min.
Język:
polski
ISBN:
9788379433476
Tłumacz:
Zofia Uhrynowska-Hanasz

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.

Patronaty LC

Książki autora

Mogą Ciebie zainteresować

Oficjalne recenzje i

W drodze



4111 263 108

Oceny

Średnia ocen
7,5 / 10
173 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
485
259

Na półkach:

O czym tak naprawdę jest ta opowieść zrozumiałam dopiero pod sam jej koniec. I uderzył mnie fakt, że to, co mnie olśniło przewracając ostatnie strony „Pieśni Salomonowej”, powinno stać się jasne od samego początku. Bo jest to historia o korzeniach, o historii, a w zasadzie o tęsknocie za nimi żyjących w Ameryce czarnoskórych. Oni z tych korzeni i tej historii zostali odarci, więc rozpaczliwie i z różnym skutkiem próbowali odnaleźć się w rzeczywistości, w jakiej przyszło im żyć.

Tylko, że ten powyższy opis książki Toni Morrison nie mówi tak naprawdę nic. Siłą i istotą „Pieśni Salomonowej” jest bowiem narracja i to, w jaki sposób autorka z pozornie błahych rzeczy tka niesamowicie zniuansowaną i przepełnioną symbolami fabułę. Z początku wydaje nam się, że przemykamy po dość luźno ze sobą powiązanych epizodach z życia pewnych ludzi, których łączy to, że są członkami jednej, niezbyt zżytej ze sobą rodziny. Trzeba spojrzenia z dystansu, aby uchwycić prawdziwą treść tego obrazu.

Mamy tutaj czarnego, który desperacko próbuje żyć jak biały i wstydzi się społeczności, z jakiej się wywodzi, a jednocześnie oczekuje od niej wyrazów uznania. Mamy czarną, która akceptuje swój los i nie stara się żyć według żadnych konwenansów, co też nie spotyka się z aprobatą otaczających ją osób. Jest w końcu ktoś, kto zawsze stoi pomiędzy – światem białych i czarnych, rodziną i przyjaciółmi, obowiązkami i marzeniami.

Wszyscy bohaterowie mają swoje racje, ale żaden nie może dojść do zgody z pozostałymi. Ich dziwne imiona – Piłat, Mleczarz, Koryntian, Gitara – potęgują poczucie abstrakcji, bo też zdarzenia z ich udziałem, jakich jesteśmy świadkami sprawiają, że trudno nieraz wytyczyć wyraźną granicę między tym, co prawdziwe, a tym co mogło być ledwie urojeniem, snem.

Początkowy epizod z „Pieśni Salomonowej” jest konfundujący, ale dobrze wprowadza w klimat całej historii. Po tym jak się zakończy ta pierwsza „scena”, przez długi czas opowieść kroczy własną ścieżką. Już zdążymy zapomnieć, że w ogóle ten pierwszy epizod miał miejsce, gdy wątek ponownie zostaje przywołany. Takich puzzli, jest w opowieści Morrison dużo więcej, przez co czyta się to momentami jak thriller.

Tu wszystko jest dziwne na pierwszy rzut oka, a bohaterowie, gdy ich poznajemy wydają się być często zwyrodniali, straszni lub głupi. To charakterystyczne dla Morrison, że z tego pierwszego wrażenia nas potem brutalnie wyprowadza. Straszna wiedźma okazuje się być zwykłą starszą panią, która każdego wpuści do domu i poczęstuje tym, co ma. Po prostu stała się ofiarą pomówień. Sprośna i zboczona kobieta, co prawda jest dziwaczką, ale trudno nazwać ją zwyrodnialczynią. Przede wszystkim to nieszczęśliwa, zagubiona i niezrozumiana przez otoczenie osoba. Postacie w „Pieśni Salomonowej” są jakie są nie do końca z własnej winy, dlatego jesteśmy w stanie im współczuć.

Zawsze przy lekturze Morrison zastanawiam się, ile razy sama zbyt szybko kogoś oceniłam, bo usłyszałam wcześniej niepochlebną opinię. Jak często zdarza nam się powierzchownie innych ocenić i spisać na straty, tylko dlatego, że źle zrozumieliśmy ich gest czy spojrzenie?

Sztuką jest zwyczajne życie opisać w taki sposób, aby czytelnik spojrzał na nie z innej strony. Toni Morrison wyprowadza nas ze strefy komfortu i każe zadawać niewygodne pytania oraz zmusza do refleksji. To nie jest tylko historia przybliżająca realia osób czarnoskórych żyjących w Stanach Zjednoczonych, chociaż oczywiście jest to spojrzenie niezwykle cenne. Przede wszystkim jednak to opowieść o ludziach i ich słabościach, smutkach, wątpliwościach.

O czym tak naprawdę jest ta opowieść zrozumiałam dopiero pod sam jej koniec. I uderzył mnie fakt, że to, co mnie olśniło przewracając ostatnie strony „Pieśni Salomonowej”, powinno stać się jasne od samego początku. Bo jest to historia o korzeniach, o historii, a w zasadzie o tęsknocie za nimi żyjących w Ameryce czarnoskórych. Oni z tych korzeni i tej historii zostali...

więcej Pokaż mimo to

avatar
109
109

Na półkach:

Wciągająca historia opowiedziana poruszającym serca językiem. Powieść sprawia, że myślę o niej w ciągu dnia, a to świadczy o tym, że jest rzeczywiście dobra, napisana w klasycznym stylu. Duża ilość tajemnic i niespodzianek wzmagała moją ciekawość. Historia amerykańskiej rodziny z wszystkimi zawiłościami losu, o ludziach z charakterem.

Wciągająca historia opowiedziana poruszającym serca językiem. Powieść sprawia, że myślę o niej w ciągu dnia, a to świadczy o tym, że jest rzeczywiście dobra, napisana w klasycznym stylu. Duża ilość tajemnic i niespodzianek wzmagała moją ciekawość. Historia amerykańskiej rodziny z wszystkimi zawiłościami losu, o ludziach z charakterem.

Pokaż mimo to

avatar
1006
850

Na półkach: ,

Są takie książki, które po przeczytaniu zaczynamy czytać jeszcze raz od początku, bo rozumiemy, że są jedną spójną opowieścią, jaka nigdy się nie kończy. Tak miałam z „Pieśnią Salomonową” Toni Morrison. Nie zrozumiemy początku tej opowieści nie doczytując najpierw jej finału, taki paradoks. Kunszt literacki Toni Morrison idzie w parze z wrażliwością i umiejętnością snucia wielowarstwowych opowieści, od których nie można się oderwać. Ma czułość dla swoich bohaterów. Ma też rzadki dar, dany tylko największym, opowiadania o rzeczach wielkich i ważnych poprzez zwykłych ludzi i ich „małe” historie. Ma dar dostrzegania poezji i magii w tym, co pozornie zwyczajne. Bo nikt nie jest zwykły. Bo wszyscy jesteśmy w jakiś sposób powiązani niewidzialnymi nićmi. „Pieśń Salomonowa” to, dla mnie, opowieść o korzeniach, o odkrywaniu swojego dziedzictwa, o tym, że każdy z nas jest kolejnym ogniwem, które pisze historię swojej rodziny, swojego rodu, ludzkości… Ale też o tęsknocie, o tym głosie w głębi naszego serca i umysłu, który nas woła nie wiadomo dokąd. O tym, że nic nie dzieje się bez przyczyny i każde nasze działanie ma ukryty podtekst, którego często nie jesteśmy świadomi. „Pieśń Salomonowa” to wreszcie opowieść o dochodzeniu do tej świadomości. I o wyzwoleniu. „Mleczarz zrozumiał, dlaczego tak kochał Piłat: bo ona nawet nie odrywając się od ziemi potrafiła latać.” Piękna i poruszająca opowieść. Toni Morrison to moje odkrycie 2020. Bo „… aby latać wystarczy zaufać przestworzom.”

Są takie książki, które po przeczytaniu zaczynamy czytać jeszcze raz od początku, bo rozumiemy, że są jedną spójną opowieścią, jaka nigdy się nie kończy. Tak miałam z „Pieśnią Salomonową” Toni Morrison. Nie zrozumiemy początku tej opowieści nie doczytując najpierw jej finału, taki paradoks. Kunszt literacki Toni Morrison idzie w parze z wrażliwością i umiejętnością snucia...

więcej Pokaż mimo to

avatar
461
321

Na półkach:

Istnieje słowo na określenie znakomitych tłumaczeń, oddających bezbłędnie ducha oryginału. Mówi się o nich, że są kongenialne. "Pieśń Salomonowa" to jedna z książek, które udowadniają, że to oddzielne słowo jest bardzo potrzebne, bo zawiera się w nim coś więcej niż epitet o jakości tłumaczenia. Słowo to jest wskazówką, że język nie jest dodatkiem do opowieści, że to para w partnerskim związku: język - opowieść i że to ona tworzy książkę.

Tak przynajmniej jest z powieściami wybitnymi.

Blurpy z anglojęzycznych czasopism i wypowiedź samej Toni Morrison we wstępie do "Pieśni Salomonowej" wyraźnie wskazują, że z taką sytuacja mamy tu do czynienia. Niestety tłumaczenie Zofii Uhrynowskiej -Hanasz z pewnością kongenialne nie jest. Pisarka podkreśla, że ceni sobie znaczenia słów i każde słowo, i jego konotacje są ważne. Słowa w polskiej wersji są przypadkowym wynikiem translatorskiego wysiłku. Nic za nimi nie stoi, żadna Biblia, żadna tradycja murzyńskiego południa, żadne wspomnienie faulknerowskiej duchoty. (Toni Morrison rozkłada na czynniki pierwsze, pierwsze zdanie swojej powieści, z 6 słów nad których znaczeniem się zatrzymuje, dwóch w ogóle nie ma po polsku. Tłumaczka w żaden sposób nie odnosi się do tego braku.)

I nie chodzi tu o to, żeby potępić tłumaczkę. Już prędzej redaktora odpowiedzialnego za serię, który po przeczytaniu takiego wstępu powinien zwrócić się do tłumacza z prośbą o uzasadnienie wyborów i uzasadnienie to w książce zamieścić. Ale prawdę mówiąc wydaje mi się, że każde tłumaczenie tej powieści, które nie będzie kongenialne, będzie złe.

Tym bardziej że, posłużę się słowem z notki na okładce, jest to książka wstrząsająca. To, że taka jest wynika z fabuły nie języka, język musi tu być kontrapunktem, poezją (jest nią wg Anne Tyler, Washington Post Book World, a także wg Komitetu Noblowskiego, który w uzasadnieniu nagrody pisał o poetyckich wartościach tej prozy), pieśnią, dzięki której będziemy mogli znieść opowiadaną historię.

Piszę więc teraz recenzję z książki częściowo wyobrażonej.

Większość akcji "Pieśni Salomonowej" rozgrywa się w Ameryce lat sześćdziesiątych, parę pierwszych rozdziałów w latach trzydziestych, epizody sięgają czasów niedługo po zniesieniu w Ameryce niewolnictwa. Trzy pokolenia. To co wstrząsające w tej książce nie jest jednak typową historią okrucieństw rasizmu. Gdyby nakręcono na podstawie "Pieśni" film, potrzebowałby może ze czterech białych statystów. Toni Morrison przedstawia nam tu historię społeczności nie konfliktu, zresztą faktycznie słowo naród (znowu za blurpem) będzie tym właściwym.

I jest to naród wykorzeniony. Pusty. Stwarzający swoją historię, mity i tożsamość teraz. Stający się. A przynajmniej usiłujący się stać. Bo czy jest to możliwe, książka nie daje odpowiedzi. Mówi nam jedynie, że bez takiego zaplecza kroczymy w pustce.
To jest właśnie wstrząsające w tej książce: ludzie uwięzieni w pułapce, tworzący na bieżąco to, co powinno zająć setki lat. Bo tożsamość jest jak tlen, nie da się bez niej oddychać, żyć.

Jako czytelnik "Pieśni" przypominałam trochę Mleczarza, jednego z bohaterów. Przez blisko połowę historii przeszkadzało mi metaforyczne przeładowanie wszystkiego wokół, widziałam w nim śmietnik i chaos, i przy okazji jakieś echo realizmu magicznego, dopiero potem dotarło do mnie, że ten śmietnik to po prostu wnętrzności narodu, który się nie scalił, więc ten realizm nie ma w sobie nic magicznego, i jest dosłownym, dokładnym, czasem wręcz naturalistycznym przedstawieniem rzeczywistości. Takiej w której wyszły na wierzch duchy i niepochowane kości.

To wszystko sprawia, że "Pieśń Salomonowa", "czarna" książka z 1977 roku, jest lekturą bardzo współczesną, bardzo uniwersalną. (Chociaż sama Toni Morrison deklarowała, że pisze dla czarnych i że nie jest to żadne ograniczenie, przecież Tołstoj nie pisał dla niej - ale ta deklaracja choć świetnie brzmi, nie oddaje prawdy o literaturze.) Bo przecież żyjemy w epoce wykorzenień i ich konsekwencji. I pewnie dlatego również, jest to książka tak wstrząsająca.

Przy okazji przypomniała mi artykuł z Polityki (nr 32, sierpień 2019) , "Bunt map" Tomasza Targańskiego, o przekłamaniach odwzorowania Merkatora, XVII wiecznej podstawy obrazu świata, który nadal w nas tkwi. Gorąco zachęcam Państwa do spojrzenia na współczesne propozycje kartografów, zwłaszcza na mapę AutoGraph, Hajime Narukawy. Może być ona dla Europejczyka niezwykłą (wstrząsającą właśnie) lekcją pokory.

A teraz Gitara u Toni Morrison:

- Wiesz co Mlecz, mnie się wydaje że całe moje życie to geografia (...)
Na przykład ja, żyję teraz na Północy. Nasuwa się pytanie na północy czego? Oczywiście na północy Południa. A wiec Północ istnieje, ponieważ istnieje Południe. Ale czy to znaczy, że Północ to co innego niż Południe? Nic podobnego! Południe jest po prostu południem Północy...

To zdanie, podobnie jak AutoGraph, powinno być cierniem w naszym postrzeganiu świata.

"Pieśń Salomonowa" była dla mnie lekturą trudną. Nieufność wobec tego co czytam, będąca konsekwencją informacji ze wstępu, nie opuściła mnie właściwie do samego końca. Bardzo silnie działał na mnie niełagodzony językiem ponury nastrój książki i nie chciałam się mu poddawać. Dostałam za dużo pozbawionych odpowiedzi pytań, albo, jeszcze gorzej, nie podobały mi się wyłaniające się odpowiedzi. Rzeczywistość złożona z metafor budziła mój sprzeciw (już same imiona bohaterów są dla mnie przykrym nadmiarem; Mleczarz, Gitara, Piłat, Koryntian, a to tylko wierzchołek góry). A jednak nie miałam tu wątpliwości, że czytam rzecz bardzo dobrą. Gorzki smak w ustach po tej lekturze, to smak poznania. Do tego jest "Pieśń" książką fenomenalnych wręcz obrazów, i to mimo gargantuicznego częstokroć przesytu - przecież tę książkę otwiera samobójczy skok na anielskich skrzydłach w rozrzucone aksamitne płatki sztucznych róż w akompaniamencie pieśni gapiów i jęków rodzącej kobiety. Ale już skórowanie rysia, pilnująca rozkładu i gnicia Circe, malująca się Hagar, kobiety bez torebek, straszna wojna państwa Nieboszczyk - każdy z tych motywów to skoncentrowana opowieść, mistrzostwo metafory.

dla statekglupcow.pl

Istnieje słowo na określenie znakomitych tłumaczeń, oddających bezbłędnie ducha oryginału. Mówi się o nich, że są kongenialne. "Pieśń Salomonowa" to jedna z książek, które udowadniają, że to oddzielne słowo jest bardzo potrzebne, bo zawiera się w nim coś więcej niż epitet o jakości tłumaczenia. Słowo to jest wskazówką, że język nie jest dodatkiem do opowieści, że to para w...

więcej Pokaż mimo to

avatar
305
28

Na półkach: ,

Przyćmione, mrugające światła, niezbyt głośna muzyka sącząca się z podwieszonych pod sufitem zakurzonych głośników, której towarzyszą od czasu do czasu dźwięk stukających się butelek oraz strzępki ożywionych lecz nonsensownych rozmowów dobiegających z niektórych boksów (nieraz dodatkowo pochrapywanie miejscowego pana żula przy stoliku pod ścianą); na to wszystko wszechobecny dym papierosowy, wątpliwa reputacja stałych bywalców i właściciela lokalu oraz nocna aura tajemniczości, która mimo wszystko przyciąga w to miejsce. Każdy pewnie zna w swej okolicy równie egzotyczne centrum rozrywki. Na co dzień się tam nie zagląda, ale może zdarzyć się, że będąc na lekkim rauszu, perspektywa spędzenia wieczoru w takim miejscu, z odpychającej zmieni się w pociągającą. Ta książka kojarzy mi się właśnie z taką żyjącą własnym rytmem knajpą – niby to totalnie nie mój świat, zbyt wiele rzeczy jest tu dla mnie zagadką, ale całość przykuwa uwagę na tyle, że mam ochotę zanurzyć się trochę w tej fantasmagorycznej rzeczywistości, mimo iż wiem, że następnego dnia mogę czuć się skołowana i mieć otępiającego kaca.

Przyćmione, mrugające światła, niezbyt głośna muzyka sącząca się z podwieszonych pod sufitem zakurzonych głośników, której towarzyszą od czasu do czasu dźwięk stukających się butelek oraz strzępki ożywionych lecz nonsensownych rozmowów dobiegających z niektórych boksów (nieraz dodatkowo pochrapywanie miejscowego pana żula przy stoliku pod ścianą); na to wszystko...

więcej Pokaż mimo to

avatar
288
230

Na półkach:

Na tę książkę trafiłam całkiem przypadkiem, w bibliotece. O tym, że napisała ją noblistka dowiedziałam się dopiero po zakończeniu lektury... I dobrze, bo może jeszcze przed przeczytaniem miałabym Bóg wie jakie oczekiwania wobec "Pieśni Salomonowej", albo w ogóle - miałabym jakieś oczekiwania. A tak nic - tabula rasa. Jakie to wspaniałe uczucie, kiedy niespodzianie powieść wciąga cię do swego świata od pierwszych zdań, a potem a do ostatniej strony nie chce z niego wypuścić. Zostawia z odczuciem niedosytu. Cała jest poezją... choć pisaną prozą.

Oto mamy historię zamożnej czarnoskórej rodziny z Północy Stanów Zjednoczonych. Oto jest ojciec, który własna praca i dobrym wżenieniem się zdobył majątek. Oto mamy jego niezbyt szczęśliwą relację z żoną. Oto jest z nami duch ojca owej żony. Oto są dzieci małżeństwa, siostra ojca, jej dzikie i wolne córka i wnuczka. Oto jest tajemnica, którą może uda nam się rozwikłać, a może nie? Oto Afryka w środku USA. Oto jest wreszcie rasizm i nienawiść, która jątrzy sie jak niezagojona rana...

Oniryczna, napisana pięknym językiem, niesztampowa. "Pieśń Salomonowa" zdecydowanie warta jest poświecenia jej czytelniczej uwagi!

Na tę książkę trafiłam całkiem przypadkiem, w bibliotece. O tym, że napisała ją noblistka dowiedziałam się dopiero po zakończeniu lektury... I dobrze, bo może jeszcze przed przeczytaniem miałabym Bóg wie jakie oczekiwania wobec "Pieśni Salomonowej", albo w ogóle - miałabym jakieś oczekiwania. A tak nic - tabula rasa. Jakie to wspaniałe uczucie, kiedy niespodzianie powieść...

więcej Pokaż mimo to

avatar
290
164

Na półkach:

Ciekawa książka, ale dziwna Trochę bajka. Problem rasizmu opisywany przez autorkę w innych książkach.Tym razem tylko echa niewolnictwa, ale cały czas murzyn to gorszy człowiek. Ma to wpływ na funkcjonowanie rodziny i stosunki między ludźmi. Trochę psychologii, trochę fantastyki.

Ciekawa książka, ale dziwna Trochę bajka. Problem rasizmu opisywany przez autorkę w innych książkach.Tym razem tylko echa niewolnictwa, ale cały czas murzyn to gorszy człowiek. Ma to wpływ na funkcjonowanie rodziny i stosunki między ludźmi. Trochę psychologii, trochę fantastyki.

Pokaż mimo to

avatar
2446
2372

Na półkach:

Toni Morrison właśc. Chloe Anthony Wofford-Morrison (ur. 1931), c z a r n a amerykańska pisarka, nagrodzona Noblem w 1993, podobno z przekonań feministka. Wstyd wielki, ale nigdy o niej nie słyszałem.
Rozstrzelonym drukiem napisałem "czarna", bo stary jestem i nie nauczę się już political correctness, by o Murzynie mówić Afro-Amerykanin, a starałem się dobrać słowa, by najkrócej scharakteryzować omawianą książkę i eo ipso wyszło mnie tak: "czarna o czarnych", bo podobno żaden biały w tej książce nie występuje.
Zaskoczony tą książką, postanowiłem, wbrew swoim zasadom, eksperymentować i nic o niej nie czytać, by recenzję napisać emocjonalnie, bez wpływu jakichkolwiek interpretacji czy ocen.

Kontrowersyjna murzyńska wersja „American dream”. Pierwsze wrażenia to przemieszanie animizmu z chrześcijaństwem. Zjawisko, które szeroko relacjonują polscy misjonarze w Afryce, gdzie prozelityzm chrześcijański musi iść na ustępstwa wobec głęboko zakorzenionych tradycji animistycznych. W rezultacie świat duchowy, pełen magii, tajemnic i niedomówień, tworzą przemieszane mity, baśnie pogańskie i historie biblijne. Zabawne jest nadawanie imion z Biblii w zależności od czytanej Księgi. I tak występują: Hagar, Salomon, Koryntian, Piłat czy Ruth. (Jeśli Piłat, to konsekwentnie winna być Rut). Z kolei imię „Koryntian” przypomina mnie znajomego Cygana imieniem Paramount (od wytwórni filmowej). Skoro jesteśmy przy nazwach własnych, to mnie razi „Nieboszczyk” - w oryginale „Dead”. Chyba wolałbym „Umarlaka” „Truposza” czy, po prostu „Trupka”.

Jest to opowieść przygnębiająca, bo adaptacja czarnoskórych w amerykańskiej rzeczywistości to naśladownictwo, „małpowanie” białych. Liczy się mamona, więc celem jest jej zdobycie, bo to daje awans społeczny. Czyli temat do znudzenia opisywany w literaturze amerykańskiej jako „American dream”. W trakcie lektury przypomniała mnie się wspaniała książka Archera „Kane i Abel”, bliższa mnie, bo opisująca karierę biednego imigranta z Polski. Tutaj ojciec (Macon) przedstawia synowi (Mleczarzowi) amerykańską idee fixe (s. e-booka 130):

„.. A teraz posłuchaj, co ci powiem, a co zawsze powinieneś wiedzieć: trzeba coś posiadać. I niech to, co posiadasz, przysparza ci dobra. Wtedy będziesz panem siebie i innych ludzi...”

Przerażające, lecz nie zmienia to faktu, że książka zasługuje na uwagę, jak i że Morrison ma „dobre pióro” i że czyta się ją z dużym zaangażowaniem emocjonalnym. Piszę bezpośrednio po lekturze, w stanie pewnego podniecenia i dlatego daję ostrożnie 7 gwiazdek, które po ochłonięciu może ulec zmianie, równie dobrze w górę, jak i w dół.

Z obowiązku recenzenckiego odnotowuję dwa dyżurne tematy obszernie poruszane w książce: rasizm i seks. Niestety autorka w tych materiach nie wnosi absolutnie nic nowego ani oryginalnego. Szczególnie tematyka rasistowska, w tym porównania z zagładą Indian czy Holocaustem, są żenująco oklepane i pełne frazesów.

Toni Morrison właśc. Chloe Anthony Wofford-Morrison (ur. 1931), c z a r n a amerykańska pisarka, nagrodzona Noblem w 1993, podobno z przekonań feministka. Wstyd wielki, ale nigdy o niej nie słyszałem.
Rozstrzelonym drukiem napisałem "czarna", bo stary jestem i nie nauczę się już political correctness, by o Murzynie mówić ...

więcej Pokaż mimo to

avatar
142
38

Na półkach: ,

Przeczytana ponad 15 lat temu wciąż we mnie żyje poprzez osobowość autorki. Mocno wrośnięta w czarną Afrykę, jej rytmy, wierzenia, temperament. Mądra, uniwersalna, bliska, bezpośrednia. Ponadczasowa. Cała Ona - Toni.

Przeczytana ponad 15 lat temu wciąż we mnie żyje poprzez osobowość autorki. Mocno wrośnięta w czarną Afrykę, jej rytmy, wierzenia, temperament. Mądra, uniwersalna, bliska, bezpośrednia. Ponadczasowa. Cała Ona - Toni.

Pokaż mimo to

avatar
249
188

Na półkach: , ,

Nie jest to książka zła. Bardzo podoba mi się fabuła i bohaterowie, ale mimo wszystko z początku czyta się ciężko i powoli. Może to dobrze bo można dokładnie przeanalizować każde słowo, ale obniża to jakość czytania. Nie jest dla mnie jakaś strasznie zła, ale kilka rzeczy trochę mnie odciągnęło od lektury.

Nie jest to książka zła. Bardzo podoba mi się fabuła i bohaterowie, ale mimo wszystko z początku czyta się ciężko i powoli. Może to dobrze bo można dokładnie przeanalizować każde słowo, ale obniża to jakość czytania. Nie jest dla mnie jakaś strasznie zła, ale kilka rzeczy trochę mnie odciągnęło od lektury.

Pokaż mimo to


Cytaty

Więcej
Toni Morrison Pieśń Salomonowa Zobacz więcej
Więcej
zgłoś błąd