Miasteczko kłamców

Tłumaczenie: Tomasz Bieroń
Wydawnictwo: Znak
6,57 (344 ocen i 73 opinie) Zobacz oceny
10
16
9
20
8
54
7
99
6
80
5
42
4
13
3
14
2
6
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
All the Missing Girls
data wydania
ISBN
9788324049486
liczba stron
400
słowa kluczowe
Tomasz Bieroń
język
polski
dodał
Marczewek

Byliśmy miasteczkiem pełnym strachu. Ale byliśmy również miasteczkiem pełnym kłamców. Przed dziesięcioma laty, kiedy zaginęła jej najlepsza przyjaciółka, Nicolette wyjechała z Cooley Ridge. W rodzinnym miasteczku pozostawiła bliskich, ukochanego z liceum i mroczną tajemnicę. Kiedy wydaje jej się, że cały tamten świat ma już za sobą dostaje list: „Muszę z tobą porozmawiać. Ta dziewczyna....

Byliśmy miasteczkiem pełnym strachu.

Ale byliśmy również miasteczkiem pełnym kłamców.

Przed dziesięcioma laty, kiedy zaginęła jej najlepsza przyjaciółka, Nicolette wyjechała z Cooley Ridge. W rodzinnym miasteczku pozostawiła bliskich, ukochanego z liceum i mroczną tajemnicę. Kiedy wydaje jej się, że cały tamten świat ma już za sobą dostaje list: „Muszę z tobą porozmawiać. Ta dziewczyna. Widziałem tę dziewczynę”. Tyle wystarczy, by wróciła do domu.

Wkrótce po jej przyjeździe do miasteczka znika bez śladu kolejna dziewczyna. Ostatni raz widziano ją, kiedy wchodziła do lasu, tego samego, który Nicolette zna od dziecka. Tajemnica z przeszłości wraca ze zdwojoną siłą, nakręcając spiralę strachu i oskarżeń. Atmosfera w Cooley Ridge się zagęszcza, podejrzani są wszyscy, choć każdy ma alibi.

Czy kłamstwa wystarczą, by ukryć tajemnice?

 

źródło opisu: http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,89089,Miasteczko-klamcow

źródło okładki: http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,89089,Miasteczko-klamcow

pokaż więcej

Brak materiałów.
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Oficjalna recenzja
Natalia-Lena książek: 2649

Kogo tak naprawdę wyzwala prawda?

Jeśli masz coś na sumieniu, prawda prędzej cię zniewoli niż wyzwoli, że tak pozwolę sobie przełożyć ten biblijny zwrot… na zbrodnicze występki. Kajdanki zatrzasną się na twoich nadgarstkach, być może bliscy się od ciebie odwrócą, na długie lata trafisz do więzienia. W łagodniejszej wersji pozostaje zawiedzione zaufanie i plany, które wymknęły ci się z rąk. Niewiele w tym wolności, prawda? Niby to kłamstwo nas więzi, dusi, buduje klatkę i nie pozwala być wolnym, jednak jeśli dobrze się nad tym zastanowić, to co jest gorsze: fizyczne zniewolenie i utrata wszystkiego, czy może życie w klatce wyrzutów sumienia w zakątku własnej głowy?

W miasteczku Cooley Ridge to prawda jest wyzwalana. Z mozołem, z uporem, wykuwana ze skał drobina po drobinie, wykopywana z głębi jaskiń, zdzierania z drzew. Są osoby, które próbują poznać prawdę, ale są też kłamcy, którzy zacierają ślady z takim zawzięciem, jakby od tego zależało ich życie. Bo zależy.

Nicolette wyjechała z Cooley Ridge dziesięć lat temu, gdy zaginęła jej przyjaciółka. Poza duchem nieobecnej Corinne pozostawiła w miasteczku również ojca, brata, chłopaka i przyjaciela. Oraz pewną dziewczynę, Annaleise, przypadkową osobę w swoim życiu, ale nieprzypadkową zjawę z przeszłości. Teraz Nico wróciła, by na nowo zmierzyć się z Cooley Ridge – a właściwie to Cooley Ridge chce zmierzyć się z nią. Gdy za sprawą ojca Nico ożywa wspomnienie Corinne, Annaleise niespodziewanie znika. Otwierają się stare rany miasteczka, z których zaczynają sączyć...

Jeśli masz coś na sumieniu, prawda prędzej cię zniewoli niż wyzwoli, że tak pozwolę sobie przełożyć ten biblijny zwrot… na zbrodnicze występki. Kajdanki zatrzasną się na twoich nadgarstkach, być może bliscy się od ciebie odwrócą, na długie lata trafisz do więzienia. W łagodniejszej wersji pozostaje zawiedzione zaufanie i plany, które wymknęły ci się z rąk. Niewiele w tym wolności, prawda? Niby to kłamstwo nas więzi, dusi, buduje klatkę i nie pozwala być wolnym, jednak jeśli dobrze się nad tym zastanowić, to co jest gorsze: fizyczne zniewolenie i utrata wszystkiego, czy może życie w klatce wyrzutów sumienia w zakątku własnej głowy?

W miasteczku Cooley Ridge to prawda jest wyzwalana. Z mozołem, z uporem, wykuwana ze skał drobina po drobinie, wykopywana z głębi jaskiń, zdzierania z drzew. Są osoby, które próbują poznać prawdę, ale są też kłamcy, którzy zacierają ślady z takim zawzięciem, jakby od tego zależało ich życie. Bo zależy.

Nicolette wyjechała z Cooley Ridge dziesięć lat temu, gdy zaginęła jej przyjaciółka. Poza duchem nieobecnej Corinne pozostawiła w miasteczku również ojca, brata, chłopaka i przyjaciela. Oraz pewną dziewczynę, Annaleise, przypadkową osobę w swoim życiu, ale nieprzypadkową zjawę z przeszłości. Teraz Nico wróciła, by na nowo zmierzyć się z Cooley Ridge – a właściwie to Cooley Ridge chce zmierzyć się z nią. Gdy za sprawą ojca Nico ożywa wspomnienie Corinne, Annaleise niespodziewanie znika. Otwierają się stare rany miasteczka, z których zaczynają sączyć się plotki, pogłoski, poszlaki, historie wypływają gęstym strumieniem, oblepiając myśli tych, którzy chcieliby o nich zapomnieć.

Dlaczego dziewczyny znikają?

Gdy dziewczyny wracają - wracają do miasteczek, do przeszłości, do opuszczonych osób, które z jakiegoś powodu pozostawiły za sobą, zazwyczaj nie wynika z tego nic dobrego. Ani FaNelli w „Najszczęśliwszej dziewczynie na świecie” wróciła, Camille Preaker z „Ostrych przedmiotów” wróciła, Jules z „Zapisane w wodzie” wróciła, nawet Amy Dunne z „Zaginionej dziewczyny”… pozostawiła coś, do czego warto wracać. Nico wraca do dziewczyn, które znikają. Tak rozpoczyna się opowieść utkana z sekretów, kłamstw i rozbitego czasu.

Megan Miranda nie wybrała dla siebie prostej drogi. W dobie mody (która zaczyna skłaniać się ku przesytowi) na dziewczyny w thrillerach, historia młodej kobiety, wracającej do rodzinnego miasteczka, z którym wiąże ją tajemnica z przeszłości, brzmi jak do bólu typowa przedstawicielka nurtu. Nawet oryginalny tytuł, który można przełożyć jako „Wszystkie zaginione dziewczyny”, zdaje się puszczać do nas oczko – więcej dziewczyn nie będzie, już wszystkie zaginęły. A jednak Mirandzie udało się przebić. Gdzie tkwi jej recepta na sukces? W kłamstwach rozsypanych jak puzzle, dwóch brakujących dziewczynach i ramce, do której nie wszystkie wspomnienia chcą się dopasować.

W „Miasteczku kłamców” teraźniejszość to przeszłość rozbita na pół. Dawne wydarzenia nie odstępują bohaterów ani na krok, są niczym filtr, który nakłada się na ich rzeczywistość. Konsekwencje drobnych decyzji oraz tych poważniejszych unoszą się nad ich losami, zazębiając się, ujawniając nowe szczegóły wspomnień, którym nie powinniśmy ufać. Powieść już na wstępie oferuje szybki wgląd w bardzo niepokojące wydarzenie, które zwiastuje koniec, po czym dzień po dniu cofa się do punktu zero – chwili, od której wszystko się zaczęło – by później wrócić do teraźniejszości. Można zacząć zastanawiać się, czy taka konstrukcja historii nie zabije napięcia i nie wprowadzi nudy, bo co może być fascynującego w tym, że od razu stajemy się świadkami makabry, a potem jedynie docieramy do decyzji, która za nią stoi? Co może wyniknąć z historii, którą poznajemy od tyłu, poza dezorientacją? Okazuje się jednak, że napięcie wcale nie maleje, a rośnie. Do końca nie jesteśmy pewni, co stoi za zniknięciami i jak zinterpretować sytuacje, które zdają się dość oczywiste, ale jak udowadniają kolejne przeszłe dni – wcale takie nie są. Pisarka podzieliła informacje i z rozmysłem dawkuje je, budując łańcuch konsekwencji. Umiejętnie podtrzymuje nasze zainteresowanie, udowadniając, że historia, która nosiła wszelkie znamiona schematu, potrafi ten schemat obrócić na swoją korzyść. Gdy myślę o procesie twórczym i pracą nad „Miasteczkiem kłamców”, do głowy przychodzi mi konkretna scena z kryminału. Ilekroć mamy do czynienia ze zbrodnią i trudnymi poszukiwaniami, śledczy tworzą na tablicy sieć powiązań, umieszczając dowody wszelkiej maści, prowadzą linie od zdjęcia A do notatki B, próbując ustalić powiązania i chronologię wydarzeń. W końcu z chaosu wskazówek i ślepych uliczek wyłania się dramatyczna historia ofiary i oprawcy - a czasem również tych, którzy stanowią pomost pomiędzy nimi. Perspektywa Nico skupia się przede wszystkim na innych, nieustannie zestawiając ich przeszłe ja z tym, kim są obecnie. Kobieta próbuje zrozumieć, co wydarzyło się wtedy, gdy zniknęła Corinne oraz gdy zniknęła Annaliese. Obserwuje miasteczko i otaczający je las, a niepokój towarzyszy jej na każdym kroku. Układa wskazówki i coraz mocniej wplątuje się w sieć, która uwięziła niejedną osobę. Jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że w powieściach spod znaku „dziewczyn”, eksploruje się psychikę postaci, a jej procesy myślowe i motywacje są bardzo ważne, nierozerwalnie związane z działaniem. To, co dzieje się w głowie (przynajmniej teoretycznie) stanowi niebagatelne uzupełnienie intrygi. U Mirandy uzupełnieniem intrygi jest poszatkowana chronologia, a portrety psychologiczne… Tutaj na pewno mogłoby być lepiej. Na tle wszystkich bohaterów Nico wypada nieźle, również wyłaniająca się ze wspomnień Corinne jest interesującą postacią, ale to nie wystarcza. Ich tajemnice, trupy rozpaczliwie upychane do szafy, nie są w stanie odwrócić uwagi od pozostałych. Zbyt mało o nich wiemy, biorąc pod uwagę role, jakie odgrywają. Każdą osobą coś kieruje, każda miała bądź ma wpływ na to, co się dzieje i jak słusznie podkreśla to polski tytuł – mamy do czynienia z miasteczkiem kłamców. Bohaterowie zdradzają interesujące cechy, a my zadajemy sobie pytanie, kim tak naprawdę są, dotykając zaledwie powierzchni, pod którą bulgocze ich prawdziwe ja. Choć poznajemy historię z perspektywy Nico, to jednak opowieść dotyczy grupy ludzi i właśnie tego zaznaczenia ich indywidualnych ról najbardziej mi brakowało.

Zaburzona chronologia i przeskoki między płaszczyznami czasowymi zaowocowały pewną wadą: zrodziły pytania, na które nie otrzymujemy odpowiedzi. Gdy opada kryminalny kurz, zaczynamy dostrzegać niedociągnięcia, których nie zdołała ukryć pomysłowa konstrukcja. Niedopowiedzenia, będące skutkiem niedopracowania, a nie zamierzonym zabiegiem, ślepe uliczki, urwane ścieżki, które miały prowadzić do czegoś znaczącego - to wszystko kryje się pod dobrym pierwszym wrażeniem. Niektóre pytania dotyczą szczegółów, które co prawda nie odgrywają bardzo ważnej roli, ale pozostawiają tą uporczywą, powracającą myśl, że czegoś brakuje, że intrygę zbudowano na podwalinach, które w kilku miejscach trochę się kruszą. Mamy pomysł, mamy interesującą, oryginalną konstrukcję, ale mamy też ten słynny niewykorzystany potencjał. Po skończonej lekturze zaczynamy dostrzegać braki, które odwracają uwagę od tego, co dobre – a tego, co dobre, jest przecież sporo. W pewnym sensie Megan Miranda przypomina mi Ruth Ware, inną pisarkę, która również zyskała dużą popularność trudniąc się thrillerami – obydwie autorki ukrywają w swoich książkach elementy, które udowadniają, że nieprzypadkowo trafiły one na listy bestsellerów i półki czytelników, ale jednocześnie zdarzają im się potknięcia, które wyrównują ich poziom do „jest dobrze, ale…”. Ale nie perfekcyjnie, czegoś brak.

„Miasteczko kłamców” to upiorne miejsce, ale i interesujące, można nawet zaryzykować stwierdzeniem, że mieszka tam więcej trupów w szafach niż samych mieszkańców. Granice miasteczka wyznaczają granice kłamstw, a kłamcy są przekonani, że prawda ich wyzwoli – jeśli tylko prawdą będzie kłamstwo wypowiedziane przez wiele osób.  

Natalia Lena Karolak

pokaż więcej

Dodaj dyskusję
Dyskusje o książce
pokaż wszystkie
Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (1503)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 676
Aneta Wiola | 2017-07-25
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 25 lipca 2017

"Zaginione dziewczyny potrafią zakraść się do czyjejś głowy. Nie można nic na to poradzić, że dostrzega się je w każdym- uświadamiamy sobie, że nasz los jest ulotny i kruchy. W jednej chwili jesteśmy tutaj, a w następnej zostaje po nas tylko fotografia w witrynie sklepowej".

Nicolette wraca do domu po 10 latach. Kobieta wyjechała z Cooley Ridge, po tym jak jej najlepsza przyjaciółka zaginęła. Wystarczyło, że dostała list: "Muszę z tobą porozmawiać. Ta dziewczyna. Widziałem tę dziewczynę".
Zaraz po przyjeździe Nicolette, znika kolejna kobieta.
Demony z przeszłości wracają. Sprawy wydają się ze sobą powiązane. Śledztwo wykaże, że nikt nie jest bez zarzutu, każdy coś ukrywa.

"Ludzie są jak ruskie matrioszki- na zewnątrz widać tylko najnowszą wersję, a wszystkie pozostałe nadal żyją w środku, nie zmienione, tyle że już poza zasięgiem wzroku".

MIASTECZKO KŁAMCÓW to świetny thriller, który czyta się z w napięciu do ostatnich stron. Autorka świetnie skonstruowała intrygę, zbudowała...

książek: 975

SCENARIUSZEM DO "MIASTECZKA KŁAMCÓW" NIE WZGARDZIŁBY SAM DAWID LYNCH.

Uwielbiam być pozytywnie zaskakiwana przez autorów, szczególnie jeśli po książkę sięgam przypadkowo i w bez większych oczekiwań.

Megan Miranda i jej "Miasteczko kłamców" niespodziewanie wywróciło mój świat do góry nogami.

Książka od pierwszych stron trzyma w napięciu. Misterna fabuła zdecydowanie wbija fotel. Nie ma tu miejsca na nudę, co gorsza, nie ma nawet czasu złapać oddechu. Włos na głowie się jeży, a serce łomocze, niczym kołatka w drzwiach starego zamczyska. Jest intrygująco, zaskakująco i klimatycznie, niczym w kapitalnym dreszczowcu.

Autorka zaskoczyła mnie również stylem i budową powieści. Odwrócona chronologia, którą Megan Miranda zastosowała w "Miasteczku kłamców" początkowo wprowadza pewną dezorientację w czaso przestrzeni. Z drugiej strony wymaga od czytelnika czegoś więcej niż tylko bezmyślnego kartkowania, wymaga skupienia.

Sami bohaterowie powieści nie są jakoś przesadnie przez autorkę...

książek: 1420
Magda | 2017-08-30
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 30 sierpnia 2017

W tej recenzji może być naprawdę wiele nadużyć słów: cudowna, niesamowita, idealna, zachwycająca, fenomenalna czy wyśmienita. Pragnę was ostrzec, ponieważ choć odczekałam przepisowy dzień po przeczytaniu książki, nadal jestem poruszona tym, jak dobry thriller miałam okazję dorwać. Wzmacnia to fakt, że Miasteczko Kłamców ma wiele wątków fabularnych podobnych z ostatnią książką, którą czytałam, a która zarazem była najgorszym thrillerem w moim dorobku czytelniczym. Porównanie jak z jednego tematu można zrobić coś tak niesamowicie innego sprawia, że moja opinia wobec twórczości Megan Miranda może być trochę zakrzywiona.

Najmocniejszą zaletą tej książki, a zarazem czymś co mnie najbardziej zaskoczyło, jest jej forma. Pewnie poświęcę temu najwięcej czasu, bo fakt, że coś takiego zadziałało w thrillerze nadal jest czymś niewiarygodnym. Otóż pierwszy rozdział książki dzieje się w teraźniejszości. W dużej mierze mamy to, co zostało opisane w pierwszym akapicie opisu na okładce. Autorka w...

książek: 642
Arlet | 2017-11-19
Przeczytana: 19 listopada 2017

Czytanie tej książki, przez jej znaczną część, to męka. Początek jest obiecujący. Nico, dwudziestoośmioletnia nauczycielka, musi zostawić na czas wakacji swoje życie w Filadelfii, narzeczonego, by wrócić do Cooley Ridge - miejsca, w którym się wychowywała. Chce pomóc bratu uporządkować pewne sprawy, ale jedzie tam też po to, gdyż dostaje od chorego na demencję ojca list z zagadkową treścią i pragnie poznać motywy jakie nim kierowały, gdy go pisał. W Cooley Ridge jest wszystko z czym starała się zerwać od dziesięciu lat. Powrót oznacza ponowne zmierzenie się z przeszłością. Kiedyś w tym miasteczku zaginęła dziewczyna, a gdy Nico wraca, znika kolejna.

Narratorką jest Nico i to z jej punktu widzenia poznajemy całą opowieść. Autorka zaserwowała w książce pewien zabieg. Opisała przyjazd Nico, a potem odwróciła rozdziały. To co jest początkiem jest końcem. Jednak mimo to, wraz z pierwszymi rozdziałami drugiej części, nie wiemy nic. Dostajemy strzępy informacji, które nijak się nie...

książek: 1186
Izabela Pycio | 2017-09-16
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 16 września 2017

"Po dziesięciu latach przeszłość nadal jest obecna. Obraz się wyostrza. Wspomnienia nabierają wyrazistości... Przyszedł czas, żebym otworzyła oczy."

Unikalny sposób opowiadania historii, odwrócona chronologia zdarzeń, trzeba uważnego skupienia, aby w pełni się we wszystkim połapać, właściwie zinterpretować odsłaniane na wstecznym biegu wydarzenia i przeżycia. Przyznam, że choć styl narracji początkowo wydawał mi się trudny do ogarnięcia, to z czasem podchwyciłam jego rytm i dałam się wciągnąć w przybliżaną opowieść. Klimat małego miasteczka, niepozornej mieściny, jakich wiele w Karolinie Północnej, niczym się niewyróżniających, z dawno przyciemnionym blaskiem i utrwalonym spokojnym tempem życia. Lokalna społeczność doskonale znająca się, wiedząca o sobie wszystko, żyjąca rozsiewaniem plotek i pogłosek, zwłaszcza kiedy w niewyjaśnionych okolicznościach niespodziewanie znikają dwie młodziutkie kobiety.

Megan Miranda ciekawie buduje napięcie, z każdym rozdziałem przeformowuje się...

książek: 1275
Anna | 2018-03-09
Przeczytana: 09 marca 2018

„Miasteczko kłamców” Megan Mirandy to thriller psychologiczny.
Trzeba nie lada cierpliwości i zaparcia, żeby nie rzucić książki w kąt. Przez 350 stron z 390 niewiele się dzieje.
Akcja zaczyna się w teraźniejszości. Główna bohaterka, Nicolette po dziesięciu latach wraca do domu. Właściwie przyjeżdża do swojej rodzinnej miejscowości, aby sprzedać podupadający, nie zamieszkały od jakiegoś czasu dom. Tak zadecydowali razem z bratem. Tylko ojciec cierpiący na demencję, przebywający w domu opieki, nie wyraża zgody na sprzedaż.
Ncolette dziesięć lat temu straciła najlepszą przyjaciółkę i chłopaka. Corinne zaginęła i nigdy nie odnaleziono jej ciała. Nico zaś wyjechała z rodzinnego miasteczka zostawiając w nim ukochanego Tylera. Zostawiła też mroczną tajemnicę. Tyle, że czytelnik długo nie ma o tym pojęcia.
Fabuła powieści jest niespotykanie skonstruowana. Wydaje się być utrudnieniem dla czytelnika.
Po dwóch tygodniach, kiedy to Niko porządkuje dom przygotowując go niejako do...

książek: 2978
Przebudzona | 2017-10-04
Przeczytana: 20 sierpnia 2017

Przeczytana w sierpniu, a opinia napisana w październiku ;)

Kiedy sięgałam po tę powieść nie miałam bladego pojęcia, że będzie mi dane spotkać się z czymś takim jak tzw. odwrócona chronologia i przyznam, że to podniosło wysoko poprzeczkę podczas czytania książki. Zdawać by się mogło, że jak zaczyna się od końca i cofa do początku to wiemy bardzo dużo, a tu taki psikus, że czym bliżej pierwszych dni w owym miasteczku tym więcej wskazówek wskakuje na swoje miejsce, a do tego podczas czytania trzeba zachować czujność i być uważnym, by dane elementy dopasować tam gdzie trzeba.

Dzięki temu zabiegowi mogłam poczuć się niczym detektyw, który ma tropy, ALE jeszcze musi je dobrze umiejscowić w czasie i przypasować konkretnej sytuacji. Ach co to była za uczta literacka :D! A jeszcze ten niepokój towarzyszący bohaterce, który i mi się udzielił - super uczucie, jeśli zabieramy się za thriller czy kryminał (ten dreszczyk niepewności) :).

Z czystym sercem POLECAM i mam nadzieję, że wydadzą...

książek: 803
WielkiBuk | 2017-07-18
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: lipiec 2017

Powrót do domu po latach, tajemnica z przeszłości i małe amerykańskie miasteczko – czy istnieją we thrillerach większe fabularne klisze? Całość brzmi bardzo filmowo, niemal scenariuszowo, bardzo znajomo, a mimo to Megan Mirandzie udało się stworzyć zaskakującą konstrukcją opowieść, którą czytelnik ma szansę śledzić z zapartym tchem, a to za sprawą odwróconej chronologii. Historię poznajemy po części od końca, nie znając wciąż jej rozwiązania. A wokół osaczające powoli Cooley Ridge, czyli miejsce tak klaustrofobiczne, że nawet las zdaje się patrzeć i czujnie obserwować tych, którzy czują się zbyt bezpiecznie. Zbyt pewnie siebie.

„Miasteczko kłamców” dezorientuje, wyprowadza na manowce, czuwa, by nic nie wymsknęło się przedwcześnie. To thriller, który niby niepozbawiony schematów, zostawia pole do domysłów, a to jest w dreszczowcach najważniejsze.

książek: 1544
Beata | 2018-01-26
Przeczytana: 26 stycznia 2018

"Miasteczko kłamców" thriller psychologiczny,który tak na prawdę zaczyna się rozkręcać po połowie książki.Dzieje się tak za sprawą odwróconej chronologii.Mamy główną bohaterkę i zbrodnię z przed kilku lat.Dziewczyna wraca do rodzinnego miasteczka by uporządkować sprawy ale zderza się koszmarami z przeszłości.Autorka prowadzi fabułę taka jakby wstecz, więc na początku trudno było mi to ogarnąć o co chodzi ale po połowie rozumiałam ten zamysł.Autorka powoli grała nam na emocjach.Nie ukrywam,że niepokój towarzyszący głównej bohaterce również mnie się udzielił.Emocje pod koniec książki były ogromne.Nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy i tym samym uratowało to tę powieść.

książek: 412
Rybana | 2017-11-21
Na półkach: Przeczytane, Posiadam

Ciężko mi powiedzieć, aby ta książka powaliła mnie na kolana. Fakt, jest na swój sposób interesująca. Dobry pomysł na historię, który skończył źle. Dziwnie zastosowana inwersja wydarzeń wprowadziła tylko chaos, ponieważ czytanie od tak zwanej doopy strony powodowało, że się gubiłam i jakoś nie mogłam znaleźć tego napięcia, w którym ta książka miała trzymać czytelnika. Moim zdaniem czytanie wspak zabrało cały klimat tej książki. Czy poleciłabym ? Z pewnością tak, ale ze względu na zawartą w niej historię, a nie ze względu na sposób jej przedstawienia

zobacz kolejne z 1493 
Przeczytaj także

Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
lista cytatów dodaj cytat
Inne książki autora
więcej książek tego autora
Powiązane treści
Patronaty tygodnia

Premiera nowej książki Stephena Kinga i książka Iana Fleminga, którą stworzył dla swojego syna zainspirowany legendarnym pojazdem wyścigowym – takie miłe wydawnicze niespodzianki pod naszym patronatem możemy znaleźć w najbliższych dniach w księgarniach. Sprawdźcie, za jakimi tytułami jeszcze warto się rozglądać!


więcej
Patronaty tygodnia

Książka Jill Santopolo, dzięki której można odczuć na własnej skórze dreszcz emocji i niepokojący thriller o miasteczku, w którym tylko zaginieni nie kłamią – polecamy dwie książki, które w najbliższych dniach ukażą się pod naszym patronatem. Dowiedzcie się więcej!


więcej
więcej powiązanych treści
zgłoś błąd zgłoś błąd