pokaż co czytasz i dowiedz się,
co czytają Twoi znajomi.
Kliknij tutaj i dołącz do nas!
Balsam długiego pożegnania
Twórczość Marka S. Huberatha w pigułce! Zbiór najlepszych opowiadań zajdlowskich autora, oraz całkiem nowych nigdzie dotąd nie publikowanych.
Opowiadania Huberatha są nie tylko oryginalne, w dużej mi...
Twórczość Marka S. Huberatha w pigułce! Zbiór najlepszych opowiadań zajdlowskich autora, oraz całkiem nowych nigdzie dotąd nie publikowanych.
Opowiadania Huberatha są nie tylko oryginalne, w dużej mierze nieprzewidywalnej zaskakujące bogactwem tworzonych światów, ale dotyczą spraw ważnych, wokół których nie ustają publiczne dyskusje i spory. Sam autor twierdzi, że uprawia fantastykę właśnie dlatego, iż pozwala mu ona mówić o ludzkich problemach, o słabościach, o nietolerancji, zawiści i krótkowzroczności, oraz o rozterkach każdego człowieka myślącego: skąd się wzięliśmy? Kim jest Bóg? Czemu istnieje zło w naszym świecie? Te opowieści angażują czytelnika nie tylko intelektualnie, ale i emocjonalnie.
Tytułowy „Balsam długiego pożegnania”, „Akt szkicowany ołówkiem”, „Trzeba przejść groblą”, to nowe propozycje autora.
Czytelnik w proponowanym tomie znajdzie również starsze teksty: nagrodzone Zajdlem „Karę większą, nominowane do tej nagrody „Ostatni którzy wyszli z raju”, oraz inne popularne: „Trzy kobiety Dona”, „Kocią obecność”, „Absolutnego powiernika Alfreda Dyjaka” oraz debiutanckie „Wrocieeś Sneogg, wiedziaam...” nagrodzone w II Konkursie Literackim „Fantastyki”.
pokaż więcej.
Moja Biblioteczka
Gdzie kupić?
Selkar
Matras
Albertus
Empik
Weltbild
Zinamon Opinie znajomych
Dyskusje o książce
Opinie czytelników
Kierując się ewangeliczną zasadą "Po owocach ich poznacie", znalazłem się w dość niewygodnym położeniu, gdy skończyłem czytać "Balsam długiego pożegnania" Marka Huberatha.
Bo jak ocenić tom opowiadań, w którym teksty kapitalne, niesamowicie sugestywne, budujące autentyczne przerażenie, sąsiadują z utworami przewidywalnymi, wtórnymi, co najwyżej "potencjalnymi"?
Co zrobić z tym drzewem? Ściąć czy pozwolić kołysać się na wietrze suchym i zielonym gałęziom?
Legenda głosi, że Marek Huberath "ograł" samego Andrzeja Sapkowskiego w II Konkursie Literackim organizowanym w 1987 roku przez „Fantastykę”, gdy opowiadanie tego pierwszego "Wrócieeś Sneogg, wiedziaam" pokonało nierozpoznanego jeszcze Wiedźmina z Rivii.
To dość dobra rekomendacja, a wizja świata, w którym niepełnosprawni "hodowani" są w celu...
Nie zdradzam, bo najlepsze kawałki Autora opierają się na silnej (niestety najczęściej nie wystarczająco) poincie, która rozrywa niczym eksplozja budowaną wcześniej wizję.
Wspomniane wyżej opowiadanie to klasyk, drugim solidnym filarem jest "Kara większa" - najpierw oszałamia wręcz naturalistycznymi opisami tortur, by za chwilę roztoczyć wizję zaświatów (piekła? czyśćca?) zbudowaną na podstawie partytur podejrzanych u Tadeusza Borowskiego i Gustawa Herlinga-Grudzińskiego. Inferno jako lagry, łagry, w których przebywają dusze nieszczęśników. Finalny zwrot akcji, kilkanaście zdań, powalają na kolana, przeszywają eschatologicznym dreszczem. Majstersztyk!
Cóż... I tutaj wypadałoby mi się z Wami pożegnać, by nie zepsuć dobrego wrażenia, jakie pozostawiły te dwa teksty. Ale, wiecie, obowiązek obowiązkiem jest...
Pozostałe opowiadanie niebezpiecznie dryfują w przestrzenie, które już dawno zdążyła podbić, a nawet ucywilizować (pop)kultura. Leitmotivem całego zbioru zdaje się być śmierć i jej obrzeża. Tak więc bohaterów odwiedzają zmarli lub zmarli udzielają żyjącym gościny. Śmierć ukazana raz z groteskowym zacięciem ("Kocia obecność"), innym razem patetycznie, romantycznie i niestety pretensjonalnie (tytułowy tekst). Niestety nie budzi większych emocji.
I to jest właśnie największy problem z Huberathem (przynajmniej tym) - tam, gdzie jedni widzą poezję i nastrój, tam ja widzę rozlazłe niedookreślenie rodem z krain Coehlo. Tam, gdzie jedni szukają błyskotliwego konceptu science-fiction ("Trzy kobiety Dona", "Absolutny powiernik Alfreda Dyjaka"), tam ja znajduję sprane substytuty pomysłów. A tam, gdzie ktoś widzi przejmującą metaforę rasizmu i nietolerancji ("Ostatni, którzy wyszli z Raju"), tam ja widzę rozpisaną na sto stron niczym nieuzasadnioną gadaninę o przyszłości.
Zawiodła kompozycja tomu - Autor stanął w bolesnym rozkroku pomiędzy metaforycznymi, wysilonymi obrazami naznaczonymi eschatologią a przejmującym konkretem science-fiction. Niestety, straciwszy równowagę, zepchnął "Balsam długiego pożegnania" w rejony zamglone, pastelowe i dość naiwne...
Jeden z najlepszych zbiorów opowiadań, jakie czytałam. Każda historia jest znakomita, zwroty akcji, zaskakujące wydarzenia... a co najważniejsze- świetne zakończenia; zero przewidywalności! Książka naprawdę godna polecenia:)
Momentami smutno, strasznie ale pięknie i z niedopowiedzianą nadzieją na lepsze. Ostatnie opowiadanie to wręcz poezja zapisana prozą. A tematyka? Jak to u Huberatha: miłość i eschatologia.
NIe dotarłam do końca. Interesujące, ale dołujące. Za ciężka dla mnie na ten moment.
- 1
- 2
- 3
- 4
- następna »






























