Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Zgłosuj na książki roku 2017

Sześć kobiet w śniegu (nie licząc suki)

Wydawnictwo: Burda Książki
6,18 (217 ocen i 57 opinii) Zobacz oceny
10
10
9
11
8
21
7
51
6
48
5
45
4
17
3
10
2
3
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788380531673
liczba stron
300
język
polski
dodała
giovanna

Kilka samotnych kobiet w domu na odludziu. Bawią się nie najgorzej, choć wkrótce śnieżyca odcina je od świata. I nagle jedna z nich zostaje zamordowana. W sytuacji ostatecznej w bohaterkach budzą się głęboko skrywane urazy. Sześć podejrzanych, mnóstwo butelek wina, a policja ciągle daleko. Tej nocy są zdane tylko na siebie, więc same będą musiały poprowadzić śledztwo. Gdyby nie to, że...

Kilka samotnych kobiet w domu na odludziu. Bawią się nie najgorzej, choć wkrótce śnieżyca odcina je od świata. I nagle jedna z nich zostaje zamordowana. W sytuacji ostatecznej w bohaterkach budzą się głęboko skrywane urazy.

Sześć podejrzanych, mnóstwo butelek wina, a policja ciągle daleko. Tej nocy są zdane tylko na siebie, więc same będą musiały poprowadzić śledztwo.

Gdyby nie to, że bohaterki zamiast herbaty piją wino, dużo wina..., a rzecz się dzieje we współczesnej Polsce, tę historię mogłaby napisać sama Agatha Christie.

 

źródło opisu: http://www.burdaksiazki.pl/

źródło okładki: http://www.burdaksiazki.pl/

pokaż więcej

Brak materiałów.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Oficjalna recenzja
Karolina książek: 153

Kryminał o kobietach i kryminałach

Znowu sypie. Zaraz świat na nowo zmieni się w jedną wielką, śnieżną zaspę. Pokryje się warstwą białego puchu. Będziemy narzekać, że jak zwykle przyszedł nie w porę, a kiedy wyglądaliśmy go w Wigilię, to nie raczył się zjawić. Albo że rozdeptany przez tabun przechodniów przypomina raczej rozwodnione błoto niż koronkowe płatki. Śnieg wcale nie tak trudno znielubić. Ale nasze z nim zimowe potyczki – nieważne, jak długo musieliśmy machać łopatą czy w jak długim staliśmy korku – i tak będą niczym w porównaniu z tym, co za sprawą nagłego ataku zimy przejść musiały bohaterki najnowszej książki Anny Fryczkowskiej.

„Sześć kobiet w śniegu (nie licząc suki)”. Choć jeszcze przed chwilą było ich siedem. Mamy Sylwestra. Kilka koleżanek (spośród których, ustalmy, nie wszystkie pałają do siebie ogromną sympatią) świętuje nadejście nowego roku na babskiej imprezie w domu jednej z nich. Znajdująca się na odludziu willa zostaje zupełnie odcięta od świata za sprawą potężnej śnieżycy. Gdy bohaterki odkrywają, że jedna z zaproszonych leży martwa z poderżniętym gardłem w sypialni na piętrze, a wezwana policja grzęźnie gdzieś w zaspach śniegu, zakrapiane winem, towarzyskie spotkanie uruchamia lawinę wzajemnych podejrzeń, oskarżeń i wyciąganych na światło dzienne, skrywanych skrzętnie do tej pory, sekretów.

Zagłębianie się w fabułę „Sześciu kobiet w śniegu” przypomina schodzenie po schodach do ciemnej piwnicy, kiedy jedyny włącznik światła znajduje się dopiero na dole. Na początku dominują jasne...

Znowu sypie. Zaraz świat na nowo zmieni się w jedną wielką, śnieżną zaspę. Pokryje się warstwą białego puchu. Będziemy narzekać, że jak zwykle przyszedł nie w porę, a kiedy wyglądaliśmy go w Wigilię, to nie raczył się zjawić. Albo że rozdeptany przez tabun przechodniów przypomina raczej rozwodnione błoto niż koronkowe płatki. Śnieg wcale nie tak trudno znielubić. Ale nasze z nim zimowe potyczki – nieważne, jak długo musieliśmy machać łopatą czy w jak długim staliśmy korku – i tak będą niczym w porównaniu z tym, co za sprawą nagłego ataku zimy przejść musiały bohaterki najnowszej książki Anny Fryczkowskiej.

„Sześć kobiet w śniegu (nie licząc suki)”. Choć jeszcze przed chwilą było ich siedem. Mamy Sylwestra. Kilka koleżanek (spośród których, ustalmy, nie wszystkie pałają do siebie ogromną sympatią) świętuje nadejście nowego roku na babskiej imprezie w domu jednej z nich. Znajdująca się na odludziu willa zostaje zupełnie odcięta od świata za sprawą potężnej śnieżycy. Gdy bohaterki odkrywają, że jedna z zaproszonych leży martwa z poderżniętym gardłem w sypialni na piętrze, a wezwana policja grzęźnie gdzieś w zaspach śniegu, zakrapiane winem, towarzyskie spotkanie uruchamia lawinę wzajemnych podejrzeń, oskarżeń i wyciąganych na światło dzienne, skrywanych skrzętnie do tej pory, sekretów.

Zagłębianie się w fabułę „Sześciu kobiet w śniegu” przypomina schodzenie po schodach do ciemnej piwnicy, kiedy jedyny włącznik światła znajduje się dopiero na dole. Na początku dominują jasne tony. Lekki styl poprzetykany budzącymi uśmiech na twarzy grami słów i oczkami puszczanymi do czytelnika. Usytuowanie akcji w jednym z najbardziej zabawowych wieczorów roku. Bohaterki, które na różne sposoby, bardzo szybko i właściwie bezwysiłkowo zyskują naszą sympatię i spośród których trudno wytypować choć jedną kandydatkę na morderczynię. Z każdą przewróconą stroną schodzimy jednak o kolejny stopień w dół, w gęstniejącą atmosferę, w ciemność (choć nawet w tej ciemniejszej części książki autorce udaje się zachować charakterystyczną lekkość przekazu). Na – i tak realistycznie odidealizowanych – relacjach pojawiają się kolejne rysy. Ujawniane tajemnice mnożą się na potęgę i nim się zorientujemy, okazuje się, że każdy z grona potencjalnych podejrzanych miał motyw, by sięgnąć po ostateczne środki albo idealną sposobność, aby zbrodni dokonać. Po dotarciu do samego sedna, do naszej ciemnej piwnicy, zaraz znajdujemy włącznik i wokół znów zapanowuje jasność. Tylko rozżarzona żarówka mruga jakoś niepewnie.

Anna Fryczkowska serwuje czytelnikowi typ kryminału, który od czasu pierwszego spotkania z klasykami Agathy Christie fascynuje mnie najbardziej. Odizolowana od świata, klaustrofobiczna przestrzeń i zamknięty krąg podejrzanych, wśród których z pewnością kryje się morderca. Schemat ten, bazując na lęku, frustracji i wewnętrznych napięciach między bohaterami, pozwala wydobyć ich najciemniejszą stronę, ukazać działanie skrajnych, ludzkich mechanizmów obronnych uruchamianych w obliczu prawdziwego zagrożenia. W „Sześciu kobietach w śniegu” są elementy tego wszystkiego. I bardzo dobrze, choć autorka elementami się zadowala i nie zmierza ku ekstremum. Atmosferę grozy i wzajemnych podejrzeń równoważą autentyczne więzi łącząca wybrane bohaterki, pielęgnowane resztki uratowanego zaufania oraz kobieca solidarność. Bo kryminał Fryczkowskiej to równocześnie naszkicowana z wielkim wyczuciem historia o kobietach. Kobietach bardzo różnych. Stawiających sobie różne cele, mających różne problemy, wobec których czują się bezsilne, różne plany przed sobą, a za sobą różne błędy i porażki. Uwikłanych w różne, na wskroś prawdziwe, rodzinne niespełnienia. Kobietach, które w końcu potrafią przekroczyć wszystkie te różnice i opowiedzieć się po jednej stronie, kiedy przychodzi taka potrzeba. Jest to książka o sile kobiecej przyjaźni i międzyludzkich relacjach, w której kryminalna intryga pozwala po prostu sięgnąć głębiej, do niekontrolowanych instynktów i elementarnych więzi, na co dzień nieoglądających światła dziennego.

„Sześć kobiet w śniegu” punktuje jeszcze jednym zabiegiem. W świecie, w którym chyba za bardzo bierzemy wszystko na poważnie i coraz rzadziej potrafimy śmiać się z siebie, satysfakcjonująca dawka niebanalnej autoironii zawsze będzie w cenie. Wybierając sobie na bohaterki dwie zwaśnione autorki powieści kryminalnych, Anna Fryczkowska z lekkim przymrużeniem oka pokazuje zarówno sam proces pisania kryminałów, jak i celebrycką odsłonę rynku książkowego. Kryminał zaczyna dyskretnie naigrywać się pod nosem z samego siebie. Pozwala nam nabrać dystansu do konwencji, w której właśnie się zanurzamy. Gdyby w zdecydowanej części była to książka pisana bardzo na poważnie albo po prostu książka zła, zastosowany zabieg dałby pewnie efekt niepożądanej groteski, którą kwituje się przywróceniem oczu albo kręceniem głową z politowaniem. Ale że „Sześć kobiet w śniegu (nie licząc suki)” do żadnej z powyższych kategorii się nie zalicza, przemycona autoreferencja działa zdecydowanie na plus, w nienachalny sposób stapiając się z fabułą i stanowiąc atrakcyjne wykończenie całej historii.

Karolina Drabik

pokaż więcej

Dodaj dyskusję
Dyskusje o książce
pokaż wszystkie
Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (632)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 2996
Beata | 2018-02-09
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 09 lutego 2018

Niby kryminał, niby powieść obyczajowa ze szczyptą ironii. Przeczytałam, nawet się pośmiałam odrobinę, ale nie powaliła mnie ta powieść na kolana. Ot, czytadełko dobre do czytania w kolejce u lekarza, zajmuje czas, ale bez żalu przerywam czytanie, by porozmawiać ze znajomą:)

książek: 729
Nina | 2017-01-10
Na półkach: Przeczytane, Ebook, 2017
Przeczytana: 10 stycznia 2017

Ot, taki sobie kryminalik, do przeczytania w jeden dzień i zapomnienia.
Sześć kobiet, w tym 2 rywalizujące autorki kryminałów, ukraińska pomoc domowa i autystyczna dziewczyna. Kobiety imprezują, piją i nagle jedna z nich zostaje zamordowana. Kto zabił? Na pewno jedna z nich, pytanie tylko, która? Czyta się sympatycznie ale jest to książka tylko przeciętna.

książek: 203

"Cholery kryminał Agathy Christie, cholera struktura cholernego zamkniętego pokoju, gdzie zabić musiał ktoś z obecnych, a na nieszczęście brak kamerdynera".

Kryminał na miarę Agathy Christie to z całą pewnością nie jest. Kropka.
"Sześć kobiet w śniegu" określiłabym mianem sympatycznej książeczki do przeczytania w długi deszczowy wieczór. Nie jest to oczywiście lektura wysokich lotów, ale nawet amator wykwintnej kuchni marzy skrycie, żeby od czasu do czasu zanurzyć zęby w swojskiej bułę z kotletem, a ta szybka (literacka) przekąska autorstwa Anny Fryczkowskiej jest naprawdę smaczna.
Sześć kobiet.
Jeden trup.
Cały worek motywów.
I sporo humoru.
Bo nic tak nie poprawia nastroju, jak dobre morderstwo.

książek: 5266
Mako | 2016-12-10
Przeczytana: 05 grudnia 2016

Książka silnie inspirowana Agatą Christie i zagadką zamkniętej przestrzeni [locked room], której była mistrzynią. Sześć kobiet zostaje przez zaspy śnieżne odciętych od świata, w wielkim domu z dala od czegokolwiek. Jedna z nich zostaje zamordowana. Zatem morderczyni znajduje się pośród pozostałych przy życiu imprezowiczek. Jakby nie ufała znajomości klasyki gatunku u swoich czytelniczek [nie sądzę aby wielu mężczyzn podołało tej lekturze], autorka w tekście klarownie wyjaśnia źródło inspiracji oraz koncept zagadki.
Niestety jak dla mnie do oryginału jej bardzo daleko. U Christie cenię lapidarność opisów, które w oszczędny sposób podsuwają wszystkie informacje, zarysowują fabułę i wprowadzają odpowiednią dawkę napięcia. Tutaj mamy mnóstwo wewnętrznych rozterek, wynurzeń i innych bajdurzeń - jak dla mnie zbyt wiele opisów, zbyt mało akcji, która ogranicza się głównie do picia i biegania po wielgachnym domu. Rozumiem, że zamknięta przestrzeń ogranicza możliwości prowadzenia akcji w...

książek: 116
Happy Reader | 2016-11-25
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 23 listopada 2016

"Sześć kobiet w śniegu (nie licząc suki)" Anny Fryczkowskiej to stylowy kryminał, którego akcja rozgrywa się w zasypanej śniegiem Warszawie. Beztroska babska impreza kończy się tragicznie, gdy jedna z przyjaciółek zostaje zamordowana. Podejrzane są wszystkie kobiety znajdujące się w domu na odludziu. Policja dotrze do nich dopiero za kilka godzin - więc przyjaciółki w swoim gronie próbują ustalić, która z nich dokonała zbrodni.Pomiędzy nimi rozpoczyna się skomplikowana rozgrywka, polegająca na wzajemnych oskarżeniach i ujawnianiu kompromitujących tajemnic z życia przyjaciółek. Okazuje się, że sześć kobiet o różnych charakterach w jednym miejscu to prawdziwa mieszanka wybuchowa!
"Sześć kobiet w śniegu ( nie licząc suki)" to całkiem udany kryminał. Intryga trzymająca w napięciu, nieoczekiwane zwroty akcji, zjadliwa ironia i świetnie ukazana psychologia bohaterek to zalety powieści Anny Fryczkowskiej. Dla mnie była to nadspodziewanie miła przygoda literacka!

książek: 1998
Aniutka90 | 2016-11-21
Przeczytana: 20 listopada 2016

Książka miała potencjał. Pomysł był jednym z moich ulubionych a la Agatha Christie - zamknięty krąg podejrzanych. Niestety zawiodło wykonanie, czasem gubiłam się w narracji i wracałam od początku, książka nie mogła mnie wciągnąć, nie mogłam się na niej skupić - prawdopodobnie przez opisy zupełnie nie potrzebne a zapychające stronę. Podsumowując nie polecam, a szkoda.

książek: 323
byrcyn11 | 2017-12-13
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 13 grudnia 2017

Autorka jest scenarzystką do kilku znanych seriali telewizyjnych, napisała też kilka książek. Jak dla mnie czuć tę serialową cukierkowość i zapętlone "samo życie".
Zagadka kryminalna taka sobie, natomiast wadą jest (jak na kryminał) brak napięcia, natomiast zaletą (jak na obyczajówkę) dość dobrze zarysowane zachowania miastowych "paniusiek". Zakończenie trochę niedopowiedziane ze wskazaniem. Ogólnie średnio na jeża.

książek: 973
ElViento | 2016-10-19
Na półkach: Przeczytane, Posiadam, 2016
Przeczytana: 19 października 2016

Opinia zaznaczona jako spoiler. Pokaż ją.

Liczyłem na hit, wyszedł lekki kit. Strasznie to wszystko proste. Takie jest pierwsze wrażenie. Początek zapowiadał się nieźle, a potem im dalej w las, tym więcej muchomorów. Strasznie nie spodobały mi się niektóre porównania, nie spodobało mi się podejście do siostry. Generalnie tytuł powinien brzmieć "Pięć suk a dwie nie". Zakończenie według mnie zawiodło najbardziej. Liczyłem na zagmatwane śledztwo, a w sumie akcja rozwiązała się w znanym gronie i w dodatku wina poszła w cudze ręce.

Reasumując, albo ta książka trafiła na zły moment, w którym czytałem, albo też jest nie dla mnie. Na koniec głównie czułem się zirytowany, trochę rozczarowany. Chyba jednak nie polecam.

książek: 3601
Kate1404 | 2016-10-18
Przeczytana: 17 października 2016

Tytuł książki zwraca uwagę. Nastawiłam się na mocny thriller i lekko się zawiodłam. Liczyłam na większy szok, pamiętam poprzednią książkę autorki i wtedy faktycznie byłam zaskoczona pozytywnie.
Tutaj poznajemy 6 kobiet, które się znają ale nie koniecznie lubią. Zosia zaprasza je wszystkie do swojego nowego domu na przedmieściach Wawy, docierają z utrudnieniem przez padający wciąż śnieg. Wraz z przeczytanymi kartkami poznajemy je dokładniej oraz ich prawdziwe życie. Imprezę przerywa znalezienie ciała... Zapowiada się ciekawe dochodzenie.
Mimo tego, że chciałam mocniejszych wrażeń, książce dałam 7 gwiazdek i nie żałuję czasu spędzonego na jej przeczytanie.

książek: 842
daka | 2016-12-16
Na półkach: Przeczytane, Kryminał
Przeczytana: 15 grudnia 2016

Najlepszy jest jednak tytuł.Bardzo dobry i wzbudzający apatyt. W środku przez większość książki czekałam. Czekałam, aż nagle wzrośnie moje zainteresowanie, że coś mnie bardzo zaskoczy. I dopiero pod koniec doceniłam, że może to nie jest tak zupełnie miałki kryminałek. Pisany świetnym językiem, prezentujący psychologicznie interesujące w sumie postacie i z niezłym zakończeniem. Można przeczytać w wolnej chwili.

zobacz kolejne z 622 
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
Inne książki autora
więcej książek tego autora
Powiązane treści
Patronaty tygodnia

Przed nami kolejnych dwanaście premier wydawniczych – prezentujemy książki, które ukażą się w tym tygodniu pod naszym patronatem. Dopełniają one listę z zeszłego tygodnia. Kryminały, thrillery, powieści historyczne… od czego zacząć?


więcej
więcej powiązanych treści
zgłoś błąd zgłoś błąd