Allegro - kampania grudzień kat. współczesna

Szwedzkie kalosze

Tłumaczenie: Ewa Wojciechowska
Cykl: Fredrik Welin (tom 2)
Wydawnictwo: W.A.B.
6,91 (330 ocen i 72 opinie) Zobacz oceny
10
16
9
30
8
53
7
103
6
86
5
30
4
8
3
2
2
0
1
2
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Svenska gummistövlar
data wydania
ISBN
9788328027176
liczba stron
446
język
polski
dodała
Ag2S

Ostatnia, znakomita powieść Henninga Mankella! Kontynuacja bestsellerowych Włoskich butów. Frederick Welin, emerytowany chirurg mieszkający na jednej z wysp szwedzkiego archipelagu, budzi się w nocy, krztusząc się dymem. Jego dom stoi w płomieniach. Mężczyzna zrywa się z łóżka, ale jest już za późno, by ratować dobytek. Ledwo udaje mu się owinąć kocem i wybiec z pożogi w – jak się okazuje –...

Ostatnia, znakomita powieść Henninga Mankella! Kontynuacja bestsellerowych Włoskich butów.
Frederick Welin, emerytowany chirurg mieszkający na jednej z wysp szwedzkiego archipelagu, budzi się w nocy, krztusząc się dymem. Jego dom stoi w płomieniach. Mężczyzna zrywa się z łóżka, ale jest już za późno, by ratować dobytek. Ledwo udaje mu się owinąć kocem i wybiec z pożogi w – jak się okazuje – dwóch lewych kaloszach. Wkrótce w płomieniach staje kolejny dom, a ludzie zaczynają szeptać o przemykającej po wyspie tajemniczej, zakapturzonej postaci.

 

źródło opisu: http://sklep.gwfoksal.pl/szwedzkie-kalosze.html

źródło okładki: http://sklep.gwfoksal.pl/szwedzkie-kalosze.html

pokaż więcej

Brak materiałów.
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Oficjalna recenzja
Nowalijki książek: 381

Pożegnanie

Długo nie mogłem się zabrać za lekturę „Szwedzkich kaloszy” Henninga Mankella. Tym razem powód nie był taki, jak zwykle - brak czasu na czytanie lub obowiązki, które skutecznie odrywały od wieczoru z książką. „Szwedzkie kalosze” bowiem to nie tylko ostatnia książka Mankella z listy do przeczytania, ale i ostatnia regularna powieść autora. Wydana w Szwecji w 2014 roku, jako kontynuacja „Włoskich butów”, to swoiste pożegnanie pisarza z czytelnikami. Autobiograficzne „Grząskie piaski” są już tylko (lub aż) zapisem choroby i odchodzenia autora. Do Mankella mam szczególny sentyment. To od serii z Kurtem Wallanderem rozpoczęła się moja miłość do kryminałów z północy. I choć książki z policjantem z Ystad miały lepsze i gorsze momenty, to na każdą nową powieść czekałem z wielką niecierpliwością. I z żalem pożegnałem się z najpierw z Wallanderem a całkiem niedawno z Mankellem. 

 

„Szwedzkie kalosze” to swobodna kontynuacja historii opisanej we „Włoskich butach”. Mija osiem lat. Znakomity chirurg Fredrik Welin nadal mieszka na jednej z bałtyckich wysp. Dobiega siedemdziesiątki i mimo że czuje się całkiem dobrze, ma świadomość upływającego czasu. Nadal rozpamiętuje wypadek przy pracy, który raz na zawsze przekreślił jego karierę, wspomina śmierć matki swojej jedynej córki, którą poznał, gdy ta była już dorosłą kobietą. Być może jego życie toczyłoby się utartym szlakiem, gdyby nie pożar, który jednej nocy pozbawił Welina nie tylko domu, ale i wspomnień oraz poczucia bezpieczeństwa. Na...

Długo nie mogłem się zabrać za lekturę „Szwedzkich kaloszy” Henninga Mankella. Tym razem powód nie był taki, jak zwykle - brak czasu na czytanie lub obowiązki, które skutecznie odrywały od wieczoru z książką. „Szwedzkie kalosze” bowiem to nie tylko ostatnia książka Mankella z listy do przeczytania, ale i ostatnia regularna powieść autora. Wydana w Szwecji w 2014 roku, jako kontynuacja „Włoskich butów”, to swoiste pożegnanie pisarza z czytelnikami. Autobiograficzne „Grząskie piaski” są już tylko (lub aż) zapisem choroby i odchodzenia autora. Do Mankella mam szczególny sentyment. To od serii z Kurtem Wallanderem rozpoczęła się moja miłość do kryminałów z północy. I choć książki z policjantem z Ystad miały lepsze i gorsze momenty, to na każdą nową powieść czekałem z wielką niecierpliwością. I z żalem pożegnałem się z najpierw z Wallanderem a całkiem niedawno z Mankellem. 

 

„Szwedzkie kalosze” to swobodna kontynuacja historii opisanej we „Włoskich butach”. Mija osiem lat. Znakomity chirurg Fredrik Welin nadal mieszka na jednej z bałtyckich wysp. Dobiega siedemdziesiątki i mimo że czuje się całkiem dobrze, ma świadomość upływającego czasu. Nadal rozpamiętuje wypadek przy pracy, który raz na zawsze przekreślił jego karierę, wspomina śmierć matki swojej jedynej córki, którą poznał, gdy ta była już dorosłą kobietą. Być może jego życie toczyłoby się utartym szlakiem, gdyby nie pożar, który jednej nocy pozbawił Welina nie tylko domu, ale i wspomnień oraz poczucia bezpieczeństwa. Na domiar złego pożar wygląda na celowe podpalenie i pierwsze podejrzenia padają na właściciela starej posesji. Sęk w tym, że ktoś podpala inne domy i nie jest to Fredrik. Gdyby tego było mało, na wyspie pojawia się, dawno niewidziana, córka Louise, co nie wróży niczego dobrego.

 

„Szwedzkie kalosze” to powieść, która miłośników kryminałów Mankella może zaskoczyć. Sensacji w powieści jest jak na lekarstwo, ponieważ na plan pierwszy wysuwa się wątek obyczajowy, skupiony wokół Fredrika i jego relacji z innymi ludźmi. Były chirurg, zmęczony życiem i roztrzęsiony po starcie dachu nad głową, z jednej strony dobrze sobie radzi, z drugiej zaś popada w melancholię, której blisko do agresji. Fredrik próbuje na nowo poukładać sobie życie, mając bolesną świadomość, że dany mu czas powoli się kończy. Na jego drodze pojawia się młoda dziennikarka Lisa Modin i Welin ma nadzieję na coś więcej, wbrew zdrowemu rozsądkowi oraz dzielącej ich różnicy lat. Relacje z dorosłą córką też wymagają naprawy, ale dwie silne osobowości, nieskore do kompromisów, nie ułatwiają sobie tego zadania. Dopiero wyjazd do Paryża, śladami wydarzeń z przeszłości, pozwoli spojrzeć Welinowi na pewne fakty z życia z zupełnie nowej perspektywy. 

 

Akcja powieści toczy się niespiesznie, bo choć zaczyna się od pożaru, który pozbawił Fredrika domu, to potem wydarzenia powoli układają się w biografię starego mężczyzny. Welin sporo wspomina, szczególnie dzieciństwo, które spędził w domu na wyspie. Mieszkali tam jego dziadkowie, których podziwiał, ale częściej nie rozumiał, albo się ich bał. Pierwszoosobowa narracja oddaje głos głównemu bohaterowi, dzięki czemu Welin analizuje swoje życie, ocenia je i krytykuje decyzje, które podjął przed laty. Czytelnik śledzi tę swoistą spowiedź z dużym zainteresowaniem, bo bohater Mankella ma jednak trochę dystansu i zgryźliwe poczucie humoru. Ale i irytuje, głównie bliskie mu osoby - córkę, dziennikarkę i listonosza Janssona, który codziennie go odwiedza, z nadzieją na wyleczenie z wyimaginowanych przypadłości. Welin żyje obok ludzi, ale w samotności, która może nie przynosi tak potrzebnego mu ukojenia, choć pozwala docenić drobne przyjemności życia. 

 

 

Siłą „Szwedzkich kaloszy” jest spokojne tempo akcji, nostalgiczny klimat końca jesieni i wyraziste postaci. To książka o przemijaniu, przygotowywaniu się na odejście i porządkowaniu świata wokół siebie - tak na wszelki wypadek. Napisałem kiedyś, przy okazji innej powieści ze skandynawskim rodowodem, że nikt tak pięknie nie potrafi pisać o codzienności, jak autorzy z północy. Oczywiście to pewne nadużycie z mojej strony, ale niespiesznie opowiadana historia, melancholijny nastrój i głębokie przekonanie o sile człowieka w ich tekstach bardzo do mnie przemawia. Nie trzeba pisać rozbudowanych filozoficznych tyrad o istocie człowieczeństwa, aby dotrzeć do podstawowych i oczywistych prawd. W moim odczuciu Henning Mankell potrafił ten aspekt znakomicie ująć w swoich powieściach. I tylko szkoda, że już nic więcej nie napisze.

Tomasz Radochoński

pokaż więcej

Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (835)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 291
Paco | 2017-12-21
Na półkach: Przeczytane, Mankell H
Przeczytana: 21 grudnia 2017

Cały się trzęsę. Z zimna.
Z zimna wewnętrznego.
To, że w Szwecji jest zimno, wiedzą chyba nawet moje koty. Ale, że zimni są szwedzcy ludzie, tośmy z kotami byli zieloni. I oświecił nas jegomość Mankell. I oczy nam otwarł. I z omdlenia zbudził. Jednakowoż serducha zmroził. W przeręblu wykąpał, a do sauny nie zaprosił.
Otwarci owszem, multikulti jak najbardziej. Tylko sami wielkim są soplem czy innym stalagmitem. Powiem więcej, uczuciowym stalaktytem. Nakreślone przez autora, szeroko relacje pojęte, nijak się mają do naszych dusz słowiańskich. To jakby czytać o innej galaktyce powieść. Science Fiction skubany. A jakby chleba z omastą zjeść, to i beretem by się tam dorzuciło. Za miedzę w końcu przecież. Obyczajowo jednak nie. Pershing nie dałby rady. O Patriotach nie wspominając. Pisał to człowiek starszy, więc doświadczony i pragmatyczny. Do tego w lodowcach obyty i glacjlanie ocykany.
A może tylko jego dusza tak śpiewała ?
Drętwo, nieczule, arktycznie ?
I chyba tylko grzaniec...

książek: 850
Jolanta | 2016-11-14
Przeczytana: 14 listopada 2016

To piękna i mądra opowieść o przemijaniu, samotności i uczuciach.
Większość z nas marzy o spokojnej, bezproblemowej starości. Staramy zabezpieczyć się i stworzyć warunki do "godnego" życia na emeryturze. Planujemy nadrobić zaległości w hobby, m.in. w czytaniu, spełniać marzenia, mieć czas dla siebie. Być po prostu wolnym.
I co? Życie ciągle nas zaskakuje. Nie ważne ile masz lat; 20, 30, 70 lub więcej. Los sprawi, że kolejny raz życie musisz rozpocząć od zera. Tak jest w przypadku Fredrika - bohatera powieści "Szwedzkie kalosze". To kontynuacja "Włoskich butów", ale można czytać niezależnie.
"Byłem siedemdziesięcioletnim mężczyzną i straciłem wszystko w pożarze domu. Nie posiadałem prawie żadnych przedmiotów, miałem tylko szopę z hangarem na łódź, przyczepę do mieszkania, plastikową łódkę długą na trzynaście stóp i stary samochód. Musiałem się zmierzyć z pytaniem, co ze sobą począć? Czy miałem jakąś przyszłość? Czy w ogóle miałem jakikolwiek powód, by dalej żyć?"
W pogorzelisku...

książek: 2059
jamczyk | 2016-12-06
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 06 grudnia 2016

Dalsze losy bohaterów "Włoskich butów", a zarazem, nieświadome pożegnanie Mankella z czytelnikami. Kumulacja całej twórczości w jednej książce. Jest trochę kryminału, odrobina autobiografii i wspomnień, dużo powieści obyczajowej i wszystko pisane ze skandynawskim dystansem. Niespieszna akcja, pełna wysmakowanych zdań i przemyśleń. Coś się kończy, a coś się zaczyna. Bardzo szkoda, że nie będzie można poznać finału historii życia Fredericka Welina.

książek: 878
Elżbieta | 2016-12-28
Na półkach: Przeczytane, Ebook
Przeczytana: 28 grudnia 2016

Stary człowiek mieszkający samotnie na małej wysepce archipelagu gdzieś u wybrzeży Szwecji. Trudno wyobrazić sobie bardziej ponure miejsce do zamieszkania na stare lata. Krótkie,chłodne lato,ponura jesień,długa zima,deszcz,wiatr,ciemność i w takiej scenerii przyrody samotność starego człowieka. Mankell lubił zadręczać czytelników swoich książek takimi klimatami.A ja chyba mam skłonności masochistyczne,bo bardzo te klimaty w jego książkach lubię. Bohaterowie większości książek Mankella cierpią na deficyt bliskości drugiej osoby,bohater tej książki również. W zasadzie jest to książka o samotności,o potrzebie bliskości drugiego człowieka,o potrzebie bycia rodzicem i dziadkiem i o nieustającej-pomimo podeszłego wieku- potrzebie fizycznej miłości do kobiety. Mankell jednak nie byłby sobą,czyli autorem wspaniałych powieści kryminalnych,gdyby i w tej książce nie wprowadził wątku sensacyjnego,którym są podpalenia domów samotnych mieszkańców wysp archipelagu. Ten wątek pozwala mu budować...

książek: 480

Książkę czytałam długo. Nie dlatego, że mnie nudziła, zniechęcała pierwszoosobową narracją, powolną fabułą i bohaterem w podeszłym wieku. Nie, ponieważ uwielbiam książki, których bohaterami są ludzie starsi. Czytałam ją powoli, ponieważ wiedziałam, że kiedy skończę opowieść o Fredericku, to nic więcej Mankella nie przeczytam.
Pisarz odszedł 05 października 2015 roku, ale pozostawił ostatnią genialną powieść o samotności, starości, o tym jak tak niewiele wiemy o sobie i innych, o zmaganiu się z przeciwnościami losu...
"Przez następną godzinę grałem sam ze sobą w pokera. To najdobitniejszy wyraz odosobnienia, jaki znam. Nigdy nie odczuwałem takiego zmęczenia i wręcz odrazy do samego siebie, jak wówczas, gdy grałem sam ze sobą na pieniądze.
Nie można upaść niżej w samotności."

Wiem, że minie niedługi czas, kiedy wrócę do "Włoskich butów", a zaraz potem do "Szwedzkich kaloszy".

Przeczytałam wiele różnych książek, ale te stanowić będą zawsze wyjątkową literaturę, której zapomnieć nie...

książek: 718
Natalia | 2018-06-19
Przeczytana: 19 czerwca 2018

Myślałam, że "Szwedzkie kalosze" będą równie dobre jak "Włoskie buty", które zawierały wiele trafnych życiowych przemyśleń i były dla mnie zupełną niespodzianką. Niestety tym razem rozczarowałam się. Wiązałam z tą książką duże nadzieje, a otrzymałam... no cóż, smętną opowieść. Trochę tak jakby napisał ją ktoś zupełnie inny. Już w poprzedniej części był dość depresyjny, melancholijny nastrój, jednak w tej czuje się totalny bezkres nieszczęścia, pustki i braku szansy na coś lepszego. Nie można zapomnieć o tym, że główny bohater w pożarze stracił dom, więc nie jest to szczęśliwa sytuacja i nie powinno być wesoło, mimo to historia i tak do mnie nie trafiła. Wątek kryminalny, który krążył wokół podpalenia domu, także nie był porywający. Akcja bardzo długo się rozwijała i pozostawała na dalszym planie. Smuci fakt, że jest to ostatnia powieść tego autora. Warto samemu się przekonać i przeczytać.

książek: 674

'' Widocznie również ludzie noszą w swoim wnętrzu belki które mogą spłonąć ''

Po ośmiu latach , znowu odwiedziłam Fredrika Welina na jego wyspie . Po jego ośmiu latach , gdyż tyle właśnie minęło od zdarzeń opisanych w pierwszej części cyklu '' butów '' . Zastaję go w dość tragicznej sytuacji , ponieważ właśnie płonie jego dom , a on sam wyrwany ze snu w środku nocy , wybiega z palącego się domu , łapiąc po drodze tylko zielone kalosze . Jak się później okazało , oba lewe . Fredrik jednak mimo pewnego rodzaju szoku , nie załamuje się , patrzy na życie i na to co się stało ze skandynawskim chłodem i dystansem . Zastanawia się czy zdąży jeszcze odbudować dom , jednak decyzję w tej sprawie pozostawia córce . Zirytuje się trochę bardziej , kiedy okaże się że dom nie spłonął sam z siebie . Policjanci znajdują ślady podpalenia , a staruszek Welin jest pierwszy na liście podejrzanych . Robi się więc groźnie , zwłaszcza że podpalenia zaczynają się mnożyć....Oczywiście nie tylko o...

książek: 661
fulmir | 2018-02-15
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 14 lutego 2018

Tym razem niestety mnie nie porwało. Zaczyna się dość ciekawie, bo od pożaru domu głównego bohatera ale potem napięcie zamiast rosnąć spada. Trzeba jednak wziąć też pod uwagę, że to powieść obyczajowa i jakichś wielkich fajerwerków nie należy się spodziewać. Główny bohater Fredrik Welin to emerytowany lekarz, trochę gburowaty samotnik jednak wzbudzający sympatię. Jego relacje z córką są mocno skomplikowane jak również z dziennikarką, którą poznaje przez przypadek. Możemy nieco przyjrzeć się tym relacjom i zadumać nad wartościami dobra, piękna i miłości. Jest też trochę o biedzie i cierpieniu. Mankell ma bardzo oryginalne spojrzenie na niektóre sprawy więc warto choćby i dlatego przeczytać tę książkę. Może trochę wieje nudą ale nie jest też tak źle. Autor potrafi znajdować piękno nawet w codziennych czynnościach i to zasługuje na uznanie. Niestety jak to bywa z kontynuacjami bywają słabsze od poprzedniczek i to jest właśnie taki przypadek. „Włoskie buty” były jednak ciut lepsze....

książek: 1332
Anna | 2017-01-06
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 06 grudnia 2016

Nostalgiczna.
Taka jest ta książka.
Mankell potrafił pisać. Potrafił tworzyć postaci, w które czytelnik był w stanie uwierzyć. Ja wierzyłam. I chociaż Fredrika Welina nie zawsze da się w tej książce lubić, to samej książki nie lubić nie sposób.
Piękna książka o starości, przemijaniu, odchodzeniu, o tym, że starość nie oznacza końca życia, że nawet po 70-tce, kiedy ciało czasami nie funkcjonuje już najlepiej, to ciągle nam się chce, ciągle nam zależy, ciągle mamy w życiu coś do załatwienia.
Szkoda, że to ostatnia książka Mankella, bo to co potrafił zrobić ze swoimi bohaterami jest piękne.

książek: 1183
Bożena | 2018-02-23
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 23 lutego 2018

Część osób twierdzi, że lepsze są "Włoskie buty"(choć nie do końca to wynika ze średniej ocen), ale mnie się podobało. Nawet nie wiem czy nie bardziej niż pierwsza opowieści o Fredericku Welinie.
Akcja książki rozgrywa się w zasadzie w ciągu jednego roku-od jesieni do lata. Oprócz rozważań o samotności, starości, śmierci i narodzinach, przemijaniu, potrzebie bliskości i miłości mamy jeszcze do rozwiązania zagadkę tajemniczych pożarów na wyspach.I jak to u Henninga Mankella rozwiązanie jej jest dosyć zaskakujące.
Wszystkie te wydarzenia spinają nam klamrą szwedzkie kalosze, a pewna piękna klamerka od włoskiego buta również odgrywa swoja rolę.
I trochę żałuję, że to nie będzie trylogia, ale może to jednak dobrze...

zobacz kolejne z 825 
Przeczytaj także

Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
lista cytatów dodaj cytat
więcej książek tego autora
Powiązane treści
Mariusz Czubaj: Chciałem czytać Mankella w oryginale

W połowie września, nakładem wydawnictwa W.A.B. ukazała się ostatnia książka zmarłego rok temu Henninga Mankella, zatytułowana „Szwedzkie kalosze”. Z okazji premiery powieści publikujemy krótki wywiad z Mariuszem Czubajem oraz zwiastun książki.


więcej
Nowa powieść Henninga Mankella

Henning Mankell pomimo trwającej choroby ma się świetnie i nie odkłada pióra nawet na chwilę. Właśnie ukazała się w Szwecji jego kolejna książka „Svenska gummistövlar” (Szwedzkie kalosze), którą udowadnia, że życie jest pełne niespodzianek i można brać z niego pełnymi garściami nawet po sześćdziesiątce.


więcej
więcej powiązanych treści
zgłoś błąd zgłoś błąd