Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Dzikie białko

Wydawnictwo: Kobra Media
6,73 (1412 ocen i 63 opinie) Zobacz oceny
10
94
9
140
8
156
7
445
6
257
5
214
4
34
3
60
2
6
1
6
Darmowe dodatki Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788388791918
liczba stron
320
język
polski

Inne wydania

Pragnienie odwetu w duszy Karolka przekształciło się w niezłomna decyzję. Dobrze, jeżeli nikt się tym nie chce zająć, ja to zrobię! Co zrobisz? Nazbieram stonki i odeślę do Stanów Zjednoczonych! Zwariowałeś? Nie wiem. Może. Ale nawet jeśli, nie przeszkodzi mi to zbierać stonki. Paraliż mógłby mieć negatywny wpływ, obłęd żadnego. Masz jakieś pudełko? Ruszający już na poszukiwanie kolejnego...

Pragnienie odwetu w duszy Karolka przekształciło się w niezłomna decyzję. Dobrze, jeżeli nikt się tym nie chce zająć, ja to zrobię! Co zrobisz? Nazbieram stonki i odeślę do Stanów Zjednoczonych! Zwariowałeś? Nie wiem. Może. Ale nawet jeśli, nie przeszkodzi mi to zbierać stonki. Paraliż mógłby mieć negatywny wpływ, obłęd żadnego. Masz jakieś pudełko? Ruszający już na poszukiwanie kolejnego tematu fotograficznego, Włodek zawahał się. Pomysł Karolka wydał mu się kuszący, chociaż nieco skomplikowany w wykonaniu. Bo ja wiem... Pudełko mam, ale jak ty to myślisz załatwić? To przesyłanie. Pocztą?

 

pokaż więcej

książek: 1283
Obywatel_Śliwka | 2012-09-03
Na półkach: Zrecenzowane na blogu
Przeczytana: 03 września 2012

http://ksiazkaniegryzie.blogspot.com/2012/09/joanna-chmielewska-dzikie-biako.html

Popularne, zwłaszcza u początkujących pisarzy, jest nagminne marnowanie wymyślonego przez siebie tematu marnym wykonaniem. Debiutanci bardzo często, choć pomysły na książki mają świetne, wykonaniem załamują niejednego czytelnika zastanawiającego się, jak można zepsuć tak wspaniałą historię. ‘’ Dzikie białko’’ prezentuje całkowicie odmienną sytuację. Jest to książka, w której praktycznie rzecz biorąc ciekawego nie dzieje się nic. Na 300 stron powieści 200 można z czystym sumieniem wywalić, bo nuda wylewa się z pomiędzy kartek kusząc, aby rzucić tę książkę i nigdy do niej nie wrócić, czemu sprzeciwia się styl.

Takie książki czyta się głównie dla rozrywki, więc rzeczą najważniejszą (lub jedną z ważniejszych) jest fabuła. Zazwyczaj streszczam 1/3 książki, tak, aby nie zdradzić zbyt wiele, ale i wprowadzić czytelnika tejże recenzji w klimat, który ów książka prezentuje. Tu natomiast będę musiał streścić trochę więcej, bowiem na samym początku książki nie dzieje się prawie nic.

Karolek ma problem. Aby wybudować pralnie brakuje mu 52 centymetry terenu. Jak temu zaradzić? Można dać łapówkę, oszukać, pokombinować- ale nie! Nie ma terenu? To trzeba go zrobić samemu! Angażując kilku współpracowników, pod osłoną nocy zakradają się, aby przestawić ogrodzenie (60 stron przestawiania ogrodzenia(!!) sam się sobie dziwię, że to przeczytałem) i wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że niespodziewanie zjawia się właściciel willi od którego potrzebny im teren próbują podprowadzić. I tu zaczyna się gruba afera, bowiem właściciel ów przytachał ze sobą ciało, które skrzętnie próbując ukryć w czeluściach swej lodówki odkrywają główni bohaterowie.

Jeszcze przed przestawianiem ogrodzenia Karolek napotyka w sklepie na dziwnych ludzi- małżeństwo, które skrzętnie krytykuje każdy produkt twierdząc, iż jest chemiczny, rakotwórczy i ogólnie niezdrowy. Obawy przed rakiem wzrastają, gdy jeden z pracowników odkrywa, iż wielkie płyty, na których budowane są osiedla także są rakotwórcze. W takiej sytuacji pozostaje tylko jedno- trzeba znaleźć sposób, żeby odseparować się od wszystkiego, co złe, chemiczne, rakotwórcze i pięknie wyhodowane, bowiem tylko te brzydkie warzywa są naturalne.

Nie rozumiem tego zabiegu ze zdrobnieniem imion bohaterów. Po co to? Żeby byli oryginalni? W sumie nie bardzo to wadzi, aczkolwiek czytając, iż bohater ma na imię Lesio automatycznie wyobrażam go sobie jako maminsynka i infantylnego idiotę… przecież to są dorośli ludzie. Może miał to być zabieg humorystyczny- nie wiem, jeśli tak, to na mnie nie podziałał.

Inne zabiegi humorystyczne natomiast działały fenomenalnie. Jak już wspomniałem wcześniej, pod względem stylistycznym książka napisana jest co najmniej satysfakcjonująco. Wielo(wielo)krotnie złożone zdania czasem doprowadzały do obłędu, na szczęście z rzadka, gdyż wypierało je poczucie humoru, które autorka zamieściła między wydarzeniami. Dziw mnie bierze, że sąsiedzi nie przyszli ze skargą, chichrałem się bowiem tak głośno, że szyby się trzęsły, a i kilka łez poleciało (ja często ryczę gdy się śmieję). Jest to chyba najzabawniej napisana książka jaką czytałem w życiu, zaraz obok przygód Myrona & Wina z powieści H.Cobena.

Książka jest podobno kryminałem (występuje nawet w serii ’’Kolekcja kryminałów’’) jednakże do kryminału to jej daleko, przynajmniej do takiego konwencjonalnego. Zaliczyłbym ją prędzej do powieści humorystycznej, bo częściej śmiałem się, niż próbowałem dociec któż (nie)zabił. To nie jest powieść, od której powinno się zaczynać czytać Chmielewską i liczę, że w innych będzie się działo o wiele więcej. Polecam głównie fanom ów autorki, bo styl jest dość specyficzny i nie wszystkim przypadnie do gustu.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Bracia Karamazow

To, że książka „Bracia Karamazow” Fiodora Dostojewskiego jest arcydziełem, nikt raczej nie neguje. Czytając, po raz pierwszy w młodym wieku, nie zaw...

zgłoś błąd zgłoś błąd