Anglicy na pokładzie

Wydawnictwo: Wiatr od Morza
7,92 (117 ocen i 29 opinii) Zobacz oceny
10
8
9
33
8
34
7
28
6
12
5
2
4
0
3
0
2
0
1
0
Darmowe dodatki Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
English Passengers
data wydania
ISBN
9788393665365
liczba stron
528
kategoria
Literatura piękna
język
polski
dodała
Sylwia Sekret

Niezwykła powieść o wyprawie morskiej z Anglii na Tasmanię – opowiedziana przez 21 narratorów, przełożona przez 21 tłumaczy! Rok 1857. Natchniony pastor Geoffrey Wilson postanawia udowodnić, że biblijny ogród Eden znajduje się na Tasmanii. Kaznodzieja staje na czele ekspedycji, w której towarzyszy mu botanik Timothy Renshaw – młody utracjusz, wysłany przez rodziców na wyprawę, aby „poznał...

Niezwykła powieść o wyprawie morskiej z Anglii na Tasmanię –
opowiedziana przez 21 narratorów, przełożona przez 21 tłumaczy!

Rok 1857. Natchniony pastor Geoffrey Wilson postanawia udowodnić, że biblijny ogród Eden
znajduje się na Tasmanii. Kaznodzieja staje na czele ekspedycji, w której towarzyszy mu botanik
Timothy Renshaw – młody utracjusz, wysłany przez rodziców na wyprawę, aby „poznał życie”
– oraz chirurg Thomas Potter, zawzięcie badający „typy ludzkie” i opracowujący
pseudoantropologiczne, rasistowskie teorie. Angielscy dżentelmeni czarterują statek, nie zdając
sobie sprawy, że jego załogę stanowią przemytnicy z Wyspy Man uciekający przed londyńskimi
celnikami, a ładownie pełne są tytoniu i francuskiej brandy.
Komiczna zbieranina dziwaków wyrusza na drugi koniec świata, nie spodziewając się, że to, co
zastanie na Tasmanii, niewiele ma wspólnego z rajem – wyspa usiana jest bowiem koloniami
karnymi, a angielscy osadnicy okazują miejscowej ludności niezrozumienie i pogardę, przemocą
narzucając jej europejskie standardy życia.
Swobodnie bawiąc się konwencją dziewiętnastowiecznych powieści marynistycznych, Kneale
tworzy niezwykle bogatą, wciągającą i momentami komiczną fabułę, a zarazem przekonująco
przedstawia tragiczny los rdzennej ludności Tasmanii. Autor dopuszcza do głosu aż dwudziestu
jeden narratorów (w tym tasmańskiego Aborygena czy na wpół obłąkanego doktora Pottera),
wspaniale różnicując styl, podkreślając konflikty między bohaterami i kulturami oraz
pokazując, jak nierzadko ograniczeni jesteśmy w naszym postrzeganiu świata.

W porozumieniu z autorem wydawnictwo Wiatr od Morza zrealizowało bezprecedensowe
przedsięwzięcie translatorskie – tekst każdego z narratorów został przełożony przez innego tłumacza.

 

źródło opisu: wiatrodmorza.com

źródło okładki: wiatrodmorza.com

pokaż więcej

Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Oficjalna recenzja
Sylwia książek: 922

Ludźmi tylko ludzie

(…) wymyślając ci raj, zgotowałem ci piekło.
[J. Podsiadło, „Hoduję dla ciebie żurawia (piosenka)”]

Międzynarodowy Dzień Tłumacza – ilu z nas o nim pamięta? Ilu dokłada starań, aby podczas lektury książki choć rzucić okiem na nazwisko tego, który pracował nad przekładem? Zapewne niewielu – jest to chyba ta dziedzina w literaturze, w której wyjątkowo dominuje poezja; to w niej czytelnik zwraca większą uwagę na przekład, między innymi dlatego, że ów rodzaj literacki rządzi się naprawdę rygorystycznymi prawami, a tłumaczenie może zniweczyć całą pracę poety i sens, który chciał on zawrzeć w utworze lirycznym. Jednak czy w przypadku prozy wystarczy znajomość języka oryginału, aby po prostu siąść i bez większego wysiłku popełnić tłumaczenie? „Anglicy na pokładzie”, powieść Matthew Kneale’a, dzięki wydawnictwu Wiatr od Morza uświadamia czytelnikom, jak wielką sztuką jest przekład także w prozie i jak wiele od niego zależy. W swojej powieści Kneale wykorzystuje aż dwudziestu jeden narratorów do tego, aby opowiedzieć nam pewną złożoną i skomplikowaną historię. Gdańskie wydawnictwo natomiast – co zaaprobował sam autor – zdecydowało się na przydzielenie innego tłumacza do każdego z nich. Nieprzypadkowo zatem polska premiera „Anglików na pokładzie” wypada właśnie w Międzynarodowy Dzień Tłumacza, czyli 30 września.

Ramy czasowe powieści obejmują lata 1820–1870, a przestrzeń geograficzna, na którą rozciągają się wydarzenia, jest równie rozległa. Wszystko za sprawą pewnego pastora,...

(…) wymyślając ci raj, zgotowałem ci piekło.
[J. Podsiadło, „Hoduję dla ciebie żurawia (piosenka)”]

Międzynarodowy Dzień Tłumacza – ilu z nas o nim pamięta? Ilu dokłada starań, aby podczas lektury książki choć rzucić okiem na nazwisko tego, który pracował nad przekładem? Zapewne niewielu – jest to chyba ta dziedzina w literaturze, w której wyjątkowo dominuje poezja; to w niej czytelnik zwraca większą uwagę na przekład, między innymi dlatego, że ów rodzaj literacki rządzi się naprawdę rygorystycznymi prawami, a tłumaczenie może zniweczyć całą pracę poety i sens, który chciał on zawrzeć w utworze lirycznym. Jednak czy w przypadku prozy wystarczy znajomość języka oryginału, aby po prostu siąść i bez większego wysiłku popełnić tłumaczenie? „Anglicy na pokładzie”, powieść Matthew Kneale’a, dzięki wydawnictwu Wiatr od Morza uświadamia czytelnikom, jak wielką sztuką jest przekład także w prozie i jak wiele od niego zależy. W swojej powieści Kneale wykorzystuje aż dwudziestu jeden narratorów do tego, aby opowiedzieć nam pewną złożoną i skomplikowaną historię. Gdańskie wydawnictwo natomiast – co zaaprobował sam autor – zdecydowało się na przydzielenie innego tłumacza do każdego z nich. Nieprzypadkowo zatem polska premiera „Anglików na pokładzie” wypada właśnie w Międzynarodowy Dzień Tłumacza, czyli 30 września.

Ramy czasowe powieści obejmują lata 1820–1870, a przestrzeń geograficzna, na którą rozciągają się wydarzenia, jest równie rozległa. Wszystko za sprawą pewnego pastora, Geoffreya Wilsona (tłum. Miłosz Wojtyna), który uparł się, że ogród Eden znajduje się na Tasmanii. Zbiera więc grupę badawczą, do której zaliczać się będzie doktor Thomas Potter (tłum. Łukasz Golowanow), a także młody botanik Timothy Renshaw (tłum. Anna Żbikowska). Wskutek – nieszczęśliwego mimo wszystko – splotu wydarzeń, grupa zmuszona jest wyczarterować statek, który zabierze ich do celu. Kapitanem statku jest inteligentny, choć przy tym niezwykle pechowy i wyznający swoje własne zasady prawno-moralne Illiam Quillian Kewley (tłum. Michał Alenowicz). Czytelnik, w przeciwieństwie do grupy poszukującej Edenu, szybko zostaje wprowadzony w przemytniczą działalność załogi statku Sincerity. Z racji towarów, które w ukryciu przewozi załoga Kewleya, a także dość irytującego zachowania przypadkowych pasażerów, będziemy świadkami wielu sytuacji, które dla nas mogą okazać się zabawne, natomiast dla bohaterów powieści – kłopotliwe lub po prostu deprymujące.

Co jakiś czas autor będzie przenosił swojego czytelnika o kilkadziesiąt lat wstecz – w ten sposób poznamy między innymi Jacka Harpa (tłum. Maciej Pawlak), a także rdzennego Aborygena Peeveya (tłum. Krzysztof Filip Rudolf), który jako narrator jest niekwestionowanym wyjątkiem i perełką. Po lekturze „Anglików na pokładzie” niełatwo powstrzymać się od niektórych sformułowań i specyficznej mowy mieszkańca Tasmanii, które na długo zostają w pamięci. Na początku poszczególne wątki i relacje kolejnych narratorów mogą wydawać się fabularnie odległe i niezwiązane ze sobą; im dalej jednak w lekturę, tym bardziej zacieśniają się one, tworząc między sobą zależności, których nie zawsze byśmy się spodziewali. Powoli zaczyna się również okazywać, że wyprawa Anglików na Tasmanię jest tak naprawdę pretekstem do podjęcia problematyki czarnej wojny – wojny, w której zginęło mnóstwo ludzi, choć tak naprawdę nigdy nie została ona nawet wypowiedziana przez żadną ze stron.

Do tej pory opinie co do ludobójstwa dokonanego na rdzennych mieszkańcach Tasmanii są podzielone. Niektórzy twierdzą, że kolonistów brytyjskich zginęło tam znacznie więcej niż tubylców, inni z kolei utrzymują, że Aborygeni wyginęli przez uwarunkowania rasowe, takie jak brak higieny czy nieopanowane obżarstwo. Temat ten podjął między innymi nieżyjący już dr Dariusz Ratajczak, który artykuł o znamiennym tytule: „Czy istnieje kłamstwo tubylcze?” kończy słowami: A zatem, podsumowując, przybywający do Australii koloniści, sami nie będąc aniołami, nie odkrywali raju. Przeciwnie – budowali go z talentem i uporem właściwym przedstawicielom zachodniej cywilizacji… Czasami jednak to, co dla jednych wydaje się rajem, dla innych okazuje się piekłem…

Bez względu jednak na to, która ze stron ucierpiała bardziej; bez względu na fakt czy miało miejsce ludobójstwo, czy systematyczne wymieranie rasy, której kultura i sposób życia nie pozwalały na dłuższe przetrwanie – mamy do czynienia z bezkompromisowym wtargnięciem do czyjejś mentalności, usiłowaniem wyparcia świadomości etnicznej, morderstwem dokonanym na tożsamości i przeświadczeniem, że tak jak żyjemy my, muszą żyć wszyscy. Kneale porusza tak naprawdę temat niezwykle rozległy – tu nie chodzi jedynie o czarną wojnę i kolonizację rdzennych Aborygenów. W „Anglikach na pokładzie” mamy do czynienia z rozumowaniem (czy aby na pewno?), które zasadza się na tym, że ludzie nie są równi. Zmuszanie do zakrywania nagości, nadawanie nowych imion i zabranianie kultywowania tradycji, w tym także wszelkiego rodzaju obrządków – zazwyczaj dla nikogo niegroźnych – to nic innego jak ustanowienie siebie osobnikiem grupy wyższej i bardziej uprzywilejowanej. Jakim prawem i na jakiej podstawie decydować mamy, że nagi człowiek o dziwnie brzmiącym dla nas imieniu jest zacofany i prymitywny? Czy nie jest tak, że dopóki jest szczęśliwy i nie krzywdzi innych – powinien móc żyć tak, jak sam tego zapragnie?

„Anglicy na pokładzie” to trudna książka. Wymagający jest jej styl i wymagające są problemy, które autor stawia przed czytelnikiem. Oczywiście są tutaj momenty, kiedy będziemy się także zaśmiewać, dlatego że postaci stworzone przez pisarza są w takim samym stopniu realne, co niekiedy groteskowe. Ich zróżnicowanie, podkreślone dodatkowo indywidualnymi tłumaczami, powinno zaspokoić potrzeby każdego potencjalnego odbiorcy. Głównych narratorów jest tutaj kilku, dlatego, że niektórzy z nich pojawiają się raz lub dwa i na pozór ich relacja wydawać się może nieistotna. Jednak nawet fragment, w którym widzimy wydarzenia oczami żony nic nieznaczącego dla fabuły sklepikarza, okazuje się cenny dla – bądź co bądź – postronnego obserwatora. Jest to naprawdę niebywały plus powieści i choć może być niekiedy męczące przedzieranie się przez gąszcz słów jednego narratora do drugiego – ma to swój cel i cel ten osiąga, moim zdaniem, bezbłędnie.

Wyprawa na Tasmanię miała okazać się przełomowa, miała udowodnić, że biblijny ogród Eden istnieje i jest w zasięgu ludzkich rąk. To jednak, co spotykają na Tasmanii nasi bohaterowie, niekoniecznie okazuje się rajem – zarówno dla Anglików, rdzennych mieszkańców, jak i kolonistów. Jeden z mężczyzn pilnujących Aborygenów ma na nazwisko Smith, nie był to jednak pierwszy raz, kiedy moje skojarzenia wędrowały do bajki „Pocahontas”. „Anglicy na pokładzie” to powieść co prawda pozbawiona miłosnego wątku, a jej wymowa jest o wiele tragiczniejsza, jednak słowa piosenki z bajki bardzo dobrze odzwierciedlają – o, ironio – ciemnotę i zacofanie kolonialistów: Ty myślisz, że są ludźmi tylko ludzie / Których ludźmi nazywać chce twój świat.

W roku 2000 książka ta znalazła się w gronie sześciu finalistów Nagrody Bookera, jednak to nie dlatego warto ją przeczytać. Sposób w jaki została napisana i przetłumaczona na język polski; problematyka, jaką porusza; postaci, wśród których znajdziemy fanatyków, gwałcicieli, hipokrytów i przemytników – to wszystko sprawia, że o powieści tej niełatwo coś napisać tak, aby wyrazić emocje, jakie pozostawia. I choć jej treść i język nie są najlżejsze, a niektóre fragmenty mogą wydawać się niektórym czytelnikom przydługie i zbędne, to warto zajrzeć do tego raju, który okazał się piekłem.

Sylwia Sekret

pokaż więcej

Dodaj dyskusję
Dyskusje o książce
pokaż wszystkie
Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (625)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 1651
Isadora | 2014-09-03
Przeczytana: 03 września 2014

Odkrycie Tasmanii przez Europejczyków i brytyjska kolonizacja z początków XIX wieku dramatycznie i nieodwracalnie zmieniła oblicze wyspy, a także przypieczętowała los rdzennej ludności, Aborygenów. Na nowy, nieznany ląd zaczęli napływać osadnicy, więźniowie kolonii karnych, wszelkiej maści badacze i naukowcy, awanturnicy i poszukiwacze przygód czy kaznodzieje owładnięci misją nawracania tubylców. Fragment burzliwej historii tego zakątka świata zaadaptował na potrzeby powieści angielski pisarz Matthew Kneale tworząc barwną, mozaikową, tragikomiczną opowieść stanowiącą swoistą krytykę brytyjskiego kolonializmu i imperializmu oraz przekonanego o wyższości europejskiej kultury białego człowieka.

Rok 1857. Bezustannie będący w finansowej potrzebie kapitan z wyspy Man, Illiam Quillian Kewley, ma wyjątkowego pecha. Jego wypełniony po brzegi kontrabandą statek zostaje zatrzymany przez angielskich celników i choć urzędnicy nie znajdują towaru, nakładają na kapitana dotkliwą grzywnę. Ten,...

książek: 464
Hipek | 2016-04-21
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: lipiec 2015

Książka o podróżach, o świecie po drugiej stronie Ziemi, o zdobyczach geograficznych białych. Niezwykła, bo pisana 21 stylami. Wciągająca przygodami, różnym spojrzeniem na te same wydarzenia. Ciekawa!

książek: 2287
Vianne | 2015-01-04
Przeczytana: grudzień 2014

Zaczyna się toto całkiem niewinnie, gdy poznajemy kapitana Kewleya i jego załogantów, którzy zamierzają ubić szemrany interes. Bohaterowie szybko wpadają w tarapaty i historia nabiera rozpędu. Na dalszych stronach powieści spotykamy kolejnych nietuzinkowych bohaterów i nim się obejrzymy, płyniemy już wraz z nimi na kraniec świata. A kiedy wydaje się, że będziemy mieć do czynienia z lekką, nieco groteskową opowieścią w klimatach przygodowo-awanturniczych do głosu dochodzą tasmańscy tubylcy. Wraz z ich relacją nasz punkt widzenia zmienia się diametralnie. Nie jest już tak wesoło i przyjemnie, a wręcz przeciwnie – im dalej w las, tym trudniej i bardziej gorzko.

"Anglicy na pokładzie" wciągają od pierwszych stron i zaskakują. Historia opowiedziana przez 21 narratorów jest frapująca, a autor umiejętnie manipuluje emocjami czytelnika. Pod pozorem błahej i zabawnej historii o wyprawie do Tasmanii opowiada o tragedii tamtejszej ludności, a także bezlitośnie piętnuje ludzką głupotę i...

książek: 1021
oceuce | 2017-10-21
Przeczytana: październik 2017

Uwielbiam powieści, dzięki którym mogę przenieść się w zupełnie inne miejsce i czas, poznać kawałek historii i nauczyć czegoś nowego o świecie. "Anglicy na pokładzie" to właśnie taka książka. Ale ma też wiele innych plusów ;)
‎Akcja powieści toczy sie w połowie XIX wieku. Z wyspy Man wyrusza nietypowa ekspedycja zmierzająca w kierunku Tasmanii. Skąd ta "nietypowość"? Tak się składa, że każdy z jej uczestników (bardzo zresztą oryginalnych) ma inny cel. Jest pastor święcie przekonany, że na Tasmanii odnajdzie biblijny Eden; jest antropolog zbierający materiały do swoich rasistowskich badań i jest również młody botanik, wysłany przez rodziców na drugi koniec świata, by "poznał trochę życia". Oprocz podróżników na statku jest oczywiście załoga wraz z kapitanem Kewley'em, których zupełnie nie interesują plany pasażerów, bo cel mają tylko jeden: przemyt tytoniu i brandy skrzętnie ukrytych na pokładzie. Wszystkich ich od początku prześladuje pech, a trudności piętrzą się w...

książek: 1821
Piotr | 2015-01-06
Na półkach: Przeczytane

http://pisanyinaczej.blogspot.com/2014/10/anglicy-na-pokadzie-matthew-kneale.html

książek: 392
wittk | 2014-09-26
Na półkach: Przeczytane, 2014, Polecam

Czy „Anglicy na pokładzie” to lekka, śmieszna i pretensjonalna powieść jak jej tytuł? Nic bardziej mylnego, jest to powieść poważna i dość trudna. Na pewno nie jest to czytadło, mające na celu pomóc w walce z nudą. Opowiada ona ciekawą historię, która usytuowana została w tle rzeczywistych wydarzeń z dziewiętnastowiecznej, kolonialnej Tasmanii. Przede wszystkim jednak Kneale każe nam zastanowić się nad wieloma aspektami ludzkiej natury. Autor dowodzi w powieści, że to nie powierzchowne cechy określają to jakimi jesteśmy ludźmi. Demaskuje też obłudę wielu zachowań, które nie są charakterystyczne jedynie dla XIX wieku. Oprócz treści uniwersalnej dzieło to zawiera w sobie szalenie interesującą warstwę historyczną. Powieść przybliża wiele faktów z historii dziewiętnastowiecznej Australii i Oceanii. Wielką zaletą utworu jest dbałość autora o szczegóły historyczne i umiejętność wykorzystania ich w fabule. Wszystko to dostarczone zostało nam w bardzo pomysłowej formie. Narracja...

książek: 316
jatuczytam | 2014-12-11
Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Posiadam
Przeczytana: 07 grudnia 2014

Opinia pochodzi z mojego bloga:
http://jatuczytam.blox.pl/2014/12/Anglicy-na-pokladzie-Matthew-Kneale.html

Matthew Kneale to angielski pisarz i zapalony podróżnik, który do tej pory odwiedził blisko 80 krajów położonych na wszystkich kontynentach. Jego pierwsza książka - wydana w 1987 roku powieść "Whore Banquets" była pokłosiem podróży do Japonii, jaką autor odbył w młodzieńczych latach. Kneale skupia się w swych książkach przede wszystkim na dysonansie kulturowym i konfliktach z nim związanych, a płynących z niezrozumienia tego, co odmienne oraz z tendencji człowieka do subiektywizacji obserwowanych zjawisk. Inspiracje te wyraźnie widać w opublikowanej w 2000 roku powieści "English Passengers", która doczekała się swojego polskiego wydania w 2014 roku.

Jest rok 1857. Pastor Geofferey Wilson będący jednocześnie zapalonym geologiem, upierając się przy twierdzeniu, że Ziemia nie może liczyć sobie więcej niż 6 tysięcy lat wchodzi w polemikę z gremium uczonych oraz agnostyków. W...

książek: 299
Legendkiller | 2015-01-06
Na półkach: Przeczytane, Posiadam

Trzej angielscy dżentelmeni z wyższych sfer podejmują wyprawę na antypody, jej celem ma być odnalezienie biblijnego ogrodu Eden. A, że do tego celu czarterują nieświadomie statek wyładowany po brzegi kontrabandą, któremu na dodatek siedzą na karku celnicy, powieść dostarcza emocji niczym wzburzone morze targane falami.

Statek przemytników, jest w tym przypadku zresztą przykrywką dla drugiego dna, które stanowi naznaczona prześladowaniami tragiczna historia australijskich aborygenów.

Obie historie przeplatają się jak zwój marynarskiej liny, a ilość narratorów w zawrotnej liczbie 21 osób, pozwala na szczegółowe przyjrzenie się temu zakątkowi świata. Australia została początkowo zasiedlona przez Europejczyków w jednym celu - stworzeniu kolonii karnych i odizolowaniu najgorszych szumowin i przestępców starego świata. Z czasem nienasyceni Europejczycy zaczęli sięgać po więcej. Historia dość dobitnie nauczyła nas tego, że wszędzie gdzie pojawiali się kolonizatorzy, spychali...

książek: 389
Michał Stanek | 2017-03-08
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 08 marca 2017

CIEMNA STRONA IMPERIUM

Anglia, lata 50. XIX wieku. Pechowy kapitan Illiam Quillian Kewley zostaje uwikłany, trochę chcąc - nie chcąc, w przewiezienie trójki ekscentrycznych pasażerów na drugi koniec globu, na Tasmanię. Po drodze próbuje upłynnić kontrabandę (tytoń i alkohol), ukrytą na okręcie. Wspomniani pasażerowie to nawiedzony pastor, na wpół obłąkany lekarz o rasistowskich poglądach, oraz młody biolog-utracjusz. Taki jest punkt wyjścia powieści, która stała się w Polsce wydarzeniem sezonu na polu literatury obcej. Zasłużenie.

Powodów sukcesu jest wiele i jeden z nich to taki, że jest to bezsprzecznie kawał (ponad 500 stron drobnego druku) kapitalnej, epickiej literatury. Niezwykła jest konstrukcja opowieści, która operuje aż 21 naratorami, choć trzeba zaznaczyć, że spora część z nich to występy epizodyczne (w polskim wydaniu każdą partię tłumaczyła inna osoba, o czym na końcu). Najważniejsi zaś są wspomniani wyżej czterej bohaterowie, przy czym barwny marynarski język...

książek: 131
Ewa_Chani_Skalec | 2014-09-16
Na półkach: Przeczytane

Piękna okładka, wydawnictwo, któremu dopinguję od pierwszych dni, Eden i Tasmania. Czy może być ciekawsza mieszanka? Otóż może, a to częściowo za sprawą samego Autora, częściowo – Michała Alenowicza, który wpadł na iście szatański pomysł dotyczący przekładu. Na dodatek na tym nie skończył, ale doprowadził projekt do końca i dzisiaj Ty, Czytelniku, możesz go ocenić. Ja wystawiam szóstkę z plusem – zdecydowanie jedna z trzech najlepszych książek, jakie miałam okazję czytać w tym roku. Po kolei jednak.
Tasmania przez długie lata była dla Europejczyków nieznanym światem. Jeszcze bardziej tajemniczym niż Australia. To, co przybysze uczynili z nowym lądem i jego ludnością można zaś nazwać tylko w jeden sposób – ludobójstwo, całkowita zagłada rdzennych Aborygenów. Nie ma żadnego usprawiedliwienia i na zawsze już powinniśmy się wstydzić tamtych dni, kiedy biali – dla sportu, dla własnego bezpieczeństwa, dla możliwości zdobycia nowych terenów i z wielu jeszcze różnych powodów – mordowali...

zobacz kolejne z 615 
Przeczytaj także

Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
Inne książki autora
więcej książek tego autora
Powiązane treści
Jesteśmy bardzo młodzi w skali historii świata

Brytyjczycy często podróżują po świecie i dziwią się, że ludzie ich nienawidzą. Nie wiedzą dlaczego, bo nie znają swojej historii. Matthew Kneale autor „Anglików na pokładzie”, „Drobnych występków w czasach obfitości” i „Rzymianami bendąc” opowiada o brytyjskim humorze, miłości do historii, ciemnej stronie ludzkiej natury i nowej powieści, którą właśnie ukończył.


więcej
„Zapomniany walc” – książka z soundtrackiem

Kilka dni temu nakładem gdańskiego wydawnictwa Wiatr od Morza ukazała się powieść „Zapomniany walc” autorstwa nagrodzonej Bookerem Anne Enright. To powieść wyjątkowa, m.in. ze względu na fakt, że jej rozdziały noszą tytuły popularnych w kulturze anglosaskiej piosenek o miłości.


więcej
więcej powiązanych treści
zgłoś błąd zgłoś błąd