Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Szamański blues

Cykl: Cykl Szamański (tom 1)
Wydawnictwo: Fabryka Słów
7,17 (305 ocen i 67 opinii) Zobacz oceny
10
19
9
31
8
72
7
105
6
48
5
14
4
9
3
2
2
3
1
2
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788379641208
język
polski
dodał
aspolski

Witkacy miał nadzieję, że jeśli zaliczy kryzys przed czterdziestką, będzie się on objawiał idiotycznie szybkim samochodem i nieprzyzwoicie ślicznymi kobietami. Zamiast tego rozpleniły się magia, duchy i upiory. A gdy tylko zaczął sobie radzić z tą pokręconą rzeczywistością, kryzys wszedł w fazę drugą. W życiu Witkaca pojawia się kobieta z jego przeszłości, która nieoczekiwanie zniknęła...

Witkacy miał nadzieję, że jeśli zaliczy kryzys przed czterdziestką, będzie się on objawiał idiotycznie szybkim samochodem i nieprzyzwoicie ślicznymi kobietami. Zamiast tego rozpleniły się magia, duchy i upiory. A gdy tylko zaczął sobie radzić z tą pokręconą rzeczywistością, kryzys wszedł w fazę drugą. W życiu Witkaca pojawia się kobieta z jego przeszłości, która nieoczekiwanie zniknęła szesnaście lat wcześniej. Cała w czerwieni, z bagażem kłopotów i tajemnic. Nie czas na spacer w deszczu aleją gorzkich wspomnień. Noworodki umierają, duchy się panoszą bardziej niż zwykle i coś złego czai się na Witkaca w ciemności. Nie czuje się on bohaterem, ale los zdaje się tym zupełnie nie przejmować i rzuca nowe wyzwania. Gdyby chociaż w zaświatach czekał kontyngent nieprzyzwoicie ślicznych kobiet, a nie rozwścieczeni i agresywni Przedwieczni…

 

źródło opisu: www.empik.pl

źródło okładki: www.fabryka.com.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 579
Rachel3 | 2016-03-13
Na półkach: Przeczytane, Totalnie denne

Myślałam, że Jadowska może czegoś się nauczyła. W końcu, jak pamiętałam, jej pierwsza książka nie była aż taka tragiczna, chociaż czytałam ją w gimnazjum, więc co ja tam wiem. Potem było coraz gorzej, ale wciąż potencjał gdzieś tam się krył, za samym pomysłem. Dlatego stwierdziłam, że być może, być może - nowa seria, nowy główny bohater (nie Dora i nawet nie kobieta, więc nie będzie Mary Sue, co najwyżej Gary), a nuż but zobaczę jakiś postęp.

Niestety, postęp według Jadowskiej... A co mi tam, pozwolę sobie zacytować:

"- Ale jaki postęp?
- Postępowy. Do przodu.
- Znaczy się... naprzód?
- Tak jest. Przodem do przodu.
- A tył?
- Tył też do przodu.
- Ale wtedy przód będzie z tyłu?
- Zależy, jak popatrzeć. Jak od tyłu do przodu, to wtedy przód będzie z przodu, choć do tyłu. "

Tak mi się skojarzyło z "Tangiem", bo czytając "Szamański blues" miałam nieodparte wrażenie, że napisał go właśnie taki Edek. Wróć, całkiem możliwe, że nawet Edek napisałby lepsze dzieło - gdyby umiał pisać, rzecz jasna.

Szkoda mi słów, więc może uraczę Was kolejnymi cytatami, tym razem z tej... tego czegoś, dla czego nazwa "książka" nie przejdzie mi przez gardło. Oczywiście, opatrzonymi stosownym komentarzem.

Swoją drogą, Jadowska naprawdę zasługuje na medal, bo jest pierwszą ałutoreczką, która swoją grafomanią poraziła mnie tak bardzo, że aż się ruszyłam i zrobiłam notatki.

str. 8/9 "[...] i wiedziałbym, jak ją odesłać z mostu bez wdrapywania się nań, by namalować pod spodem odpowiedni sigil odesłania" - Czyli bohater wdrapał się NA most, żeby POD nim namalować jakiś tam magiczny znaczek. Aha.

10 "Nawet gdybym mógł strzelać do pięćdziesięciu razy sztuka, nie wpadłbym na to, że za drzwiami będzie stać ona." - Czyli słynne pomijanie imienia przybyłej postaci, MIMO ŻE główny bohater ją rozpoznał, a narracja jest w PIERWSZEJ OSOBIE. O tym obszernie pisał Vaherem w swoich recenzjach do "Dory Wilk", niemniej jednak ZUO pozostaje ZUEM.

Już pomijam fakt, że facet właśnie wyszedł otworzyć drzwi wprost spod prysznica, w samiutkim ręczniku, mimo że nie wiedział, kto przychodzi. A gdyby to był jego szef? Nie mógł powiedzieć "Chwileczkę?" i się ubrać? Albo po prostu zignorować natręta skoro od początku rozdziału rozwodzi nam się, jaki to miał ciężki dzień i w ogóle jaki to świat jest okropny i ma go dość?

12 "Pod moją nieobecność znalazła jakiś ręcznik i wytarła nim włosy. Były potargane i lekko naelektryzowane, jakby dopiero wstała z łóżka." - Czyli bohaterka przyszła z ulewy, przemoczona do suchej nitki, po czym ręcznikiem wytarła sobie włosy do takiego stopnia, że aż się elektryzowały. Aha. Niezła sztuczka. Szkoda tylko, że fizyka i zwykły zdrowy rozsądek poszły się wałęsać w diabły.

13 "[...] wyglądała idealnie. Jak mała Francuzka, która jakąś boską opatrznością trafiła do Polski, by zawracać w głowie chłopakom nad Wisłą." - zwróćcie uwagę na typowe dla lewicy kompleksy na punkcie naszej ojczyzny, czy raczej tego, że akurat mieli "nieszczęście" się tu urodzić. Bo Polka to nie może być piękna, a jak już jest piękna, to wygląda jak Francuzka. Co za... [dokończcie sami, nie będę klęła]

13 "Spacerowała po niewielkiej przestrzeni mojej kawalerki i robiła coś, co w policji nazwalibyśmy profilowaniem. Sporo się można dowiedzieć o człowieku, przeszukując jego mieszkanie. I ona właśnie to robiła." - Naprawdę muszę komentować? Przecież nieporadność językowa aż krzyczy i wali czytelnika po głowie. Mniejsza o ałutorkę, gdzie była redakcja? Ale o czym ja mówię, przecież redakcja wzięła nogi za pas jak tylko dowiedzieli się, że przyjdzie im poprawiać po Jadowskiej... Tego jest tyle, że nie da się poprawić. Da się co najwyżej napisać od nowa.

Zauważcie, że nadal jesteśmy na 13 stronie, podczas gdy rozdział rozpoczął się na 5, a po drodze jeszcze była całostronicowa ilustracja. I piszę tylko o co większych "wpadkach".

14 - niepotrzebne wspominanie Dory, w kółko tylko Dora i Dora, w dodatku oczywiście zwana jednym z jej głupich przezwisk, w tym przypadku "Ti".

15 - nuda, nuda, nuda. Romantyczne wspominki z dawnych lat, bo to akurat to, co faceci lubią najbardziej... Ja nie wiem, facetem nie jestem, ale podejrzewam, że gdyby jakiś facet to czytał, to złapałby się za głowę. Do tego ach, te niepotrzebne, patetyczne wielokropki, które nieporadnie starają się budować napięcie... Oczy bolą.

17 - dowiadujemy się, że Witkacy szukał naszej "onej", myślał, że pojechała do Austrii, a tu się okazuje, że "Pracowała kilka przecznic of mojego mieszkania. Pewnie mieszkała równie blisko." Szczęka mi opadła. Ależ z Witka detektyw, ukochanej w tłumie ani razu nie dostrzegł, w żadnym autobusie, tramwaju, w korku czy choćby w pobliskim sklepie. Po co, po co, no po co? Po co pisać taki bezsens? Czy tak trudno byłoby przenieść "oną" na drugi koniec miasta albo chociaż dzielnicę dalej?

17/18 - jej, kolejny stały błąd ałutoreczki, czyli ciągłe zwracanie się do postaci po imieniu. Przy okazji dowiadujemy się, że ona to Konstancja, a on to Piotr. Piotrze, Piotrze, Konstancjo. "Pomóż mi, Piotrze, błagam cię!"

Na tym mój masochizm się wyczerpał. Wysiadłam. Koniec i basta, książkę najchętniej bym spaliła, ale jest z biblioteki. Może to i lepiej, przynajmniej w żaden sposób nie finansowałam tej grafomanii. Niepomiernie dziwi mnie, że toto się w ogóle sprzedaje. Aż tylu mamy masochistów w Polsce?

Nie będę dalej komentować, wierzę, że wystarczy. Z niecierpliwością czekam na recenzję Vaherem (o ile będzie), żeby dowiedzieć się, czy dalej jest jeszcze gorzej. Sama żegnam się z Jadowską - mam nadzieję, że już na dobre.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Ukryty wymiar

Czy można nadawać nazwy nie ulicom, ale punktom ich styku? Czy można numerować domy nie wedle kolejno uszeregowanych budynków, ale daty ich post...

zgłoś błąd zgłoś błąd